Lato było suche. W innych rejonach Polski czasem zahuczało, polało i pogrzmiało, rzeki wylały, domy wiatr rozwalił... u nas była cisza. Przez całe lato była jedna nocna burza, tak gwałtowna, że wstałam, ubrałam się, wyłączyłam prąd i byłam gotowa na wszytko:) Nigdy wcześniej tego nie robiłam, bo nie boję się burzy. Tegoroczna była jednak wyjątkiem. A i tak zahaczyła nas tylko lekko swoim ramieniem. Po pół godzinie armagedonu, kiedy trzęsła się nawet ziemia, poszła sobie i tylko z oddali słychać było liczne syreny straży pożarnej, która gasiła pożary po burzowych piorunach w sąsiednich wsiach. Rano nawet nie było widać śladu burzy.
Warzywa na działce obrodziły bardzo słabo. Nie zaopatrzyłam w warzywa koleżanek i znajomych, dla mnie jednak wystarczy. W gminie był zakaz podlewania działek i ogrodów wodą z wodociągów i studni. W ogródku niektóre kwiaty wieloletnie nawet nie zakwitły, uschły na etapie pączków kwiatowych, razem z liśćmi. Wyschły całkowicie trawniki, przez całe lato tylko raz kosiłam trawę.
Brak wody widać także w Bieszczadach. Obniżony poziom wód na jeziorach, prawie wysuszone rozlewiska Sanu, w Wołkowyi zalew odsunął się od brzegu o kilkadziesiąt metrów. Brzeg straszy wysuszonym burym błotem, żal patrzeć. Leśne strumyczki pustawe, a tam gdzie były małe wodospadziki, ledwo coś ciurka po skałach.
San w Myczkowcach, za zaporą.
Pogoda nadal dopisuje skwarem, ostatni tydzień spędzony w Bieszczadach uraczył temperaturą powyżej 30 stopni. Mając w pamięci stan przed udarowy z powodu słońca, jaki przeżyłam kilka lat temu na szlaku z Balnicy po słowackiej stronie, postanowiłam nie pchać się w wysokie góry, zostałam na pograniczu Gór Sanocko-Turczańskich i Bieszczad, w okolicach bieszczadzkich jezior: Myczkowskiego i Solińskiego. Zamieszkałam u bardzo miłej Pani w Bóbrce, w apartamencie niemalże. Dom pusty, więc dla siebie miałam małe mieszkanie z kuchnią, łazienką i jadalnią za jedyne 35 PLN za dobę. Ręczniki i cały sprzęt do gotowania w cenie. Czyściutko, telewizor, widok na góry, zalew w odległości 100 m. Gdybym miała pojechać tam drugi raz, wybrałabym to miejsce ponownie.
Zalew w Bóbrce
Wieża widokowa na Korbani
Chata wędrowca na Korbani, można zanocować:)
Widok z Korbani. Trzeba zobaczyć na żywo.
Nastawiłam się na piesze wędrówki. Przeszłam przez kamieniołom na Kozińcu, na szczyt Kozińca, przez Rubeń, przełęcz pod Orelcem, wieś Orelec, Myczkowce i z powrotem do Bóbrki.
Kamieniołom na Kozińcu
Widok z Kozińca na Jezioro Myczkowskie
Innego dnia znów Myczkowce, Zwierzyń i powrót przez Orelec.
Pod Rubeniem
Nowy kościół w Orelcu
Portret damy z dziadowskim kosturem:)
Orelec - zabytkowa cerkiew drewniana z ok. 1740 r. otoczona dębami, obecnie w remoncie.
Schron wojskowy z II wojny światowej
100-letnia cerkiew w Myczkowcach, obecnie kościół.
Kolejny dzień to Bukowiec i wejście na Kiczorę, potem Polańczyk i trasa spacerowa prawie 4-godzinna w okolicach jeziora. I jeszcze na koniec Wołkowyja, Górzanka, Olszanica ... i w sobotę powrót przez Pogórze Przemyskie i Birczę, nie mogłam sobie odmówić:).
Górzanka, dzwonnica przy cerkwi.
Polańczyk, obraz we wnętrzu kościoła pw. Matki Bożej Świętej Miłości
Obraz ten zaciekawił mnie, gdyż jest to cudowna ikona Matki Bożej pochodząca z połowy XVIII w. przeniesiona tu z cerkwi w Łopience w 1949 r. A cerkiew w Łopience uwielbiam! Według miejscowej tradycji w XVIII wieku wzniesiono w Łopience jedynie murowaną kapliczkę, aby umieścić w niej ikonę Matki Boskiej, która w cudowny sposób pojawiła się na stojącej obok lipie, a cerkiew została dobudowana do kapliczki dopiero w I połowie XIX wieku. Według jednej legendy niezauważony przez ludzi obraz wypatrzyły gęsi, które gęganiem powiadomiły o obrazie ludzi, którzy w miejscu znalezienia wznieśli cerkiew. Inna mówi, że po znalezieniu obrazu był on trzykrotnie zawożony do Terki, ale za każdym razem w cudowny sposób powracał do Łopienki. Według innej zaś ciągnięty przez dwa woły wóz, którym wieziono obraz do Terki stanął na granicy Łopienki. Przyprowadzono dwa dodatkowe woły, ale i one nie mogły ruszyć wozu z obrazem, więc gospodarze wrócili z obrazem do Łopienki.
Dzięki obrazowi od co najmniej XVIII wieku, aż do wysiedleń miejscowej ludności po II wojnie światowej, Łopienka była najważniejszym miejscem kultu maryjnego na terenie Bieszczadów.
Tu pisałam o Łopience: https://veni-vidi-tatiana.blogspot.com/search/label/%C5%81opienka
Dzwonnica przy kościele w Polańczyku
Cudowne źródełko w Polańczyku, niedaleko kościoła
Zalew w Myczkowcach - widać niski poziom wody
Trasa do Zwierzynia
Legenda o Zwierzyniu mówi, że chciano tu kiedyś wybudować cerkiew klasztorną, ale przygotowane kamienie do budowy w tajemniczy sposób znikały. Uznano to za znak Boży i wykopano w tym miejscu studnię, z której pewna kobieta wydobyła krzyż. Na pamiątkę niezwykłego zdarzenia wieś nazwano Zdwiżyn (od ruskiego Wozdwyżenje Czestnoho Kresta - Podwyższenie Krzyża Świętego ). Do II wojny światowej studnia była otoczona czcią. Stał nad nią drewniany krzyż, a co roku 27 września w święto Podwyższenia Krzyża Świętego ciągnęli tutaj liczni pątnicy i pielgrzymi z całej okolicy, a nawet z sąsiednich krajów. W uroczystej procesji udawali się z cerkwi do źródła i wówczas ksiądz świecił wodę, która miała moc uzdrawiającą. Tradycja ta odżyła w latach 90-tych XX wieku (???). Dzięki inicjatywie ks. proboszcza z Myczkowiec i mieszkańców Zwierzynia powstała kaplica, wzniesiono stacje drogi krzyżowej, a liczni turyści przyjeżdżają tutaj przemywać oczy i nabrać cennej wody do domu. ja tez wzięłam i wypiłam, bo nieco się zmęczyłam pokonując 156 stopni w górę i 164 stopnie w dól, a z powrotem odwrotnie. Razem 640 stopni. No to jak w tych okolicznościach nie napić się cudownej wody:) Przemyć oczy zapomniałam:)
A z tym krzyżem, to naprawdę było tak, że znaleziono tutaj romański krzyż z I poł. XIII w. pochodzący z miasta Limoges we Francji. Jest nieduży, ma zaledwie 29 cm wysokości, zrobiony jest z blachy miedzianej, złoconej, pięknie emaliowany i grawerowany i obecnie znajduje się w muzeum w Przemyślu.
Nachodziłam się bardzo, każdego dnia po blisko 20 km. Było upalnie, ale sporo czasu maszerowałam przez lasy. Przesiadywałam nad wodą, podziwiałam widoki. Dopiero dziś czuję, że mija mi ból łydek. Mój aparat ostatecznie "umarł". Ma lekko pęknięte szkło obiektywu, a migawka ledwo dyszy. Zdjęcia są tragiczne. Czas na nowy zakup, jednak chcę się zastanowić nad marką i nie kupować pochopnie. Za dwa tygodnie jadę do Grecji i pewnie wezmę ze sobą tylko malutki kieszonkowy aparacik, bo do tego czasu raczej nowego nie kupię.
45 komentarzy:
Za każdym razem jak opisujesz swoje podróże chce się tam być :) Bieszczady lubię,dawno byłam,teraz podobno tłumy ludzi?
O... Prawie jakbym w domu była :)
Czemu Bieszczady tak daleko? pięknie tam! :) Niesamowite widoki..
Wcale nie. W miejscach, w których byłam w lipcu i teraz nie ma żadnego tłoku. Owszem, są turyści, ale raczej "widuje się" ich, anie spotyka co krok. Przypuszczam, że w sezonie na połoninach jest tłum, szczególnie na najpopularniejszej Wetlińskiej. Dwa lata temu w połowie sierpnia były tam tłumy, podobnie jak w Ustrzykach Górnych. W mniej znanych miejscach jest spokój i cisza. W te popularne miejsca można pojechać pod koniec września i w październiku oglądać barwne szczyty, złote i czerwone od bukowych liści.
No tak, powiat Bieszczadzki tuż koło Rzeszowskiego:)
Też nad tym boleję. Jakby były bliżej, byłabym tam każdego wolnego dnia, a tak raz-dwa razy w roku. Stanowczo za mało.
Tam się nawet oddycha pełniej:) I w nocy taka cisza, taka cisza, że nawet w uszach nie dzwoni... a nad razem pieją koguty:)
Piękna ta nasza Polska cudowne klimaty i zdjęcia
Choć na świecie jest wiele znacznie bardziej spektakularnych miejsc, to nie można zapominać, że i my mamy swoje piękne polskie krajobrazy, niepowtarzalne klimaty i wyjątkowe miejsca. Ja jestem z nich dumna:)
Kuszace sa Twoje odroze, nawet bardzo! Nic tylko spakowac plecac i zniknac w bezkresie!
Wczoraj zaczelam planowac zimowy wyjazd, oczywscie od poszukiwania polecanych jadlodajni, bo zarcie kocham!
To nie o odległość chodzi, tylko o kawał życia, który spędziłam w tych miejscach.
Mimo suszy, widoki i tak zacne. W zeszłym roku Szwajcaria w sierpniu wyglądała tak jak w październiku. Ten rok oszczędził nas zdecydowanie.
Oj weź, cudowna ikona... :P To tylko ładnie pomalowany kawałek deski. :P Ludzie to lubią sobie legendy dopowiadać.
Każde źródło będzie cudowną wodą. Bo naturalną, jeszcze czystą i jak z lodówki. :D Żadnego źródełka nie pominę, żeby się napić. ^_^
Bieszczady marzą mi się od lat. ALe nigdy tam nie byłam, nie znam nikogo kto by je znał i umiał coś polecić. Zapamiętam sobie teraz, że Pirania zna i jak będę planowała następny urlop zgłoszę się po podpowiedzi oraz kontakt do tej cudnej miejscówki noclegowej. Mogę?
Zdjęcia fajne! I opowieści fajne.
Miło powspominać letnie podróże. Zdjęcia są piekne, co tam aparat, miejsca sie liczą. A teraz a prpos burz, Pamiętam z dzieciństwa, że prawie każda kończyła się interwencją straży pożarnej. Zapomnieliśmy ostatnio, co może ten żywioł oznaczać. Teraz wraca. To o czym piszesz, to co działo się ostatnio w Tatrach, a chyba dwa lata temu była u nas taka straszna, że myślałam, że to idzie koniec świata.Z tym co dzieje się w naturze nie ma żartów, a człowiek zamiast zbytniej pewności siebie powinien mieć wobec niej pokorę. Niestety. Pozdrawiam
To święta prawda. Ja też ostatnio preferuję wyłącznie to co polskie. Bogata historia i piekne miejsca. Te stare zabytkowe, ale też nowe służące odpoczynkowi, no i oczywiscie przyroda, niedocenione krajobrazy i całe piękno natury. W Bieszczadach byłam w czerwcu.
Mnie każde podroze rajcują, chętnie o tym czytam także u innych.
Chętnie podzielę się doświadczeniami oraz wrażeniami. Bieszczady co prawda nie są dla każdego, ale mają nigdzie nie spotykana magię.
Ale fajny blog mi odkryłaś :) Dzięki za wizytę u mnie, bo dzięki temu znalazłam Ciebie :) Jest co poczytać i pooglądać. Będę zaglądać :) Pozdrawiam Pola :)
Zgadzam się. Pokorę i wyobraźnię. Ludziom się wydaje, że przyrodę da się pokonać. Nie da sie. Burz się nie boje, ale i nigdy nie lekcewaze. Nie pchałam się w wysokie góry, gdy było takie ryzyko. Pamiętam, że z koleżanką nie weszlysmy na Rawki słysząc grzmot z daleka, inni poszli, nawet z dziećmi. Po pół godzinie błoto spływało szlakiem wraz z ludźmi, oziebilo się, że nawet na dole marzło się w kurtkach. Obyło się bez ofiar na szczęście. Tak samo nie zbliżam się do jezior w czasie burzy. Choć piorun walący w wodę to piękne zjawisko, ale bardzo groźne.
Dziękuję za wizytę, bardzo mi miło:)
Wiele lat temu bylam ns wakacjach w Myczkowcach. Zawsze Bieszczady mam sercu z wielu przyczyn. Nawet kiedyś jechałam tranzytem przez Ukrainę. Bo tak jechał polski pociąg. Z przygodami. I moj aparat kończy żywot. Tak to już jest. Grecja jeszcze przede mną . Jak i Hiszpania i Portugalia. Może się kiedyś uda. Pięknie opowiadasz.:)*
Piękne, urokliwe miejsca. Od dawna nie byłam w Bieszczadach. Legendy dodają magii. Uśmiechałam się jak czytałam opowieść o przemieszczającej się ikonie. Widziałam ich kilka, jedna jest w bałkańskim monastyrze. Od stuleci, raz w roku odbywa się wielka procesja do miejsca, w którym się pojawiła i do którego wracała. Powtarzające się motywy w tych historiach nie ujmują im uroku, to chyba nawet jest ciekawe, że pomimo odległości o 1500-2000 km funkcjonują tak podobne opowieści. :))
Wiesz, czego szczerze Ci zazdroszcze, to, ze masz mozliwosc zwiedzania cerkwi, tutaj mam niedosyt, u nas nie ma chyba wcale prawoslawnych. Badz sa rzadko, bardzo rzadko spotykani.
U nas jeszcze nie bylo zakazu podlewania, ale w Osnabrück, jak podalo radio, miedzy 12 a 18 godzina nie wolno podlewac pod grozna kary rzedu 50 000 euro o_O
Nie powiem, żebym była wierząca i nie mam szacunku dla kleru, tylko dlatego, że jest klerem, ale mam szacunek dla kultury, sztuki sakralnej i ludzi, którzy wierzą. Brak wiary nie przeszkadza mi podziwiać kościołów, cerkwi i miejsc kultu. To kawał polskiej i światowej historii, to wielokulturowe dziedzictwo. Lubię poznawać miejsca, które coś dla wierzących znaczą i daleka jestem od wyśmiewania obiektów kultu. Te legendy i opowieści są wspaniałe i nie ma nic złego w ich zachowaniu dla potomnych. A przy okazji dodają klimatu, tajemniczego, magicznego:)
Lucia, Ty prawie-Grecje masz za oknem:) I pogodowo i kulturowo. I morze i przyroda, tak samo cudowne.
Choć rdzeni Bułgarzy to nie Słowianie, to jednak wpływy słowiańskie były bardzo duże i oba nasze narody mają wiele wspólnego. Różne legendy i mity mają swoje źródło w historii, ktoś coś dodał, zmienił lub przekręcił i powstały tajemnicze opowieści opowiadane nocą przy kominie:) One teraz dodają kolorytu i tajemniczości zwykłym, wydawałoby się, miejscom, przez to stają się dla nas takie cenne i ciekawe.
We wschodniej i południowej Polsce jest dużo cerkwi, są wytyczone wielokilometrowe szlaki. W większości z nich są teraz kościoły, ale i tak dobrze, że przetrwały. Lubię oglądać i poznawać ich historię.
Nigdy jeszcze nie byłam w Bieszczadach ... daleko od nas i tak schodzi. Zdjęcia wyszły, to najważniejsze :)
Zazdroszczę zdrowia. Piekne widoki. Też chodziłam po górach, po Gorcach. Ale i w Bieszczadach byłam. Co prawda weszłam tylko na Połoninę Caryńską, ale pamiętam tamte rozległe widoki. I byłam w Polańczyku "nad Soliną". I żeglowałam tam. Sam Polańczyk rozczarował. Nie moje klimaty. Za "młody". Życzę Ci nieustającego zdrowia, żebyś miała przyjemność chodzenia, "rowerowania", zwiedzania do póżnych lat! Piękne okolice widziałaś i nam pokazałaś.
W zimowe wieczory miło popatrzeć na letnie krajobrazy, nawet słabej jakości:)
Póki chodzenie lub jeżdżenie sprawia mi frajdę, to korzystam. Przyjdzie czas, że utknę na kanapie, byle jak najpóźniej:)
Polańczyk jako miasteczko nie jest interesujący, ale ma trzy szlaki wokół jeziora, skąd są wspaniałe widoki.
Ach, jak ja lubię z Tobą wędrować! :-))))) Teraz będę jeszcze chętniej, jeśli pozwolisz!
W tym roku nie podlewałam wcale mego trawnika. Mam tu taką glebę, że od wiosny do późnej jesieni, rano i wieczorem na trawie jest rosa i możliwość codziennego masażu stópek! Fakt, że kawałek trawnika wysechł, ale to z racji sąsiedztwa żywopłotu. Natomiast narazie musze zawiesić pomysł korzystania z wody pobliskiego strumyka. Jego lustro w tym roku było zbyt płytkie, by jakąkolwiek pompę, nawet małą, zainstalować. Pozostało mi więc to, co robię od roku, czyli zbieranie deszczówki, którą używam do ubikacji. Oszczędności w pieniądzach całkiem przyzwoite!
Pozdrawiam serdecznie! ;-))))
Fisilko, znamy się blogowo już od tak dawna, że możesz czuć się u mnie na blogu jak domownik:)
U nas na wsi woda jest tania, za tania. Kosztuje mnie około 15 PLN miesięcznie. Bez problemu płaciłbym drugie tyle, jeśli miałabym pewność, że pieniądze zostaną przeznaczone na ochronę środowiska.
Chociaż w Solinie byłam kilka razy, to zawsze zimą.
A to z tej przyczyny, ze za WDW były fajne tereny narciarskie dla początkujących i uczyłam tam moje dzieci jazdy na nartach.
Latem w Bieszczadach nie byłam nigdy.
Czytając Twoją relację z pobytu w tych pięknych stronach widzę, ile straciłam.
Dziwne to trochę i śmieszne, ale Tatry znam dobrze a Bieszczady prawie wcale (nie licząc okolic Soliny).
Podziwiam kondycję, bo mimo, ze okoliczności wędrówek były interesujące, to sporo kilometrów na "licznik" nabiłaś;).
A ja znam Bieszczady z różnych pór roku, oprócz zimy:) Autem na te kręte i strome drogi boje się jechać, zresztą nie mam łańcuchów, a na niektórych odcinkach są wymagane. W ogóle boje się gór zima i tylko raz byłam w Tatrach pokrytych śniegiem.
Wędrówki bardzo mnie odprężają. Kiedy maszeruje, tracę poczucie czasu i odległości. Chłonę, podziwiam, rejestruje w pamięci. A po powrocie patrzę na mapie, że przeszłam 18 lub 22 km i sama nie mogę uwierzyć. I choć czasem bolały nogi, to jak widziałam, że za półtora czy dwa km jest coś fajnego, to szłam dalej. A przecież trzeba było wrócić:)
Mimo że nie widzę świętości w przedmiotach, tak sztukę sakralną bardzo lubię oglądać. Szczególnie architekturę. Rzemiosło ludzkie ukazuje często prawdziwe talenty. :)
Ciesze sie, ze znalazlam Twoj blog. Teraz, kiedy podroze sa juz meczace, z wielka przyjemnoscia bede zagladala do Ciebie, bo piszesz bardzo interesujaco i zdjecia sa piekne. Mam wrazenie (jak czytam i patrze na zdjecia), ze jestem tam i podziwiam to wszystko razem z Toba ;.))))
kristofka
Piękne widoki :)
Częściowo znam z odległej przeszłości niektóre miejsca.
Oj ta, susza wszędzie :(
Piszesz, że jedziesz do Grecji. To moje ulubione, oprócz wiadomo Polski, miejsce w Europie :)
A gdzie konkretnie?
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!!!
Jak ja dawno nie byłam w Bieszczadach.... Wprawdzie ja najbarzdiej kocham Karkonosze, ale zaraz po ich Bieszczady. Ciekawe kiedy uda mi się tam pojechać. Zdjęcia wyszły śliczne. Odbyłam z Tobą fajną podróż, choć tylko wirtualnie.
Pamiętam Cię z bloxa, czy prowadzisz teraz jakiś blog ? Dziękuję za wizytę, bardzo mi miło:)
Dziękuję za pozdrowienia i odwzajemniam w słoneczny dzień:)
Wybieram się na grecką wyspę Kos, drugie podejście, bo za pierwszym razem na przeszkodzie stanęło trzęsienie ziemi. Liczę, że tym razem nie będę miała takiego pecha:)
Za to dla mnie Karkonosze jeszcze nie poznane, mam do nich daleko i jakoś nie mogę się wybrać. Mam jednak nadzieję, że odwiedzę je w najbliższych latach.
Witaj
piękne te Twoje wakacyjne wędrówki. Chętnie powędrowałabym takimi dróżkami. Ale przede mną inne ścieżki,
Za chwilę nareszcie wyjeżdżam na urlop. Życz mi tylko proszę, aby upały nie wróciły. Chociaż już na szczęście noce i ranki są chłodne, a ziemia nie jest już taka sucha i spragniona wody.
Niestety nie napiszę do Ciebie z dalekiej podróży. Ale po powrocie napiszę na pewno.
Ty także odpoczywaj i chłoń promienie słońca z witaminę D. Na pewno jej zapas przyda się w listopadzie.
Pozdrawiam ostatnimi przygotowaniami do wyjazdu
Na wyspie Kos nie byliśmy, też pamiętam, coś nam przeszkodziło. Będę niecierpliwie czekać na greckie relacje :)
Ismeno, mam.nadzieje, że pogodę masz wymarzoną, że odpoczęłas i nabrałas sił oraz, że miałaś dobre towarzystwo.
Prześlij komentarz