niedziela, 7 lipca 2019

O życiu

Gorączkowo rozglądam się za jakimś last minute, ale tegoroczne turystyczne wyprzedaże wcale nie są tanie. W dodatku pobyt dziecka lat pięć kosztuje tyle samo co za osobę dorosłą, o czym przekonałam się już w zeszłym roku. Co prawda wnuczka mówi, że jej wystarczą polskie góry, ale koniecznie nad morzem i nie musimy lecieć samolotem:) "Bo ja bym babciu w góry chciała.." hmmm... Ale w góry z małym  dzieckiem raczej nie pójdę, choć miło, że będąc w Bieszczadach tylko jeden raz, połknęła bakcyla. W góry to ja chciałam sama.
No chyba, że ją wezmę do Polańczyka he he  tam jest "morze", ale nie ma prawdziwych gór, tylko takie ... dziecięce:) Coś czuję, że decyzja będzie w przeddzień urlopu i możliwe, że kompletnie inna od zakładanej.
Pan od remontu musial mnie opuścić chlip chlip.. ma umówiona inna robote. U mnie niby skończone oprócz drobnych prac. Nie wiem, kto mi te zrobi, może syn. A zatem nieprędko. Wymienić lampę. Obsadzić kilka gniazdek.  Zamocować jeden próg. Jedna deskę w podłodze wymienić.  Założyć rolety do jednego  okna. itp. Nie mam firanek i nie kupię w najbliższym czasie, bo pracuje cały tydzień dokładnie w godzinach pracy sklepu.  Niemniej już mieszkam. Jest woda w kranie,  salon umeblowany. Szafki kuchenne wiszą.  W sypialni zrobilo się luźniej od wyniesionych pudelek z garami i talerzami, mam już gdzie rozłożyć mate do yogi i stepper wrócił na swoje miejsce. Ale szafa nie została wymieniona. W łazience nie cieknie z kibelka i wymieniony brodzik na murowany. Wszystkie drzwi wymienione.
Może do Bożego Narodzenia dopieszcze:) Na razie nastawiałam gdzie się da, małych i wielkich bukietów z kwiatów z ogródka, bo bardzo lubię jak mi taka zielenina stoi po kątach.
Kilka dni temu przyjechala moja córka z wnuczka z daleka, zostają na dwa tygodnie. Ogromna radość, bo widzimy się tak rzadko. W piątek zjechała też druga córka z najstarsza wnuczką, więc dom byl pełny. Dziś jedna  wrocila do siebie, druga pojechała do koleżanki. Napawam się ciszą i spokojem.  Posprzątałam  Nikt nie rozstawia rzeczy i zabawek. Nawet koty korzystają z okazji i wróciły do domu wyspać się:) Kocham moje dzieci i moje wnuczki, ale kocham także mieszkać sama;)
Dla relaksu nabyłam w czynnym wiejskim sklepiku czerwone babskie (czytaj:słodkie) wino z Mołdawii  i z tej radości z zycia nalalam sobie kieliszeczek. A propos: było tanie, ale jedno z droższych. Na wsi w sklepiku króluje wódka i najtańsze piwo.


Ps. Na zdjęciu  ściana wygląda jak zagrzybiona:) A to tapeta w dmuchawce na połowie ściany, przy stole:)

Za pośrednictwem syna otrzymałam w tym tygodniu wiadomość o moim byłym. Syna z kolei powiadomiła szwagierka exa. Jest mi ta wiadomość właściwie obojętna, powiem brutalnie, ale szczerze. Otóż były dostał kilka dni temu wylewu, nie mówi i jedną strone ciala ma sparaliżowana. . Już ponad 20 lat nie jest moim mężem, widziałam go tylko parę razy, w tym ostatni raz kilka lat temu na pogrzebie byłej teściowej, na który z synem pojechaliśmy, nie wiadomo czemu, bo jej na oczy nie widziałam tez ponad 20 lat. Z uprzejmosci chyba. Mój były mąż był psychopatą i brutalem, klasyczny bandyta. Po rozwodzie i eksmisji z mieszkania, zapomniał, że ma dzieci. Nigdy sobie nie przypomniał. Kiedy córki będąc nastolatkami zrobiły pierwszy krok, żeby nawiązać kontakt, po raz kolejny przekonały się, że to człowiek niewiele wart i ten krótki kontakt też się urwał. Nie wiem po co jego szwagierka powiadomiła nas o jego chorobie. Ani mnie ta wieść ziębi ani grzeje. Leży w szpitalu kilkaset km dalej i nie zamierzam go odwiedzać, żadne z dzieci też nie wyraziło chęci. Aż mi się ciśnie na usta stwierdzenie, że Bóg chyba naprawdę istnieje i go pokarał za to, jak żył. Nie, nie zmienił się w czasie tych 20 lat.
To wydarzenie jedynie mi uzmysłowiło, że należę do pokolenia, które wielu określa mianem starych ludzi.  Mając lat 58 z hakiem, czuję się bardzo młoda, zdrowa i silna. Mam plany i wydaje mi się, że wystarczająco sił na ich realizację.  Jednak często słyszę o kimś: to taka stara kobieta była, pewnie po 60-tce. Mało mi brakuje do 60-tki, aż nie mogę uwierzyć, że mogę być w czyichś oczach stara kobietą:) Jednak jak widać, ludzie z mojego pokolenia i młodsi dostają zawałów, wylewów, a nawet umierają. Moja najbliższa przyjaciółka z dzieciństwa nie żyje już od kilku lat.
Przeraża mnie to, że mogę z czymś nie zdążyć, że choroba może mnie unieruchomić, że mogę nagle i nieuleczalnie zachorować. W którym momencie jest czas wyciągnąć z szuflady polisę ubezpieczeniową i wręczyć kopię dzieciom ? Kiedy jest czas na testament ?


46 komentarzy:

Fuscila pisze...

Moja przyjaciólka - równolatka (69 lat) zapiła się na śmierć w ubiegłym roku. Próbuję się trzymać i pewnie wychodziłoby mi to lepiej gdyby nie te cholerne choroby stawów kolanowych. Mogłabym sobie odpuścić, ale po co? Nadal jestem głodna życia, wrażeń, ludzi, piękną przyrody, i pewnie kiedyś na kolanach będę się jeszcze kulać, by sprawdzić, jak tam jest, gdzie mnie nie ma!
Złych ludzi nie żałuj i nie miej żadnych wyrzutów w tym wzgledzie!
Pozdrawiam serdecznie!

Teresa Czajkowska pisze...

Moje córki mając po trzydzieści kilka lat już pisały swoje testamenty. Twierdziły, że to nie musi być oznaka przewidywanej rychłej śmierci, ale uporządkowanego życia. Co jakiś czas go uaktualniają. Serdeczności :)

kotimyszkot pisze...

Jednak karma wraca, przykro tylko że człowiek trafia na takich egoistów i złych ludzi, zakochuje się, ufa, daje z siebie wiele, a potem tylko cierpienie i rozczarowanie (znam z autopsji).
Co do starości, to mając 20 lat czterdziestka wydaje się babcią, z wiekiem natomiast przesuwa się granica postrzegania kto jest stary, a kto nie (te 20tki też się kiedyś zdziwią) ;) Najważniejsze, jak Ty się czujesz w swoim wieku, ile masz chęci i jak dbasz o siebie. Zdrówka życzę i powodzenia z dopieszczaniem mieszkania :)

Zielonapirania pisze...

Pamiętam, jak pisałaś o przyjaciółce, także wtedy, kiedy jeszcze żyła.
Wierzę, że Ty nie odpuscisz, bo wtedy życie straciłoby sens.

Zielonapirania pisze...

Jest w tym sens. Codziennie niemal w swojej pracy przekonuje się, jakie trudne jest uporządkowanie spraw po zmarłym. A jeszcze gorsze jest ogarnięcie spraw osoby, która żyje, ale nie jest świadoma, bo np. nie mówi i straciła zdolność pisania.

Zielonapirania pisze...

Ano właśnie... A wydawało się, że czeka nas raj i sielskie życie z tą drugą połówką. A czekało tylko... samo życie.
W czasie remontu powiedziałam do majstra żartobliwie, że szykuje sobie gniazdko na emeryturę, a on na to, że zanim doczekam emerytury, na pewno będę remontować jeszcze raz, bo wypada choć raz na 10 lat odświeżyć mieszkanie:) Powiedział to poważnie:) Kiedy sprostowalam, był zaskoczony i oznajmił, że dałby mi te dziesięć lat mniej:) To było miłe:)

pani z apteki pisze...

Od jakiegoś czasu mam "5 z przodu". I kompletnie się nie mogę do niej przyzwyczaić. Mentalnie mam nadal 35 ;) Tylko drugie dziecko w międzyczasie zrobiło się pełnoletnie.
Na złych ludzi szkoda nawet myśli...

Lucia pisze...

To ja od końca. Na testament czas jest zawsze. ja mam problem z głowy, bo nie mam co zapisywać. jak to się mówi " Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy" i sama na to liczę. A poza tym samotność ma swoje uroki jak i pobyt rodziny. Dom dopieścisz a dmuchawce wcale nie skojarzyły mi się z " grzybem" . Bukiecik urokliwy a wino koloru winnego.
%8 lat to jesteś w wieku do przenoszenia gó. Ja wyjechałam do Italii mając 55 lat. A i teraz mimo, że czasami metryka się odzywa nie jest źle. Serdeczności upalne.

haniamrok pisze...

Młoda jesteś. Szczególnie duchem. Jeśli duch młody, to starość jeszcze daleko. Pamiętam, jak Krystyna Sienkiewicz w którymś ze swoich monologów powiedziała coś takiego: " całkiem młoda jestem, tylko nie wiem dlaczego taka stara ciotka codziennie patrzy na mnie z lustra". Coraz częściej mam podobnie (w przyszłym tygodniu skończę 66 lat). I też nachodzą mnie obawy, że nie zdążę uporządkować wszystkich urzędowych papierów (bo odkładam to na "potem"). I nie robię już dłuższych, odleglejszych planów, żeby nie zapeszyć. Pokładam wiarę w "last minute', w każdej dziedzinie ;)
Ja też uwielbiam obstawiać się wazonami z kwiatami (a także z kwitnącymi kwiatami doniczkowymi), moja mama nazywała to "stawianiem ołtarzyków", ale ja tak lubię, od razu w domu przytulniej.

Anna K. Olszewska pisze...

Kagor? Moje ulubione. :)))

Tapetka w zagrzybienie. Uniwersalna do każdego wnętrza. ;D ;D

Pomyślałam sobie jakbyś się właśnie męczyła z częściowo sprawnym mężczyzną, gdybyś nie zakończyła tego związku. Z miłości można wytrzymać wiele, ale z nienawiści jako jego ofiara, gdybyś miała teraz nad nim roztaczać opiekę... Mało fajna sytuacja.

Zielonapirania pisze...

Ano właśnie, po dzieciach widać nasz wiek:)

Duża pisze...

Można być do setki młodym i można być trzydziestoletnim starcem - z bloga wynika,że Ty zdecydowanie jesteś w tej pierwszej grupie :)

Zielonapirania pisze...

Lucia, także uważam, że każdy wiek jest dobry, aby zaczynać od nowa:) czasem mam wrażenie, że wszystko przede mną, a żyć zaczęłam dopiero po 40-tce i do wcześniejszego okresu wcale nie chciałabym wracać.

Zielonapirania pisze...

Do kwiatów doniczkowych jakoś nie mam ręki, zresztą wolę te z ogrodu, a w zimie różne gałęzie i suche bukiety.
Z jednej strony nie czuje się "panią koło 60-tki", ale z drugiej strony życie jakoś tak wypycha mnie z grona ludzi młodych:) Inna mentalność, inne tematy, inne postrzeganie problemów... I to zdziwienie, że W TYM WIEKU chce mi się pod namiot albo na rower:)

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

A ja właśnie przeczytałam w bułgarskiej prasie, że wcześniej niż zwykle hotele oferują bardzo atrakcyjne promocje (zbankrutowała duża niemiecka firma turystyczna i odwołano znaczącą liczbę rezerwacji; Niemcy stanowią najliczniejszą grupę turystów). Także w Grecji jest podobna sytuacja. Może warto sprawdzić na booking.com? Hotele aktualizują tam swoją ofertę i zwykle informują o zniżkach dla dzieci.

Zielonapirania pisze...

Kagor:)
z bliska to sympatyczne dmuchawce:)
Nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogłabym wobec byłego mieć obecnie jakiekolwiek zobowiązania moralne. To dla mnie kompletnie obcy człowiek. Nie interesuje mnie, co się z nim stanie.

Bożena pisze...

Mój mąż jest prawie w Twoim wieku, a ja ciągle patrzę na niego, jak na młodzieniaszka :))) Czuję od Ciebie niesamowitą energię i chęć życia i to jest wspaniałe. Ja również czasami boję się, że nie zdążę doświadczyć wielu fajnych rzeczy zanim choroba mnie unieruchomi. Gdybyś nie oderwała się od starego życia nie mogłabyś się realizować, a Twoja cudowna energia pewnie by wyparowała. Życzę Ci samych wspaniałych chwil w nowym mieszkanku :)

Zielonapirania pisze...

Bardzo nie chce być stara, nawet jak dobrne do setki:)))

Zielonapirania pisze...

Szukam pobytu z przelotem, więc raczej z biura podróży, czartery są tańsze. Grecja jak najbardziej brana jest przeze mnie pod uwagę i nawet mam coś na oku.
Zniżki dla dzieci są przy dwóch osobach doroslych.

Zielonapirania pisze...

Przy młodej kobiecie mężczyzna jest młodszy niż wskazuje PESEL:) I vice versa, wiem coś o tym:)
Decyzja o rozwodzie była jedną z najlepszych w moim życiu. Przy mężu byłam stara kobieta,potem cudwnie odmłodniałam:)
Dziękuję za wizytę. A w moim starym mieszkaniu, które po remoncie odmłodniało, czuję się doskonale, choć drobne prace jeszcze nie wykonane.

dora pisze...

Tylko pogratulować Ci takiego fajnego podejscia do siebie i życia.
Moj mąż to rocznik 62, po zawale, z cukrzycą, malkontent, smutno mi bo mentalnie jest starszy, juz po 40 stwierdIl, że do niektorych spraw jestesmy (!) juz za,starzy.Z takim podejsciem znicheca,siebie i mnie , a otoczeni bylismy starszymi od siebie, schorowanymi, wiec tym bardziej mam wrazenie jakbym byla,starsa,niz jestem.Moje kolezanki tez maja takie podejscie, ze juz za pozno, juz swoje przezyly, okropne to jest.

Zielonapirania pisze...

Z mojego punktu widzenia przykre jest to co napisałas, ale zdaje sobie sprawę, że choroba, której przecież się nie wybiera, potrafi odmienić spojrzenie na świat. Potrafi zniechęcić do życia i ludzi. Potrafi zmienić mentalność. Trudno sie temu dziwić, kiedy dużo sił i czasu poświęca się na walkę. Życie mi do tej pory szczędziło mi chorob. Poza tym do 40-tki nie użyłam wiele z życia, więc nieco nadrabiałam potem wyjazdami, koncertami, przyjemnościami. W centrum swoich zainteresowań postawiłam siebie i swoje potrzeby, to mi dodało energii, rozbudziło pasje i zadowolenie z życia. Nabrałam dystansu. Nie wstydzę się skakać na trampolinie i huśtać na huśtawce na placu zabaw razem z wnuczka. Nie krępuje się chodzić po polach i.miedzach i podziwiać rośliny i ptaki, skoro mi to sprawia przyjemność. A niech sobie kto komentuje, że się włóczę bez sensu, nie zależy mi:)
A co to znaczy wypada albo.nie wypada? Jeśli nikogo nie krzywdzę, to.na pewno wypada:)
Każdemu pasuje inne postępowanie, ale najważniejsze mieć z życia radość tu i teraz, bo obecna chwilą już się nie powtórzy.
Pozdrawiam serdecznie

Michał pisze...

Witam.
Mamy tyle lat, na ile się czujemy.
Człowiek aktywny dłużej pożyje, a więc bądźmy aktywni.
No cóż, wierzę, że karma wraca i tego się trzymam.
Takich przypadków jak Twój znam wiele. Taka moja karma, żnaczy zawód.
Pozdrawiam serdecznie.
MICHAŁ

Italia Mini pisze...

Wiek, wiek, wiek.... Tak naprawdę to jeśli jesteśmy młodzi duchem to długo metryka nie ma znaczenia. Jeśli będziemy dbać o siebie to i fizycznie damy długo radę. Kilka miesięcy temu zmarła moja przyjaciółka z dzieciństwa. W zeszłym roku dwóch dobrych kumpli z lat młodości. Też mnie to przeraża a jestem młodsza od Ciebie. Więc cieszmy się życiem, radujmy się, spełniajmy marzenia, dbajmy o zdrowie i fizyczne i psychiczne... nie oglądając się na tą metrykę. A testament warto zrobić nie zależnie od wieku.

Anna K. Olszewska pisze...

I słusznie.

Wokół domu pisze...

Może szwagierka Twojego eks puściła Wam tego newsa, bo obawia się, że sama będzie musiała się nim zajmować? :-)
A przecież on ma dzieci.
Psychopaci nigdy się nie zmieniają, więc rzeczywiście lepiej się od takich trzymać z daleka.
Pij spokojnie swoje winko, i fywruwaj na wczasy:-) :-)

kobieta w pewnym wieku pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Elka 123 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Elka 123 pisze...

Smutny temat, że może wnet, no tak może, ale odłożmy to, bo poki żyjemy to nie ma tego co ma nastąpić kiedyś, tam. Jesteś jeszcze młoda. Co to 58. Ja mam 66 i wydaje mi się, że jeszcze tyle przede mną. Chociaż od jakiegoś czasu wracają do mnie wspomnienia z dawnych lat. Wtedy sobie myślę, czy to już ten sen ostatni, ale nie zamierzam się poddawać. Co ma być to będzie. Dzisiaj jeszcze nie jest i nie przyznaję się do wieku, chociaż tak, mówię ile mam i protestuję, jak mówią czy piszą, że starsze osoby w przedziale od do. Może Ci 40 latkowie co tak piszą są starsi od nas, skoro tak już czują. A propos, Eks sprzed 20 lat, to chyba już nawet nie eks. Zmów zdrowaśkę, a od opieki są chyba Ci z ostatnich 20 lat. Pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

Po Twojej aktywności widać, że jesteś bardzo młody:)

Zielonapirania pisze...

Dobrze powiedziane: nie oglądać się na metrykę:)

Zielonapirania pisze...

Mój ex ma mały dom, brata i cioteczne rodzeństwo po drugiej stronie ulicy. W testamencie zapisał ten domek bratanicy, więc niech sobie na ten prezent ta bratanica zapracuje zajmując się swoim hojnym wujkiem:)

Zielonapirania pisze...

Jeden pan napisał książkę o tym, jak sprzątał po swojej matce po jej śmierci. Stąd chyba wzięła się idea, że każdy sam powinien po sobie posprzątać przed śmiercią. Nie wiem, czy się z tym zgodzić. Takie szykowanie się na przyszły koniec musi być dolujące. Wolę żyć z radością i jak mnie szlag trafi to nie będę przecież przeżywała, że po sobie bajzel zostawiłam:) A znów takiego wielkiego bajzlu nie mam , żeby się dzieci miały o to martwić.

duo.na pisze...

Po smierci taty mialysmy z mama i siostra bardzo duzo prawnych kwestii do upozadkowania, bo nie zostawil testamentu. chociaz zyjemy w zgodzie i nie klocilysmy sie o podzial majatku, zajelo nam to ponad dwa lata (ostanie dokumenty podpisalam dwa lata po jego smierci, bo nie mieszkam w Pl). Zatem jestem za uporzadkowaniem prywatnego kramu, nie zeby przygotowac sie na smierc, ale zeby ulatwic egzystencje potomnym:)

Ciesze sie zyciem teraz, bo.... kiedys dobiegnie konca:)

Zielonapirania pisze...

Długi czas trwania spraw spadkowych to zmora spadkobierców. Nie dość, że traci się kogoś bliskiego, to jeszcze te sprawy urzędowe potrafią wykończyć. Nie znam z autopsji, ale sporo słyszałam.
Masz rację, że nie można odkładać tego, co chcemy przeżyć, co nas pasjonuje, na świętego Nigdy:)

Frau Be pisze...

Bałabym się wejść do wody w Polańczyku, nawet tam, gdzie są kąpieliska, a jestem naprawdę fanką wody. Z dzieckiem tym bardziej nie polecam.

Zielonapirania pisze...

Polańczyk to dla mnie żadna atrakcja, to dla ceprow, nie jedziemy:) Ja jadę najpierw sama w prawdziwe Bieszczady, potem z dzieckiem nad morze. Trzy lata temu byliśmy nad Soliną w Chrewcie, fajnie było, a jakie widoki!

Frau Be pisze...

Dla mnie tym bardziej nie, już mi się przejadły te okolice przez pół życiorysu. Kocham wodę, bez niej w ogóle nie ma mowy o wypoczynku. I to musi być duża woda, od morza wzwyż :)

Zielonapirania pisze...

Ja się nie kąpię. Wystarczy mi woda w łazience:). Za to góry... Eh... Cudowne i pożądane!

Frau Be pisze...

Omatkoboskazktóregobądźkościoła! Góry?! A kysz, a kysz!...

Agnieszka Zielińska pisze...

Sam fakt blogowania jest zaprzeczeniem starości. Dopóki jesteśmy aktywni umysłowo, nie ma co się przejmować upływem lat:)

Zielonapirania pisze...

Jeszcze, żeby w parze była sprawność fizyczna. Osobiście nie narzekam, ale jakbym miała wybierać to wolałabym chyba stracić świadomość umysłową niż sprawność fizyczna. Wiem po swojej mamie, że cierpiąc fizycznie z pełną do samego końca sprawnością umysłową, bardzo się męczyła.

Ismena pisze...

Witaj pełnią lata
Do dobrze, że remont praktycznie skończony. Szkoda, że zostały drobiazgi, bo znając życie wiem, że najtrudniej się z nimi uporać,
U mnie lipiec też wywołuje uczucie żalu, tęsknoty....
Na szczęście za oknem zrobiło się ostatnio było chłodno i deszczowo. Deszcz był już bardzo potrzeby. Mój Ogród dosłownie już prosił o niego. Popadało i kwiaty znowu mogą się uśmiechać. Tak jak i ja dzisiaj uśmiecham się do Ciebie życząc samych pozytywnych myśli i znalezienia miejsca na letnie wędrówki. Szkoda jednak, że to nie będą Bieszczady, o których marzyłaś.
Ja zaraz wyciągam z kredensu swoją skorupkę, parzę kolejną herbatkę i sięgam po czekającą książkę
Pozdrawiam jak zawsze ciepło

Sikorkowe Pasje pisze...

Uuu to teraz poczekasz aż remonty ktoś dokończy.
A swoją drogą, tapeta jest bardzo ładna - mi też się ona podoba w te dmuchawce.

puch ze słów pisze...

... ja w tym roku wybrałam się z małym dzieckiem ( niecałe 3 latka) w moje ukochane Beskidy. Było pięknie ale były też trudne chwile ogólnie - to była przygoda! ;) O czym pisałam niedawno u siebie zapraszam. Pozdrawiam

Dorota pisze...

Ciekawy post - jak żyć by żyć!
Trudno mi zabierać głos w sprawie byłych mężów bo mam tego samego męża od 35 lat, a jakby tego było mało to znamy się ze szkoły podstawowej, czyli przez zasiedzenie jesteśmy już prawie spokrewnieni. Znamy swoje przyzwyczajenia, słabostki, ułomności...
Pochodzę jednak z rodziny ludzi samotnych, a moi rodzice byli po rozwodzie, wiem jak wygląda samotność małżeńska od strony dziecka. Można o tym napisać książkę.
Co do testamentu i porządkowania spraw za życia - to robię to już od wielu lat. Sukcesywnie pozbywam się wszelkich rzeczy, mebli, sprzętów... Bo to co zgromadziłam przez życie nikomu się nie przyda. Opisuję szczegółowo zdjęcia w albumach póki nie dopadła mnie skleroza, by wnuki patrząc na stare fotografie wiedziały kto na nich zerka. Nawet opisuję kolor sukienek, rodzaj tapety, historyjki związane z fotografiami. W portfelu noszę akt od notariusza by będąc w śpiączce nie ratowano za wszelką cenę mojego życia. Synowi przekazałam informacje np. dotyczące mojego pochówku. Robię to by nie robić nikomu kłopotu. Przecież jeśli pojawiamy się na świecie, to także przypisana jest nam śmierć. Ot taka dopadła mnie refleksja.

Prześlij komentarz