Trwa święto listopadowe poświęcone zmarłym. Dzień 1 Listopada był dla mnie dniem radosnym, miałam gości wracających z cmentarzy, właściwie to już coroczna norma, że mam kilka odwiedzin tego dnia. A że ja także byłam gdzieś zaproszona, to kiedy u mnie ostatni gość opuścił dom, to i ja poszłam na dwa cmentarze i odwiedziłam kuzynkę. Był już ciemny wieczór. Poprzedniego dnia zrobiłam ostatnie ozdabianie na grobach i postanowiłam wziąć w swoją osobistą opiekę trzy groby, powoli chylące się ku przeszłości. W jednym z nich leży rodzeństwo mamy, brat zmarł w 1911 roku mając 27 lat, 13-letnia siostrzyczka odeszła w 1944 roku w wieku 13 lat. Inne rodzeństwo mamy już nie żyje od dawna, mama była najmłodsza. Pozostałe dwa groby to moi pradziadkowie zmarli w latach 30-tych i 40-tych XX wieku. Trzeba będzie wymienić tablice i naprawić płytę. Mam cel. Noc spędziłam w pracy na lekturze internetowych artykułów na temat pochówków i cmentarzy. W taką noc w pracy nic się nie dzieje, właściwie praca polega na obecności "jakby co". I nawet rano ktoś przyszedł mnie zmienić na czas, bez opóźnienia.
Wyczytałam tak dużo ciekawych rzeczy, że nie jestem w stanie tego tutaj przekazać, a są to tak interesujące zagadnienia, że chciałabym choć w kilku zdaniach przytoczyć, także i dla siebie samej, żeby łatwiej zapamiętać. Szczególnie, że jak wiadomo, jestem cmentarnym włóczykijem:)
Wyczytałam tak dużo ciekawych rzeczy, że nie jestem w stanie tego tutaj przekazać, a są to tak interesujące zagadnienia, że chciałabym choć w kilku zdaniach przytoczyć, także i dla siebie samej, żeby łatwiej zapamiętać. Szczególnie, że jak wiadomo, jestem cmentarnym włóczykijem:)
Cmentarz - to słowo pochodzi z łaciny. Coemeterium należy tłumaczyć jako miejsce wiecznego spoczynku. Są różne cmentarze, dla ludzi i dla zwierząt, są smutne i całkiem wesołe, bogate i skromne. Na niektórych cmentarzach mieszkają ludzie, na innych - podobno - duchy.
Lubię odwiedzać cmentarze, są dla mnie elementem historii, niekoniecznie tej wielkiej. Każda płyta nagrobna to osobna historia, nie wiemy jaka, ale na pewno ciekawa. Nie dam rady wspomnieć o każdym z tych cmentarzy, które odwiedziłam. Podzielę się tylko ciekawostkami o niektórych z nich. Kogo to znudzi, ten może choć obejrzy obrazki z mojego kręcenia się po cmentarzach Polski i Europy południowej i ... Azji:)
Mizar
Mizar to cmentarz tatarski, zazwyczaj położony na wzniesieniu. Groby orientowane czyli na osi wschód-zachód obkłada się kamieniami, największy przy głowie, najmniejszy w nogach. Grób musi mieć taką głębokość, aby zmarły mógł w nim usiąść, gdy przyjdzie czas.
Na nagrobku umieszcza się kamień w kształcie półkola z rysunkiem księżyca i gwiazd. Napisy są w języku polskim lub arabskim, choć zdarzają się także po rosyjsku z czasów zaborów.
Zmarłych chowa się przed upływem doby. Przedłużający się pobyt zmarłego bez pochówku opóźnia jego przybycie do raju, a tego żaden muzułmanin nie chce. Zwłoki po śmierci układa się na marach, obmywa - jeśli był żonaty, robi to żona; jeśli żony nie miał lub zmarła kobieta, zajmował się tym najbliższy członek rodziny tej samej płci co zmarły. W nos i uszy wkładano watę, a ciało razem z twarzą zawijano w białe płótno czyli sawanę. Na drogę zmarłemu dawano zwój modlitewny. Następnie tak upakowane ciało przykrywano jeszcze zielonym suknem i czuwano nad nim, modląc się, do dnia pogrzebu. Zmarłemu w tym czasie towarzyszyli tylko sami mężczyźni. Rodzina zmarłego w noc poprzedzającą pochówek urządzała wieczerzę i dzieliła się pokarmem w intencji duszy zmarłego.
W czasie pochówku żałobnicy nie mogli patrzeć w okna i przechodzić w poprzek drugi. Po dotarciu na cmentarz ustawiali się w trzy rzędy przy grobie twarzą na południe i śpiewali wersety z Koranu. Ciało wpuszczano do grobu na wąskich pasach z płótna i zostawiano zmarłego, aby do raju zabrali go aniołowie ciemności. Ciało leżało na wznak z głową w kierunku zachodnim, aby w dniu sądu ostatecznego, zmarły mógł wstać i pójść w kierunku wschodnim do mekki. Z tego powodu Tatarzy nie kremują zwłok i nie pozwalają na sekcje. Przyjmują śmierć w sposób naturalny, na zasadzie umarł to umarł i trzeba go pochować, bez lamentów i płaczów.
Nagrobki tatarskie najczęściej mają formę płyty z małym obeliskiem u wezgłowia i w nogach. Często nie ma daty urodzenia i śmierci, bo po życiu to już nie jest istotne. Jest zwyczaj umieszczania białej chusteczki na szczycie wezgłowia. Zmarli leżą w grobach jeden koło drugiego, bardzo gęsto. Nie zapala się lampek i nie kładzie kwiatów.
Cmentarz islamski
Cmentarz islamski - nie tatarski. Spotkałam taki np. w Grecji na Kosie oraz w Bułgarii. Kiedy umiera muzułmanin, żywi mają wobec niego obowiązek: umyć, uperfumować, okryć, odmówić modlitwę i pochować. Ciała nie wystawia się na widok publiczny. Krewni przed pochówkiem zobowiązani są spłacić długi zmarłego.
Myjąc ciało zmarłego muzułmanina należy zadbać, aby go... wypróżnić, inaczej nie będzie spełniony warunek gnusl. Ciało obmywa się trzy razy od prawej do lewej strony i nagie nakrywa trzema warstwami całunu (kobiety 5 warstwami). Dodatkowo kobietom nakłada się chustę oraz prowizoryczne okrycie części intymnych, coś w rodzaju majtek z dodatkową wkładką higieniczną. Mężczyzna jest chowany bez gatek. Obecnie częściej zmarłego chowa się w trumnie, ale tradycyjnie wystarczy ciało okryć płótnem. Ciało układa się na prawym boku. Po złożeniu do grobu, który powinien mieć głębokość pięciu stop, każdy z żałobników wrzuca ziemię, koniecznie obiema rękami i co najmniej trzy razy. Na pogrzebie nie może być nie-muzulmanina. Na grobie mężczyzny układa się kamienie w głowie i w nogach, na grobach kobiet z boku. Po pogrzebie rodzina rozdaje jałmużnę biedakom. Cmentarz odwiedza się dwa razy w roku czyli w Święto Ofiar i Święto Przerwania Postu. Kobieta sama nie może pójść na cmentarz, musi jej towarzyszyć mężczyzna. Kobiety w ciąży mają zakaz.
Cmentarzu muzułmański zakładany jest zazwyczaj ma nieużytkach, otoczony murem, z żelazną bramą. Nie ozdabia się go, ale czasem sadzi się żywe rośliny, pali kadzidełka i sypie ziarenka dla ptaków.
Jedyny nagrobek muzułmańskiego Bośniaka w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Kirkut
Cmentarzy żydowskich czyli kirkutów jest w Polsce sporo, nie zakłada się nowych, bo nie ma już dużych społeczności żydowskich. Stare cmentarze mają najczęściej status zabytku.
W judaizmie nakazywano pochować zmarłego jak najszybciej, najczęściej w czasie doby, ale nigdy w szabas. Nieżywy człowiek w judaizmie uważany jest za rzecz nieczystą. Zmarłemu zakrywa się oczy skorupkami glinianego naczynia. W domu zasłania się lustra i wylewa wodę z wszelkich naczyń, a rodzina cały czas wznosi modły i dokonuje symbolicznego rozdarcia odzieży zmarłego.
Obmycia zwłok dokonuje upoważniona grupa mężczyzn lub kobiet, zależy kto umarł. Rodzina nie może być przy tym obecna i nie może się tym zajmować. W połowie ciała umieszcza się pas dzielący ciało na część czystą (góra) i brudną (dół). Zmarłego ubiera się skromnie, ale nie wolno go umalować ani balsamować. W trumnie zmarłego umieszcza się garść ziemi z Izraela oraz jego protezy, sztuczne szczęki, bandaże zdjęte z ciała, obcięte paznokcie. Trumna powinna być wykonana z drewna bez gwoździ, raz zamkniętej trumny nie otwiera się.
Ceremonia na cmentarzu jest bardzo krótka, w trakcie odmawia się kaddisz. Nie wolno chować osób we wspólnych grobach, na przykład małżeńskich lub rodzinnych. Każdy zmarły leży sam. Nie wolno też zagospodarować ponownie miejsca po starym cmentarzu ani ekshumować zwłok z wyjątkiem przewiezienia ich do Izraela. Nie wolno chodzić na cmentarz żydowski w soboty, po zmierzchu i bez nakrycia głowy, nie wolno na nim jeść i pić.
Najczęściej chowa się obok siebie kobiety i mężczyzn, jedynie w społecznościach ortodoksyjnych wydzielano osobne miejsca dla obu płci. Na grobie zmarłego ustawiamy jest kamień czyli macewa. Pierwszy kamień postawił Jakub na grobie Racheli. Na macewie jest szczegółowa informacja, kto jest pod nią pochowany. Na grobach nigdy nie umieszcza się rzeźb ani wizerunków zmarłego. Nie kładzie się kwiatów, lecz kamienie jako symbol trwałości i wieczności. Płaskorzeźby oznaczają: dłonie - tu leży mężczyzna z rodu kapłanów; świecznik - tu leży kobieta.
Oprócz ludzi, na kirkutach chowa się także stare, zużyte i niszczone zwoje Tory.
Cmentarz prawosławny
W kościele prawosławnym zmarłego obmywa się i odziewa, traktując ciało z czcią i szacunkiem. Nie obmywa się zmarłego kapłana i mnicha, aby nie odsłaniać jego nagiego ciała. Zmarłego człowieka, przygotowanego do pochówku przykrywa się białym płótnem. W ręce wkłada się ikonę. Przy ciele odbywa się całonocne czuwanie. Trumnę otacza się świecami i układa w niej kwiaty. Nie wolno gasić światła w pomieszczeniu. Po dwóch dniach, przed pogrzebem zmarłego zanosi się do cerkwi, gdzie jest okadzany, a trumnę się zamyka. Po wpuszczeniu trumny do grobu, głową na wschód, polewa się ją święconą woda, posypuje popiołem i każdy uczestnik pogrzebu wrzuca garść ziemi. Na grobie układa się bukiety, najlepiej z róż i wierzby.
W prawosławiu jest zakaz kremacji ciała, ale współcześni wierni go nie respektują.
Nagrobek zmarłego na cmentarzu w Zia, na wyspie greckiej Kos. Kto z Was odważyłby się swojemu bliskiemu postawić takie zdjęcie ?:)
Niedawno zyskany z zarośniętych chaszczy cmentarz prawosławny w miejscowości Łopiennik Podleśny na Lubelszczyźnie
Miejsce pochówku zakonników w Klasztorach Meteora w Grecji.
Kaplica cmentarna w Stomio w Grecji. W tych metalowych pudłach są wyjęte z grobów szczątki, które czekają na odebranie przez rodzinę. Pochodzą ze zlikwidowanych grobów, w miejsce których urządzono nowe groby.
Cmentarz w Gruzji w miejscowości Mccheta nad rzeką Mtkvari (Kura).
Miejsce złożenia urn na cmentarzu prawosławnym w mieście Kos w Grecji.
Cmentarzyk prawosławny w Tokarach, na granicy polsko-białoruskiej
Bieszczadzkie leśne cmentarzyki prawosławne w Balnicy (wyżej) i Łopience (dwa niższe)
Cmentarz katolicki
Zwłoki zmarłego chrześcijanina katolickiego w trumnie na trzeci dzień po śmierci przynosi się na cmentarz z kościoła, do którego trafiają z kostnicy. Przed włożeniem do trumny ciało jest umyte
i ubrane. Często w ręce osoby zmarłej wkłada się różaniec lub krzyżyk. Dopuszcza się malowanie zwłok. Trumnie towarzyszy procesja wiernych odprowadzających osobę bliską na wieczną drogę. W kościele na katafalku umieszcza się trumnę otoczoną świecami i wieńcami. Kapłan trzy razy kropi trumnę święconą wodą oraz okadza kadzidłem. Na cmentarzu wierni z kapłanem modlą się wkładając trumnę do ziemi oraz śpiewają pieśni. Odmawia się ceremonii pogrzebowej apostatom, heretykom i schizmatykom, jawnogrzesznikom oraz osobom poddanym kremacji, a także w innych szczególnych przypadkach np. samobójcom.
Dawniej zwyczaje pogrzebowe były bardziej bogate. Ludzie bali się nieboszczyka, a właściwie duszy, która z niego uszła. Po śmierci zamykano oczy zmarłego i kładziono na nich miedziane monety. Dłonie składano jedna w drugą (żeby nikogo nie złapał) i zamykano usta (żeby nikogo nie wołał w zaświaty). Na ciało wkładano koszulę uszytą specjalnie nićmi bez węzłów, aby nie zaplątała się w nie dusza. Chowano bez butów, aby zmarły przypadkiem nie wrócił do domu. Pod poduszkę do trumny wkładano poświęcone zioła, a w ręce różaniec, święty obrazek lub modlitewnik. Mężczyzna dostawał na ostatnią drogę fajkę, tabakierkę i laskę podróżną. Kobiety zamężne chowane były w chustkach, a panny w wiankach. W czasie, gdy zmarły był w domu, niczego w nim nie robiono, zasłaniano lustra i nie spano. Zatrzymywano zegar.
Podejrzanemu, że może być upiorem, związywano z tyłu ręce i kładziono twarzą w dół. W drastycznych przypadkach trzeciej nocy o 24.00 odcinano nieboszczykowi szpadlem głowę.
Potencjalnemu kandydatowi na strzygę wkładano do trumny zawiniątko z makiem lub piaskiem, oby nie wyłaził zajęty liczeniem ziarenek.
Trzy górne zdjęcia to cmentarz w Montecatini Alto w Toskanii we Włoszech.
Kolejne trzy górne zdjęcia pochodzą z cmentarza przy ul. Lipowej w Lublinie.
Dwa górne zdjęcia pomników zrobiłam na cmentarzu w Skierbieszowie na Zamojszczyźnie.
Powyższe zdjęcie zmarłej angielskiej dziewczynki pochodzi z Węglówki na Podkarpaciu. Jako dziecko innowierców, nie pochowano jej na miejscowym cmentarzu katolickim, lecz poza nim.
Obok jest grób jej ojca Admirała Nelsona Keitha z napisem:
"Nie ma śmierci. To co uważamy za śmierć jest tylko przejściem do innego życia."
Wyżej: nasze pisarki znalazły miejsce spoczynku na cmentarzu we Lwowie.
Grób Heleny Marusarzówny na Pęksowym Brzysku w Zakopanem.
Cmentarz wojenny
Na cmentarzu wojennym chowani są wojskowi oraz: cywile polegli w walce o niepodległość, zakonnice poległe z powodu działań wojennych, jeńcy, internowani, uchodźcy, więźniowie łagrów i obozów koncentracyjnych, ofiary czystek etnicznych i represji totalitarnych. Groby i cmentarze wojenne są pod opieką Państwa Polskiego.
Jeśli ktoś na cmentarzu zachowuje się w sposób nie licujący z powagą miejsca, podlega karze grzywny do 375 PLN, o ile nie popełnił przestępstwa podlegającego surowszej karze.
Trzy powyższe zdjęcia przedstawiają Dolinę Krzyży w Krzesimowie (zdjęcia sprzed lat, jutro jadę w tamte strony, to tez zajrzę)
Cmentarz z I i II wojny Światowej w Starej Wsi.
Napisałabym oczywiście o pochówkach i cmentarzach jeszcze wiele, ale kto by to czytał:) No i chciałabym też napisać o czasach, kiedy jako dziecko, słuchałam opowiadań rodziny o duchach, o niezwykłych zjawiskach, związanych ze śmiercią i pochówkiem.
Wam się też takie opowieści zdarzyły ?
56 komentarzy:
Jestem pod wrażeniem... Pozdrawiam, Pola :)
Dołożę swój kamyczek do tego ogródka:
- byłam na Wesołym Cmentarzu
https://fraube2.blogspot.com/2013/06/170-rumunia-wesoy-cmentarz.html
- "u siebie" mam miniaturę Powązek
https://fraube2.blogspot.com/2013/10/198-nasze-mae-powazki.html
Polu, odwiedziłam jeszcze wiele cmentarzy, nie napisałam nic o cmentarzu unickim i protestanckim, może kiedyś. Czasem ciekawy jest cały cmentarz, czasem jeden nagrobek
W końcu to też kawałek naszego życia:))
Wesoły Cmentarz to moje marzenie, ale jakoś się nie składa.
Lecę czytać:)
Opowieści o duchach słuchałam na kolonii w podstawówce, potem zasnąć nie mogłam ;) Za to opowieść autentyczna opowiadana na poważnie i z ręką na sercu: kolega którego rodzice rozstali się gdy był mały, miał sen - we śnie jego dziadek pokazał mu drogę do grobu mamy. Kolega wychowywany był przez ojca i macochę, nie poznał nigdy swojej biologicznej matki. O jej śmierci dowiedział się, gdy poszedł według wytycznych i odnalazł jej grób.
p.s. mnie na cmentarze nie ciągnie, ale podziwiam z jaką pasją uwieczniasz i ciekawisz się tym tematem.
Kiedy byłam nastolatką, mój brat służył w marynarce wojennej. Któregoś bardzo późnego wieczoru przyjechał na przepustkę. Wchodząc do mieszkania powiedział, że spotkał pana W. na drodze i zastanawiał się, co ten niemłody człowiek robił na drodze przed północą i dlaczego zaczepiał ludzi. A wtedy rodzice mu powiedzieli, że od tygodnia pan W. nie żyje. Brat nie mógł o tym wiedzieć, to były czasy bez telefonów komórkowych. Nigdy też nie przyznał się do kłamstwa:)
Skończyłam czytać i natychmiast pomyślałam, że napiszę o chyba jedynym w swoim rodzaju wesołym cmentarzu w Sapancie, ale widzę, że wspomniała o nim Frau Be.
Właśnie sobie uświadomiłam, że podróżując po innych krajach nie zwiedzam ich cmentarzy. Kiedy jestem kilka dni w obcym mieście to zdarza się, że znajdę i wejdę...Ależ odkrycie :)
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :D
Nie byłam nigdy na tatarskim ani na islamskim cmentarzu.
Lubie czytać sentencje na nagrobkach, to kawał historii i ciekawa lektura, często napisy są bardzo osobiste.
Ostatnio na naszych cmentarzach pojawiły sie oznaczenia grobów powstańców wielkopolskich, zawsze zapalamy światełko u żołnierzy, na zapomnianym grobie,w miejscu pamięci...
Bardzo interesujący post.
Kolejna porcja ciekawych informacji i Miejsc- dziękuję, fakt cmentarze są tak zróżnicowane jak narody pozdrawiam Dusia
Nie chodzę na cmentarze, nie jestem religijna. Ale pamiętam, że korzystając z dnia wolnego, też zawsze ten czas spędzałam na miłych spotkaniach. Nie ma jak masowe wolne w pracach.
Bardzo lubię cmentarze, ale te stare, najlepiej ukryte w lesie. Wielkie wrażenie robią na mnie zawsze cmentarze żydowskie. Zawsze porośnięte dziko bluszczami.
Cmentarz tatarski to dla mnie nowość. Nie wiedziałam, że tak wyglądają. Sprzedałaś interesującą mnie wiedzę.
Znam ten cmentarz jedynie ze zdjęć i relacji innych, bardzo chciałabym kiedyś odwiedzić.
Cmentarze traktuję jak zabytki i dlatego je oglądam. Poza tym wiele mówią o mieszkańcach: na przykład wspólne katolickie i ukraińskie mówią o dobrych relacjach między mieszkańcami, zapuszczone żydowskie (jak w naszym miasteczku) są wyrazem potwierdzonego historycznie antysemityzmu, który nadal trwa i macewy porośnięte haszczami służą za podstawki pod piwo i wino patykiem pisane.
Mizarów jest w Polsce siedem, z czego trzy czynne. Największy jest w Bohonikach. Może zdarzyć się ,że na ktorys trafisz. A historia Tatarów w Polsce to też niesamowicie ciekawa sprawa:)
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że stosunek do zmarłych innych nacji świadczy o klasie narodu. U nas różnie z tym jest, mamy dużo zaniedbanych mogił.
Moje chodzenie na cmentarze ma mało wspólnego z wiarą. Po prostu uważam, że o zmarłych należy pamiętać, bo bez nich nie byłoby nas i Oni są naszą historia i spuścizna. I choć nie wiem o żadnym powstańcu styczniowym z rodziny, to stawiam lampkę poległym 736 powstańcom, ale także kilkudniowym dzieciom, którym nikt już światełka nie zapali i na ich groblach jest ciemno - stawiam im swiatelko, bo nawet po śmierci człowiek nie powinien być porzucony.
Faktycznie niezły z Ciebie włóczykij cmentarny, ale też posiadający wiedzę na temat. Lubię te, w których większość to stare nagrobki położone na zalesionych wzgórzach... Ogólnie jestem za minimalizmem: płyta upamiętniająca, żywe kwiaty i świeca... Za prostotą Współczesne nagrobki bywają często udziwnione, czasem monstrualne, a tak naprawdę podobne do siebie, obstawione plastikowymi kwiatami...
Zawsze bardziej mnie wzrusza jeden kwiat położony na grobie i palący się płomień, niż najbardziej wymyślne kompozycje. Tak jak donica z chryzantemami niż wymyślna wiązanka...
Cmentarz to dla mniej miejsce pochówku najbliższych, znajomych... i nic więcej. Miejsce, o które trzeba zadbać. Bo jest. I nie chodzę tam dla zmarłych, ale dla siebie, Bo to oprócz tej pamięci, którą ma się w sercu i w myślach ostatnia nić łącząca...
Nie wyrzucam już zniczy, nie chcąc mieć ich za dużo przy grobie Mam, kupuję wkłady i stawiam na tych grobach, na których nie ma żadnego i zapalam. Daję im drugie życie, bo nie ma na tym cmentarzu zniczodzielni, więc szukam gdzie mogę postawić.
Ja bym czytała, tak ciekawych rzeczy nigdy za dużo.
Dla mnie Święto Zmarłych to raczej dzień spotkań rodzinnych. Na zadumę i "rozmowę" z bliskimi, którzy odeszli najlepszy czas jest wtedy, gdy na cmentarzu nie ma dużo ludzi. Dlatego lubię sama porządkować groby, wtedy taka 'łączność' z najbliższymi jest prosta i naturalna i mnie jest bardzo potrzebna.
Pouczający wpis :) a jeden z cmentarzy przez Ciebie odwiedzam dość często, bo mam tam pochowanych kilku dalszych krewnych - cmentarz przy ul. Lipowej w Lublinie :)
Żyjemy tak długo aż trwa pamięć o nas.
Z zainteresowaniem obejrzałam zdjęcia cmentarza tatarskiego i islamskiego, bo nigdy ich w naturze nie oglądałam. Opisy bardzo ciekawe, czuję niedosyt, możesz temat "pociągnąć" dalej.
Wspaniały wpis.Mogłabym czytać bez końca. Ciekawe tradycje
. Moi dziadkowie a raczej babcie to umiały rozprawiac o duchach
Największe opowieści były przy skubaniu pierza.Male sprostowanie,KK dopuszcza pochówek zmarłych skremowanych i samobojcow .Jest identycznie i nie ma pochówku samobójcy pod płotem
Pozdrawiam i czekam na jeszcze.
Może po prostu nie ma komu zadbać już o te groby? Lubię spacerować po cmentarzach ale nie oczyszczam cudzych.
Jest coś takiego jak moda cmentarna, sztuka cmentarna i cmentarny kicz. Tego pierwszego i ostatniego najwięcej, ale o gustach nie dyskutuje. Każdy jakoś tam widzi te swoją rolę w upiększaniu miejsca pochówku bliskich, póki nie przekroczy pewnej granicy, jestem w stanie nie wypowiadać się. Na "swoje" groby zanioslam żywe chryzantemy drobnokwiatowej i po szklanym prostym zniczu.
A jakbyś zobaczyła chorwackie groby, to dopiero byś się zdziwiła. Przesyt kolorów i ozdób.
A południowoamerykańskie znane nam z tv? Tam to dopiero szaleństwo:)
To tylko u nas jest to święto listopadowe, w innych krajach albo wcale go nie ma, albo jest np. w sierpniu (Japonia) albo przypada na dzień urodzin lub śmierci zmarłego. Ale skoro jest, to korzystajmy z okazji wspominania bliskich zmarłych i gośćmy się z żywymi:) Jedno i drugie na dobre nam wyjdzie.
Akurat niego z rodziny tam nie mam, ale zdarzyło mi się zwiedzać.
Niby po śmierci powinno nam być wszystko jedno, ale póki żyjemy, możemy wpłynąć na to, jak długo będą nas pamiętać:)
Dziękuję. Może jeszcze nadarzy się okazja.
Kurcze a myślałam że tylko ja mam takie "zboczenie" i odwiedzam cmentarze? Kiedyś nawet na wagary zdarzało mi się chodzić na cmentarz. We Włoszech też odwiedzam cmentarze i dowiaduję się jak to u nich wygląda. Ta sama wiara a pochówki jednak troszkę inne... Szczególnie ze względu na brak miejsca to chowanie "piętrowe".
Na stronie www jednej z parafii przeczytałam, że osoby skremowane i samobójcy owszem chowani są na cmentarzu, jeśli pełni on jednocześnie rolę komunalnego. Jeśli jest tylko przykościelny to zazwyczaj odmawiają. I jeszcze, że w czasie ceremonii pogrzebowej nie ma pełnego rytuału, jak przy "zwykłym" zmarłym czyli nie ma pełnego kościelnego pogrzebu. Może co parafia, to inna interpretacja. To za Jana Pawła II dopuszczono chować samobójców przez duchownego, wcześniej było to zakazane w Prawie Kanonicznym.
Obecne prawo kościelne nadal mówi, że można odmówić pochówku samobójcy, jeśli był zdrowy na umyśle i popełnił w pełni świadomy grzech odebrania sobie życia oraz jeśli był antyreligijny.
Prawo kanoniczne mówi też:§ 3. Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej.
Oraz:Kan. 1184
§ 1. Jeśli przed śmiercią nie dali żadnych oznak pokuty, pogrzebu kościelnego powinni być pozbawieni:
1. notoryczni apostaci, heretycy i schizmatycy;
2. osoby, które wybrały spalenie swojego ciała z motywów przeciwnych wierze chrześcijańskiej;
. inni jawni grzesznicy, którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego zgorszenia wiernych. - do tej grupy należą samobójcy.
Ale ponieważ pogrzeb to kasa, to opinia publiczna, a samobójca zazwyczaj zamachnął się na życie w depresji i załamaniu, to ten przepis robi się martwy. I bardzo dobrze.
Hihi w zamierzchłych czasach też chodziłam z koleżanką wagarować na zabytkowym cmentarzu:))
Ani ja ich nie sprzątam. Na cmentarzach na których chodzę jest Towarzystwo opieki ad grobami i oni się tym zajmują. Ja natomiast stawiam lampki w listopadowe święto tam, gdzie nikt ich nie postawił.
A za uprzątnięcie kirkutu w gminnym miasteczku odpowiada gmina, ale ona nic nie robi. W miasteczku przed wojna było 80% Żydów, w czasie wojny Niemcy założyli getto i Polacy bardzo aktywnie pomagali im wywozić Żydów do obozów koncentracyjnych. To są potwierdzone przez historyków fakty. Synagogę zburzyli i rozkradli Polacy po wojnie, do gołego placu, na którym założyli targ bydlęcy. Kilka macew tylko dlatego na kirkucie zostało, że porósł je las. Odkopali w latach 80-tych z wielką niechęcią i jest teraz z nimi wielki "kłopot". One są, ale wszyscy udają, że ich nie ma. Miasteczko gminne, teraz to już właściwie bez praw miejskich, występuje nawet w literaturze judaistycznej, w kilku książkach dzieje się tu akcja powieści znanych żydowskich pisarzy.
Ale elaborat! Przeczytalam od deski do deski, bo mnie tez sprawy obyczajów i kultur rozmaitych interesuja, W koncu mieszkam w spoleczenstwie wielokulturowym. Oczywiscie wiele zwyczajów, takze tych zwiazanych ze smiercia i pochówkiem znam, ale kilka bylo dla mnie nowoscia. To chowanie zwlok na takiej glebokosci, aby zmarly mógl usiasc. Niesamowite.
Co do odmowy pochówku (katolickiego), nie wiem, jak to obecnie wyglada w Polsce, bo wiem, ze kiedys samobójców ksiadz nie pochowal, ale tutaj nie ma takich sytuacji, samobójstwo podlega pod chorobe psychiczna, czyli czlowiek byl chory i na te chorobe umarl, co w sumie jest faktem, i ksiadz celebruje pogrzeb ze wszystkimi fanfarami.
Piszesz: "jesli byl zdrowy na umysle". Takowy chyba raczej nie odbiera sobie zycia, wiec nawet jesli nie mozna powiedziec, ze dzialal pod wplywem wieloletniej, udokumentowanej depresji, to jednak byl chory, przynajmniej w tym momencie.
Starałam się możliwie skrócić i nie pisać wszystkiego, co mi się cisnęlo na myśl i na klawiaturę:)
A zmarły musi mieć dość miejsca, żeby usiąść, coby się nie walnął głową w płytę, jaka mu grób zakrywa. Przecież w dniu Sądu od pozycji leżącej do stojącej od razu nie przejdzie, najpierw musi usiąść:))
Za polskiego papieża się zmieniło, ze ksiądz chowa samobójcę, ale jeśli w opinii publicznej nie był wystarczająco wierzący, ale za to był mocno grzeszny albo zabił się z pełną świadomością, to może odmowic.
Zdrowy na umyśle to taki skrót myślowy, w sensie, że świadomie zaplanował i zrealizował samobójstwo bez choroby. No i tu jest kwestia interpretacji: jak na nieboszczyku sprawdzić czy miał zdrowa czy chora psyche, bo nie każdy samobójca się leczył. Zapis wykluczający w prawie jest, lecz przypuszczam, że obecnie podchodzi się do niego liberalnie i nie ma o co kruszyć kopii.
Po co heretykowi albo apostacie katolicki pogrzeb? I w ogóle co ma zmarły do pogrzebu? Tylko rodziny żal, jeśli chciałaby mieć pogrzeb z księdzem. Na szczęście są teraz (w dużym mieście) piękne świeckie ceremonie pogrzebowe.
Teoria teorią, a praktyka swoje - tak mi się nasunęło, czytając o tych różnych zwyczajach pogrzebowych.
A na przykład cmentarze na Sycylii, to miasta umarłych. Ziemia tam skalista, więc chowa się zmarłych w okazałych "domach", czasem piętrowo. Podobnie w Portugalii. Dziwne wrażenie - białe domki bez okien. Też miałam pomysł fotografowania dziwnych cmentarzy, ale jakoś nie doszłam do tego.
W Palermo, znajomy ksiądz zaprowadził nas do dość strasznej nekropolii: katakumb przy klasztorze, gdzie najpierw chowano mnichów, a suche powietrze balsamowało ich ciała. Potem nastała "moda" na chowanie w owych podziemiach bogatych mieszczan z Palermo, już specjalnie balsamowanych. Świat zastygłych ludzkich zwłok. Żeby znaleźć pozytywy tej, w sumie niechcianej, wycieczki, patrzyłam na stroje mumii, piękne, bogate, z epoki (ostatnie zwłoki zabalsamowano w latach 40- XXw.). Silne przeżycie, dość makabryczne jednak.
To prawda, że pogrzeb i cmentarz potrzebny jest żywym. Płyta nagrobna, rzeźba, ozdoby... Namiastka bliskOsci ze zmarłym, miejsce spotykania go po śmierci. Miewierzacemu wszystko jedno co się z nim stanie, ale jego rodzinie nie. Też chcielibyi mieć ceremonię, zdjęcia z pogrzebu i płytę z imieniem zmarłego.Miejsce, gdzie mozna mu postawić świeczkę.
Jak napisałaś o tych muumiach to mi się przypomniał kościół na Kerkyrze, gdzie wa małej szklanej trumience są wystawione na widok publiczny zasuszone zwłoki jakiegoś świętego, czarne i skurczone w rozmiarze dziecka, a kolejka wiernych stoi, aby złożyć na nich pocałunek. Na szczęście przez szybę. Makabryczne.
Bardziej do mnie przemawiają te amerykańskie, przynajmniej z filmów. Trawa i niewielka płyta upamiętniająca. Tak, każdy ma swoją wizję i nie nam to oceniać. W życiu nie ulegam za bardzo modzie, hołdując klasyce, więc cmentarna również jest mi obca... 😉
Dziękuję za ten bardzo ciekawy wpis i nie mam nic przeciw aby był ciąg dalszy.
pokusiłaś się o stworzenie porządnego kompendium wiedzy. fantastyczny zbiór informacji.
też lubię zwiedzać cmentarze. wyszukuję interesujące inskrypcje, przedwojenne daty, nietypowe pomniki. uspokaja mnie ich spokój i atmosfera
Może przy innej okazji pokusze się;)
Pozdrawiam
Na świecie jest tyle ciekawych rzeczy, aż szkoda, że życie trwa tak krótko i nie jesteśmy w stanie zaspokoić swojej ciekawości i głodu wiedzy.
Cmentarze bywają piękne, można tam znaleźć i dzieła sztuki i szmirę, i ciekawe cytaty:)
Zawsze kiedy tylko mam czas w jakimś nowym miejscu lubię zaglądać na cmentarz. To kopalnia historii. Twój przegląd wspaniały. Sporo opowiadałam o włoskich zwyczajach pogrzebowych więc już się nie powtarzam. A też są ciekawe. Serdeczności.
To będę dziś wieczorem buszować po Twoim blogu szukajac informacji na ten temat:)
Z ogromną ciekawością przeczytałam Twój post, dowiedziałam się wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Te wszystkie tradycje i obrzędy są bardzo ciekawe i tak różne. Bardzo lubię stare cmentarze, mają niesamowity klimat.
Pozdrawiam serdecznie, Agness :)
Polska jest jednak krajem jednokulturowym, niewiele wiemy o innych nacjach. Sami mamy bogata kulturę, ale ludność napływowa także i mnie osobiście bardzo imponuje, jeśli zachowują swoje tradycje i obrzędy.
Obawiam się ze nie znajdziesz. Bo blox i DTS juz nie istnieje. Moze w ksiazkowych wspomnieniach jeszcze są.
Szkoda
Ja ogólnie nie lubię cmentarzy,jeżeli muszę to nie jestem tam długo.Stare cmentarze te zaniedbane są smutne i dziwie sie że nikt tego nie dopilnuje.Dlatego daleka jestem od chowania do ziemi..Bo jak już nie ma kto przy tym robić ,to pozostaje tylko zarośnięty trawą. No ale w każdym kraju jest inaczej.Historia cmentarzy też ma swoje prawo .Ja to szanuję.Ale bardzo podoba mi sie w Szwecji..czysto,bez ciasnoty,kremowanie zwłok jest chyba najbardziej wygodne do pochowku.Ile to trzeba miejsca na cmentarzu ,do tej pory w Polsce nadal płyty..chyba przewaga większa od kremacji.Ale wszystko zależy od nas samych jak i gdzie.Pozdrawiam.
Opowieści o duchach i problemach z pochówkiem...kto ich nie słuchał ten chyba nigdy nie był dzieckiem.
Święto zmarłych jest jednym z moich ulubionych świąt. Może dlatego, że z dzieciństwa mam bardzo dobre wspomnienia z nim związane? Niewiele mieliśmy wtedy grobów. W zasadzie tylko jeden: ojca mojego ojca. Ale jakoś tak zawsze się tam spotykała cała rodzina. Pamiętam chłód. Przytupujących dorosłych i nas, dzieciaki kręcące się wokół grobów. Gasiliśmy i zapalali znicze i świece. Myszkowaliśmy po innych grobach w poszukiwaniu zgasłych zniczy by móc je zapalać. Taka zabawa ogniem i zapałkami, zakazana na co dzień. Wtedy jeszcze nie było tych plastikowych zniczy, były gliniane miseczki wypełniane woskiem lub stearyną. A po mszy na cmentarzu wszyscy szli do nas do domu, bo było najbliżej. Było gwarnie, wesoło, ciepło.
Pewnie dlatego tak kocham to święto.
Niektórzy twierdzą, że stare cmentarze porośnięte drzewami, z krzyżami i rzeźbami to sam romantyzm. O ile śmierć może być romantyczna. Cmentarze klasyczne są bardziej swojskie choć jednocześnie odwiedzający pokornieje, ścisza głos, pogranicza ruchy. Taki cmentarz wzbudza szacunek. Te parkowe, w typie amerykańskim są odpersonalizowane, dalekie od śmierci, tak jakby człowiek nie chciał jej przyjąć do wiadomości i próbuje zlekceważyć. Ale każdemu może podobać się co innego.
Tak było:) Pamiętam jeszcze świecę paloną przez mamę na parapecie okiennym w wieczór poprzedzający 1 listopada. Nie kładliśmy się spać, póki się nie wypaliła. To namiastka dawnego zwyczaju, gdy świecąc świeczkę wskazywano zmarłemu drogę, bo wierzono, że w nocy odwiedza swój dawny dom. W niektórych rejonach wystawiano także miskę z wodą i ręcznik, aby duch umył się po podróży z zaświatów:)
Ciekawe rzeczy napisałaś. Dziękuję! Poczytałam i obejrzałam. To dobra robota! Zdjęcia dla mnie niektóre bardzo egzotyczne, nie widziałam jeszcze cmentarza muzułmańskiego.
Witaj Kierowniczko
Dziękuję za tą ciekawą wycieczkę.
Ponieważ u mnie nadal listopadowe nastroje, to również Tobie polecam słowa:
Ciesz się, że słońce zwycięża słotę
i świat jak jabłko w dłoniach trzyma.
Bowiem po dniach jesieni złotej
nadejdzie skuta srebrem zima.
Jan Kasprowicz
Pozdrawiam ciepło
Z tego co wiem, są także w Polsce, największy w Warszawie.
Nie, nie, nie.. Jeszcze na zimę skutą lodem się nie zgadzam:)
A pozat dziękuję i pozdrawiam!)
Ale nazbierało Ci się tych cmentarzy. Domniemam, że wszędzie tam byłaś. Ja też często zagladam na cmentarze. W końcu kiedyś tam trafię na zawsze.
Prześlij komentarz