środa, 14 kwietnia 2021

Kocham RODO

 Rety, rety... Zasypało i nadal sypie. Nawet pies nie chce iść na dwór, staje w drzwiach z wysuniętym na zewnątrz nosem i wzrokiem pyta: Muszę ??? Eh...




Korzystając z niepogody siedzę w domu. Pracę skończyłam kilka godzin temu, a tu nadal dzień. Bardzo mnie cieszy, że nawet koło 19.00 jest jeszcze widno. Trzeba by już zaczynać prace na działce, ale pogoda nie sprzyja. Korzystam więc i czytam, słucham i oglądam. Z filmami mam zawsze problem, bo na Netflixie jest mnóstwo filmowych śmieci. Jednak od operatora telefonicznego na urodziny dostałam darmowy półroczny pakiet nieograniczonego internetu do oglądania filmów przez aplikacje netflix, cda, ipla i coś tam jeszcze. To korzystam. Po godzinie poszukiwań wydłubałam kilka pozycji i trzy z nich polecam:  
- "Pamiętnik rybaka" (tytuł jest od czapy). Akcja dzieje się w Afryce, bohaterką jest 12-letnia dziewczynka, córka rybaka. Film pokazuje środowisko prostych ludzi i przemoc, jakiej poddawane są kobiety i dzieci. 
- "Rybaczka Petra" duński dramat, akcja dzieje się w XIX w, a bohaterką jest dziewczyna, która ... łatwo się zaręcza:) Prowadzi to do  różnych perypetii, ale ogólnie film ciekawy. I bynajmniej nie śmieszny.
- "Poszukiwania" - serial meksykański, dość krótki (nie lubię tasiemców). Jest oparty na faktach. Traktuje o zaginięciu i śmierci 4-letniej Paulette Gebara Farah. O prawdziwej historii można przeczytać Tutaj. W filmie przewija się cała rzesza indywiduów, dla mnie to był dodatkowy element podnoszący wartość serialu:) Prawie każdego bohatera filmu chciałam udusić gołymi rękami:)

Od córki natomiast dostałam abonament Empik-Go na audiobooki, też ograniczony czasowo,  więc korzystam z niego, a książki z aplikacji Inspiro, którą mam na zawsze za darmo z pracy zdążę przesłuchać kiedy indziej. I tak się martwię, że nie zdążę wysłuchać wszystkich, bo życia zbraknie:)
Fajnie mi się słucha z kotem na kolanach, filiżanką kawy i puszką domowych amoniaczków.

Najlepsze amoniaczki piekł mój Tato. Każdy, kto Tatę odwiedził czekał, aż Tata otworzy szafkę i wyjmie wielką salaterkę domowych ciastek na śmietanie z amoniakiem:) Od razu w ruch szedł garnek z gorącym mlekiem lub kakao:) To była uczta:) Tato od lat nie żyje i nikt w rodzinie amoniaczków nie piecze, więc  zawzięłam się i wreszcie znalazłam godny przepis (bo ten swój Tato zabrał do grobu). Przejęłam pałeczkę, teraz to ja będę babcią od amoniaczków:) 

Czas na wyjaśnienie tytułu. Otóż jakiś czas temu w pracy pojawił się problem ze spadkobiercą jednego naszego klienta. Klient był wiekowym człowiekiem, samotnym, ale zostawił coś dla pewnego pana, który też młody nie jest i wiadomo o nim było tylko, że ma na imię Tim (zdrobniałe), znane było nazwisko oraz, że mieszka na Florydzie. A, i że w nazwie miasta jest słowo "Green". Koleżanka, która biedziła się ze sprawą, poprosiła mnie o pomoc. No i znalazłam pana i udało się skontaktować,i sprawa ruszyła z miejsca. I przy okazji chciałam Wam pokazać, jak bardzo w Stanach nie obowiązuje Rodo. Zajrzyjcie na stronę: Tutaj lub Tutaj

A to adres strony głównej, gdzie jest wiele interesujących informacji:  https://www.floridaresidentsdirectory.com/

Wybrałam przypadkowe osoby, kobietę i Indianina. Zobaczcie, jak dużo z tej strony można dowiedzieć się o mieszkańcu Florydy: imię i nazwisko, płeć, kolor skóry, rasa, wiek, pełny adres! korespondencyjny i zamieszkania, partia polityczna, okręg do głosowania, zarobki! wartość majątku,  dane członków rodziny, dokładne dane sąsiadów, adresy email, numery telefonów... Można dokonać ciekawych interpretacji: oto 21-letni syn z dumą wpisuje: rasa - Indianin, a rodzice ukrywają pochodzenie i podają: biała, nie latynoska. Za ich młodości trudno było żyć z pochodzeniem indiańskim, syn już się tego nie wstydzi.
Z dostępnych tabel wynika, że w Randal Park Blvd, Orlando mieszka: 343 (37,69%) Latynosów, 333 (36,59%) Białych, Nie Latynosów, 137 (15,05%) Czarnych, Nie Latynosów, 41 (4,51%) Nieznanych, 29 (3,19%) Azjatów lub mieszkańców Pacyfiku, 21 (2,31%) %) Inne, 3 (0,33%) Indian amerykańskich lub rdzennych mieszkańców Alaski i 3 (0,33%) wyborców wielorasowych. Można z tej strony wyczytać naprawdę ogrom informacji.
A jak wpisałam pozyskany adres w google maps, to sobie te florydzkie domy i palmy pooglądałam:) Tam prawie nie ma chodników, oni nie chodzą pieszo, wszędzie jeżdżą autami.
Nie chciałabym mieszkać na Florydzie:) Taki człowiek prześwietlony wte i wewte. A że każdy prawie może kupić sobie broń i przyjść sprawdzić, co się składa na ten majątek wart przykładowe 2 mln usd... brrr... straszno:)

No tak, brrrr ... czyli także zimno, u nas, nie na Florydzie... a jeszcze przedwczoraj było tak:



Byłam z kociopsami na spacerze, we trójkę stanowiliśmy na wiejskiej drodze dość dziwny widok, ale co tam:)




czwartek, 8 kwietnia 2021

Robale

Poprzedniej nocy nie spałam. Męczyła mnie wizja robali, kleszczy znaczy się. Miałam wrażenie, że po mnie łażą, cały czas coś mnie na skórze drapało, miziało, łaskotało... pazury w ruch, wyobraźnia podsuwała mi niepokojące myśli i obrazy, paranoja jakaś:) Pierwszy raz kleszcza zobaczyłam mając 40 lat nad jeziorem Łuknajno na Mazurach, potem nie widziałam przez ponad 12-13 lat, a potem pojawiały się co jakiś czas, sporadycznie, w związku z posiadaniem kota. Kotek z obróżką przeciw kleszczom i pokropiony stosownymi kropelkami nie dał mi wielu okazji, by zacieśnić znajomość z kleszczami. Pies to co innego! Urodzaj, a właściwie klęska urodzaju kleszczy w tym roku jest ogromna. Przynoszę je na rękawiczkach, spodniach, na szaliku, na psiej smyczy. Pies po każdym wyjściu jest jeszcze na dworze przed domem czesany, oglądany i nie ma dnia, żeby jakiegoś na sobie nie przywlókł, a najczęściej kilka. A zdarza się, że nie zauważę dziada i po kilku godzinach zdejmuję z psa kleszcza już opitego jego krwią. Brzydzę się tym robactwem okropnie. Psu nie pomogła zaaplikowana tabletka od kleszczy, choć tania nie była. A miała być skuteczna, jednak nie odstrasza kleszczy. Zatem w drodze paczka z kroplami na skórę dla psa (kotu w tej formie zaaplikowałam i to go chroni) oraz dla obydwu zwierzaków dodatkowo specjalne obroże oraz na wszelki wypadek jeszcze spray na okazjonalne popryskanie. Tylu kleszczy co w tym roku nie widziałam łącznie przez całe swoje życie.  Przestałam chodzić do lasu i na łąki, kiedy wnuczka przyniosła kleszcza na czapce. Chodzę teraz po polach:) No bo przecież nie będę psa wyprowadzać na drogę szybkiego ruchu:) Oczywiście mam pojęcie o tym, że na polach może być tyle samo kleszczy co gdzie indziej, jednak świadomość, że idąc nie ocieram się o gałęzie, wysoką trawę i krzewy daje mi poczucie względnego spokoju.

Znów mi się chce drapać, bo mnie wszystko swędzi na samą  myśl..;) Co ta psychika z człowiekiem robi:)




Kiedy tak się kręcę po polach, to mi się zdaje, że w ten sposób zarabiam na opinię lokalnej dziwaczki. Oprócz rolników przy pracy, na wsi nikt nie spaceruje po polu:) A ja zamiast się z wsią integrować, wolę towarzystwo saren i zajęcy:) A przepraszam! Czasem się integruję z panem, co otworzył szkółkę jeździecką! To znaczy wcześniej też wypożyczał konia na przejażdżki, ale w zimie się zaktywizował, dokupił trzy konie, wygrodził spory padok i znacznie częściej prowadzi lekcje. 2-3 razy w tygodniu przecinają się nasze trasy, więc na chwilę się zatrzymujemy na krótkie pogawędki. I wystarczy tej integracji. Pani spotykana w zimie na kijkowaniu gdzieś zniknęła, nie widziałam jej już ze trzy tygodnie. Samej też mi się dobrze chodzi. Słucham przyrody na zmianę z audiobookami, kto inny nie musi mi już gadać za uchem:)
Nie wzięłam aparatu na dzisiejszą łazęgę, ale nawet fotki z telefonu pokazują, że świat się zmienia. Niech Was jednak nie zmyli błękit nieba, biel chmur i zieleń pól. W ciągu dnia trzy razy spadł śnieg, a zimno było okropnie i na dokładkę tak wiało, że przewróciła mi się huśtawka ogrodowa. Jeszcze nie była przymocowana do podłoża, ale przecież lekka nie jest. Nic jej się nie stało, podniosłam, przesunęłam pod jaśmin i stoi, już się na niej huśtałam kilka razy mimo chłodu:) Wystawiłam też do ogrodu stół i krzesła, czekam na PRAWDZIWĄ wiosnę w pełni przygotowana:)
Po następnym weekendzie mam urodziny, chlip chlip... Tak sobie rozmyślając o upływającym szybko czasie, wyciągnęłam pewien wniosek. Otóż, kiedy pomyślę, że 40 lat to ja miałam 20 lat temu, to widzę, iż to było całkiem w zamierzchłych czasach... Tyle się przez te 20 lat działo...Tyle zmieniło!  To jak jeszcze pożyję kolejne 20 lat, to jeszcze ogrom kolejnych wrażeń przede mną, kawał życia do przeżycia;) Przynajmniej taki mam plan he he...:)) I taką nadzieję.

Dyskretnie przepytałam moją młodzież na okoliczność wolnego weekendu najbliższego dacie urodzin i okazuje się, że pracują, jak nie jedno to drugie lub trzecie, poczułam się zatem zwolniona ze świętowania i daruję sobie tort z taką ilością  świeczek, że powietrza w płucach by mi zabrakło do ich zdmuchnięcia. Nigdy nie obchodziłam urodzin, w mojej rodzinie nie ma tego zwyczaju, więc może nikt nie zauważy, choć córka już z miesiąc temu pytała, co bym chciała na urodziny. Liczę jednak, że w ferworze pakowania się w związku z przeprowadzką na własne mieszkanie, nie przypomni sobie nagle o tej wątpliwej okazji do świętowania. Bo co tu świętować ? Że człowiek coraz starszy i powoli rdzewieje ? No, niedoczekanie!:) Prezent sama sobie kupiłam, dostarczą mi właśnie w urodziny, o taki:


Zdjęcie jest ze strony sprzedawcy, ale mam nadzieją, że w mojej sypialni będzie tak samo dobrze wyglądało:) Szerokie 2-osobowe łoże, całe tylko dla mnie:) I  nowy gruby materac.

No  i tak sobie tu klepię w klawiaturę, a tymczasem czeka na mnie książka. Jutro nie muszę rano się zrywać, więc poczytam, szczególnie, że ostatnie dwa wieczory poświęciłam na oglądanie serialu. Kto ma Netflixa, zachęcam do obejrzenia "Ósmej ofiary", tylko 8 odcinków:) Tu jest krótki opis i trailer: Ósma ofiara  Jest napięcie, wciąga nieźle, a zakończenie... zostawia człowieka z niezłym kacem.

No i oczywiście trzecią część Shtisela polecam! Obejrzałam do ostatniej minutki, kocham ten serial:) I wcale mnie nie zmartwiło to, że Akiva jednak nie spędzi życia z dziewczyną, z którą ożenił się na koniec drugiego sezonu,  bo jej po prostu nie lubiłam i mi jej nie żal z powodu tego, co się z nią stało:) 

Więcej grzechów serialowych nie pamiętam, ciężko mi znaleźć coś fajnego wśród nic niewartych produkcji. Zatem wracam do książki, na tapecie "Rosyjski romans"( bynajmniej nie romans ) Meira Shaleva. Powieść opowiada o osadnictwie w Palestynie Żydów Drugiej Aliji (1904 - 1913) przybyłych głównie z Rosji. cyt. z blurby "To historia o mężczyznach harujących w pocie czoła, uczących się ziemi od nowa, z nadludzkim wysiłkiem osuszających i przekształcających bagno w ziemię uprawną i miejsce do życia. To epos o rolnikach i postaciach niezwykłych – każdy z nich to ekscentryk, owiany legendą jeszcze za życia. To opowieści, które na długo zapadają w pamięć: o uroczystości obrzezania Abrahama, pierwszego dziecka urodzonego na ziemi obiecanej, o krwiożerczej hienie i zdziczałym perskim kocie imieniem Bułhakow, o założeniu cmentarza, który „wzbudza zawiść we wszystkich, oprócz tych, którzy byli na nim pogrzebani”.

Tak, że tak...No to dobranoc:)

niedziela, 4 kwietnia 2021

Przyszla

Małymi kroczkami i powoli, ale jednak przyszła. Spacery stały się przyjemniejsze w poszukiwaniu jej śladów. Na razie ledwo je widać, ale i tak cieszą. Teraz czas się podzielił na "przed świętami" i na "po świętach". Wcześniej była zima, teraz już wiosna, choć nadal jeszcze szara i choć święta jeszcze trwają. Jedynie trawa lekko się zieleni, ale niedługo nastąpi wybuch. Wielki wybuch kolorów, niech tylko bardziej przygrzeje.

Nadal lecą żurawie, na zdjęciu nieba nad dachem można znaleźć sznureczek ptaków.











Dziś się goszczę, jutrzejszy dzień mam zaplanowany tylko dla siebie, żeby poczuć, że mam wolne we święta;) Wystarczy jeden dzień tłoku. W końcu i tak ze wszystkimi widzę się na bieżąco, to czy akurat w święta też muszę?

Zaraz zaserwuję gościom świąteczny obiad, potem pójdziemy na spacer i wieczór będzie już.moj.

Spokojnych Świąt każdemu, jak sobie zażyczył:)