Obiecałam sobie na koniec tamtego roku dbać o siebie na każdym kroku i dogadzać sobie. Czasem ma to postać wolnych dwóch godzin, które poświęcę na film (boszsz... "Tańcząc w ciemnościach" Larsa von Triera... co za film, aż się boję opowiadać! Świetny, choć absolutnie nie rozrywkowy, dla ludzi inteligentnych, śmiem powiedzieć), czasem postać buteleczki z lakierem do paznokci za 30 złotych (dla mnie to fanaberia, rzadko kupuję lakier, a zazwyczaj na niego skąpię:) albo... nowego telefonu komórkowego. Akurat na telefon wydałam mało, bo zaledwie... złotówkę:)
Zorientowałam się bowiem,. że dla jednego numeru kończy mi się abonament.I perfidnie wykorzystałam znajomości prywatne u operatora i za parę dni będę miała nowy abonament: 48 złotych za 1000 minut do obcych, sieć operatora gratis bez ograniczeń, jeden obcy numer bez ograniczeń, wszystkie smsy gratis bez ograniczeń, 1 GB internetu w cenie... czego chcieć więcej? No i piękny smartfonik o wadze 100 gramów, cienki na 7 mm za symboliczne 1 plnów. No i za flaszkę gruzińskiego wina w marcu:)
Tylko trochę mi to poprawiło humor, bo coś, co mi ten humor psuje trafia się co chwila.
W mieście, jak się coś zepsuło, pomocą służyła administracja i tabun płatnych fachowców. Na wsi różnie z tym bywa. Znów zapchała się rura w kuchni. Poprzedni właściciele nie wiedząc czemu położyli tak wąskie rurki, rureczki wręcz, że doprowadza mnie to do szewskiej pasji. Tak samo do wścieklizny doprowadza mnie myśl, że trzeba będzie ... kiedyś.... te rury wymienić, rozwalić pół chałupy i obrócić kuchnię w gruz, żeby potem mieć spokój z rurą.
W tym samym czasie coś się porobiło w piecu c.o. Kaloryfery się zapowietrzają, z jednego na złączeniu coś wycieka, w drugim przez to coś warczy... spać po nocach nie daje, jak się nie wstanie i nie odpowietrzy.
Wezwałam fachowca. Przedwczoraj. Powiedział: niech Pirania nie grzeje w piecu we środę, żeby wystygł, a ja w czwartek rano przyjdę to naprawię, ale żeby był zimny, bo pewnie wodę trzeba będzie spuścić, żeby uszczelkę przy kaloryferze wymienić.
Dobra, poświęcę się. Całą środę marzłam, a piec stygł - rano o 7.00! po 5,5 godzinach snu ledwo się zmusiłam, aby wyleźć spod kołdry, tak było zimno. Czekam. Czekam. Czekam... 8.00... 9.00... dzwonię. A pan zadowolony: o cholera, zapomniałem i rozgrzebałem już piec na dziesiątej wsi. Przyjdę jutro.
Wrrr... już musiałam lecieć do roboty, więc nawet pieca nie włączyłam (bo nie zostawię go samego w domu, jak szwankuje i cieknie:).
No, i miej tu człowieku dobry humor.
No nic.... umówiłam się z bratem na wizytę u ojca w sobotę, do tego czasu mam nocne dyżury, jakoś przeżyję.
Byle do wiosny.
Poniżej: rozlewisko Bugu na początku kwietnia 2013, zielono, ale pod nogami leżały resztki brudnego śniegu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz