Ktoś z Chin czytał mojego bloga... I to nawet dwie osoby. Hmmmm... a mogę prosić o pocztówkę ? :)
Tydzień za mną, żal, że się kończy, bo był trochę luźniejszy niż zwykle.Pół środy przeznaczyłyśmy na bieganie po salonach ślubnych. Zimnica byla jak na Syberii. Nie wiem, dlaczego wyobraziłam sobie, że przez cztery godziny oblecimy co najmniej 10 salonów. zdążyłyśmy jedynie do trzech:) W każdym podobne modele i podobne ceny, właściwie nie ma co się zastanawiać nad wyborem salonu, bo wszędzie podobnie, więc co za różnica. Ale ty tylko moje zdanie:) Omijałyśmy te markowe, gdzie ceny są dwa razy większe niż suknie tego warte, a za mierzenie każdej żądają stówę plnów. Młoda zmierzyła w każdym odwiedzonym "normalnym" salonie po kilka kiecek, więc ju na samym mierzeniu oszcędziłyśmy:) . Żadna jej nie odpowiadała, ale na bazie trzech różnych powstał projekt jednej. Oczywiście, jeśli się w międzyczasie nie rozmyśli:) Umówiła się na konkrety zamówienia na koniec lutego. Chyba, że pójdzie jeszcze gdzieś indziej. Oglądała matariały, koronki, tiule i inne szmatki, a ja udawałam zainteresowanie, bo mnie to strasznie nudziło. Młodsza towarzysząca nam zapadała w pierwszy lepszy fotel w salonie i grała na telefonie przewracajc oczami do góry:) Bo ona oczywiście, jeśli w ogóle kiedykolwiek weźmie ślub, to tylko cywilny i pójdzie w dzinsach. Tiaaa... Gdybym to ja dla siebie miała sprawić suknię ślubną, to poszłabym do pierwszej lepszej pracowni, w kwadrans wybrałabym gotowca, raz zmierzyła, kazała zapakować i poszła:) Młoda należy do tych, co długo wybierają zwykłe ciuchy, a co dopiero suknię ślubną. Może koło kwietnia pomysł na nią ostatecznie się skrystalizuje:) Muszę się uzbroić w cierpliwość, w końcu jestem tylko sponsorem, a ona ma decydujące słowo w sprawie sukni:) Chwalę zatem jej pomysły, podsuwam swoje, bo chciałabym, aby była zadowolona i aby myśli o wyimaginowanych mankamentach kiecki nie zepsuły jej ślubu. Ma być przecież idealnie:)
Z Młodszą byłam dziś na usg ciąży. Widziałam buziunię Luizy Heleny, zamknięte oczka, maluśki kręgosłupek i nóżeczki:) Jest śliczna:) Waży 772 gramy. Mniej niz paczka cukru! Kilka razy mniej niż kot!:) Niesamowite:) Oczywiśnie poszłyśmy do sklepu na dział dziecięcy i nakupiłyśmy ciuszków ze sporządzonej przez Młodszą listy. Zostały jeszcze do kupienia: wózek, akcesoria kąpielowe i parę drobnych rzeczy, reszta już czeka na dzieciątko. Do maja!:) ŁÓżeczko też już jest. Materacyka nie ma. Dzidzia nie może mieć na pierwsze imię Helenka, bo tak nazywała się pierwsza żona teścia Młodej i on nie chce, żeby dziecko nosiło to imię. Porażka. Młodsza niezadowolona, ale co robić. Wymyśliła Luizę, Lusię.
z niedzielnej wycieczki chyba nic nie bo zima jak cholera. U ludzi plus 5, a u nas minus 15. I zawieje. Prowadząc auto, jadąc z domu na drogę szybkiego ruvchu, czuję się jak w tunelu - nic nie widać ani na prawo ani na lewo, tylko zwały śniegu wyższe od samochodu. Przeszły spychacze, więc droga bez poblemu przejezdna, ale tam, gdzie miałam jechać podobno zalega w takiej ilości, że nie ma dojazdu. A miało już być ciepło.
Po powrocie z biura spędzam czas m.in na ogladaniu filmów. Wczoraj Larsa von Triera "Przełamując fale". Piękny, niesamowity, w końcu to Trier. Dziś druga część "Tańcząc w ciemnościach". Wybieram filmy do oglądania bardzo uważnie, chcę, aby do mnie przemówiły. Unikam amerykańskiej sieczki i filmów, w których jedyną wartością są efekty specjalne. Lubię rozmyślać o filmie, kiedy juz skończę go ogladać, lubię gdy zostaje w mojej głowie.
2 komentarze:
Tylko dwie z Chin! Ja raz miałam przeszło setkę jednego dnia! Pewnie to jakieś trolle tańcowały :-)) Mój osobisty ma tak jak twoja Córka, Zanim cos wybierze, to wieki mijają, nie mówiąc o schodzeniu całego miasta w poszukiwaniu czegoś wydumanego. Nie cierpie chodzić z nim na zakupy, a zawsze mnie ciąga!
Ja niestety tylko z Poznania :)
Jakim cudem można brać kasę za mierzenie sukienki? Jestem w szoku.
Prześlij komentarz