A tam... rozczarował mnie weekend. Miałam być w Bieszczadach, a chodzę w szlafroku po domu. Pada. Leje. Wieje. Błoto. Zimno. Eh... Wyjazd przełożony na połowę października. Zaoszczędziłam:) No to zaraz wydałam zaoszczędzone pieniądze na coś innego. Kupiłam sobie bilet na koncert Korteza, hehe :) Koncert dopiero w grudniu, złapałam jeden z ostatnich czterech biletów. Oba terminy sprzedały się w mig. Nie dziwię się. Wielbicieli ma mnóstwo, choć to taki zwykły chłopak. Zwykły niezwykły. Z jednej strony wygląda jak bezrobotny z blokowiska, czasem przeklnie, czasem nie potrafi zdania do końca wypowiedzieć poprawnie gramatycznie, jakiś taki niepewny i pospolity. A jak wejdzie na scenę, zasiądzie do fortepianu to staje się artystą, mistrzem. Wolę go w tej drugiej roli, lubię jego piosenki, to pomyślałam, czemu nie posłuchać ich jeszcze raz na żywo, tym razem w innym repertuarze niż poprzednio. Idę sama, bo bilety są drogie i trudno mi było tak natychmiast zaproponować wspólne wyjście komuś, kto wyda tyle kasy na dwie godziny rozrywki. Za 15 minut mogło już nie być żadnego biletu.
Natomiast do teatru za parę dni wybieram się z koleżanką. Trochę dla hecy kupiłyśmy bilety na "Biesy". Żadna z nas nie przebrnęła przez książkę:) Dałyśmy więc szansę Dostojewskiemu i sobie, licząc, że w formie sztuki łatwiej ją będzie przyswoić. Osobiście od lat jestem fanką Dostojewskiego i jego "Zbrodni i kary". Tej powieści będącej lekturą szkolną w liceum nie przeczytałam, choć byłam pilną uczennicą:) Ale kiedy mój syn dorósł do wieku licealnego, książka nadal była na liście lektur i on też nie mógł przez nią przebrnąć. Musiał jednak napisać jakieś wypracowanie i mówi, mamo opowiedz mi tę książkę, bo nie napiszę tej pracy. No to mama wzięła się za lekturę i ... wsiąkłam na całą noc. Od tej pory jestem wielbicielką "Zbrodni i kary" i uważam ją za arcydzieło. Czytałam kilka razy. Chyba trzeba było do niej dorosnąć. To pokazuje, że nie zawsze wybór lektur szkolnych jest trafny.
Wciąż pada. Chyba nawet nie będę się ubierać, dopiero do wyjścia, bo mam przed wieczorem odwieźć wnuczkę od drugiej babci do domu. Kot też nie wie, co ma ze sobą zrobić, bo ciągnie go na dwór, ale jak wystawi pyszczek za drzwi to aż nim trzęsie z chłodu i wilgoci i wycofuje się do domu i tak już z pięć razy od rana. Ja w ogóle nie wystawiam nosa na dwór, wystarczy mi widok pluchy zza okna. Dojrzały orzechy włoskie i przyciągnęły kilka wiewiórek. Zbierają orzechy, chrupią i chowają: a to w ogródku, a to pod samochodem, a to pod dzikiem bzem. Na wiosnę przyjdą szukać.
Takich widoków jak poniższe sprzed miesiąca nie ma co się spodziewać...










75 komentarzy:
Właśnie mi uświadomiłaś dlaczego nigdy nie miałam czasu na nudę...Moje życie to jedno wielkie hobby...;o)
Do wielu rzeczy, a szczególnie do lektur trzeba dojrzeć, też tak miałam.
U nas też leje, ale wczoraj udało się pojechać chociaż niedaleko. Dziś maraton filmowo - książkowy:-)
Mamy podobnie, gdyby mi odebrano możliwość przemieszczania, to usychałabym i marniała, dlatego tak źle znosiłam akcję zostań w domu...
Zbrodnię i Karę przeczytałam na studiach i też zajęło mi to jedną noc. Mniej więcej.
Hobby nie mam. Zapracowuję się na śmierć.
Piranio, wyglądasz jak 20to latka. Trochę to niegrzeczne ;p
pozdrawiam
Babz
Piękne jest Twoje hobby i wspaniały i oryginalny pomysł z tymi zdjęciami w lustrach:) Ja właśnie jestem w grupie osób, które nie mają możliwości przemieszczania się, jednak wychodzę z założenia, że gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;))) Bez swoich hobby nie umiałabym chyba żyć, a przynajmniej byłabym niekompletna ;)
Pozdrawiam ciepło, Agness <3
Bardzo optymistyczne stwierdzenie, ale może choć jeden element z tego życia jest bardziej hobby niż inny? Jakoś ciężko mi przyjąć, że nieodłączne życiowe problemy to też hobby;)
Lalka to była książka, do której też dojrzewałam:)
Mój dzisiejszy dzień to muzyka i czytanie i oto już minął, szkoda...
Przepraszam, postaram się wyglądać trochę starzej:)
Pracoholizm to zbrodnia na sobie, zwolnij:)
Twoje artystyczne, kulinarne i ogrodowe hobby znam.i podziwiam za kazdym razem gdy wchodzę na Twój blog:)
Okazuje się, że wiele jest lektur przez które trudno przejść wtedy gdy trzeba, a z przyjemnością czyta się je potem. Zazwyczaj też w wieku około 40 - 50 lat stajemy sie wolniejsi i możemy poświęcić się sprawom na które wcześniej nie było czasu. Największe pole do popisu daje nam jednak emerytura. Oczywiście nie wszystkim, bo są tacy co cierpią z tego powodu, bo nie potrafią się niczym zająć, czegoś sobie zorganizować. Ja w wieku emerytalnym / 57 i plus kolejne/ nauczyłam sie jeździć na nartach, super sprawa, sterować, czytaj pływać motorówką i też wpław dla własnego bezpieczeństwa. Urlop nie jest już potrzebny więc podróży wiecej. Motolotnia nie, ale balon mi sie marzył, więc zrealizowałam go nad Kapadocją. O robótkach ręcznych nie będę wspominała, ale o ogrodzie, który stał sie moją wielką pasją powinnam. A o wszystkim na blogu. Przepraszam za usunięty komentarz, ale wkradł mi się błąd, literówka.
To już tak jest , do pewnych książek się dorasta . Jako zdeklarowany mól książkowy doświadczyłam tego na przestrzeni lat. Jeśli chodzi o hobby to mam ich kilka . Lubię wszystko co manualne ; robótki na drutach , decoupage , odnawianie przedmiotów, tworzenie dekoracji - wszystko co pozwala coś stworzyć; cieszy mnie efekt końcowy ,pasjonuje się historią średniowiecza i zbieram kamienie i minerały - to akurat pasja wspólna z małżonkiem. Historią interesuję się od zawsze , odkąd poznałam sens tego słowa i w zasadzie nie umiem tego uzasadnić ; to jest taka bezwarunkowa miłość do tego co minione. A kamienie też lubiłam już w dzieciństwie , z czasem zaczęłam o nich czytać , w chwili kiedy po raz pierwszy zobaczyłam muzeum bursztynu zakochałam się w nich bez pamięci, w końcu zaczęliśmy już wspólnie z małżonkiem zbierać . Są barzdo dekoracyjne i wprowadzają fajną atmosferę.
Piękne hobby, podziwiam za pasje związane z ogrodnictwem. Nabrałam nadziei, że i ja nauczę się pływać, na bardzo boje się wody i trzymam od niej z daleka, a bardzo bym chciała.
I to się nazywa: kobieta z pasjami!:)
Takie zbieranie kamieni to chyba gemmologia ? Nietuzinkowe i bardzo interesujące hobby.
Cały dzień dziś przebimbany w szlafroku. Za oknem, szaro, buro i ciągle siąpi. Najlepiej wtedy poprzypominać sobie różne rzeczy!
Dawno temu zbierałam fotosy aktorek i aktorów, ale tak miało tysiące nastolatek w peerelu. Potem widokówki krajowe, a po wielu latach tez zagraniczne. Potem nastał czas drutów i szycia, wszystkiego nauczyłam się sama i obszywałam Progeniturę bardzo, bardzo długo. Jakoś zawsze brakowało czasu na coś konkretnego, bo najpierw dzieci, potem moje zaoczne studiowanie, potem choroba Ślubnego. I tak leciały lata, aż zostałam chyba tylko z coraz rzadszymi widokówkami zagranicznymi, bo na cos więcej trudno się porywać, skoro od roku problemy z chodzeniem są. Dziękuję Opatrzności Wyższej, że chociaż rower mi pozostał!
Twój wpis się zdublowal, jeden usunęłam:)
Rowerowanie to niewątpliwie hobby. A te Twoje okazjonalne dzierganki? Piękne są.
Moja młodsza córka zbiera pocztówki, od lat. Ma już nawet z Japonii, Islandii, Emiratów Arabskich, z Australii. A wcale tam nie byla. Są takie fora internetowe, gdzie ludzie wzajemnie sobie kartki wysylaja. I ja jej też zwożę, gdziekolwiek jestem.
To i Tobie mogę podsyłać:)
Kochana, to nieprzyzwoite tak młodo się prezentować na zdjęciach.
Świetny pomysł z tymi odbitymi w lustrze zdjęciami.
Plakaty z idolami przerobiłam sto lat temu, tarcze szkolne też (a zbiór mam do dziś), robótki ręczne pt. druty i szydelko też, potem nie było czasu na pasję, bo był czas dokształcania firmowego, językowego, wszelkiego. Od kilku lat moje hobby to bieganie, z pauza ostatnio i wycieczki rowerowe bliższe i dalsze.
W niedzielę wracaliśmy akurat do domu z Mazur, poszczęściło nam się, bo tydzień był wymarzony pogodowo, a ja mogłam robić różne dziwne rzeczy, jakich normalny turysta nie robi na urlopie. ;D
Mam to samo odczucie względem lektur. Jak byłam młodsza, nie interesowały mnie lektury, wolałam inne książki, a czytałam zawsze bardzo dużo. Po prostu lektury były dla mnie nudne i nie umiałam się wciągnąć. Czytanie na przymus to jak czytanie za karę.
Kilka z nich lubiłam - na szczęście - stopnie nimi wyciągnęłam. ;D
Widziałam dwa dni temu pana na oko 70-letniego, ćwiczącego figury na rolkach w parku miejskim. Odzyskałam wiarę w polskich emerytów.
Na paralotnię miałam iść jako pasażer, bo mam latającego znajomego, ale ciągle nie miał czasu, by zrobić uprawnienia na Szwajcarię. Będę mu przypominać jak wpadnie do Polski, bo cały sprzęt ma tu.
Mam kilka hobby. Na pewno niczego nie zbieram. Podróże i fotografowanie są na pierwszym miejscu. Teraz cieszę się, że będę mogła już wkrótce wrócić do pozostałych miłości. :)
Co się odwlecze, to.. wiadomo, a połowa października już blisko :) Też uwielbiam podróżować, wcale nie musi być miesiącami. Choćby do miasta obok, choćby nad kolejne jezioro. A jak jest już szansa za granicę, to tak samo pędzę. Korteza jeszcze raz bym chętnie na żywo posłuchała. Kawał głosu ma ten zwykły-niezwykły chłopak.
Pasje dopiero teraz zaczęłam rozwijać, gra na gitarze od lat gdzieś tam po trochu, a teraz wzięłam się za to z zapałem i konsekwentnie. Do tego fotografia, do której brakuje mi jeszcze dobrego aparatu (i funduszy na dobry obiektyw), więcej spokoju w życiu i trochę więcej czasu, tylko na to. Wierzę, że się doczekam :) Miłego tygodnia i niech się pasje rozwijają 🌺
Moje hobby pokrywaja sie w 100 procentach z Twoimi, od kiedy przeszlam na emeryture podrozuje, robie zdjecia i zwiedzam, wracam do domu i buszuje w internecie poglebiajac wiedze na temat tego co zobaczylam. W Wenezueli w moim domu szalalam w ogrodzie, mialam piekny ogrod i calymi dniami grzebalam w ziemi..no ale ..niestety. Tam tez zaczelam interesowac sie ptakami, potrafilam dniami siedzic pod drzewami i lowic aparatem ptaszki, Wenezuela jest szostym krajem na swiecie pod wzgledem ilosci gatunkow ptasich, rak dla ornitologow. Byl okres kiedy szukalam rzezbiarzy ludowych, w Andach wenezuelskich jest ich bardzo duzo, moj andyjski dom jest ich pelenm kapliczki, swiatki itp...lubie gotowac, ehhh... nigdy sie nie nudzilam. Pozdrawiam serdecznie
Ja też jakoś nie wychodzę, bo zimno i pada. Nawet wczoraj późnym wieczorem częśc rośłin z tarasu do domu wciągnęłam, bo jakoś miało być 5 stopni, to mi sie ich żal zrobiło. Ale sie nie nudzę ani trochę, ostatnio pasjami dziergam.
Głupio się przyznać, ale nie odnajduję w sobie pasji, która by mnie pochłaniała bez reszty. Ot, trochę ręcznych dłubanek, trochę czytania, trochę pisania... w sumie niewiele tego. Kiedyś było więcej- tkałam , zbierałam minerały, znaczki pocztowe. Jakoś minęło, bo minął czas... zgnusnialam.:(
Ładnie, a wiewióreczka słodziak, co to sie musi nabiegać za tymi zapasami.
Zbrodnia i kara procz,Lalki to była lektura przeczytana i polubiana przez moją Młodszą, która wyrodziła się i nie lubi czytać, ku naszej rozpaczy.
Niedziela smętno deszczowa byla i u nas.
Witam.
Ja jestem z natury wędrowcem, więc moją pasją są wycieczki zwiedzanie zamków, pałacy, starych kościołów, fortyfikacji naziemnych i podziemnych. Taka moja karma.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Nie mam hobby,cos tam czasem porobię, później zarzucam, taki charakter.
chyba mam nieźle geny, choć ostatnio widzę, że szybciej się starzeje, alesiwych włosów jeszcze nie mam:)
Za młodu hi hi zbierałam znaczki, że cztery klasery przejął syn, czeka, aż dojrzeją:) a tak naprawdę nic cennego w nich nie ma,bo kierowałam się kryterium urody znaczka, a nie jego wartością.
Ciekawa jestem tych dziwnych rzeczy robionych na Mazurach. Nadają się do publikacji:)?
Twoje wspaniałe hobby znam! Jestem nadal pod ich wrażeniem, te ślimaki, te obrazy... Super.
I ja nie mam dobrego aparatu, zwykły kompaktowy idiotenkamera. Ale fakt, trzeba lubić co się ma.
Pozdrawiam serdecznie
Podziwiam ludzi, którzy mają tyle cierpliwości, aby obserwować ptaki. Ja zaczęłam i skończyłam na lunecie ustawionej na parapecie, która zaglądam do karmników:)
Wspaniale, że masz możliwość żyć na dwóch kontynentach, co zapewnia Ci tak wiele wrażeń. Masz świetne hobby.
Uważam, że ktoś, kto się nie nudzi sam ze sobą, musi być bardzo ciekawym człowiekiem. I tego się trzymajmy:)
Nie zupełnie, gemmologia to nauka o właściwościach fizycznych i chemicznych, oraz ocena wartości kamieni szlachetnych. Zbieranie będzie bliższe geologii. Gemmologiem z tytułem profesora jest mój sąsiad z klatki obok- Rom , jedyny zresztą na świecie rzeczoznawca pochodzenia romskiego . To taka ciekawostka .
Hmm... Byłam pewna, że Twoim hobby jest polityka:)
I absolutnie nie widzę w Tobie żadnego zgnusnienia.
Wiewiórek jest kilka, fajnie popatrzeć jak się razem bawią. Tylko lot płacze, bo go wtedy muszę w domu zatrzymać:)
Moja starsza córka kiedyś czytała, a teraz to tylko fachową literaturę. Młodszą dla odmiany książki gryzły w ręce do dwudziestki, a potem się tak rozczytala, że nawet zaczęła zbierać stare przedwojenne książki.
Tak, że nigdy nie wiadomo...
Nie miałam wątpliwości, za taka będzie odpowiedź:)
Kobieta zmienną jest...:) Ja też należę do tych mało cierpliwych.
Masz wyjątkowego sąsiada,mozna się pogrzać w ciepłe jego wyjątkowości:)
Czy Wasz domowy zbiór kamieni jest w domu wyeksponowany czy to raczej zbiór do szuflady? Znasz się na kamieniach, odróżnisz dwa podobne gatunki i umiesz je nazwać?
Zbieram rodzinne pamiątki, drobiazgi, zdjęcia, właściwie to nie jest hobby, ale chęć ocalenia; drążę historię miejsc, które odwiedzam, wędruję, dużo czytam, rośliny, ogrody mnie interesują, ale to właściwie wszystko "tak przy okazji":-) jest to raczej chęć poznania, zobaczenia, a nie poświęcenie bez reszty:-) ponoć wiewiórki robią zapasy na zimę, a potem zapominają o miejscach kryjówek:-) kiedyś marzyło nam się z mężem zlecieć na paralotni z Kopystańki do nas, ale przecież mam lęk wysokości, poza tym najpierw trzeba byłoby nauczyć się tym ustrojstwem sterować:-) zatem wolę czuć ziemię pod stopą; pozdrawiam serdecznie.
Moje najważniejsze hobby to jak u ciebie: fotografowanie i włóczęga. Najlepiej lubię się włóczyć bez planu, z ew. jednym dwoma punktami do których chcę dotrzeć, ale trasa jest dowolna i wg zasady "zobaczmy co jest za tym zakrętem". W sumie nie chodzi o to by coś zobaczyć, ale aby być w drodze... Moje zdjęcia są opatrzone datami, od kilku lat prócz dat są też nazwy, dzięki czemu szybciej kojarzę co jest w folderze. I jak mi mąż mówi, że np. w zeszłym roku to śniegu nie było ani jednego dnia to zawsze mogę mu udowodnić, że nie ma racji.
Poza tym dziergam, szyję (rzadziej),tkam, no i piszę. Ale niczego nie zbieram. Jakoś nigdy nie miałam nabożeństwa do rzeczy. Ostatnio rozmyślam o tym, by oddać większość papierowych książek, bo zaczyna mnie wciągać idea minimalizmu.
Do polatania sugeruję znalezienie aeroklubu, może cię ktoś do szybowca weźmie.
Czytałam "Biesy" i "Zbrodnie i kare", lubię czytać (ostatnie kilka lat). Co lubię robić ooooooo dużo rzeczy haftowanie, malowanie obrazów, uprawianie działki..... Nic do końca nie mogę zrobić tak jak bym chciała dobrze. Przynajmniej próbuje.
Interesuję się, to prawda, ale hobby-nigdy tak nie myślałam.
Dziękuję, że mnie podparłaś- czasem bardzo mi tego potrzeba .
Tak, nadają się, będę nich opowiadać. ;D
Jak tu miło :) Zazdroszczę zdjęcia wiewiórki.
Dostojewskiego "ćwiczę" od liceum. Regularnie. Ale chyba najbardziej lubię wracać do "Idioty".
Moje hobby: też łazęga. Piesza i rowerowa. I czytanie (najbardziej książek napisanych w XIX wieku). Dzierganie na drutach i gadanie z Córką. Pielenie ogródka. Pisanie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Ja miałam być na Sri Lance a byłam w Portugalii. Miałam być w NJ a byłam w Pradze. Teraz zgodnie z planem miałam być na rowerze ale wyskoczył mi taki jęczmień i tak mi puchnie powieka, że za chwilę pewnie zerkać będę tylko jednym okiem i nawet czytania nie będzie :(.
Mnie osobiście to moje miałam być wychodzi zawsze na dobre. A co do hobby to bardzo lubię jeździć na rowerze, układać puzzle, zajmować się roślinami. Zdecydowanie mam skłonności artystyczne, ale takie w porywach, uszyłam już sobie filcowy pokrowiec na laptopa, kilka etui na książki ( bo nie cierpię jak mi się brudzą lub gniotą a w torebce mam wszystko ), czasem udekoruję jakąś doniczkę, no i w czasach przymusowego zamknięcia w domu nauczyłam się robić makramy. Zapomniałam dodać, że szyję ręcznie, a później ręcznie te mojw wytwory dekoruję. Wolny czas najczęściej spędzam czytając a dla przełamania rutyny robię coś z rzeczy wcześniej wymienionych. I już sobie wymyśliłam kolejne hobby - będę malować kamienie.
Z podróżami mam tak jak Ty, nie umiem bez tego żyć. I też zaczęłam zbyt późno chociaż byli tacy co mają gorzej. Wcześniej nie miałam ani możliwości finansowych, ani nie było tanich linii umożliwiających szybkie i w miarę tanie przemieszczanie się. Dlatego teraz mam taki głód zwielokrotniony...
Z tego wszystkiego zapomniałam o wiewiórce. Poszłam kiedyś z psem na spacer i pod drzewem znalazłam wiewiórkę. Wyglądała jak by siedziała sobie taka skulona ale zastanowiło mnie, że nie boi się ani mnie, ani psa ( inna sprawa, że pies też był raczej strachliwy :) ). Podeszłam, dała się wziąć na ręce. Żyła, nie miała żadnych widocznych ran. Jedna ze spacerujących z psem pań podeszła i usiłowałyśmy napoić ją wodą ale raczej z marnym skutkiem. Niewiele myśląc odpięłam kaptur od kurtki, zawinęłam wiewiórkę i szybko wróciłam do domu z myślą zabrania jej do weterynarza. Podczas gdy brałam kluczyki i portfel wiewiórka dostała dziwnych spazmów po czym umarła. Nie wiem co jej było, może zaatakował ją pies albo spadła z drzewa, w co trochę mniej wierzę bo wiem jakie to akrobatki. Umościłam ją w kartonie po butach a wieczorem zakopaliśmy ją głęboko w parku, w którym ją znalazłam. I nawet miała imię, Kornelia :). To tyle. Pozdrawiam serdecznie.
Mam wyeksponowany , mam tez mnóstwo pomniejszych okazów , króre trzymamy porozstawiane w różnych pojemnikach po domu. Używam ich też w moich dekoracjach domowych , albo jako dekoracje stołu na przyjęcia itp. Większość rozpoznaję , choć oczywiście nie wszystkie , bo odmian są tysiące. Tylko w Polsce jest skatalogowanych i opisanych 55 różnych minerałów. Poza tym potrafię odróżnić syntetyczne oraz cyrkonie lub szkło od prawdziwych. Nie umiała bym powiedzieć , które są ulepszane , np. poddawane obróbce pod ciśnieniem albo w wysokiej temperaturze . Znam też podstawowe szlify , ale zaskoczyły mnie okazy na ostatniej giełdzie w Lwówku , szlifowane bardzo oryginalnie i nie typowo- Hindusi są w tym niedoścignieni. A z sąsiadem co najwyżej dzień dobry sobie mówimy , o ile jest na miejscu , bo wciąż jeździ po świecie jako uznany rzeczoznawca . Nie ma pojęcia , że sąsiadka zbiera minerały, a ja nie śmiałabym z nim o tym rozmawiać - za wysokie progi
Kiedy doczytałam u Ciebie do miejsca w którym piszesz o hobby, pomyślałam sobie - no kobieto, Twoje zamiłowanie i zapał do wędrówek jest jednym z najpiękniejszych i najciekawszych hobby.
No i tylko uśmiechałam się, kiedy dalej pisałaś, ze trudno by ci się żyło, gdyby Ci możliwość wędrowanie zabrano.
Kiedyś moim hobby była fotografia, teraz już z aparatem nie jestem tak związana.
I czy moją zabawę z papierami można nazwać hobby, skoro jest to przede wszystkim moja ucieczka przed szarą rzeczywistością.
Pogoda jaka jest każdy widzi, ale mam nadzieję, ze jeszcze zawita do nas, chociaż na trochę, ciepła, złota jesień.
Pozdrawiam serdecznie.
Gromadzenie rodzinnych pamiątek jednak nazwałbym hobby. A z bloga wyraźnie widać, że czujesz pęd do świata i to też nazwałbym hobby, to poznawanie, obserwowanie, a przy tym.wiedze masz ogromną.
To prawda, że wiewiórki zapominają o zakopanych orzechach. Co roku w kątach podwórka wyrastają orzechowe drzewka. Oczywiście idą pod nóż kosiarki.
Książek mam mnóstwo, ale od jakichś dwóch lat nie kupuje, czytam elektroniczne. Oszczędność miejsca i pieniędzy. Z każdą książka na półce jestem związana i ciężko byłoby mi się pozbyć. Jednak hobby bym tego nie nazwała. Młodsza córka zbiera stare książki, a także je czyta i to już jest hobby:)
Często chyba duże metoda " jeszcze kawałek" i nie zniechęca mnie to, że potem przecież trzeba wrócić:)
Szybowcem to moze nie, ale kiedyś miałam taki pomysł, że na 60-tke zazyczę sobie lot balonem:)
Może masz za duże wymagania wobec siebie? Obrazy, które pokazujesz są piękne, szczerze podziwiam za talent, bo ja jestem w tym zakresie totalne beztalencie. Uważam, że to szczególny dar, taka umiejętność odwzorowania rzeczywistości albo oddania tego, co wyobraźnia przynosi. To fantastyczne hobby.
Ja to czasem nazywam włóczykijstwem, tę łazęgę:)
Jednak pielenie ogródka w moim przypadku to konieczność, a nie hobby,:)
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa,pozdrawiam
Ostrożnie z okiem, podobno ten tzw. jęczmień potrafi być groźny.
Chyba zacznę zazdrościć:) bo talentów do rękodzielnictwa nie mam, rośliny kwitnące w domu mnie nie lubią, puzzle mnie nudzą:)
Masz super hobby, i takie różnorodne. A Twoje odłożone w czasie podróże jeszcze się odbędą, tylko trochę później.
Biedna wiewiórka. A wiesz, że one są bardzo odważne? Kiedy kot wyjdzie na dwór, nie uciekają w popłochu, tylko wskakują na gałąź i strasznie na niego krzyczą, zaczepiają, fukaja i podchodzą coraz bliżej, aż się czasem boje, że kot się wnerwi i też na te gałęź wskoczy;)
Twoje zdjęcia są bardzo ładne, choć jak piszesz, już się tym nie zajmujesz.
No,ale Twoje pudełeczka i karteczki to rasowe hobby, bo kto mówi, że trzeba się codziennie nim zajmować? Tworzysz przepiękne rzeczy.
Czekam pogodnej jesieni, trudno, będzie chłodno, da się z tym żyć, ale żeby choć tej szarej pluchy za długo nie było.
Fachowiec z Ciebie:) Wydawałoby się, że kamień, martwy przedmiot, ale nawet w tym krótkim tekście tak o nich napisałaś, jakbyś opowiadała historię. Zresztą, na świecie to chyba kamień jest najstarszym elementem przyrody, która nas otacza.
Przede wszystkim dziękuję za urocze zdjęcia :-) Wiewiórka i motylki najcudniejsze!
I ja też nie jestem turystą leżącym i nic nie robiącym...
Jakie mam hobby? Musiałabym długo pisać. Takzę o tym czego nie robię i nie znoszę.
Może kiedyś rozwinę temat na swoim blogu.
Chociaż wydaje mi się że większość osób bywających u mnie zna moje hobby.
Serdeczności pozostawiam
Jestem genetyczną optymistką, więc problemy są pretekstem, żeby usiąść i pomyśleć, przeanalizować, znaleźć perspektywę...Jak mawia moja Synowa: "Dla Mamy nie istnieje pojęcie "problem"...Jeśli to trzęsienie ziemi, to przynajmniej ogródka nie trzeba skopać"...;o)
Właściwie, moim głównym hobby jest chyba właśnie rozwiązywanie problemów...;o) Czym jest trudniej, tym większa adrenalinka, a adrenalinkę kocham ogromnie...;o)
Oczywiście, że znam. I to jakie hobby!:)
Pozdrawiam
Nareszcie do Ciebie dotarłam. Tęskniłam już za blogosferą, ale u mnie to różnie bywa ostatnio...
Wiewiórka słodka.:) Piękne optymistyczne zdjęcia.:)
W moim mieście też zimno i deszczowo. Zresztą i tak w większości jestem w domu lub w klinice.
No właśnie i z powodu tego jest mi bardzo smutno, że nie mogę realizować mojego najważniejszego hobby - podróży...
W sumie od lipca do teraz 4 razy pojechaliśmy na jednodniowe wycieczki. Cieszyłam się, jak małe dziecko.
Przeglądam mój zeszyt marzeń podróżniczych, przeglądam albumy z dworkami, pałacami i zamkami w Polsce i w Europie, blogi podróżnicze... Ale to za mało...
Bardzo tęsknię za wyjazdem przynajmniej kilkudniowym...
Kiedyś namiętnie dziergałam, reżyserowałam różne montaże poetycko - muzyczne, zajmowałam się dramą i NLP.
Teraz zwolniłam. Taki czas.
Pozdrawiam Cię ciepło w ten chłodny wieczór, a na zdjęciach prezentujesz się bombowo!:)
Eh, to przesada z tym wyglądem, ale dziękuję, miło przeczytać:) reprezentuję na codzien styl sportowo casualowy, daleko mi do Twojej elegancji i prezencji:)
NLP musiałam wygooglowac, bo nigdy nie słyszałam. I proszę, bardzo to interesujące.
Dziękuję, że mnie odwiedziłaś, trzymam kciuki za dobre zdrowie i pozdrawiam najserdeczniej.
Przyznam nieskromnie, że jestem mistrzem dramy i NLP.:D
Dziękuję za życzonka zdrowia. Niczego teraz bardziej nie pragnę...
Bardzo mi miło, ale fachowcem to jednak bym siebie nie nazwała, choć przyznać muszę, że nauczyłam się o kamieniach sporo. Bardziej od fizycznych i chemicznych interesują mnie właściwości lecznicze i ezoteryczne. I to nie prawda, że kamienie są tylko martwymi przedmiotami. One żyją , a ja mam na to dowody . Każdy okaz mam skatalogowany w postaci zdjęcia i widzę jak się zmieniają z biegiem lat; powiększają się np. geody , zmieniają kolory , nawet rysunek . Najbardziej widać to na agatach i chalcedonie . Przy czasie zrobię jakiś wpis u siebie , bo mnie zainspirowałaś tym pytaniem o hobby.
Býło by miło, ale poczekajmy, aż zaraza nas opusci!
Serdecznosci cały wór podrzucam!🙂
Nie wyobrażam sobie życia bez pasji. Czasami raczej narzekam, że mam ich zbyt dużo i każdą traktuję trochę po łebkach. Ale chyba największą są podróże, a raczej włóczenie się i fotografia :-)
Dziękuję za wizytę. Twoja pasja i Twoja strona to dla mnie coś fantastycznego i niedoścignionego:) I przypomniałam sobie, że kiedyś Twój blog czytałam:) wracam!:)
Ja nadal boję się wody, ale właśnie to chyba zmusiło mnie abym się nauczyła, aby odrobinę chociaż okiełznać ten strach. Życzę powodzenia.
Witaj słonecznie
U mnie dzisiaj nareszcie przestało padać. A do takiej kapliczki chętnie bym powędrowała.
Dzisiaj święto Aniołów Stróżow.
Niech Anioł otula Cię swoim opiekuńczym skrzydłem.
Dzięki Tobie znalazłam Korteza
przepadłam z kretesem
dziękuję ,dziękuję
Cóż, Anioł się nie popisał:) w swoje święto przysporzył mi zmartwienia, a może to ja nie zasłużyłam na jego opieke?:)
Kortez uzależnia, można wpaść jak śliwka w kompot w jego nutki:)
pozdrawiam
O super, sporo się u Ciebie dzieje. Dobrze :) zazdroszczę, że wyjeżdżasz w Bieszczady no i tego koncertu też ;)
Z całym szacunkiem, ale jak można być fanką Dostojewkiego na podstawie jednej przeczytanej książki?
Biesy w teatrze STU to jedna z najwspanialszych inscenizacji dziela literackiego.
I ja się z tego powodu cieszę, mam nadzieję, że okoliczności nie zweryfikują negatywnie moich planów.
Nie napisałam, że znam jedną jego książkę. Czytałam w wieku dorosłym Gracza, Idiotę, Braci Karamazow, Łagodną i Białe noce. Ale polubiłam Dostojewskiego za Zbrodnie i Karę, powieść uważam za genialną..
Biesów w czasie,kiedy były lekturą nie dałam rady przeczytac,pewnie byłam za młoda. Dlatego obejrzę sztukę, skoro jest możliwość, a to może przełoży się także i na lekturę. Albo i nie.
Niestety, teraz mało kto czyta klasyków,ich powieści kurzą się na ostatnich półkach w bibliotekach. Trochę szkoda, ale z drugiej strony mamy inne wymagania czytelnicze.
Dziękuję za wizytę, pozdrawiam
Podróże to frajda, robienie zdjęć to druga frajda. Właśnie moją pasją jest fotografia, obecnie coraz bardziej ograniczona bo lat przybywa, a sił i możliwości ubywa. Jednak nie narzekam, a jak fotografia to jak nie wędrówki to chociaż spacery po okolicy. Lubię również robić kartki okolicznościowe. Pozdrawiam
Mieszkam 8 lat na wsi, a wciąż znajduje w okolicy coś ciekawego, tak więc i spacery mogą być interesujacym sposobem na spędzanie czasu. I wierzę w to, że wędrówki, nawet krótkie, przedłużają życie i tego się trzymam;)
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny
Prześlij komentarz