Siedzę wczoraj przed gabinetem lekarki, która opiekuje się moją córką. Razem ze mną siedzi jeszcze jedna osoba, kobieta, dość zdenerwowana. Chwila ciszy, w końcu kobieta zaczyna opowiadać. "Muszę się wypisać ze szpitala na żądanie - mówi. Jeszcze mogłabym zostac z tydzień, ale muszę matkę ze szpitala odebrać. Bo wie Pani, matkę zamknęli w psychiatryku." Hmmm... to nie tragedia - mówię. Pani zachęcona moją odzywką relacjonuje. Otóż matka tej Pani pisała z nią smsy któregoś wieczoru dwa tygodnie temu. Na tematy neutralne. Na koniec starsza Pani chcąc skorzystać z jakiejś porady kosmetycznej odpisała córce: " to ja już wiem, co ze sobą zrobię dzisiejszego wieczoru." I wysłała SMS przez pomyłkę nie do córki, tylko do Pani doradcy z banku, czego w ogóle nie zauważyła. Pani z banku zgodnie z obowiązującymi ją procedurami powiadomiła policję , że podejrzewa, iż starsza pani planuje samobójstwo. Po godzinie do starszej pani w piżamie i maseczce na twarzy, przyjechala policja i zgarnęła panią, jak stała, na obserwację do szpitala psychiatrycznego . Oczywiście zabrali jej telefon. Córka Pani przez cały kolejny i następny dzień nie mogła się do niej dodzwonić, a ponieważ sama leczy się szpitalnie, nie mogła do niej pójść. Uruchomiła jakąś dalszą rodzinę, ale w mieszkaniu matki nikt nie odpowiadał i nie otwierał. Nerwy sięgnęły zenitu. Wezwano policję i wyważono drzwi w obawie, że starsza pani leży niezywa w mieszkaniu. Mieszkanie stało puste. Dwa dni zajęło policji skojarzenie nocnej akcji sprzed kilku dni. Starsza Pani się znalazła. Dwa tygodnie jednak na obserwacji musiała zostać. Przy sobie nic nie miała oprócz piżamy, kurtki i dowodu w depozycie szpitalnym. Nie było komu jej odebrać. Dobrze, że dalsza rodzina zajęła się naprawą wyważonych drzwi. Córka czekała, aby uzgodnić z lekarką wyjście ze szpitala i zajęcie się matką . Masakra. A wszyscy działali w dobrej wierze. Chroń nas Panie przed nadgorliwoscią bliźnich.




54 komentarze:
O matko...
Z drugiej strony jakby doradca z banku nie interweniował i coś się stało- to też by było źle...
Ale taki delikwent- jak aresztant- powinien mieć prawo chociaż do jednego telefonu. Kto odpowie za pomyłkę?
Znaczy nie weryfikowali pomyłki? Ot tak wpadli i zrobili zamieszanie?
Ale co mnie dziwi, państwo bezkrólewia.
Dlatego zawsze sąsiad ma klucz do naszego mieszkania i wice wersal.Córki też. No ale historia ,co się wszyscy nerwów najedli,a biedna matka owej opowiadającej? No dziwi mnie,że ją zgarneli bez zadnego wyjasnienia,itp.
O ŻESZ O_O
O kurczę, ale historia... Przeczytałam i oczy zrobiły mi się jak spodki. Masz rację - czasami najlepsze intencje są przyczyną największych kłopotów. Pięknie uchwyciłaś aparatem wiosnę. W naszym ogrodzie magnolia jeszcze śpi. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
I nikt w szpitalu nie wyjaśnił pomyłki tylko 2 tygodnie musi zostać i koniec? Trudno w to uwierzyć ale jeżeli to prawda to sprawa nadaje się do telewizji albo i do sądu
Rany julek, też jestem w szoku, że zabrano kobietę nie dając jej szansy na wyjaśnienia. A może próbowała wyjaśniać, ale nikt jej nie uwierzył? Coś nieprawdopodobnego, a jednak się zdarzyło.. Historia jak scenariusz do filmu.
U mnie też dziś będzie historia z życia wzięta w podobnych klimatach. Dobrze, że ze szczęśliwym zakończeniem ;)
Czasem sprawy które dzieją obok nas to jak gotowy scenariusz na dobry film... Aż ciężko uwierzyć. Współczuję i tej Pani i jej mamie. Mało przyjemne doświadczenie. Choć wszyscy działali w dobrej wierze.
Ogródek już pięknie kwietnie! Wiosna, wiosna ach to Ty...
Witam.
Tak to bywa w życiu. Ma być fajnie, a wychodzi jak zwykle.
Psychiatria.... szkoda gadać.
Ale zachowania służb medycznych i policji budzą nie raz zdumienie.
Pozdrawiam serdecznie.
michał
Może o poinformowaniu córki Pani nawet nie pomyślała, a ze w domu nikogo nie było, to policjanci zrobili co im kazano i według nich po sprawie.
Z tego co Pani mówiła to podobno jest takie prawo, ze jak policja przywiezie to mają w szpitalu przyjąć. No to przyjęli i po dwoch tygodniach obserwacji stwierdzili, ze pomyłką i Pani wcale nie chce się zabic.
Nie znam się na prawie, ale podobno podejrzanych o próby samobójcze zabiera się na obserwacje. I nie slucha co gadaja w momencie zatrzymania, bo wiadomo, ze beda zazwyczaj zaprzeczac.
... albo i jeszcze dosadniej:)
Jak mi ta pani opowiedziala swoja historie to sobie przypomnialam, ze w mojej korporacji tez jest taki nakaz, ze jakbym miala kontakt z niedoszlym samobojca to musze powiadomic policje. Na szczescie nigdy nie musialam.
No wlasnie wyjasniono pomylke. Po dwoch tygodniach obserwacji przez psychiatre i psychologa:)
Nie mialam powodu, zeby nie uwierzyć tej pacjentce, historia jest prawdziwa choc straszna.
Jak sobie pomyślałam, ze coś podobnego miałoby mi się kiedykolwiek przytrafić, to włosy na głowie stanęły mi dęba. Oszalec można, jakie przypadki chodzą po ludziach.
Zdumienie i niedowierzanie, ze takie jest prawo.
Ćwieć wieku temu psychiatria też nie była w głównym nurcie. Wiem, bo nie raz i nie dwa Mamę odwiedzałam w takich placówkach. A co do obecnych działań policji, to się nie wypowiadam, bo po co mam sobie i innym nerwy psuć!
Opowieść zabrzmiała jak z książki wzięta. Tylko nie wiem czy z horroru czy z komedii. Że też takie coś może się zdarzyć, wprost nieprawdopodobne. A co do ogrodu, to rzeczywiście jest strasznie sucho. Uruchomiłam już podlewanie, bo mam wrażenie, że zasychają pąki krzewów i drzew niektórych. Pozdrawiam.
Ale koszmar....
Moja opinia jest taka, ze to taki sam dział medycyny jak każdy inny. Jednakże leczacy sie ludzie są inni i psychiatria w związku z tym uważana jest jajo coś strasznego i zenujacego. A ze jest nie dofinansowana i zapuszczona to wychodzą takie kwiatki.
Prawda czasem bywa bardziej straszna i niewiarygodna niz powiesc.
Przyznaje, ze nie wiem jakbym sie w takiej sytuacji zachowala. Chyba pobilabym na poczatek policjantów, przynajmniej bym wiedziała za co odsiaduje.
ok!,!! to chyba mało zabawne, u mnie wiosennie- niewiosennie słońca brak,trochę chłodnawo
Opowieść jak z filmu grozy. Ale w życiu różne sytuacje są możliwe, takie też.
Delikatnie określiła opisane zdarzenie:)
Mimo wietrznego kwietnia cieszę się, ze z dnia na dzień coraz cieplej, a nie chłodniej.
Sytuacja, którą zdarzyła się starszej pani jest niestety dowodem na to, ze nie zawsze jesteśmy w stanie osobiście zapanować nad swoim zyciem.
Kobiecinę "zapuszkowali", a naszego sąsiada, schozofrenika-alkoholika, przyjeżdżają i pouczają...To dopiero "sajgon"...;o)
Z wysyłaniem sms-a łatwo sie pomylić (szczególnie, jak akurat niedowidzimy), niedawno to przeszłam (tylko tu informacja trafiła do znajomego, który oddzwonił, że nie wie o co chodzi i się wyjaśniło). No i należałoby mieć rodzinę i znajomych w osobnym spisie, a oficjalne numery w innym. Wtedy mam nadzieję ktoś znajomy podpytałby, o co chodzi, a nie dzwonił na policję. A tak do tematu staruszków: nikt nie chce ich usłyszeć, potraktować poważnie, a przecież nie wszyscy mają demencję i wymyślają, kiedy dochodzą swoich racji(zwykle nieśmiało) . Starych ludzi się nie szanuje i generalizuje w tym temacie, niestety
Woda już się znalazła - u mnie leje już pół dnia ;)
A ziemia faktycznie aż jęczała z tej suchoty.
Z sms-ami trzeba bardzo uważać, ale nie tylko w kontekście, gdzie się wysyła, ale i co. Taka funkcja jak T9, potrafi nieźle namieszać ;) Naciskasz/dotykasz kilka klawiszy po kolei myśląc, że piszesz określone słowo. Jednak naciśnięte klawisze to kombinacja, która tworzy różne warianty wyrazów. Jeśli się nie zauważy, że program wybrał złe słowo i nie zamieni na prawidłowe, nieźle można namieszać ;)
Bo pewnie on kurczowo trzyma sie zycia i nie ma podejrzenia o próbę samobójczą.
Przypuszczam, ze jest wiele racji w tym, co napisałaś. Człowiek w pewnym wieku nie jest już taki bystry, co niektórzy potrafią nieźle wykorzystać.
Racja. Nieraz pisząc z telefonu bloga albo komentarz tez niechcący "uda" się wstawić jakieś niecenzuralne slowo:)
U nas nadal sucho, nawet mech usechł, z czego akurat się cieszę i go dziś bardzo łatwo wygrabilam z zakątka ogrodu, który nazywam leśnym.
O kurcze, dura lex sed lex, ale nie do przesady.
Jak powszechnie wiadomo, moja mama byla ostatnio miesiac na zamknietej psychiatrii, ale skierowanie przez lekarza plus zatwierdzone sadownie, do tego powtórka z rozrywki w sensie kontroli stanu i koniecznosci pobytu przez miejscowy sad, znaczy wspólpracujacy ze szpitalem, i co 2 tygodnie kontrola wzgledem koniecznego przedluzenia badz nie.
Ta niemila przygoda, która opisujesz, troche wolna amerykanka mi traca. I ten brak kontaktu do rodziny pacjenta, to nie idzie.
Ta sytuacja dotyczyła podejrzenia próby samobójczej. W każdym innym przypadku pacjent musi mieć skierowanie od lekarza, które się jeszcze dodatkowo weryfikuje przed przyjęciem albo skierowanie z sądu. Sprawdziłam w necie:)
Dlatego nienawidzę sms-ów. Chyba od czasu, kiedy popsuł mi się wzrok tak, że do pisania (i czytania) muszę używać okularów. Zawsze łatwo się pomylić i nie dosyć, że napisać jakieś głupstwo, to jeszcze nieswiadomie wysłać nie tam, gdzie trzeba. Nie lepiej pogadać?
Lepiej pogadac, jeśli w danym momencie ten ktoś może odebrać polaczenie;)
Co za historia ....
U nas też powoli wiosna, ale fakt - wody brakuje. Jak tak, to padało non stop, a teraz ani kropli ...
Podobno kolejne dni mają przyniesc deszcz. Przydałby się, bo w takiej suchej ziemi bez sensu wysiewac nasiona warzyw.
Tak, nieprawdopodobny splot wypadków, wiadomo, życie pisze najciekawsze scenariusze.
A mądrzy ludzie mówią, ze nadgorliwość jest gorsza do faszyzmu;).
Tak na poważnie, to nie podoba mi się taki kraj, gdzie wywloką człowieka z domu, bez wysłuchania jego racji, nie rozmawiając a bliskimi "podejrzanej".
Piękna wiosna u Ciebie, jak pogoda pozwoli, jutro sprawdzę jak wygląda wiosna w Ogrodzie Botanicznym;).
Poruszająca historia. Rozumiem szybką reakcję, ale nie rozumiem braku kontaktu z córką. Treść wcześniejszych sms-ów pewnie wyjaśniłaby wszystko. Brak słów. :(
Czasem aż się nie chce wierzyć, że takie historie bywają. A bywają! :(
A ja za tydzień mam w planie sprawdzać wiosnę w skansenie:)
Pewnie starsza Pani nie miała siły przebicia wobec umundurowanej władzy.
Ale to straszne jest. Całkiem jak z Orwella.
Chodziło mi o to że lekarze jej chyba nie wierzyli, nie Ty :) Faktycznie historia straszna i ile stresu dla tej pani i jej rodziny..
Niesamowita historia.......a wiosna u nas jeszcze daleko...jak to na Mazurach pozdrawiam Dusia
Wiem coś o tym, bo mieszkam po tej samej stronie Wisły :)
Tak zrozumiałam Twój komentarz:) ze policja lub lekarze nie dawali wiary wyjasnieniom tej pani:)
Wow, niesamowita historia, trochę zabawna, a bardzo straszna jednocześnie, nie chciałabym przezywać tego, co ta pani, a faktycznie takie smsy wyrwane z kontekstu mogą brzmieć bardzo różnie.
Jak się weźmie pod uwagę, jak taki oddział psychiatryczny może wyglądać, to raczej zdecydowanie straszna niż zabawna:)
Włosy mi dęba stanęly co w moim przypadku ich długości należycie odzwierciedla moje przerażenie. Dobrze ze taka historia może być przestrogą żeby uważać z sms ami. Ale również wiedzieć co nam grozi. Bo można kota zgłaszać na śmierć. :*
Prześlij komentarz