Mówią, że na świecie nie ma nic świętego. A ja bym tak bardzo chciała świętego spokoju. Pozornie powinnam go mieć: dzieci duże, do pracy nie muszę jeszcze przez trzy tygodnie iść, pracę mam stabilną, mam dom, mam rodzinę i znajomych... niby tak, ale czasem myślę, że - parafrazując inne popularne powiedzenie, dzień bez problemów to dzień stracony. Jak nie zwichnięta noga, to inne badziewie. Pan od auta powiedział, że niby można nim nadal jeździć latami, ale on by już sprzedał, bo na jesieni wezmę za nie znacznie mniej. No i mam zagwozdkę, bo to nie całkiem zgodne z moimi planami. Chwilowo jednak i tak nie jeżdżę, więc można by ten czas wykorzystać na sprzedaż samochodu i kupno innego. Tylko z tym kupnem to też nie do końca racja, bo jak kupię siedząc w domu ??? Syn obiecał swoją pomoc z podwożeniem, ale nie ma gwarancji, że będzie miał czas akurat wtedy, kiedy jakieś ciekawe auto pojawi się na rynku. Poza tym nie bardzo wiem, jakie chcę. Nie może być zbyt małe, ale też nie może być zbyt duże. Powinno mało palić, a najlepiej to na LPG. Nie może być srebrne, bo nie lubię, ale jakby spełniało wszystkie warunki, to czy powinnam w ogóle brać pod uwagę swoje preferencje w kwestii koloru ? Bo co to w końcu za różnica ? Co do marki, to też nie wiem jakie, a raczej mi wszystko jedno.
Uzmysłowiłam też sobie, że przez moją nogę powinnam przesunąć termin remontu kuchni, który jest zaplanowany na koniec marca. Bo jak mnie jaka kontrola z ZUS -u albo z pracy zobaczy w remontowanym mieszkaniu, to pomyślą, że to ja się tam udzielam fizycznie, zamiast leżeć. Kuzynka z podobnym zwolnieniem "pochwaliła" się, że taką właśnie kontrolę z ZUS miała. Ja swoje zwolnienie wykorzystuję zgodnie z zaleceniami, czyli leżę, ale jak przyjdzie jaki zatwardziały urzędnik zusowski to może sobie pomyśli co innego na widok rozbabranej podłogi i ścian kuchennych ? Och, już nie wiem, co myśleć:)
I oczywiście przejmuję się, tak leżąc bezczynnie, że bez żadnego ruchu to ja się zaraz upasę i zardzewieję:) Człowiek ze mnie aktywny i męczy mnie przymusowy pobyt w czterech ścianach, nawet sobie podstawowych ćwiczeń jogi muszę odmówić i grabienia ogródka. Dziś trochę poleżałam na leżaku na dworze, ciepło było, choć wiaterek nieco powiewał. Ustawiłam leżak przy ścianie, za wiatrem i można się było nawet opalać, tak grzało. Ptactwo poczuło wiosnę, a ponieważ nad moim domem wiedzie szlak ptaków wędrownych, co zauważyłam w poprzednich latach, to i tym razem się nie zawiodłam. Oto żurawie kierujące się na wschód czyli na bagna Poleskiego PN (bo bliżej żadnych bagnisk nie ma).
Od czytanej książki oderwał mnie ich klangor, ale zanim dokuśtykałam do domu po aparat, to już trochę się oddaliły. Ostatecznie przyklepane: jest już wiosna:)
No i dobrze, bo zaraz powinny przylecieć także bociany, a ja akurat czekam na swoją trzecią Wnuczkę:) Zgodnie z planem powinna przyjść na świat 5 kwietnia, jednak jesteśmy przygotowani na każdy termin. Synowa jest już w szpitalu, ze względu na ryzyko wcześniejszego porodu. Trochę się tym denerwuję...
I córka chora sama w domu z dzieckiem, eh... co za pech!
30 komentarzy:
Mogę tylko życzyć, żeby wszystko ułożyło się pozytywnie :) Pozdrawiam :)
P.S.
Koteczki aż się chce pogłaskać.
Koty już całkiem 'wiosenne', wspaniałe. Moja kotka też nieco odżyła, cieszy się ciepłem, a ja cieszę się każdym dniem z nią. Dziś widziałam i słyszałam skowronka, no i dereń(jadalny) kwitnie, to już na pewno wiosna:)
Kupno auta, to wielki dylemat. Mnie też wszystko jedno, czym miałabym jeździć, ale w tej kwestii mogę się spokojnie zdać na mojego Inżyniera. Tylko on wydziwia. Takiego auta, jakie on by chciał dla siebie, jako auto rodzinne, nie ma, to znaczy jest, ale na takie pieniądze nas nie stać albo żal takie pieniądze wydawać na środek transportu domowego (mnie żal, ja za te pieniądze wybrałabym sie na wycieczkę dookoła świata i to kilka razy);) Teraz odpoczywaj, miej ten spokój, na działanie przyjdzie czas, a po co martwic się na zapas? Dużo zdrowia!
Dziekuje:) Kotki nie odmowilyby glaskania, bo to straszne pieszczochy.
Ja już miałam prosto za salonu cztery auta i doszłam do wniosku, że nigdy więcej. Szkoda tyle kasy na przedmiot, ktory po roku jest warty 25% mniej. Kupuję auto używane, jeżdżę dwa lata i sprzedaje za podobna cenę. Obecny samochód to już chyba 9-te moje auto.
Skoro piszesz że to żurawie to wierzę na slowo.😄 świętego spokoju się człowiek nie doczeka. Ja też bym chciała. A tymczasem pełnia w ataku. I też zabrała mi nawet namiastkę spokoju. Koty przeurocze. Całusy z zyczeniami chociaż namiastki spokoju nawet nie swietego.
Doskonale Cię rozumiem! Też mnie jaśnista z ogonkiem trafia na ta moje płaszczenie tylnej niewymownej. Ty to chociaż masz nadzieję na poprawę, a u mnie zanosi się na dłuższą historie. Miały być kwalifikacje do zabiegu? Miały ale się nie odbyły, termin przesunięto! No i czekaj człowieku następny miesiąc. Niby mogę na krótkie odcinki jechać samochodem, ale boje się w dalszą trasę wyruszyć, akurat może się zdarzyć blokada i będzie klops!
Dobrze, że czas dzierganek wielkanocnych jest, to powoli działam, ale to ciągłe siedzenie mnie dobija!
Żurawie na 100%:) Dwa lata temu jeden taki slabowaty nawet się u mnie na podwórku zatrzymał na kilka godzin odpoczynku, a potem poleciał dalej.
Trzymajmy się dzielnie Luciu:)
Współczuję Fusillo, pechowo z tym przesunięciem terminu kwalifikacji. Człowiek się nastawi, nadziei nabierze, a potem szlag trafia. Ja bym to uziemieniem jeszcze jakoś zniosła, jakbym miała w tym czasie głowę wolną od innych spraw, a tak to rozmyślania, czy córka da radę, czy wymowa da radę... bo ja to radę dam...
Synowa miało byc:)
To nadal sa te kontrole chorych w domu? Myslalam, ze ten relikt umarl razem z PRL- em... pamietam jeszcze u rodziców.
Troche nieporecznie i nieplanowo, ale trzeba Ci przesunac ten remont kuchni, po co sobie biedy napytac, ewentualnie.
I z opalenizna uwazaj ;)
Bp licho nie spi, a pani kontrolerce moze tez cos sie ubzdurac. Chociaz- slonce to witamina D, a ta jest donbra na kosci, tak wytlumaczysz :D
Jakos nigdy nie mialam odwagi du aut z drugiej reki i prywatnie odkupionych, wolalam zawsze z salonu, na te uzywane daja gwarancje i raz n´z takiej powaznie skorzystac musialam.
Ostatnie auta kupuje takie tutaj zwane "dniówki", czyli zarejestrowane juz, majace na liczniku ze 20 km (nie tysiecy), stojace kilka miesiecy w salonie, i wlasnie o te 25% tansze, niz taka sama "nówka". I oczywiscie jezdze do konca, czyli planowo kilkanascie lat.
człowiek się martwi, niecierpliwi,a co ma być to będzie,to tylko nasza głowa pracuje, :)
Byle noga wydobrzała, to ruszysz do działania.. i z autem i z kuchnią, a córka z synową mam nadzieję, że sobie poradzą, choć wierzę, że chciałabyś być przy nich i pomóc ile się da :) W myślach zawsze się kotłuje i wiele by się chciało zrobić. Ale co zrobić, jak się zrobić nie da? ;) Odpoczywaj i trzymaj się dzielnie :)
Kiedy szukaliśmy samochodu, pozwoliłam sobie na taki żarcik odnośnie koloru. Powiedziałam do męża: musi być czarne, bo został jeszcze wosk do czarnego lakieru i ja go nie będę wyrzucać. Jak kupisz samochód w innym kolorze, to przysięgam, że wysmaruję go tym czarnym woskiem. No przecież trzeba go zużyć, a w rodzinie nikt inny nie ma czarnego samochodu.
Kolor to loteria, kiedy wybiera się pośród używanych aut. I przypadek chciał, że znów mamy czarny samochód. Przysięgam, że nie maczałam w tym palców, mąż pojechał obejrzeć kilka samochodów z kolegami, beze mnie. :P
Na samym początku jeździliśmy w Szwajcarii Volkswagenen, potem przenieśliśmy się na Dodge'a, ale w końcu wróciliśmy do korzeni i znów mamy Volkswagena.
Wiem co czujesz, też "cierpię" kiedy muszę długo siedzieć w domu i nic nie robić.
U mnie bociany przyleciały już w lutym.
O kontrolach zwolnien nigdy wcześniej nie słyszałam, to był raczej mit. Zaczęły się za ostatniej władzy, która szuka kasy na dalsze rozdawnictwo:)
Jednak bede sie upierala, ze choc troche mam wplyw na to co sie ze mna oraz obok mnie dzieje:) W dużej mierze to los lub działania innych ludzi, ale wolę swoje decyzje przemyslec. Szkoda tylko, ze to myslenie czasem jest przykre...
Wg stanu na dzien dzisiejszy obie w szpitalu, a wnuczka u mnie. Jednak myślę pozytywnie, będzie dobrze.
Moje pierwsze auto to też był czarny volkswagen, bardzo je lubilam:)
No widzisz, chociaż wnuczka może być u Ciebie,czyli pomagasz. Nóżka niech zdrowieje,bo jak wpadniesz w wir, to pewnie już czasu na polegiwanie i leniuchowanie będzie niewiele.
Też przed nami wymiana auta,i też problem ,bo te ktore chcialby J. troche kosztuje, za to co ma za wiele nie dostanie, ale wytrwale przeszukuje ogłoszenia, w końcu kiedyś trafi i kupi.
Koteczki mają raj!
Kochana ,to że masz remont w domu ,to urzędnikowi nic do tego..Masz męża to on robi ,a Ty chora i leżysz w łóżeczku ..Dobrze by było ,by ciągle łóżko było rozłożone z pościelą ,jakby co to leżysz☺☺Ważne ,żebyś była w domu.
Nie denerwuj się ,dzieciątko sobie poradzi♥ A co do autka,to dobrze jest sprzedać szybciej ,jeżeli już nim jeździłaś długo.Zawsze łatwiej sprzedać jak nie jest zniszczony.Dla mnie liczy się bardziej autko,które jest dobre w jeździe,kolor obojętny.Na każdym widać brud ,jak się go nie myje hahahah...prawda?Pozdrawiam.
Podoba mi się Twoje podejście do kupowania samochodów. Mój Ś.P. miał zupełnie odjechane przekonanie, że tylko auto z salonu się liczy. I nie dał się przekonać, że zaraz, jak nim wyjedzie, to traci na wartości. Nie, i już! Nie było silnych! Pandaretta była nówka, słuzyła 13 lat, i w tym tylko On miał rację, że się tankowało ,a nic się nie psuło. Opel też nówka. Teraz będzie miał piątkę, i fakt - się nie psuje i śmiga,jak ta lala. No kaemów robi wtedy, że klękajcie narody - 15 w porywach! ;-)))) Pewnie będzie moim ostatnim pojazdem, bo nie wyobrażam sobie jeżdżenia po 80-tce! No, chyba, że w międzyczasie mi kolanka tak wyreperują dochtory, że będe do 90 śmigać, bo zakładam jeszcze długie zycie!
Przy tej wnuczce mogę odpoczywac, bo ona ma już prawie pięć lat i jest bardzo rozumna. Gorzej organizacyjnie, aby zgrać się z synem i odwiedzać Dziewczyny w szpitalach i jednoczesnie zapewnić opiekę wnuczce. Wypadałoby się roztroic:) A do tego jeszcze posiadać umiejętność latania:)
Nie mam męża, remont będzie robił obcy majster:) Sytuacja się skomplikowala, bo z chorą nogą i malym dzieckiem chyba nie zaryzykuje.
Zyj dlugo, miej zdrowe kolanka i jezdzij do setki, życzę z całego setca:)
Ja miesięcznie jeżdżę około 1800 km. W lecie kilkaset do tysiąca km więcej. Nie zależy mi na nowym aucie, trakuje je jak przedmiot użytkowy,wiec chętniej teraz kupuję używane i nie cackam sie z nim.
To pewnie żółw jest szybszy ode mnie! ;-))) Ja czasem w porywach jak dosetki miesięcznie dotrę, to ...ło matko pojedyncza!
Współczuję tego przymusowego zamknięcia w domu...też to obecnie przezywam. A i samochód musimy kupić bo nasz po wypadku niestety do kasacji. Jeszcze nie wiem za co my kupimy nowy... ? Ale na pewno używany. Co do koloru się nawet nie odzywam.
Co do remontu,to może rzeczywiście lepiej przesunąć i nie ryzykować ugadywania się kto ten remont robi...
Chyba nawet organizacyjnie tego remontu nie ogarnę...
Kolizja to zawsze strata, najważniejsze, ze nie na zdrowiu i życiu. Auto rzecz nabyta, w końcu się je odkupi.
Oj PRZEPRASZAM,nie wiedziałam,że nie masz męża.Chyba nie uraziłam ,ale to dlatego ,że mało sie znamy,od niedawna odwiedzamy się ..Ale po tym komentarzu dowiedziałam sie więcej o Tobie.Buziaczki.
Bardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.
Bardzo fajny wpis. Pozdrawiam.
Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
Prześlij komentarz