Okazuje się, że zaczął się rok ważnych wydarzeń. Młodsza rodzi, Młoda za mąż wychodzi i właśnie mi syn oznajmił, że chyba we wrześniu wezmą ślub z E.
A nasza wrześniowa Rumunia ??? Znaczy się Andrzejowa i moja ? Znów trzeba będzie odwołać ?
Za dużo dla mnie tych zmian:) Nie wiem, czy się w nich odnajdę.
A tak se wklejam te kolorowe letnie fotki, bo ckni mi się za latem okropnie. Nawet mimo wciąż polepszającej się pogody. Z drugiej strony patrzę w to lato z obawą, czy podołam. Boję się tych ważnych wydarzeń, żeby mnie nie pożarły emocjonalnie. Bo ja najbardziej lubię spokój. Którego i tak nie znajduję. Lubię być sama w domu, tylko z kotami, patrzeć na puste blaty, pusty zlew, pustą suszarkę do naczyń. Lubię wleźć pod koc i czytać albo oglądać film. Lubię, jak nikt niczego ode mnie nie chce. Lubię, jak się do mnie nikt nie odzywa i mogę sobie bezmyślnie patrzeć na sikorki w karmniku. Lubię w weekendy wysiadywać do rana i wstawać w południe i nie mieć żadnych obowiązków. Lubię nic nie robić. Nie chce mi się żadnego cudzego towarzystwa. Nawet na Andrzeja w duszy jestem nadal obrażona i nie lubię go za to, że wyjechał. I zastanawiam się, czy się nie wypiąć na niego za to. Bo cholerę mi facet, co go nie ma. Powie ktoś: to tylko rok. Tiaaa... dla mnie to aż rok. Mogę być bez faceta, to dla mnie nigdy nie było problemem, ale jak jest, a jednocześnie go nie ma, to już dobrze nie jest. Kusi mnie powiedzieć: facet, rób se tam co chcesz, mnie to wisi. Wrócisz i będziesz zainteresowany, to się zobaczy, czy znów zaiskrzy. Niedługo te cholerne walentynki, jak znam życie to pewnie coś wymyśli i już jestem niezadowolona, bo po cholerę jasną mi jakieś deklaracje na odległość. Nie w moim wieku. Co było dobre 15 lat temu, to nie znaczy, że ma być dobre teraz. Wtedy mogłam się wiązać nawet na odległość, teraz mi się nie chce. Nie cierpię czekać. Nie cierpię tęsknić. Wywalam go z głowy i o nim nie myślę, nie tęsknie i nie odzywam się do niego.
4 komentarze:
Ło matko pojedyncza! Dobrze, że mój Ślubny na mnie taki "zawzięty" nie jest! ;-))))
Ale z drugiej strony, nic na siłę, prawda/
Widać było w jednym Twoim poście, że Andrzeja bardzo ciśnie sytuacja rodzinna. To dobrze o nim świadczy, że się chce uniezależnić od żony. Mam nadzieję, że gniew Ci przejdzie.
A co do wydarzeń życiowych, dasz radę, zawsze dajesz. A może to i lepiej, że wszystko na raz. Potem już się będzie powoli stabilizować.
Wiesz Fusillo, Andrzej jest jakby "szyty na miarę" właśnie dla mnie, ale ja nie należę do osób zbyt romantycznych, a raczej pragmatycznych:. Bo jak on wróci i spłaci ten dom, przepisze na syna i przeprowadzi się do domu rodziców, to do mnie będzie miał 50 km i dwoje starszych ludzi na głowie. Więc co to niby miałoby być z nami ? Jak jest i się widujemy, to jeszcze jako tako, jego obecność wynagradza mi te wątpliwości, ale jak go nie ma... to głowa szaleje:)
Polu, jesteś bardzo mądrą kobietą, zawsze trafiasz w sedno. Bo po prawdzie, to chyba wolę to wszystko "odwalić" naraz niż miałabym czekać przez trzy kolejne lata, jak moje dzieci powoli wiją sobie własne gniazda i denerwować się. A tak... hop-siup i po sprawie:) Jedynie moja kieszeń z tego powodu będzie pełna dziur takiej wielkości, że nawet latać nie będzie czego:) Już mnie głowa boli od myśli, skąd ja na to wezmę kasę, co prawdę tylko 50 % wesela finansuję, a resztę dzieciarnia sama się musi postarać, ale dla mnie to są koszmarne wydatki...
Prześlij komentarz