środa, 27 stycznia 2021

A może by tak do Mongolii...?

No niestety, za daleko i za drogo. I samoloty nie latają... Obejrzałam więc tylko album pani Dzikowskiej, powzdychałam, pomarzyłam (marzeniami bez pokrycia) i posłuchałam mongolskiej muzyki. 

Czy wiecie, że:

- w Mongolii żyje 3 miliony ludzi (w tym na stałe 10 Polaków:), z czego 36% to dzieci do lat 18, a gęstość zaludnienia wynosi zaledwie 2 osoby/km². 1 milion ludności żyje w stolicy Ułan Bator.
- Średni wiek osób zamieszkujących ten kraj to 27,5 lat.
- Mongolia nazywana jest Krainą Błękitnego Nieba, ponieważ w roku ma ponad 260 słonecznych dni.
- Od 30% do 40% mieszkańców tego kraju to koczownicy.
- Ułan Bator jest najchłodniejszą stolicą świata, o średniej temperaturze -1,3 stopnia
- 30% terytorium Mongolii pokrywa pustynia Gobi. Natomiast piaski pokrywają tylko 5% pustyni Gobi. W styczniu i lutym na pustyni Gobi zalega śnieg.
-  Najwyższy mongolski szczyt o nazwie Chujten orgil wznosi się 4374 metry npm.
- W Mongolii funkcję piwa pełni kumys, czyli alkoholowy napój musujący wytwarzany w wyniku fermentacji alkoholowej cukru mlecznego. Jego główny składnik stanowi mleko klaczy, czasami wykorzystuje się mleko jaka, osła bądź krowy.
- Mimo braku dostępu do morza, Mongolia posiada swoją marynarkę wojenną składającą się z jednego, kutra. Radzieckiej produkcji statek pływa po jeziorze Chubusuguł. Na jego pokładzie znajduje się jeden karabin maszynowy.
- Na jednego obywatela Mongolii przypada około 35 owiec.
- W Mongolii można znaleźć szczątki dinozaurów, które leżą całkowicie niezabezpieczone i dostępne dla każdego.
- Mongolskie śmieciarki podczas jazdy  nadają muzykę:)

Fajny kraj:) Szkoda, że nie mogę pojechać... 

Nie chcę nikogo katować oryginalną mongolską muzyką, bo mało kto z Europejczyków dostrzega jej walory i wytrzymuje dłużej niż minutę:) Ale ta w wersji pop ...? Czemu nie ...? Bardzo lubię muzykę z elementami folkowymi. Ten zespół The HU był także w Polsce, ostatni raz w styczniu 2020 dał dwa koncerty w Warszawie. Piękne widoki, urodziwi mężczyźni, fajne stroje, MOTÓRY!:) i muzyka, w której wykorzystano elementy śpiewu gardłowego. O tym, że taka muzyka się podoba ludziom świadczy liczba odsłon - ponad 68 milionów w dwa lata! I trzeba przyznać, że teledyski zrobione naprawdę na bardzo wysokim poziomie.



O śpiewie gardłowym nie każdy słyszał, to bardzo wielka sztuka i wymaga odpowiednich predyspozycji i umiejętności, talentu wręcz. Człowiek ma struny głosowe właściwe i rzekome. Dzięki uruchomieniu tzw. strun rzekomych głos jest o oktawę niższy. Podobno można się tego nauczyć, ale jednak niektóre ludy mają specyficzne predyspozycje. Tego typu śpiew jest domeną ludów tybetańskich, mongolskich, tuwińskich czy inuickich. Jest to śpiew inspirowany naturą i naturę imitujący: wiatr, brzęczenie świerszczy, letnia bryza, ptasi śpiew, rytm jazdy konnej. Przykładem tego może być mongolska historia wodospadu nad Buyan Gol (Głęboka rzeka), gdzie tajemnicze dźwięki miały przyciągać jelenie, by te wygrzały się w jego wodach. Według wierzeń właśnie tam pierwszy raz zostały ludziom objawione harmoniczne alikwoty czyli śpiew gardłowy. Kultury w tej części Azji stworzyły wiele instrumentów i technik gry oraz śpiewu, które naśladują odgłosy zwierząt, wiatru i wody. Istnienie tego śpiewu u Mongołów tłumaczy także ich położenie geograficzne. Otwarty stepowy krajobraz pozwala, by dźwięki przenosiły się na duże odległości. Często śpiewacy podróżują daleko od swych osad, by odnaleźć odpowiednią rzekę, którą dopłyną do stepów u zbocza góry, które stworzą odpowiednie środowisko dla ich śpiewu.
Bardzo niska i groźnie brzmiąca odmiana śpiewu gardłowego to kargira. Mongolski śpiew gardłowy od 2009 roku znajduje się na Liście Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO pod nazwą mongolskiej sztuki śpiewu Khoomei.

Na koniec dla tych, którzy pasjonują się grami Star Wars: proszę bardzo:) Tekst piosenki pierwotnie został napisany w języku mongolskim, a później został przerobiony na fikcyjny język z Gwiezdnych wojen.


W grę nie gram, nawet filmu nie oglądałam, ale dwie godziny tej muzyki posłuchałam z przyjemnością:) W tym czasie upiekłam ciasto. Bardzo mnie kusiła szarlotka, ostatnio najczęściej ją robię, ale akurat skończyły się smażone jabłka, i nie chciało mi się obierać, kroić, smażyć, czekać aż ostygną... Wykorzystałam zatem dżem własnej roboty z przecieranych mirabelek. Ciasto wyszło pyszne!


Zjadłam dwa spore kawałki, więc nie powinnam jeść obiadu:) Zresztą i tak nie zdążę, bo o 14 zaczynam pracę, a mam jeszcze coś pilnego do zrobienia.  Tak się przyzwyczaiłam do pracy w domu, że nie wyobrażam sobie powrotu do biura, a chodzą słuchy, że będziemy powoli wracać do firmy. Obecny system pracy daje więcej swobody i oszczędzam czas. W czasie przerwy mogę wyjść z psem:) Auto odpalam jedynie od czasu do czasu, na przykład na spotkanie z przyjaciółką, na zakupach byłam prawie dwa tygodnie temu. Oddałam je dziś do warsztatu na wymianę płynów i sprawdzenie mechanizmów, bo muszę stawić się na przegląd już niedługo. Poza tym szykuję się do dalekiego wyjazdu w Polskę, pewnie zrobię z tysiąc kilometrów w obie strony i na miejscu. I to jest ta zaleta pracy zdalnej, że zabieram sprzęt i pracuje z dowolnego miejsca po południu i wieczorem lub w jakich chcę godzinach, a w pozostały czas mogę śmigać po górkach.  Oby wyszło, bo już tęsknię za widokiem miejsc innych niż okoliczne. I za córką i wnuczką, z którymi ten pobyt jest planowany. I będziemy córce kupować nowe auto. Uprasza się trzymać kciuki:)

Tymczasem w domu zakwitła wiosna.



Pozdrawiam!
Ps. Żeby obejrzeć teledyski trzeba przejść z wersji mobilnej przeglądarki na komputerową, nie wiem dlaczego;)

czwartek, 14 stycznia 2021

Atak i ataczek

Lubicie mocną muzykę metalową ? Nie ? No, to posłuchajcie:). I koniecznie poczytajcie komentarze pod filmami:)

Nadal się nie podoba?:)

Zespół Sabaton pochodzi ze Szwecji i swego czasu zaśpiewał serię piosenek historycznych. Polska też w nich nie została pominięta: pierwsza z powyższych piosenek jest o bitwie pod Wizną, były jeszcze o Sobieskim pod Wiedniem i husarii, o Dywizjonie 303 i o Powstaniu Warszawskim. Druga z zaprezentowanych jest o zdobywaniu twierdzy Osowiec. Nigdy tam nie byłam, znam ze słyszenia i z opowieści MMŻ, który pochodził z niedalekiej okolicy. Jakoś ostatnio mi się o niej przypomniało. To chyba dlatego, że nie planuję wakacji:) O tej porze roku w latach ubiegłych miałam już zaplanowane i zarezerwowane pobyty zagraniczne. W tym roku póki co odpuszczam sobie. Po pierwsze, nie wiadomo co nasz rząd jeszcze wymyśli. Po drugie, nie wiadomo, czy samoloty będą latać. Po trzecie, chodzą słuchy, że do niektórych krajów będą wpuszczać tylko zaszczepionych, a ja nie planuję. Najprawdopodobniej urlop spędzę w Polsce, a tu też  jest wiele ciekawego do obejrzenia i poznania.

No więc przypomniał mi się ten Osowiec. Czy wiecie, że:
- do zwiedzania twierdzy należy pokazać dowód osobisty, a goście zagraniczni muszą mieć specjalne zezwolenie uprawniające do wejścia, wydane przez właściwy organ wojskowy w Warszawie, 
- zwiedzanie Fortu I Twierdzy Osowiec na terenie Jednostki Wojskowej odbywa się tylko w dni robocze w lipcu i sierpniu w godz 9-13.00,
- twierdza ma swoje duchy, w tym Czarną Damę oraz Tunel Śmierci, w  którym  pokutuje od 1912 r. duch oficera rosyjskiego,
- podczas I wojny światowej w randze podporucznika w Twierdzy Osowiec służył Władysław Strzemiński polski malarz, teoretyk sztuki, publicysta, pedagog 

O czym jest piosenka ?
Otóż w czasie I wojny światowej w 1915 roku armia pruska licząca ponad 7 tysięcy ludzi poprowadziła natarcie na twierdzę, nie spodziewając się większego oporu. Do zdobycia twierdzy Niemcy zdecydowali się użyć gazów bojowych - gazowych związków chloru i bromu (posiadali 30 baterii miotaczy gazu). Chmura gazu po pokonaniu 10 km osiągnęła szerokość 8 km i wysokość 10-15 m. Wojska rosyjskie w tym czasie nie miały na wyposażeniu masek przeciwgazowych, w wyniku użycia gazów Rosjanie ponieśli olbrzymie straty,  zginęło ponad 800 żołnierzy.
Gdy po ataku Niemcy dotarli do pozycji Rosjan, ci przeprowadzili kontruderzenie oddziałem w liczbie 60-100 żołnierzy. Niemcy wpadli w panikę z powodu pojawienia się Rosjan, którzy kaszleli krwią i kawałkami własnych płuc, gdy kwas solny utworzony przez mieszankę gazowego chloru i wilgoci w ich płucach zaczął rozpuszczać ich ciała. Niemcy wycofali się, biegnąc tak szybko, że wpadli we własne pułapki z drutu kolczastego. Pięć pozostałych rosyjskich dział otworzyło następnie ogień do uciekających Niemców. Atak ocalałych Rosjan poprowadził podporucznik Władimir Kotliński. O tej obronie mówi się "Atak zmarłych", gdyż Niemcy sądzili, że Rosjanie powstali ze zmarłych po zagazowaniu.
Po przegonieniu w czortu Rosjan i Niemców, twierdzę przejęło wojsko polskie w 1919 roku.

A w czasie II wojny Niemcy twierdzę omijali, tak się jej bali. Niestety, pod Wizną, w pobliżu, odbyła się inna bitwa, o której mowa w pierwszej piosence. Mówi się o niej "Polskie Termopile". Bitwa rozegrała się we wrześniu 1939 roku. 9 września po dwugodzinnym ostrzale artyleryjskim, na polskie pozycje ruszyła niemiecka piechota wspierana przez czołgi. Ze schronów pozbawionych wentylacji nie można było strzelać na skutek dymu, więc broń wyniesiono do okopów. Przy jednym z polskich dział zginął porucznik Stanisław Brykalski, który, wraz z kpt. Raginisem, jeszcze przed walką złożył przysięgę, że nie odda żywy swojej pozycji. Polacy odpierali kolejne fale niemieckiego natarcia, lecz do 2 karabinów przeciwpancernych Polacy mieli jedynie 20 sztuk amunicji. Pomimo tego polskim obrońcom udało się zniszczyć kilkanaście czołgów. Niemcy zajęli kilka punktów i wzięli jeńców. Pozostali w ostatnim schronie żołnierze polscy przetrzymali noc, a następnego dnia przy ich schronie pojawił się niemiecki parlamentariusz, stawiając gen. Raginisowi ultimatum, że albo bunkier się podda, albo polscy jeńcy wzięci w czasie bitwy zostaną rozstrzelani. Ponieważ większość obrońców była w różnym stopniu ranna, a amunicja była na wyczerpaniu, po godzinie namysłu Raginis rozkazał swoim żołnierzom opuścić schron, a sam rozerwał się granatem.
No i tak to... oby nigdy więcej...
Może się tam wiosną wybiorę...

Zanim jednak zacznę swoje wiosenne i letnie wycieczki, musze się zadowolić spacerami po okolicy. Akuratnie mamy atak. Ataczek. Mały ataczek zimy. Pierwszego dnia było to nawet miłe zaskoczenie. Pospałam trochę, tradycyjnie:) Około 10, zaczęliśmy się budzić: ja, pies i kot. Nie, w innej kolejności: kot, pies i ja:) Zasłony i rolety były jeszcze pozaciągane. Nakarmiłam zwierzaki, łyknęłam małą kawkę i otworzyłam kotu okno. Biel wyraźnie go zaskoczyła (mnie też:)  Wyszedł dwiema łapami na zewnętrzny parapet... podreptał i wrócił:) Piesa wyszła przez drzwi, normalnie:) I oszalała! Jakąś ociupinkę śniegu Luka w tym roku już widziała, ale wczorajsze opady pobieliły znacznie bardziej i z radości tarzała się w śniegu, biegała jak zwariowana, skakała ... nie mogłam się ze śmiechu powstrzymać; tyle w niej było radości, co w dziecku, które widzi śnieg pierwszy raz w życiu.







Dzisiejszy dzień pozbawiony był słońca, rano godzinka spaceru (zaledwie 3,8 km), ale za to w miłym towarzystwie. Otóż poznałam panią z sąsiedniej wsi, chyba w podobnym wieku, która chodzi z kijkami ze swojej wsi do naszych opłotków i z powrotem. I tak codziennie, jak się zwierzyła. Wstępnie jesteśmy umówione na wspólny spacer po weekendzie, bo ja jutro pracuję, a weekend mam zaplanowany na inne rozrywki - w sobotę zakupy w Ikei, potem zobaczę się z koleżanką, a w niedzielę z kolegą wójtem. To ewenement ta moja nowa znajomość, bo na wsi żadnego życia towarzyskiego nie prowadzę. Może zatem to się zmieni:)
Po powrocie lekkie śniadanko.




W menu: własnoręcznie upieczone kruche ciasteczka, jogurt naturalny z przepysznymi kandyzowanymi figami w syropie przywiezionymi z Macedonii (dlaczego nie przywiozłam całej skrzynki!?) oraz koktajl mleczny z owocami z działki (porzeczki czerwone i czarne oraz maliny). 

Po południu, korzystając z dnia wolnego od pracy, kolejne wyjście na spacer, tym razem dłuższy. Na psie widać, jak padało:)  Widziałam kilka stadek saren, ale nie miałam ze sobą aparatu, tylko telefon, więc nie zostały uwiecznione. Luka wyczuła ich zapach i zachowała się jak pies myśliwski, ogon równolegle do ciała, postawione uszy i prawa przednia łapa do góry:)  Oj, chciała biec za nimi, ale od czasu jak miała cieczkę, nie puszczam jej luzem nawet na polach. Podobnie było na widok zajęcy. Widziałam tez kilka wielkich drapieżnych ptaków krążących nad polami.  Wiedzą, że na białej powierzchni łatwo upolować gryzonie, więc korzystały z okazji.




Jak widać, tempo średnie, około 4,45 km na godzinę, jak to z psem: tu powąchać, tam zawrócić, tam popatrzeć... A widoczność bardzo słaba z powodu padającego śniegu. Ale sanie ciągnięte przez konia wypatrzyłam! To rzadki widok w dzisiejszych czasach. Pan prowadził konia za uzdę, a na saniach jechała niepełnosprawna dziewczynka. Jakiś tata zafundował córce fajną atrakcję.




Życzę wszystkim udanego weekendu, a jak komuś uda się pojeździć z wnukami lub dziećmi na sankach, to niech się pochwali:)

Ps. W wersji na komórkę nie widzę wstawionych filmów, tylko ja czy wszyscy? Jak się przestawi na wersję komputerową to są.

wtorek, 5 stycznia 2021

2021 czas zacząć

Szybko zjadłam resztę szarlotki, żeby nie kusiła:) Jeszcze dopiję kawkę. Niedawno zjadłam śniadanie, a za chwilę wieczór:) Z zaskoczeniem obudziłam się o ...11.30! Drugi raz w dzisiejszym dniu. Średnia córka z wnuczką pojechały do siebie z samego rana po kilku dniach pobytu, jeszcze ciemno było. Wtedy wstałam po raz pierwszy. Lało strasznie. Pomachałam dziewczynom i poszłam do łóżka, poczytałam biografię Sienkiewicza pióra Iwony Kienzler (baardzo polecam, świetna!) i wraz z ostatnią kartką zamyśliłam się nad losem bohatera i tak zasnęłam. Miałam jakieś bardzo wyraziste sny, wtedy pamiętałam, teraz już nie, ale to bez znaczenia, bo nie wierzę w interpretacje snów, to nie muszę pamiętać. W każdym razie śniło i spało mi się miło:)

A przy okazji: znacie 10 przykazań dla pana Sienkiewicza ? W dniu jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy Henrykowi Sienkiewiczowi wręczono żartobliwie przykazania, które ułożyli dla pisarza przyjaciele.
„Oto dziesięcioro przykazań Sienkiewiczowskich, danych narodowi na raucie jubileuszowym dn. 22 r. 1900. Jam jest Henryk Sienkiewicz. Wielka Wielkość Twoja, którym Cię wywiódł na pole sławy wszechświatowej.
1) Nie będziesz miał Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i innych nade mnie.
 2) Nie będziesz używał wielkiego Imienia Mego nadaremno.
3) Pamiętaj, abyś Dzień Jubileuszu Mego świecił.
4) Czcij Skrzetuskiego, Zagłobę, Wołodyjowskiego i Baśkę Jego, a mnie nade wszystko, bom nieporównany jest.
5) Nie śmiej używać na utworach moich.
6) Nie używaj dzieł moich na podpałkę.
7) Nie popularyzuj dzieł Moich bez dodatkowej opłaty na ręce moje.
8) Nie fałszuj myśli mojej, gdyż lojalność jej murem stoi.
9) Nie pożądaj żony Skrzetuskiego, albowiem Kniaziówną jest.
10) Ani Oblęgorka, ani pióra brylantowego, ani zaprzęgów, ani jarzma na woły nie będziesz pożądał, ani pragnął, gdyż narodowym darem jest!
Będziesz miłował każdego literata w miarę możności i chęci osobistej, a mnie bez żadnych zastrzeżeń.”

:)

Cudna jest ta moja średnia wnuczka, nie ma nawet czterech lat, a rezolutna taka, ponad wiek. Bardzo asertywna i wygadana. Pięknie tańczy, wyraźnie widać, że ma dobry słuch, bo wyczuwa rytm i dodatkowo ładnie śpiewa, po polsku i po angielsku:) W ramach "prac ręcznych" robiłyśmy świeczki,  z których większość (różowe:) Malutka zabrała sobie do domu. 




Stygną. A my niecierpliwie czekamy, aby je wyjąć z foremek, a w tym czasie jemy smakołyki:)


Jak się bardzo chce słodkiego, to miksujemy banan z kilkoma łyżkami mleka i łyżką kakao, pychota!:)

Tydzień to stanowczo za mało, ale dobre i to, bo dzieli nas spora odległość, a okoliczności zniechęcają do wizyt. Pewnie zobaczymy się kolejny raz dopiero w maju. Średnia wnuczka jest inna niż ta starsza, ale obie bawiły się do upadłego, zgodnie i nie potrzebowały do towarzystwa dorosłego. Rośnie z niej mała dama. Obecność kota i psa przyjęła ze spokojem, bez strachu, ale z postawą damy:) Żadnego spoufalania się ze zwierzakami, żadnego turlania z nimi po podłodze i pokładania się na dywanach z kotem w objęciach, tak jak robi to starsza. Przy młodszej zwierzaki mają swoje miejsce i nie mogą spoufalać się z ludźmi:) Jednego dnia doprowadziła mnie do głupawki, kiedy wstała rano, a ja akurat Luce zakładałam ... gacie:) Spokojnie spojrzała i rzekła poważnie: Luka dostała okresu ? :)) No, dostała:))) Bo 2 stycznia Luka dostała cieczki, zauważyła to... starsza wnuczka:)), więc rzuciłam się do internetu i na forum psiarzy ktoś podpowiedział, żeby psu założyć podpaskę:) Zatem biegiem do garażu po niemowlęce gacie wnuczek leżące nie wiadomo po co w pudełku (teraz już wiadomo po co:), i w komplecie z podpaską Luka nosi je po domu z godnością:) Na dwór oczywiście bez, nie będę psinki upokarzać odzieżą:)Specjalne psie akcesoria na cieczkę kupione na allegro idą i dojść nie mogą. Nie miałam pojęcia, że taki produkt w ogóle istnieje. Dla mnie to szok, nigdy nie miałam suki (bo nie miałam w ogóle psa, oprócz tego co miała córka) i temat jest mi obcy, a także dlatego, że na 5 stycznia byłam umówiona z weterynarzem na szczepienie psa i kota, i na 1 lutego na sterylizację/kastrację. Teraz ze wszystkim muszę się wstrzymać i zabieg przesunie się o miesiąc. Na szczęście jakoś to wszystko u Luki spokojnie przebiega, wydzielina jest skąpa i nie ma tych problemów, o których piszą forumiarze: o specyficznym zapachu i zabrudzonym mieszkaniu, a nawet meblach!

Tak więc moje wnuczki okazały się mądrzejsze w powyższej kwestii niż ja:) Dobrze mówią, że każde młodsze pokolenie jest mądrzejsze niż poprzednie:) Psinka mimo stanu, w jakim się znalazła, jest w dobrej kondycji. Co prawda jest raczej domatorką i podczas tzw. psiej pogody garnie się do domu odmawiając stanowczo spaceru (mnie też to pasuje:), ale wczoraj, kiedy córka ze swoją córką pojechała do mojej drugiej córki, ja wyszłam z psem na długi dwugodzinny spacer do lasu. A las szaro-bury i... zielony.










 A tu nawet ktoś zamieszkał,  ciekawe kto to. Musi mieć bardzo ostre ząbki...