piątek, 5 listopada 2021

Ciciki i inne ogony

Nie, nie wzięłam sobie kozy na wychowanie:) Te małe kózki wraz z ich rodzinami spotkałyśmy nad Wisłą w Kazimierzu udając się pieszo na przeprawę promową. Stado kóz pasło się na wałach, a miły pan właściciel sprzedawał kozie mleko i sery. Chyba dobrze mu szło, bo miał już prawie wszystko wyprzedane, więc zakupów nie zrobiłam.







Przepłynęłyśmy promem na drugą stronę Wisły i pieszo poszłyśmy do Janowca zwiedzać zamek.

A teraz o tych ogonach... Jak wiecie mam psa znajdę. Jutro minie mam rok wspólnego życia:) Piesa śpi kiedy ja śpię, nie zrywa się o świcie. Lubi chodzić na długie wycieczki. Jest wesoła i grzeczna. Drażni mnie tylko psia sierść na podłodze, ale jakoś to trzeba przeżyć...:)  Rozumie, że sypialnia, salon i łazienka to nie są miejsca dla psa. Rozumie, że nie wchodzi się na kanapy. Tak więc nie narzekam. Dogadujemy się:) 

Mam też kota Lucjana. 2 listopada minęło nam trzy lata razem. Kot jest wielki, kocisko takie. Wolno mu spać w pańci łóżku i z tego korzysta:) Całą wiosnę się strasznie włóczył, ale mu nagle przeszło i trzyma się domu. Z Luką żyją w zgodzie, ale bez spoufalania się, kot ma swoją godność:) Potrafi czasem przylać Luce, jak ją weźmie na zabawę, a kot akurat chce się wylegiwać.



Miesiąc temu pisałam, że koło domu kręci się mały rudy kotek. Kręcił się tak chyba z tydzień. Coraz bardziej brudny i chudy. W końcu któregoś wieczoru, gdy temperatura spadła do minus dwa, wpuściłam go do domu i już tak został:) Jest kotkiem specjalnej troski:) Jakiś taki ufny i naiwny, pozbawiony sprytu i cwaniactwa:) Na razie nawet na dwór nie chodzi, boi się wyjść z domu. 




Bardzo się zaprzyjaźnił z Luką.  Lucjan jak to Lucjan, raz się kotkowi pozwoli ze sobą spoufalić, raz warczy.  Jednak wrogości nie ma. Pewnego dnia odwiedził mnie sąsiad. Zobaczył kotka i pyta: nowy nabytek ? Ano tak, mówię, ale może komuś ze wsi zginął, jeszcze popytam. A sąsiad na to, że to nie jest kot nikogo ze wsi i że widział, jak na skrzyżowanie na wsi w pierwszym tygodniu października podjechała autem jakaś elegancka kobieta i wygarnęła z samochodu kilka kotków, po czym odjechała. O żesz!
No to mam drugiego kota - pomyślałam. 

W przeddzień wyjazdu w Bieszczady wyszłam wieczorem przespacerować psa. Nagle patrzę, a między psimi nogami coś łazi! Świecę latarką, a tam mały bury kotek! O nie nie nie... ktoś tu gra na moich uczuciach. Akurat przechodziłam obok domu znajomej sąsiadki, która też swojego pieska wyprowadzała, a ten pies prawie kocinę by zjadł, tak strasznie na niego szczekał. Pytam sąsiadkę, czy nie wzięłaby kota, bo to chyba z tych podrzuconych, ale ona tylko popatrzyła na swojego rozdartego psa... zrozumiałam. No ja też nie wezmę, ale szkoda malucha. Ustaliłyśmy z sąsiadką, że na następny dzień jej dorosła córka odniesie kota do jakiejś fundacji, która jest w naszym gminnym miasteczku. No i tak się rozstałyśmy, a kot został u niej pod bramą. 
Po kilku dniach wróciłam z Bieszczad, zbliżała się już północ, wykąpana wymościłam się w ciepłej pościeli z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i z książką, i nagle słyszę za oknem tak przeraźliwy koci płacz, że wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Przed moim kuchennym oknem  na parapecie stał na dwóch łapkach ten mały bury kotek, opierał się  przednimi łapkami o szybę i rozdzierająco błagał, żeby go wpuścić. Na dworze mróz, ulitowałam się. Chyba wtedy zwariowałam...:) 


 
Bury z rudym rozpoznały się, przytulały się przez cały kolejny dzień, ten rudy (kotek) obejmował burą (kociczka), mył ją, opiekował się, to było bardzo wzruszające:) A ona była taka jakaś zmęczona... Chyba odreagowywała wielodniową tułaczkę.



 
Oooobiaaaad!



Mała chodzi z nami na spacery, a wczoraj to już był szczyt wszystkiego: ja z psem na smyczy, za mną dwa koty  - bo i Lucjan - i tak sobie idziemy przez wieś. Już wiem, że sobie nagrabiłam i pewnie będę uchodzić za wiejską dziwaczkę:)

Kotkom nie nadawałam imion, ponieważ zamierzałam je oddać. Rozpowiedziałam w rodzinie i wśród znajomych, dałam ogłoszenia w internecie, koleżanki ogłosiły na facebooku. Niestety, zero odzewu. Jest tak dużo kotków do oddania. Kto chciał kota, to już ma.  Zatem doszłam do wniosku, że jakoś na te koty muszę wołać, bo już u mnie zostaną. Rudy dostał na imię Lonia, a kociczka to Lenka. Lenka jest bardzo zmyślna, przez pierwsze pięć dni codziennie przynosiła mi po myszy:) Chyba wszystkie z okolicy wydusiła:) Jest odważna, mądra, samodzielna. Rano wychodzi na dwór, koło południa wraca i domaga się pieszczot, i już zostaje w domu.

Acha, był jeszcze trzeci kotek z tej gromadki wyrzuconych, czarno-biały. Po trzech tygodniach wałęsania się znalazł dom w wiejskim gospodarstwie.

A tak w ogóle, to niektórzy ludzie są bez serca.

64 komentarze:

anka pisze...

Najcudniejszy wpis na świecie 💗💗💗 Kocham Cię Piranio 💗💗💗 A tę cholerę co kociaki wyrzuciła niech jasna cholera weźmie zaraz, natychmiast. Najlepiej, żeby chłop ją z domu wyrzucił bez środków do życia, żeby się wałęsała i wybierała żarcie ze śmietników, żeby poczuła na własnej skórze jak to jest.
"Ludzie", którzy krzywdzą zwierzaki nie zawahają przed skrzywdzeniem innych.

BBM pisze...

Wzruszyłam się. Cudna jest Twoja zwierzyna. I Ty jesteś cudnym człowiekiem!

Halina pisze...

Zwierzęta wyczuwają instynktownie dobrych ludzi. Sama mam 5 /słownie: pięć/ przybłęd kocich i jedną psią znajdę.

Halina pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Lucia pisze...

Też się wzruszyłam i przypomniałam sobie jak w Wigilię 2 014 roku na schodach zapłakała mała kotka. W domu były dwa nasze koty. Została jako Pipi z szafy. I po śmierci naszych dwóch w tym Panda 24 lata i nasz Rumburak zwany Burym, który miał 12 lat i niestety zachorował ciężko została tylko mała Pipi. Uściski

Lucia pisze...

Amen.Tak powinno się stać.

dora pisze...

Piranio,wzruszyłaś mnie, ależ miały szczęście te kocinki cudne!

Fuscila pisze...

Jesteś ....... niesamowitą, cudowną Kobietą! Wielkie schapeau'bas!

grazyna pisze...

Piękny wpis!!! kotki miały niesamowite szczęście. w mojej wiosce andyjskiej zjawiła się para naukowców niemieckich, wynajęli domek i robili badania ziół wenezuelskich w celach terapeutycznych, gdzieś im się przypałętał kotek, potem drugi, rozniosła się wieść, że opiekują się niechcianymi tymi zwierzętami i po cichu zaczęto im te kotki wrzucać przez płot..kiedy wyjeżdżałam z Wenezueli mieli ich ponad 60! mimo, ze badania zakończyli nie mogli wrócić do Niemiec, w końcu jedno z nich wróciło a drugie zostało szukając jakiegoś rozwiązania, nie wiem jak się ta historia zakończyła...

kotimyszkot pisze...

Całkiem pokaźna menażeria Ci się zrobiła 🙂 A cała ferajna wiedziała, gdzie zapukać, by i serce znaleźć i pełną miskę. Niech Wam się dobrze razem żyje:)

Lidia pisze...

Szczęśliwy dom, gdzie koty som ;) ♥♥♥
I to w takiej zgodzie.

onyks pisze...

Nie zły zwierzyniec . Podziwiam Cię, a tej babie co je wyrzuciła życzę wrzodów na dupsku.

jotka pisze...

Widocznie koty rozpuściły wieść, że dom otwarty o kotom przyjazny!
Jesteś wielka!

Zielonapirania pisze...

No wredne babsko. Jak nie chciała kotów mogła od razu zawieźć do schroniska.

Zielonapirania pisze...

Fajne są te zwierzaki, żeby mnie tylko z torbami nie puściły, bo karma tania nie jest:)

Zielonapirania pisze...

Podziwiam, dla mnie trzy to już bardzo dużo:)

Zielonapirania pisze...

Co za historia! Gościa wigilijnego nie można było nie przyjąć:)

Zielonapirania pisze...

One miały szczęście, a ja przez miękkie serce trzymam się teraz za portfel:) Przyznam jednak, że gdyby trafił się jakiś fajny dom, jednego małego pewnie bym oddała, ale od razu budzą się we mnie wyrzuty sumienia, no bo którego? Oba są już tak przywiązane i takie pieszczochy...

Zielonapirania pisze...

To przesada:) myślę, że jestem głupia, bo dałam się nabrać na słodkie kocie oczy:)

Zielonapirania pisze...

No i proszę, jak to człowiek jest skłonny podporządkować swoje życie kotom:) wiadomo, koty rządzą.

Zielonapirania pisze...

No niestety, ale do 9 psów i stada kotów, jak u pewnej pani że wsi to mi na szczęście jeszcze daleko:)

Zielonapirania pisze...

Racja! Od zawsze powtarzam, że dom bez kota to nie Dom,:)

Zielonapirania pisze...

Nie ma co podziwiać, chyba, że moja głupotę, ale kto ma miękkie serce ten płaci - w tym wypadku za puszki z karma:)

Zielonapirania pisze...

Też tak podejrzewałam i nosiłam się z zamiarem wywieszenia transparentu, że to nieprawda:)) hi hi:)

dora pisze...

I dwa wychowują się lepiej😃

Mo. pisze...

Ale jak to możliwe, że Luka jest już z Tobą rok? Pamiętam doskonale jak pisałaś o znalezisku i jak bardzo mnie ta historia wzruszyła. Za szybko ten czas zapiernicza :).
Dzisiaj z podobnym wzruszeniem i zachwytem patrzę na to jak zwierzyniec rośnie w siłę, do kociej gamy barw brakuje Ci jeszcze białaska i czarnulka, nie ma takich gdzieś tam we wsi? :)
Dobry z Ciebie człowiek, bardzo dobry!

Zielonapirania pisze...

A synowa mówi, że rodzeństwa nie wolno rozdzielać:) to było wtedy, kiedy jednego usiłowałam jej wcisnąć:)) syn by chciał kota i wnuczka też, ale synowa była chowana w domu bez kota i nie przekonasz!:)

Zielonapirania pisze...

O nie nie nie... Musiałabym wtedy ten zwierzyniec trzymać w garażu albo w kocich budkach i umarłabym z żalu za nimi:)) mój dom już nie zniesie ani jednego zwierza więcej:)

Agniecha pisze...

Dobry z Ciebie człowiek. I już.

Anna K. Olszewska pisze...

Ożesz, jaki piękny ten kot. Zakochuję się w rudych zawsze od pierwszego wejrzenia. O_O (W rudych i w całych białych).

Oho... czyli po wsi jeszcze kilka takich się pałęta...

Słodka scena, znalazły się kociaki. No i masz babo placek, ale nie wiem jak bardzo trzeba by mieć zatwardziałe serce, żeby tego kolejnego kota nie wpuścić do domu...

Zielonapirania pisze...

Miękki człowiek. A poza tym lubię koty:)

Zielonapirania pisze...

Kotków było trzy, więcej nie widzialam. Podobno rude i białe kotki są najsłabsze i krócej żyją. Już teraz widzę, że Lonia jest delikatniejszy od kociczki, a są w tym samym wieku, mogą mieć około pół roku.
Może jakoś razem damy radę:)

Ana pisze...

Koteczka przynosząc myszy odwdzięcza się Pani🎀

Mo. pisze...

Jeszcze się o tym przekonamy :)

Pola pisze...

Cudowna jesteś! Brawo, brawo, brawo! Cudne koteczki! A tego potwora, którego przecież człowiekiem nazwać nie można, niech bezsennośc męczy co noc! I co gorszego jeszcze!

Zielonapirania pisze...

Miło z jej strony, ale w jednym przypadku ganiałam ją po całym domu , bo nie chciała oddać:)

Zielonapirania pisze...

Niechcianych kotów jest wiele, wystarczy spojrzeć na portale ogłoszeniowe. W ten sposób córka za darmo stała się właścicielka kota perskiego i kota brytyjskiego. Bez rodowodu, ale oba piękne. Jednak tylko niewielki ułamek z nich znajduje właścicieli. Trzy koty to trzy razy tyle obowiązków co przy jednym, ale jestem skłonna ponieść ten koszt, żeby nie dołączyły do rzeszy kotów zdziczałych w schronisku albo zagłodzonych, zamarzniętych czy pogryzionych przez psy .

Dusia pisze...

A ja mam psa, a cudze koty w ogrodzie polują na ptaki.........instynkt powiesz, ale dlaczego nie na myszy? Pozdrawiam

Ana pisze...

Niestety mój kot polowanie na ptaki uskutecznił cała mocą. Potrafił się zdrapane i wyjeść młode ptaki w gnieździe. Szkodnik nie do upilnowania

gordyjka pisze...

Zostałaś wytropiona przez kotecki...;o)I łapówki dostajesz...;o)Ale metraż Ci się skurczył...;o)

Barbarossa pisze...

Brawo TY, za wielkie serducho.:)
Na pewno zwierzaki mają się u Ciebie, jak w raju. Są takie słodkie na zdjęciach.:)
Ale wiadomo 4 zwierzaczki to obowiązek. Podziwiam.
W domu rodzinnym zawsze były minimum dwa psy i dwa koty. Obecnie mieszkam w bloku, więc to niestety nierealne.
Pozdrawiam Cię bardzo ciepło i serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Może z ptakami mają więcej zabawy? Większe wyzwanie? Moja kotka, która tu na wsi ze mną zamieszkała i która już nie żyje od trzech lat, też miewałam takie ciągoty.

Zielonapirania pisze...

Nie wszystkie koty tak mają, ale słyszałam o przypadkach, kiedy koty wytrzebiły ptaki w ogrodzie.

Zielonapirania pisze...

Wzrosło zagęszczenie kota na metr kwadratowy:)

Zielonapirania pisze...

Tak się zorganizowałam, żeby zwierzęta nie zdominowały mi życia. Początek był trudny, teraz już jest ok. Okazuje się, że koty nie chcą osobnych legowisk, więc po dwóch tygodniach wyniosłam je do garażu, bo nie korzystają. Od razu zrobiło się więcej miejsca. Piją wodę z psiej miski, więc kocia na wodę schowana. Odzyskuje przestrzeń:) Do południa koty buszują po dworze, po obiedzie śpią. Nie odczuwam, że jest ich aż trzy;) Luka jest bardzo zadowolona, bo z rudym zapalali do siebie sympatią i bawią się razem.
Wszystkiego dobrego, dziękuję za odwiedziny:)

Stokrotka pisze...

Ależ cudne zdjęcia i tekst.
Wzruszyłam się bardzo bo te kózki /albo starsze ich siostry/ widywałam wiele razy w okolicach Kazimierza Dolnego nad samą Wisłą...
A koteczki to już samo cudo:-))
Jeśli lubisz pieseczki to zajrzyj proszę do mnie.
Wszystkiego dobrego.
P.S. Czy mogłabyś napisać do mnie na rusinowa@op.pl ...../
Chciałam Cię o coś zapytać.

trollatrolla pisze...

Ale masz piękną gromadkę teraz :D. Można rzecz: będzie ciężka zima bo zielonapirania okłada się kotami ;) Rudasek przytulony do Luki - cudo. Na sierść są takie szczotki fuminator - podobno jak się systematycznie psa/kota nimi czesze to ilość kłaków w domu spada znacząco. Nie wiem co znaczy systematycznie :D
trollatrolla

Zielonapirania pisze...

Stokrotko, zaglądam do Ciebie regularnie:) Pan miał tych kózek kilkanaście, widać prowadzi specjalistyczne gospodarstwo.
Pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

Mam szczotkę do czesania psa od początku. Tak raz na dwa dni przeczesuję nią Luke,ona to bardzo lubi. Ale wiadomo, jakaś sierść na podłodze jest widoczna, mam na tym tle jakiś uraz i widzę każdy klaczek:) A jak nie widzę to poszukam;) nie jestem pedantką, ale przez psa odkurzam codziennie.

Ismena pisze...

Myślę podobnie jak Jotka.
Ale transparentu nie wywieszaj:)))
Dobry z Ciebie człowiek Piranio.
Pozdrawiam serdecznie

Teresa Czajkowska pisze...

Żeby tak można było odnaleźć tę damulkę porzucająca kocięta i przyłożyć jej karę w postaci... "alimentów". Niech płaci na karmę, paskuda jedna :)
Moja Droga, toć to serducho chyba Ci sie w klatce nie mieści. Niedługo będziesz nosić duuuży rozmiar bielizny ( mam na myśli staniczek) :))))
Pozdrawiam serdecznie, podziwiając Twoje człowieczeństwo, Piranio :)
A tak na marginesie, co z Ciebie za "pirania" z takim sercem! Przecież te rybki( mordercy) serca nie maja :)

Zielonapirania pisze...

Jakby mi resztki rozumu w głowie nie zostały, to pozbieralabym wszystkie koty z okolicy:)

haniamrok pisze...

Jak Ci zazdroszczę! Ja mam trzy koty dochodzące, ale raczej czuję się ich sługą ;). Karmię je, jak przyjdą. A są zawsze rano i przed wieczorem. Nie wiem, czy są czyjeś, czy mają dom. Gdzieś przecież śpią. Nie koczują cały czas pod moim domem. Chociaż stara kotka też wskakuje na kuchenne okno i wspina się na tylne łapki i "czyści" mi szybę. Zimą, w mrozy, wpuszczałam ją do garażu (niestety nieogrzewanego) i miała legowisko pod lampą, taką dla kurczaków. Serce mnie boli, że nie mogę wziąć kotów do domu, ale jak mam wybrać (3 dorosłe koty, w tym jeden bardzo płochliwy, nie do zrobienia), poza tym nie chcę się przywiązywać znów. Stratę mojej 17 letniej koteczki, a wcześniej dawanie jej insuliny przez pół roku - odchorowałam. Nie chcę tego więcej przeżywać. No i koty żyją długo. Nie wiem, czy mam tyle czasu. A jak powiedziała Szymborska, nie zostawia się kota bez pana," tego nie robi się kotu". Ale cudownie móc patrzeć na te piękne, eleganckie zwierzęta, głaskać je, zasłużyć na ich oddanie i powściągliwą miłość :) Jesteś szczęściarą o wielkim sercu!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wiesz co, rozkleiłam się, aż za gardło mnie ścisnęło ... jesteś dobrym człowiekiem.

Zielonapirania pisze...

Trzy koty to obowiązek. Ale nie aż taki, jak np. stado kóz:) dajemy radę, a przy okazji Luka jest bardzo zadowolona. Te małe bawią się z nią jak szalone. Póki co nie poczyniły szkód, więc jest dobrze:)

Zielonapirania pisze...

To duża przesada z tym dobrym człowiekiem, po prostu szkoda było mi zostawić takie maluchy na mrozie. Są bardzo.mruczaste i przytulaszcze, żyjemy w symbiozie, choć Lucjan trochę obrażony:)

Krystyna 7.8 pisze...

oh ten zamek w Janowcu ....przepiękny.

wilma pisze...

Tych "niektórych" ludzi bez serca jest, niestety, całkiem sporo.
"Trudny" post, bo jak wyobraziłam sobie (a moja wyobraźnia w kierunku krzywdy dzieci, starych ludzi i zwierząt jest b. rozwinięta) ile te biedne kiciusie przeszły.
Ale równocześnie post bardzo budujący, i wiesz, wiedziałam już podczas czytania, ze ta trzecia kicia trafi do Ciebie;).
Przecież na początku miałaś dwa koty, teraz masz trzy ... jeden futrzak więcej to mała różnica...;))).
I możesz mnie uznać za starą dziwaczkę, ale wiem, ze los MUSI ci za Twoje dobre czyny wynagrodzić.
A poza tym jak dobrze dowiedzieć się, ze oprócz kanalii i ludzi obojętnych są ludzie normalni, czyli dobrzy.
ps. a nad małą kózką się zastanów, jak byś miała kozę, to byś miała wszędzie wokół domu pięknie "wykoszone" trawniki;)))

ikroopka pisze...

Ależ ja ci zazdroszczę! uwielbiam koty, marzy mi się miec w domu, ale nie mogę, mam tak silną alergię, że nie da rady:(

Zielonapirania pisze...

...i dość rozległy. Wewnątrz murów są wejścia na krużganki, przygoda jest także wejście pod zamek:)

Zielonapirania pisze...

O nie nie... Żadnych kózek:) Luke mogę ze sobą gdzieś zabrać, koty mogę zostawić nawet na tydzień, bo co dwa dni córka do nich przyjedzie, ale koza uziemiłaby mnie w domu na parę lat. Już wolę biegać z kosiarką:))

Zielonapirania pisze...

To jest przeszkoda. Wnuczki koleżanka też ma alergię i niestety odwiedziny są możliwe tylko w jedną stronę. A koty ogląda tylko na zdjęciach i filmach.

Fuscila pisze...

HOP,HOP!!!!

wilma pisze...

Z tą kozą to żartowałam;))).

Prześlij komentarz