Lucia mnie zmotywowała do upieczenia ciasta. Co prawda nie we włoskiej formie zbliżonej kształtem do obwarzanków, ale w postaci blatów przełożonych waniliowym kremem. Czyli karpatka, jedno z najbardziej ulubionych ciast w mojej rodzinie. Pychota. Nawet nie chce mi się myśleć, ile to kalorii:) I choć placek nie jest wybitnie duży, to wystarczy mi na tydzień, gdyż nie wybieram się nigdzie, to i z nikim się nie podzielę. Zresztą dzielenie się obecnie nie jest w dobrym tonie. W pracy też nikogo nie częstuje i nie przyjmuje poczęstunku. Kalorie spalę ćwicząc z gumą:)
Wczorajszy dzień miałam wybitnie kulinarny. Rano pojechałam do sklepu po tygodniowe zakupy. Kupiłam wszystko co chciałam, półki pełne, niczego nie brakuje, ludzi mało, ceny normalne. Wzięłam bakłażany i zrobiłam dwa słoiki pasty z pomidorami do smarowania kanapek. Młoda kapusta aż się prosiła do kupienia po 2,99 PLN za sztukę. Miałam wegetariański bigosik na obiad i zawekowałam dwa słoiczki na dwa obiady na czas, gdy mi się nie będzie chciało gotować. Na działce zerwałam pierwszy wiosenny szczaw, ugotowałam zupę na warzywach ze śmietaną i gotowanymi jajkami, miała być na dwa dni, ale była tak pyszna, że zjadłam podwójną porcję. Na kolację ugotowałam ryż w ryżowarze (świetny wynalazek) i zjadłam ze słodką śmietaną ze świeżymi truskawkami, które kupiłam w cenie 4,99 PLN za pół kilograma.
Czemu pisze o cenach? Bo słyszałam, że bardzo podrożało, ale chyba nie wszędzie i nie na stałe. Biały ser o wadze 250 gram kupiłam po 2,99 PLN, jogurty małe Jogobella po 0,99 PLN, jeśli kupi się co najmniej trzy sztuki. Nawet podeszłam na stoisko mięsne, zobaczyć jak tam to wygląda i np. ćwiartki kurczaka były po 4,99 PLN, łopatka po 12 PLN, filety z kurczaka po 16 PLN. Pomidory po 6 PLN, bakłażany po 9 PLN, cukier 2,50 PLN, mąka z Lubelli po 2,50 PLN jeśli kupuje się co najmniej 2 kg. To według mnie nic nie podrożało i niczego w sklepach nie brakuje.
Mimo niskiej temperatury zrobiłam pranie i wieszając je zauważyłam koło garażu kwitnące fiołki. Ten widok sprawił mi wielką radość:)
Dziś pogoda jeszcze bardziej się zepsuła, nawet spadł śnieg, co przyjęłam z niechęcią, bo planowałam wycieczkę do lasu. Jest jednak zbyt zimno, a ja nie jestem aż tak zdeterminowana. Rozłożyłam się więc w fotelu z imbirową herbatą, kawałkiem ciasta i serialem na laptopie. Jako, że dotychczas seriali nie oglądałam, będzie to sprawdzian, ile wytrzymam:) Nie mówię, że naraz jednego dnia, ale w ogóle. Bo kilka dni temu podjęłam pierwsza próbę. Ale to wymaga wstępu. Otóż jeszcze w zimie w outletowej księgarni natknęłam się na drugi i trzeci tom powieści "Obca" Diany Gabaldon. Tomiszcza po 700 stron, uwielbiam. Szybko dokupiłam pierwszy tom przez internet. Wszystkich tomów jest dziewięć. Zaczęłam czytać. Połowa pierwszego tomu w porządku, pomysł fabuły do zaakceptowania. Potem się zaczęło. Cały czas albo jadą i opowiadają o czymś, albo się kochają, co autorka dokładnie opisuje na dziesiątkach stron nie stroniąc od szczegółów anatomiczno-fizjologicznych. I znów jadą. Bohater męski opisywany jako wyjątkowej dzielności mężczyzna jest nieprzekonujący i odebrałam go jako naiwnego chłopaka. Po prostu nie dało się dalej czytać. Rzuciłam przed końcem pierwszego tomu. Ktoś napisał w necie, że to piękna powieść, taka fascynująca i że powstał serial, i że jest jeszcze lepszy. Diabeł mnie podkusił włączyć. Obejrzałam kilka odcinków, może być. Koło ósmego bohaterowie zaczęli mnie drażnić, a odcinki zaczęły się wlec jak flaki z olejem. Z trudem i nadzieją na coś lepszego dotrwałam do połowy trzynastego odcinka. Wykończyły mnie dwie części, podczas których bohater negatywny gwałcił bohatera pozytywnego. Znaczy się facet faceta. Miało to być tragiczne, stało się niesmaczne, nudne i denerwujące. I jak pomyślałam, że to jeszcze nawet nie koniec pierwszego tomu, to bez żalu zrezygnowałam. Straciłam dziesięć godzin, trudno. Dziś zaczęłam jakiś sensacyjny serial hiszpański, ale obiecałam sobie, że jak przez dwa odcinki nie wciągnie mnie całkowicie to rzucam i żadnych seriali więcej, dobrze mi było bez nich i niech tak zostanie:)
Z dobrych wiadomości jest jeszcze taka, że tureckie biuro, gdzie kupiłam online wycieczki po Turcji, oddało mi pieniądze. A nasze polskie biuro podróży przysłało mi maila z prośbą o przeniesienie imprezy na inny termin, jednocześnie powołując się na punkt w regulaminie mówiący o odwołaniu wyjazdu przez organizatora. A tam jest zapis, że mają obowiązek oddać mi pieniądze. Do poniedziałku pomyślę, co zrobić. Kolejne wyjazdy mam zaliczkowane na lipiec i wrzesień, nie wiadomo jak się sytuacja rozwinie.
Cieszmy się z małych rzeczy. Na te większe trzeba poczekać.
Cieszmy się z małych rzeczy. Na te większe trzeba poczekać.


39 komentarzy:
U nas zakwitła forsycja.
I zaczęłam oglądać seriale, ale nie takie tasiemce jak Twoje. Przyznam, że miałam więcej szczęścia, bo z polecanych trzy już obejrzałam i wszystkie uznałam za dobre lub bardzo dobre /dla informacji: Młody papież, Nowy papież i Rok za rokiem/. Te papieskie trafiły się przypadkiem, bo byłam na filmie Dwóch papieży i temat mnie zainteresował.
My także mamy hektar placka, zawsze dzieliliśmy się z sąsiadką, a teraz nie proponuję, bo wiadomo...
Miałam ten sam problem z Dianą Gabaldon co Ty! W pewnym momencie też odpuściłam!
Ryżowar? Nie znam, czym to się je? A te truskawki to smakują jak truskawki?
Za to fiołków całe mnóstwo znalazłam za ogrodzeniem naszego wiejskiego cmentarza, i mam zamiar trochę przenieść do mnie! jak się uda, oczywiście, bo akurat przy głównej drodze się rozpleniły, jak najlepsze chwasty!
A! Czy możesz z mojej strony do mnie skrobnąć cokolwiek, abym widziała, gdzie Cię znaleźć! Nie mogłam tego znaleźć u Ciebie na blogu!
Mmmm, jakie ciacho!
Zimno,zimno,jutro muszę na zakupy, więc może od razu szybki spacer, jak pogoda pozwoli.
Lecę seriale, upiekłam ciasteczka:)
Uwielbiam karpatkę, jeszcze nie próbowałam wykonać osobiście ale kusisz :) W seriale wciągam się aż nieprzyzwoicie, bo potem wszystko idzie w odstawkę. Ale tylko w te, które wciągają. Te bez mocy wyłączam i szukam lepszych. Powodzenia i trzymaj się ciepło :)
Same pyszności
Chętnie poszukam tych seriali do obejrzenia. Tymczasem oglądam Dom z papieru. Sensacyjny, ale naprawdę ciekawy, choć rzecz dzieje się tylko w dwóch miejscach. Za to emocji i wydarzeń w nim sporo. Owszem jest trochę krwi, ale tylko trochę, natomiast najwięcej tam problemów psychologicznych.
No wiadomo. Z przymusu musimy zostać samolubami.:)
Ryzowar to taki garnek do gotowania kasz i ryżu, włączasz i zapominasz. Jak sobie przypomnisz to czeka ugotowane i gorące:) Teraz można kupić w empiku z darmową dostawa. Maila wysłałam;)
https://www.empik.com/garnek-do-ryzu-sencor-srm-0600wh,p1091081385,agd-p?gclsrc=aw.ds&&gclid=Cj0KCQjwmdzzBRC7ARIsANdqRRn_PxwyNc8VUCZiRofW6ihA8paCb_w3faKM1vZOtnsxEBjo4aPQcsYaAtZCEALw_wcB
Miłego oglądania;)
Wbrew pozorom, to łatwe ciasto, spróbuj.
W kolejny serial zostałam wciągnięta;)
Wszystkiego dobrego.
Tylko czemu wzbudzają we mnie poczucie winy?:)
Dziękuję😀
A truskawki smakują i pachną jak trzeba. Wiadomo, że nie tak jak własne z pola, ale też są niezłe.
Karpatka wygląda przepysznie. U mnie dziś też było kulinarnie ale oczywiście po włosku.
Ryż tylko w wydaniu risotto. I też dziś. Fiołki kocham. Serial oglądam od lat jeden. NA DOBRE I NA ZŁE. Jeszcze przypomniałam sobie Strachy i mam Ania nie Anna kilka ostatnich odcinków. Być może Genialną przyjaciółkę znajdę ale jak przeczytam książki. Wieści od Ciebie pozytywne i niech takie będą. Uściski
Ale smakołyków!!! Na karpatkę sama bym się skusiła, chyba zrobię. U mnie ostatnio stało się tradycją, że na weekend jest zawsze jakieś ciasto. Ja w ten czas uciekam w haftowanie i książki, no i ogród mnie czasem woła... Życzę miłego oglądania i mam nadzieję, że trafiłaś wreszcie na dobry serial? Zdrowia i siły życzę.
oesuuu...zacząć serialową przygodę od Outlander to trzeba naprawdę mieć pecha :D
Mnie rozłożył na łopatki odcinek w którym bohaterka o mały włos unika zgwałcenia a chwilę potem uprawia namiętny seks ze swoim facetem
Z seriali obyczajowych polecam ci Gilmore Girls- jest na Netflix, albo Downton Abbey albo Poldark te chyba są na Prime Video
świetne jest Chicago Fire o strażakach z Chicago.
Niezłe na Netflixie jest Bloodline (+ piękne widoki).
Na Netflix, sensacyjny, dobry, jest Designated Survivor
Dobry, prawniczy jest The Suits. O i jeszcze The Good Wife - nie wiem czy nie lepszy.
Miłego odbioru.
Przymusowe odosobnienie, to nie czas by przywiazywac zbyt duza wage do liczenia kalorii:)
Pamietam, ze kilkanascie lat temu karpatka byla prawie cotygodniowym wypiekiem domowym, ale wtedy jeszcze bylo nas wiecej, wiec nie bylo problemu z przejedzeniem, tylko karpaty nie zawsze wyrastaly (jaki jest Twoj sposob na gory na ciescie?). Teraz u mnie kroluje tiramisu, oczywiscie robiony na zamowienie, przez siostre lub naszych przyjaciol. W sobote zrobilam I podzielima sie z siostra, ktora w zamian dala nalesniki z maki orkiszowej. Transfer odbyl sie w rekawiczkach, maseczkach, na parkingu.
I jak dobrze, że Cię nie wypuścili. Epidemia tam szaleje a z powrotem do kraju wcale nie jest łatwo. Chociaż się poswięcają.
Na początku też oglądałam Na dobre i na złe, ale już wiele lat temu przestałam, nie był w stanie mnie zainteresować, ślimaczyl się, ale doceniam Twoja wierność i wytrwałość w oglądaniu, mnie jej brakuje. Przed laty, może jakieś 20 lat temu, oglądałam Złoto polskich, pamiętasz?:)
Zaczęłam Dom z papieru, jest niezły, ale przerazila mnie ilość odcinków, po kilkanaście w czterech sezonach, chyba nie wytrzymam tego:)
Tak, była taka scena he he:) Doszłam do wniosku, że chyba postawie na filmy, a jeśli serial to góra pięć odcinków. A w ogóle są takie:)?
Bardzo lubię tiramisu. We własnej wersji, bo zamiast surowego białka dodaje bitą śmietanę. Surowe jako nie przechodzi mi przez gardło.
Już około 10 marca wiedziałam, że nie pojadę i się z tym pogodziłam. Dziś biuro poinformowalo, że kase odda w czasie do...180 dni! Czyli sześć miesięcy.
Fajnie, że przypomniałaś o karpatce! Kiedyś (w poprzednim życiu) stale robiłam dzieciakom. Teraz mogłabym porozpieszczać męża...
Pamiętam ale nie oglądałam. Oglądałam Klan do wyjazdu. W sumie mam braki serialowe.:)
Seriali nie oglądam, (wyjątkiem jest Downton Abbey i Poldark), natomiast chętnie oglądam mini-seriale BBC (składają się z 2-4 odcinków).
Spojrzałam na zdjęcie karpatki i chyba się skuszę, bo dawno nie robiłam (a też uwielbiam); dostałam jakiś czas temu przepis na ciasto bez pieczenia i ostatnio głównie ono się u nas pojawia.
Jeśli zasługuje, to pewnie, ze rozpieszczać:)
Te mini seriale to forma, która będzie dla mnie chyba dobrym rozwiązaniem.
Mówiłam, że z tą wycieczką trzeba poczekać...Chociaż urlopu żal...;o) Karpatki nie mam, ale fiołki kwitną...Znowu na Wrzosowisku chodzimy "po bocianiemu"...;o)
Fantastyczny post! Bo normalny. Nie napędzający strachu, nie powodujący smutku tylko radość. Zwykłą, normalną codzienność i w pozytywnym aspekcie. Tego nam właśnie trzeba...
P.S. Karpatkę też uwielbiamy...
Taz robie bez jajcow, bo uwazam ze jest smaczniejsze:)
Przypuszczam, że wszystkie trzy tegoroczne urlopy będą w domu. Oby nam okolicznych lasów (nie mówię o parkach narodowych) nie zamknęli. Do ryzykantów, ale i do bojaźliwych nie należę i przy stanie jaki był na początku marca, jechałabym. Ale nie zanosi się, żeby w tym roku było to możliwe
Bo życie toczy się dalej, mimo przeciwności. Wolę żyć ciesząc się z drobiazgów niż karmić się strachem.
Karpatka jest pyszna :) Ceny wzrosły, ale głównie w małych lokalnych sklepach takich jak u mnie, więc teraz wybieram się na zakupy do marketu w mieście, co nie do końca jest dobre, ale płacę połowę mniej.
Nacielas sie na Outlander, bo to chyba o tych ksiazkach piszesz? Ja ze 20 lat temu przeczytalam kilka, chyba ostatnia to byla, jak Brianna przemiescila sie w czasie. Potem jakos temat przestal mnie interesowac, ale teraz ogladam na Netflixie, bo mnie znowu zaciekawili. Ale bez przesady. W filmie podobaja mi sie kostiumy, pejzarze i chemia meidzy figurami.
Ciesze sie, ze jest Ci dobrze i jestes zdrowa, tak trzymaj! I niech Ci ta karpatka w calosci posmakuje :))
Chodzę tylko do jednego marketu we wsi i nie jest to biedronka:) Staram się robić to jak najrzadziej i do innych sklepów nie chodzę, to nie wiem:)
Tak to ten film i serial. Bohaterka na początku przenosi się 200 lat wstecz. Sam pomysł ok. Ale potem to już mi przestało się podobać i film i książka. Nie moje klimaty i nie mówię tu o czasach historycznych tylko właśnie o postaciach i tym co między nimi. Pejzaże można obejrzeć na jednoczęściowym filmie przyrodniczym hi hi:) Ale o gustach się nie dyskutuje, zatem miłego oglądania, a jest co, bo naprodukowali mnóstwo odcinków.
Po karpatce słuch zaginął;)
Prześlij komentarz