Najbliższy las znam już jak własną kieszeń. Daleko na wycieczki pojechać nie można i nie chcę na siłę robić z tego problemu, choć żal. Wypatrzyłam na mapie okolic jakiś większy las, a nawet dwa. Jeden związany historycznie z okresem powstania styczniowego, drugi z okresem II wojny światowej. Nigdy tam nie byłam, w internetach za wiele o tych lasach nie ma, więc pomyślałam, że to dobre miejsce, żeby się powałęsać, bo na pewno będzie puste. Odległość świetnie nadawała się na wycieczkę rowerową, ale wczorajszy dzień był dość zimny, choć bardzo słoneczny i bezwietrzny. Wybrałam więc las zawiązany z powstaniem styczniowym i podjechałam kawałeczek autem. I okazało się, że przy lesie jest nawet parking i miejsce postojowe z zapasem drew do ogniska i wymurowane palenisko i ToiToi. I rodzina z trójką dzieci siedziała sobie przy tym ognisku i piekła kiełbaski. A na parkingu dwa auta. Właścicieli drugiego nie spotkałam, widać byli daleko w lesie. Plecaczek na ramię i... zniknęłam między drzewami na kilka godzin. W lesie zima, a to przecież tak niedaleko od domu, że spodziewałam się więcej zieleni niż w moim ogródku:). Jednak na to trzeba jeszcze poczekać, w końcu to dopiero połowa marca.
Opuszczone siedlisko, już właściwie w obrębie lasu. Kilkadziesiąt metrów wcześniej stały dwa malownicze typowo wiejskie domy z drewna, z drewnianymi płotkami, stadkiem kur i tabliczką "Proszę nie fotografować" :)
Ten kikut to bardzo stary dąb. Jeszcze żyje, wiec go nie usuwają. Ma ponad 300 lat. Udokumentowano, że kiedy w okolicy stacjonował oddział powstańców styczniowych, został namierzony przez oddział kozacki. Patrol konny pędem ruszył ścieżką powiadomić o tym dowódców Kozaków i prowadzący jeździec roztrzaskał sobie w tym pędzie głowę o dębowy konar.
Rzeczka leśna jeszcze nie rozmarzła, skuta lodem, choc niezbyt grubym.
W niektórych miejscach w pobliżu małych bagienek położone są drewniane ścieżki. Trasa zatacza koło, a w środku tego okręgu nie prowadzi się gospodarki leśnej.
Tuż obok żeremia bobrowe, ale bobry jeszcze śpią:)
W tych lasach w roku 1863 stacjonowały oddziały powstańcze. Las nad rzeką jest ich zbiorową mogiłą. Wieści o tym najpierw przetrwały w ludowych opowieściach, ale około 30 lat temu przeprowadzono tu wykopaliska i zostało to udowodnione. Nie ma tu nagrobków, ale teren nazywa się "Mogiłki" i stoi pamiątkowa tablica.
Kilka godzin takiej łazęgi pozwoliło mi złapać równowagę, którą postaram się utrzymać jak najdłużej. Przyroda ma zbawienny wpływ na człowieka. Słyszałam dzięcioły stukające w wysokie pnie drzew, wsłuchiwałam się w ciszę i od razu poczułam się lepiej niż w zalewie medialnej dezinformacji.
Świat przyrody jest jeszcze szary i w stanie spoczynku, ale widziałam na polach sarny, bażanty, żurawie. Te ostatnie z dość daleka , ale i tak bardzo mnie to ucieszyło. Lubię te ogromne ptaki i ich śpiew.
Zatrzymałam się też na krótki spacer nad jeziorem.
W przyszłym tygodniu wyruszę do tego drugiego lasu. Mimo, że lubię być w domu, to lubię mieć także wybór. Nie można na dalsze wycieczki, to choć zrelaksuję się na tych bliższych.
Obyśmy tylko zdrowi byli...
46 komentarzy:
Piękna wycieczka, choć las jeszcze uśpiony i smutnawy...
Piękne przedwiośnie uchwyciłaś w obiektywie.
Blisko ale jak ciekawie,z historią w tle,pięknie! Zaskoczył mnie ten 300letni okaz, bardzo już biedniutki,a jeszcze się trzyma! Dziękuję:)
Oj, chyba tez się wybierzemy w taki las, bo mi narobiłaś ochoty, oprócz Ciebie dwie koleżanki, jedna nawet filmik ze spaceru mi przysłała...a auto ponoć trza przewietrzyć, więc może jutro?
Szczerze zazdroszczę. Piękne zdjęcia, złapanie równowagi psychicznej. Myślałam, ze można będzie samotnie spacerować pustymi uliczkami. Zakaz. Wszyscy bez wyjątku musimy zostać w domach. jedynie zakupy raz na jakiś czas w pobliżu domu. Tak jak ja dzisiaj. Serdeczności Zielonapiranio,
Piękny las i kozacki dąb. :)
Piękny spacer! Aż zawiszczę! Tak pozytywnie! Też bym się wybrała, ale niestety, rowerem się nie da, bo za dużo wzniesień, a mnie nie wolno kolan nadwyrężać! Ale jak tylko trochę odpuści, to podjadę samochodem w niektóre miejsca, a potem sobie pokuśtykam. Niektóre Twoje zdjęcia, to jakby żywcem zabrane z naszych Borów : 1 - tak samo prawie ( zamiast płotku jest kamień) wygląda miejsce grzybowe, gdzie często chodzę; 5 - prawie nasz 600-letni Bartek; 6 - jak struga siedmiu jezior; 10,11 - ścieżki dydaktyczne wokój jeziora Gacno; 13 - podobny do naszego krzyża z wojen napoleońskich! :-))) Pozdrawiam!
Wczoraj z Rodzicielka tez do lasu sie wybralysmy, nawet 4 sarny w galopie widzialysmy. Choc naburmuszona wychodzila z domu, wrocila z usmiechem. Przyroda koi nerwy, szczegolnie w tak trudnym informacyjnie czasie. Chyba wyjde na rower poki slonce swieci.
Czekam na kolejne lesne relacje)
Teraz las jest chyba najbezpieczniejszym miejscem.. U nas już w nim cieplej i bardziej zielono. Wycieczka przednia, ciekawe kiedy wybór stanie się wolny..
Ależ piękna okolica! Czas się tu zatrzymał :)
Piękny spacerek !! Ja mam leśną włóczęgę codziennie...;o)
Ja też lubię żurawie. Bociany spowszedniały mi troszeńkę, a żurawie wywołują u mnie jakąś nostalgię. Nie mam w najbliższym sąsiedztwie lasu, musiałabym dojechać autem, natomiast dla męża taka odległość to "rzut beretem". Jest "chodziarzem", a nie spacerowiczem. Pod tym względem to my się jednak nie dobraliśmy :))
Na razie nie zakazują wychodzenia z domu w plener, więc może też skorzystam. A ma być wyjątkowo ciepło. Nowy aparat piękne zdjęcia robi! :)
A w poprzednim poście kot - cudo i taki absolutnie bezpieczny w swoim domku :) Taki widok zawsze grzeje moje serce :)
Idąc wyobrażałam sobie, jak tam jest latem. Za trzy miesiące sprawdzę:)
Jeszcze nie za bardzo umiem posłużyć się aparatem, a on też nie jest z tych specjalnie drogich. Taki trochę lepszy kompakt Canona.
Ciekawie, bo po powrocie poczytałam sobie więcej o powstańcach styczniowych działających w okolicy i naprawdę działo się tu dużo. Nie chciałam jednak zrobić z tego wpisu podręcznika do historii:)
Pogoda piękna, dziś było tak ciepło, że koniecznie trzeba pójść w puszczę, jeśli okoliczności pozwalają:)
Najważniejsze było odcięcie się od natłoku wiadomości, które niczego nie wnoszą, a obciążają psychikę. Telefon w plecaku, wokół cisza i tylko stukanie dzięciołów, to znacznie przyjemniejsze niż miliony słów powtarzających to samo w mediach bez możliwości selekcji, co jest prawdziwe, co zmyślone, a co podkręcone dla sensacji. Dzieje się, bo się dzieje, ale przecież też żyć trzeba swoim własnym codziennym życiem. Na ile się da, oczywiście. Współczuję Ci Twojej trudnej sytuacji, ale Lucia bądźmy wszyscy dobrej myśli. Pozdrawiam
Dąb nieco zmarnowany, ale ważne, że się trzyma:) A las jak las... Ważne, że w nim czyste zdrowe powietrze:)
Takie szarawe przedwiosnie jeszze, za chwile bedzie zielono i kwitnaco na dole.
Prosba o niefotografowanie, wlasciwie rozumiem, musi byc to denerwujace, jak turysci traktuja twoje domostwo jak skansen, i ni masz nawet namiastki prywatnosci. W dzisiejszych czasach Rodo ;)
Pójdziesz i Ty na spacer i ja Ci będę wtedy zazdrościć:) po drodze widziałam pojedynczych rowerzystów i pomyślałam nawet, że to dobra rekreacja. Przeważnie byli to jadący po kilkadziesiat km pewnie, młodzi mężczyźni. W sumie bezpiecznie, bez kontaktu z ludźmi, a jaka przyjemność i zdrowie.
Jeśli pogoda się utrzyma, zachęcona, może na weekend też rower przysposobie.
Cieszę się, że Mamie spacer poprawił humor, to takie proste, a tak dużo daje.
Pozdrawiam
Pod warunkiem, że nie ma w nim tłumów. Koleżanki w pracy mi mowily, że w tv pokazywano jakieś tereny rekreacyjne z setkami integrujących się ludzi.
Trochę tak. W sąsiedztwie tylko małe wioseczki, a do szosy daleko:)
Las mam pod ręką, ale na codzienne po nim spacery nie udaje mi się wygospodarować czasu, jak Ty to robisz:)?
Kilka lat temu kibicowalyśmy z córką bocianiej parze,która moscila sobie gniazdo na słupie na granicy mojej działki. Bocian to taki swojski ptak. A żuraw odwrotnie: tajemniczy, dostojny i piękny, mam do nich słabość i cieszy mnie widok, nawet z daleka.
Trenuje jeszcze funkcje w aparacie, jest inny niż ten poprzedni i co rusz coś odkrywam, ale najważniejsze, że nie ma pękniętego szkła i zacinajacej się migawki, jak stary;)
A kot powinien nazywać się Włóczykij, bo czasem przepada na całe dnie, a ja nerwowo wyglądam przez okna i wołam go, aż mnie pewnie pół.wsi słyszy:)
Uszanowalam i nie fotografowałam;) zresztą, krępuje się fotografować ludzi i ich domy, nawet jak nikt nie zakazuje i nie patrzy. Jeszcze ze dwa tygodnie i wybuchnie świat zielenią, będzie piękniej. Mimo tej szarości i tak spędziłam w lesie kilka przyjemnych rekreacyjnych godzin.
Przewspaniały spacer po lesie.
I pięknie opisany.
A zdjęcia wręcz artystyczne.
Słyszysz ten huk? - To ja pękłam z zazdrości.... bo do lasu mam duży kawałek :-))
Wszystkiego naj...zdrowszego życzę.
Piękny i tajemniczy ten Twój las. Zdjęcia pełne uroku.:)
Stary dąb robi wrażenie.
Oj coraz bardziej mnie gdzieś gna...
Zdrowia nade wszystko życzę.
Przesadzasz Stokrotki, ale dziękuję za miłe słowa:)
Tobie też zdrowia i pogody ducha życzę.
W dzisiejszych czasach las jest także bezpieczny. I przyjemnie odetchnąć powietrzem przesyconym żywica. O zdrowiu płynącym z ruchu nie wspomnę.
Dąb nieco podniszczony, ale w tym stanie bardziej skłania do wspomnień związanych z wydarzeniami historycznymi niż gdyby był piękny i zdrowy;)
W moich okolicach dużo podobnych miejsc. Toczyło się tu dużo walk w czasie powstania styczniowego i drugiej wojny światowej. W sobotę wreszcie udało mi się znaleźć miejsce zbiorowej mogiły zmarłych na cholerę.
Prawda, że ciekawe jest takie łazikowanie ? W każdym regionie jest wiele takich miejsc naznaczonych historią. Jeśli wejdziesz na mój blog z wycieczek, to zobaczysz, że odwiedzam często małe miejscowości właśnie dlatego, że mają historię, choć obecnie nic spektakularnego w nich nie ma.
"Szczęśliwy traf" mnie prowadzi...Na smyczy...;o)
I chociaż do tej pory wydawało mi się, że nic więcej w dobę nie wcisnę, to jakimś cudem 2-3 godziny dziennie to czas "wyłączony" dla sierściucha...;o)
Rower byl dzis w uzyciu. Dobrze jest. Bedzie lepiej!
A ja durna jestem i siedzę w domu. Kazali to siedzę. Taka zdyscyplinowana pańcia nauczycielka, już ma to we krwi na zawsze... Tylko do ogrodu wychodzę i moich seniorów odwiedzam. I z własnymi dziećmi sie kontaktuję. Fakt, że ostatnimi czasy strasznie wiało zimnym wiatrem, dopiero dziś pogoda cudo... Twój spacer był świetny, i ja Ci ciut zazdraszczam :) :) :)
Seniorów chyba nie powinnaś odwiedzać?. Zalecenia są takie, żeby nie kontaktować się z osobami starszymi, bo to im się sprzedaje chorobę i dla nich jest najgroźniejsza.
Już lepiej pójść tam, gdzie nie ma ludzi. Od tego siedzenia w domu można zwariować. W pracy panika, o niczym innym nie pogada jak o pandemii, jakby świat miał się skończyć, eh...
Twój blog wczoraj nie przyjmował moich komenatzry, wprawdzie nic ważnego nie pisałam, ale ...
Myślę, że sporo ludzi odkryje teraz, jak fajne jest spacerowanie po lesie :)
Oby nie;)
To nie moja sprawka:)
Wam to chyba wirus niestraszny? Małe zagęszczenie ludności, to i ryzyko zachorowania mniejsze.
Jak sobie radzicie w obliczu pandemii?
Piękny spacer. I masz rację czasem trzeba w jakiś sposób oderwać się od natłoku informacji w mediach. My mamy zakaz opuszczania domów. Ja mam o tyle dobrą sytuację, że mam ogród i choć do niego mogę wyjść z psiakiem się pobawić. A dzieki Twoim zdjęciom choć na chwilkę poczułam powiew polskiej wiosny...
Ciężko mi sobie wyobrazić uwięzienie z nakazu., choć od jutra zaczynam pracę zdalna, więc właściwie będę miała tak jak Ty. Raz na dwa tygodnie do sklepu, a resztę czasu w domu i ogródku. I nie wiadomo jak długo.
Nie wiem, jak inni, ale ja nic specjalnego nie robię. Z mieszkańcami się nigdy nie integrowalam, to brak kontaktów z sąsiadami jest mi niczym nowym. Do pracy chodziłam do dziś jak zwykle. W sklepach wszystko jest. Tyle, że wnuczek nie odwiedzam i vice versa. Żadnych zapasów nie robię, po aptekach nie biegam. Z komunikacji publicznej nie korzystałam, to i nie widzę różnicy. Tyle tylko, że paliwo tanie i mały ruch.
Prześlij komentarz