Wielu marzy o tym, żeby zamieszkać na wsi. Świeże powietrze, świeże jajka i mleko, świeże warzywa i owoce prosto z drzewa. Słodki śliczny domek bez czynszu, ogródek, piękne drzewa, kotek, piesek, może kózka...? Och, jak cudownie!
A realia ?
Ja nie narzekam, mieszkam 25 km od miasta, 300 m od drogi szybkiego ruchu, asfaltówkę mam pod bramę, w zimie odśnieżana, bo naprzeciwko jest przystanek autobusu szkolnego. Chałupa nieduża, nie ma za wiele do sprzątania, kawałek ogródka i kawałek działki, bez napinki, bo to one są dla mnie, a nie ja dla nich. Obrazki sprzed domu i z ogródka do katalogu by się nie nadawały. Ot, zwykła stara murowana wiejska chałupa, jak na starość mi się znudzi to sprzedam i wrócę do miasta. Sąsiedztwo nie za blisko, więc nie przeszkadza, ale też nie za daleko, żeby nie usłyszeć wrzasku, jakby mnie kto napadł :) Powietrze owszem świeże, bo w takiej części Polski mieszkam, że przemysłu za bardzo nie ma.
A jajka i mleko ? He he...:) Żeby krowę zobaczyć, trzeba iść do innej wsi. Kurę czasem się i ujrzy, ale nikt jajek i mleka nie sprzedaje, przywożę z marketu z miasta. Owoce ? Tu trzeba sobie uzmysłowić, ile rośnie drzewo owocowe, żeby dać owoce. Kilka lat. A ile przy tym kosztuje ?! Jak się nie zadba, nie kupi chemikaliów i odpowiednich dla niego witaminek, to nigdy owoców nie wyda. Oraz sprzętu do pryskania, podlewania, koszenia trawy w sadku, uprawy ziemi. Świeże warzywa ? Kto nie miał nigdy ogródka, ten nie ma pojęcia, ile to pracy oraz ile potrzeba na to pieniędzy. Nierzadko mieszkańcy wsi wcale nie mają warzywników i kupują warzywa w wiejskim markecie. Po pracy wolą poleżeć na kanapie niż w deszczu i kurzu pracować na działce. Ja pracuję, bo traktuję to jako hobby i bardzo rajcuje mnie to, że coś sama wyhodowałam i mogę to zjeść.
Kózka ? Po pierwsze trzeba mieć dla niej obórkę, a postawienie jej to duży wydatek, i codziennie trzeba kilka razy karmić oraz poić, a także doić. I co potem z tym niewykorzystanym mlekiem ? Bo ile można pić kozie mleko!? Przetwarzać ? I znów wydatek na sprzęt i potrzebny czas. A wynoszenie obornika, zapewnienie podściółki ? Nie mam kózki i nigdy nie będę miała:)
Domek jest bez czynszu, ale ogrzewanie to wcale nie mniejszy wydatek. Porównałam czynsz w moim miejskim mieszkaniu z wydatkami na opał, wodę, wywóz śmieci i wcale na wsi nie mam taniej. A przecież dochodzi jeszcze koszt pieca C.O. czyli kilka tysięcy jednorazowo raz na paręnaście lat. Zależnie od rodzaju pieca, ogrzewanie niewielkiego domku to koszt około 3-5 000 pln na sezon.
Owszem, znacznie tańsza jest woda. Prąd już niekoniecznie, choć jak się przerzuci na godziny nocne energochłonne prace (pranie, pieczenie) to ciut można oszczędzić.
Otoczenie domu - w mieście mnie nie interesuje, ile to kosztuje i kto to zrobi, bo zajmuje się tym zarząd wspólnoty albo spółdzielni. Na wsi muszę myśleć sama. Obluzuje się coś w ogrodzeniu, wyleci płyta chodnikowa - muszę poradzić sobie sama albo szukać kogoś kto mi to zrobi. Zazwyczaj nie znajduję, bo na wsi nie ma rzemieślników i specjalistów do takich pierdółek. Tu każdy mężczyzna radzi sobie sam, Ja, jak wiadomo, nie mam i nie zamierzam mieć w domu mężczyzny. Dlatego wylatujące gniazdko elektryczne czeka aż zacznie się remont.
Jak trzeba było wymienić komin, to kominiarza szukałam miesiąc, a za pół dnia roboty wziął tyle, co zarabiam przez 5 dni. I jeszcze zrobił mi łaskę, ze w ogóle przyjechał.
Nie chcę być źle zrozumiana: kocham mieszkać na wsi, choć codziennie godzinę zajmuje mi dojazd do pracy i drugą godzinę powrót. Słucham wtedy audiobooków i to jest moja pora czytelnicza:) Auto mam na gaz, więc paliwo nie kosztuje mnie więcej niż 250 pln miesięcznie. Lubię wyjść rano w piżamie na dwór, usiąść na ławce lub na hamaku, albo na schodach, albo na kocu i wypić kawę lub zjeść śniadanie. Latem na dworze jadam obiady. Mogę otworzyć na oścież okna i drzwi, napełnić dom zapachem bzów lub świeżo skoszonej trawy... A właśnie, raz na tydzień muszę tę trawę samodzielnie wykosić, a do tego muszę mieć kosiarkę - znów kłaniają się wydatki, których w mieście nie ma. Nawet w deszcz bardzo lubię patrzeć na strugi wody padające na liście drzew i krzewów, na tworzące się bajorka - zapach ziemi jest wtedy intensywny i piękny. Nawet grzmoty lubię:)
Mam własne kwiaty, od wiosny do jesieni zapełniam bukietami wszystkie pomieszczenia. Mam miejsce do zabawy dla wnuczek, piaskownicę, różne huśtawki, hamaki, zakątek skrzatów. Mam stolik z krzesłami w ogrodzie i grill. Mam wokół domu ogromne świerki, po których buszują wiewiórki i stukają dzięcioły, a w nocy pohukują na nich sowy. Mam budki lęgowe dla sikorek. Jest miejsce na ognisko, trampolina (także ja używam, bo jest duża:), w lecie basen W pobliżu jest las, rzeka, zbiorniki wodne, mam gdzie się powłóczyć, co jest moim hobby:). Jest malowniczo i przyjemnie. Są trasy rowerowe i ścieżki spacerowe.
I miasto jest blisko:)
Dlaczego o tym piszę ? BO WIEŚ NIE JEST DLA KAŻDEGO.
Byłam u fryzjerki i była tam jeszcze jedna klientka, powiedzmy Pani D. na jakimś długim, zabiegu na włosy i nasłuchałam się. Otóż mieli znajomych na wsi, do których jeździli na grille i święta. Było wspaniale. W pobliżu lasy i piękna okolica. Wiosną zeszłego roku sąsiedzi znajomych Pani D. wystawili siedlisko na sprzedaż, dom z budynkami na ogrodzonym terenie. Państwo D. oszaleli z radości. Cena nie była wygórowana, dom do zamieszkania po odświeżeniu jedynie, przyjaciele za płotem... żyć nie umierać. Wzięli kredyt, kupili wiejskie siedlisko, wynajęli studentom swoje dwupokojowe mieszkanie w mieście, zabrali dwójkę dzieci szkolnych i przeprowadzili się. 50 km od miasta, gdzie mają pracę. Był czerwiec, panoszyło się ciepłe lato, było wspaniale. Dzieci szczęśliwe, Państwo D. korzystali z urlopów i wili sobie wiejskie gniazdko.
A potem przyszedł wrzesień.
Wstawanie o 5.00. Wyciąganie dzieci z łóżek na zimno i deszcz. Bez śniadania, bo nie mogły nic przełknąć z niewyspania. Jazda ponad godzinę do miasta, żeby przed siódmą podrzucić dzieci pod drzwi szkoły i samemu zdążyć na czas do pracy. Po pracy biegiem po dzieci, żeby zawieść je na zajęcia. Czasem trzeba było poczekać godzinkę lub dwie na te dodatkowe zajęcia, więc w tym czasie robili zakupy. Dzieci zmęczone i głodne. Po zajęciach powrót 50 km do domu. Już ciemno. Dzieci śpią w autach. Dom zimny. Trzeba rozpalić w piecu. I nakarmić dzieci, które muszą jeszcze odrobić lekcje. Wkrótce okazało się, że na jedno auto nie da się. Trzeba było kupić drugie. Koszty benzyny do dwóch aut wzrosły do 1000 PLN miesięcznie. W listopadzie okazało się, że dach przecieka. W zimie okazało się, że ... spadł śnieg i odcinek 100 m Pan D. musiał udrożnić własnoręcznie łopatą, żeby wydostać się na szosę samochodem. Wieś w oczach państwa D. straciła na uroku. Już nie mają kiedy odwiedzać zaprzyjaźnionych sąsiadów, którzy nie mają dzieci, ale mają teściową emerytkę za ścianą oraz pracę w pobliskiej gminie, a nie w odległym mieście. Państwo D. uważają po niecałym roku, że wyprowadzka na wieś była ich największym błędem życiowym i wystawiają dom na sprzedaż, aby wraz z upływem tegorocznych wakacji wrócić do dwupokojowego małego mieszkanka w mieście.
Dobrze, że nie mieli kotów, bo straciłyby DOM !
A to moje kochane kocie chłopaki. Po lewej Lucjan, po prawej Rudolf:) Po wyjeździe córki, która od wczoraj u mnie nocowała, we trójkę spędzamy niedzielę w stylu kanapowym:)
32 komentarze:
Witam w nowym miejscu :)
Skreslilam stary blog z listy, wklepalam ten.
Do zobaczenia!
Ide bowiem zapieprzac do pracy.
Oddajacy realia zycia wpis na temat wiejskiego zycia... prowincja tez nie dla kazdego. J amieszkam w 3,5 tys. mieaszeczku, to tez nie na kazdego zdrowie ;) po prostu, u mnie czas leci inaczej.
Witam, jeśli powtórzy Ci się wczorajsza noc, to inaczej niż to określiłaś, nie można będzie tej pracy nazwać:)
Może to i potrzebny tekst - potrzebny komuś takiemu jak ja, która nienawidzę mieszkania w mieście, choć mieszkam w nim od urodzenia i marzę o domku na wsi.
Na wies przeprowadzilam sie 7 lat temu. Przedtem mieszkalam w dużym mieście. Znam wady i zalety mieszkania w obu miejscach. Teraz wolę na wsi, ale cieszę sie, ze blisko mmiasta:) Moje marzenie się spełniło, ale jakbym miała małe dzieci to bym każdemu odradzala. Takie tkwienie pół w mieście, pół na wsi to dla rodzin nie jest dobry wybór. Na emeryturę, szczególnie we dwoje, fajna sprawa:)
Czy mieszkanie na wsi, czy w mieście ma swoje uroki. W Polsce mieszkałam w dużym mieście. We Włoszech trafiłam do dużo mniejszej miejscowości i strasznie mi było ciężko na początku. Jedno kino, jeden teatr, kilka pubów... A teraz mam w planach przeprowadzkę do jeszcze mniejszej miejscowości, ale właśnie blisko do miasta. Już nie mogę się doczekać!
Przychodzę z rewizytą:) Tak, to prawda, trzbea zdawac sobie sprawe,że mieszkanie na wsi wiaże sie z wieloma sprawami i obowiazkami, kłopotami, ktorych mieszkajac w miescie nie zawsze doświadczamy,a juz szczególnie Ci ktorzy mieszkają w bloku:)
Na emeryturę,nawet we dwoje,to tez troche juz za późno, nie bardzo, bo akurat zaczyna sie wtedy sypać zdrowie,wiec i sił brak do prac ,i w razie czego do lekarza daleko.
Piękne koty!
Prawda, wieś na pewno nie jest dla każdego. Mam podobnie jak ty, czytając początek, to jakbym o sobie czytała. Z tym, że ja nie muszę do pracy jeździć, bo już na emeryturze "się lenię". I dopiero wtedy przeprowadziłam się na wieś. I fakt, mleka od krowy tu nie kupię (chociaż obory są, mleko idzie do mleczarni), ale jajka, jak najbardziej, a ziemniaki w wiejskim sklepie są z pobliskich pól. Za ogrzewanie też tyle nie płacimy (też grzejemy gazem), być może w tej stronie Polski zimy są cieplejsze (wiem, że są). Nawet naprawy wszelkie mnie teraz nie martwią, bo mój osobisty inżynier umie naprawić wszystko. Mnie niepokoi tylko, że do szpitala mogę nie zdążyć w razie czego. Ale trzeba żyć chwilą, a i tak wszyscy jesteśmy śmiertelni. A koty masz cudne. Moja koteczka po 17 latach właśnie żegna się z nami, strasznie mi ciężko. Pozdrawiam.
Jestem i ja. Zuelonapiranio niech Ci się tu dobrze mieszka. Jak na Twojej wsi. Masz rację. Wieś nie dla każdego ego. I dodatkow sporo warunków musi się ułożyć zeby byli dobrze. Koty cudowne. Buziaki
Wszędzie dobrze, gdy miejsce pobytu jest do nas dostosowane, gdy pozwala nam na spełnianie marzeń i pasji i nie jest obciążeniem w życiu:)
Zgadza się, starość mieście może być lżejsza, zarówno z powodu łatwiejszego dostępu do lekarzy, karetek i szpitali, a także dlatego, że bliżej w razie czego do sąsiada. Na wsi jest to często kilkaset metrów.
Dziękuję:) To moje kochane kocie chłopaczki:)
Wiem, jak to jest, gdy odchodzi ukochany kotek. W swoim życiu pożegnałam trzy kotki. Ostatni raz we wrześniu ubiegłego roku, gdy kociczka dostała wylewu. Te dwa młodziaki są jej następcami, ale wiadomo, ze nie zastąpią... wciąż wspominam ją z wielkim żalem...
Witaj Lucia, miło mi, że zajrzałaś:) I dziękuję za miłe słowo:)
No i bardzo dziękuję za rewizytę, miło mi:)
Mój brat wyprowadził się z miasta też parę lat temu i nie zamieniłby tego miejsca na miasto za Chiny Ludowe. Ale to tylko 7 km, a do tego funkcjonuje publiczna komunikacja. Ja już małych dzieci mieć nie będzie, więc mogę sobie marzyć dalej, do tak zwanego usrania. Bo i tak nie stać mnie nawet na porządne mieszkanie, a co dopiero dom.
Wieś nie jest dla każdego, poza tym zależy jaka wieś.
Ja znam wsie, gdzie są szkoły podstawowe i średnie (w systemie przed zmianą, bo teraz, to nie wiem jak to wygląda).
W takiej wsi się łatwiej mieszka, bo odchodzi zawożenie i przywożenie dzieci ze szkoły.
W "zwyczajnej" wsi można zamieszkać, kiedy dzieci idą na studia, aż do starości.
Późną starość też lepiej spędzić w mieście, gdzie bliżej do lekarza i nie trzeba się martwić o wszelkie naprawy obejścia.
A najpiękniej mieszkać na wsi od wiosny, do wczesnej jesieni;).
Moja Vicia i Felek machają łapkami do Lucjana i Rudolfa.
Dziękuję Veanko za odwiedziny i kocie pozdrowienia:)
We wsi, w której mieszkam nie ma ani sklepu, ani szkoły, ani przedszkola. Najbliższe są w miasteczku oddalonym o 4 km. Szkoła jest na wysokim poziomie, a w przedszkolu małe grupy i jak czasem patrzyłam na stronę www, to mają ciekawsze zajęcia niż wnuczka w przedszkolu miejskim. Rodzice też bardziej się udzielają niż w mieście, gdzie każdy ma tysiąc swoich spraw i na nic czasu. NA RAZIE mi nie przeszkadza brak sklepu i cieszę się z mieszkania na wsi, bo i tak codziennie jestem w mieście wojewódzkim, gdzie mam wszystkie swoje sprawy. Mamy na wsi siłownię i salę na imprezy (ale ja i tak nie chodzę:). Jednak moja córka z małym dziecięciem wróciła do miasta, bo początkowa euforia jej minęła po pięciu latach. Zmęczyło ją wczesne wstawanie i dojazdy, i organizacyjnie łatwiej się jej ogarnąć w mieście z małym dzieckiem, bo wszędzie jest bliżej i łatwiej dotrzeć.
Jakie słodziaki:)))
Moja wieś liczy tak około 120 numerów, od miast 4km, w środku wsi jezioro,jest szkoła, jest autobus MZK......żyć nie umierać, ale jak piszesz trzeba kochać wieś w każdym słowa znaczeniu....koszty utrzymania są wszędzie, warunek jest jeden jeśli się pracuje zawodowo i ma dzieci w wieku szkolnym nie możemy mieszkać od miasta więcej jak 10km, z całą resztą poradzimy, a śpiew ptaków, zapach wiosny to nagroda nie do wycenienia pozdrawiam Dusia
Samo życie. Opisałaś plusy i minusy życia na wsi. Ze wsi pochodzę i pamiętam dojazdy w przepełnionych autobusach do szkoły średniej, brak kontaktu pozalekcyjnego z koleżankami z klasy, potem dojazdy do pracy. Przecież początkującego pracownika nie stać na samochód. Autobusy tak przepełnione, że czasem nawet nie zabrał kierowca i trzeba było czekać na następny, zimą w 15 stopniowym mrozie. Nigdy nie chciałam mieszkać na wsi. 50 metrowe mieszkanie z dużym balkonem loggią dla mnie i córki zupełnie wystarczyło. Ogródek z ławeczką wśród pachnących kwiatów miałam na balkonie. Dojazd pod dom i parking zawsze był odśnieżony, a jak przeciekała rura od wodociągu to wymienili. Wakacje, urlopy i wolne chwile spędzałam na łonie natury. Zawsze można znaleźć park, jakąś łąkę pełną kwiecia czy piękne widoki w górach. Po przejściu na emeryturę wszystko mi się przestawiło. W głowie też. Spotkałam chyba odpowiedniego faceta, obecnie męża, i wróciłam "na wieś". Dom na obrzeżach miasta i duuuży ogród, a właściwie miejsce na ogród z którego chcę go stworzyć. I jest mi dobrze, bo jak nie czuć się dobrze, gdy robi się to co się lubi, pod warunkiem, że ma się na to czas, a emeryt ma czasu dużo. Zapraszam do mojego ogrodu. https://mojeogrodowo.blogspot.com.. Od czasu do czasu podróżuję, co opisywałam na blogu, gdzie Ciebie poznałam. Elżbieta
Dziękuję za wizytę:) Dobrze mówisz. U mnie walory mieszkania na wsi takze znacznie przewyższają wady.
Dziękuję, a jakie z nich łobuziaki, szczególnie rudy Rudolf he he:)
Piękna historia zakończona happy endem:) Oczywiście odwiedzę, dziekuje:)
Też mieszkam na wsi, od 5 lat! Tyle, że to wieś letniskowa i w zasadzie sypialnia pobliskiego miasteczka ( ok. 6 km stąd ). Jest szkoła, nowy osrodek zdrowia, 3 sklepy. To różnica. A reszta? Podpisałabym się prawie pod każdym Twoim słowem! :-)))))
Nie powiedzialabym, ze moja Wieś jest zabite cechami, ale do takich przybytkow jak u Ciebie mam 4 km do miasteczka lub sąsiedniej gminy. U nas na wsi jest mało rolników, większość pracuje w czterech okolicznych miastach, rano wyjeżdża ze wsi sznur aut, wiec to taka Wieś sypialniana:)
Prawdziwa "instrukcja" przeprowadzkowa...;o) Prawda aż z liter krzyczy...;o)
Każdy ma swoje priorytety, ale przeprowadzka czy to na Wieś czy do miasta musi uwzględniać także wady nowego miejsca i świadomość, czy jesteśmy w stanie he znieść lub pokonac:) Wtedy lżej żyć :)
Sama prawda. Lepiej bym tego nie wymyśliła.
Pozdrawiam
Dziękuję za wizyte:) Miło wiedzieć, ze ktoś podziela wyrażone opinie:)
Prześlij komentarz