Według prognoz to ostatni pogodny dzień tej jesieni. Warto uwiecznić ostatnie intensywne kolory, bo może złotą jesień uda się zobaczyć dopiero za rok ? W najbliższych dniach ma być przymrozek, zwarzy zliście, zarazi zgnilizną i ochlapie śliską wilgocią , brr... Zebrałam dziś miseczkę czerwonych malin, może już ostatni raz w tym sezonie, najstarsza wnuczka pochłonęła, resztki zabierając do drugiej babci, do której zawiózł ją jej tata.
Pod klonem złoto, będzie co sprzątać, czekam aż opadną wszystkie liście, aby nie robić tego samego dwa razy.
Odwiedziłyśmy przed południem stary zabytkowy cmentarz. Ogarnięty przed listopadowym świętem wygląda nieco przejrzyściej niż zwykle, kiedy porastają go krzaki i chwasty. Są tam nagrobki z XIX i początku XX wieku, zaraz po wojnie przestali tam grzebać zmarłych. Ostały się ruiny starej ariańskiej kaplicy, stare grube drzewa, kaplica rodowa jakiejś szlacheckiej rodziny, ogromne pomniki bogaczy i ziemne grobki zmarłych bezimiennych już teraz dzieci. Wśród nich maleńki grobek mojego zmarłego w 1944 roku najstarszego brata, pierwszego dziecka moich rodziców. Żyjący brat zrobił małe cementowe obramowanie, ale tak naprawdę grób jest pod ogromnym drzewem, w jego korzeniach, a po szczątkach niemowlęcia nie został w ziemi nawet ślad. Chodzimy tam jednak w listopadowe święta, tak samo jak na grób pradziadków zmarłych przed II wojną światową i na grób maminej siostry i brata zmarłych w czasie wojny. To były czasy, kiedy umierało się na byle co, siostra mamy umierając miała zaledwie 13 lat, a brat 22. A zostało ich jeszcze sześcioro rodzeństwa. Patrząc na stare rzeźby nagrobne, popękane płyty pokryte złotą pierzyną z liści poczułam w jakiś szczególny sposób przemijanie, nasunęła mi się także myśl, że na świecie jest jednak coś stałego: właśnie owo przemijanie. Nie zatrzymasz czasu, nie wrócisz do przeszłości - ono stale zostawia coś z tyłu, prochem jesteś i w proch się obrócisz...
No tak... a jednak wczoraj zostałam obdarzona podejrzeniem, że zawarłam pakt z diabłem i czas się dla mnie zatrzymał:) Wczoraj było wesele bratanka. Para młoda już nie młoda, raczej dojrzała, bo grubo po 40-tce. Zdumiała mnie biała suknia ślubna pani młodej i jej biały tiulowy welon, ale może ja się nie znam, bo oczekiwałam wystąpienia raczej w jakimś białym lub kremowym kostiumie, niechby była nawet ta spódnica do ziemi. Jakoś ślubna suknia kojarzy mi się z młodą świeżą dziewczyną, a nie dojrzałą kobietą, ale - powtarzam - może się nie znam, szczególnie, że siostra moja powiedziała, że jej sąsiadka lat około 65, wdowa, też poszła do kościelnego ślubu w welonie i białej ślubnej sukni, mimo, że pół miasteczka bezczelnie z tego rżało:) Niemniej pani młoda bardzo była miła i urocza, i sympatyczna i nic jej nie zarzucam absolutnie:) Bratanek nie widziany wiele lat z powodu zamieszkiwania na Wyspach, okazał się taki sam, wielki i z łysą glacą, i tak samo uśmiechnięty jak zwykle. I to on pierwszy powiedział, że spotkawszy przypadkowo na ulicy poznałby mnie od razu, bo wyglądam identycznie jak 15 lat temu, czego nie może powiedzieć o pozostałych, w tym o moim synu, który z powodu zarostu wygląda teraz jak arabski szejk:) Kolejny komplement powiedział mi inny obcy pan nazywając mamą mojej wnuczki i dziwiąc się, gdy poprawiłam na babcię:)
Wszystkich przebił zięć mojego brata, z którym widujemy się raz na pół roku, wykrzykując, że musiałam zawrzeć ów pakt z diabłem, bo za każdym razem, jak mnie widzi, to wyglądam młodziej:) Jego żona zaś dodała, że nie poznała mnie jak weszłam do kościoła, bo myślała, że to jakaś młoda dziewczyna, bo te nogi itp., he he..:)
Tak, że kobitki, żarcie badyli, niejedzenie mięsa oraz aktywność fizyczna robi swoje, tudzież majtki obciskające talię:))) Faktem jest, że oczywiście fryzurę powierzyłam mojej fryzjerce, tej samej od lat, zrobiłam sobie makijaż tak, żeby go nie było za bardzo widać, włożyłam szpilki na wysokim obcasie i kieckę wcinaną w pasie z dekoltem pokazującym rowek:) To chyba wpłynęło na ocenę mojego wyglądu w oczach ponad 40-letnich mężczyzn z rodziny:) Trochę się z tego podśmiewam, ale nie powiem, żeby mi nie było miło, bo naprawdę przeraża mnie myśl, że kiedyś usłyszę, że jestem starą babą. To będzie jeden z gwoździ do mojej trumny:)
Na weselu (w hotelu) było elegancko, pojadłam smakowitych potraw, nic nie popiłam z racji prowadzenia auta, ale za to potańczyłam i spotkałam się ze wszystkimi naraz z rodziny, co nie zdarza się często, bo jesteśmy nieco rozproszeni. Zamiast kwiatów każdy dostarczył worek kociej lub psiej karmy, co w mojej ocenie jest wielkim plusem dla młodej pary. Worki pojadą do schroniska.
No to już po imprezie. Jednej. Bo wieczorem z koleżanką idziemy do teatru. Jak się bawić, to się bawić:)

53 komentarze:
Takie komplementy to balsam dla duszy, każda kobitka lubi czasami byc połechtana, na przekór temu, co widzi w lustrze.
Te białe suknie to pewnie tęsknota za młodością...
Od wesela syna minęły dwa miesiące, ale równie chętnie obejrzeliśmy dziś zdjęcia od fotografki:-)
Przyjemności w teatrze!
Ciesz się komplementami, bo zapracowałaś na nie, odpowiednio ustawiając sobie tryb życia. ( sport, dieta i ...).
Ja przedwczoraj kupiłam sobie klon palmowy, ale kusiło mnie drzewko, ślicznie czerwienią przebarwione, które miałoby szansę wyrosnąć do 4,5 m. Nie widziałam jednak dla niego miejsca na swojej działce. Mąż skrzętnie ją zagospodarował.
Podzielam dobrodziejstwo diety i ruchu. Do tego dodaję jeszcze miłość :) To najlepsza recepta na młodość i zapominanie o metryce. A komplementy miłe, a jakże... Gratuluję, że na nie zasłużyłaś sobie. Tak trzymaj! Pozdro, Pola :)
Gdybym chciała jeszcze raz wyjść za mąż, to tylko po to, żeby dostać tę karmę dla schroniskowych sierot.
Ja też ślub brałam po 40 i też nie mogłam sobie odmówić białej sukni. To było jedno z moich marzeń. A co do wyglądu to tez ostatnio tak mnie pocieszył lekarz u którego byłam na komisji. Spytał się o rocznik, ja podałam datę i dodałam "niestety". Usłyszałam, że myślał że dużo mniej, a na zdjęciu z dowodu(kilka lat wcześniej robionym), że w ogóle wyglądam jak dziewczynka. Także też zostałam mile połechtana. A Ty wyglądasz super i tylko się cieszyć z komplementów na które zasłużyłaś i zapracowałaś.
Zachwyciłam się zdjęciami. Tak pięknie uchwyciłaś największy urok jesieni, za którą wprawdzie nie przepadam, ale tym kolorom i dywanowi z liści trudno się oprzeć. :)
Super jest usłyszeć ze zawarłas pakt z diabłem. Chociaz myślę ze nie jedzenie mięsa nie ma nic do tego a raczej dobre geny i ten ruch. No ale ja osoba bardzo mięsozerna. Stare cmentarze uwielbiam a skoro czas przemijania coraz bliżej to ich nostalgia napawa otucha ze to tam po drugiej stronie ma tę zalete ze nie przeminie. :)*
Tylko się cieszyć z miłych słów i młodego wyglądu :) Co do ślubu to wcale się białej sukni i welonowi nie dziwię, bez względu na wiek i ilość ślubów po drodze. Skoro tak kobietki chciały niech mają i żadnym konwenansom nic do tego.. Podziwiam zdjęcia, pozdrawiam i przetrwania nadchodzących chłodów życzę :)
Dziękuję:) I na tym weselu było dwóch fotografów oraz kamerzysta, a gości niezbyt wielu, więc pewnie w co trzecim-czwartym kadrze będę się musiała oglądać:)
U mnie rośnie zwykły klon, co ma wysokość ponad dwóch kondygnacji. Jesienią sypie liśćmi aż miło:)
Miło było słyszeć, szczególnie, że na codzień obracam się w towarzystwie służbowym, a tu komplementami nikt się nie zajmuje. Przyznaję, że zależy mi, aby w zdrowiu i sprawności być jak najdłużej.
A ja bym jeszcze dołożyła z własnej kieszeni jeszcze więcej na te karmę, byle tylko za mąż nie wychodzić :)
Prawda, ze miło, jak się człowiek może pochwalić peselem, a wszystkich on dziwi:))? Dużo zależy od mentalności i charakteru, po Tobie widać, że jesteś młoda, nawet tylko z blogu można się o tym przekonać:)
I ja nie lubię, jak się kończy lato, ale na październik tegoroczny słowa nie powiem złego.
ps. A jednak powiem, bo właśnie zaczęło padać!
Lucia, nie wiem, jak to jest z tymi genami, bo moje rodzeństwo to raczej nie jest ruchliwe i całe życie mięso jedzą, a już siostra i brat po kilku operacjach. A przecież geny mamy te same. Co do mięsa: ja też czasem zjem, z podkreśleniem, ze czasem i że skubnę, spróbuję. Wyjątkowo zjem całe danie mięsne, ostatni raz we wrześniu na wczasach. I powiem Ci, że widzę różnicę w tym, jak ono się długo trawi w porównaniu do potraw jarskich. Od czasu, kiedy przestało mi smakować i p prostu nie jem, mam lepszą skórę i nie mam wypiętego brzucha. Nie jestem ociężała, czuję się lżejsza, nie czuję senności po posiłkach, jak wtedy, gdy jadłam mięso regularnie. Zbieg okoliczności ? Nie mam nic przeciwko jedzeniu mięsa, nie wyznaję żadnej ideologii, ale po prostu nie potrzebuję go, bardziej lubię zieleninę i nabiał i po prostu jem, to co mi bardziej odpowiadai co smakuje, bez mięsa:) I uważam, że taka dieta dobrze mi służy.
Tak przypuszczałam, że jest taka moda i zwyczaj, żeby ślub brać w białej sukni w każdym wieku. Osobiście jednak, jakby np. moja córka po 30-tce (z dzieckiem nieślubnym:))) miała brać ślub, to bym jej radziła zrezygnować z białej sukni i z welonu. Wydaje mi się, że poważniej i lepiej wyglądałaby w bardziej "cywilnej" sukience lub kostiumie. Tylko, że ona się za mąż nie wybiera i moich rad też by pewnie nie słuchała;)
Zresztą mnie się nigdy typowo ślubne suknie nie podobały, sama mając 21 lat włożyłam ją na siebie zmuszona przez rodzinę i przyszłego tfuj-męża, bo najchętniej to chciałam błękitny żakiecik i spódniczkę:) I okupiłam tę decyzję rodziny płaczem, pokazując w salonie na wieszaku pierwszą lepszą suknię, jaka się nawinęła:) Nie miała żadnych koronek, tiulów ani haftów, była gładka, prosta i bez ozdób i bardzo się nie podobała mojej teściowej:)
O moim stosunku do sukien ślubnych niech świadczy fakt, że jak starsza córka za maż wychodziła to zapytałam ją czy nie chciałaby pójść do ślubu w białej krótkiej sukience, w czerwonych butach i z czerwonym bukietem. A ona tylko się w głowę popukała:)) I poszła w białej koronkowej jak syrena, chciała to miała (matka czyli ja zasponsorowała:)
I bardzo dobrze ,że czas jest dla Ciebie łaskawy.Ja też tak mam ☺..Na dodatek nie używam żadnych kremów,czasami tylko ...Moja mamusia miała taka cerę ,ciągle ta sama na buzi..chyba po niej to mam☺☺na wesele chętnie bym poszła,ale nie mam już do kogo...wszystko już ułożone rodzinnie☺ A młodzi...nie garną sie do żeniaczki ,studia,praca..nie chcą legalizować związków,by lepiej sie pozna ..Mają inne już zwyczaje co chodzi o wspólne życie..Mnie to nie przeszkadza,nie wtrącam sie .Obyśmy zdrowi byli i jeszcze coś na weselu wypili hahahaha...kiedyś tam..☺☺Pozdrawiam.
jak to się wszystko miesza. tu odwiedziny na cmentarzu, tu zabawa na weselu. starość i młodość w jednym tańcu. dziękujmy za przeżyte dni, miejmy nadzieję na kolejne piękne chwile. doceniajmy to, co jest, żeby nie chować żalu o to, czego się nie zdążyło. tylko przemijanie jest stałe, tak, jak piszesz. zróbmy wszystko, żeby nie wiązało się z rozczarowaniem :)
Lubię stare cmentarze. Dawno temu zauważyłam, że napełniają mnie spokojem. Potem odkryłam coś takiego jak fotografia o tematyce cmentarnej i zaczęłam coraz częściej odkrywać uroki spacerów po zabytkowych cmentarzach, albo takich zapomnianych w lasach.
Nie chodzę na cmentarze. Kiedyś jak jeszcze byłam katoliczką, to tak, bo tradycja nakazuje. Ale dziś nie mieszam się w te sprawy.
Powiem Ci, że jak pracowałam z moimi rówieśnicami (niespełna 4 lata temu), to wszystkie myślałyśmy, że ja jestem od nich jakieś 10 lat młodsza. Tylko, że ja niczego z diabłem nie podpisywałam. O_o Musi być jakiś inny powód!
A poważnie mówiąc, jest kilka kwestii, które różnią mnie od nich nie tylko wizualnie. Aktywna sportowo jestem od dwudziestego roku życia, od niedawna weganka (z występnymi przerwami, więc nie mogę powiedzieć, że zdeklarowana), na postach i półpostach, więc oszczędniej jest mnie żywić niż ubierać, bo rzadko kiedy coś w ogóle jem.
Żyję na bakier współczesnej dietetyce, mimo iż mam jej teorie w małym paluszku, ale ustanowiłam własne remedium na zdrowie, przy tym "cudownie uleczając" się z tego, z czego wyjść nie mogłam jadając tak, jak dziś wszyscy każą.
Osobiście nawet na okazje nie nakładam makijażu, nie maluję paznokci, nie stroję się, idę jak mi wygodnie. Ale mam świadomość, że jakbym się odstrzeliła na imprezkę, to.... [dopisz dowolne]. 😈
Zwisa mi mój wygląd. Czuję się ze sobą wspaniale i o to chodzi.
Miło posłuchać, że się ładnie wygląda i faktycznie tak się poczuć :)
Stare cmentarze maja zupełnie inny klimat niż nowe. I aż dziw, że groby Twoich przodków zachowały się. Wielu nie szanuje starych nagrobków.
Co do białych sukni, to chyba taka moda. Oglądałam kiedyś, niedawno, jakis program o wyborze sukni ślubnych. I tam pani po 50. wychodziła za mąż po raz drugi i wybrała normalną, białą suknię.
Dobre geny to dobrodziejstwo. Ja mam w genach późne siwienie. Mama do końca życia miała czarne włosy, ojciec zaczął siwiec przed osiemdziesiątka. Mając prawie 59 lat nie mam żadnych siwych włosów. I nie narzekam;)
A na wiosnę szykuje mi się kolejne wesele:)
Wszystko to życie. Doceniam je i cieszę się każdym drobiazgiem, nawet jeśli zaraz przeminie.
Pozdrawiam
Aniu, Ty wyglądasz jak osiemnastka, malowanie możesz zostawić sobie na starość:)
Każda okazja dobra, żeby się cieszyć, a to komplementami, a to białą suknia:)
Ten nasz cmentarz jest zabytkowy, tam współcześnie nie wolno chować, chyba, że dokładając kogos do rodziny na istniejącą miejscówkę. Jest jakiś komitet co o niego dba, ale cmentarz nawet nie jest ogrodzony, zajmuje szczyt wzgórza otoczonego rzeczką i porośniętego lasem.
do tej aktywności próbuję się zmusić, ale kurde...czym skorupka za młodu nie nasiąkła...etc To już nawet nie chodzi o wygląd tylko o to, żeby właśnie nie stać się "starą babą", nie zniedołężnieć, nie zasiedzieć się, nie obrosnąć tłuszczem.
Moim zdaniem najważniejsze jest to, aby będąc w każdym wieku, mieć młodość w sobie. I myślę, że to, co jest na zewnątrz wynika z tego, co jest w środku. Maria.
Piranio, jesteś młoda duchem,a i ciało piękne i zgrabne, aktywnie i ciekawie spędzasz wolny czas, czego chcieć więcej.
Miłego wtorku!
Do ślubu byłam ubrana w kostium z ciepłego materiału,w kolorze ecru, slub brałam w pażdzierniku,było zimno,a kosciół w Zieleńcu, bo nie chcielismy brać w miescie. Wymysliłam górę,taka bluzeczka na stójce z lekko marszczonym rękawem z wysokim mankietem zapinanym na kilka guzikow perełek, w pasie również wysoki mankiet,tak więc bluzka ogólnie lekko bufiasta do tego prosta spódnica przed kolano. Cały strój szyła mi ciotka:) Chodziłam w tych ciuszkach jeszcze parę lat, czy to w bluzce,czy w spodnicy. Nie miałam welonu ani zadnej ozdoby we włosach.
Zmianę pogody już widać wyraźnie, wczoraj już dużo chłodniej, ale wciąż słonecznie i pięknie, a dziś szaro, zimno i dżdżyście. Ja z utęsknieniem czekam na deszcz, bo nie pamiętam kiedy padało, lato i jesień niesamowicie suche, roślinki będą biedne zimą, jeśli nie zostaną dostatecznie nawodnione.
Mam podobne zdanie co do wieku, przejść życiowych i białej sukni... ale co tam, jak kobitka sobie wymarzyła, to niech spełnia te swoje małe marzenia :D
Stare cmentarze mają w sobie niesamowity czar i urok. U nas są 2-jeden stary, jeden nowy (w miarę nowy) różnica w atmosferze jest ogromna.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo słońca <3
Piękne słowa o przemijaniu. i piękny ogród. A ten klon cudownie śmieci ;)
Podobno są ludzie, którzy nigdy nie będą starzy. I nie chodzi nawet o wygląd, choć on czasem to wrażenie młodości potwierdza. Pamiętam, jak moja teściowa mówiła mi "jesteś za młoda na babcię", a miałam 52 lata. Dobrze jest wyglądać młodo i tak się czuć. Ja "mieszczę się" w moje ubrania sprzed 30 lat (ostatnio byłam na spotkaniu w sukience 33-letniej). Ale zachować młodość ducha trudniej. Szczególnie na jesienną szarugę... Ale nie poddawajmy się jesiennej melancholii . Dużo zdrowia!
Ja na swoim ślubie wystąpiłam w błękitach, a zamiast welonu miałam wianek z konwalii! Ale to bardzo dawno temu było. Zostało tylko wspomnienie i fotografia na tzw. przez Progeniturę " scianie płaczu" - ( galeria zdjęć rodzinnych na klatce schodowej w MBD ).
Zupełnie się nie dziwię, że jesteś "Młoda"! Energii masz wszak do pełna, zajęć i aktywności także, o zdrowym podejściu do zycia nie mówiąc!
Ciepłe z Puchatym podrzucam na zimne poranki, zwłaszcza w dojazdach pracowych! ;-))))
Mam nadzieję, że nieustająco głupie działanie ludzi na planecie chociaż przyda się do jeszcze jakiś miłych i przyjemnych dni w naszym klimacie.
Serdecznie pozdrawiam :)
Każdy ma inny temperament. Miło jest posiedzieć na kanapie, ale od tego pompa w sercu leniwieje , kości rdzewieją i mózg się wyłącza. ;) A to jest moja najgorsza obawa na przyszłe lata. Chciałabym jak najdłużej cieszyć się życiem, zdrowym życiem.
Mario, dziękuję za wizytę. Sądzę, że to idealny osąd, trafiłaś dokładnie w punkt.
Co do młodego ducha, to się zgodzę, byleby tylko nie zdziecinniala:)) pozatym krótkie nogi (ale od czego obcasy), wąskie usta (od czego szminka?), długi nos ( na to nie poradzę:) i mimo to śmiejąca się gębą i od razu człowiek ładniejszy:)
I nieprzemijająca ciekawość świata.
Zwizualizowalam sobie te bluzkę i chętnie bym w takiej chodziła
Nieważne w czym się idzie do ślubu, byle po nim nastapilo dobre życie. Strój to moda, to chwilowe upodobanie, wyraz gustu. Właśnie. Wyraź dobrego gustu to ubrac się stylowo, ale nie w ślubny mundurek, choć ta ostatnia ppcjam najwięcej zwolenników niezależnie od wieku młodej pary.
W nocy był przymrozek, zmarzły mi rece zanim po pracy dotarłam do samochodu. Ziemia nie jest dostatecznie nawodniona, o czym przekonałam się kopiąc działkę. Do pół szpadla jako tako, głębiej twardo. Napracowalam się:)
Pod klon przyjeżdżają młode kuzynki robić sobie zdjęcia, a ja co roku robię je kotu i wnuczce:) Tylko potem trzeba zgrabić te liście:)
Pozdrawiam
Dziekuje za miłe słowa:) Jak widać, miałyśmy podobny pomysł na strój ślubny, ale ja nie byłam dość stanowcza i uległam wpływom rodziny zakładając biała suknie.
Człowiek kontra przyroda. On mały,ona ogromną, ale to on niechlubnie prowadzi w starciu. Przyroda tylko się mści. Na wynik mimo to trzeba jeszcze długo poczekać, na szczęście. Wierzę także w cykliczność klimatu, niezależna od człowieka. Człowiek za maluczki, żeby wszystko dokumentnie zepsuć.
Ten błękit to zasługa Rodziców, którzy to wymogli wiedząc, że już ze sobą śpimy! :-)))
Aaaaa... To zwyciężyły kwestie moralne:))
Dzięki. Podejrzewam, że tak jak moja mama, nawet na późniejsze lata nie zakupię kosmetyczki. 😂
Możesz zobaczyć na blogu i sama się zdziwłam,spódnica lekko za kolano,ale pożniej pamiętam, że skracałam:)
U nas ostatnie dwie noce byl mróz, co ma te zaletem, ze teraz i naraz powinny opasc wszystkie pozostale liscie na drzewach, zgrabic, wywiezc (oczywiscie za pieniadze) i spokój.
Stare cmentarze sa niesamowitym miejscem, mozna zgarnac na nich wiele historii, ja czesto po takich wyprawach grzebalam w necie i wyszukuje pewne rzeczy, które mnie zainteresowaly. Niestety w Niemczech nie ma wiele starych cmentarzy, u nas skrócono nawet miejsce spoczynku z 30 na 25 lat. Robi sie anonimowo...
Stare, historyczne cmentarze znam jedynie z Wegier i Czech, i Slowacji, jako moich wczesniejszych regularnych krajów urlopowych. Budapesztenski Kerepesi jest oaza spokoju w tym ogromnym miescie, a fotografie z niego, zadziwily juz kilku ludzi. Bo nei kazdy ma ochote na forografie cmentarna. Ten temat wiele ludzi chetnie odsuwa od siebie.
I u.nas przymrozki, na razie niewielkie, ale rano szron pokrywa trawę. Cmentarzy się nie boje, w końcu każdy z nas tam trafi. Mimo tego, ze nie jest to miejsce radosne, lubię spacerować po cmentarzach.
Zaszalałaś !! ;o)
Usłyszeć takie komplementy to miód na serce, ale z Twoich rad ja mogę tylko majtki obcisłe nosić. Zgadzam się z Tobą że welon to zdecydowanie dla młodziutkiej pani młodej, przecież jest tyle ładnych ozdób i po co tak niektórzy lubią kontrowersyjnie, ale co tam najważniejsze by się umieli dogadać.
Może za dużo powiedziane, ale okazuje się, że dobre wrażenie zrobiłam i posypały się towarzyskie propozycje od niektórych gości:)
Pod kieckę takie obcisłe majtki jak najbardziej przydatne hi hi:)
A w sprawie welonów i ślubnych sukni to myślę, że chodzi też trochę o spełnianie marzeń małej dziewczynki o pięknym ślubie z rycerzem na białym.koniu. podobno w niektórych osobach takie marzenia długo tkwią, więc niech je spełniają dla swojego szczęścia.
Witam.
Ciekawy wpis i ładne zdjęcia.
Lubie stare cmentarze.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
W kobiecej próżności to i takie wpisy czasem trzeba popełniać :)
Zbudowałam sobie kokon i filtruję przez niego wiadomości i sposób zycia ale czasami wyłażę z tego kokona aby rozejrzeć się. I niestety ostatnio obejrzane programy typu - największe maszyny świata, uzmysłowiły mi, że jednak ,,ten maluczki człowiek" jest wstanie zniszczyć tę planetę :/.
Prześlij komentarz