wtorek, 26 marca 2019

Najstarsze wspomnienie

Jest coś takiego w mózgu człowieka jak synapsy. To takie połączenia między neuronami. Jak się dziecko rodzi, to w okresie do około 36 miesięcy wzrost ilości neuronów i synaps jest tak ogromny,  jak nigdy później w życiu człowieka. Widzimy to gołym okiem na swoich dzieciach i wnukach, startują od zera, a po kilku latach to giganci nabytej wiedzy, czasem nawet nie wiadomo skąd:) Przez ten "ruch" w mózgu, dochodzi do tak dużej ilości impulsów, że większość z nich przepada w czeluściach pamięci, mózg nie jest w stanie ich wszystkich zatrzymać. Ponieważ jednak ciało migdałowate odpowiedzialne m.in. za pamięć emocjonalną rozwija się znacznie szybciej niż hipokamp odpowiedzialny za pamięć epizodyczną, to dziecko szybko zapomina wiele konkretnych, ale mało dla niego istotnych rzeczy, np. co jadło w przedszkolu na śniadanie tego samego dnia, pamięta jednak to, co wywołało w nim duże emocje - ciało migdałowate w tym przypadku jest górą. Ta pamięć także nie jest długotrwała, bo wg naukowców występuje coś takiego jak amnezja dziecięca i około 7 roku życia dzieci nawet te szczątkowe wspomnienia w wczesnego dziecięctwa umykają z pamięci. Opowiadanie o nich, oglądanie zdjęć z przeszłości pomaga zatrzymać wspomnienia, najczęściej jednak są one ubarwione, pewne fakty zmyślone, dodane elementy uzyskane od osób trzecich - w ten sposób wydaje się nam, że doskonale coś pamiętamy z wczesnego dzieciństwa, choć to często projekcja naszej wyobraźni.

Do napisania tego postu skłoniły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze: wczoraj u malutkiej Dzidzi była z wizytą dula, oglądała dziecko, badała, ważyła i powiedziała, że ma bardzo krótkie wędzidełko pod języczkiem i trzeba je jak najprędzej podciąć, bo utrudnia małej ssanie piersi, a potem będzie miało wpływ na mowę Dziecka. To przypadłość dziedziczna - syn także miał krótkie wędzidełko, które było podcinane w szpitalu na laryngologii, gdy miał około 20 miesięcy. I tu syn wtrącił, że pamięta to doskonale i że cięcia były dwa, pierwsze delikatne i poprawka, że cięcia dokonywał mężczyzna i że lekko krwawił. Oczywiście zaprzeczyłam, że to niemożliwe, bo był zbyt mały, żeby pamiętać. Syn się zaparł, że pamięta i że był to upalny dzień, i że siedzieliśmy potem jeszcze w poczekalni itp. Przyznaję, że ja nie pamiętam tego podwójnego cięcia. Ciepły dzień owszem, lekarza mężczyznę też... no, ale żeby tak małe dziecko pamiętało takie szczegóły zabiegu ? Nie kojarzę, abym z nim kiedyś o nich rozmawiała. Może faktycznie to zdarzenie było dla niego tak traumatyczne, że pamięta je przez kolejne 35 lat ?

Po drugie: wczoraj w tv  był film "Nie oglądaj się", w roli głównej Sophie Marceau, Monica Belucci, produkcja francusko-włoska, premiera na festiwalu w Cannes, dramat psychologiczny na temat poszukiwania tożsamości, odzyskiwania pamięci po amnezji,odnajdywania sensu życia, reżyserowała kobieta..... Wydawało mi się, że to może gwarantować dobre kino. Nic bardziej błędnego. To gniot. Pomysł na fabułę dotyczącą utraty pamięci fajny, ale dokumentnie spartaczony. Najlepszy był początek, a potem już tylko gorzej. Zawiodłam się, ale  dotrwałam do końca - choć z wielkim trudem - jednak ten koniec nie był lepszy niż reszta filmu. Ale mniejsza z filmem.

Te dwa wczorajsze fakty spowodowały, że znów zaczęłam rozmyślać, jak skomplikowana jest pamięć ludzka. Sama łapię się na tym, że nie pamiętam niektórych sytuacji (z dorosłego życia) tak dobrze, jak inni - widać nie miały dla mnie znaczenia. Inne rzeczy pamiętam niejako automatycznie, nie mam problemu z hasłami, pinami, adresami itp. Po przeczytaniu książki zazwyczaj już po krótkim czasie nie pamiętam nazwisk bohaterów, ale pamiętam akcję. Z łatwością wymienię zagraniczne nazwy miejscowości, które zwiedziłam nawet wiele lat temu. Pamiętam twarze ludzi poznanych wiele lat temu. Potrafię natomiast zapomnieć w minutę imię osoby, która mi się przed chwilą przedstawiła, a która dla mnie nie jest ważna, na przykład na jakiejś firmowej imprezie, albo podczas przypadkowego spotkania kogoś znajomego, któremu ta obca osoba towarzyszy i jest mi przy okazji przedstawiona. Pamiętam imiona, nazwiska, miejsca pracy i zamieszkania matki, ojca, siostry, brata MMŻ, mojego partnera, mimo upływu kilkunastu lat. Nie pamiętam natomiast imion wychowawczyń wnuczki z przedszkola, choć wymienia je za każdym razem, gdy o przedszkolu mówimy. Czuję, że mój mózg dokonuje selekcji wiedzy i wyrzuca z bieżącej pamięci to, co dla mnie nie było/nie jest ważne. To chyba ta pamięć emocjonalna mierze górę. Kiedyś kolega powiedział, że mam wyjątkową zdolność do wyrzucania z pamięci złych rzeczy. Nie wiem, czy to taka wspaniała zdolność, czy może raczej wyparcie, ale gdyby to zinterpretować z wyparciem według Freuda, to nie zgadza się wcale. Zatem może więc faktycznie jest to coś innego. Jakiś mechanizm samoobronny organizmu. Złe wspomnienia do mnie nie wracają w chwilach słabszej kondycji psychicznej, a zgodnie z logiką Freuda tak powinno być.  Nie oznacza to, że w ogóle nie pamiętam złych zdarzeń, one gdzieś tam są uśpione i jak trzeba, to jestem w stanie je odtworzyć. Zgodnie z tym, co napisałam na samym początku, kiedy krążenie impulsów w zamkniętych obwodach maleje (brak emocji), informacje nie utrwalają się, gdy zaś zostaje wzmocnione (przez emocje), wpływa to na zmiany strukturalne w komórkach i wtedy występuje pamięć trwała. Mózg jest taki mądry:)

A moje najstarsze wspomnienie ? Nikt mnie nie przekona, że to projekcja mojej wyobraźni:) Mam dwa lata i trzy miesiące. Mieszkamy z rodzicami prawie na samym końcu ulicy, za naszym domem tylko trzy inne posesje i pola. Jest lato, trwa burza, pada deszcz i strzelają pioruny. Jeden z nich uderza w ostatni dom i wybucha pożar. Ojciec bierze mnie na ręce i wybiegamy na dwór, deszcz już tylko ledwo siąpi. Wchodzimy na szczyt piwniczki stojącej w ogrodzie, widzę ten pożar i mojego starszego o 15 lat brata, jak w przeciwdeszczowym ceratowym płaszczu z kapturem, w biało-czerwono-granatowo drobną kratkę, wybiega z domu z metalowym wiadrem i biegnie pomóc przy gaszeniu. Doskonale pamiętam te ostatnie krople deszczu padające mi na buzię, słońce przeciskające się przez chmury i gęsty czarny dym, a u jego podnóża czerwone płomienie.

A jakie są Wasze najstarsze wspomnienia ?


38 komentarzy:

iksinska pisze...

mam dwa lata, niania karmi mnie jajkiem na miękko i nie chce mi dać ogórka kiszonego :D

Zielonapirania pisze...

Ten brak ogórka to musiała być ogromna trauma, skoro tak zapadła w pamięć :)

Anna K. Olszewska pisze...

Zawsze mi się marzył wielki dysk pamięci w mózgu. Szkoda, że później już tak nie wchłaniamy wszystkiej wiedzy.

Dziewczynki zapamiętują znacznie więcej zdarzeń związanych z emocjami. Np. ja pamiętam pewne szczegóły z przedszkola, a mój mąż nie wie nawet co wtedy robił i gdzie był. ;P Ale są to wspomnienia związane z jakąś konkretną emocją, która mi towarzyszyła, silnym doznaniem sytuacyjnym. Często z nerwami.
Mam nawet przelotne wspomnienia z czasu kiedy jeszcze w wózku byłam i moja mama potwierdza je. Nie mogły mi się wydawać, bo to były takie dość konkretne rzeczy.
Zapamiętałam nawet coś, czego miałam nie pamiętać. To była rzecz, którą mama chciała zataić. XD

Moja przyjaciółka ma krótkie wędzidełko. Nikt go jej nie podciął, z ssaniem mleka nie miałam kłopotów, dykcję ma bardzo dobrą, po prostu języka nie wyciągnie żeby np. loda polizać.

Filmy o utracie pamięci są zazwyczaj fajne, nawet użyłam tego motywu w mojej książce. Szkoda, że film spartaczony.

Ja nie mam za grosz pamięci do liczb. Nie tylko do numerów telefonu czy nawet kodu pocztowego, którego w końcu musiałam się nauczyć, bo czasem pytają mnie o niego w sklepie, a po niemiecku trzeba go powiedzieć odwrotnie. Masakra!
Miałam przez tą pamięć duże kłopoty w szkole. Na historii byłam zdolna opowiedzieć o czymś, dokładnie zreferować każde wydarzenie, podać nazwiska itd., ale nie potrafiłam podać żadnej daty. Domyślasz się, że miałam przez to raczej słabe oceny. O matmie nawet nie będę wspominać. Czarna magia jest dla mnie prostsza.

Kiedy przedstawia mi się ktoś nowy, natychmiast zapominam... Muszę kilkakrotnie pytać o imię. Nie umiem dopasowywać tych danych do twarzy, więc przez jakiś czas rozpoznaję nową osobę po tym, co ma na sobie lub po czymś charakterystycznym.

Też złe wspomnienia wyparłam na zawsze i one nie wracają. Wyciągnęłam raz wnioski, wystarczy, nie ma co rozpamiętywać. Ale to świadomy zabieg. Wyobrażam sobie, że chowam te rzeczy w pudełka i wypycham w najdalszy, najczarniejszy kąt umysłu.

kotimyszkot pisze...

Pierwsze samodzielnie pamiętane to gdy mam 4 lata, przeprowadzamy się do nowego mieszkania i chcę się pochwalić dziadkowi jak wspinam się na dwupiętrowe łóżko :) Wcześniej nie pamiętam nic. Oglądałam tylko kilkanaście zdjęć z tego okresu i mam nagranie jak śpiewam w wieku 3 lat, ale zero odnośników do tego w moim twardym dysku..

Zielonapirania pisze...

Mam podobnie z marzeniem o nieograniczonej pamięci, bywa, że żałuję, że nie mogę posiąść całej wiedzy świata hi hi... a przynajmniej dużej jego części:) Życie i świat są tak ciekawe, a pamięć zbyt ulotna, aby cieszyć się każdą nabytą na życiowej drodze wiedzą.

Zielonapirania pisze...

Takie łóżko musiało być dla Ciebie wówczas największą atrakcją tej przeprowadzki, skoro je zapamiętałaś:)

wilma pisze...

Ma około dwóch lar, pomocnik ojca naprawia płot przybijając sztachety gwoździami. Zamiast w gwóźdź wali się młotkiem w palec i klnie siarczyście.
Ja powtarzam po nim to k... mać i ... odtąd wymawiam już każdy wyraz płynnie i wyraźnie.
Pamiętam to jak dziś, że po tym przekleństwie coś się we mnie odblokowało, bardzo mnie to cieszyło, ze mogę się tak łatwo komunikować.
A przecież dwuletnie dziecko ma jeszcze czas na pełną komunikację i porozumienie się z otoczeniem.
Właśnie ten moment, ze słowa po prostu same zaczęły mi wylatywać z ust i układać się w zdania pamiętam do dzisiaj.

Ela Kos pisze...

Mam dwa lata i kilka dni, bawię się w kupce piasku na podwórku, sąsiedzi rozmawiają z rodzicami przy drodze. Nagle nadbiega wielki czarny koń, urwał się z łańcucha na pastwisku, wbiega na nasze podwórko- i pamiętam jego brzuch i to, jak stanął nade mną dęba i zaraz opadł na bok nie tratując mnie. Niektórzy uznali to za istny cud:) ale świętą nie zostałam:).

Duża pisze...

Ja niestety nie pamiętam ludzi,jest to niezwykle kłopotliwe,bo nie tylko nie pamiętam jak się nazywają ale też nie pamiętam twarzy.To nie dzieje się natychmiast,ale jak tylko tracę z kimś kontakt to po kilku latach jest dla mnie obcą osobą. Ktoś czasem powie do mnie cześć czy dzień dobry,co tam u ciebie,a ja znam głos i wiem,że znam właściciela głosu ale nie wiem kim jest. Strasznie się tego wstydzę,chociaż to nie zależy ode mnie.
A moje pierwsze wspomnienie to odra i światłowstręt. Pamiętam jak leżę na łóżku tyłem do zasłoniętego okna a i tak muszę zamykać oczy bo strasznie mnie światło razi. Miałam 2 lata :)

Zielonapirania pisze...

Zabawna sytuacja:) Ciekawe czy już wtedy wiedziałaś, ze to przeklenstwo:)

Zielonapirania pisze...

Ja bym raczej powiedziała, ze trzeba mieć farta, aby być stratowanym przez konia:) No chyba, ze przez tabun:) Powiedziałabym też, ze wzbudzilas w rumaku respekt swoja wdzieczna osobka:)

Zielonapirania pisze...

A bo teraz to tak intensywnie żyjemy, tyle mamy bodźców, ze naprawdę nasz mózg ma trudne zadanie, żeby każdego i wszystko zapamiętać.
A zauważyłaś, ze większość pierwszych wspomnień jest właśnie z okresu drugiego roku życia?:)

wilma pisze...

Raczej zafascynowała? zainspirowała? mnie ekspresja, z jaką zostały wykrzyczane te dwa słowa;)))

Fuscila pisze...

Miałam chyba ze cztery lata, gdy rodzice zabrali mnie na film dziecięcy, ale przed tym była Polska Kronika Filmowa i jechał pociąg. Na wprost mnie! Tak się przestraszyłam, że spadłam z ławki i narobiłam rabanu na całe kino. Bardzo długo bałam sie lokomotyw, ale pociągów jako takich nie!
A teraz coraz częściej zapominam. Gdy długo kogoś nie widzę, to potem zastanawiam się przy spotkaniu kto to, i jak się nazywa. Strasznie to deprymujące. Raz nawet zdarzyło się, że rozmawiałam z sasiadką z naszego dawnego bloku mając pewność, że to zupełnie kto inny. Zorientowałam się dopiero przy pytaniu o jej dorosłe dzieci. To spojrzenie z wielkim zapytajnikiem w jej oczach - nie do zapmnienia!

Zielonapirania pisze...

Scena w kinie musiała rozbawic niejednego doroslego:) Dla Ciebie musiało to być ogromne przeżycie, skoro została trauma na lokomotywy.
jak widać, wiele osób przyznaje się do tego, ze nie rozpoznaje dawnych znajomych. Ja także miałam kiedyś taki przypadek i dopiero po kilku dniach domyslilam się kogo spotkałam na ulicy. A w trakcie tego spotkania nie miałam pojęcia, nawet podejrzewałam, ze kobieta pomyliła się, wiec udając pośpiech przeprosilam pod pretekstem , ze już jestem spóźniona do pracy, pozdtowilysmy się i odeszlam. A to była dawna znajoma z pracy, która teraz pracuje gdzie indziej. Ale usprawiedliwiam swój brak pamięci tym, ze nie byłyśmy zzyte:)

Lucy pisze...

Z czasów przedszkolnym wiele pamietam, obiady, leazkowanie, akademie... to bylo bardzo fajne, male wiejskie przedszkole.
A najwczesniejsze wspomnienie, to jest, ze siedze w wózku spacerowym, rodzic epchala mnie pod górke do domu i robia zarty, ze zaraz ten wózek wywróca na bok. Musialam miec z 2,5 roku, najwyzej.
Pamiec aktualna tez mam zadziwiajaca co do zapamietywanych rzeczy- lepiej zapamietuje zapisane czy widziane, niz uslyszane, to juz w szkole sie nie sprawdzalo, musialam przeczytac, a nie tylko uslyszec, to tylko z robieniem notatek mialo sens w sensie nauczenia sie.
Twarze pacjentów tez szybko zapominam, ale nie zapominam ich (napisanych) nazwisk, badz elementów garderoby, jak np kapcie czy szlafroki. Po tych akcesoriach najczesciej zapamietuje.

Zielonapirania pisze...

Pamięć wzrokową także mam o wiele lepszą, niż słuchową, więc Cię doskonale rozumiem. I znów - u Ciebie potwierdza się wiek, z którego zapamiętałaś zdarzenie (około 2 lat z kawałkiem) oraz rodzaj zdarzenia wywołującego duże emocje. Mogłybyśmy służyć jako przykłady na poparcie tezy, że dziecko do lat dwóch nie zapamiętuje trwale:)

haniamrok pisze...

No, popatrz, właśnie miałam zamiar też napisać o pamięci i najwcześniejszych wspomnieniach bliskich osób, bo niedawno w rodzinnym gronie wspominaliśmy różne zdarzenia. Uważam, że mój najstarszy syn ma fenomenalną pamięć, bo pamięta pierwsze mieszkanie, w którym mieszkał od urodzenia do dokładnie 2 lat i 3 miesięcy. Opisał mi układ łóżek i parę szczegółów. Nie mam z tamtej kawalerki zdjęc, ani nigdy potem tam nie byliśmy. Mój tato też miał taką wyjątkową pamięć, ale on zapamiętał wyjątkowe wydarzenie ze swojego dzieciństwa - przejażdżkę samochodem, gdy miał niecałe 3 lata (w 1926 roku, wtedy samochód, to było wydarzenie). Ja nie mam takiej pamięci, owszem, pamiętam moment przed operacją, zapewne już na stole operacyjnym - jaskrawe światło i nagle kompletna ciemność, wrażenie nałożenia mi czegoś na twarz (zapewne narkoza zaczęła działać). Miałam wtedy 3 lata bez jednego miesiąca. Więcej wspomnień mam z 5 roku życia (znów szpital, potem sanatorium), a potem dziura w pamięci i już ciągłe wspomnienia dopiero od 8 roku życia. Pamięć, to dziwny mechanizm, niektórzy ponoć mogą pamiętać "wdrukowane" wspomnienia, których sami wcale nie przeżyli, a są gotowi przysiąc, że to się wydarzyło.

dora pisze...

Nie potrafię umiejscowić w czasie najdawniejszych wspomnień, jest ich kilka zanim poszłam do szkoły, wątpię bym maiła wtedy dwa lata,ale moze ze 4? Co rok ciotka prowadziła mnie do fotografa i nie lubiłam jak mnie fotograf ustawiał do zdjęcia. Pamietam jedyny wyjazd z mamą gdzieś do jakiejś cioci Eli, która pracowała jako repasatorka ponczoch, miala corki i one robiły mi samolot,tzn.brały na ręce i kręciły sie ze mną. Zbiegały po schodach (ciotka chyba mieszkala wysoko a ja pierwszy raz byłam w bloku), kila takich wspomnien z tamtego mieszkania i to ,ze mama jechala gdzies, bolał ją ząb, a ja musialam zostac z nimi, pewnie na chwilę. No i ogólnie kilka takich dziwnych pomieszanych wspomnien z tego okresu przed 7 r.zycia.

dora pisze...

Po za tym mam pamiec wybiorczą, niektóre chwile pamiętam intensywniej, niektore sytuacje,wydarzenia przypominam sobie przypadkowo, czasem dziwie się,że mąz tak dobrze pamieta pewnie sytuacje, a ja zupełnie o nich nie pamietam,a on się dziwi:)

Stokrotka pisze...

Bardzo ciekawy jest Twój tekst. Moje uznanie.
A moje najstarsze wspomnienie to widok z okna mieszkania. Pamiętam doskonale co za tym oknem było i może to kiedys opiszę. Miałam wtedy półtora roku... I jak jak dorosła już osoba opowiedziałam o tym mamie, to nie chciała mi wierzyć że tak małe dziecko mogło to zapamiętać.
P.S. Jeśli interesuje Cię Warszawa i lubisz czytać książki to napisz do mnie proszę na adres rusinowa@op.pl.
Pozdrawiam serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Ciekawe od czego zależy to, ze niektórzy mają taką genialną pamięć.
Mózg ludzki działa jakoś bez naszej woli:) Słyszałam o tych produkcjach wyobraźni uznawanych za wspomnienia. Moi rodzice wmawiali mi, ze tak jest z moim wspomnieniem, ale nie udało im się mnie przekonac;)

Zielonapirania pisze...

Moje dzieci bardzo lubily, jak im opowiadalam o swoim dzieciństwie, tak jak je zapamiętałam. Niby te nasze drobne wspomnienia dotyczą jedynie dnia codziennego, ale z perspektywy czasu są ciekawe dla młodszego pokolenia. Teraz dopytuje mnie o nie wnuczka:)

Zielonapirania pisze...

Może on bardziej ćwiczy pamięć? Może praca od niego tego wymagała?

Zielonapirania pisze...

Dziekuje:)) Przypuszczam, ze nadal masz dobrą pamięć skoro już jako malutkie dziecko zapamietalas tyle, żeby napisać o tym tekst.
Chętnie się odezwę mailowo w najbliższym czasie.

BBM pisze...

Z dzieciństwa niewiele pamiętam. Pamiętam zabawy z siostrami, kiedy to biegałyśmy po domu, trzaskając drzwiami przed nosem goniącej. Pamiętam, jak łapałyśmy muchy, żeby nakarmić rannego ptaszka... Miałam wtedy może 4, może 5 lat...

Zielonapirania pisze...

Widocznie w Twoim życiu do tego czasu 4-5 lat nie działo się nic spektakularnego i miałaś spokojne łagodne dziecinstwo. Tez dobrze:)

Lucia pisze...

Mam podobnie ze złymi wspomnieniami. One są ale pozbawione emocji. Pamięć mam dobrą ale nie do twarzy. To pewnie tez jest związane z krótkowzrocznoscia którą mialam prawie całe zycie. Az zoperowalam i pozbylam się okularów do chodzenia. Muszę kogoś poznać dobrze zeby pamiętać osobę. Zawsze mówię jak ktoś się dziwi że czegoś nie oamietam:
- Mój mózg nie śmietnik. Jak nie potrzebne wyrzucam z pamieci.
Różne rzeczy pamiętam. Jak się zgubiłam babci i stalam pod sklepem gdzie chodzilysmy na zakupy plakalam i czekalam. A najstarsze chyba to mój niebieski pluszowy miś. Innych kolorów nie było po wojnie. Bylam bardzo mała :)*

to-znowu-ja pisze...

Ja z kolei pamiętam swoje przeżycia z przedszkola (miałam 3 lata). To było coś, czego za diabła nie mogłabym wymyślić. Rzecz się działa na leżakowaniu - leżaki rozłożone pokotem na całej sali, dzieci śpią, a wychowawczynie się kawkują. Ja wstaję i idę do ubikacji. Tam dziewczynka z mojej grupy pokazuje kilku koleżankom i kolegom, co mamusia i tatuś robią w łóżku. Oczywiście przyglądałąm się demonstracji z zainteresowaniem i można powiedzieć, że w wieku 3 lat zostałam kompletnie uświadomiona... Do dziś pamiętam, że koleżanka miała na imię Gosia!

lewym okiem pisze...

właściwie zawsze miałam słabą pamięć, ale jest tak jak napisałaś pamięta się sytuacje,wydarzenia związane z przeżyciami,trochę mam ich z dzieciństwa,z tych pięknych wracam chętnie do upalnch lat ,kiedy biegałam po polu I zbierałam dziko rosnące kwiaty,wtedy tak wszystko cudownie pachniało, I wtedy wydawało mi się że zboże sięga nieba :)

Zielonapirania pisze...

Bardzo mi się podoba powiedzenie, ze mózg to nie smietnik:)
A ze po wojnie były tylko niebieskie misie? Zaskakujące, nigdy o tym nie slyszalam:)

Zielonapirania pisze...

Swietne:) To potem na lekcjach PDŻ pewnie bardzo się nudzilas hi hi:)

Zielonapirania pisze...

Romantyczne są Twoje wspomnienia, i miłe:)

Danka pisze...

A ja właśnie leżąc na łóżku, niedawno rozmyślałam o tym jak daleko sięgam pamięcią ..I cofnęłam sie aż do 3 roku życia. Pamiętam że mamusia dawała mi mięsko z kurczaka i była tam chrząstka. Zaczęłam sie dławić ,bo nie mogłam przełknąć☺ I pamiętam poleczkę a na niej szklany dzbanek z kompotem ☺ Pamiętam jak mam szybko podbiegła po szklankę i nalała kompotu ,podała mi do picia .. poszło wszystko do żołądka☺ Był płacz,bo wystraszyłam się ...ale potem mama dała mi lizaka..
Tak że syn pamiętał z pewnością.
A też nie miałam jeszcze 3 lat..pamiętam noc i straszną burzę,pożar domu sąsiadów i moja mamusie jak trzymała mnie na rękach.☺
Dużo ulatuje ,ale też zostaje::))) Pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

Te wspomnienia są miłe, choć dotyczą spraw naowczas przykrych. To nasza historia przeciez:)

Wietrzyk pisze...

Ze mną chyba coś jest nie tak, bo prawie nic nie pamiętam z dzieciństwa, a jak już to te gorsze rzeczy np. zmuszanie mnie do zjedzenia pyz w przedszkolu, gdy inne dzieci już leżakowały :(

anka pisze...

Moje pierwsze wspomnienie - miałam mniej niż 2 latka i pamiętam jak z siostrą (starsza o 5 lat) przecięłyśmy na pół czerwoną piłkę (pewnie ona przecinała) i do środka nalałyśmy farbę, bo w mieszkaniu było wtedy malowanie. Pamiętam chwilę, kiedy kucam obok szczypiorku na grządce a ktoś pyta: gdzie jest Mimi (tak podobno na siebie mówiłam). Pamiętam przeprowadzkę do innego miasta, jazdę w kabinie ciężarówki i siebie pytającą :gdzie jest pan Staszek (przyjaciel rodziny pomagający w przeprowadzce). Miałam wtedy 2 latka i od tej pory życie stanowi dla mnie ciągłość. Mnóstwo dawnychwydarzeń jest we mnie w środku, wewnątrz, w sercu, w duszy - czy jak to można jeszcze nazwać. Jestem tą samą istotą, jednocześnie tamtą 2 letnią dziewczynką i kobietą 60+. Oj, ale wspomnienia przywołałaś:)))
Ludzi nie zapamiętuję od razu. Najlepiej jeśli mają psy, psiaki od razu poznaje i właściciela po psie;)Dopiero po dłuższym czasie po twarzy. Chyba, że coś szczególnego zwróci moją uwagę, np. podobieństwo do kogoś już znanego, kolor włosów itp.
Pozdrawiam:)))

Zielonapirania pisze...

Napisalas: życie stanowi dla mnie ciągłość. O sobie nie mogę tego powiedzięć. Mam wrażenie, ze niektóre lata z dorosłego życia wywyrzucilam całkiem z pamięci, jakby mimochodem. I dobrze, nie chce ich pamiętać.

Prześlij komentarz