"Nie mają chleba, niech jedzą ciastka". Chyba każdy zna ten cytat. Rzekomo powiedziała to Maria Antonina, ale jak mogła to powiedzieć, gdy w czasach Rousseau (który to zdanie rozpropagował) miała zaledwie 10 lat ? Powiedziała to Maria Leszczyńska, to ona wtedy była żoną Ludwika XV. A dlaczego to powiedziała ? Bo we Francji był taki przepis, że jak zabrakło w piekarniach chleba, który był najtańszym pieczywem, to piekarz był zobowiązany po takiej samej cenie sprzedawać pozostałe wyroby, w tym słodkie bułeczki i ciastka. To tak przy okazji...
Obecnie chleb nie jest za bardzo tani, a i brakuje go często. Nie mówię tu o tym pieczywie z proszku, pieczywie z mrożonego ciasta, wyglądającym i smakującym jak gąbka lub trociny. Z nostalgią wspominam osiedlowy mały targ, gdzie były dwie budki z prawdziwym chlebem i prawdziwymi bułkami. Biegaliśmy rano po słodkie rogaliki na śniadanie, z prawdziwego drożdżowego ciasta, nadziewane dżemem lub czekoladą, po prawdziwy chleb zwany wówczas "staropolskim". Potem jeszcze gdzieś spotkałam tę nazwę, ale to już nie był ten chleb. Jaka byłam szczęśliwa, gdy w jednym z marketów znalazłam inny ciemny chleb, pieczony od początku w ich włassnej piekarni, z prawdziwych produktów, a nie z proszku. Pieczono go w prostokątnych formach, każdy po 1,5 kg. Mógł leżeć ponad tydzień, nie pleśniał, nie wysychał i nadal był smaczny. 1,5 kg to dla mnie za dużo, więc dzieliłam chleb na dwie lub trzy części i oddawałam córce i synowi. Tylko, że oni wolą bułki:) Któregoś dnia z zadowoleniem zauważyłam, że sprzedają ten chleb po polówce. Cały za 5,50 PLN, połówka za 4 PLN. Dziwna matematyka, ale gotowa byłam zapłacić jeszcze więcej za te pół bochenka, bo wszystkie inne chleby wydawały mi się jak z waty. Podkusiło mnie jednak pójść do biura obsługi marketu, pochwalić chleb i skrytykować politykę cenową oraz tę dziwną matematykę. Za jakiś czas otrzymałam z dyrekcji marketu pismo z informacją, że mam rację, tak powinno być, że pół chleba kosztuje pół ceny całego bochenka. Kiedy następnym razem podeszłam do regału z owym chlebem, połówka kosztowała 4 pln, a cały 8 pln:) Tak oto przyczyniłam się do wzrostu cen chleba:))
Ponieważ w pewnym momencie przestało mi być po drodze do tego marketu, cierpiałam nadal z powodu braku odpowiedniego pieczywa. Bo ja za bułkami za bardzo nie przepadam, Owszem, czasem zjem, jak na przykład ostatnio, gdy otworzyłam słoiczek dżemu poziomkowego własnej roboty. Z bułeczką i gorącym mlekiem na śniadanie - jak danie królewskie:) Piekę czasem drożdżowe słodkie bułeczki albo zwykłe bułki z ciasta na pizzę, gotowe mrożę i jak mam na nie ochotę, wkładam na chwilę do gorącego piekarnika - wyjmują pachnące i świeże oraz ciepłe, co dla wrażeń kulinarnych też nie jest bez znaczenia.
Wiosną ubiegłego roku otworzyli nam na obrzeżach pobliskiego miasteczka nowy sklep spożywczy jednej z sieci, do których w mieście nawet nie zaglądam, jeśli mnie mocno jakaś potrzeba nie przyciśnie, bo są ciasne, produkty są drogie i niezbyt dobrej jakości. Natomiast nasz miejscowy sklep to całkowite zaprzeczenie tej opinii. Jest bardzo dużo owoców i warzyw, świeżych i smacznych, duży wybór lodów:)) i wielkie stoisko z pieczywem produkowanym przez miejscowe wiejskie piekarnie. Tu znalazłam swój chleb razowy, a nawet kilka. Z siemieniem lnianym. Z wiśniami! Z żurawiną. A także bez dodatków. Prawdziwy, z prawdziwych produktów, nie mrożony. W rozsądnej cenie. I pyszna piekarnicza galanteria: bułeczki, drożdżówki, pączki - akurat tego zwykle nie kupuję, ale sam wygląd produktów cieszy oko i zmysły.
Czasem, gdy zapomnę kupić chleba, jem ciastka:) Na przykład dyżurne biszkopty z puszki z kawą inką na śniadanie albo odświeżone w piekarniku ciasto drożdżowe z zamrażalnika:)
Czasem chleb sama piekę. Przepis mam tak prosty, że prostszy być nie może, ściągnięty z jakiejś strony internetowej prowadzonej przez faceta, niestety nie pamiętam już jaki był adres. Ten jest najlepszy i najszybszy, a chleb wychodzi pyszny.
Potrzeba: 0,5 kg mąki, może być pszenna albo z dodatkiem żytniej (ja zwykle sporo jej dodaję),
1 opakowanie suchych drożdży, 1-2 łyżeczki cukru, 2 łyżeczki soli, 2 łyżeczki otrębów lub płatków owsianych albo jęczmiennych, 400 ml ciepłej wody, przyprawy lub dodatki według uznania.
Do upieczenie powyższego chleba wykorzystała kupiony kiedyś w torebeczce zestaw różnych ziaren do sałatek:)
Drożdże trzeba rozpuścić w ciepłej wodzie przez 5 minut i wlać do miski z wymieszanymi suchymi składnikami. Wymieszać drewnianą łyżką dość dokładnie, odstawić na 30 minut, przełożyć do formy keksówki, poczekać 10 minut i piec godzinę w temperaturze 180 stopni.
Prawda, że proste ? W sam raz dla mnie, bo ja lubię to co proste i nie uśmiecha mi się babrać w zakwasach i w cieście przez kilka dni, żeby upiec jeden bochenek.
Nie smakują mi zagraniczne chleby, z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę. Mimo, że klasyczny chleb to dla mnie podstawa pieczywa, za granicą jem raczej inne wyroby, różne burki, byrki, börki, boeregi, piroqi, pogacze i inne ciabaty. Czyli to, czego w Polszy nie mamy, a jest pyszne. Ze szczególną sympatią wspominam albańską piekarenkę, do której biegałam każdego ranka po byrki ze szpinakiem i brioshy, trzeba było wcześnie wstać, bo od świtu ustawiała się po nie kolejka.
A zagraniczny chleb, który mi smakował, kupiłam w Gruzji. Piecze się go w małych piekarenkach tylko z trzech podstawowych składników: woda, mąka i sól. Nie dodaje się żadnych spulchniaczy, a to, że ciasto przy pieczeniu chleba rośnie zawdzięcza się temu, że czeka ono trzy dni leżakując i nabiera przez to odpowiednich właściwości, ponadto musi być odpowiednia temperatura pieca. Ta beczka za panią to właśnie piec i zrobiona jest z gliny - nazywa się tone. Ciasto chlebowe wałkuje się cienko w taki podłużny kształt i przylepia do wewnętrznych ścian tego pieca, na dnie którego pali się ogień podsycany drewnem. Tak upieczony chleb nazywa się shoti.
Zdjęcie zrobiłam osobiście w piekarence przy wąskiej uliczce w Mccheta idąc do soboru katedralnego Sweti Cchoweli. Przy mnie pani na stole, co widać go z tyłu, uformowała chleb, włożyła do pieca, poczekałam aż się upiecze, potem mi go podała, zapłaciłam 1 lari i ... pożarłam go na ulicy, sam, bez niczego, był doskonały:)
Jak widać, jest znacznie tańszy niż chleb shoti, za jedno lari czyli niecałe dwa pln można kupić aż trzy bochenki. Nasz sanepid zaraz by zrobił porządek z takim stoiskiem piekarniczym, ale tu nikt się nie przejmuje kurzem lecącym na pieczywo. Zwróćcie uwagę na inne wyroby: te placki po 70 tetri po prawej na ladzie, upudrowane słodkie bułeczki w folii... kupowałam je codziennie i jadłam na śniadanie i kolację, są przepyszne. Pierwszą rzeczą jaką kupiłam w Tbilisi po wyjściu z pociągu była drożdżowa bułka-sąsiadka z delikatnego, mięciutkiego ciasta. Zjedzona wprost na ulicy z kubkiem kawy (tez kupionym na ulicy, w końcu nie było nawet godziny 7.00, oprócz targu wszystko było zamknięte:), jest dla mnie wspaniałym wspomnieniem z podróży. Tak jak doskonałe ciastka zjedzone w cukierni w Kutaisi. Jak czekoladowe gruzińskie cukierki kupione w małym sklepiku w stóp góry Mtatsminda, eh... ale mnie wzięło na wspomnienia...:)
Wracając do chleba. Znany jest już prawie 11 tysięcy lat. Stanowił podstawę żywienia człowieka przez wiele tysiącleci. To symbol dobrobytu, to element kulturowy i symboliczny w wielu religiach świata. Pierwsze chleby świata (nie mówię o plackach pieczonych w popiele) pieczono właśnie w takich piecach dzwonowych jak ten gruziński, w Babilonii, Asyrii, Egipcie, Izraelu, Grecji oraz cesarstwie rzymskim. Najstarszy chleb, jaki udało się odnaleźć archeologom, pochodzi z Krety, a jego wiek określa się na 6100 lat. Zakwas na chleb jest wytwarzany do dziś w formie niezmienionej od ponad 4000 lat. Statystyczny Polak zjada rocznie około 50 kg chleba, wciąż coraz mniej ( 2000 rok - 80 kg, 2008 - 61 kg, 2009 - 59 kg, 2011 - 55 kg). Ja zjadam chyba około 30 kg, biorąc po uwagę częstotliwość zakupu i wagę bochenka. Słowo "chleb" jest zapożyczeniem z języka starogermańskiego - hlaiba, starogockiego - hlaifs, staroislandzkiego - hleifr.
Życzę Wam smacznego chleba powszedniego:)


57 komentarzy:
Pamiętam jak co rano z ciotką szłam do małej piekarenki po jagodzianki jak był sezon. Ogólnie chleb wtedy miał piękny zapach i mógł dłużej poleżeć. Dziś po jednym dniu pleśnieje.
Ha ha ale historia z tymi cenami. No to zawojowałaś rynek. :D
Rzadko jem chleb, właściwie tylko na wycieczki zabieram jak nie chce mi się pichcić niczego innego. Kanapki najszybciej jest przygotować i najłatwiej spakować. Lubię pszeniczne pieczywo, ale dobrym razowcem nie pogardzę. Niestety większość jest jakaś taka... sucha i bez smaku. Kiedyś smakowały mi orkiszowe chleby, ale ceny wywindowali od kiedy ogłoszono, że orkisz jest super zdrowy i teraz kupują wszyscy co są "fit". Dziwna sprawa, bo jednocześnie wódka z orkiszu zdrożała. To też jest fit?
Kiedyś pracowałam w piekarni. Część asortymentu była wypiekana na miejscu, a część zaopatrywała piekarnia sieciowa. Ucinałam sobie częste pogawędki z piekarzami. Mówili, że dla swojej rodziny pieką chleby w domu, nigdy nie kupują, bo wszystko teraz jest z dodatkami chemicznymi.
Dziwię się, że jeszcze nie zatrudnili Cię w tym markecie. Takiego marketingowca mieć to skarb :))) Wszystko, aby tylko zadowolić klienta :)
Chlebek też pieke od wielkiego dzwonu. Nawet córka kilka razy poprosiła mnie, abym jej upiekła, kiedy szła w odwiedziny do przyjaciół. Robię wieloziarnisty na świeżych drożdżach, sama mielę ziarna żyta i pszenicy, a jak mi zabraknie, używam mąki z pełnego przemiału . Clebek na maślance. Na wierzch przyozdabiam różnymi nasionami układanymi w skośne pasy. Owijam w biały len grubotkany ( taki mi został, kiedy malowałam obrazy) i wkładam do podłużnego wiklinowego koszyczka. Na wierzch, np gałązka z rajskimi jabłuszkami. Gdzieś na moim blogu, chyba taką fotkę miałam...
Nie ma piękniejszego zapachu, jak świeżo pieczonego chleba, mniam...
Pozdrawiam serdecznie
Apetycznie wyglada ten Twój chlebuś. Skorzystam z przepisu.
Smacznego dla Ciebie😀 od 3 miesięcy nie jem żadnego pieczywa, ale wcześniej jadałam różne jak i piekłam. Do niedawna jesli juz jadlam to żytnie na zakwasie , ew.jakies ziarniste ciemne,teraz jestem wolna .
Ale jak potrzeba dla gosci to mam sprawdzone dwie piekarnie, gdzie jeszcze w miarę ok są chleby i bułki, w jednym na pół godziny przed zamknięciem można kupić większość za połowę ceny.
Pamiętam ten gruziński chleb, i to jak byliśmy zafascynowani jego wypiekiem. Piekarz prawie do połowy pochylał się we wnętrzu tego pieca, aby błyskawicznie przykleić, lub oderwać ten chleb od ścianki po upieczeniu! Aż ciarki przechodziły po plecach, że się nie spalił!
Gdy przeprowadziliśmy sie do MBD, zaczęłam piec chleb, i prawie ten sam przepis mam co Ty, tyle tylko, że daję jedynie czubatą łyżeczkę drożdży! Teraz, gdy już zostałam sama, rzadko mi się chce piec. No, chyba, że Progenitura poprosi, albo Goście przyjadą. Na wszelakie święta za to piekę bagietki, bo wszyscy je u mnie uwielbiają! Chciałam kiedyś zacząć wypiekać chleb na zakwasie, ale po przeanalizowaniu wszystkiego stwierdziłam, że dla mnie samej nie warto się w to bawić. Zresztą, od niedawna chleb gości na moim stole tylko 2-3 razy w tygodniu - po prostu kupuję w niewielkiej piekarni kilka kawałków, i już. Jak mam ochotę na dżem, to kupuję świeżą bułeczkę maślaną , wystarczy! :-)))
Chleb chyba nigdy się nudzi, mówi się nawet - oby nam nigdy chleba nie zabrakło!
Coraz trudniej o dobry chleb, my ciągle poszukujemy, bo bywa, że lubiany, nagle pogarsza swa jakość.
Obiecuje sobie , że na emeryturze zacznę wypiekać własny, kto wie?
Dobrego chleba z masełkiem nic nie zastąpi!
Jestem wielką smakoszką chleba. Bez niego nie wyobrażam sobie życia. Z tego powodu całuję go czasem po staropolsku...
Od kilku dobrych lat piekę chleb wyłącznie na własnym zakwasie i z bio mąki pszenno- żytni. Cymes...
Znam ten przepis na chlebek na drożdżach - piekłam go niedawno po raz pierwszy z przepisu od sąsiadki i czasami do niego wracam, gdy mam mniej czasu, aby wypiec chleb na zawasie. Bo na zakwasie piekę chleb już chyba od 5 lub 6 lat - cały czas utrzymuję swój zakwas :) Nic tak pięknie nie pachnie, jak dom pieczonym chlebem :)
Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna za ten przetestowany przepis :) Ile ja już prób pieczenia chleba podjęłam.. jak ten się uda, będzie w rodzinie radość wielka. Coraz trudniej o dobre pieczywo i też tęsknimy za dawnym chlebem. Smacznego :)
Przepiękna rozprawa o chlebie - moje uznanie.
A jeśli chodzi o chleb w Gruzji - to pamiętam smak tzw.lawasza - takiego dużego, płaskiego chleba.To był włąściwie taki płat chleba. Jadłam go na ulicach Tbilisi wiele lat temu.
Koło mojego domu powstała piekarnia gruzińska. Ale niestety nie zdążyłam nawet do niej zajrzeć, bo po kilku dniach ją zamknęli - podobno nie było żadnego zainteresowania.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Na codzień jem z lokalnych małych piekarni. Od lat przymierzam się do upieczenia własnego, raz już nawet zakupiłam odpowiednie mąki, ale zdążyły się dawno przeterminować. Wciąż pamietam smak tego pieczonego przez babcię.
W moim domu chleb i pita to specjalność mojego męża. Niewiele czasu to zajmuje, a smak lepszy, niż ten ze sklepowej półki. Bardzo rzadko kupujemy pieczywo.
Pozdrawiam :))
Nie lubie wloskiego chleba. Jak przyjezdzam do Polski to na tapecie ciagle chlebus z czym mogę a czego mi brakuje. Sledzie smalec nasza wedlina .... Ach się rozmarzyłam. :)
Pięknie napisałaś o chlebie. Ja chleb lubię. Wielokrotnie przymierzałam się do zrobienia, ale te zakwasy, czekanie, zawsze mnie zniechęcało. Jakiś czas temu znalazłam w necie bardzo podobny przepis do Twojego na prosty chlebuś. Mam zamiar zamiescić u siebie na blogu, ale jeszcze muszę porobić zdjęcia... Za szybko znika i zawsze nie zdążę zrobić. A z dzieciństwa pamiętam piekarenkę blisko domu, gdzie jak wypiekali chleb to od rana niósł się zapach po ulicy! A mieszkałam w centrum dużego miasta. Mama też kupowała tam zakwas na żurek... Ech, czasy. Ale i tak wolę o wiele bardziej chleb nasz polski, niż włoski.
Ja tam lubię świeży chleb, najlepiej taki zwykły, pszenno-żytni, bez żadnych udziwnień. Tak już mam. Chociaż inny też zjem, bez przesady.
Na szczęście mogę obok mnie kupić taki normalny chleb, chociaż ciekawa sprawa - ta sama piekarnia ( od lat prowadzona przez tę samą rodzinę) piecze chleb dla jednego z marketów. Jest krojony i zawijany w folię i smakuje już inaczej.
Najbardziej smakował mi chleb, który piekła moja babcia. Niestety przepis bardzo wcześnie zabrała do grobu, a moja mama nie cierpi piec od zawsze, więc żaden przepis się nie uchował. Wybredna jestem w tych sprawach, tak jak Ty, bo zwykłym marketowym się nie zadowolę, a i piekarnie w mojej okolicy (mieszkam na wsi) pieką masówkę. Po chleb więc jeżdżę do miasta, bo większy wybór i jest szansa znaleźć coś dobrego, albo piekę sama. Ten chleb z Gruzji wygląda niesamowicie, mnie smakował w Bośni, ale wyglądał prawie jak nasz.
Mam źródełko chlebowe...;o)
Mam to szczescie, ze mamy na miejscu piekarnie, która piecze chleb z prawdziwego zdarzenia, który polezy kilka dni i jest jak najbardziej jadalny, nie schnie wlasciwie przechowany, i nie plesnieje.
Piekarnia ma tez taki rozklad jazdy, na rózne chleby, pieczone w rózne dni. Ale tradycyjny zytni, jest codziennie, i tenlubie najbardziej.
W Niemczech sa niezliczone rodzaje chleba, ale wieksza czesc tego chleba to sa wlasnie takie pólgotowce. Mozna zjesc, czemu nie, ale ja wole ten chleb z naszej piekarni. Frankfurcka ciotka zreszta tez, i zawsze kupuje jej na droge do domu.
Co mi w Niemczech brakuje, to sa prawdziwe bulki, bo mamy tutaj niestety tylko takie dmuchawce; jak bylas w Niemczech, to wiesz, co mam na mysli. Niestety piekarz nie jest w stanie upiec prawdziwej buly, takiej, jak byly w Polsce, ja lubie szczególnie te wieksze do kubka mleka, i nic do buly. Tak wiec wyszukuje piekarnie i automaty z jak najmniej dmuchanymi bulkami. Na ten moment z automatu w Edece, najbardziej da sie zjesc.
Lubialam urlopy we Wloszech, w Hiszpanii, ale ichnie pieczywo dobijalo mnie, nie maja wcale normalnego chleba, bo nie moga, znaczy na zaczynie. Na Wegrzech podobna tragedia!
Jem chleb do zupy. Czasem wolę na obiad zjeść rybę z chlebem i surówką niż z ziemniakami, za którymi nie przepadam. No i czasem.jakas kanapkę. Jak w domu nie ma chleba to najbardziej mi się go chce:)
Piękny ten Twój chleb, jak z jakiegoś obrazu;)
Bardzo proszę, krąży w internecie, więc stał się już publiczna własnością:)
Och,gratuluję wytrwałości! Nie przeżyłabym bez pieczywa:)
Ja mialam to widowisko tylko dla siebie, nie ma pokaz. Zgodzę się, że to było bardzo ciekawe przeżycie.
Sztuka pieczenia bagietek wydaje mi się wyjątkowa, nie dziwię się, że rodzinka za nimi przepada:)
No właśnie, są różne mody kulinarne, a chleb zawsze na topie.
Jesteś zatem specjalistka od chleba:) podziwiam za wytrwałość i konsekwencję.
Super. Coraz więcej ludzi piecze chleb, może dlatego te statystyki spożycia spadają, bo nie obejmują wypieku domowego?
Brawo Ty! piękny post napisałaś.
Niby człowiek o chlebie wie dużo,ale okazuje się, ze zawsze może się czego nowego jeszcze dowiedzieć i zobaczyć, bo zdjęcia bardzo ciekawe.
Był czas, ze chleb piekłam (mało skomplikowany, na drożdżach, ale kilka lat temu na bazarku otworzyli stoisko z pieczywem z małych piekarń. Tak zwany orkiszowy jest pyszny, skład jego też jest do przyjęcia, więc daję sobie spokój z pieczeniem chleba w domu.
Jak dostanę czasem ze wsi prawdziwe wiejskie masło, to wtedy piekę bułki by zjeść je tylko z samym masłem i przypomnieć sobie smak z dzieciństwa.
Nie lubię pieczywa "dmuchanego", ale też nie lubię chleba takiego ciężkiego, na zakwasie, z bardzo grubego przemiału.
Podeszłam do tego przepisu za pierwszym razem dość sceptycznie, bo taki prosty. Jednak wychodzi za każdym razem i upieczenie nie zajmuje połowy dnia.
Moja mama też piekła, zawsze na swoim zakwasie,ogromne bochny w piecu chlebowym. Cały dzień jej to zajmowało, a mieszanie ciasta to była ciężka praca.
Zauważyłam, ze mężczyzni często biorą się za pieczenie chleba:)
Lucia, tradycyjne polskie wyroby znów wracają do łask. Ludzie szukają naturalnych produktów przygotowywanych wg polskich norm, bo niestety te unijne to często trociny i tektura.
Dla mnie bardzo pocieszające jest to, że w okolicznych piekarniach zaczęto piec normalne pieczywo. Chyba piekarze zauważyli, że pieczywo z mrożonego ciasta nie zastąpi prawdziwego chleba. Teraz w marketach jak pieka te waciane bułki to rozpylają po sklepie sztuczny zapach pieczywa z nadzieją, że przyciągnie kupujących.
Bo ten dla marketu jest pewnie że skladnikow gorszej jakości.
Osobiście lubię chleb z dodatkami, najczęściej jem go z różnymi serami i razem.mi to pasuje.
Tradycja jedzenia dobrego chleba przetrwała tam, skąd dalej do zachodniej Europy?:)
Szczęściara:)
Dziś przjechała do mnie wnuczka,która bardziej woli bułki niż chleb, więc pojechałyśmy do jedynego sklepu w okolicy, o którym wiem, że sprzedaje ręcznie robione bułki:) zgarnęlyśmy cztery ostatnie, pachną obłędnie i świetnie smakują. I na półce jest karteczka ze składem, są upieczone z mąki.i drożdży,a nie z mieszanki piekarniczej, a to robi różnicę.
Kiedyś z ciemnych chlebków najbardziej lubiłam pempernikiel. Potem przez kilka lat zrobiłam sobie przerwę. Kiedy nie tak.dawno spróbowałam, okazało.sie, że smakuje jak glina. Nie wiem, co mi wtedy tak smakowało, ale przypuszczam, że to był.jedmak.inny pumpernikiel.
Teraz najczęściej kupuje chleb , który pochodzi z małej wiejskiej piekarni i nazywa się "chleb naturalny bez drożdży. Pieczywo żytnie na naturalnym.zakwasie." Trochę długa ta nazwa:) a w składzie mąka żytnia, zakwas żytni, woda, ziarno dyni i słonecznika, sól. I tyle. Jest bardzo smaczny i można go jeść bez niczego i delektować się smakiem.
W naszym mieście jest sklep z wyrobami spożywczymi gruzińskimi, ale akurat tego chlebka nie ma.
Fajnie, że pieczesz też czasem sama chleb, bo masz rację w tych czasach chleb nie jest tani. A jak dzwoniłam do mojej mamy ostatnio to mi mówiła, że u nich podrożał chleb z dnia na dzień o 70 groszy. To jest straszne...
Jak się te 70 groszy odniesie do ceny bochenka to % wzrostu ceny jest dwucyfrowy. I do konca nie wiadomo czemu, może przez ubiegłoroczna suszę i niska jakość zbóż? Podobnie z ziemniakami, kto lubi i kupuje to cierpi katusze z powodu ceny.
O proszę! Twoja interpretacja zdarzenia mocno różni się od tego powszedniego, ba! Nawet tamtą uczą w szkołach i dlaczego? Po co takie przekłamanie? Ja nawiążę do twojego wpisu na moim blogu- Dopiero jak napisałaś, o tym, że nie masz zimowego marazmu uświadomiłam sobie, że ja też. Może rzeczywiście to dzięki tej pogodzie? :) U mnie wyłażą już tulipany i to całkiem rześko i nie wiem co to z nimi będzie...
Smaczny chleb, taki z chrupiącą skórką lubię. Ale jak długo ta skórka będzie chrupiąca? Bardzo mało chleba jem, ze 2 kromki na dzień. Ale mój mąż rano potrafi nawet 5 kromek zjeść, to może upiekę chlebek domowy według Twojego przepisu? Już mi znajoma pisała, że upiekła z tego przepisu i chleb jest świetny :) W Portugalii też mają smaczne chleby, raczej na pewno z pszenicy, ale świetnie upieczone, z dużą ilością przypieczonej brązowej skórki. Na wspomnienie mam ślinotok. A chlebki podobne do gruzińskiego lawasza jadłam w Uzbekistanie. I była to jedyna potrawa, którą byłam w stanie zjeść - byłam na początku ciąży i było mi byle jak, stąd pozostała we wdzięcznej pamięci.
Chleb...gdy się ma , od lat ten sam niezmienny owalny, wyjątkowy, czasem się zapomina jaki jest wspaniały na głód. Wtedy kęs czegoś co chleb przypomina budzi nas.
Właśnie wczoraj upiekłam chlebki pszenno-żytnie z dodatkiem orkiszowych otrębów, dla samego zapachu w domu warto:-)
To nie moja interpretacja, po prostu sprawdziłam.kiedy kto żył i tak mi wyszło i w różnych opracowaniach także często występuje takie wyjaśnienie tego słynnego powiedzenia.
Podobnie jak Ty jem dziennie że dwie kromki, na tydzień starcza maly bochenek. I z tego wychodzi te 30 kg rocznie;)
Jak nie ma chleba, to się go najbardziej chce:)
Czytałam nie raz o Twoich pysznych wypiekach:)
Wiesz, że zupelnie mi nie brakuje chleba, czy bułek, zapachnie w sklepie i owszem, ale to wszystko. No i nie ma klopotu, ze sie zapomnialo kupic, ze za malo, ze smaczny lub niesmaczny, nie trzeba robić kanapek😀
Uwielbiam zapach świeżo upieczonego chleba! Jednak jem go bardzo mało mocno zaniżając krajową średnią:-) Nie kupuję chleba. Jeżeli mam na niego smak to piekę go sama. Ciccino śmieje się, że moje chleby przypominają...karmę dla ptaków bo tak dużo dodaję wszelkich nasion, orzechów, itp. Mnie moje chleby smakują, jemu również. Z wegańskim masłem czosnkowo-pietruszkowym smakują wybornie:-)
Pozdrawiam.
Witaj przedwiośniem za oknem
Tak.... Pogoda za oknem niezwykła, jak na tę porę roku. A w moim ogrodzie kwitną kwiaty
Piękny i pachnący temat poruszyłaś. A ja codziennie tęsknię do takiego prawdziwego chleba na zakwasie, gdy przechodzę koło piekarni. Niestety moja dieta go zdecydowanie wyklucza. Tak są inne, ale to już nie to samo....
Pozdrawiam jednak nadzieją na odrobinę zimy
Chleb z dodatkami ma charakter, jeśli jednak mam ochotę na chleb z własnymi powidłami, to wolę bez dodatków.
Bez chleba byłoby mi ciężko. Czasem nie jem przez dwa czy trzy dni, a potem po prostu muszę:)
Serdecznie pozdrawiam
Chciałabym umieć pięć. " prawdziwy chleb" i zawsze sobie obiecuje, że się nauczę to robić. Nigdy nie mam czasu. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia
Racja, to czego nam brakuje to czas. Ale może czasem warto odłożyć obowiązek na rzecz przyjemności:)?
Water Hack Burns 2lb of Fat OVERNIGHT
More than 160k women and men are hacking their diet with a easy and secret "liquids hack" to drop 1-2 lbs each night as they sleep.
It's scientific and works on anybody.
Here are the easy steps for this hack:
1) Hold a glass and fill it half the way
2) Proceed to learn this weight losing HACK
and be 1-2 lbs thinner as soon as tomorrow!
Prześlij komentarz