poniedziałek, 17 czerwca 2019

Nagroda za donos

Do przestępstw dochodzi w różnych krajach. Sądzę, że Polska nie jest w tym przodująca, a i nasi rodzimi mordercy to zazwyczaj damscy bokserzy, kierowcy po pijaku, ludzie ze środowisk patologicznych i kryminogennych. W 2001 roku miało miejsce w Polsce 1325 zabójstw, z roku na rok ta liczba maleje i w 2018 roku było ich około 520. Niby dobra tendencja, ale nadal kilkaset rodzin okrywa się żałobą. W ostatnim tygodniu wiele emocji wzbudziła śmierć małej 10-letniej Kristiny. Nie jestem w stanie, nawet nie próbuję, wyobrazić sobie, co czuje matka czy dziadkowie, gdy dziecko umiera w tak tragiczny sposób. Nie wiem, czy ja bym coś takiego przeżyła pozostając przy zdrowych zmysłach, a nawet jeśli, to jak potem można normalnie żyć ? W moim mniemaniu taka tragedia odbiera wszelką chęć do życia, wszelką radość, jakąkolwiek nadzieję i szansę na satysfakcję z czegokolwiek. Dziś media publikują informację, że zabójca ma 22 lata. To już dorosły mężczyzna, ale też jest dzieckiem jakiejś matki, której odebrał szansę na dalsze godne życie. Matka mordercy. Matka zamordowanej dziewczynki. Już nie wiem, co gorsze... Mam nadzieję, że policja (w dość spektakularny sposób) zatrzymała właściwą osobę, bo jeśli jest to pomyłka, to jeszcze jednej matce zostało zmarnowane życie. Tyle tragedii, tyle łez i żadna kara dla mordercy nie odmieni tej sytuacji.

Za znalezienie zabójcy Kristiny dwie osoby prywatne  ufundowały nagrodę 10 000 PLN. Chwalebna pomoc i nie wolno tego interpretować, jako niską cena za śmierć dziecka. Tu nie Ameryka. Nie wiem, czy ktoś doniósł na sprawcę, czy policja znalazła go sama. A jeśli doniósł, to czy dlatego, że chciał nagrodę, czy chciał sprawiedliwości, czy może z jeszcze innych pobudek. I nasunęło mi się pytanie: jakbym to ja miała informację na temat zabójcy, to czy wzięłabym nagrodę ?  Natychmiast sama sobie odpowiedziałam: nigdy. Nawet jakby to było 100 000 pln, a nie 10 000, nawet jakby ta nagroda rozwiązała wiele moich problemów - nie wzięłabym ani grosza ani od rodziny ani od fundatora (zobowiązałabym go do wpłaty na jakiś chwalebny cel). Sama myśl o przyjęciu takich pieniędzy wywołuje we mnie bunt. Czułabym się bardzo źle, wiedząc, że na cudzej tragedii zyskałam. Każda wydana z nagrody złotówka by mi o tym przypominała i jątrzyła moją psychikę. Tak, jakbym się sprzedała - ja, ceniąca sobie przede wszystkim wolność pod każdą postacią. Dlaczego więc inni ludzie biorą takie nagrody ? Biorą także za informowanie policji w sprawach innego kalibru. Policja ma na ten cel specjalny budżet i w raportach piszą, że płacą od 100 pln do kilku tysięcy. Niektórzy donosiciele chcą pewnie zarobić, innych pociąga przygoda, inni chcą sobie zrobić układy w policji albo wywinąć się z jakiejś własnej śliskiej sprawy. Ale to co innego, niż nagroda za informację o zabójcy. Przynajmniej ja tak uważam. Za info, gdzie mieszka złodziej samochodów albo włamywacz, gdzie jada i jakie ma auto, można żądać kasy, jak za wykonaną pracę, gdy policja sama nie umie sobie poradzić. O osobach, które zostają informatorami policji mówi się uchole, kapusie, kable lub konfidenci i nie jest to zajęcie szanowane. Dekonspiracja donosiciela kończy się dla niego zazwyczaj tragicznie. Inaczej w przypadku mordercy dziecka czy innej, dorosłej osoby. Zwykła ludzka przyzwoitość nakazuje ujawnić wiedzę o potencjalnym sprawcy, w końcu chodzi o bezpieczeństwo innych ludzi. Może nawet o swoje lub swojego członka rodziny. Taki "donosiciel" to prawie jak bohater, bo jego "donos" nie wszyscy przyjmą dobrze, a za czyn bohaterski wszak nie żąda się kasy.

Mam tylko nadzieję, że 22-latek nie został zatrzymany pomyłkowo, i że właściwy zabójca nie chodzi na wolności. Ziobro informuje, że grozi mu dożywocie. Nie ufam panu Ziobro. Nie ufam sądowi, który od Pana Ziobry otrzymuje poufne pismo, że tyle to a tyle spraw musi zniknąć z wokandy, żeby zmniejszyć kolejki w sądzie, bo on i jego partia muszą się wykazać spełnieniem obietnicy "naprawy" sądów przed nadchodzącymi wyborami. Moja siostra jeszcze kilka lat temu zajmowała wysokie stanowisko w sądzie (ale nie jako sędzia) i zostało jej tam wielu znajomych, z którymi utrzymuje kontakty. Zdaniem tych znajomych, w sądach teraz kończy się sprawy na jednej rozprawie, bez zbadania pozwu, z minimalną ilością świadków, a czasem bez świadków, po to tylko, żeby poprawić statystyki i zmniejszyć ilość oczekujących pozwów. W sądach rodzinnych nie ma już sprawy pojednawczej przy rozwodzie, nie ma negocjacji, skierowań na terapię itp. To nic, że są dzieci i nie wiadomo, jaki będzie ich los po rozwodzie - chcecie rozwodu to macie, na pierwszej rozprawie wyrok i idźcie w spokoju. A przecież rodzina dla obecnego rządu to skarb. Tiaaa... chyba, jako potencjalny cenny wyborca.
No nic, nie będę politykować, bo może kto ma inne zdanie, uszanuję je zatem kończąc temat pisu:)


Ze spraw codziennych..
Mój remont ma się dobrze, to znaczy... odpoczywa:) Znaczy, nic się nie robi. Pan majster zapadł na jelitówkę i leży, a ponieważ za chwilę Boże Ciało, to zacznie od przyszłego poniedziałku. Już się nawet nie denerwuję:) Dziś od rana nieco chłodniej, więc wypieliłam działkę. Wyrwałam stare rzodkiewki i niestety szpinak, który poszedł w kwiat, zanim się nim nacieszyłam - tylko dwa razy coś z niego przyrządziłam. Czekam na deszcz, żeby nasiać znowu. Wszystko na działce schnie i marnieje, tryskawki już prawie całkiem wyschły. Mam ją za daleko od domu, więc nie jest podlewana, oprócz ogórków, dla których noszę wodę w konewce. 

Za to moja starsza córka padła ofiarą nawałnicy. Jadąc do mnie w piątek przez Polskę, wpadła w strefę gradu, który zbombardował jej auto, wyrwał wycieraczki i uszkodził elektrykę, przez co musiała zatrzymać się na stacji benzynowej w szczerym polu i z dzieckiem czekała do północy na przyjazd zięcia, który zabrał je z powrotem do domu drugim autem, bo jej samochód nie nadawał się do jazdy. Ja miałam do niej 300 km, ale byłam gotowa jechać na ratunek, ledwo mnie powstrzymała. Kosztowało mnie to trochę nerwów, a co ona przeżyła, to tylko ona wie, biedulka. Przez to chrzciny najmłodszej Wnuczeczki czyli córki syna, odbyły się w nieco okrojonym składzie i choć po uroczystości w kościele, wybrany na przyjęcie lokal okazał się fajny, jedzenie dobre i ludzie mili, to wynudziłam się setnie przy stole, bo mnie takie spędy okropnie nudzą:) Zamierzam "obrazić" się na syna za to przyjęcie i sobie na spokojnie o tym z nim pogadać, bo właściwie zaproszono kilkanaście osób z rodziny synowej (których nigdy na oczy nie widziałam) oraz mnie i moją drugą córkę. Siedziałyśmy więc jak na tureckim kazaniu:) Mógł mnie uprzedzić albo zaprosić jeszcze kogoś z naszej rodziny. Nie wiem, według jakiego klucza wybierano gości, niby nie mój interes, ale moja Wnuczka i wolałabym wiedzieć, co mnie spotka na jej uroczystości. Inna sprawa, że sama też nie zapytałam wcześniej, ale otrzymałam sugestię, że będzie tylko kilka osób i tym się zadowoliłam. Nie, rodzina synowej nie finansowała imprezy. Dziecinka była na chrzcie bardzo spokojna, rozglądała się wokoło i tylko wydudliła butlę wody, bo było dość duszno. A potem już tylko spała:)

Koleżanki blogowe z Rzeszowa i okolic pragnę poinformować, że Rzeszowa (nawet w postaci "szparki" czyli Pomnika Czynu Rewolucyjnego) nie widziałam, bo impreza integracyjna w Rzeszowie odbyła się tak naprawdę pod Rzeszowem w jakimś zajeździe na polu i widziałam tylko te pola i parę świerków. Plan pobytu był zgodny z moimi przewidywaniami, więc przynajmniej się wyspałam i posurfowałam w necie z nudów. Za ten wyjazd mam dziś wolne, a jutro za Boże Ciało, bo wtedy pracuję, przynajmniej tyle odpoczynku od etatu.

A w ogóle, to mi się chce w Bieszczady...

23 komentarze:

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Przyznam, że nigdy nie zastanawiałam się nad kwestią nagród. Pewnie są skierowane do grupy posiadającej niewiele przyzwoitości, chociaż zdarza się też, że ludzie milczą na przykład ze strachu (może w takiej sytuacji nagroda jest bodźcem do ujawnienia przestępcy).
Czuję podobnie. W przypadku tak wielkiej tragedii nie mogłabym wziąć pieniędzy. Myślę, że jeśli można pomóc w jakiejkolwiek sprawie (nawet drobnej) nie należy tego robić za zapłatę. Słowo "pomoc" straciłoby sens.

Kotki chyba zadowolone z odpoczynku remontu?
Pozdrawiam :)

Lucy pisze...

Tez nie za bardzo rozumiem tego systemu nagrod. Jak cos wiem o przestepstwie, jest dla mnie normalne, przyzwoite, pomoc w wyjasnieniu przestepstwa. Nie oczekuje za to nagridy, ani szczegolnego podziekowania, a juz szczegolnie od poszkodowanych, oni maja inny problem, czasami zlamane zycie, i to jest pierwszoplanowe, dac im spokój.

Zielonapirania pisze...

Kotki całymi dniami na dworze, przyzwyczaiły się, za to ja dziś zaczynam popadać we frustrację...

Zielonapirania pisze...

W Ameryce usługi poszukiwania sprawców dla nagrody bardzo się rozwinęły. My Europejczycy mamy chyba inna mentalność.

Frau Be pisze...

Podobno ów 22-latek się przyznał do zabójstwa.
Gra w podpierdalankę prowadzona jest wszędzie, zaczyna się już w przedszkolu, a potem tylko się rozwija. Nie mam przesadnie dobrego zdania o ludzkości, więc z całym stoicyzmem w ogóle się nie dziwię. A że pecunia non olet, to tym bardziej...
Koleżanka blogowa z Rzeszowa informuje, że zostanie Ci wybaczone.
Chyba.
:)

Alicja pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Alicja pisze...

Albo pomoc, albo zarobek - jedno drugiemu przeczy.
Sady dzisiaj? Ta "sprawiedliwosc i prawo" w nazwie partii to tylko nazwa.
Upal Piranio; zdycham ...
Mnie sie tez chce straszliwie w Bieszczady :)

Zielonapirania pisze...

No patrz, a ja taka ufna w ludzi jestem:) Choć z drugiej strony nieufna bardzo. Znaczy się, uważam, że wszyscy są piękni i szlachetni, a potem się dziwię, że jednak nie. Natomiast na żywe jednostki nadmiernie się do mnie przybliżające, patrzę jakimś dziwnym okiem... widzę wszystkie ich wady i zazwyczaj trafiam w stowke:) Szczegolnie jesli osobnik jest płci męskiej:) chyba to lata doświadczeń:)

Zielonapirania pisze...

Pocieszam się, że mam szanse na Bieszczady pod koniec lipca. No chyba, że mnie remont zastanie he he...:)

Frau Be pisze...

Moja ufność polega na tym, że wierzę niezachwianie w ludzką głupotę, przewrotność i okrucieństwo, toteż jeżeli spotyka mnie rozczarowanie, to wyłącznie pozytywne i miłe :)

Michał pisze...

Witam.
Z remontami już tak bywa, że często bokiem wychodzą. Przynajmniej u mnie.
Łowcy nagród w USA są sposobem na życie, a u nas...
Boże, jak ja tęsknię za Bieszczadami.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

Widzę, że w tej tęsknocie nie jestem.sama:)

Anna K. Olszewska pisze...

Nie lubię wypowiadać się na takie tematy. Wzięłabym czy nie wzięłabym tych pieniędzy, skąd mogę to wiedzieć, nigdy mi się to nie zdarzyło i raczej nie chciałabym "wiedzieć" czegoś, co przydałoby się policji.

Też nie lubię spędów rodzinnych. Żadnych. Nikt wtedy nie jest sobą, każdy jest w przebraniu, a żeby się rozluźnić, każdy pije wódkę. Bez sensu to trochę.

Zielonapirania pisze...

Według mnie można mieć zdanie o sobie nawet w kontekście czegoś co się nie zdarzyło. Byłoby dziwne jakby wszyscy o sobie mówili, że nie wiedzą, jak się zachowają w sytuacji, gdy... i tu sobie można coś dopisać. Przewidywanie swoich reakcji daje obraz naszej postawy moralnej.
A wódki nie było:) Ani innych alkoholi.

agatek pisze...

,,Odpoczywający remont" - hahaha, kradnę zwrot jest fantastyczny. Mój remont odpoczywa od conajmniej 2 miesięcy i mam wyrzuty sumienia... do tej chwili :) Dzięki za pokrzepienie ducha :)
pozdrawiam :)

Zielonapirania pisze...

Marzę o dniu, kiedy skończę remont. Nawet zmniejszylam jego zakres, żeby wcześniej skończyć.

Lidia pisze...

Milicja, a teraz policja zawsze miała swoich "kapusiów", za co im płaciła, więc nic to nadzwyczajnego, rzecz jasna.
Nie wiem, czy wzięłabym tę kasę. Na tę chwilę nie, ale bywały lata ubiegłe, kiedy było cienko chwilami, więc nie wiem.
Mam nadzieję, że Twój pan od remontów dojdzie do siebie zdrowotnie i ruszy do pracy z kopytka ;) bo do takich przedsięwzięć trzeba mieć naprawdę siły i zdrowie - psychiczne też ;)

Zielonapirania pisze...

Nooo... Ja mu zrobiłam listę tego, co ma dokończyć i zrobić i nie wypuszcze zanim tego nie wykona. Póki mi zdrowie psychiczne nie siądzie przez ten remont:)

Lucia pisze...

Wreszcie dotarłam spokojnie poczytać. Do przemyślenia cześć pierwsza. Cześć ogródkowa do pozazdroszczenia. :*

Lidia pisze...

A jak ... i przykuj dziada długim łańcuchem do ściany, żeby mógł się przemieszczać na terenie remontowym i co zrobi, to łańcuszek będzie dłuższy :))))

Zielonapirania pisze...

Niezła rada:) w każdym.razie teraz już nie pozwolę ma żadne wykręty:)

Zielonapirania pisze...

Siedzę dziś w pracy i od godziny troszkę pada. Co prawda moja działka 30 km dalej, ale mam cichą nadzieję, że dostała trochę wody. Lubię dla relaksu pogrzebać w ziemi i lubię jak mi coś ładnie urośnie:) póki co mam kwiaty na bukiety oraz salaty, koper, szczypiorek, cebulkę, mizune ... I porzeczki zaczynają dojrzewać. A jagody kamczackiej wszystkie oddałam wnuczce, bo uwielbia:)

Anna K. Olszewska pisze...

Na dzień dzisiejszy twierdzę, że nie wzięłabym tych pieniędzy, tak jak i Ty. Ale nie staram się o żadne tam bycie moralnym. Pielęgnuję w sobie takie przekonanie, że każdy człowiek jest naturalnie dobry, ale niektórzy się psują. Są zepsuci – dosłownie mam na myśli. A skoro człowiek jest dobry, to nie musi "starać się być moralnym". To POWINNO przychodzić naturalnie. Po prostu.
Brak wódki na imprezie? To w moich stronach byłoby uznane za dziwne. Dłuższy czas byłam abstynentką, tak po prostu z wyboru. Uznano mnie za dziwadło. Nie przejęłam się tym, ale to troszkę świadczy o ludziach i pomyślałam sobie, że cieszę się, iż nie muszę grać w tym karnawale.

Prześlij komentarz