Mam prawie dwa m2 skóry i 500 tysięcy receptorów. Każdym z nich reaguję na dotyk. Zazwyczaj źle reaguję. Cudzy dotyk mnie parzy i zniechęca do dotykającego, tworzy natychmiastową barierę, którą trudno mi potem przekroczyć. Bardziej zbliżę się do innego człowieka nie będąc dotykana. Dotyk obcej osoby jest dla mnie fałszywy. Uważam, że prawo do dotykania się mają tylko bliskie osoby. Z radością wyściskam i dam się wyściskać wnuczkom, dzieciom, przyjaciółce, komuś ukochanemu. Innym osobom nawet nie za bardzo lubię podać rękę. Nie ufam. Musi być pewna serdeczność między nami, abym pokonała tę barierę.
Lubię uważać i czuć, że jestem wolna. Do prawdziwej wolności współczesnemu człowiekowi daleko, tak wiele spraw i przedmiotów nas ogranicza. Może moja reakcja na dotyk jest intuicyjną próbą zachowania resztek wolności ? Wydaje mi się bowiem, że ktoś, kto nie jest mi bliski, a w jakikolwiek sposób próbuje mnie dotykać, próbuje jednocześnie na mnie wpłynąć, a ja nie poddaję się wpływom i nienawidzę manipulacji. Automatycznie budzi się we mnie wtedy silny opór wobec tej osoby.
Dotyk cudzego ciała, jego wilgotność i temperatura inna od mojej, sprawiają, że odbieram dotyk jako coś nieprzyjemnego, drażniącego. Nawet w tłumie, w autobusie czy na koncercie intuicyjnie odsuwam się od ludzi, potrzebuję dystansu, potrzebuję wolnej przestrzeni życiowej. Stawiam granicę, której przekroczenie wzbudza we mnie niechęć.
Czuję się okropnie skrępowana, gdy dawno nie widziana, ledwie znajoma osoba, spotkana na ulicy rzuca się na mnie z ramionami. Po takim przywitaniu, najchętniej otrzepałabym się jak pies:) Podobnie, gdy obcy człowiek, który czegoś ode mnie chce (coś mi sprzedać, zaoferować, zaproponować) wyciąga do mnie ręką na przywitanie. Bywa, że odruchowo ją podam, a potem odruchowo ją wycieram:) No wiem, brak kultury...:) Ale czy na pewno z mojej strony ? Bo ten człowiek wcale nie chciał mnie tak bardzo serdecznie przywitać, on tylko zastosował jedną z zasad psychologii sprzedaży, ale na mnie to nie działa. Wolę kontrolować sytuację i nie poddaję się takim tanim sztuczkom.
W moim odczuciu, zgoda na dotyk to tak naprawdę zgoda na bliskość, otwarcie się przed drugim człowiekiem. A ja prawie nigdy się na to nie zgadzam:) Bywa, że z szacunku dla innej osoby, z chęci kulturalnego zachowania się i nie urażenia jej, znoszę jakoś to trzymanie za ramię podczas rozmowy i nie wyrywam go. Jednak ta cudza ręka na moim ciele odwraca moją uwagę od tematu rozmowy, nie mogę się skupić i potem czuję się rozdrażniona.
Psycholodzy mówią, że lęk przed dotykiem to lęk przed bliskością, potrzeba kontrolowania sytuacji, skrajny brak zaufania do otoczenia, ale też histeryczny strach przed otworzeniem się na drugiego człowieka. Coś w tym jest. Jestem na takim etapie życia, że nie potrzebuję zbyt wielu osób, z którymi byłabym bardzo blisko. Rzeczywiście lubię mieć kontrolę nad sobą, nie znoszę ludzi, którzy mieliby ochotę mnie zmanipulować, mam swój rozum i swoją wolną wolę. Nie boję się bliskości, ale nie potrzebuję jej od każdego. Faktycznie jestem jednak osobą otwartą, ale jest granica tej otwartości. Nie zaprzyjaźnię się w pięć minut i nie otworzę wobec nowo poznanej osoby. Nie ma w tym jednak żadnej histerii. Po prostu tego nie potrzebuję. Bywa, że do obcej osoby pierwsza się odezwę, uśmiechnę, ale nie dotknę. A potem odejdę i nie poczuję straty.
Byłam w życiu w kilku związkach, przeważnie bardzo gorących:) Dotyk był bardzo pożądany, oczekiwany, dawany z wielkim zaangażowaniem i tak samo odbierany. Miłość bez dotyku jest uboższa. Tęskniłam bardzo za dotykiem ukochanego mężczyzny, gdy go nie było przy mnie i chciałam go odwzajemniać jak najczęściej. Nie potrafiłam iść z nim ulicą bez trzymania się za rękę. Nawet podczas jazdy samochodem lubiłam głaskać go po ramieniu albo trzymać rękę na jego udzie:) Miałam jednak takiego partnera (to była krótka znajomość), który miał z tym jakiś bardzo wielki problem. Zapewniał o wielkiej miłości, czynem swoim ją okazywał, ale potrafił przesiedzieć ze mną na kanapie dwie godziny oglądając wieczorem film i nawet mnie nie dotknąć. A gdy na chama się przytulałam, siedział jak słup. Nie było to ani miłe, ani komfortowe. Nie było w tym związku spontanicznych głasków, przytuleń, pocałunków. Rozstaliśmy się ku wielkiemu jego zaskoczeniu i niezadowoleniu. Oczywiście, nie była to jedyna przyczyna mojej decyzji, ale jedna z ważniejszych. Dotykiem mianujemy bezwiednie w naszym życiu ludzi ważnych i ważniejszych. Brak dotyku z jego strony mimowolnie odbierałam jako brak zaangażowania. W rzeczywistości inne jego czyny nie świadczyły o tym, ale to tylko obrazuje jak ważnym czynnikiem jest dotyk.
W moim odczuciu, nie można szastać na lewo i prawo dotykiem obdarzając nim ludzi obcych, traci on wtedy swoje znaczenie. Obce mi jest amerykańskie podejście do tematu, gdzie dorośli nieznajomi sobie ludzie ściskają się, poklepują i głaszczą się, a żałują czułości dzieciom, aby nie być posądzonym o seksualne podteksty.
Już wolę być niedotykalska i elektryczna (która kopie przy dotknięciu;)
A jak to wygląda u Was ? Kto jest wylewny i przytulaszczy, a do kogo nie podchodzić zbyt blisko ?:)
42 komentarze:
Wies co? Ja mam chyba podobna chorobę, bo prawo dotykania mnie ma tylko kilka ludzi 😅 dziwna koleja nie razi mnie dotykanie wielu obcych ludzi, z racji specyfiki pracy. I wcale nie dotykam ich tylko w rekawiczkach.
Co do podawania rak, w wielu publicznych mirjscach rezygnuje sie z tego z powodu bachterii 🤪 wiec moze taktownie odtrac taka namolna reke z ta wskazowka na noro czy inny odporny gronkowiec.
Nazwałaś to chorobą, ale nigdzie w literaturze nie znalazłam potwierdzenia, ze takie zachowanie to choroba:) Raczej określa się to jako aspekt kulturowy i czasowy, charakterystyczny obecnie dla większości populacji.
O, jak dobrze... Jak dobrze, że są na świecie ludzie tacy, jak ja!
Bardzo mądry wpis. Może nie identycznie ale mam podobnie Jako jedynaczka nauczyłam się żyć sama ze sobą . Bylam kochana ale moja mama podobnie jak ja nie była zbyt wylewna. Miłość się czuło a nie okazywało przez ciucianie. Od dawki miłości była babcia ale też raczej przez bycie przy mnie. Zawsze.
W oczach V.uchodze za mało kontaktowa na włoski sposob bo nie lubię ich przesady. Raz człowieka widzę i zaraz "przyjaciel".A przecież jezeli mi z kimś po drodze to szybko znajduje wspólny jezyk. Tak że rozumiem Cię doskonale. Wirtualny buziak może być 😄
I jeszcze pochwała zdjec. Bardzo mi się podobały. :)
U na jest okreslenie: bussi- bussi- Gesellschaft, czyli towarzystwo cmok- cmok, czyli to jest na topie jakby, a kto nie na topie, to chory jakos byc musi 😁😎😘
Tacy przytulaszczy:)?
Z mamą miałam podobnie. Ojciec był bardziej serdeczny. Ja mam tak pośrodku: dla najbliższych mam pokłady czułości, reszta na dystans:)
Takie widoki mam za progiem:)
Bardzo dziękuję;:)
Aaa... To taka jest ta choroba:) No to też chora jestem:)
Mam tak samo albo i gorzej,bo lista osób,które chętnie dotykam i które mogą mnie dotknąć jest krótsza. A już całkiem chora robię się od całusów i przytulań na powitanie czy pożegnanie. Celuje w tym taka jedna moja kuzynka i nie znoszę jej za to z całego serca ;) Nie lubię też nawiązywać kontaktu wzrokowego z nieznajomymi i potrzebuję sporo przestrzeni osobistej. Najmniej problemu sprawia mi podawanie ręki,chyba,że ktoś podaje "śledzia" (ja ściskam jak chłop) albo całuje w mankiet - wtedy czuję obrzydzenie. Dotyk w związku to insza inszość :)
Masz oko do zdjęć :)
Miałam dziś spotkanie towarzyskie i jedna osoba tez jest z tych calusmych. Udało mi się wymigać, choć bardzo lubię te osobę. A plucie w mankiet też uważam za wielką nieprzyjemność:)
Tacy niedotykalscy...
Chcialoby sie powiedziec "Co kraj, to obyczaj". Moim zdaniem dotyczy to nie tylko kultur, obyczajow roznych krajow, lecz rowniez obyczajow, tradycji rodzinnych. Mowiac o dotyku, rozni ludzie roznie okazuja swoje emocje. Mysle, ze niekoniecznie jest tak Piranio, ze ktos witajac Cie "po amerykansku" chce Toba zawladnac i Toba manipulowac. Tak to odbierasz w niektorych okolicznosciach i masz do tego prawo, a ten "amerykanin" powinien to uszanowac. Naleze do ludzi otwarcie witajacych innych, lecz w przypadku ludzi jeszcze mi obcych najchetniej obdarzam ich szerokim usmiechem i milym slowem. Bardzo to lubie i nikomu tego nie oszczedzam, a szanujac ich prywatna przestrzen nie przytulam i nie caluje. Ja sama od nich tego oczekuje. Zauwazylam, ze ludzie wyczuwaja sie wzajemnie w takich okolicznosciach. Chetnie podaje reke i nie spotkalam nikogo, kto nie odwzajemnilby mojego uscisku dloni. Przyjaciel - Piranio, to jest dla mnie wciaz znak zapytania. Sa ludzie, ktorzy sa nie tylko moimi znajomymi. Znajomy to sasiad, to czlowiek, z ktorym czasem zamienie slowo na spacerze. Przyjaciel to ktos, z kim, jak niektorzy twierdza, zjadlo sie worek soli. A jak nazwac kogos szczegolnie milego, szczerego, zyczliwego, z ktorym sie wzajemnie bardzo lubimy? Lubimy ze soba przebywac, a czesto umawiamy sie na spotkania przy kawce. Na pewno juz nie znajomy i na pewno jeszcze nie przyjaciel. Jestem blizsza okresleniu przyjaciel, znajomy to zbyt malo, za malo. Mysle, ze w takich przypadkach kazdy sam wie najlepiej, co czuje i jak zachowuje sie wobec tego "znajomego przyjaciela" :)
Poruszylas piekny temat Piranio, mozna tu wiele powiedziec, bo kazdy z nas ma na to swoje wlasne spojrzenie :)
Uśmiech i miłe słowo zdecydowanie tak. To stosuje. I oczekuje. Nie oczekuje kontaktu fizycznego, ten zarezerwowany dla bardzo wąskiego grona osób. Nie czuję potrzeby obejmowania i trzymania za rękę przyjaciół. MAsz racje, każdy jest inny i ma inne oczekiwania. Wiem, że niektórym osobom kontakt fizyczny daje bezpieczeństwo. Mnie odwrotnie. Dobrze, że jesteśmy tacy różni, świat jest przez to bardzo interesujący.
Hm nie sądziłam, że niektórzy tak mogą odbierać serdeczność którą okazuje dotyk. Jestem z tych wylewnych, przutulaśnych i wśród moich znajomych nie ma takich osób którym by przeszkadzał dotyk. I nie piszę tak bo np o tym nie wiem, sami mnie ściskają. Na powitanie w babskim gronie są buziaki w policzek (nie w powietrze obok). W rodzinie czułości nigdy nie szczędziliśmy, w związkach też. Mnie dotyk jest potrzebny do życia, do okazania że kogoś lubię bardziej (wyściskam) lub mniej (podanie ręki), może to być osoba poznana choćby wczoraj. Wiadomo że nie rzucam się na nowo poznane osoby, chyba że same robią pierwszy krok - zresztą faktycznie jest to do wyczucia. Już wiem, że w razie czego poznając Ciebie w realu, należy się trzymać na dystans :)
Kiedyś byłam zdystansowana podobnie jak Ty, drażnił mnie dotyk. Później jeżdżąc w trasy z ukraińskim zespołem, wszystko się pozmieniało. Byli jak smartfon – komunikacja przez dotyk. Oni mnie nauczyli, że to wcale nie musi być manipulacją, a życzliwością. Nauczyli mnie zdrowo reagować.
Ale jedno się nadal nie zmieniło, nie lubię rodzinnych powitań "na misia". Nie wiem jak to się porobiło i dlaczego, bo z przyjaciółmi czy dawnymi znajomymi przywitam się "porządnie", a z rodziną (szczególnie dalszą), niechętnie. Nie znoszę tych uścisków i całusów. Drażni mnie to i pozostawia dziwny niesmak.
U mnie to jest jakieś "skrzyżowanie" z Twoim. Bardzo lubię być dotykana, przytulana, głaskana wręcz, ale tylko przez tych, których wybiorę. Jak kot. Jako bardzo kochana jedynaczka byłam przez rodziców tulona i otoczona czułością. Wolałam i nadal wolę dotyk niż całusy. I jak sie tak zastanowię, to jest sporo osób, których chętnie bym nie dotykała, nie witała sie na "misia" i nie zezwalała na buziaki. Nawet wśród rodziny (ale raczej rodziny męża). Bo wyczuwam nieszczerość i sama staję się nieszczera. Ale konwenanse są, jakie są. Nagle nie zmienię utartych zwyczajów. Ogólnie dotyk mnie nie parzy. Ale źle znoszę niektóre przypadkowe dotknięcia obcych osób (to przekroczenie naszej strefy intymnej). Lubię być masowana (dotyk profesjonalny), ale tylko przez kobiety i tylko wybrane. A wiesz, że zwierzęta w domu zapewniają nam dotyk zastępczy?(chyba głaszczesz swoje koty?). Człowiek bez dotyku innej żywej istoty często choruje. Jak na przykład starzy, samotni ludzie. Ale oczywiście dobrze jest móc wybierać, komu pozwolimy się dotknąć, czyj dotyk daje nam wsparcie czy radość (wnuki), a kogo nie chcemy dotykać i nie dopuścimy do siebie. Myślę, że też powinnam zacząć stawiać granice.
Czułości w rodzinie i związkach to rzecz oczywista jakby się wydawało, ale też nie zawsze. Natomiast między innymi ludźmi to kwestia osobowości. Ja wśród obcych czyli poza rodziną i nieduzym gronem znajomych uchodze raczej za oficjalna osobę. Sąsiada mam.od 8 lat i nadal sie mnie boi:)
Jakby co to możesz, się rzucać:) Skoro jestem uprzedzona, to.nie odbiorę tego źle:)
Widocznie ta rodzina nie jest przez Ciebie postrzegana jako ktoś bliski.
Właśnie, te konwenanse... Znajome kobietki uważają, że na spotkaniu wypada najpierw się obsciskac. Wszyscy ze wszystkimi. Wypada. Już samo słowo wypada powoduje, że tego nie robię:)
Koty glaszcze. Ale wolę, jak się obok albo na kolanach usadowią i same przytulą:)
Muszę jednak zastrzec, że ta moja cechą opisana w poscie nie przeszkadza mi w życiu, po.prostu robię jak uważam i.nie przeżywam.
Dla bliskich mogę być pluszowym misiem...;o) Ale ogólnie to raczej ze mnie jeżozwierz...;o)
Witam.
Lubię dotyki osób mi bliskich. Nie trawię jak mnie obcy obmacują.
Pewnie rzecz dobrego smaku i gustu.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
W spotkaniach z obcymi osobami lepiej się czuję zachowując dystans. Zdarzało mi się spotkać ludzi, którzy podczas rozmowy zbliżają się tuż, tuż - dla mnie to zdecydowanie niekomfortowa sytuacja. Z podawaniem ręki nie mam problemu. Chyba jestem gdzieś w środku ;)
Pozdrawiam :)
Jezozwierz pod napięciem:)
Czyli ktoś wiszący nad Tobą w autobusie też zmarnowalby Ci podróż:) i mnie się też wydaje, że nie można zakładać, że wszyscy lubią być oblapywani , bo to niby dowód serdeczności. Serdeczność nie powstaje w rękach.
Oj, i.mnie zdarzało się odsuwać, a rozmówca znów bliżej, to ja znowu nieco w tył... Krępująca sytuacja, ale nie lubię jak ktoś prawie na mnie włazi. Przecież z daleka lepiej widać;)
Też nie lubię, jak ktoś obcy zbyt blisko do mnie podchodzi. Czasem żałuję, że nie mam szpilek przy sobie, wystawiłabym z rękawów np. i boleśnie ukłuła ;) Ale tak ogólnie nie jest źle, poza tym, że nie znoszę tłumu, unikam jak mogę i dziwię się ludziom, którzy uczestniczą w jakimś sylwestrze z polsatem ;)
Ja lubię serdeczność i spontaniczność.
Wychowałam się w bardzo "zimnym" domu. Dopiero gdy dzieci już dorosły nauczyłam się je przytulać. I sama to lubię, ale tylko wśród najbliższych mi osób. No i jeśli kogoś dobrze znam i ta osoba to toleruje!ta
Może nie sylwester, ale na koncert masowy lubię pójść. Nie integruje się jednak z widzami, mentalnie odizolowuje siebie i towarzyszącą osobę.
Wiecznie jesteś ufna i serdeczna kobieta:)
To tak w granicach rozsądku, żeby zachować komfort dla siebie i nie być "dzikiem":)
Nie jestem wylewna ani "przytulaszcza". Przytulam się tylko do najbliższych - kiedyś do Mamy, potem do najbliższego mi mężczyzny, potem do synów a teraz do wnuków. Ale i wnuki już coraz mniej chcą tego przytulania.:-)
Nie znoszę obściskiwania osób których nie znam albo znam bardzo mało.
:-)
Przytulanie jako coś normalnego musi być wpojone już od dziecka. Jeśli rodzice, a szczególnie matki wychowują swoje dzieci zbyt "nowocześnie" bez okazywania emocji - "aby w swoim życiu był twardy i nie dawał się zranić" - to taka osoba w swoim życiu emocjonalnym ma prawo powiedzie, że została skrzywdzona właśnie przez rodziców, matkę. Ale czasem matka nie była przez nikogo przytulana i po prostu nie umie przekazać swej miłości dziecku fizycznie. Nie należy jej wtedy za to ganić. A przecież nie znamy podłoża takiego sposobu wychowania. Bywa, że w rodzinie jest dwoje dzieci, z tego jedno specjalnej troski i właśnie temu rodzice przekazują "przytulaski", przez co drugie jest tego pozbawione. Mimo, że tego, jako dziecko nie wyraża, jednak w przyszłości, w pewien sposób uczuciowo okaleczone, może mieć żal do rodziców.
Ja osobiście nie jestem "przytulasem", mam pewne opory i żałuję, że nie jestem bardziej otwarta.
Pozdrawiam serdecznie!
No to mamy dość podobnie:)
Jedna z moich córek nigdy nie lubiła być przytulana, głaskana. Trzeba było te czułości kraść. I tak jej zostało. Natomiast swoje własne dziecko obdarza czułością, głaskaniem, przytula, ściska... czyli zna wagę takich gestów, choć od innych najbliższych zawsze trzymała się i nadal trzyma na dystans.
Każdy jakoś inaczej odbiera kontakt dotykowy z innymi.
Witaj letnim porankiem
Doskonale rozumiem Twoje odczucia. Też nie lubię, gdy dotyka mnie obca osoba. Na przykład nienawidzę, jak w kolejce stojącą za mną osoba dosłownie wchodzi mi na plecy. I jeszcze jest oburzona, że trącam ją plecakiem (czasem już specjalnie). A gdy uprzejmie zwracam uwagę, że to ona za blisko stoi, to aż się dosłownie gotuje i milczy. Ale i tak nie rozumie, dlaczego powinna stać trochę dalej, nawet jak przy okienku jest napis, że osoby powinny podchodzić pojedynczo.
Ale zostawmy to. Twoje zdjęcia są zachwycające. Chciałabym zatopić się w takich letnich pozamiejskich pejzażach. Niestety w mieście z nieba leje się albo żar, albo gwałtowny strumień wody. Czy tak powinno wyglądać panowanie królewny Lato, do którego tęskniliśmy na początku roku?
W takie dni najchętniej schowałabym się w chłodnym, zacienionym miejscu z książką w ręce i salaterką truskawek.
Dlatego w takie dni również Tobie takich chwil życzę i pozdrawiam ciszą poranka
Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej,
W której ogród odbija się i błękit czysty...
Leopold Staff
Nie lubię zbyt wielkiej bliskości z "obcymi". Mam swoją "strefę komfortu", za którą wpuszczam tylko bliskich. Jeśli kogokolwiek za takiego uznam. I nie wyobrażam sobie "bliskiego spotkania" z osobami, za którymi nie przepadam, z którymi nie utrzymuję bliskich relacji.
Wcześnie wstajesz:) Lato chyba powoli wraca do normy. Wreszcie spadł deszcz. Burza była piękna i niegroźna. Jest czym oddychać.u mnie intensywna praca, odpoczywać będę nieco później.
Pozdrawiam.
W kontakcie międzyludzkim jest różnego rodzaju intymność. Trudno jej oczekiwać od obcych. Bywa, że nieraz "zaliczkowo" potraktuje kogoś blizej niż bym powinna, ale czuję wtedy dyskomfort. Mam wrażenie, że wraz z nabywaniem kolejnych doświadczeń czyli wraz z wiekiem, tracimy zainteresowanie bliskimi relacjami.
Prześlij komentarz