poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Wiejskie emocje

Roweruję prawie codziennie. Patrząc na zaorane ścierniska, myślę, że muszę się pospieszyć, jeśli chcę korzystać z letnich atrakcji. Jeszcze chwila, a rolnicy będą siać oziminy, a ja zamawiać opał na zimę.

Ludzie na wsi są inni. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Są pracowici i leniwi, mądrzy i głupi, są wiejskie żuliki i jednostki wykształcone.  Czyli tak jak w mieście, a mimo to inni. Mimo 7 lat spędzonych na wsi, nie weszłam z nikim w bliższe relacje. Owszem, znam paru najbliższych sąsiadów, jestem z nimi w poprawnych stosunkach, ale na bliższe znajomości nie ma szans. Kompletnie inna mentalność. Widać to na co dzień i przy specjalnych okazjach.
Co roku pod koniec sierpnia jest u nas dwudniowa fiesta, dni miejscowości. Jeden dzień to zawody sportowe i wędkowanie. Propozycja obejmuje udział w sportach amatorów, mieszkańców wsi. Dobrze, że jest klub sportowy, bo wszyscy obuci w lakierki i obcasy i białe koszule przychodzą tylko popatrzeć, a nikt nie chce brać udziału. Prowadzący robi co może, zachęca, mobilizuje, ale gdzie tam - grochem o ścianę.   Tak więc chłopcy z klubu ciągną te liny, podnoszą ciężary, rzucają mlotkami, a naród z piwem w plastikowych kubkach zerka i rechocze. A nie byłoby fajniej zmierzyć się sąsiad z sąsiadem, posiłować dla zabawy i zapozować do zdjęcia z pamiątkowym medalem?  Nie, bo ludzie na wsi nie umieją się bawić i nie są spontaniczni, za to są wrażliwi na to, co powie sąsiad i czy nie będzie się wyśmiewał, jak nie strzelę gola albo wywalę się przy przeciąganiu liny. To lepiej już posiedzieć z tym piwem... W mieście na podobnych imprezach trzeba odganiać chętnych, bo zgłasza się ich za dużo.

Drugi dzień to różne występy i stragany z jedzeniem przygotowanym przez okoliczne koła gospodyń. Królują wypieki, bigosy, nalewki, cukier w postaci waty itp.  Do tego stoiska z chińszczyzną czyli wcale nie tanie zabawki dla dzieci i inny szmelc. Obok dmuchańce i karuzele. Od rana występują kapele wiejskie, orkiestry dęte i disco polo. Wieczorem Gwiazda muzyki pop, naprawdę wielkiego formatu, aż się zdziwiłam, że taki wykonawca odwiedził naszą wieś. Jeden z czołowych polskich wokalistów, bardzo na topie, nawet lubię większość jego piosenek. Na placu zebrało się wiele ludzi, zapowiadała się fajna zabawa. Żeby nie było: koncert był fajny, wokalista bardzo charyzmatyczny, dawał z siebie chyba wszystko, dwoił się i troił, sam sobie był bardzo sprawnym konferansjerem... I co? Natknął się na mur. Widzowie w wielkiej gromadzie stali jak słupy soli. Sztywno i drętwo.  Prawie nikt się nie bujał w rytm muzyki, mało kto bił brawo, żadnych śpiewów i entuzjazmu, choć trzy czwarte Polski zna śpiewane piosenki. Nie mogłam uwierzyć, ale potem przypomniałam sobie, że jak był Warius Manx czy Mlynkowa, to było tak samo, tylko ja wtedy nie byłam sama, to aż tak bardzo nie obserwowałam widowni.  Teraz wstydziłam się za tę drętwotę i brak kultury. Bo czym innym jest przyjść na koncert i pożałować artyście oklasków? Po każdej piosence niemal cisza, tylko tu i tam pojedyncze brawa. Wyglądało tak, jakby ludzie przyszli, bo im się ten występ należał, a artysta niech się produkuje i spada. Mnie samej nogi chodziły do tanca jak oszalałe, na takim koncercie plenerowym naprawdę można się zabawić, ale nie na wsi. Może powinnam napisać: nie na naszej wsi? Nie wiem, o co chodzi, że ludzie są tak malo emocjonalni, a tak bardzo zamknięci. Niedawno byłam na koncertach w mieście, widzowie tam się bawią, uśmiechają,
Śpiewają wraz z wykonawcą, reagują emocjonalnie a od braw można ogłuchnąć. W końcu po to jest koncert, żeby przeżywać emocje, żeby się bawić. A nie stać nieruchomo jak słup z rękami w kieszeniach i pustką w głowie.  Byłam zszokowana i zawstydzona.
I jak już był koniec i artysta zniknął za kulisami, zła odwróciłam się, żeby wyjść z placu i ... Na kogo wpadłam?
Chyba nie powinnam pisać, bo 95% czytających nie uwierzy w takie zbiegi okoliczności. Mnie samej trudno uwierzyć, że przez 40 lat można kogoś spotkać zaledwie może cztery razy, a potem w dwa tygodnie już drugi raz z kolei. No na mojego dawnego kolegę wójta wpadłam:)  Byli w pięcioro, on, jakichś dwóch facetów i dwie kobiety. Mam nadzieję, że żadna z nich nie jest jego żoną, bo były w typie "kobiety w brązowych butach", a po nim spodziewałabym się towarzyszki życia w nieco innym typie:) Po krótkim chachacha cha powiedziałam "co za niespodzianka", a on, że wcale, bo wie od mojej siostry, że tu mieszkam, a on tu służbowo. Warunki nie sprzyjały, więc jeszcze tylko otrzymałam propozycję pójścia na drinka w najbliższych dniach, coby powspominać młode lata i wizytówkę z numerem telefonu.  Ale po co pytał moją siostrę o mnie? Wizytówkę odłożyłam, na razie nie mam w planie dzwonić, pomyślę o tym za tydzień, jak wrócę z Bieszczadów.

I wszystkich właścicieli kotów proszę o radę, jak się zapatrują na pomysł obróżki z dzwoneczkiem?  Czy kot sobie nie zrobi krzywdy zaczepiając się o jakieś gałęzie lub krzaki?  A bo te moje łachudry zasadzają się ostatnio na ptaki. Znioslam trzy myszy przyniesione do kuchni ( o tych przed domem nawet nie wspomnę), ale dziś przyniosły martwą sikorkę. Nie mam pojęcia, jak ją mogły złapać, no ale chyba martwej nie znalazły? Taki dzwoneczek mógłby ptaki odstraszyć. W necie różnie o tym piszą....
Ps. Urosły w kącie ogrodu, zebrałam duża miskę, po zasięgnięciu opinii, że to na pewno pieczarki:)




51 komentarzy:

Lucia pisze...

Twoje KOTY dbają o Ciebie i zaopatrzenie domu. Sam nie zje i Tobie przyniesie. Wiem, ze ptaków szkoda, ale koty to drapieżniki i trzeba im czasem pozwolić polować. Zdrowy szybki ptak ucieknie a inne być może to naturalna selekcja. Jestem przeciwna dzwoneczkom. A co do koncertów, to masz rację. Ciekawa obserwacja. Dobrze, ze chociaż w miastach jest inaczej, bo generalnie jesteśmy ponurym narodem. A co do spotkania... zapowiada się telenowela. :D ***

roksanna pisze...

Każda wiejska społeczność jest specyficzna, choć bardzo podobna do siebie. U nas się bawią cudnie, bo co roku oprócz dożynek są organizowane dni naszej wsi, a tam konkursy dla dużych i małych i oczywiście potańcówka wieczorna przy muzyce zaproszonych artystów.
Co do przyjaźni- też tak myślałam, ale rozumiem. Sama, mimo że właśnie mija 30 lat jak mieszkam na tej mojej-nie-mojej wsi, to się ze społeczeństwem nie zasymilowałam, ale od kilkunastu lat mam tu Przyjaciółkę- przyjaźnimy się z mężem rodzinnie. I tyle. Choć w naszej wsi- gminie naprawdę teraz dużo się dzieje fajnego, ale ja nam swój świat i swoje rodzinne miasto 😉 Trudno jest jednak żyć bez choćby jednej dobrej zaprzyjaźnionej duszy na co dzień, więc jestem wdzięczna losowi za LP i jej rodzinę.
Serdeczności🌻

Zielonapirania pisze...

Z tymi dzwoneczkami to też nie jestem przekonana.
A telenoweli nie będzie, bo kolega ma żonę, co najwyżej spotkanie towarzyskie w barze:)

Zielonapirania pisze...

Podobnie żyje jedna noga w mieście. A może nawet jedna i pół:) Jednak mój Dom jest na wsi.

dora pisze...

Jestem przeciwna dzwoneczkom, z powodu dzwonienia, bo ma tocwplyw na zdrowie kota. Wyobraz sobie siebie z tskim dzwoneczkiem, ktory przy kazdym ruchu dzwoni Ci w uszach, głowie, mózgu.

Jaka to jest kobieta w brązowych butach?:) ( mialam brazowe , zamszowe kozaki i brązowe czułenka , trapery..)

dora pisze...

Czółenka!

dora pisze...

Co do mentalnosci, to sie zgadzam,jest spora roznica.

Barbarossa pisze...

Odkryłam Twój blog, chyba u Stokrotki.
Widzę, że warto...
Nie byłam nigdy na koncercie na wsi, ale byłam na kilku festynach i było nawet wesoło.
Byłam natomiast kilka razy w mieście, w różnych miastach, także w moim. Za każdym razem atmosfera była rewelacyjna.:)
Nie miało znaczenia, czy to był solista czy zespół.
Naprawdę nie wiem, od czego to do końca zależy?

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Teresa Czajkowska pisze...

Moja wieś to wieś gminna w Wielkopolsce, ale bardziej ucywilizowana, niż niejedno miasteczko. Może dlatego, że to trochę sypialnia Poznania , ale też miejsce skumulowane zachodnimi firmami . Mówią, że jest tu wszystko, poczynając od term, po szkołę muzyczną i kilkadziesiąt stowarzyszeń kulturalnych aż po własny do teatr. To wszystko działa tak, dzięki podatkom wpływającym z zachodnich firm do kasy gminy, na które chęć ma Poznań. Ludzie tu umieją się bawić. Mimo, to nie jestem jeszcze tu zintegrowana z tym społeczeństwem, mimo, że mieszkam tu od 5 lat. Utrzymujemy kontakty towarzyskie z kilkoma rodzinami, mąż zawodowo ma szersze grono. Jestem domatorką.
Pozdrawiam serdecznie

Agnes Agnieszka pisze...

Kotki cudowne

Zielonapirania pisze...

Kiedyś z moją przyjaciółką określilyśmy typ kobiety w średnim wwieku "w brązowych butach", który uwłacza godności kobiety:) buty nie muszą być brązowe:) otóż jest to kobieta bez talii, w spódnicy o długości połowa łydki, płaski obcas. Na głowie trwała ondulacja. A osobowość Grażyny od Janusza:) bardzo przepraszam wszystkie Grażyny:)

Zielonapirania pisze...

Chętnie zaglądam do Stokrotki, bo tam zawsze czeka nowa wiedza:)
Miło gościć, pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

Moja gminna wieś położona prawie 30 km.od dużego miasta jest rolnicza. Wioseczka, w której mieszkam to w połowie sypialnia, dużo osób tylko tu mieszka, a dojeżdżają do.pracy w pobliskich miasteczkach. Wywodzą się jednak stąd, więc każdy tu zna kazdego oprócz mnie:) to znaczy ja nie znam, bo mnie znają:)

Zielonapirania pisze...

Moje kocie chłopaki zwane też kocimi dziećmi są kochane i słodkie:)

kotimyszkot pisze...

Chyba właśnie na wsi wygrywa "co ludzie powiedzą?", w mieście jest się bardziej anonimowym i można się powygłupiać na zawodach. Choć też nie ma co uogólniać, mam rodzinę na wsi i potrafią się tam bawić z przytupem.
Współczuję artyście występującemu przed tamtą publiką.. też pewnie był zażenowany. Wójt natomiast niech lepiej nie kusi losu ;)
A co do p.s. to nie poczarki, a pieczary 😉

gordyjka pisze...

Pewnie nigdy nie zrozumiemy tych różnic, ale wszędzie jest podobnie...Dominuje: "co ludzie powiedzą" i nic tego nie zmieni...;o)
Pan Wójt zagiął na Ciebie parol...;o)
A na kotach się nie znam...;o)

Regina pisze...

Aż się przeraziłam, bo jestem w średnim wieku, mam słabo zaznaczona talię i często biegam w butach na płaskich obcasach. Ratuje mnie brak ondulacji;)

Regina pisze...

Jakbym o mojej wsi rodzinnej czytała;) Uciekłam z niej do miasta i choć za przyrodą tęsknie, to za innymi aspektami życia już nie. Co do dzwoneczków u kotów, to jestem przeciw (kociara - Reska). Raz, że łatwo się zahaczyć, dwa - koty o ciche zwierzęta, a toto ciągle dzwoni, to dla kota musi być niezla katorga.

Anna K. Olszewska pisze...

Masz rację, na takich festynach w mieście zawsze jest mnóstwo chętnych, a do przeróżnych atrakcji wiją się kolejki. Sama do takich stawałam.
Miejska mentalność – nieprzejmowanie się tym, co mówią inni. Koncerty w miastach to zawsze szał tłumu. Kontakt z artystą, entuzjazm. A na wsi? "Nie będziemy się zanadto bawić, bo co ludzie powiedzą?"
Kiedy jeździłam z moimi chłopakami w trasy koncertowe, widziałam wyraźnie ten podział, że w miastach był szał, a na wsiach drętwota. Ale nie wszędzie. Wsie też się od siebie różnią. I zaobserwowałam coś jeszcze – gdy koncertowali na wsiach pod wschodnią granicą, pojawiło się na widowni mnóstwo Ukraińców i powiem Ci szczerze z ręką na sercu – ci ludzie wymiatali. To były najlepsze koncerty ever.

Tyyyy bo zaraz małżeństwo rozbijesz i chłopa porwiesz. ;P

Mój kot należał do tych strachliwych i nawet żywej małej ryby, dopiero co wyjętej z wody, bał się panicznie. ;] Z tego co widzę u siebie, wśród okolicznych kociarzy panuje moda na raczej nie zakładanie żadnych obróżek. Jeżeli Twoje koty dotąd nic nie nosiły, może być problem z przyzwyczajeniem ich do tego, że o dzwonku nie wspomnę.
Moja kocica wszystkiego się bała, bo wychowana była w blokach i wychodziła tylko jak zabieraliśmy ją ze sobą na wczasy.

Oooo niezła pieczara, ta ostatnia.

Zielonapirania pisze...

Pieczarkami podzieliłam się z sąsiadka, bo jak zobaczyłam ile ich jest to zjedzenia, to wymiekłam:) aż taka fanką pieczarek nie jestem.
Kolega wójt pewnie z ciekawości i grzeczności zaprosił mnie na drinka:) w końcu się nie znamy od 43 lat:) Może wypytam siostrę o niego:))?

Zielonapirania pisze...

Na wsi widzę, że jest tak, że jedni przed drugimi się krygują i starają się utrzymać coś w tajemnicy, o czym wiedzą, że wszyscy wiedzą:) Ale jak trzeba się czegoś dowiedzieć np. kto mógł podpalić łąkę albo czyje psy napadają podwórka to nagle nikt nic nie wie, bo jak się wyda, kto puscil farbe, to co powie reszta wsi ?
Ja też nie za bardzo się nie znam na innych kotach, tylko na swoich:) Zostaną bez dzwoneczków.

Zielonapirania pisze...

Łomatko:) witaj Resko, bardzo mi miło, nie domyśliłam się :)
W życiu nie założyłam kotu obróżki, nawet przeciw pchłom (stosuje krople), bo mi się zdaje, że zaczepi się kocina o gałąź czy jakieś ogrodzenie i teraz też nie założę. Kolega mi podpowiedział o tym dzwoneczku, bo kot jego matki chodzi tak cały czas. Przemyślałam jednak, co napisała Lucia i skoro sikora dała się złapać, to jej wina, a nie kota:) To jednostkowy przypadek, więc nie ma co tragizowac.
Pozdrawiam z drogi w Bieszczady znad kubka cpn-owej kawy:)

Zielonapirania pisze...

Widzę, że nie jestem odosobniona w swoich sądach. Dla lepszego samopoczucia będę chodzić na miejskie koncerty:)
Małżeństwo kolegi wójta jest niezagrożone, żonaty facet jest dla mnie nietykalny (w moim własnym interesie, nie lubię mieć kłopotów:))

kotimyszkot pisze...

Z ciekawości powiadasz.. Nie kuś nie kuś, wyda się że pytałaś ;)

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Smutne. Współczuję ludziom pozbawionym spontaniczności, nie odczuwających emocji; chyba czasami oni sami nie wiedzą ile tracą z radości życia.

Lucy pisze...

Mysle, ze pewne spolecznosci dyktuja sie swoimi prawami, a miejska "anonimowosc" po prostu bardziej wyluzowuje, gdy na wsi jednak nadal bardzo wazne, co sasiad by powiedzial. Jest tez swoiste pojecie o zabawie, a szczególnie zabawie na weselu. Na drugi rok mam zaproszenie na wesele, na polska wies, ale nie skorzystam. Chyba nie zdzierzylabym, do tego rodzina dosc daleka, ze i tak nikogo nie znam, mnie malo kto zna, wiec moja nieobecnosc nie bedzie zbyt "bolesnie" odczuwana.

Duża pisze...

Wiejska mentalność-co ludzie powiedzą. Za to po piwie (dziesięciu) przestaje to być problemem.
Z wójtem czekam co dalej wymyśli,bo trudno uwierzyć w kolejny przypadek. Chyba chłop ma jakąś nadzieję 🙂

Krystyna 7.8 pisze...

Ja też dużo jeżdżę na rowerze, ale ostatnio mam tyle problemów i obowiązków, że o dziwo nie mam na nic czasu. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

Stokrotka pisze...

Stokrotce bardzo miło gdy czyta takie słowa :-))
A jeśli chodzi o ludzi ze wsi to bardzo mało ich znam więc trudno mi coś na ten temat powiedzieć.
Ale samą wieś bardzo lubię.... to znaczy przyrodę wiejską, zwierzęta, ptaki, drzewa i niebo. Bo niebo na wsi jest zupełnie inne - dużo bogatsze.
Serdeczności pozostawiam

trollatrolla pisze...

uuuu...lipa...jestem kobietą bez talii. Inna rzecz, że w spódnicach nie chadzam i ondulacji nie mam. Nie mam też (mam nadzieję) mentalności "Grażyny od Janusza".
Dzwoneczek u kota - NIE! Wyobraź sobie, że ciebie ktoś ubiera w dzwoneczek, nawet cichy, ale to to dzwoni przy każdym ruchu, dzień i noc...

agatek pisze...

A te brązowe buty to jakie - jasne czy ciemne?

agatek pisze...

Tu gdzie mieszkam jest towarzystwo pomieszane. Jedni podejmują zabawy i nawet próbują zachęcić innych. Jest grupa, która tak jak piszesz najważniejsze wrażenie i aby nie obgadali, i trzecia napływowa z miast, budująca tu domy i osiedlająca się na zasadzie - ciszy od miasta, która przychodzi na imprezy na zasadzie teatru, wystawy... czyli tylko obserwator, ewentualnie dziennikarz FB ;).
Za to u mnie jest podobnie jesśli chodzi o te relacje. Nawet ostatnio zastanawiałam się co się stało, że niby mam sąsiadów a jakoś tak... w mieście już byśmy się dobrze przyjaźnili.
Co do określenia ,,babki w brązowych butach" to chyba mnie byś tak określiła. Uwielbiam brązowy a brązowe buty szczególnie jesienią i zimą - kocham. :D

Anna K. Olszewska pisze...

I słusznie, masz dobre zasady. :) Przywykłam, że to dla kobiety nigdy nie problem i czasami nie wiem jak z ludźmi rozmawiać. ;P

duo.na pisze...

Umow sie na kawe i moze przy okazji spotkasz kilka osob, z ktorymi bedzie milo od czasu do czasu spedzic czas.

Kotom wybacz, bo one z dobrego serca dziela sie zdobyczami ze "stadem":)

Zielonapirania pisze...

Ja takze mysle, że oni nie wiedzą. Bo jakby wiedzieli, to byłoby im bardzo żal:)

Zielonapirania pisze...

Na wiejskim weselu bardzo dawno nie byłam,na kilku miejskich owszem I było super.

Zielonapirania pisze...

Nie, to przypadek. Włodarze gminni zapraszają się na takie imprezy, a jego gmina raptem 60 km dalej.
Nie ma żadnych podstaw, aby myśleć inaczej.

Zielonapirania pisze...

Wiem jak to jest, przez całą wiosnę nie tknęłam roweru z powodu natłoku zajęć.
Powodzenia w Twoich działaniach:)

Zielonapirania pisze...

No cóż... Chyba się nie martwisz, że nie jesteś "kobieta w brązowych butach"? :)
Postanowiłam, stanowcze nie dla dzwoneczka. Dziękuję za opinię.

Zielonapirania pisze...

E tam... Posiadanie pojedynczego atrybutu się nie liczy.:) Też mam zamszowe brązowe botki i kozaki za kolana w tym kolorze, ale - na obcasach:) Kobieta w brązowych butach to stan umysłu. Trudno to opisac, bo to określenie wymyśliłysmy z kolezanka, mając na myśli pewien znany nam typ kobiety, znany z otoczenia:)

Zielonapirania pisze...

Ja już nawet zapomniałam z kim chodziłam do tej szkoły. Jedna z koleżanek nie żyje, jakaś inna wyjechała daleko, pamiętam paru chlopakow, ale może tylko jednego chciałabym spotkać, oprócz wójta:)

Italia Mini pisze...

Ja dopiero co byłam na festynach (teraz taki czas) w okolicznych wioskach i tutaj gdzie się przeprowadziliśmy. Muszę powiedzieć, ze i we Włoszech jeśli chodzi na wsiach o wspólne zabawy...to raczej ciężko. Za to tańce i koncerty... Włosi uwielbiają. Bawią się wspaniale.
Co do kotków się nie wypowiem, ja raczej psiara i kotka nigdy nie miałam.

haniamrok pisze...

Ja niby mieszkam na wsi, ale bardziej w swoim ogrodzie, jedyny kontak mam z dwoma wiejskimi sklepami spożywczymi i kwiaciarnią. tam mnie znają. Pani w wiejskim sklepie zaczęła sie do mnie usmiechać i rozmawiać ze mna po 12 latach znajomości! Wcześniej tylko "służbowo". Widocznie przestałam byc obca. Z 'wsiowych' nie znam nikogo (nie chodzę do kościoła). Moi sąsiedzi też przyjezdni, z miasta, ze Śląska (wspólnych kawek nie pijamy, ale układ jest dobrosąsiedzki). Do naszej wsi tylko cyrk przyjechał (nie byłam), no i odpust był (ze straganami i tym wszystkim o czym piszesz). O dniach wsi nic nie słyszałam. Dawno temu poprzedni proboszcz zorganizował takie święto z meczem piłkarskim, z występami zespołu folklorystycznego z sąsiedniej wsi, z występami młodzieży szkolnej (festyn na boisku szkolnym), z dmuchańcami za darmo, dla dzieci. Proboszcza przenieśli. Od tego czasu nic.
Piszesz, że 60 km dla wójta, to po sąsiedzku? Chyba musiał się postarać, żeby służbowo przyjechać akurat do Twojej wsi (czy mieszkasz we wsi gminnej?, jeśli tak, to całkiem inna rozmowa, moja wioska jest malutka).
Moja kotka nigdy nie miała ani dzwonka, ani obróżki (też sie bałam, że się zahaczy). Ale kotka sąsiadów nosi, to bardziej grzechotka niż dzwonek, ale chyba i tak mysz to odstraszy. A koty powinny móc łapać myszy. Cudne te Twoje "chłopaki" :)

Zielonapirania pisze...

Wszędzie na koniec lata festyny i zabawy, choć nie ma się co cieszyć ze zbliżającej się zimy:)

Zielonapirania pisze...

Moja wieś jest przytulona do gminnej, kończy się jedna, zaczyna druga, choć od centrum gminy do mojego domu jest prawie 5 km. Teren gminy jest bardzo rozległy, a wieś gminna na przeciwnym skraju terenu i faktycznie do siedziby gminy znajomego wójta jest tak daleko:) między obiema gminami jest jeszcze jedna.
Jutro u nas zawody strażackie i znów będą władze z okolicznych wsi, ale mnie nie będzie, bo wracam dopiero późnym popołudniem:)

Michał pisze...

Witam.
Ni wyżyna, ni nizina, tylko koty, chrząszcz brzmi w trzcinach...
Taka gmina.
Jestem mieszczuchem, więc rzadko bywam na takich festynach.
Na takich miejskich jesteśmy bardziej anonimowi.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

Resko, Tobie do rzeczonej kobiety brakują lata świetlne:) A masz taki komplement ode mnie...:)

Zielonapirania pisze...

Agatek, mogą być nawet w innym kolorze:) Chodzi o stan świadomości i mentalność, brązowe buty to symbol:)

Zielonapirania pisze...

Stokrotko, i ja lubię wieś, teraz jeszcze bardziej niż poprzednio. Choć był okres, że nie wyobrażałam sobie życia na wsi. Potem w cudowny sposób mi się odmieniło, nie wiadomo dlaczego:)

Zielonapirania pisze...

Moją siostrę, która mieszka w tej miejscowości co kolega. Zobowiążę ją do zachowania tajemnicy:)

Zielonapirania pisze...

Witaj Michale. PO tekstach z Twojego bloga widzę, że aktywnie uczestniczysz w różnych imprezach, niekoniecznie festynach i dobrze się bawisz. I tak trzymać. Bo kiedy jak nie teraz :)?

Prześlij komentarz