sobota, 21 listopada 2020

Mniam mniam...

Dzień był taki szary, że czarno-białe zdjęcia są bardziej barwne niż te kolorowe:) Poranny godzinny spacer z Luką, potem zakupy, potem praca w ogrodzie. Grabiłam liście i pakowałam w worki, w poniedziałek odbiór. A ponieważ kilka dni temu cięłam maliny i kawałek uprawy zlikwidowałam i przekopałam, to po tej dzisiejszej dodatkowej pracy czuję się, jakbym była po wizycie w siłowni. Bolą ręce i ramiona, ale w taki optymistyczny sposób, bo nie z choroby tylko od pracy na powietrzu. Odwykłam od pracy fizycznej. Czas wyciągnąć nagrania z ćwiczeniami i zadbać o kondycję:)




Upiekłam bułki. Preferuję chleb jako pieczywo, ale teraz zachciało mi się bułek. Od pewnego czasu, może już ze trzy tygodnie będzie, nie kupuję pieczywa w sklepie. Przekonałam się, że samodzielne upieczenie jest łatwe i szybkie, a smak chrupiącej skórki chleba wyjętego z piekarnika nie do zastąpienia chlebem z masowej piekarni. I nie trzeba iść do sklepu:)


Rozmawiałam wczoraj z koleżanką o jej córce i o tym, że chciałaby z powodów zdrowotnych za namową lekarza zrezygnować ze słodyczy i mięsa, które je trzy razy dziennie. I tak się zgadało, że jak tu przeżyć bez mięsa, co ugotować, co zjeść, bo one nie mają pomysłu. A ponieważ koleżanka wie, że ja mięsa nietentego, to pyta: czym ty się żywisz? Zdziwiłam się, bo ja to miałabym problem z ułożeniem jadłospisu zawierającego potrawy z mięsa, żeby nie było wciąż to samo. No to co ja jem.

Na śniadanie i kolację: często ulubiony ryż ze śmietaną i owocami z ogródka, w tym tygodniu z aronią w soku własnym.  Lub zupę mleczną z płatkami jęczmiennymi, które bardzo lubię. Nie jem  natomiast żadnych gotowych płatków do mleka, fuj. Sałatkę z kaszy jaglanej na słono np. z fetą albo na słodko, np. z rodzynkami i jabłkiem. Twarożek ze szczypiorkiem lub z ziołami + kromka chleba z opiekacza. Maślankę. Kanapki z domowym dżemem albo z miodem, do tego mleko. Naleśniki z wszelkimi nadzieniami, nie tylko ser, ale też np. z podsmażonymi na maśle warzywami. Sałatkę z pieczonych buraków z fetą. sałatkę grecką. Szukszę. Omlety. Jajecznicę na maśle. Zapiekanki z serem pleśniowym.  Domowe drożdżówki. Chlebek ze zrobionym w domu niby-hummusem. Niby, bo robię go z cieciorki lub z soczewicy, ale nie zawsze mam tahini, więc to nie jest prawdziwy hummus tylko taka pasta z ziołami i czosnkiem. Kiszone ogórki do tego albo pikantna domowa sałatka z ogórków ze słoika. Kanapki z  pastą pomidorowo-bakłażanową samodzielnie zrobioną. Placki ziemniaczane. Placki z cukinii lub dyni póki są. Dynia jest  do zimy. Fasolka z bułeczką na maśle (teraz z zamrażalnika). Sałatka caprese....
Właściwie mogłabym tak bez końca.


Na obiad: wszelkie zupy, w żadnej nie uświadczy mięsa. Tylko na warzywach, różne krupniczki, pomidorowe, ogórkowe, z buraków czysty barszcz do pasztecika z pieczarkami lub kapustą albo po ukraińsku, z mrożonego kalafiora z ziemniakami, kapuśniaczek na warzywach. Czasem  zabielane śmietanką. Zupy krem z brokułów lub dyni/cukini.


Pierogi po rusku, z kaszą, z kiszoną kapustą i pieczarkami, z serem i szpinakiem (jeszcze mam na działce), ziemniaczane kopytka, naleśniki, makarony z wszelkimi najróżniejszymi dodatkami, jak np. ze szpinakiem albo na bogato z dodatkiem łososia. Nawet jak robię makaron z sosem pomidorowym, to nie ma tam odrobiny mięsa, tylko same warzywa. Ryby pieczone/smażone z ziemniakami. Zapiekanki makaronowe. Sadzone jajko z domowymi frytkami/ziemniakami i kiszoną kapustą. Fasolka po bretońsku, ale bez mięsa. Piza z samymi tylko warzywami. Pieczone ziemniaki nadziewane fetą. Kotlety z kaszy z surówką. Kotlety ziemniaczane nadziewane mozzarellą....


Bardzo sycąca sałatka z jajkiem gotowanym i łososiem wędzonym, z listkami buraka i szpinakiem na surowo, z czerwoną cebulką, polane oliwą.


To  nie jest jedzenie dietetyczne, nie jestem na żadnej diecie, jem co lubię, ale bez mięsa. Jem dużo owoców, zawsze mam w domu paterę wypełnioną jabłkami, gruszkami, grapefruitami, pomarańczami... Jem także dużo owoców sezonowych oraz mrożonych, w deserach, galaretkach itp. Codziennie piję/zużywam ponad litr mleka. Nie jem prawie wcale żółtego sera, może raz na dwa miesiące kupię 10 deko, albo i rzadziej, a i tak często resztka zaschnie w opakowaniu. Pizzę posypuję fetą i mozarellą. Niektóre potrawy mają dużo kalorii z powodu obecności śmietany lub masła,  mam świadomość, że mogłabym je ograniczyć. Moje podstawowe grzechy, to za duże porcje i mogłabym mniej słodzić. I jedzenie o późnych porach. 
Ze słodyczy sklepowych udało mi się zrezygnować dość łatwo, po prostu przestałam je kupować. Po całkiem niedługim czasie zorientowałam się, że ich wcale nie potrzebuję. Jednak piekę ciasta przynajmniej raz w tygodniu, niestety... Często dzielę się z młodymi, ale czasem konsumuję sama... ojojoj...wstydzę się tego obżarstwa:) Od lat nie kupuję napojów w sklepie.

Kiedy tak to przedstawiłam koleżance, była zdumiona. Nie mają mężczyzny w domu na co dzień (pracuje za granicą), ale jednak 7 razy w tygodniu jest obiad mięsny i na pozostałe posiłki kanapki z wędliną lub pasztetem, serdelki itp. Nie wyobraża sobie, żeby codziennie był obiad bez mięsa.
A takie objadanie się mięsem i  siedzenie na kanapie to jednak pierwszy krok do trumny.  W nadmiarze czerwone mięso może doprowadzić do zawału serca, nowotworów raka jelita grubego, trzustki oraz prostaty i cukrzycy. Inuici (zwani dawniej Eskimosami, ale teraz to niepolitycznie tak mówić) żywili się w dawnych czasach tylko mięsem, bo takie były okoliczności ich życia. I co ? Średnia długość życia wynosiła 32 lata! Dopiero, kiedy dotarł do nich biały człowiek wraz z inną niemięsną żywnością, długość ich życia uległa poprawie. I zdrowie też, siłą rzeczy.

Mięso jest nam potrzebne, ale w niewielkich ilościach, ja też czasem zjem w gościach lub jeśli u siebie mam gości, albo na wyjeździe, gdy stołuję się w hotelu albo po prostu chcę spróbować jakiejś ciekawej potrawy. Raz na rok zjem nawet z grilla:) I czasem się zdarza, że wprost MUSZĘ zjeść plasterek kindziuka albo boczku i kupuję trzy plasterki:) Ale to naprawdę rzadko, ostatni raz chyba na wiosnę:) Nikogo nie namawiam na odstawienie całkowite mięsa, nie można popadać ze skrajności w skrajność, nie kieruję się też żadną ideologią, po prostu mięso mi za bardzo "nie leży". Ale żeby zjadać 180 posiłków mięsnych w miesiącu??? To mi się w głowie nie mieści.
Statystyczny Polak zjada rocznie około 80 kg mięsa czyli ponad 20 dag dziennie. Proszę się przyznać, kto zjada moją porcję :)? Instytut Żywności i Żywienia Człowieka zaleca spożywanie mięsa w ilości max pół kg tygodniowo (do 70 gram dziennie), czyli wyjdzie nam max 26 kg rocznie, to jest trzy razy mniej niż spożywamy. Dla mnie to i tak za dużo, ale jakby córka koleżanki się na tym wzorowała, to na pewno byłaby zdrowsza i lżejsza.

A co u was dzisiaj na kolację/ śniadanie/obiad? Czyżby mięsko?:)

52 komentarze:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wczoraj zrobiłam burek z ciasta filo ze słonym serem i zieleniną z grządki, dziś skończyliśmy; mąż jest mięsny, ja rzadko, więc jutro ryż z warzywami i piersią kurzęczą:-) kupiłam sobie torebkę owsianki, będę mierzyć się z nią, bo nie jadłam, częściej jaglankę.
Pozdrawiam serdecznie.

kotimyszkot pisze...

Z wielką chęcią przestawiłabym się na Twoje menu, tylko jak to zrobić kiedy w domu dwóch mięsożerców, a dla samej siebie nie chce się gotować? Byłoby też łatwiej, gdybym mięsa nie lubiła. Ale mimo wszystko staram się ograniczać i szukać pomysłów na dania bezmięsne. U Ciebie ich dużo, spisuję więc do zeszytu i ślę pozdrowienia :)

Fuscila pisze...

Śniadanie: 1/2 op.twarożku z rzodkiewką,2 pomidorki koktailowe, 3cm ogórka św. I 3 cm ogórka kiszonego..
Obiad: krupnik na 1 skrzydelku kurzym
Kolacja: sałata, mix warzyw jak na śniadanie + papryka i seler naciowy.

Fuscila pisze...

Raz na tydzień 1 serdelka. Kurzęcy kotlet w papirusie raz w miesiacu.Maśkankowe miksy z owocami z zamrażarki lub świeżymi. Śłodkości sama piekę raz w miesiącu a na co dzień 1 kostka czekolady gorxkiej. Na sen złote mleko.
Pozdrawianki!

Zielonapirania pisze...

Burki uwielbiam, sama jednak nie umiem upiec. Zresztą jakoś mi się wydaje, że te robione w Bułgarii/Grecji/Chorwacji/Macedonii /Czarnogórze znacznie lepiej smakują;) Pewnie dlatego, że Twoich Mario nie jadłam:)
Mężczyźni to chyba wszyscy są mięsożerni.
Te gotowe owsianki mi nie smakują, albo to już jakieś uprzedzenie, albo co, bo czuję w nich chemie.

Zielonapirania pisze...

Pamiętam, jak miałam chłopa w domu:) Całe menu było pod męski gust, więc doskonale Cię rozumiem.

Zielonapirania pisze...

Boszsz... jesz jak ptaszek. Wg wielkości mojej porcji byłoby tak - śniadanie: cały twarożek, pęczek rzodkiewek, garść pomidorków, cały ogórek, dwa kiszone, dwie kromki chleba:)))
A z taką kolacją to bym umarła z głodu:)

Zielonapirania pisze...

Takie miksy piję namiętnie, pychota. Niekoniecznie z maślanką, często z mlekiem albo naturalnym jogurtem, zależy co jest w domu.
To za Ciebie też ktoś zjada to mięso, bo Ty też poniżej normy:)

trollatrolla pisze...

No, ja twojej porcji nie zjadam, bo mięsa nie jadam.
Na obiad zjem surówkę z czerwonej kapusty + frytki + sos czosnkowy.
Jadam sporo sera, ale staram się ograniczyć, bo nabiał to krowy i ich cierpienie. Oraz produkcja CO2.
Czasem jadam ryby...tzn. albo dorsza - cieniutkie płaty w cieście smażone na chrupko. Albo tuńczyka z puszki. Też ograniczam, bo ryba to też mięso.
Kurczaka nie tykam już od lat. Ostatnio usłyszałam o rosole "wywar z trupa" i rosołu też już nie tykam, bleee.
Zupy od lat gotuję bez mięsa. Najpierw podsmażam warzywa na maśle lub oleju, potem zalewam wrzątkiem, potem idzie cała reszta.
Ostatnio robiłam gołąbki z zieloną soczewicą. Bo ja uwielbiam kapustę w każdej postaci i te gołąbki to było ostatnie mięsne danie któremu nie mogłam się oprzeć. No to znalazłam zastępstwo.
Też robię pastę z ciecierzycy bez tachini ale z dodatkiem suszonych pomidorów.
Nie umiem kisić barszczu buuuuu!Nigdy nie jadłam i nie wiem jak ma smakować taki kiszony.
Na śniadanie 1 zawsze jem płatki kukurydziane z jogurtem.
Na drugie jakieś placki z jajek. Czasem na słodko, czasem na słono.
...Niestety też się przejadam, ale przestałam kupować słodycze. Oraz piec ciasta, bo przestały mi smakować.
Acha. I nie wierzę, by człowiek MUSIAŁ jeść mięso. Gdyby musiał wegetarianie by wyginęli, nie? A ja znam (jednego wprawdzie, ale to już coś ) człowieka wychowanego od dziecka, nie, od urodzenia na diecie wegetariańskiej. Dziś ten człowiek ma tak ze 27 lat. Z tego co widzę jest zdrowy fizycznie i inteligentny - jakoś przeżył bez mięsa i nawet nie ma traumy z tego powodu.
Największą głupotą dla mnie jest zastępowanie mięsa wyrobami "mięsopodobnymi". To wg mnie jest zaprzeczenie idei wegetarianizmu. Takie pseudomięso jest produkowane przemysłowo z np. z soi - był o tym kilka lat temu ciekawy reportaż jak w Ameryce Południowej zdewastowano środowisko naturalne i zatruto ludzi chemią...To już sama w sobie ta soja to syf. A jak doda się do tego tony chemii by soja smakowała jak mięso... To już lepiej jeść mięso. Najlepiej własnoręcznie upolowane.

grazyna pisze...

Ooo..ja tez wrecz zapominam o mięsie. Jakos tak naturalnie przeszlam na bezmięsie. Chleb tez zaczelam piec, mam taki przepis , ktory nie wymaga wygniatania ciasta, wszystko sie miesza łychą, odstawia, rosnie, przenosi do keksowki i do pieca. I juz, rozne ziarna do tego i nie trzeba do piekarni. Do Twojej kolekcji dań to jeszcze gołąbki z ryzem i pieczarkami, tortille hiszpanska z ziemniakow, kotlety z kalafiorow, nalesniki z jarmuzem i twarogiem, wszelkie fasolki i soczewice tez bez miesa, zupy bez wkladki mięsnej tez, leczo warzywne, placki ziemniaczane polane sosem z pieczarkami, racuchy jablkowe, humnus tez robie, nie zawsze z tahini, awanturke z twarogu i szprotek, swietny przepis mam na antipasto wloskie : tunczyk w warzywach na zimno do chleba , bardzo lubie sledzie etc...etc...ciasta kupne tez juz u mnie niet, sama pieke, nawet czekolada jakos mnie nie pociaga, chyba ,ze jako polewa na tychze wypiekach.
Zaraz sobie przygotuje sniadanie...wlasnie awaturke , pomidor, kiszony ogorek, chleb wlasnej roboty wypieczony z platkami owsianymi, siemieniem lnianym i slonecznikiem...alem glodna!
Pozdrawiam niedzielnie, za oknem nieciekawie ...
mieso jadam bardzo rzadko

BBM pisze...

Ja z mięsożerców, więc wolę się nie odzywać.;(

kobieta w pewnym wieku pisze...

Ale narobiłaś apetytu tymi wymienianymi potrawami. Ja też jestem trochę bezmięsna. Piszę trochę, bo przy posiłkach są dyskusje z moim mężem, że czegoś w tej zupie brak., a ja już wolę te dyskusje niż mięso. Owszem od czasu do czasu zjem, ale wystarczy mi np. tak jak było w czasie mojego dzieciństwa, mięso na niedzielny obiad, w tygodniu bezmiesne. Masz super jadłospis.

Zielonapirania pisze...

Niesłusznie! Czytałam bardzo ciekawy artykuł o ludziach, którzy mają tzw. mięsny głód. Chodzi o to,że ich organizm potrzebuje białka z mięsa. Mając dostępne białko roślinne, będą cierpieć uczucie głodu i muszą zjeść kawałek mięsa,aby się tego pozbyć. Nie mówię, że masz mięsny głód, chodzi mi o to, że to naturalne, że jeden je mieso, bo potrzebuje tego białka, inny dlatego, że po prostu lubi, a jeszcze inni dlatego, że go teraz stać na mięso, jeszcze inny wyniósł upodobania kulinarne z domu itp. Ja kiedyś też jadłam mięso bardzo często, chyba z przyzwyczajenia, bo zawsze wszyscy jedli. Potem przyszło olśnienie, że tyle jest warzyw, których nawet nie próbowałam a są bardzo smaczne i samo mi się przestawiło. Powoli, stopniowo, jakoś się tak porobiło, bez żadnej ideologii. Pamiętam świetny smak potraw z mięsa, ale teraz po latach mięso rośnie mi w ustach, nie mogę tego smaku odnaleźć na nowo.
Wyczytałam w statystykach, ze w Polsce około 40% ludzi nie je mięsa lub zjada je bardzo sporadycznie. Zostaje więc pozostałych 60%, którzy jedzą, zatem masz nad nami przewagę, bo jesteś w większości:) poza tym mięso jedzone w zalecanych porcjach nie szkodzi człowiekowi.

Zielonapirania pisze...

U mnie zmiana sposobu żywienia nie wynikała żadnej ideologii. Owszem, żal mi tych krówek,kurczaczków, a szczególnie cielaczkow i króliczków, ale masowa wielkopowierzchniową uprawa roślin też szkodzi środowisku. Na potrzeby upraw wycina się lasy, wypierając z naturalnego środowiska ptaki i zwierzęta, których populacja spada, albo wręcz znikają niektóre ich gatunki. Nie wspomne juz o tonach nawozów spływających do rzek i mórz. Zgadzam się, że soja to syf. Spróbowałam chyba ze 20 lat temu i dziękuję. Jednak i tak ją spożywamy w wielu produktach kupowanych w sklepie, tyle, że w minimalnych ilościach. Teraz soja jest zamiennikiem mięsa w krajach ubogich, na salonach się raczej nie przyjęła:)
Ryby i nabiał bardzo lubię i nie odstawie, bo jak rzekłam, taki a nie inny wybór żywienia nie jest u mnie podyktowany ideologia. Bardziej wypływa z upodobań smakowych oraz faktu, że mięso jest po prostu ciężkie do strawienia, powoduje nawet u zdrowego człowieka dyskomfort trawienny i dolegliwosci, ma dużo kalorii i wymaga dużo pracy i czasu do obróbki, żeby dało się zjeść.

Zielonapirania pisze...

Na chleb mamy ten sam przepis:)
Widzę, że łączy nas upodobanie do śledzi, uwielbiam w każdej postaci:)
Dziś na dworze trochę wietrznie, ale pozwoliłam sobie z rana na godzinny spacer przez pola,żaden rolnik mnie nie pogonił, a Luka na 5-metrowej smyczy pobiegała sobie do woli.
Szykuje mi się jeszcze jeden dłuższy spacer, bo zapowiedział się z wizytą po południu kolega wójt, to nie przesiedzimy przecież w domu połowy dnia. Może nie zamarznę:)

Zielonapirania pisze...

Mężczyźni preferują dietę mięsna, uważają, że z niej jest siła.
Nie lubię jeść tego samego kilka razy, więc wciąż coś wymyślam. Dziś na kolację będzie sałatka z jajek gotowanych z selerem i ananasem. Jest białko, jest warzywo, jest owoc:) poczęstuje kolegę wójta, może też zje:)

ikroopka pisze...

Czytasz w moich myślach? Szukam przepisów, które urozmaiciłyby nasze menu, mięsne do znudzenia;) Tzn. nie jemy mięsa codziennie, ale te 4 do 5 razy w tygodniu tak; przyznaję się, nie mam pomysłów na bezmięsne sycące! obiady, a do tego dochodzą ograniczenia smakowe, czyli np. mąż nie przepada za potrawami mącznymi, więc zostają w zasadzie same kasze, ja znów po obiedzie bez mięsa chodzę głodna i dojadam, sałatki i surówki w lecie owszem, zimą odpadają, potrzebne jest danie ciepłe. Zup nigdy nie robiłam na mięsie czy kościach, z wyjątkiem rosołu i krupniku, ale tu też tylko drób wchodzi w rachubę. Jak żyć, Zielona Piranio, jak żyć 😉

ikroopka pisze...

Tu się wtrącę, pozwolicie, bo w ostatnim zdaniu Piranio, widzę nieporozumienie - mięso nie jest bardzo kaloryczne, jeśli obrabiasz je bez tłuszczu, zwłaszcza drobiowe (stąd popularność indyka czy kurczaka w dietach odchudzających), a jest sycące, a i obróbka trwa krótko, nawet bardzo.

ikroopka pisze...

O, ten mięsny głód mnie chyba dotyczy:(

BBM pisze...

Dzięki, że mnie nie przekreśliłaś. Na blogach króluje wegetarianizm i często czuję się tak, jakbym była całkiem wynaturzonym dziwadłem.
Dlatego bardzo doceniam Twoją tolerancję. :)

Zielonapirania pisze...

Racja, ale kto je mięso gotowane na parze? Smażymy, dusimy, ze smalcem, z olejem, podajemy z sosami... O drobiowym się natomiast mówi, że faszerowane byle czym, w sensie nie wiadomo, co ten kurczak jadł i czym był pędzony, że niby antybiotyki dostawał? Prawda to czy nie?

Zielonapirania pisze...

He he...mialabym kogokolwiek przekreślić, bo je mięso?:) I go nawracać?:) To nie ja:) ja nawet rozumiem tych co jedzą różne morskie robale tzw. owoce morza, fuj!:) I nawet przy mnie mogą jeść, byleby mnie nie częstowali:)

Zielonapirania pisze...

Żyć z ulubionym mięsem za pan brat;)
A jako ciekawostkę podam, że choć w Wielkanoc zjem barszcz biały na kiełbasie, to rosołu nie tykam. Nie znoszę tej ciepłej tłustej wody:) Kiedy z grzeczności próbowałam zjeść, te obslizgle kluski stawały mi w gardle i powodowały odruch wymiotny:) Jak córka za mąż wychodziła, walczyłyśmy z restauracją, żeby tylko rosołu nie było, może jakaś zupa-krem. Niestety tradycja zwyciężyła. Każdy pytany oburzał się, jak to? Wesele bez rosołu? Nie może być! No i był. A dla nas wyrodków kremowa borowikowa:)

ikroopka pisze...

Dlatego preferuję mięso z indyka, jest zdrowsze i pewniejsze. Co do gotowania, to mozna spokojnie nie uzywac w ogole tluszczu lub w minimalnej ilosci, tez do smażenia i duszenia, wiesz jak smakuje np. wątrobka drobiowa na patelni grlowej i bez tluszczu? Pychotka :)

BBM pisze...

Owoce morza tez do mnie nie przemawiają.:)

ikroopka pisze...

Rosół uwielbia mój mąż, ale je go na gorąco, z jarzyną i bez klusek czy makaronu, oboje też często jemy zupy-kremy. Wrzucilabyś jakies proste przepisy obiadowe:)

jotka pisze...

Nie wyobrażam sobie jeść codziennie mięsa, nawet mój mąż woli ostatnio inne opcje.
Jadamy przeważnie o różnych porach, więc najbardziej sprawdzają się jednogarnkówki, zupy, pierogi, naleśniki.
Nie mam zamiłowania kulinarnego, więc musi to być szybko, łatwo i do odgrzewania.
Mój syn natomiast kucharzy namiętnie:-)

Anna K. Olszewska pisze...

Teraz jest najlepszy czas na wysiłek na powietrzu. Ciało się wtedy hartuje i uodparnia na przeziębienia. :)
Ostatnio mąż się wciągną w te moje poranne spacery, zaczął odczuwać przychylne skutki na sobie. :)

A ja preferuję bułki. :P Chleb musi być naprawdę dobry, masówki mnie nie kuszą. Choć ładnie pachną w sklepach.

Jak gotuję sama to jem podobnie jak Ty. Jak gotuje mąż no to mięso ląduje na talerzu siłą rzeczy, ale i tak zwykle zostawiam.
U mnie tak samo to nie myśl ideologiczna, po prostu lepiej się czuję bez zwierzęcia w brzuchu. Choć nie powiem, że niektórych specjałów mięsnych nie lubię. Mąż czasem zrobi przepyszne żeberka, swój przepis firmowy, wtedy nie zostawiam nic. Ale to rzadka okoliczność. Jadam sporo ryb. Oboje z mężem jesteśmy wędkarzami, więc nie musimy kupować. Chyba, że najdzie nas ochota na morskie.
Do diety dorzucam zawsze soki warzywno-owocowe, które samodzielnie robimy. Żywe witaminy.
Ostatnio mam szał na wege-burgery. Kotlety sama robię, bo w zakupie są cholernie drogie (w Szwajcarii były tańsze od mięsa, często kupowałam, skład miały wzorowy).
Dawno temu jeszcze mieszkając z rodzicami, jadłam mięso na każdy posiłek. A cuda wianki mi się porobiły, jeszcze przed trzydziestką non stop u lekarza lądowałam na badania bebechów, bo bolały i na prochach byłam ciągle. A teraz jestem zdrowa jak ryba.

Mo. pisze...

Skoro już czarno-białe zdjęcia są bardziej kolorowe niż rzeczywistość to robi się nieciekawie :).
Jestem pod wrażeniem Twojego menu. Też bym tak chciała ale najczęściej mi się nie chce :). Lubię gotować ale wodze fantazji popuszczamy najczęściej w weekendy. Bez mięsa mogę żyć i często żyję ale moja siła oporu maleje zawsze pod wpływem zapachów znad grilla ha ha. Dobrze, że sezon się skończył zatem nie mam pokus. Nie-męża mam fajnego i zje wszystko co zrobię z wyjątkiem śledzia, nie narzeka na brak mięsa na stole i tak samo cieszy się z kotleta co z makaronu z pesto albo zupy-kremu z brokułów. Chociaż w temacie kotletów to On chyba najbardziej lubi te z jajek.
A dzisiaj na kolację mamy ser brie na gorąco, do tego sałatka i bagietka z masłem ziołowym. Nie jadamy obiadów i taka obiadokolacja to nasz jedyny wspólny posiłek w ciągu roboczego tygodnia, rzadko kiedy są to zwykłe kanapki.
Ze wszystkich jedzeniowych rzeczy na świecie chyba najbardziej lubię owoce morza.

Lucia pisze...

Moja inwencja kulinarna po przyjeździe to Italii mocno osłabła.
Czasami tylko się budzi. Lubię gotować dla doceniający to. A z tym u mnie bywa różnie. Jestem mięsożerna jednak nie w nadmiarze. Zdecydowanie brakuje mi polskich wędlin. Tych ulubionych. A skoro pojawił się polski sklep minęły mi zachcianki. 😀 Jadłospis masz fenomenalny. Serdeczności

onyks pisze...

Otóż właśnie, bez dorabiania filozofii - "jem co lubię "i to jest warne ; my też prawie nie jemy mięsa - no może raz na tydzień czasem rzadziej , zdarzają się jakieś kanapki z plasterkiem wędliny jak trzeba coś szybkiego zrobić i tyle . Z wiekiem coraz mniejsze mamy zapotrzebowanie na potrawy z mięsem. ja właściwie mogłabym całkowicie zrezygnować , ale mój małżonek czasem ma ochotę zjeść , w końcu facet.

dora pisze...

Czarno białe też ładne, takie najładniejsze wychodzą zimą, kiedy śnieg leży.
Z jedzeniem u mnie bywa różnie bywa, że nie jem sniadania, albo zjem avocado, czy jajecznicę, czy serek,niekiedy to tylko kawa, tak jak dzisiaj. Na obiad bedzie watrobka indycza z cebulą i gruszką,do tego kasza jęczmienna i sorówka z kapusty kiszonej, bo zaprosilam corke z niezięciem. Obiady raczej regularne jesli mam meza do nakarmienia, a jak jestem sama to jem mi do glowy wpadnie na co mam chęć.
Mieso jadamy, chociaz mnie odrzuca i jadam coraz rzadziej.

Luiza pisze...

Oczywiście zgadzam się, że ułożyć jarskie menu, choćby i na sto lat to bułka z masłem (super te bułeczki!). Mieszkam z dwójką mięsożerców i czasem się ugnę, ale najczęściej dla siebie mam wariant non-meat. Rosół gotuję im na mięsiwie, ale wszystkie inne zupy - na wywarze z jarzyn (dodaję doń cebulkę i marchewkę przesmażone na maśle lub maśle i oleju).
Śniadanie dziś: chleb pełnoziarnisty, masło, ser biały, miód lipowy, kaweczka
II śniadanie: kakao i dwa (przysięgam, że dwa) pierniki
obiad: będzie pomidorówka bardzo pomidorowa,
kolacja: oficjalnie nie jadam :)
Pozdrawiam serdecznie.

Luiza pisze...

PS. Zapomniałam dodać, że nie przeżyłabym gdyby nie soczewica i ciecierzyca. Cukinia i szpinak. Pierogów, naleśników, pizzy, krokietów, pasztetów, sosów bez mięsa jest naprawdę multum. Ale z drugiej strony - jeśli chodzi o mięsne potrawy mam dość okrojony repertuar: schabowe, mielone, gulasz, rosół (potem krokiety z mięsa z rosołu), żeberka, finito. Tak, że rozumiem trochę te Twoje znajome :)

gordyjka pisze...

Ja zjadam !! ;o)

Barbarossa pisze...

Bardzo smakowite propozycje. Kilkanaście z nich jadam, a inne wpisuję do mojego kajecika.:)
W zasadzie od dziecka nie lubię mięsa. Niedzielne roladki lądowały pod stołem, gdzie zajadał się nimi mój pies Misiek.:)
Kiełbasy w ogóle nie jadam, czasem, bardzo rzadko szynkę z indyka. A mięso też baaardzo rzadko, raz w tygodniu i też z indyka.
Nigdy nie jadłam i nie jem zwierząt futerkowych ani cielęciny. Nie lubię też owoców morza.
A teraz kiedy wiem, że choruję na amyloidozę, muszę jeszcze bardziej ograniczać białko zwierzęce.
A dzisiaj na obiad była bezmięsna zupka kalafiorowa z grysikiem i placuszki z dyni.
Mój M. jest mięsożerny, ale przy mnie powoli zmienia swoje nawyki żywieniowe.
Na kolację sałatka z tuńczyka z warzywami + chlebek graham. Musze wreszcie się przełamać i upiec sobie w domu chlebuś.
Zdjęcia piękne, takie tajemnicze.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i ciepło.

Zielonapirania pisze...

Nie trzymam się ściśle przepisów. Czasem cos mnie zainspiruje i robię po swojemu. Z internetu dowiedziałam się np co to jest szukszuka i teraz chętnie robię, bo nie za bardzo przepadam za jajecznica. Jak mi zostanie kaszy z obiadu, wrzucam hasło do netu i zawsze znajdę przepis na jakąś sałatkę na jej bazie.W necie jest tego mnóstwo, jednak jak pisałam, kombinuje ze składnikami i ich ilością po swojemu. Byle prościej i szybciej;)

Zielonapirania pisze...

Również hołduje zasadzie, że najlepsze jedzenie to najszybsze jedzenie, nie mylić z żadnym gastronomia foodem:) To takie jedzenie, co robi się samo i nie wymaga intensywnej obróbki, najlepiej jak czas przygotowanie nie przekracza 15 minut:)

Zielonapirania pisze...

Rano najchętniej bym spala, ale już się wciągam w te psie poranne spacery. Prawdę mówiąc, sama chodzę szybciej, z psem wolniej, ale czasem pobiegamy dla równowagi.
Dawniej jedzenie mięsa było dowodem zamożności, teraz chyba wręcz odwrotnie, przynajmniej w pewnych kręgach. Mamy też większą świadomość w zakresie diety.

Zielonapirania pisze...

Nie zje śledzia??? Toż to najlepsza ryba:) przepadam za sledziami.
Dojeżdżając do pracy bez problemu żyłam o dwóch posiłkach dziennie, od czasu pracy w domu najczęściej jem trzy razy, niestety... Bardzo nad tym boleję;)

Zielonapirania pisze...

Ja za bardzo gotować nie lubię, dlatego moje posiłki to takie potrawy, co się szybko robi. Nawet z pierogami uwine się w 20 minut:)

Zielonapirania pisze...

Mężczyźni preferują mięso, chyba wszyscy. Moze dlatego, że z tego mają więcej siły, często bowiem ich zajęcie wymaga wysiłku.

Zielonapirania pisze...

Wątróbkę bardzo lubię, choć to też mięso:) ale jedynie kurzęcą, innej nie dotykam. I rzadko jem, bo nie lubię jak mi w domu smażonym jedzie:)
Jeszcze do niedawna bywało, że zapominałam jeść, teraz trzy razy dziennie, to zakrawa na łakomstwo:)

Zielonapirania pisze...

Pierogi z soczewicą! Wspomnienie dzieciństwa, mama robiła. Też czasem robię, ale nie mogę oddać tego legendarnego smaku. Dobre, ale nie tak dobre.
W Hiszpanii chyba jadłam zupę z soczewicy, dobra była, ale sama nigdy nie gotowałam..
Kolacji nie umiem sobie odmówić, niestety... Dziś sałatka grecka z własnym razowym chlebem.

Zielonapirania pisze...

Smacznego:)

Zielonapirania pisze...

Przepis na pyszny chleb, prosty i szybki. Do miski wkładasz pół kilo mąki, torebeczkę 7 gram suchych drożdży, łyżeczkę cukru, dwie łyżeczki soli, 400 ml ciepłej wody. Mieszasz chwile łyżką i odstawiasz na 10 minut. Przekladasz do keksowki , czekasz pół godziny i wstawiasz do piekarnika na godzinę w temp. 200 stopni. I już. Można dodac różne zioła albo zmieszac make pszenna i żytnia, wtedy nie wyrośnie tak bardzo, ale dziś taki właśnie upiekłam i wyszedl dobry.
Sałatka z tuńczyka z jajkiem? Też lubię;)

Barbarossa pisze...

Dziękuję z przepis.:) Zakasuję rękawy i zabieram się za mieszanie składników. Mam ziarna słonecznika, to dodam.:)
Sałatkę z tuńczyka z jajkiem też lubię, ale w moim "systemie" żywienia jajko wieczorem niekoniecznie, ale na 2 śniadanie taką sałatkę mogę zjeść.
Pędzę do kuchni. Pa :)

Alicja pisze...

A mnie sie wydawalo, ze piranie to drapiezniki :)) Byc moze te zielone sa jaroszami, hmmm.... Od ponad 30 lat jestem bezmiesna, bezrybna i bezwedlinowa i zyje bez chorob. Moja rwa kulszowa to byla tylko przejsciowka ;) Jestem 75 minus i oby tak dalej. Nie namawiam nikogo do jaroszowania, lecz sama wiesz, jak fajno czuc sie nie jedzac swoich przyjaciol :) Czasami slysze pytanie: to co ty wlasciwie jesz, a ja, podobnie jak Ty, przedstawiam nieskonczona liste fantastycznych posilkow, ktorymi na sama o nich mysl mozna sie najesc. Mowisz o zbyt obfitych posilkach - od konca wrzesnia br moje posilki mieszcza sie w chinskiej miseczce odpowiadajacej wielkosci ludzkiego zoladka. To swietny pomysl na najedzenie sie tym, co lubie i, przy okazji, zrzucenie wagi. Od tego czasu zniknelo 7,5 kg. Swietnie sie odzywiasz, tylko ... to mleko :/
Zycze duuuuzo Zdrowka i serdecznie pozdrawiam :)

Zielonapirania pisze...

Bez mleka nie ma życia:) Człowiek to ssak, mlekiem żywi się od pierwszego dnia swojego życia:) Jem ryby, jajka i produkty odzwierzęce, typu śmietana, ser. Nie nazywam siebie jaroszem, wegetarianką czy jak tam zwał. Nie lubię skrajności, ale lubię mieć wybór. Teraz wybrałam tak, kiedyś może mi się zmieni ? Kiedy napisałam ten post, pomyślałam, że jakieś drobne sukcesy mi się należą: w tym tygodniu nie upiekłam ciasta:) Zbyt dużo czasu spędzanego w domu skutkuje tym, że więcej jem. Nigdy się nie odchudzałam i nie zamierzam, ale zmniejszenie porcji nie wymaga ode mnie wyrzeczeń, a wyjdzie mi na zdrowie:)

Mo. pisze...

Wczoraj upiekłam ten chleb i jesteśmy zachwyceni, prawie pół zjedliśmy jeszcze ciepły, na sucho albo z samym masłem. Dodałam ziarna słonecznika i pestki z dyni. Mam swój jeden ulubiony chleb z orzechami i figą i następnym razem sama sobie taki upiekę :)

kotimyszkot pisze...

A mogę prosić o jakiegoś linka do tego przepisu, ewentualnie podanie przepisu na ilość do keksówki? Będę bardzo wdzięczna :)

kotimyszkot pisze...

Właśnie coś upodobania moich panów dominują w menu, ale lubią też wszelkie pierogi, placki i tu mogę dla siebie robić warzywne dodatki. Spisałam też dużo Twoich pomysłów, mam wielkie zacięcie by odmienić choć trochę naszą kuchnię. Ja uwielbiam wszelkie surówki, sałatki z kaszami, z warzywami. Dla chłopaków zawsze tego kotleta mogę zrobić, tylko potrzebuję mobilizację by sobie w tym czasie czymś go zastąpić :)

Prześlij komentarz