czwartek, 15 października 2020

Okruchy

Nie można powiedzieć, że nie mam czasu i latego nie piszę. Wręcz przeciwnie, pracuje zdalnie i mam czas oszczędzony na dojazdach, więc wykorzystuję go na różne sposoby. Czytam dużo, niedawno skończyłam "Pielgrzyma" (autor: Hayes Terry), super thriller, prawie 800 stron, jak lubię:) Polecam, wciąga naprawdę. Oprócz fikcji literackiej zawiera nawiązanie do rzeczywistych wydarzeń. Lubię, gdy w powieści pojawia się wzmianka o prawdziwych istniejących ludziach, tym sposobem doczytałam na przykład o Azzie, jednej z czterech żon Al-Zawahiriego, islamskiego teologa, prawej ręki Usamy ibn Ladina. Ich ślub był bardzo konserwatywny, z oddzielnymi pomieszczeniami dla mężczyzn i kobiet, bez muzyki, zdjęć i radości, była to uroczystość religijna i takie też było ich późniejsze życie, bardzo konserwatywne i podporządkowane religii i mężczyznom. Azza urodziła kilka córek i jednego rozpuszczonego do granic możliwości syna. Po  zbombardowaniu z powietrza kontrolowanego przez talibów budynku w Gardez, gdzie przebywała, Azza została zasypana pod gruzami pensjonatu. Gdy mężczyźni z sąsiedztwa i ratownicy przyszli jej na pomoc, odmówiła wyjścia spod gruzów, ponieważ mężczyźni mogliby zobaczyć jej twarz i następnego dnia zmarła z powodu odniesionych obrażeń. Nie mogę sobie tego wyobrazić, nawet żebym miała goły tyłek to bym rwała się do życia i pomocy. Jej syn, Mohammad, również zginął  w tym samym domu. Jej czteroletnia córka z zespołem Downa, Aisha, nie została ranna w wyniku zamachu bombowego, ale zmarła z zimna w nocy, podczas gdy afgańscy ratownicy próbowali ratować Azzę. Według fatwy jednego z sędziów z Państwa Islamskiego dżihadyści mają prawo zabijać nowo narodzone dzieci z zespołem Downa oraz inne niepełnosprawne dzieci; otrzymywały one śmiertelne zastrzyki lub były duszone, więc w tych okolicznościach mała dziewczynka z zespołem Downa nikogo nie obchodziła. Taki jest ten dziwny świat.

Akcja książki dzieje się w większości na terenie Turcji i autor kilkakrotnie wspomina o jabłkowej herbacie. Zachęcona poszukałam w necie i już mam w domu  turecką herbatę jabłkową z cynamonem czyli pukkę. Fajna deserowa herbatka do popijania w chłodne dni,aromatyczna i słodka. 

Pozostając w temacie sensacji czytam teraz serię Przemysława Borkowskiego z Zygmuntem Rozłuckim, zaczęłam wczoraj trzeci tom "Widowisko". Na portalu "Lubimy czytać", jako najlepszy, czytelnicy ocenili tom drugi, z czym się całkowicie zgadzam. Bohatera wyobraziłam sobie wizualnie tak, jak wygląda autor:) Mam nadzieję jednak, że on nie jest takim obleśnym człowiekiem jak psycholog Rozłucki:) Trylogia godna polecenia.

Z kolei w tematach filmowych polecam także sensacyjny cykl Dolina Baztan, trzy filmy ponad dwugodzinne. Jest też książka autorstwa Dolores Regondo, ale opinie o filmie są lepsze, więc zdecydowałam się na tę formę. Fajnie się ogląda wieczorową porą przy świecach:)

Kolorowa jesień w naszym regionie skończyła się, mam nadzieję, że chwilowo. Jeszcze podczas spacerów kilka dni temu można było nacieszyć oczy złotymi liśćmi i widokiem ostatnich kwiatów.


Na słońce wyległy nawet takie urocze i piękne stworzenia, brrr!:) 

Korzystając z pogody zafundowałam sobie dwie wycieczki. Kierunek pierwszy: Roztocze, kierunek drugi: Polesie. O Roztoczu można poczytać i pooglądać TUTAJ


A to już Polesie.




 
Lubię grzyby, jednak wystarczy mi popatrzeć, bo jeść nie lubię. Sąsiad mi wprost wcisnął wiadro opieniek, cichaczem rozdałam po znajomych, bo ja nie tentego...










W lesie oprócz grzybów dojrzały czarne jagody, niestety są bez smaku i zapachu lata.



Wciąż na podwórku buszują wiewiórki, dzielimy się orzechami, ja suszę i zjadam, one robią zapasy:) 


Z powodu obecności wiewiórek, kot wychodzi pod nadzorem, żeby mu jaki głupi pomysł do głowy nie przyszedł:)


Ostatnie dni nie oszczędzały nam chłodu, deszczu i mgły. Mimo niesprzyjającej aury wychodziłam na przechadzki, na godzinę lub dwie, aby nie zardzewieć:) 








A poza tym utopiłam auto.  Pojechałam do córki i zaparkowałam na parkingu pod murem. W międzyczasie nastąpiło oberwanie chmury. Po wszystkim idę na parking, a wszystkie auta stoją na parkingu w wodzie do połowy drzwi. Ani wejść, ani odjechać.  Wezwana straż za jakiś czas odpompowała wodę. Z kilku aut, w tym z mojego, woda zerwała przednią tablicę. Kiedy weszłam do auta, w środku okazało się suche, ale nie odpaliło. Pomagając sobie wzajemnie zepchneliśmy samochody z parkingu, żeby wyschły. A dwa dni, kiedy zaświeciło słońce, sprowadziłam auto do siebie. Jeszcze zrobiłam nim potem ze 100 km i zdechło. Chyba świece się popaliły. Jutro wymienię i zobaczę. 

Niemniej nie odważę się nim pojechać na wycieczkę, jak planowałam, nawet jeśli je uruchomię, żebym nie została z unieruchomionym pojazdem gdzieś w dziczy:) Nie mam jednak większego żalu, bo sytuacja taka, że każą siedzieć w domu i nie włóczyć się po Polsce. Wśród trzech znajomych rodziny znam parę zakażonych osób, nie miałam z nimi kontaktu, bo raczej nie odwiedzam nikogo i nie zapraszam, i w domu też pracuję.  Mimo dużej rozpiętości wiekowej (13, 17, 40, 42, 67, 73 lata) wszyscy czują się dobrze. Mieli tylko katar, niewielki ból głowy i jedna osoba gorączkę i mdłości -  ta najstarsza. Te trzy rodziny to całkiem osobne przypadki, nie znają się i nie mają związku ze sobą. Jedna z nich zakaziła się od lekarza. Mimo to, inna osoba będąca w szpitalu mówiła, że przyjął ją lekarz bez maski i bez rękawiczek i choć wynik pacjenta był dodatni, to powiedział, że albo ma wirusa albo nie, bo te testy to o kant tyłka potłuc, bo do niczego więcej się nie nadają i wykrywają jakąkolwiek grypę. To ja już nic nie wiem:)

Cokolwiek to jest, obyśmy zdrowi byli, a ja na weekendowe wycieczki uruchomię rower i nogi i też dobrze będzie:)


46 komentarzy:

kotimyszkot pisze...

Straszne rzeczy w tej książce, a tamten świat tak różny od naszego.. Co do wirusa, to już się chyba trzeba nastawić, że nikogo nie ominie. Oby tylko łagodnie to przejść.. Wycieczki rowerowe w dzicz teraz chyba najlepsze, zdrowia i dla Ciebie i pozdrowienia serdeczne :)

onyks pisze...

Fatalnie z tym autem . I może faktycznie lepiej się nie kręcić po kraju , bo nie wiadomo gdzie te "covidy' latają .

grazyna pisze...

Eh Polesie i Roztocze..zjechalam juz i jedno i drugie a ciagle widze, ze cosik mi brakuje. NA Polesiu zapolowalas na grzyby i masz ten sam stosunek do nich jak ja...niech sobie rosna i zdobia trawke i lasy. Pogoda jest taka,ze nie chce mi sie wysciubic nosa poza mieszkaniowe mury. PAndemia tez mnie oniesmiela. Czytam, ale teraz lubie tylko niestresujace ksiazki, wlasnie smakuję "Prywatne zycie łąki" Johna Lewisa Stempela. Autor opisuje co sie dzieje w ciagu roku na jego łace, roslinki, zwierzatka, pogoda etc...na dzisiejsze czasy swietna opowiesc.
Przeczytalam o Roztoczu, w Suscu bylam , kamieniolomy ominelam, ale widze ,ze jakas sesja slubna sie tamze odbywala, ale pomysl! chyba ciekawy. Pozdrawiam

jotka pisze...

Z fotkami dałaś czadu, każde to gotowa praca konkursowa.
Nie wiadomo co gorsze , utopione auto czy zmiażdżone przez konar drzewa...oj ta pogoda!
Uważaj na siebie:-)

Lucy pisze...

To stworzenie, co mówisz brr, jest piekne :)
U mnie byl podobny gosciu raz na podwórku.
Ja nadal na Ksiegach Jakubowych w formie Auduibooka siedze.
Pozdrawiam serdecznie :*

Fuscila pisze...

A Severskiego czytałaś? Super sensacyjne kryminały życia wzięte pisze. Był w służbach wywiadowczych, więc bardzo prawdopodobne to wszystko, o czym pisze!
Opieńki uwielbiał mój Tato, a i jedna Psiapsiółka mi je poleca, ale ja nigdy ich nie umiem rozróżnić w lesie, które są zjadliwe!
Leje u nas już trzeci dzień, aż krety mi wylazły na wierzch trawnika, co się zdarzyło pierwszy raz od trzech lat! I ciągle wilgotno, więc nawet rowerem nie za bardzo jak jechać! Dobrze, że na swoją górkę przytaszczyłam rower stacjonarny, więc jest jakaś namiastka!
U nas zrobiła się czerwona strefa, zupełnie nie rozumiem dlaczego, ale pewnie decydenci wiedzą lepiej. Do tej pory się nie martwili, a teraz w przysłowiowe "gacie robią"!
Autka szkoda, ale pewnie masz już nowy pomysł na ten problem! :-))))

Zielonapirania pisze...

Ja też jestem tak nastawiona, że większość z nas wcześniej czy później zachoruje i trzeba się do tej myśli przyzwyczaić, nie wszyscy umrzemy, tylko spokój nas uratuje:) Jednak na wszelki wypadek moim dzieciom pokazałam, gdzie leży moja polisa na życie:))
Trzymam kciuki, żeby nie padało, bo mam ochotę trochę pobuszować po okolicy.
Wszystkiego dobrego.

Zielonapirania pisze...

Tragedii raczej nie ma. Do środka się nie nalało, szczelne jest, a świece się wymieni. A zresztą w marcu i tak miałam w planie się go pozbyć. Najwyżej wcześniej sprzedam, nie jest wiele warte, bo to było stare auto, i kupię sobie nowsze.

Zielonapirania pisze...

Dziękuję za rekomendację, Prywatne życie łąki właśnie zagościło na moim tablecie:) Korzystam wraz z córką z Legimi, zrzucamy się po 16 pln i mam dostęp do tak wielu książek, że nie wiem, za co się brać w pierwszej kolejności:) I korzystam też Audioteki do słuchania książek, i mam kilkaset papierowych, z czego wiele jeszcze nie przeczytanych. Strasznie z tego powodu boleje:)
Do kamieniołomu w Józefowie jeszcze wrócę, bo chciałabym go obejść wkoło oraz zejść na dół, teraz nie zdążyłam.

Zielonapirania pisze...

Dziękuję:)
Zmiażdżone auto chyba by mnie załamało...:)

Zielonapirania pisze...

Księgi Jakubowe w formie papierowej przeczytałam, choć mam też wersję elektroniczną. Uwielbiam takie tomiszcza. Skoro czytasz to znaczy, że Ci się podoba. Mnie też wciągnęła, ale słyszałam też opinie, że nudna i rozwlekła:) Ja się nie mogłam oderwać.
Żaba owszem, urodziwa, ale nieco obleśna taka:))
Wszystkiego dobrego:)

Zielonapirania pisze...

Severskiego nie czytałam, ale widzę, że mam go w Legimi, osiem książek, więc na pewno przeczytam, skoro polecasz.
Grzybów nie zbieram żadnych, sąsiad niby na opieńkach się zna, ale to przyrządzanie mnie mierzi, wolałam podać dalej temu, kto je lubi:)
U nas na wsi też czerwona strefa, choć w gminie nie było i nie ma ani jednego zachorowania - biorą jednak pod uwagę powiaty, a nie gminy. Mimo to na rower się wybiorę, w końcu nie będę się z nikim integrować, chyba jedynie z zającami, jeśli dopuszczą nie do komitywy:)
Tym bardziej, że sztuka w teatrze odwołana, a i na żadne inne rozrywki liczyć nie można.
Kolanka zdrowe ? Trzeba je rowerkiem stacjonarnym ćwiczyć, żeby na przyszły rok, jak wirus odpuści, mogły tańcować w Twoim domu kultury i przemierzać lasy na dwóch kółkach:)
Pozdrawiam
ps. już rozglądam się za kolejnym autem, nawet zaglądałam na stronę wyprzedaży rocznika toyoty, ale nie wiem, czy odważę się zaszaleć aż tak bardzo:)

Anna K. Olszewska pisze...

Ostatnio mniej czytam, jak uda się łyknąć rozdział dziennie, to jestem przeszczęśliwa. Ale chaos został zażegnany, więc wracam powoli do chwil szczęśliwości.

Te testy to nawet jak jedna osoba wykona, będzie miała różne wyniki. Kuzynka pracuje w przychodni i mówiła mi, że wynik testu to taka sinusoida rozpięta na wykresach, którą interpretuje lekarz. Nie ma czegoś takiego, że test jest pozytywny albo negatywny, to nie jest test ciążowy. To interpretacja tylko. Twoi znajomi równie dobrze mogli mieć zwykłą grypę.

dora pisze...

Tutaj kompletnie nie myslimy o covidozie, do sklepu jezdzimy raz na kilka dni, to sie da wytrzymać, ale czas wracać i jak pomyśle z jaką paranoją trzeba bedzie się zetknąć, to mam ciarki na plecach, bo akurat jest kilka urzędowych spraw do zalatwienia, a to przeciez nie tskie proste zawsze a tym bardziej teraz.Nie mowiac juz o badaniach , ktore powinnam w koncu zrobić.

Piękne zdjęcia, ja nie mialam weny do chodzenia tutaj tak jak dawniej,a kiedys robilam szybkie spacerki nad jezioro, w pola.
Klopot z zalanym autem, oby dalo sie nim jezdzić.
Wloczyć się trzeba,najwyzej unikaj zamaseczkowanych miejsc.


kobieta w pewnym wieku pisze...

Najpiękniejsze zdjęcia te we mgle i deszczu. Urocze.

BBM pisze...

Aż trudno mi uwierzyć, że grzybów nie lubisz!!!
A zdjęcia prześliczne!
Ja też staram się być ostrożna ale nie panikować, bo to nic nie da a psuje i tak ponurą rzeczywistość!;)

Lucia pisze...

Jesienny zapis. i sporo wiadomości. Trzymajmy się w tej rzeczywistości, bo innego wyjścia nie ma. Serdeczności

Zielonapirania pisze...

Cieszę się, że u Ciebie się stabilizuje, to ważne, żeby dobrze czuć się w życiu i nie mieć poczucia, że nie jest się na swoim miejscu. Powoli i do przodu:)

Zielonapirania pisze...

W całym świecie pierwszym tematem jest covid. Jednak my szarzy ludkowie mamy kazdy swoje sprawy. Lepiej się tym zająć niż panikowaniem pod dyktando mediów. Życie toczy się dalej. Wczoraj byłam w dwóch lokalnych urzędach i nie zauważyłam jakiegoś negatywnego wpływu na jego działanie. Zalatwilam co chcialam, Tobie też pójdzie gładko, czego życzę:)

Zielonapirania pisze...

Mimo niepogody przyroda pokazała swoje piękno, zdjęcie to tylko obrazek, bez zapachy ziemi, deszczu,liści i jabłek.
Dziękuję:)

Zielonapirania pisze...

Jak mi kto jednego grzyba na talerzu położy jako dodatek, to zjem, ale żebym do tego przykladala ręki, to nie. Owszem, daje do wigilijnego barszczu i do uszek i wystarczy:)

Zielonapirania pisze...

Nadal mamy swoje życie i trzeba z niego czerpać radość i zadowolenie. Kłopoty były zawsze u każdego, jak się tak zastanowić, to życie w dużej mierze polega na walce z nimi;)

trollatrolla pisze...

boże jakie piękne to zdjęcie z mgłą! 5 od dołu.
Uwielbiam mgłę, ale u mnie to rzadkie zjawisko. Musiałabym za miasto, a nie mam czym...
U mnie był wczoraj mróz...a może przymrozek, ale sięgał tak na 2m nad ziemię.
Rzeczywiście jakiś zimny ten październik.

Michał pisze...

Witam.
Lubię takie jesienne zdjęcia i kolory jesieni.
Nie byłem na Podlasiu i pewnie nie będę, ale za to niejedną jesień przeżywałem w Bieszczadach. Też są piękne i wielokolorowe.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Anonimka pisze...

Cudne te Twoje zdjęcia... Takie klimatyczne, zwłaszcza te mgły...

Chyba musimy nauczyć się żyć z tą koroną.

Anna K. Olszewska pisze...

Na swoim miejscu jeszcze nie jestem, ale nadrabiam dobrą miną do złej gry. Przyjdzie jeszcze taki czas, że będę mogła śpiewać i tańczyć.

Mo. pisze...

Ja jestem mało serialowa i chociaż kilka razy próbowałam "wciągnąć się" w zachwalane przez tłumy netflixowe hity to to chyba nie dla mnie. Raz na jakiś czas jakiś film i to tyle. Ale bardzo lubię netflixowe dokumenty. I też koniecznie przy świecach i dzbanku herbaty, która zresztą też podgrzewa się świeczką :).
Byłam w niedzielę w lesie szukać jesieni ale efekt kiepski, powtórzę wyprawę w następny weekend licząc na to, że będzie słonecznie i ciepło. Albo chociaż słonecznie. Myślałam, że będzie bardziej kolorowo. Boję się, że przegapię jesień, z dnia na dzień opadną liście zanim jeszcze zrobi się kolorowo.
Wczoraj robiłam porządki na książkowych regałach i ten rok był naprawdę wyjątkowy pod względem czytelniczym, nie mogę uwierzyć w to, ile książęk przeczytałam. A najbardziej to cieszy mnie fakt, że praktycznie wszystkie bardzo mi się podobały co nie jest aż tak oczywiste bo mieszkam za granicą i książki kupuję przez internet kierując się w większości przypadków opiniami na forach. Pomijając autorów, których biorę w ciemno.
Mam za sobą etap oswajania się z jesienią i już oficjalnie jestem jesieniarą :). W tym roku obyło się to jakoś bezboleśnie.

Zielonapirania pisze...

Wczoraj wieczorem było jakby mroźno, więc na wszelki wypadek zabrałam z działki ostatnie dynię pod dach, żeby nie przemarzły. Tym sposobem działka już gotowa na zimę:) I choć meteo zapowiada lepszą pogodę, to po wyjściu wieczorem na dwór widzę swój oddech, będzie przymrozek, jak nic.

Zielonapirania pisze...

Czekam, aż jesień pomaluje przyrodę pełna paletą barw, może wtedy znów podjadę na Roztocze, bo w Bieszczady już się nie uda, co stwierdzam z żalem. Okoliczności niestety nie sprzyjają,a szkoda

Zielonapirania pisze...

Takie było moje stanowisko od początku, korona od dawna była, jest i będzie, tylko teraz ma dobry marketing:)

Zielonapirania pisze...

Na długie seriale nikt mnie nie namówi, z jednym wyjątkiem: czekam na trzeci sezon serialu izraelskiego Shtisel. W Izraelu wyświetlą jeszcze w tym roku, a w Netflixie w 2021. Inne filmy obejrzę, jeśli mają 3-4czesci maksymalnie. Też wolę pojedyncze filmy pełnometrażowe.
A nie wolałabyś książek elektronicznych zamiast papierowych? Jeszcze kilka lat temu zarzekałam się, że tylko papierowa, ale potem okoliczności mnie zmusiły do spróbowania ebooka i w wciagnelam się. Teraz na spółkę z córką mamy Legimi, dzielimy się na pół kosztami i za 16 PLN każda z nas ma tysiące książek, w tym gorące nowości. Czytam na tablecie, niepotrzebny jest czytnik.
Jesień w tym roku długo zielona, również w niedzielę poszłam przed siebie, mimo wiatru i deszczu, pola zielone, ściana lasu też w zieleni. To chyba skutek dużej wilgotności ziemi w ostatnich miesiącach.

Zielonapirania pisze...

Żeby dojść do celu, trzeba zacząć tę drogę. Ty już zaczęłaś, na końcu czeka impreza:)

Mo. pisze...

Miałam kiedyś epizod z ebookami ale czytanie książek na tablecie to naprawdę nie dla mnie. Wiem, że to tańsze, łatwiejsze i w domu zajmuje mniej miejsca ale ja chyba jestem starej daty i zamiłowanie do papieru jest u mnie silniejsze niż do nowoczesnych gadżetów. Lubię patrzeć na te moje zapełnione regały i wracać do ulubionych pozycji. Może jak mi zacznie brakować miejsca to się przeproszę z ebookami :).

gordyjka pisze...

Pięknie się zrobiło...;o)
(Poza chorym autkiem)

Zielonapirania pisze...

Auto już zdrowe:) jeden kabelek się przepalił jedynie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Czytałam Dolinę Baztan, chętnie pooglądam filmy, bo już wyobrażam sobie krajobrazy, kamienne osady; chyba nadeszła złota polska jesień, jest kolorowo, ociepliło się, pewnie wyciągnie Cię gdzieś na kolejną wyprawę; chyba przestanę czytać, oglądać, słuchać o koronawirusie, bo ogarnia mnie strach, o bliskich, o siebie, najlepiej mi na Pogórzu, bez ludzi, jednak na jakieś podstawowe zakupy trzeba wyjechać; pozdrawiam serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Wiem, że to niepatriotyczne i nie załatwia problemu, ale też staram się nie faszerować wątpliwej jakości wiedzą z mediów o wirusie. Co przyswoiłam, to mi wystarczy, wyrobiłam sobie zdanie i spokojnie żyje. Strzępy informacji do mnie docierają i to jest przerażające, co wyrabia ten debilny rząd. Szpital na stadionie bez personelu, gdy pustka stoją sanatoria ze sprzętem i personelem albo ta żałosna ustawa o aborcji ... Wstyd na całą Europę. O dwudniowej chorobie prezesa nie wspomnę. Pukam się w głowę i przechodzę dalej. Dobrze, że mieszkam na wsi i.moge pracować zdalnie, to nie ocieram się o te kretyńskie rządowe pomysły na codzien. Tylko żal.naszego życia, jakie nastąpi po wszystkim, cofniemy się o wiele lat, niestety.

Zielonapirania pisze...

Istotnym powodem przejścia na książki elektroniczne był właśnie brak miejsca na szczelnie wypełnionych półkach. Ponadto zauważyłam, że nawet do.ulubionych książek wracam rzadko i tylko się kurzą i szkoda lasów na papier.

Luiza pisze...

Dziękuję Ci za tę wycieczkę :) Na zdjęcie liścia paproci mogę się gapić i gapić... Pozdrawiam serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Słońce potrafi pięknie malować;)

roksanna pisze...

Syna mam z covidem i byłam z nim w kontakcie. Auto a raczej szybę mi wandal zbił i musiałam brać auto zastępcze, po czym w nim ( następnego dnia po powrocie) zatrzasnęłam klucze. To znak, żeby siedziała na tyłku w domu i obserwowała wiewiórki buszującego w moich orzechach 😉

Zielonapirania pisze...

Siedź w domu, w końcu najważniejsze jest zdrowie: fizyczne, ale psychiczne też. Wśród nas coraz więcej osób z covidem i zdumiewa mnie tak różne do nich podejście lekarzy i sanepidu. Jeden tzw. chory po przypadkowym zdiagnozowaniu zdziwił się, bo objawów nie miał i nikogo bliskiego nie zaraził, wszyscy zdrowi, od miesiąca w domu siedzi, a rodzina nawet kwarantanny nie ma. Inna z objawami po dwóch tygodniach zwolnienia wypuszczona do pracy.
Tak więc trzymaj się i stroń od wirusa, jak od każdego innego wirusa lub bakterii.
Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale moje auto po naprawie znów padło na to samo i pan w poniedziałek ma poprawiać po sobie, więc też obserwuje wiewiórki zamiast buszować po Roztoczu:)

Alicja pisze...

Dzien jak codzien? W zadnym wypadku! Jesienny spacer z Toba Piranio to wyjatkowosc. Caly Twoj felieton jest niecodzienny, zwlaszcza fotografie. Ich piekno zagluszylo smutek tekstu o polskiej rzeczywistosci. Trzeba nam sie po prostu trzymac tego piekna, jakie nas jesienia otacza, zdrowia, o ktore musimy dbac i dobrych, pozytywnych, optymistycznych mysli, jakie musimy w sobie pielegnowac. Mamy inne wyjscie? To niewazne, jakie okolicznosci nas spotykaja i jacy ludzie nas otaczaja. Wazne jest to, jak my sami to wszystko odbieramy i jak sie z tym czujemy. Kiedys ktos powiedzial, ze patrzac na to samo okno jedni widza jego brudne szyby, inni piekny widok za nim. Co chcemy widziec? :) ;)

anka pisze...

Ależ piękne zdjęcia! Oczu nie można oderwać od tego, co uwieczniłaś. Jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, że świat jest przecudny, to powinien je oglądać kilka razy dziennie. Pozdrawiam :)))

Zielonapirania pisze...

Listopad wynagradza nam swą urodą wszelkie inne troski życia. Natura jest mądra:)
Ja zawsze widzę szklankę w połowie pełna,niektórzy mówią, że to głupota,ale żaden dzień się nie wróci, nie chce ich marnować jeden po drugim.

Zielonapirania pisze...

Zdjęcia niegodne takiej pochwały, ale przyroda jak najbardziej:) dziękuję za miłe słowa.

Prześlij komentarz