Jeśli ktoś wątpił w kocio-psią komitywą od pierwszego wejrzenia, to proszę bardzo. Oczywiście psu nie wolno leżeć na moim łóżku ani na żadnej kanapie czy fotelu. Ma swoje legowisko i łaskawie pozwalam leżeć na dywanie:)
Było też dziubkowanie w celu poznania swoich zapachów i wspólne picie wody z jednej miski. Jednakże pies jak odkurzacz, wciąga wszystko co jadalne, więc kocie miski powędrowały na wysokości, bo kot sobie karmę dozuje i często ma ją w misce. Bardzo się teraz przydaje mój nawyk sprzątania wszystkiego z widoku. Ani wcześniej ani teraz żadnego jedzenia u mnie na wierzchu nie uświadczy, co oszczędza Luce pokus. Karmę dostaje zawsze o tej samem porze i nie ma żadnego podjadania między posiłkami. Kiedy ja jem, nie daję jej żadnych smakołyków. Bo moje jedzenie należy do mnie i ona ma o tym wiedzieć. Ja z jej miski też przecież nie podjadam:)
Kiedy w pewnym momencie zobaczyłam, że Luka śpi trzymając w objęciach mojego spacerowego kamasza, także buty powędrowały na górę, tak na wszelki wypadek:) Dostała zabawki, ale i tak woli międlić w zębach moje stare kapcie, które tylko czekały na wyrzucenie, ale daam jej w prezencie zamiast kamasza:) Tak więc, póki co szkód jakichś jeszcze nie poczyniła. Nauczyła się natomiast, że kiedy idziemy na spacer, to pańcia wychodzi z domu pierwsza, a pies spokojnie z tyłu. Z powrotem tak samo: ja wchodzę pierwsza, ona za mną. Nie kłóci się o to, zaakceptowała taką kolejność. I pozwala sobie bez protestu wytrzeć łapy. A, bo w ogóle to pierwszy wychodzi kot:)
Posłanie sama sobie przeniosła w inne miejsce, niż pierwotnie zaproponowałam. Jakoś jej w tamtym miejscu nie pasowało, co postawiłam, to przewlekła zębami bliżej drzwi kuchennych. No to jej tam zostawiłam, choć w mojej ludzkiej ocenie pierwsza lokalizacja była lepsza:).
Wydaje mi się, że u poprzednich właścicieli mało była wyprowadzana na spacer, bo jak tylko się wykupka, natychmiast wraca do domu. Zmieniam ten jej nawyk, może na swoją szkodę, ale biorę ją raz dziennie na co najmniej godzinę lub dwie, ona coś sobie szuka, wącha, a ja słucham audiobooka. Rano i wieczorem po pół godziny, o tych porach nie chce mi się dłużej:)
Ogólnie jest przyjazna, ale dziś pierwszy raz słyszałam jak szczeka - to na widok jakiegoś faceta, który z daleka waniał (piwskiem). Chyba nie lubi alkoholu:)
Lubi biegać. Jak pewnego dnia poszłyśmy dość daleko i w końcu zrobiło mi się zimno, postanowiłam kawałek przebiec. Bardzo się ucieszyła, wyrównała do nogi i wraz ze mną równiutko przy nodze biegła przez dłuższy czas, aż padłam zdyszana i rozgrzana:) Może jej właściciel był biegaczem ?No i przypomniałam sobie dlaczego nie lubiłam psa w domu. Bo śmierdzi i wszędzie są kłaki;) Luce jednak wybaczam i teraz codziennie odkurzam, a podłogę w kuchni zamiatam poza tym jeszcze dwa razy:) Zaopatrzyłam się także w większą ilość różnorodnych odświeżaczy powietrza.
Dzięki Luce kot się uspokoił. Przestał się rano wydzierać. Owszem, wstaje wcześnie, ale po cichym miauknięciu maszeruje do kuwety, potem do miski, na końcu na parapet kuchenny, gdzie ma teraz poduszkę i lekko podniesioną roletę, żeby mógł podziwiać budzący się świat. A Luka śpi do czasu, aż ja wstanę. Grzeczna dziewczynka:) Tym sposobem dziś obudziłam się przed szóstą, udawałam, że śpię, a faktycznie przez dwie godziny czytałam książkę, potem znów pospałam dwie godziny i wstałam o 9.00 a wraz ze mną Luka. I we trójkę poszliśmy na spacer, przy czym kot został przed bramą.
W nocy był pierwszy przymrozek. W sadzawce została para łabędzi, ciekawe czy zostaną na zimę. Może ich obecność wróży, że zima będzie lekka ? Bo zazwyczaj gdzieś odlatywały. Będę do nich zaglądać. Natomiast jeszcze poprzedniej nocy miałam dyżur nocny w pracy zdalnej. Nie muszę ich brać teraz, kiedy pracuję na stanowisku zarządczym, ale zastąpiłam koleżankę. Późnym popołudniem zauważyłam, że regularnie co jakieś pół godziny koło mojego domu przejeżdża traktor i tak do późnego wieczoru, w końcu aż wyjrzałam zobaczyć, co on się tak kręci. A to rolnik wywoził z pola buraki cukrowe. Jeździł tak przez całą noc, bez przerwy. Jak zaczął jakoś po 16.00 to skończył następnego dnia koło 10.00. Widać spodziewał się mrozu i śpieszył się z uprzątnięciem zbioru. Rano obserwowałam, jak się to odbywało. Na polu buraki były zrzucone w wysokie pryzmy. Stała przy nich maszyna, która nasypywała je na przyczepy. Rolnik traktorem podjeżdżał, zostawiał puste przyczepy, zabierał pełne i tak na okrągło. Strasznie nabrudzili ziemią na drodze dojazdowej do mojego domu, ale na końcu podjechali przyczepą z wielką beczką i szlauchem i umyli asfalt. Kulturalnie. Tyle się trzeba napracować, żeby potem ktoś sobie kilo cukru ze sklepu przyniósł:)




42 komentarze:
A niektórzy mówią, że rolnik śpi, a samo rośnie. Co do pieska, mówiłam, że bedzie mu u Ciebie dobrze. I jeszcze, super fotka z łabędziem. Miłych spacerów.
I jak tu rezygnowac z cukru, kiedy ktoś sie tak trudzi:)
"Jak pies z kotem" nabiera nowego wymiaru :) Fajnie, że się tak Luka zaklimatyzowała, będzie miała u Ciebie i w okolicy raj na ziemi.. Zdjęcia piękne, pozdrawiam 🌺
Oczywiście dziękuję za łabędzie. A wieści psie i z domowego zwierzyńca super. Rolnik nie ma lekko. Ten cukier to sporo pracy. Ale jak wiadomo bez pracy nie ma kołaczy. Z cukrem. Serdecznosci
BArdzo sympatyczny wpis. Zwierzaki przecudne i swietnie ich zachowanie opisujesz. Bedziesz miala z nimi radoche. No i ta opowiesc o burakach cukrowych, ciezka praca... pozdrawiam serdecznie
Bardzo ciekawe i otuchę przynoszące opowieści.
Na dowód, ze oprócz covida jest jeszcze inny świat, bardzo normalny, swojski, przez wielu upragniony...
Zwierzaki - słodziaki jednym słowem . Śliczne zdjęcie łabędzia , niemal obraz .
Jeszcze chtrochę czasu upłynie, a kot będzie wodził rej. Znam takie przypadki, kiedy prowokował sytuacje naganne, a karę ponosiła nic niewinna psina. Koty są przebiegłe, a psy wierne i ufne, jeśli człowiek wcześniej ich nie skrzywdził. Pozdrawiam serdecznie :)
Czyli Luka zostaje? Jest Twoja na zawsze, tak na wieki wieków? Czekałam na ten wpis licząc na to, że właściciel się nie znajdzie :).
Cudna jest, no! Co ja Ci mogę więcej napisać :). Z kotem będzie komitywa, byłam tego pewna od początku.
Masz kompankę na spacery, cztery łapy to najlepszy motywator żeby nie siedzieć w domu. Luka dobrze trafiła bo wędrować lubisz a pies u kogoś kto preferuje raczej siedzący tryb życia to totalna pomyłka. Chodzi grzecznie bez smyczy? I jeszcze śpi tak długo jak Ty? Trafił Ci się skarb nie pies.
Z szacunku dla buraka cukrowego wsypię sobie dzisiaj łyżeczkę więcej do herbaty :)
Urocza notka! Świetne te Twoje zwierzaki. A i zdjęcia- jak zawsze- z przyjemnością się ogląda. :)
Wiedziałam, że tak będzie, bo psinka spokojna:-) u mnie Amik z bidula nigdy nie zaprzyjaźnił się z Guciem, wyjścia były sterowane, aby kotu oszczędzić stresu, bo był goniony; zaprzyjaźnicie się jeszcze bardziej, będziecie miały swoje rytuały, przyzwyczajenia, Luka będzie rozpoznawała Twoje nastroje, uprzedzała myśli; suki są wierniejsze od psów, trzymają się domu:-) rolnik wywoził buraki do mobilnego skupu, bo może czekały już na nie podstawione ogromne przyczepy-łódki do transportu:-)
Ona się boi, że Cię straci !! Musi Cię widzieć i czuć...;o) Pomysł ze starymi kapciami jest rewelacyjny, kiedyś też z niego korzystałam (Cezary miał zapas takich kapci), Lucky nie ma takich ciągot...;o) Narzuciłaś stabilizację i spokój, więc nawet pies z kotem się podporządkowują...;o)
Zanosi się na wielką miłość...;o)
Dobrego dnia ☀️
Może i rośnie samo, ale co potem :)? Musi się ten rolnik nieźle nabiegać.
Pieska już się chyba zaaklimatyzowała, ale woli w domu niż na dworze:)
Nooo.... trzeba dać zarobić rolnikowi:)
Dziękuję, ja Luce codziennie po parę razy mówię, ze jest najładniejsza i najmądrzejsza z wszystkich psów, to chyba to doceni:)
Zgadza się, kołacze bez cukru niewarte pracy:)
Trochę zabawnie jest w domu z dwoma zwierzakami, szczególnie jak rano wychodzimy z domu gęsiego: kot, ja i Luka:) Jak kto patrzy to się porechocze:)
Każdy ma swój świat, ale niektórzy żyją życiem innych, a nie swoim albo wierzą, że ich życie zależy od innych i zapominają, że sami swoje życie codzienne powinni układać, na swoją melodię, a nie pod dyktando innych. Robię co lubię i jak lubię, a jak czegoś nie lubię to się tym nie interesuję i tego nie robię. Świat jest wtedy piękniejszy:)
Uważam, że mam szczęście, że się kot z psem polubiły, bo w przeciwnym przypadku... oj, ciężko by było!
W miejskim mieszkaniu mieliśmy psa i kota i tam faktycznie rządził 10 razy lżejszy od pasa kocur. I razem we współpracy okradały lodówkę:)
Zostaje, nikt jej nie szukał, nikt nie odpowiedział na ogłoszenia, to już je pousuwałam i pies jej mój:)
Ja i bez psa dużo wychodziłam z domu, a nawet dalej i szybciej niż z psem, bo ona taka trochę domatorka, jakby była w bloku chowana. Wdrażam ją stopniowo. Prowadzę ją wyłącznie na smyczy, boję się, że puszczona luzem gdzieś pobiegnie i nie wróci:)
Dziękuję, to miłe:) Zwierzaki są fajne, takie przytulaśne i rozmawiają ze mną:) Jest to znacznie lepsze, niż miałby mi jaki chłop albo kto inny plątać się po domu i gderać:)
Znasz wiejskie życie:) Tak, na granicę dwóch wsi podjeżdżają takie kolosy, które zabierają buraki do cukrowni, tak było jak piszesz.
Doszłam do wniosku, że jak od początku poukładamy swoje relacje i pewne sprawy, to i mnie i zwierzakom będzie lepiej. Wierzę w zalety rutyny, u dzieci i zwierząt:)
I wzajemnie:) Dziękuję za odwiedziny
To ja się jeszcze powymądrzam w temacie psa.
Naucz się nosić w kieszeni przysmaki...i naucz Lukę, że to jest dobre. To po to by wiedziała, że nagroda zawsze czeka, łatwiej ją przywołasz, łatwiej nauczysz nowych rzeczy. W roli takiego przysmaku najlepiej sprawdza się suszone mięso wołowe lub kurczakowe. Ja suszę w suszarce do grzybów cienkie paski w temperaturze 65stopni przez 12 godzin. To lepsze niż kupne cukierki...i chyba wychodzi taniej.
Luka jest jest teraz jeszcze dość wystraszona i niepewna, ale za chwile poczuje się pewnie i pokaże swą prawdziwą naturę.
Nie dawaj jej swoich butów. Żadnych. Ani żadnych innych swoich rzeczy do zabawy. Pies nie rozumie różnicy między starym kapciem a nowymi butami. Jeśli będzie gryźć kapcia to może pogryźć i buty.
Widzę,że poczytałaś o dominacji nad psem (wychodzenie z domu, niejedzenie z miski itd).
Otóż powiem ci, że są różne szkoły. Jedni mówią dominacja, inni - miłość. Ja uważam, że wszystko zależy psa i człowieka. Ale pomyśl: wolisz, żeby Luka przychodziła do ciebie dlatego, że jej tak każesz czy dlatego, że cię kocha (albo to, co masz ręce?) ;).
I proszę! Niech cię nikt nie przekona, że jak pies robi coś złego to trzeba go skarcić klapsem! Nawet lekkim, czy gazetą czy kapciem. Nie trzeba. Poczytaj o wychowywaniu psa bez przemocy i dominacji.
Acha. I co bardzo ważne: przed wami długie lata wspólnego życia. Luka będzie potrzebowała wizyt u weterynarza. Poszukaj w okolicy dobrego weterynarza. Takiego, który chce współpracować z psem - i np. pozwoli ci regularnie przychodzić do siebie "z wizyta towarzyską" w czasie której pies będzie mógł się oswoić z przychodnią i skojarzyć ja sobie dobrze - np. dzięki otrzymywanym głaskom i przysmakom od personelu. To ułatwi ci każdą wizytę w potrzebie.
Naucz ją nosić kaganiec (kaganiec to taki namordnik w kratkę w którym pies może dyszeć, w żadnym wypadki weterynaryjny!). Naucz ją, żeby pozwalała sobie robić różne zabiegi: oglądanie zębów, obcinanie pazurów. Do tego przydają się przysmaki i zaufanie do Pańci. A zaufanie buduje się na miłości a nie na dominacji. Naucz ją oddawania wszystkiego co ma w paszczy na rozkaz i tu nie ma żadnych negocjacji - żebyś mogła jej odebrać jak sobie na spacerze coś "upoluje".
Rzucam ci tylko hasła, żebyś wiedziała co jest najważniejsze, szczegóły sobie znajdziesz bo tego jest w internetach pełno. Ale warto poczytać Zapomniany język psów. Pozycja stara, ale pozwala nieco lepiej zrozumieć zachowanie psa.
Acha...zwróć uwagę czy Luka ze spacerów nie przynosi kleszczy. O tej porze teoretycznie powinno ich już nie być, ale temperatury wysokie. Wiesz, że kleszcze zarażają nie tylko ludzi ale i psy? Używaj preparatów na kleszcze - to są albo obroże, albo kropelki do wcierania w kark, albo tabletki.
No i pomyśl o kastracji Luki. Odpadną ci cieczki, ciąże urojone i ewentualne choroby w przyszłości. Nie wierz tym, co mówią, że to psu "coś robi". Nie robi. A tobie oszczędza kłopotów. I niechcianych szczeniąt.
Na zapach mam jedna radę: polub :D. Ja uwielbiam zapach mojej Tosi. Wtulam nos w jej futerko. Ale fakt, jest specyficzny.
Ależ proszę, "wymądrzaj" się do woli, w końcu kto mi lepiej poradzi niż kobieta mająca w domu psa:)
Z tymi smakołykami to muszę się zastanowić, bo wolałabym, żeby mi ubranie nie śmierdziało psią karmą, ale mniejsza o to. Bardziej mnie nurtuje, czy to dobry sposób na posłuszeństwo. Wolałabym, aby rozumiała co do niej mówię i aby nagrodą były głaski i przytulania. Poczytam o tym więcej, nie mówię, że nie, ale muszę przemyśleć.
Kapcie dostała, interesowały ją ze dwa-trzy dni i straciła do nich zapał. Siłą rzeczy wylądowały w koszu. Buty i tak przechowuję w pudełkach, na wierzchu w przedpokoju zostawiałam tylko te, co w nich na bieżąco wychodzę/przychodzę. Teraz stoją na półce i to dla mnie żaden problem, tak, że obawy o pogryzienie ich przez psa nie ma, a skoro problem nie istnieje, to się nim nie zajmuję:) Zresztą jak był syn z córeczką i zostawili buty na widoku, to wcale jej nie obeszły. Za to bardzo lubi szarpać papier i pozwalam jej na to w kuchni, na szczęście tylko szarpie , a nie zjada. Z kawałka papieru pakowego zrobi kopiastą szufelkę skrawków:)
Nie czytałam jeszcze o dominacji nad psem, ale lubię wiedzieć, kto tu rządzi i to mam być ja:) Oczywiście nie ma mowy o przemocy fizycznej w żadnej postaci, to przecież mój pies a nie bandyta z pałką teleskopową:) Pies nie może dominować i wprowadzić chaosu w moje życie, mamy razem ze sobą funkcjonować i obie być zadowolone. Zresztą Luka jest pojętna i jak od początku dostała sygnał, że nie wchodzi do łazienki i nie szaleje po salonie (może przy mnie leżeć na dywanie) to od razu załapała i się stosuje. Z braniem czegokolwiek do paszczy na razie nie ma problemu, po prostu na spacerach niczego nie bierze do pyska, ani razu nie było takiego przypadku, żeby złapała jakąś zdechłą mysz albo co (a była okazja:) Kiedy w ogródku rozbierałyśmy trampolinę i wzięła rurkę z gąbki do pyska, to od razu oddała delikatnie jak tylko poprosiłam, bez szarpania i ganiania jej po ogrodzie, naprawdę jest grzeczna i pojętna, a ja nie osiągam tego krzykiem. Ćwierkam do niej tak, że może nawet pomyślałby kto, ze jakaś głupia jestem:)
Rada z weterynarzem bardzo dobra. Mamy weta we wsi, ale nie poszłam do niego, bo pomyślałam, że będzie mu brakowało tej subtelności potrzebnej do obsługi paninego wypieszczonego domowego pieska:) Korzystam z usług gabinetu w mieście, gdzie swoją kartotekę ma także Lucek i gdzie zaopatruję się także w kropelki od pcheł i kleszczy. Bez problemu dała się obejrzeć. Zgodnie z radą pani weterynarz Luka dostała czas na oswojenie się z nowym domem, okolicą i osobami, a jak już będzie zaaklimatyzowana całkowicie, zaczniemy szczepienia i zabiegi. Myślę, że jeszcze w tym miesiącu.
Z zapachem sobie radzę częstym myciem rąk, bo często ją głaskam i tarmoszę albo ona liże mnie po rękach:) I dodawaniem perfumowanego płynu do pukania tkanin do przemywania podłóg:)
A poza tym... każdy dzień przynosi coś nowego:)
Piękne te zdjęcia z łabędziami , urocze wręcz. Miłego dnia.
Ciekawa jestem, czy one na całą zimę zostaną, na razie są, takie dostojne i eleganckie🙂
Fajnie się czyta takie opowieści z życia kocio - psiego.:) Podziwiam Cię za takie przemyślane budowanie Waszych relacji. Każdy zna swoje miejsce. Miałam kilka psów i myślę, że to ważne, by psiaczek wiedział, kto jest przywódcą stada. Luka wyczuwa Twoją dobroć i miłość, dlatego nie dziwi mnie, że tak szybko się zaaklimatyzowała.:) Jakie to szczęście, że trafia do Twojego domu.:)
Super fotki.:)
Posyłam moc głasków dla zwierzaków, a Ciebie pozdrawiam bardzo ciepło.
Wiem, wiem że lubisz wędrować dlatego napisałam, że Luka dobrze trafiła. Pozdrowienia.
Są smakołyki, które nie "pachną" tak specyficznie jak sucha psia karma. Możesz pokroić na mniejsze kawałki przysmaki typu Dentastix albo takie cienkie rurki i dawać jej po kawałku jako nagrodę. To naprawdę działa w trakcie edukacji. Na moją Milę działały kawałki marchewki i pomidorki koktajlowe. Spróbuj z tym :). Głaski i przytulaki mają w tym przypadku mniejszą moc bo Luka jak i każdy pies dobrze wie, że ją podrapiesz za uchem zawsze kiedy będzie chciała :).
Urocza jest ta kocio-psia miłość...
A mój pieseczek to znaczy psineczka Lassie nigdy nie pytała tylko wskakiwała do mnie na łóżko...
Zdjęcia jak zwykle piękne.
Pozdrawiam serdecznie :-)
Moja Sonia zawsze kładła się po stronie Ślubnego!
A łabędzie u nas już dwie zimy nie opuszczały swych legowisk.
Pomyślałam, że skoro teraz zwierzaki w moim domu są w większości to mogę zostać przywódcą stada;) zamierzam być sprawiedliwym i kochającym poddanych przywódcą:) i z wzajemnością, bo to dla mnie ważne. Kiedy czasem na miejskich ulicach widzę ludzi z psami, które rządzą właścicielami albo w domu wolno im niemal wszystko (dziecko zbije talerz, jest wrzask - pupil rozsypie pierze z poduszki po całym domu, och jaka zabawna psinka) to zastanawiam się, czego brakuje temu człowiekowi, że stał się niewolnikiem zwierzęcia.
Wszystkiego dobrego i dziękuję za miły komentarz.
Ja zawsze lubiłam sama spać:) co najwyżej z kotem:) Nie chce, żeby Luka właziła mi na łóżko że względów higienicznych przede wszystkim. Nie chcę mieć w łóżku psiej sierści:)
Relacji psa z kotem miłością jeszcze bym nie nazwała, ale kumplowaniem już tak. Kot nie ucieka przed psem, a jak rozłoży się w przedpokoju to pies nie przejdzie, czeka aż kot łaskawie wstanie:) zabawne są, jak sie w kolejce do wyjścia ustawiają, gdy ubieram się na spacer. Kot pierwszy, za nim pies i czekają, pies nie pcha się do przodu uznając kocie pierwszeństwo:). A kot ani razu nie wyciągnął pazurów na psa, jedynie jak go pies biegnąc potrącił niechcący to mu kot ostrzegawczo zasyczal.
Zabawnie jest ich obserwować:)
Pozdrawiam ciepło
Widać to nie Ty byłaś jego wybranym właścicielem. podobno psy wyczuwają ludzką naturę i na pana wybierają człowieka bardziej stanowczego, widocznie piesek uznał, że jesteś zbyt dobra i łagodna, w końcu to komplement;)
Koło naszej wsi jest kilka zbiorników wodnych, nie ma tam za bardzo dostępu, leżą w środku łąk, ale co roku są tam duże stada łabędzi. Zazwyczaj jednak gdzieś odlatują. Te dwa ulokowały się przy sadzawce. Aż się pofatyguje w okolice tych zbiorników zobaczyć, czy tam tez jakieś nie zostały. To by wróżyło lekka zimę.
Witam.
Lubię psy, koty toleruję, a łabądki lubię oglądać na wodzie.
A tak na serio, lubię zwierzęta.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Łabądka też nie chciałabym.miec w domu:)
Wezmę sobie to do serca. Luka bardzo lubi jabłka:)
Prześlij komentarz