niedziela, 13 grudnia 2020

Z gawry

Mentalnie wlazłam do gawry i stamtąd nadaję. Do tego stopnia zapadłam w stan przedsnu zimowego, że na gwiazdkę od córki zażyczyłam sobie nową wagę. Będę się ważyć i wydzielać sobie jedzenie. Bo jak ten misiu przed zimą tylko patrzę, gdzie by tu jaki smakołyk skubnąć, a od tego się nie chudnie. Sadełko na zimowy czas mi urosło, jakoś tak samo, przecież się o nie nie starałam. Spałabym po 11 godzin na dobę.  Poza tym zamarzam. Na dworze tyle co z psem, dwa razy po pół godziny i raz godzinę. Wychodzę okutana w szal i grubą czapkę  i wracam jak sopel lodu. Sztywna z zimna i z obłędem w oczach ze strachu, że przez najbliższe miesiące lepiej nie będzie. Nienawidzę zimy. Wieje od północy aż świerki skrzypią. Mokro, śnieg stopniał i zrobiło się błotko. Czytam mądre książki i oglądam głupie romantyczne filmy podczas dziergania na drutach. Mądrych filmów przy dzierganiu nie da się przecież oglądać:) Mając wolny weekend zaplanowałam jedynie w sobotę krótką wizytę towarzyską w pracy. Jakoś tam teraz dziwnie jest i obco. W tej części open space, gdzie mam swoje biurko, pracował tylko jeden człowiek. Mówi, że teraz, jak jest tu tak strasznie pusto, to aż mu się chce do pracy przychodzić, bo jest spokój:) Ale wiem, że i kierownictwo wyższego szczebla przychodzi, zdaje się, że każdy z nich ma obowiązkowy jeden dzień w biurze. Niemniej, jakoś tam tak nieswojo w tych pustych przestrzeniach... Zrobiłam, co miałam zrobić i jeszcze zajrzałam do swojej szafki i taka mnie myśl naszła, że może ja już do końca swojej zawodowej pracy będę pracowała zdalnie poza biurem i może jest okazja zabrać stąd swoje rzeczy ? W kwietniu mogę przejść na emeryturę. Ale przecież postanowiłam, że nie przejdę. Mam w planie wykorzystać urlop w czerwcu i lipcu, a dopiero potem przejść na emeryturę i we wrześniu znów wrócić na pół etatu, jeśli się da. Do czerwca jeszcze pół roku, niby dużo, ale w tej paranoi wirusowej pewnie nadal będą  panikować z falą piątą i dziesiątą... Mnie ta praca zdalna pasuje, na wiosnę mogę pracować w ogrodzie na huśtawce albo wyjechać z psem i kotem na dwa tygodnie nad jeziora i stamtąd pracować:) Cóż, czas pokaże. W każdym razie, jak zajrzałam do swojej pracowej szafki, to ją częściowo już opróżniłam. Zabrałam puszki z kawą i herbatą, zdjęcia, obrazki wnuczki zawieszone nad biurkiem... Zostawiłam jeden kubek i jedną łyżeczkę, jakby co:)

Po tej wizycie poszłam do córki na kawę i ciastko i jak wróciłam do domu, to zajęłam się renowacją deski do prasowania. Była podniszczona i z tego powodu już dłuższy czas jej nie używałam. Jednak solidne wyczyszczenie rdzy i pomalowanie sprayem metalowych części kilka dni temu oraz wczorajsze  usunięcie pokrowca i gąbek oraz wymiana na nowe sprawiło, że wygląda jak nowa. I na pewno za takie pieniądze nie kupiłabym nawet 1/3 części deski. Już nawet na niej od razu wyprasowałam świąteczne obrusy:) Poza tym mam w przedpokoju świąteczną dekorację na komodzie, a w sypialni wielką gałąź na ścianie z lampkami i srebrnymi bombkami. I mam już ułożone menu świąteczne:) I tyle z okazji świąt:) Może  jutro (z naciskiem na: może) nastawię zakwas buraczany, bo znalazłam fajny i prosty przepis - nigdy jeszcze nie robiłam. A jak tam Wasze przygotowania ?

Dzisiejszy dzień wstał szary i bury i plan był taki, żeby znów zaszyć się w gawrze. Jednak kolega wójt mi te plany zepsuł, twierdząc, że jest okazja zrealizować naszą comiesięczną wycieczkę (w listopadzie był to spacer po okolicy, łeee...), bo nie pada i mam wolną niedzielę, co rzadko się zdarza. No to pojechaliśmy. I przedyskutowaliśmy wszystkie wady posiadania psa:) Otóż Bieszczadzki Park Narodowy jest już dla mnie niedostępny, bo tam z psami  nie wolno. Żegnajcie Bieszczady. Nie pójdę już spontanicznie do cukierni czy kawiarni (jak otworzą), bo pies. Nie polecę samolotem ani nie pojadę autokarem na wczasy, bo pies. Nie pójdę na pół dnia do koleżanki, bo pies. Itp. Czy mnie to zmartwiło ? Jak się tak zastanowić, to nie bardzo. Samochodem na wczasy będę jeździć. Albo pociągiem. Koleżankę zaproszę do siebie. Kawę mogę pić w kawiarnianym ogródku. A wczasy samolotem zaplanuję wtedy, kiedy córka będzie miała wolne, ona na urlopy nie wyjeżdża, bo nie lubi, to ją do siebie na urlop zaproszę, a ja fru..!:) Tak, że jakoś dam radę.  Bo póki co, Lukę zabieram ze sobą wszędzie prawie. Na krótko, na przykład na czas szybkich zakupów spożywczych, sama zostanie. Znaczy się z kotem. Ale jak raz pojechałam gdzieś na ponad 3 godziny, to było dla niej za długo i "posprzątała" mi z kuchennego okna wszystkie zioła i cebulki:) Innych żadnych szkód nie zrobiła, więc przypuszczam, że przestraszyła się, że jest sama i tęskniła i usiłowała wejść na parapet, żeby mnie szukać.

Tak więc i na dzisiejszą wycieczkę wzięliśmy ją ze sobą, bo do Poleskiego Parku Narodowego wolno z psem, jeśli jest na smyczy, a Luka tylko na smyczy chodzi. Chmury wisiały tuż nad czubkami drzew, cały dzień było ciemno, jak o zmierzchu, ale cicho i spokojnie, nie wiało, a w lesie taka cisza... taka  cisza... aż do tego stopnia, że człowiek chciał szeptać zamiast rozmawiać:) 


Zaparkowaliśmy w Starym Załuczu przy zamkniętym barze. Było około godziny 11.00, widać  na zdjęciu jaka ciemnica.


Poszliśmy trasą  "Spławy". Korzystaliśmy z aplikacji endomondo i wyliczyła nam, że przeszliśmy 9,4 km. W takich okolicznościach przyrody jak  niżej.






 
Co kilkaset metrów stoją tablice informacyjne z krótkim opisem stanowiska i z ławeczką do odpoczynku. W takim gęstym lesie w czasie ciemnego dnia było nieco tajemniczo:)




Latem bagienka są porośnięte roślinnością, natomiast teraz w zimie widać, że są po prawej i po lewej stronie trasy, więc lepiej naprawdę nie zbaczać z kładki. 





Jedną z rzeczy, która mi się w PPN bardzo podoba, to miejsca wypoczynku. Wiata, stoły i ławki, wymurowane ognisko, przygotowane suche drewno i patyki do kiełbasek. Każdy może skorzystać i rozpalić ognisko stosując się do wywieszonego w wiacie regulaminu. W pewnej odległości w krzakach za płotem z gałęzi kontener na śmieci i tojtojka.


 Idziemy nad jezioro Łukie.








 
Uwielbiam spacerować takimi drewnianymi kładkami:) Spotkaliśmy jedną parę,  jedną rodzinkę z pieskiem i  grupkę przyjaciół. Ponieważ turystów mało, to każdy każdemu mówił "dzień dobry" i zamieniliśmy nawet po kilka zdań, a i pieski się powąchały. Wszyscy obcy, ale było bardzo sympatycznie. Czasy mamy dziwne, ale jednak ludzie przed sobą wzajemnie nie uciekają:)



I to by było na tyle:) Wracam do gawry.
Udanego tygodnia.

50 komentarzy:

kotimyszkot pisze...

Spacer niesamowity i sceneria też i jaki pies szczęśliwy po takich wędrówkach :) Brawo za złotą rączkę (własną), mnie by się przydały takie zdolności renowacyjne.. Kilka tematów wymaga odnowienia. Miłego gawrowania :)

jotka pisze...

Brawo Ty, my tez w weekend w plenery ruszyliśmy, nawet dla przewietrzenia głowy, która na ciągle zmiany pogody szaleje.
Taki spacer po Parku Narodowym to tez bym chętnie zaliczyła, póki co, fotki muszą wystarczyć.
Armia ludzi zdalnie teraz pracuje, nawet biurowce likwidują, by firmy zaoszczędziły, ale do długotrwałej pracy zdalnej trzeba mieć samozaparcie...

Zielonapirania pisze...

Kiedyś uważałam, że absolutnie się do tego nie nadaje. Okazuje się, że jednak w pracy zdalnej całkiem dobrze się odnalazłam. Szkoda mi tylko tych sukienek, które widzą w oczekiwaniu na lepsze czasy:)

Zielonapirania pisze...

Luka po 7 km wyglądała jakby była zmęczona, ale po powrocie okazało się, że nadal tryska energia, więc chyba tylko znudzona była:)

kobieta w pewnym wieku pisze...

Ładnie tak chociaż trochę pośnieżone, u nas ni grama śniegu.

to-znowu-ja pisze...

Tak się cieszę, że u nas dość ciepło, słońce, a przede wszystkim - nie ma śniegu (taki klimat ostatnio). Bo śnieg to ja tylko na zdjęciach lubię oglądać! Zimy nienawidzę okrutnie i najchętniej bym przespała.
Psy i koty lubię, ale to wielki obowiązek i - jak nie ma się kto zająć - już ruszyć się z domu na dużej nie da. Tak sobie marzę, że może kiedyś, jak już nie będę miała żadnych planów wyjazdowych...

Zielonapirania pisze...

U mnie też stopniał, dlatego popatrzyłam choć na ten w parku:)

Zielonapirania pisze...

Dla mnie obecna bezśnieżna pogoda jest bardzo męcząca. Jest około 1-4 stopni na plusie, błotko i nieprzyjemna wilgoć. Nie lubię zimy, ale już wolałabym, żeby śnieg przykrył tę burą szarość.
Posiadając kota podróżowałam bez problemu, kot sam nawet na dwa czy trzy dni w domu zostanie. Podczas długich nieobecności zajmowała się nim córka. Psa nie planowałam, po prostu się trafił. Jakoś się poukładamy we dwie, żeby każdej było dobrze:)

Fuscila pisze...

Kończyny dolne postanowiły, że już żadnych wyjazdów, wędrówek i rajdów! Co najwyżej 5km rowerem promenadą względnie stacjonarnym, co jest dla mnie tylko namiastką! Ale jak się nie ma co się lubi... to wiadomo! To jestem zaczytana do imentu i lenię się do sześcianu, aż dziw mnie bierze, że przy tym waga jakoś nie podskakuje. Świątecznie to dopiero drugą turę pierożenia odbyłam u Córki- Wiewiórki, a na sobotę będę ze Starszą Wnuczką pierniczyć. Dopiero za tydzień upiekę piernik długo dojrzewający, a na dzień przed Wigilią przygotuję klopsiki grzybowe i kluski z makiem i bakaliami. Wigilia u Synka-Muminka, dołącza Córka z Zięciem i Wnuczką, więc to wszystko, co znają od Dziadków, to moja działka od lat, i już się nie buntuję!
A tego spacerowania po lesie to Ci zawiszczam jak nie wiem co! :-))))

Zielonapirania pisze...

Ach, korzystam póki mogę, nie wiadomo co przyszłość przyniesie. Oczywiście mam plany małe i większe, gdzie to ja nie pojadę i czego nie zobacze, ale z ich realizacją może być różnie. Tak sobie jednak myślę, że posiedzieć na kanapie to zawsze zdążę, więc choć po lesie pochodzę. Zima w domu mnie trzyma, bo przez nią tracę energię. W okolicy odkryłam różne fajne zakątki, żeby z psem nie chodzić zawsze w to samo miejsce i tak sobie codzienne wędrujemy. Dziś poszwędałysmy sie po wyrobisku piasku, koło sadzawek i już sobie wyobrażam, jak tam jest ładnie wiosną:)
Pamiętam doskonale te Twoje słynne pierniki;) Ja aż tak bardzo nie celebruje wigilii, więc wystarczy, jak zacznę się szykować koło 22 grudnia.

grazyna pisze...

BArdzo mile sa takie spacery a z psem szczegolnie.CAle zycie mialam psy, w Andach chodzilam z nimi po gorach, tam mozna bylo z nimi spacerowac. nikt takimi sprawami tjak zakazy choddzenie po Parku Narodowym Sierra Nevada sie nie zajmowal.
Wlasnie trz wrocilam z Podlasia, wraz z moja przyjaciolka i towarzyszka podrozy zaszylysmy sie z chatce w podlaskim lesie. Odkrylysmy przepiekne tereny zwane Szwajcaria Podlaska. Chatka byla bardzo malo luksusowa, trzeba bylo paic w rozwalajacym sie piecu,mys sie w temperaturch takich jak na zewnatrz domu..ale fakt,ze moglysmy wyjechac na kilka dni z dala od pandemicznych strachow trzymal nas w euforii.
Tez jutro bede robic zakwas buraczany po raz pierwszy w zyciu, kupilam buraczki i szukalam sól niejodowana bo taka podobno jest potrzebna. Nie bylo latwo ja znalesc.
ciekawie wygladaja zdjecia, prawie czarnobiale z elementami koloru, czerwona smycz Luji, zielony znak, lisc, mech...podobaja mi sie Ciekawa jestem jaki to jadlospis przygotowalas na BN. Pozrtawiam serdecznie

trollatrolla pisze...

9 km w takich okolicznościach..! O nie! Nie-nie-nie! NIENAWIDZĘ mokrego śniegu.

agpela pisze...

Ale fajnie zobaczyć tutaj u Ciebie znane mi ścieżki ekologiczne z Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego tylko z letniej szaty. W zimowej nigdy nie widziałam! Zwykle robimy tam wypady w okresie letnim. Bardzo lubię to pojezierze. Jest takie... kameralne. Ja czasami mówię na nie "mniejsze Mazury" :)

Anna K. Olszewska pisze...

Oj nie, nie mogłabym tak. Dużo teraz łażę po lesie, dwa razy w tygodniu rano biegam. Nie marznę w ogóle, również nie tyję, bo dużo się ruszam. Ale rozumiem Cię doskonale, bo ja z kolei przespałabym chętnie całe lato.
Do nas zima przyjść nie chce, ale jestem wyjątkowo odporna na szarość i ciemność aury, więc jest mi teraz dobrze. Humor mnie nie odpuszcza i czasami mam dość tego ogólnego nadęcia jak muszę np. 8 godzin spędzić z kimś kto otwierając usta, wypuszcza z siebie wyłącznie narzekanie. A na koniec zwala to na pogodę.
Teraz jestem silna, latem znów osłabnę i pewnie też zwalę to na pogodę. ;)
Pozdrawiam.

BBM pisze...

Zazdroszczę energii i chęci długiego spacerowania. Ja wyraźnie oklapłam i zero we mnie entuzjazmu do przedświątecznych przygotowań. Może jeszcze na to za wcześnie...

dora pisze...

O proszę to jest gdzieś śnieg!
No tak, zwierzaki ograniczają swobodę przemieszczania się, ale z psem można bardziej, niz z kotami😃

I ja w gawrze, ale czas sie kurczy.

gordyjka pisze...

Zakazy w Parkach Narodowych to psi problem, ale jakoś wszyscy sobie radzą...;o) Przed nami stoi większe wyzwanie (dosłownie), bo nam się w "nagusku" nie mieszczą Wnuki razem z psem, więc przed wyprawami trzeba problem rozwiązać...;o) Doraźne wyjścia Lucky sam ogarnia i 12 godzin samotności nie jest problemem (dodam, że bez szkód żadnych), po prostu śpi i czeka...;o)
Kiedyś na szlakach to był standard, wszyscy się witali, pomagali sobie..."Koronek" czemuś się przysłużył...Zaczynamy wracać do dobrych obyczajów...;o)

Alicja pisze...

I kto powiedzial, ze jak zimno i ciemno, nie mozna przezyc pieknych chwil? :)

Teresa Czajkowska pisze...

Tak... z tych zdjęć widać, że zimno i ciemno, a ja teżnie lubię takich dni wietrznych, zimnych, mokrych. I też sadełkiem obrosłam. Jak widzę, to niema co narzekać, że w planach nie da się znaleźć zawsze jakiegoś wyjścia. Znalazłaś przecież rozwiązanie, aby Luka nie przeszkodziła Ci w niczym. Jest więc nadzieja na wszystko, a zatem i na normalność . Przecież nie można wiecznie zdalnie pracować, zdalnie utrzymywać więzi rodzinne i przyjacielskie. Do tego to ja juz przyzwyczaić się nie mogłabym. Niedługo zdalnie , sponad chmurek będę te więzi utrzymywać, jak tak długo to potrwa.
Pozdrawiam :)

Teresa Czajkowska pisze...

Ale jednak trzeba patrzeć na klawiatyrę w czasie pisania, bo spacji ci u mnie niedostatek :)))

Zielonapirania pisze...

Nawet kilkudniowa, ba! nawet kilkunastogodzinna zmiana trybu życia wpływa na człowieka odświeżająco. Mieszkając na wsi łatwiej mi się odciąć od pandemicznych tematów, zresztą,ja mam na ten temat swoje zdanie i nie dam się ogłupiać propagandzie. Jest tak wiele różnych innych tematów do przeżywania i przemyślenia.
Mój jadłospis wigilijne świąteczny jest bardzo prosty. Napisze o tym.osobno:)

Zielonapirania pisze...

Minelo te 9 km nie wiadomo kiedy. To znaczy po 2 godzinach 20 minutach plus pół godziny nad jeziorem. Wolno szlismy, bo pies co chwilę coś wąchał, jedynie ostatnie 2 km szła rowniotko przy nodze. Bardzo przyjemnie się szło, temp była koło zera i kompletnie bezwietrznie:)

Zielonapirania pisze...

Byłam bardzo wcześnie wiosną na tej trasie, byłam latem, może jeśli nasypie dużo śniegu to pojadę jeszcze raz zimą, no i nie byłam w czasie złotej jesieni. Lubię właśnie te ścieżkę, bo jest dłuższa niż pozostale i kocham te brzozy na trasie, moje ulubione drzewa.

Zielonapirania pisze...

Na pewno na poziom zadowolenia wpływa bieżącą pogoda. Źle znoszę zimno, ale wynagradzam to sobie ciekawymi zajęciami w domu. Nie ma tego wiele, bo mozliwości ograniczone, ale ogólnie jestem zadowolona w swojej gawrze i humor mi dopisuje mimo chłodu na dworze.:)

Zielonapirania pisze...

Choć nie lubię zimna, to długi spacer w towarzystwie poprawił mi humor i dodał energii, i na pewno poziom endorfin mi się podniósł:)

Zielonapirania pisze...

Czas to w ogóle jak sprinter. Dopiero co była wiosna, sadziłam cukinię, a tu nagle Boże narodzenie. Jak to się mogło stać???:)

Zielonapirania pisze...

Trochę Luke przyzwyczajam, wychodzę na krótko zostawiając ja w domu, np do ogrodu, do garażu czy do piwnicy. I jak wracam to ona leży na wycieraczce w przedpokoju i czeka. Nie hałasuje, nie szczeka, tylko leży pod drzwiami i czeka. Widac wtedy ten jeden raz było dla niej za długo tak czekać:) Musi się nauczyć być sama, bo.jednak czasem będę ją musiała samą zostawić, nie na 12 godzin, ale choć na 3-4.

Zielonapirania pisze...

Oj można, tylko najtrudniej się zdecydować wysciubic nos na zimno:) potem już jakoś leci:)

Zielonapirania pisze...

Kontakty telefoniczne już nie wystarczają, już bym chciała pojechać albo zaprosić do siebie moje śląskie koleżanki i córkę. Córka jeszcze w grudniu przyjedzie, ale z wiadomych powodów tylko do mnie, a chętnie by odwiedziła swoje ciocie i wujków, jednak czasy takie, że nie wiadomo, jak kto by taką wizytę odebrał. Widzę jednak, że Polacy oswajają się z wirusem, powoli przestają panikowac, niech się jeszcze rząd uspokoi i wróci normalność.
A za chmurki to się jeszcze nie wybieraj, nie w tym wieku, jeszcze zdążysz za kilkadziesiąt lat;)

Zielonapirania pisze...

Napisane jasno i czytelnie, co tam spacje;)
A ja kiedy piszę telefonu to często mam za dużo kropek:)

Stokrotka pisze...

To jak już jesteś znowu w tej gawrze, to się rozejrzyj dobrze, bo w najciemniejszym kąciku taka grubaska tam śpi. Stokrotka się nazywa. Też tylko by jadła i spała.
A tak na poważnie - to wszyscy wiemy jak jest i nikt nikomu nie powinien sie dziwić...
Zdjęcia jak zwykle przepiekne. A tekst bardzo pouczający.
Serdeczności

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

No weź przestań:-) pojedziesz w Bieszczady z psem, nie musisz do Parku, pójdziesz na Kamień Dwernik, popatrzysz z niego na ludzkie mrówki z plecakami ciągnące sznurem przez połoninę i będziesz cieszyć się prawie samotnością:-) wybierzesz wiele tras poza Parkiem, nie musza to być te oblegane, o! choćby w okolicy Cisnej; pies nie przeszkadza w podróżowaniu, zrobisz Luce paszport, zaczipujesz i możesz objechać kawał świata; z naszą Miśką podróżowaliśmy do Rumunii, po Słowacji, z noclegami nie było problemu, na Ukrainę nie, bo granica nieprzewidywalna:-) w Rumunii siedzieliśmy na zewnątrz, piesek pod nogami, nawet wodę dostał, piliśmy piwo, kawę, jedliśmy, i nikomu Miśka nie przeszkadzała, wręcz wywoływała uśmiechy na twarzy; Luka przyzwyczai sie do Twojej dłuższej nieobecności, poczuje bezpiecznie, na to potrzeba czasu, w tej chwili boi się Ciebie stracić; wycieczka ścieżką Spławy ... coś ta nazwa oznacza, bo dawno temu mieliśmy łąkę "na spławach", dziś nawet nie potrafię wskazać tego miejsca, zapomniałam, dzieckiem byłam; nie lubię wyrzucać rzeczy czy przedmiotów, które można jeszcze naprawić i wykorzystać, do licha, czy to przypadłość wieku? zbieraczką będę? barszcz kisi się w słoju, coś tam już polepione i zamrożone, w sobotę wędzenie, to lubię; chciałabym zaszyć się w takiej gawrze, nie da się, ciągle w drodze między Pogórzem a domem, a święta chciałabym przełazić w lesie; pozdrawiam serdecznie.

Mo. pisze...

Taki spacer to remedium na wszystkie troski z tego a nawet i z nie tego świata. Luka to ma z Tobą super życie a te zioła to może nie ona? Może to kot? :) Albo przeciąg :))).
Ta ciemnica jest teraz najgorsza, też mnie dobija. Niby ranek a mam ochotę wkładać piżamę i kłaść się spać. No ale nie poddaję się i codziennie roweruję a jak nie to spaceruję, zgnuśnienia boję się najbardziej.
Mam doświadczenie w podróżowaniu po Europie z psem i uwierz mi, że się da. Coraz więcej miejsc noclegowych zezwala na czworonogi a są i restauracje, gdzie można wejść z psem o ile oczywiście jest w miarę posłuszny i będzie grzecznie siedział. U mnie odpada problem z muzeami bo to niekoniecznie moja forma rozrywki ( wyjątek zrobiłam dla Luwru ) ale jeżeli ktoś je lubi to tu faktycznie może mieć komplikacje. Wszystko inne da się ogarnąć dla siebie i czterech łap. Dużo kawiarni i restauracji oferuje wodę dla psów, kilkakrotnie widziałam też miski z suchą karmą, a to są zawsze miłe dla oka i serca drobiazgi.
Luka z tych zniszczeń wyrośnie, a przynajmniej powinna :). Poza tym nowa Pani, nowy dom i nowy kot to dla niej nowa sytuacja, pewnie potrzebuje czasu żeby się przyzwyczaić i na nowo ogarnąć tę swoją psią rzeczywistość. Ale będzie dobrze!

Lucia pisze...

Ja tez odliczam dni do Nowego Roku, bo potem bliżej do wiosny. Zima a szczególnie ta zima daje mi w kość. Tak, że rozumiem Twój apetyt i potrzebę spania. Poza apetytem skokami na szczęście spać mogę długo. Ale dziś biała noc.
Dlatego siedź w gawrze ze zwierzakami i dziergaj. A wiosna w końcu nadejdzie i przypuszczam dostaniemy ochotę na życie. Serdeczności,

Eve Daff pisze...

Wpadłam przez przypadek, chociaż wpadki przez przypadki podobno nie istnieją ;) Wpadłam i zostaję :)
W gawrze jest fajnie, czasami trzeba się pogawrować ;)
Pozdrawiam :)

dora pisze...

No właśnie!😃

onyks pisze...

Siedzenie w gawrze to jedno, ale przynajmniej prawdziwy śnieg zobaczyłaś !

Zielonapirania pisze...

Akurat Stokrotki to są wiotkie i delikatne;) i jednocześnie mocne! To też zapewne o Tobie:)
Zdecydowanie bardziej rajcują mnie barwne krajobrazy, ale jak nie ma, to się lubi co jest:) dziękuję za miłe słowa.

Zielonapirania pisze...

Z tymi Bieszczadach to racja, bo Bieszczady to nie tylko Park. Może pan Nóżka z Baligrodu mnie nie przepędzi:) tylko kiedy to będzie.... Nie wcześniej niż na wiosnę. Byłam kiedyś zimą, w styczniu chyba, ale mało było śniegu i brzydko, więc teraz tylko latem, jeśli się uda. Ostatniego lata nie wyszło w wysokie Bieszczady.
Nie wątpię, że autem z psem można podróżować. Kiedyś dawno byłam z córką i jej wielkim psem w Borach Tucholskich, nikt nie robił problemu ani w hotelu, ani w restauracji, ani w kawiarni. Pies był.na smyczy i w kagańcu i nawet klienci uśmiechali się na jego widok. Podobnie na pojezierzu brodnickim, żadnych szykan:)
Nazwa spławy wywodzi się od bagien, od spływającej wody. Teren przez który ścieżka jest wyznaczona jest bagienny, podmokły.
Przypomnialas mi wędliny, jakie sto lat temu w przydomowej wędzarni robił mój tato, wtedy jeszcze jadłam bez ograniczeń, te polędwiczkę mam wciąż przed oczami, różową i krucha, i nawet jej zapach został mi w pamięci;)

Zielonapirania pisze...

Moja wnuczka kilka dni temu powiedziała znienacka: babciu, to teraz masz nas cztery dziewczynki. Jakie cztery , pyta jej mama. A wnuczka wylicza; ja, Natka,Ninka i Luka.
:)
Córka się że mnie podsmiechuje, bo psu kupiłam specjalną okładzinę tylnej kanapy w aucie i pas bezpieczenstwa, a najchętniej Luka podróżuje na podkładce jak dla dzieci:) i ma misia do towarzystwa w podróży;)
Ona jest grzeczna, oprócz doniczek z zieleniną nie zrobiła nigdy żadnej szkody, niczego nie zniszczyła. Zachowuje się ładnie, nie szczeka z byle powodu, prawie wcale nie szczeka, jest wesoła, ale nie wariatka:)
Nie czuję się z jej powodu ograniczona, choć musialam coś tam w swoim życiu zmienić. I nie czuję się przez to pokrzywdzona:)

Zielonapirania pisze...

Do nowego roku to za mało, bo tak naprawdę to dopiero wtedy zacznie się prawdziwa dwumiesieczna zima;) Nie cierpię jakoś wybitnie, owszem czuje dyskomfort, ale jest tyle fajnego do przeżycia nawet zimą, że nie powinno być źle. W końcu marzec już za dwa i pół miesiąca;)
Trzymajmy się Lucia:)

Zielonapirania pisze...

Dziękuję bardzo za wizytę i komentarz, jest mi bardzo miło i zapraszam!)

Zielonapirania pisze...

No prawdziwy, ale taki ciężki i cienko go na ziemi:) nie powiem, że za nim tęsknię, ale tak z 10 cm mogłoby spaść i chwilę poleżeć;)

Ismena pisze...

Czy ja jeszcze zmieszczę się w tej gawrze?
Ale do spacerowania na pewno dołączam
Pozdrawiam nareszcie słonecznie

Zielonapirania pisze...

W odróżnieniu od niedźwiedziej, ludzka gawra jest pojemna, więc zapraszam:) ale jeśli gdzieś jest słońce, to po co do gawry? ;)

Luiza pisze...

Piękna trasa - szłabym! A co do psa - z nim źle, ale bez niego jeszcze gorzej. Z pozdrowieniami prosto do gawry :)

Zielonapirania pisze...

Nie jest źle, jest inaczej:)

Krystyna 7.8 pisze...

O śnieg, piękny, prawie biały. Z przyjemnością się ogląda. A spacer z odrobiną tego puchu ostatnio to jak marzenie nieosiągalne.

Zielonapirania pisze...

Niestety, w prognozach na najbliższy miesiąc śniegu brak.

Ismena pisze...

No bo dzisiaj znowu szaro i ponuro. A na taki e dni trzeba miejsce rezerwować.
Witaj przedświątecznie
Boże Narodzenie tuż tuż...
Spokojnych, a przede wszystkim zdrowych Wesołych Świąt
i wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku

Prześlij komentarz