niedziela, 1 grudnia 2019

Cuda, panie, cuda...

Nie wiem sama, kiedy minęły te dwa tygodnie od mojej poprzedniej tu obecności. Jakoś czas się skurczył. Najpierw było przeżywanie nowych pracowych obowiązków, praca na dziwne zmiany (czytaj: na 7.00 rano), praca po 10 godzin,  kilka dni pobytu u mnie najstarszej wnuczki (samej, bez mamy z odprowadzeniem i przyprowadzaniem z przedszkola po pracy), jeszcze jakieś dokupywanie drobnych sprzętów do domu, szkolenie pracowego narybku... a przecież musiałam się do tego choć trochę przygotować... ufff...  dziś pierwszy wolny w całości dzień. Musiałam odespać ten tydzień i wczorajszy dzień. Upiekłam sobie w południe muffinki na śniadanie, bo mi się marzyły do kawy, objadłam się, to trzeba było spalić razem z wczorajszymi procentami. Dwie godziny szlajania się po lesie z kijkami. Mało. Tylko dzięcioły i ja. A na obrzeżach dziesiątki wróbli. Widać spodobało im się dzisiejsze słoneczko i brak wiatru. W nocy był przymrozek, auto zostało na dworze na noc, rano miało wszystkie szyby zamarznięte. Zima idzie. Trudno mi to przyjąć do wiadomości.


Andrzejki bez żadnego Andrzeja, same baby. Każda okazja dobra, żeby się pochichrać. Poszłam spać o 2.30.  Na stole zostały niedopite butelki z winem, pusta karafka po nalewce i wypalone świece. Nie, nikt sobie nie wróżył:)
Dawno dawno temu... kiedy nawet jeszcze nie miałam 30-tki robiliśmy sobie prywatne andrzejki z kolegami i koleżankami w pracy. Firma dawała nam salę za friko, organizacja należała do nas. Zrzucaliśmy się po parę złotych, kupowaliśmy co się dało do jedzenia, ktoś coś przynosił z domu, oczywiście chłopacy alkohol i bawiliśmy się. Na, fajnie było:) Tańczyliśmy przy muzyce z magnetofonu, rodziły się sympatie, czasem nawet ktoś się upił, ale rzadko - zazwyczaj było spokojnie i wesoło, były nawet wróżby, bieganie boso z butami w rękach do drzwi, losowanie karteczek i inne takie tam wymysły... byle dobrze się bawić. To były inne czasy... teraz pracodawca za chiny ludowe nie pozwoliłby wejść na teren po godzinach i jeszcze na dokładkę pić alkohol:)


W drodze do i z pracy chrupię jabłuszka i słucham "Kultu" Łukasza Orbitowskiego. Rewelacyjna książka. Czasy PRL-u i cud w Oławie, kto pamięta:)? Tutaj info o "cudzie": https://gazeta-olawa.pl/historia/77955-cud-na-dzialkach/ Wiele historii tu zawartych jest też w książce, choć nie jest ona wiernym opisem rzeczywistych wydarzeń. Autor bazuje na autentycznym wydarzeniu, ale opowieść jest częściowo wymyślona z wykorzystaniem sytuacji "okołocudowych", podobnie jak bohaterowie książki. Naprawdę uśmiałam się. Z ludzkiej naiwności i głupoty,  z sekty, którą tworzyli, ale także z PRL-owskiej rzeczywistości, która w tamtym momencie nie była wcale śmieszna, ale teraz z dystansu człowiek się zastanawia, jak mógł wtedy nie widzieć pewnych rzeczy.  Choć szanuję uczucia religijne innych, to w tej sytuacji trudno mówić o takich uczuciach, bo dominuje tu głupota i sekciarstwo.  Orbitowski przedstawił domniemamy "cud" z humorem, ale także z uczciwym opisem ówczesnych realiów. Wykorzystuje także w opisanej historii zasłyszane plotki o prawdziwym "uzdrowicielu". Czasem było jak w kabarecie, a czasem żałośnie, a nawet tragicznie. Mimo, że to Jaruzelski powiedział, że "każdy ma taki cud, na jaki zasłużył", to w tym wypadku się nawet zgodzę:)) Polecam książkę ludziom o otwartych umysłach i umiejącym zachować dystans do tematu. To nie jest książka dla dewotek i kościółkowych babek, ale tu raczej takie nie przychodzą, więc śmiało zachęcam do przeczytania:) 

Kiedy byłam dzieckiem, jakoś częściej zdarzały się różne "cuda", a to krzyż pojawił się na niebie, a to twarz MB na oknie, a to Jezus w koronie na pniu drzewa, jakieś tajemnicze światła i dzwony kościelne, które "same" zadzwoniły... ciekawie było:) Teraz żadnych cudów. Bogu się znudziło czy zmądrzeliśmy:)?

Ps. Poniedziałek 22.20  Przyszła zima. Jest biało. Na drodze dojazdowej do posesji małe zaspy.  Biała jest nawet droga wojewódzka, jeżdżą spychacze, a kawalkada aut porusza się z prędkością ,60 km. 

34 komentarze:

kobieta w pewnym wieku pisze...

Grzesznym się cuda nie ujawniają. Hahaha. A swoją drogą miło powspominać, chociażby dawne andrzejki.

Skarlet - notatki z życia i podróży pisze...

Nie słyszałam o tym cudzie. Jak dobrze, że zamieściłaś link. :) I ta rozmowa w Urzędzie... Jak doszłam do tego momentu: – Ale może Matka Boska nie wie, że tam jest już lokalizacja wyznaczona. A pan nie może rozmawiać z Matką Boską i powiedzieć, żeby... - przerwałam, żeby Mężowi przeczytać od początku.
Nie chciałabym nikogo obrazić, ale ten stenogram brzmi trochę jak tekst kabaretowy.
Zainteresowałaś mnie tą książką. :)

kotimyszkot pisze...

Teraz ani Andrzejek w firmie, ani bliższych relacji, że o wesołości nie wspomnę.. Dużo masz pracy, więc miło że poza nią fajne spotkania i dobra książka. Świąteczny grudzień jeszcze szybciej zleci 😉

Zielonapirania pisze...

Aaaa... to wszystko wyjaśnia, do świętości nie aspiruję:)

Zielonapirania pisze...

Tak przypuszczam, że jaki był odbiorca pytań, taki nadawca - musiał się dostosować do poziomu:) Ale Orbitowski rozprawia się także z tymi, co te pytania zadawali, bo normalności w relacjach urząd - petent to wtedy nie było.

Zielonapirania pisze...

Też tak przypuszczam, bo i wyjazd się jakiś kroi, bardzo proszę o trzymanie kciuków, ponieważ wybieram się na kilka dni w połowie miesiąca na Białoruś. Zbiera się dopiero grupa, jak nie wypali będę bardzo rozczarowana...

iksinska pisze...

jechałam z mamą autokarem całą noc do tego cudu :D
mała byłam i do dziś nie wiem, o co chodziło,
na tych działkach działy się dantejskie sceny, tłumy ludzi, problem z miejscem do sikania ;D

Lucy pisze...

Zapomnialas o Jezusie na grzance ;)
Pamietam te cuda w Olawie, calkiem niedaleko mieszkalismy wtedy, ale nie pojechalismy tam, to bylo po prostu za gluupie, w zimie, i jak Iksia pisze, dantejskie sceny; za to sasiadka pozyczyla nam kasete z nagraniem woli MB ;)
U nas andrzejki sa kompletnie nieznane. Za to w Adwencie wiele atrakcji.

Fuscila pisze...

W cuda to ja nigdy nie wierzyłam, chociaż dwa razy w życiu byłam skłonna dać wiarę stwierdzeniu, że " są rzeczy na ziemi i niebie, które się nie śniły filozofom!". Ale jak to ja, skłonna raczej byłam myśleć, że to projekcja mojego umysłu!
Oglądając film, zamarzyła mi się zima taka, jaką pamiętam z wczesnego dzieciństwa. Właśnie tak niewiarygodnie pełna śniegu błyszczącego w słońcu!

Anna K. Olszewska pisze...

Jako ciekawostkę, opowiem Ci jakie podejście do tych spraw ma szef w pracy mojego męża. To firma prywatna i rządzi się swoimi prawami, a szef też niczego sobie. Co roku urządza wigilie pracowniczą w restauracji i zawsze do tego jest alkohol, wszystko na koszt firmy. Rok temu pracownicy umówili się, że razem pojadą (bez okazyjnie) napić się w górskiej chacie (też byłam. Potem zjeżdżaliśmy z góry w nocy na sankach, odlotowa sprawa). Gdy szef się o tym dowiedział, był niepocieszony, że już po fakcie i stwierdził, że przynajmniej odda im za busa (był wynajęty), bo mu głupio, że pracownicy spotykają się "pokątnie".

Cudów nie ma? Cóż, wydaje mi się, że to nie Bóg za tym stał, a nasza wyobraźnia i być może pragnienie co poniektórych. ;)

Pola pisze...

Jakoś ostatnio natrafiam tu i ówdzie, na wspomnienia z czasów PRL-u. No coż, pamiętam te czasy, z dzisiejszej perspektywy koszmarne, ale wówczas była to zwykła codzienność i nikt nawet nie marzył o niczym wyjątkowym. Dzisiaj wspomina się te czasy z sentymentem ale tylko z tęsknoty za swoimi młodymi latami... A w takie cuda nie bardzo wierzę...

Bożena pisze...

Próbowałam przeczytać do końca ten dialog Roskosza z Domańskim i nie podołałam, mimo że zwykle z ciekawości chłonę takie przypadki. Np. Radio Maryja zdarza mi się podsłuchiwać. Naprawdę ciekawe doświadczenie.A po drugie to: Marzy mi się impreza w babskim gronie, żadnych mężczyzn! Takie imprezy mają niepowtarzalny klimat i kobiety umieją pić, a nawet jeśli się upiją to są bardziej strawne niż pijani mężczyźni.

kotimyszkot pisze...

Trzymam kciuki w takim razie bardzo mocno :)

Zielonapirania pisze...

Widać te tłumy na archiwalnych zdjęciach. I autor w książce też o tym mówi, i o tych zapaskudzonych działkach i drogach. A cała ta historia trwała latami, aż dziwne, że ludzie wierzyli taki szmat czasu w jakieś objawienia w starej altanie.

Zielonapirania pisze...

No nie rozśmieszają mnie tą grzanką:) A kadeta była z pociągiem w tle czy bez:)?
Ze świąt towarzyskich listopadowych były jeszcze kiedyś "katarzynki".

Zielonapirania pisze...

Ok. Niech napada, byle szybko, i zaraz niech przestanie i nie topnieje. Służby sprzątną drogi do czarnego asfaltu, mrozik 5-6 stopni, słoneczko, bezwietrznie i ... Trwaj zimo:)

Zielonapirania pisze...

U nas w pracy za dużo ludzi, żeby coś fajnego razem zrobić, mało się znamy i każdy sobie rzepkę skrobię, a znajomych ma poza pracą.

Zielonapirania pisze...

PRL rzadko wspominam, a jeśli już to niewiele i raczej bez sentymentu. Owszem, niektórzy mówią, że im wtedy było lepiej, ale ja nie chciałabym, aby cokolwiek się powtórzyło. Zdecydowanie wolę obecne czasy z tymi wszystkimi problemami . i wariactwami. PRL niech zostanie we wspomnieniach, tylko te dobre momenty, bo i takie były a resztę niech ogarnie zasłona zapomnienia:)

Zielonapirania pisze...

Rzadko spotykam się w takim gronie, żeby byli faceci - chyba, że z rodziny, to tak. Ale jeśli koleżanki, to same baby:) Bez względu jednak na towarzystwo nie lubię, jak się dużo pije. Zazwyczaj jest to degustowanie słabych trunków:) Ja sama pije bardzo mało i nie mam litości dla nadużywających, więc takiej wódki to u mnie nie uświadczy.

Italia Mini pisze...

Kurcze jakoś odkąd nie mieszkam w Polsce to i imprezy Andrzejkowe mi się skończyły. Chyba w przyszłym roku się postaram i ja coś zorganizuję.
Co do czasów PRL-u to ja wtedy dziecko byłam, inna perspektywa, inne problemy ... A czasy obecne, są fajne.

Zielonapirania pisze...

I w Polsce już się nie świętuje tak jak kiedyś, ale każda okazja dobra, żeby się spotkać.

gordyjka pisze...

W rodzinnym Mieście zaliczyłam taki cud, cudaczny...Na szybie się MB pojawiała, tłumy wystawały całe dnie, MO pilnowało...Wszyscy mieli zajęcie...;o)
Andrzejki to mam co roku z przytupem...;o)

Zielonapirania pisze...

Ludzie chyba wtedy potrzebowali jakiejś nadziei na lepsze jutro. Teraz sami sobie to.jutro budują nie oglądając się na cuda:)

Ismena pisze...

A do mnie zima nie przyszła.
Pozdrawiam adwentowo i życzę Tobie aby dobre myśli rodzące się w głowie zawsze do Ciebie docierały...

Zielonapirania pisze...

Co się odwoławcze to nie uciecze:)
I wzajemnie, złe myśli nie mają dostępu, tylko optymistyczne i dobre. Szkoda czasu na zamartwianie się.
Pozdrawiam

agatek pisze...

Najważniejsze że coś się dzieje. :)

Frau Be pisze...

Ojjj...
Słuchanie książek to jak picie kawy z solą.

roksanna pisze...

Uwielbiam babskie spotkania, od lat organizujemy kilka zlotów czarownic w roku, nie licząc takich spontanicznych spotkań.
W naszej rodzinie jest taka historia obrazu, który wisiał na ścianie i był widoczny przez okno witrynowe, bo dziadek był rymarzem. No i się objawiła Matka Boska, więc ludziska przychodzili, klękali, modlili się.

Zielonapirania pisze...

No właśnie, niby nic spektakularnego się nie dzieje, ale nawet nie mam czasu pobiegać po blogach

Zielonapirania pisze...

Taaa.. a spróbuj czytać z papieru podczas jazdy samochodem, przy sprzątaniu lub etc:))

Zielonapirania pisze...

Te moje spotkania z kobietami to jednak takie bardziej okazjonalne,nic stałego..
A ten obraz to trzeba bylo przewiesic:) i byłoby po cudzie.

Frau Be pisze...

Nie próbuję - po prostu wzdycham aż firanki łopoczą i rozstaję się z książką na chwilę lub trzy...

Michał pisze...

Witam.
Jestem z tych, co w cuda nie wierzą.
Lubię jednak te cuda wianki i takie tam bajanie dla grzecznych dzieci.
Jutro mam spotkanie wigilijne w profilaktyczno-terapeutycznym gronie. Bezalkoholowe oczywiście.
Ale co sobie poję, to moje.
I niech nam gwiazdka wigilijna zaświeci, choć zimy u mnie nie ma. Ot takie jesienne klimaty.
Pozdrawiam i zapraszam.
Michał

Zielonapirania pisze...

U mnie też już dawno po zimie i piękna wiosna nastala:)

Prześlij komentarz