piątek, 22 marca 2019

Ja babcia

Najpierw babcią została moja koleżanka A. Dowiedziała się o tym, kiedy wnuczek miał tydzień. Taką niespodziankę sprawił jej 17-letni syn z rówieśnicą z sąsiedniej ulicy. Mimo szoku (chyba raczej kilku szoków:) stanęła na wysokości zadania i została babcią pełną gębą po raz pierwszy, a za półtora roku po raz kolejny. Tym sposobem miała cztery osoby na utrzymaniu.:) Ja przeżyłam ten szok razem z nią. Bo ona miała wtedy 37 lat! Nie będę się wdawać w szczegóły, ale moim zdaniem popełniła wiele błędów awansując na babcię, z czego brak asertywności był najlżejszym z nich.

Mnie wtedy ani w głowie było babciowanie, choć od mojej koleżanki jestem starsza o 10 lat i już wtedy miałam troje dorosłych dzieci, w miarę stałych związkach. Od dziecięctwa powtarzałam im, że ich potomków będę kochać nad życie, ale nie będę im ojcem i matką ani babcią w kapciach, biegającą za wnukami. I nie rzucę dla nich pracy. I że chętnie się z wnukami pobawię, ale wychowywać muszą je sobie sami. I że będę dla wnucząt wymagająca. Co poniektórzy (a właściwie wszyscy znajomi:) śmiali się ze mnie i twierdzili, że zmieni mi się, jak się pierwsze wnuczę urodzi. Bo podobno zmienia się każdemu, jak życie pokazuje. Nie byłam o tym przekonana i chyba miałam rację.

Po raz pierwszy babcią zostałam w wieku lat 53.  Córka przyszła z Niezięciem i powiedziała grobowym głosem: coś ci musimy powiedzieć. No, jak taki wstęp, to na pewno jesteś w ciąży - rzekłam ze śmiechem. W końcu przecież była - byli - dorośli. 
Późną wiosną urodziła się prześliczna dziewczyneczka, która w tym roku będzie miała 5 lat. Córka właśnie kończyła ostatni rok studiów, więc jak biegała na końcowe zaliczenia i obronę, to ja zostawałam z tym miniaturowym człowieczkiem. Przyjaciółka  (też młodsza, o 4 lata) z przerażeniem pytała: nie boisz się zostawać z nią sama ? Wszak ciałko takie kruche, przezroczyste prawie i rączeczki takie maciupeńkie i nóżeczki takie słodziutkie malutkie:) Pewnie, że się trochę stresowałam, ale w końcu troje dzieci wychowałam, więc z czwartym też poradzę, tym bardziej, że to było raz na kilka dni po 3-4 godziny. Pracowałam wtedy jeszcze na swoim, więc nieraz dzieciątko miałam ze sobą przez kilka godzin w biurze, gdy córka biegała na uczelnię. Pracownicyzagladali przez drzwiach i cmokali: że córka ma dziecko, to w porządku. ale że ty jesteś babcią ??? To niemożliwe! Mnie też się tak wydawało:) Niemniej, pomagając w jakiś tam sposób córce, nadal prowadziłam dawny styl życia czyli rano do jednej pracy, po południu do drugiej, w weekendy jakieś krótkie wyjazdy, wyjścia do przybytków kulturalnych i spotkania z koleżankami. Nie dałam się zamknąć w domu, bo mam wnuczkę:)  


Kiedy Dziewczynka podrosła,  zauważyłam, ze coraz bardziej muszę się angażować, bo ona chciała ze mną zawsze i wszedzie. Babcia była fajna, bo wstawała w niedzielę o świcie zrobić śniadanie, gdy mama spała. Babcia nawet w deszcz i błoto szła z dzieckiem na dwór, gdy mama bała się zmoknąć. To babcia stawiała pięć bałwanów za oknem w mroźny dzień, aby zrobić dziecku przyjemność. Czyli: mama była od wychowywania, babcia od zabawiania i pokazywania mrówek, kwiatowych płatków i chmur. Okazało się, że jako babcia jestem coraz bardziej wciągana w życie dziecka, jakoś tak mimochodem, powolutku, powolutku, krok po kroku... Zrobiło mi się jakoś nieswojo. Nie zamierzałam być matką ani stawać między matką a dzieckiem. Na szczęście córka wynajęła mieszkanie w mieście, bo wieś jej się znudziła i jestem teraz babcią dochodzącą. Kocham Dziewczynkę niesamowicie, odwiedzam często, ona też często u mnie bywa z mamą lub sama, ma u mnie swoje ubrania, zabawki, książki, także zabawki ogrodowe i huśtawki, ale za zdrowszy układ uważam ten, że dziecko jest przy rodzicach, a babcia osobno.


Druga wnuczusia (od starszej córki) tej wiosny będzie miała dwa latka. Mieszka prawie 500 km ode mnie. Jeżdżę do niej co 2 - 3 miesiące albo one (rzadko z powodu odległości) przyjeżdżają do mnie. Urodziła się, gdy byłam na wczasach za granicą, wiec wracałam z nich w pośpiechu i bardzo podekscytowana, bo przyszła na świat trochę za wcześnie. Mimo to zaraz po urodzeniu otrzymała 10 punktów. Po  raz pierwszy zobaczyłam ją jeszcze w szpitalu, była takim 2-kilowym kurczaczkiem:) Teraz to już duża panna, chodzi do żłobka, pasjonuje się malarstwem:)) Czasem rozmawia ze mną przez telefon. Jest oczkiem w głowie tatusia, który na punkcie córki ma bzika (i powinien się z niego leczyć:) Obecnie jest piękną blondyneczką, która się słodko przytula i komenderuje babcią : "Bacia, malu-malu" i babcia rysuje kotki i ptaszki:) W telefonie i w komputerze mam całe galerię jej zdjęć i często je oglądam z wielką radością.

Teraz zostalam babcia po raz trzeci.  Byliśmy w stresie tym większym, że synowa choruje na białaczkę i jest już po 30-tce, a syn prawie przed 40-tką. Do tej pory wszystko jest dobrze, obie dziewczyny czują się dobrze, zaopiekowane u specjalistów i w dobrej kondycji fizycznej. 

Ktoś mi ostatnio powiedział: same baby:) I dopiero wtedy do mnie dotarło, że rzeczywiście! Ale co to dla mnie za różnica ? Żadna, tak samo, jak dla rodziców moich wnuczek. Piękne i mądre już są, oby tylko były zdrowe. Wszystkie są i będą dla mnie ogromną radością w życiu.

Czy urodzenie się wnuczek jakoś diametralnie zmieniło moje życie ? Raczej nie. Mam więcej osób do kochania, jednak nadal mam swoje własne życie. Nie poświęcam się, nie musiałam z niczego zrezygnować. Nadal uważam, że od wychowywania są rodzice, a babcie do zabawy, czytania i kochania. Nie zamierzam w niczym wyręczać moich dzieci w opiece nad  wnuczkami. Najstarsza do mnie przyjeżdża z mamą lub zabieram ją samą wtedy, kiedy obie mamy na to ochotę, a jak nie mogę, bo mam inne plany, to po prostu odmawiam, z tym, że ustalam od razu inny termin, żeby dziecko wiedziało, że to nie o nie chodzi, tylko o inne babcine sprawy. Tę starszą raz na rok od pierwszych urodzin zabieram na tydzień na wczasy, w tym roku zabieram także drugą wnuczkę z mamą, bo sama pewnie by jeszcze ze mną nie chciała. Robię prezenty, staram się sprawiedliwie obdarowywać zabawkami. Ubranka rzadko kupuję, bo ubieranie dzieci to obowiązek rodziców, a babcia nie jest od obowiązków, tylko od przyjemności:) Wolę dać jakąś kwotę, za którą rodzice kupią dziewczynkom potrzebne ciuszki, na przykład wtedy, gdy szły do żłobka i potrzebowały więcej ubrań albo na jakieś większe zakupy odzieży zimowej. Babcia kupuję piłki, sprzęty plażowe, trampoliny - sprawiedliwie, dla każdej, ale już nie buty i sweterki. No, zdarzyło mi się kupić sukieneczki, takie śliczne, że koło nich przejść nie mogłam:) Szanuję gust rodziców, którzy wybierają dla swojego dziecka styl ubierania.

Dla wnuczek jestem wymagająca, to znaczy: żadnych lamentów i histerii, rzucania się na podłogę i żadnego wrzeszczenia. Obie są grzecznymi dziewczynkami, ale przy babci szczególnie:) Coś nie pasuje - rozmawiamy i wyjaśniamy sobie. Choć małe, to przecież także są rozumnymi ludźmi. Idziemy sobie wzajemnie na ustępstwa, ale w granicach rozsądku. Nie chce któraś czegoś jeść - ok., ale ma powiedzieć co chce, ja robię i wymagam wtedy, żeby zjadła. I dziecko zjada:) Babcia nie karmi słodyczami, nie kupuje cukierków. Czasem tej starszej w lecie kupuję lody. Natomiast obie z babcią jedzą owoce, nawet te, których podobno nie lubią (jak twierdzą rodzice). babcia nie odpuści mycia zębów, mycia rąk, kiedy trzeba i godzin snu. Godzina 20.00 i nie ma zmiłuj się, dziecko ma być w łóżku - u babci i z babcią nie ma z tym problemu. Wierze w rytualy i rutyne - ich wypracowanie robi duza część roboty w opiece nad dzoeckiem. Kiedy z młodszą wnuczką spędziłam kilka dni we wrześniu, ani razu mi nie zapłakała, z żadnego powodu, jadła wszystko, co jej zaproponowałam (oczywiście biorąc pod uwagę jej gust), a babcia odwdzięczyła się długimi spacerami i zabawami. Zięć nie mógł uwierzyć, że kładła się spać bez protestów i zasypiała przy babcinej kołysance. Bo jemu się drze i nie chce spać:)  I rzuca przedmiotami, jak się zezłości:) Przy mnie się nie złościła:) Babcia prosi o posprzątanie, robimy to obie i każda z dziewczynek aktywnie w tym sprzątaniu zabawek uczestniczy i jest bardzo zadowolona, gdy na koniec babcia pochwali. 

Z wszystkich babć,  które mają moje wnuczki, jestem ta wredniejsza.  Nie daje słodyczy,  nie daje tabletu lub telefonu do zabawy. Bajki w tv przez 20 minut dziennie dla starszej, młodsza wcale.  Ciągnę do parku, do zwierzątek, na huśtawki, do lasu i nad rzekę.  

Dziecko to człowiek. Babcia też człowiek. Jedno nie może żyć kosztem drugiego. Z łatwością da się to pogodzić. Choć mam już trzy wnuczki, nadal twierdzę, że nic mi się w poglądach sprzed ich urodzenia nie zmieniło:)

Ps. Zdjęcia wnuczek z niemowlęctwa.

27 komentarzy:

pani z apteki pisze...

Jeszcze nie zamierzam być babcią (nie szykuje się, ale kto wie...) Ale podejście mam dokładnie takie samo. Od wychowywania są rodzice. Muszę sobie gdzieś zapisać ten Twój wpis. Piękny jest :)
Pozdrawiam Babcię, wszystkie Wnuczki i ich Rodziców :)

Zielonapirania pisze...

Dziekuje;) Chyba takie babcie jakie my mialysmy,odeszly wraz ze zmianą mentalności kobiet. Choć ja osobiście nie miałam takiej nadopiekunczej babuni, tylko obie babcie na odległość i pamiętam, ze czułam wobec nich wielki respekt. Pomarły jednak jak miałam zaledwie kilka lat.

Fuscila pisze...

Jak wiesz,przynajmniej z moich wpisów na bloxie, prawie na 70% mogę opisać tak samo jak Ty, byłam bardzo podobną babcią dla moich Wnuków. Dlaczego nie 100%? Bo w pewnym momencie Najnajmłodsza się zbuntowała, gdy zaczęłam ograniczać jej dostęp do smartfona. Syn z Synową nie reagował, to odpuściłam i zupełnie teraz mnie nie "rusza", jak się skarżą oboje na jej wybryki! Chcieli, to mają! Nie powiem, że nie jest mi przykro, że już prawie jej nie widuję, ale za to wynagradza mi starsza Wnuczka wszystko! No, ale to już 20-latka.
A jaką radochę sprawiło mi, gdy będąc w Stolicy mogłam zaprosić na obiad do supej knajpki mojego Wnuka, który był przelotem do domu celem załatwiania formalnośco z odnowieniem wizy! 4 godziny gadania minęło jak z bocza strzelił!
Pozdrawianki wiosenne!

dora pisze...

Bardzo fajna babcią mają twoje wnuczki:)
Na razie u mnie się nie zanosi, ale wiem,jak sama nie lubiłam,żeby ktoś przejmował opiekę nad moimi córkami, a tym bardziej,kiedy robił krecią robotę podważając mój autorytet. Zatem i ja nie będę tego robić. Nie mam instynktu babciowego,aTwoje babciowanie bardzo mi się podoba.

kotimyszkot pisze...

Prześliczne dziewczynki i mądra babcia z rewelacyjnym podejściem, brawo :) U mnie do babciowania daleko (mam nadzieję, że doczekam tej chwili, bo jestem mamą która późno ma swojego malucha) ale myślę, że podobnie bym się zachowywała. Rytuały, czas na zabawę i wypełnianie prostych obowiązków, stawiane granice, a przy tym dużo miłości, rozmów i zrozumienia przynosi wspaniałe efekty i to wszystko jest dziecku naprawdę potrzebne :) Cudnych chwil z wnuczkami i dziećmi życzę :)

Zielonapirania pisze...

Fusillo, nie łudzę się, ze jak wnuczki beda mialy wlasne urzadzenia elektroniczne, to ja im ograniczę do nich dostęp. Jednak nie przyłoże do tego "postepu" ręki i 5-latce nigdy bym nie kupiła tabletu (druga babcia kupila:) Na wszystko jest czas i nie ze wszystkimi nowościami dziecko ma być zaznajomione niemal od niemowlectwa.
Ze swoich wnuków możesz być bardzo dumna, a ten z drugiego krańcach świata to naprawdę powód do stroszenia piórek:)

Zielonapirania pisze...

Mnie sie ten instynkt troche włączył i jak córka z wnuczka sie wyprowadzaly to przez tydzień na zmianę skakalam z uciechy i płakałam z żalu :) Radość z mieszkania w pojedynkę jednak przewazyla:) Mimo to, w obecnej sytuacji, kiedy córka jeszcze ze dwa tygodnie polezy w szpitalu, to ja zajmuje się wnuczka, było to dla mnie tak oczywiste, ze tacie dziecka (nie mieszka z nimi) tylko powiedziałam, ze zabieram dziecko, bo mi je matka powierzyła, a nie pytałam go o pozwolenie.

Zielonapirania pisze...

Dziękuję bardzo:) Spełniasz się w roli mamy bardzo udanie, o czym czytam na blogu. Na pewno będziesz w przyszłości fantastyczna babcią :)

Duża pisze...

Chciałabym być taką babcią jak Ty 🙂 o ile nią zostanę

Zielonapirania pisze...

Och, a ja myślałam, ze zostanę skrytykowana za brak poświęcenia się dla wnucząt hi hi:) dziękuję za dobre slowo:)

kaas282 pisze...

Fajne podejście też mu hołduję. Z tym, że mój wnuk mieszka w innym kraju, zwykle wpadam na krótko...Mam fajny kontakt z nim, zawsze zasypia bez awantury, gdy rodzice, korzystając z obecności babci- idą sobie do kina. Natomiast co do internetu- razem oglądamy filmy o zwierzątkach, piosenki aż mówię że komputer się zagrzał i trzeba wyłączyć i on przyjmuje to do wiadomości:)

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Pięknie napisałaś o byciu Babcią. :) Mądrze postępujesz. Też myślę, że uczucia nie mogą nie dopuszczać do głosu rozsądku. W końcu każda chwila w życiu małej istotki ma jakiś wpływ na jej charakter. Serdecznie pozdrawiam wspaniałą Babcię i Księżniczki :)))

Lucia pisze...

Piekny tekst. Mądry. Moj wnuk też już dorosły. I myślę że mamy dobre relacje. :)

Lucy pisze...

Sliczne masz te trzy ksiezniczki! Do tego taka swietna rozpietosc wieku.
Co do "caloksztaltu", popieram. U mnie (kiedys) problemu babci w kapciach i tak nie bedzie, bo ewentualne wnuczki beda mieszkac dosyc daleko, co w sumie jest troche szkoda.
Pozdrawiam wiosenne :)

Anna K. Olszewska pisze...

Masz bardzo zdrowe, fajne podejście do tego. Zaobserwowałam w swoim środowisku (w szerszym konspekcie, nie tylko rodzinnym), że babcie początkowo chcą się dać zamknąć z wnukiem, a później żałują, bo w gruncie rzeczy go wychowują, a same dla siebie czasu mają niewiele. I druga obserwacja: dzieci córki się "problemu", bo jeszcze chcą być same, bo jeszcze świata nie podbiły i nagle potomek staje się taką jakby kulą u nogi, ale na szczęście jest babcia, którą można zamknąć z potomkiem w domu.

Zielonapirania pisze...

Dzieci czując autorytet babci, darzą ja zaufaniem bardziej niż rodziców i przy babciach są bardziej poukładane i wyważone. Moja jedna wnuczka yez daleko i bardzo tego zaluje, bo nie widze na codzien jak sie rozwija. Ale pamieta mnie i rozmawia ze mna przez telefon.

Zielonapirania pisze...

Wzajemnie pozdrawiam. Postanowilam nie byc "glupia" babcią, tylko babcia kochajaca bezwarunkowo, ale tez wymagajaca i jednocześnie ciekawa osoba dla wnuczek. Może w przyszłości docenią :)

Zielonapirania pisze...

Biorąc pod uwagę Twoja mentalność trudno uwierzyć, ze masz dorosłe wnuki, natomiast łatwo uwierzyć, ze masz z nimi dobry kontakt:)

Zielonapirania pisze...

Dziekuje Lucy. Z jednej strony mowi sie, ze z rodzina to najlepiej sie wychodzi na zdjeciu, ale jednak fajnie miec wnuczki w miare blisko i patrzec jak rosna i jak, mam nadzieje, wyrosna na wspanialych ludzi.

Zielonapirania pisze...

Zgadza sie. Kazdy kij ma dwa konce. Z niedogadania sie wychodza potem sfrustrowane babcie i niezadowolone mamy. Jak zwykle, najlepszy jest zloty srodek. Jednak babcia to nie mama i obie strony musza o tym pamietac.

Michał pisze...

Witaj.
Też jestem dziadkiem, ale wnuków raczej nie rozpieszczam. Moja żona to...
Lubię takie zdrowe podejścia do wnucząt.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

Zdrowe i surowe:) Z największą miłością, ale bez lukru i cukru:))

Lidia pisze...

Super podejście masz do wnuczek i babciowania :) Wszyscy zadowoleni, no może rodzice wnuczek mniej ;) ale może niekoniecznie, bo jak słusznie napisałaś - rodzice są od wychowywania, a historia zna wiele przypadków takich róznych ...
Tak a propos początku ... moja ciotka dowiedziała się, że ma jeszcze dwie malutkie wnuczki, kiedy te miały nie wiem, jedna może ze dwa latka, a druga kilka miesięcy ... i zostały przywiezione jej do domu, ponieważ matka owych poszła sobie w długą i zostawiła dzieci koleżance niby na jeden dzień. Kiedy nie było jej kolejny, koleżanka znalazła gdzieś adres ojca małych i je mu przywiozła. Co miała zrobić ... Ojciec je oczywiście odwiedzał, ale w domu nie przyznał się, że ma rodzinę i matka jego dzieci to patologia. Dzieci, koniec końców zostały przy ojcu, babcia musiała stać się dla nich mamą, ale jakoś się poukładało. Dziewuszki w tej chwili są w drugiej części podstawówki.
Tak to jest.

Zielonapirania pisze...

W podobnych sytuacjach pewnie 100% babć staneloby na wysokości zadania. Myślę, ze jest więcej wyrodnych mam niz babć.

Stokrotka pisze...

Mój starszy wnuk będzie miał za 2 m-ce 15 lat, a młodszy za pół roku 11 lat.
Jestem babcią która pomagała przy wychowywaniu a teraz zabieram wnuki na wyjazdy, do teatru i na imprezy. Przynajmniej raz w miesiącu są u nas cały weekend. Ale nie poświęcam im całej siebie. Po prostu bardzo kocham tych chłopaków i myślę, że oni mnie też.
Potwierdzam, że od wychowywania są rodzice.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Jesteś dla swoich wnuków nie tylko babcia, ale także atrakcyjna osoba. Wydaje mi się, ze obecnie dla starszych dzieci babcia czy dziadek powinni być kimś ciekawym, aby zyskać szacunek i aby te comiesięczne weekendy nie były dopustem bozym. Świetna motywacja dla nas, babć :)

Wietrzyk pisze...

Podoba mi się Twoje podejście. Ciekawe, czy gdy moje dzieci będą miały dzieci będę taka konsekwentna. Na pewno będą ze mną dużo chodzić :)

Prześlij komentarz