sobota, 19 grudnia 2020

Co by było, jakby nas nie było?

Obejrzałam jakiś czas temu film, w którym twórcy podpierając się opiniami inżynierów, biologów i zoologów starali się przewidzieć, jaki byłby świat, gdyby nagle ludzie zniknęli z powierzchni Ziemi.  Otóż przez jakieś czas życie toczyłoby się siłą rozpędu. Elektrownie nadal produkowałyby prąd, bo są nastawione na działanie samoobsługowe, więc działałoby wiele urządzeń, na przykład lodówki w domach lub sklepach, klimatyzatory, zraszacze automatyczne itp. Przez około rok jeszcze paliłoby się na Ziemi światło, a potem w porze nocnej Ziemię opanowałyby ciemności. Jednak takie np. metro w nowym Jorku już po dwóch dniach zostałoby zalane. Warszawskie pociągnęłoby dłużej, bo jest mniej wody gruntowej. Planeta opanowana zostałaby przez rośliny. To mnie nie zaskoczyło, bo wystarczy przypomnieć sobie wiosnę 2020, kiedy zamknięto nas w domach. Kilka tygodni przerwy od ludzi pozwoliło przyrodzie złapać oddech, rośliny się rozbuchały, a zwierzęta wyszły z lasów. Może powinniśmy przyrodzie zafundować takie wolne od ludzi co roku? Dobrowolnie:)

Roślinność zarosłaby w bardzo krótkim czasie całe miasta doprowadzając do zawalenia się budynków. Na terenach miast doszłoby do odrodzenia naturalnych cieków wodnych, wróciłyby na powierzchnię  zasypane lub dotychczas ujęte w betonowe kręgi strumienie i małe rzeki. Nadal stałyby piramidy egipskie i południowoamerykańskie na kolejnych wiele tysięcy lat. Wraz z nimi zostałyby foliowe torby, szklane słoiki i styropian, ale  przykryłaby je roślinność. Puszcza Białowieska rozrosłaby się na teren całej obecnej Polski zaledwie przez 500 lat.

Wybuchłoby kilkaset elektrowni jądrowych i kolejnych kilka tysięcy zakładów chemicznych, co zniszczyłoby środowisko znacznie bardziej niż wspomniana folia i pieluchy.  Ale przyroda dostosowałaby się do zatrutego powietrza i wody. W Czarnobylu starczyło 20 lat. Nasza Nasza planeta to system samo sprawiający się. 

Zaskakujące było dla mnie to, że wyginęłyby szczury i karaluchy. Okazuje się, że są takie inwazyjne tylko przy ludziach, którzy są ich pośrednimi żywicielami. Bez ludzkiego zaplecza stałyby się ofiarami ptaków, drapieżników, a także psów i kotów. Wyginęłaby jednak większość ras psów, ponieważ zostały przez człowieka pozbawione cech pozwalających na przetrwanie. Przeżyłaby za to większość kundli. No i świetnie poradziłyby sobie koty. 

A teraz z nieco innej beczki.  Traf chciał, że akurat w tym samym czasie czytałam książkę "Wymazana". Akcja dzieje się w Słowenii w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Niezamężna kobieta idzie rodzić i nagle okazuje się, że... nie istnieje. Nigdzie jej  nie ma, w żadnym systemie urzędowym. Ucieka ze szpitala, żeby odkręcić - jak jej się wydaje - to nieporozumienie. Szpital zatrzymuje niemowlę jako zakładnika, ale skoro matka nie istnieje, to nie istnieje także dziecko, więc poza systemem dyrektorka chce je sprzedać innej parze. W urzędzie do wydawania dokumentów niszczą dziewczynie paszport i dowód twierdząc, że nie ma takiej osoby. Nie otrzymuje świadczenia macierzyńskiego, bo przecież jej nie ma. Traci pracę, bo nie można zatrudniać kogoś, kto nie ma prawa istnieć.  Nikt jej nie może (rodzina) albo nie chce (media) pomóc. Spotyka chłopaka  w podobnej sytuacji. On staje się bezdomny, gdyż skoro nie istnieje, to nie może być właścicielem niczego, więc do jego mieszkania wprowadza się inna rodzina. 

Nie, to nie jest książka science-fiction. Tak było naprawdę. Kiedy Jugosławia się podzieliła, Słowenia usunęła z rejestrów  wszystkie osoby, które miały miejsce urodzenia poza jej nowymi granicami. Tym sposobem wymazano osoby urodzone na terenach innych nowych republik, choćby nawet mieszkały tam zaledwie tydzień jako niemowlęta oraz znikali z listy obywateli ludzie, którzy urodzili się np. w Austrii lub we Włoszech, gdy ich rodzice byli na rocznych saksach. Oczywiście działanie to poparte było ustawą nowego rządu, o której mało kto wiedział. Podczas przypadkowych kontroli drogowych, podczas wizyt lekarskich wyławiano  te osoby pozbawione prawa istnienia i wywożono na granicę republiki, tak jak stały, i musiały udać się bez dokumentów na tereny objęte jeszcze bratobójczymi walkami, tam gdzie Serbowie robili czystki etniczne i gdzie Chorwaci uważali się za jedynych predystynowanych do zamieszkiwania terenów nad Adriatykiem. A w  domach zostawała nieświadoma niczego żona, matka, dzieci, ojciec...  Tak,  i to działo się nie w Afryce czy południowej Ameryce, ale w środkowej Europie, u sąsiadki Włoch i Austrii, w Słowenii. U schyłku XX wieku. I nikt nie reagował.

W Polsce też są tacy ludzie, szacuje się, że może ich być około 1400. Mówi się o nich bezpaństwowcy. Przeważnie są to Polacy z dawnego ZSRR oraz Palestyńczycy i właśnie mieszkańcy dawnej Jugosławii. Jednak wśród nich jest 60 osób, które są Polakami, pochodzą z Polski, mieszkają w Polsce i obywatelstwa nie mają. 

W 2019 roku kilkaset osób zrezygnowało z obywatelstwa polskiego, dane takie widnieją na stronie gov.pl. Przeważnie są to wnioski osób, które na stałe wyjechały z Polski i ubiegają się o obywatelstwo w kraju pobytu, np. Polki, które wyszły za obcokrajowca.  Wśród nich w 2019 roku były jednak trzy osoby, które żyją, mieszkają w Polsce, nie mają innego obywatelstwa, ale rezygnują z polskiego. Chyba im Państwo polskie mocno dopiekło:) Bezpaństwowiec nie może nic. Nie pójdzie do szkoły, na studia, do pracy. Nie obejmują go świadczenia zdrowotne, żadne pińcetplusy ani świadczenia emerytalno-rentowe. Nie ma dowodu, paszportu, nie może dostać prawa jazdy, zarejestrować auta, wynająć mieszkania, kupić domu, ożenić się, nie może być strażakiem ochotnikiem, nawet telefonu mieć nie może. Jak żyć w takiej sytuacji?

A jak myślicie, co by się stało, jakby nagle któraś z Was nagle zniknęła? Z rejestrów obywateli i fizycznie. Gdzie z tego powodu pojawiłaby się największą strata? Nie mam na myśli tego, że rodzina by rozpaczała. Wyobraźmy sobie, że po prostu znikacie, nie ma Was w rejestrach, w żadnych papierach, wykazach,  a życie toczy się dalej, uczucia zostawmy na boku. Czy gdzieś w łańcuchu życia powstałaby jakaś wyrwa? O co świat byłby uboższy? Kto by stracił, a kto zyskał?

I z drugiej strony:  co zrobilibyście w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka książki? Nigdzie was nie ma. Nie można pracować, nie można iść do lekarza, nie można mieć niczego na własność... Można tylko wyjechać do innego obcego kraju urodzenia i tam zaczynać od nowa. Na co zdecydowalibyście się ? Zostać tu, gdzie was nie ma, wegetować na cudzej łasce i ukrywać się przed policją czy w tym obcym sobie miejscu dowodzić swojego istnienia, może nawet narazić się na restrykcje, więzienie?  Ja bym chyba tę drogę wybrała, ale potem jakbym wróciła, to zemściłabym się na tych, którzy mnie na coś takiego skazali:) Taaa... łatwo mówić...

A teraz jeszcze z innej beczki. Po co ta niby szczepionka na covida (bo to nie jest szczepionka, choć tak się o niej mówi, gdyż szczepionka zawiera żywy lub zabity drobnoustrój lub jego fragment, a to coś na covida to sama chemia, sztuczny wytwór), skoro rozwiązanie mamy na wyciągnięcie ręki. Szczegóły w poniższym artykule. Wystarczy, żeby rząd zdjął łapę z tego specyfiku, którą na nim położył, kiedy lekarze z jego użyciem skutecznie wyleczyli ludzi z covida.

https://wiadomosci.wp.pl/amantadyna-naukowcy-z-cambridge-potwierdzaja-odkrycie-polakow-6586888034057024a?amp=1

Na koniec moje okolice oglądane telefonem podczas spacerów z Luką, tym razem bobrowe tamy, żeremia, wydeptane przez te zwierzęta ścieżki z bajorka do rzeki i inne bobrowe ślady, jednak bez bobra. Śpią?







42 komentarze:

Anonimka pisze...

Ale mnie zaciekawiłaś ta Słowenia. Pierwszy raz o tym czytam.

aga-joz pisze...

To mi trochę przypomina film "Terminal" z Tomem Hanksem. I o ile fikcja jest do przełknięcia, o tyle w rzeczywistości aż ciarki przechodzą.
Ze szczepionką, ale i z lekiem na COVID byłabym jednak ostrożna. W ogóle cała ta choroba i jej leczenie to jedna wielka niewiadoma, a cudownych terapii kilka już było. Czy wzięłabym amantadynę, gdybym zachorowała? Chyba jedna nie. Czy przyjmę szczepionkę? W chwili obecnej zdecydowanie nie.

jotka pisze...

Bardzo ciekawe rozważania, obejrzałam kiedyś podobny film o znikaniu tożsamości, podobno w dobie cyfryzacji własnie to wcale nie jest trudne, aż strach sie bać.
Był nawet w Polsce taki przypadek, że przez pomyłkę uśmiercono człowieka i długo trwało udowodnienie, że on żyje, a pochowano kogoś innego.

ikroopka pisze...

Horror, ta opowieść, tym wiekszy, że to tak niedaleko i niedawno:( mało odporna na takie historie sie zrobiłam.

to-znowu-ja pisze...

I pomyśleć, że bez ludzi Ziemia mogła by być taką piękną, zieloną planetą! ;)))

kobieta w pewnym wieku pisze...

Jak wyglądałby świat gdyby zabrakło ludzi, to jakby kontynuacja tematu końca świata. Moim zdaniem taki nigdy nie nastąpi, bo tak jak piszesz życie na ziemi zawsze w jakiś sposób przystosuje się do nowych warunków i świat będzie istniał, taki czy inny, ale będzie. Jedyne co może nastąpić to koniec ludzkości. Czy jesteśmy na prostej do takiego stanu? A co do Słowenii, co nieco czytałam , słyszałam ale tego wątku nie. To horror jak z filmu., aż trudno uwierzyć.

BBM pisze...

Czyta się jak wytwór wyobraźni.Niesamowite i straszne! Nie zazdroszczę przyszłym pokoleniom, z jakimi problemami przyjdzie im się mierzyć.

onyks pisze...

Hmmm, z tą tożsamością to łatwiej ją dziś stracić niż można się spodziewać ; wystarczy, że gdzieś , ktoś się pomyli w jakimś peselu, albo nazwisku i od razu robi się problem , a niech się zdarzy jakaś awaria w systemach informatycznych i problem robi sie niebotyczny. Przyznam się , że o tej Słowenii nie słyszałam. Ciekawy temat.
Co do szczepionek ; kiedyś faktycznie produkowano je z żywych , osłabionych lub martwych drobnoustrojów. Od paru lat robi się to również chcemicznie ( w dużym uproszczeniu rzecz ujmując). Mnie bardziej martwi czas przygotowania , zwykle testy są prowadzone kilka - nawet kilkanaście lat zanim zostają dopuszczone. To ,że lek komuś pomógł na covida , nie oznacza , że można nim leczyć wszystkich , to też wymaga testów klinicznych.Dobrych Świąt !

roksanna pisze...

No nie wiem, czy to możliwe tak nagle zniknąć, jeśli w domu ma się pierdylion dokumentów, że się istnieje😉
Akurat to, że szczepionka nie posiada w sobie wirusa, to jest jej ogromny plus. Jak i to, że zastosowano technologię stosowaną przy leczeniu raka.
Tym, którzy mają obawy się zaszczepić, została tak szybko wdrożona, to polecam posłuchać wirusologów i tych, którzy pracują przy wdrożeniach leków/szczepionek, dlaczego było to możliwe.
Spokojnych i zdrowych Świąt🎄

agatek pisze...

Pozdrawiam :) Ciekawe rozważania na temat braku ludzi...

Alicja pisze...

Gdybysmy znikneli z powierzchni Ziemi - Ziemia odetchnelaby nareszcie. Za iles tam tysiecy lat, lub milionow, usunelaby szkody, do jakich przyczynil sie Homo Sapiens.

kotimyszkot pisze...

Takie całkowite zniknięcie wydaje się niemożliwe i aż ciarki po plecach przechodzą, że jednak się zdarza. Świat bez ludzi oglądałam tylko w prehistorycznych filmach i książkach. Przyroda faktycznie szalała, teraz niestety my szelejemy niszcząc ją na każdym kroku. Choć bobry, jak widać, też potrafią narobić w niej niezłego bałaganu ;) Pozdrawiam..

Drobiazgi domowe pisze...

Niesamowite. Rzadko się chyba zastanawiamy jak wyglądałaby ziemia bez nas. Pozdrawiam serdecznie.

wilma pisze...

Piranio, piszesz fascynująco o rzeczach niezwykle ciekawych, ale bardzo trudnych.
Za bardzo się chyba wczuła w sytuację, bo aż mnie ciarki przeszły po plecach.
Daję więc spokój tematom, na razie nie na moje nerwy.
Co do szczepienia, nie mam dylematu, decyzję podjęła moja lekarka i brzmi ona NIE.
Co do amantadyny, pomyślałam sobie, że bym ją wzięła gdybym była w stanie ciężkim. Rzecz w tym, ze amantydynę (by była skuteczna) powinno się wziąć na samym początku zachorowania...
A poza tym, najpierw trzeba by ją było skombinować, a do tego się nie nadaję;(.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Nie szanujemy natury, pewnie dlatego zbiesiła się na nas i broni się; mam wrażenie, że to jeden wielki organizm, połączony ze sobą więzami i porozumiewający się; jeśli istnieje równowaga w przyrodzie, człowiek nie ingeruje, wszystko działa, a jeśli tylko wsadzi tam łapy i zaczyna poprawiać, zaczyna źle się dziać, widzę to chociażby na przykładzie pszczół; zdziwiły mnie karaluchy i szczury, bo dotąd mówiło się, że przetrwają nawet atak jądrowy:-) jesteśmy w systemie, uzależnieni prawie od wszystkiego, jakbyśmy nawet uwolnili się od niego, to po prostu przestajemy istnieć, tak jak to opisałaś powyżej na przykładzie Słowenii; to nie do ogarnięcia dla mnie; jechaliśmy przez BiH, wypalone domy, zdziczałe ogrody i sady, mogiły w ogrodach, takie ludobójstwo w sercu Europy i we współczesnych nam czasach, i obojętność; może gdyby światem rządziły kobiety, byłoby inaczej? podchodzę do szczepionki jak pies do jeża ... z drugiej strony byliśmy szczepieni na różne choroby, czasami z mocnym odczynem poszczepiennym, śladami na skórze, nie wiem, dlaczego ta szczepionka wzbudza we mnie takie obawy; może dlatego, że widzę, iż koncernom farmaceutycznym wcale nie zależy na zdrowiu ludzkości, a raczej na rachunku ekonomicznym, aby kupowali jak najwięcej leków, może się mylę; nawet miedzy naukowcami zdania są podzielone, a człowiek pośrodku i głupieje; pozdrawiam serdeczni i życzę spokojnych, zdrowych Świąt.

gordyjka pisze...

Jednostka coraz mniej znaczy w epoce "systemów", a "znikanie" jest zjawiskiem coraz częstszym...;o)
Niby człowiek rządzi światem, ale bez przyrody nie da rady żyć, a przyroda bez człowieka rozkwitnie...;o)
O przemyskim przypadku nawet gadać się nie chce...Facet od wiosny walczy z wiatrakami i ponoć nawet jakieś donosy do prokuratury były na Niego, że leczy niestandardowo...Widocznie lepiej standardowo i śmiertelnie...;o)

BBM pisze...

Wszystkiego najlepszego na świąteczny i poświąteczny czas! Zdrowia i zadowolenia z każdego kolejnego dnia.🎄🎅🏻🎄

Fuscila pisze...

Gdyby nas nie było, Matka Ziemia odetchnęła by cichutko z radości!
Słowenia - nie wiedziałam, że takie tragedie jeszcze istnieją! Za mało empatii?
Dla mnie właśnie amantadyna to zło! I nie będę tłumaczyć dlaczego, wystarczy zapoznać się z tematem u wiarygodnych źródeł!
A szczepić się będę, bo akurat ta szczepionka jest tą, której potrzeba. Już sam mRNA daje nadzieję!
Najlepszości Świątecznych życzę i nowych Nadziei na przyszły 2021 Rok!

Zielonapirania pisze...

I mnie to zaskoczyło, ale wydaje mi się, że bardzo wielu rzeczy o wojnie na Bałkanach nie wiemy.
Spokojnych świąt.

Zielonapirania pisze...

O Terminalu tylko słyszałam, nie za bardzo lubię filmy z Hanksem.
Mając wybór między szczepionką a amantadyna, wzięłabym tę ostatnią. Jest w obiegu już tyle lat, że cokolwiek o niej wiadomo. O szczepionce za to niewiele i ja też się na nią obecnie nie piszę.

Zielonapirania pisze...

O tych przypadkach uśmiercenia i ja słyszałam, nieciekawa sprawa.
Mówiło się, że wraz z cyfryzacją nasza tożsamość będzie chroniona, ale jednocześnie coraz łatwiej ja przejąć. Wiem coś o tym, o podszyciach i wyłudzeniach danych z racji zawodu. Temat rzeka.
Udanych świąt.

Zielonapirania pisze...

I ja czasem wolę jakiś wymyślony kryminał obejrzeć niż powieść osadzona w realiach, mniej się przeżyje fikcyjnym bohaterem.
Wesołych świąt;)

Zielonapirania pisze...

Tyle, że wtedy nie zobaczylibyśmy tego bogactwa natury:)
Pozdrawiam świątecznie.

Zielonapirania pisze...

Obejrzałam kiedyś taki film o tym, jaką cząstka wszechświata jest Ziemia. Napisałam wtedy taki komentarz: po obejrzeniu tego filmu boję się żyć.
Bo my przejmujemy się Ziemia, a ona tyle znaczy co ziarnko piachu w porównaniu do kuli ziemskiej albo jeszcze mniej, znacznie mniej. To tak, jakby nas wcale nie było. To co jest w przestworzach, jest przerażające.
Jedna drobna zmiana we wszechświecie zmiecie Ziemię. Więc żyjmy tu i teraz:)
Spokojnych świąt.

Zielonapirania pisze...

Kiedy spojrzymy wstecz, na te pokolenia, które już minęły, to one też nie miały łatwo. Tym przeszłym też nie ma co zazdrościć:)
Jednakże nawet na przestrzeni czasowej jednego pokolenia zachodzi tyle zmian, tyle procesów, tyle wydarzen, że nie idzie ogarnąć. Jeden problem goni drugi. Choćby teraz, mamy wirusa, problem ogromny dla świata, ale czy pokolenie hiszpanki miało lepiej? To ja już wolę żyć w czasach wirusa:)

Zielonapirania pisze...

W czasie podziału na kraje autonomiczne Słowenię zamieszkiwało dwa miliony ludzi, a "wymazanych" było oficjalnie 25 tysięcy, nieoficjalnie 50 tys
To tak jakby proporcjonalnie u nas było ich około 500 tys do miliona osób. Wyobrażasz sobie skalę problemu? A świat o tym milczał i dowiadujemy się z literatury.
Ten lek przydatny także na covida jest już od lat, na dodatkowe testy trzeba było pięć milionów PLN i nieco czasu. Rząd pożałował i wsadzil gruba kasę w coś, czego naród nie chce. Pożyjemy, zobaczymy. Na razie jestem nieprzekonana do szczepionkowej chemii, ale nie zarzekam się. Jednak jakby mi kto teraz zaproponował te szczepionkę lub izolacje, to wybiorę izolacje. Mimo, że mnie już szlag trafia od tych durnych ograniczeń. Ale i tak w święta urządzenia sobie wycieczkę:)
Spokojnych świąt.

Zielonapirania pisze...

No właśnie posłuchałam wirusologów i obecnie mówię nie, ale nie będę się jak ta żaba zarzekać błota:) mnie się zdaje, że ten wirus mutuje jak grypa, co sezon będzie trochę inny i nie jestem przekonana, że ta chemia w strzykawce na te wszystkie jego mutacje cokolwiek pomoże. Poza tym jest tak dużo wykluczeń, że zaszczepić się może tylko część ludzi.

Zielonapirania pisze...

Ja tam też bez ludzi spokojnie dałabym radę hi hi:) A co dopiero Ziemia:)
Wesołych świąt.

Zielonapirania pisze...

Też mi się tak zdaje, w końcu człowiek wobec wszechswiata nic nie znaczy.

Zielonapirania pisze...

Wiosną moja działka wyraźnie mi pokazuje, że jestem bezsilna wobec przyrody:) w miejsce każdego wyrwanego chwastu wyrastają dwa inne:) jedynie spokój ma sąsiad, który leje chemię litrami. Jednak nawet on rok nie używając chemikaliów miałby działkę zarośnięta.
A jak to przeniesie się na skalę planety, to wystarczyłoby zatrzymać na rok ingerencję człowieka w przyrodę i pewnie mielibyśmy katastrofę. Przyroda zjadłaby nad żywcem. Owszem,my ja niszczymy, ale wydaje mi się, że nie jest tak bezsilna, jak.nam się to wciska. Są oczywiście wyjątki, jak na przykład wiry plastikowe w oceanach. Na Pacyfiku jeden z wirów zawiera 3,5mln ton plastiku, jeden obrót trwa około 26 lat, a takich wirów jest więcej z każdym z oceanów. Z tym przyroda sobie nie poradzi, bo plastik nie znika,on zostaje na zawsze.

Zielonapirania pisze...

.. bo nam się zdaje, że zawsze bylismy i na zawsze zostaniemy? A moze dlatego, że niewiele nas obchodzi, co będzie, kiedy my jako jednostki zamienimy się w proch? A po nas choćby potop:))
Spokojnych świąt.

Zielonapirania pisze...

Witam w klubie, do kombinowania i ja nie nadaje się tak jak mało kto:)
Życzę świątecznego wypoczynku.

Zielonapirania pisze...

W krajach byłej Jugosławii byłam w 1998 roku, świeżo po wojnie, wiec wiem, o czym piszesz. Na własne oczy widziałam zniszczenia i naprawdę nie chciałabym tego zobaczyć nigdy więcej. Ale kilka lat temu czyli prawie 20 lat po wojnie, w Czarnogórze bodajże, spotkałam Polkę, żonę Serba, która się bardzo zasymilowała w nowym miejscu swojego życia czyli w Nowym Sadzie i była dowodem na to, że nienawiść do Chorwatów czy Bośniaków, jest tam nadal bardzo żywa.
Co do różnych teorii spiskowych, to w żadne takie nie wierzę, ale życie jasno i otwarcie pokazuje kto w czym ma swój interes. Ale nawet to mnie nie rusza. Rusza mnie natomiast brak jednomyślności wśród fachowców. Skoro lekarz staje przeciw lekarzowi, wirusolog przeciw wirusologów, to mnie to zastanawia. Albo jest coś dobre, albo nie. Reszta to eksperyment. A ja nie lubię być myszą.

Zielonapirania pisze...

A spróbuj zniknąć z własnej woli, to Cię znajdą natychmiast:)
W Lublinie też stosowano ten lek co w Przemysłu, w końcu to właśnie amantadyna była najpierw popularnym lekiem przeciwgrypowych, zanim zauważono, że pomaga też w parkinsonie. Była skuteczna na wirusa grypy, jest przebadana, więc ja bym ją w razie choroby tfuj tfuj, wzięła.

Zielonapirania pisze...

Wzajemnie, spędź święta w miłym towarzystwie, w spokoju, zdrowiu, w rodzinnej atmosferze. Serdecznie pozdrawiam.

Zielonapirania pisze...

Najlepiej, abyśmy zdrowi byli, czego życzę nie tylko z okazji Świąt:)

roksanna pisze...

Nie ma dużo wykluczeń:kobiety w ciąży i karmiące oraz ewentualnie bardzo chorzy, którzy nie maja swojej choroby ustabilizowanej i oczywiście podwyższona temp ciała w dniu szczepienia. Nawet alergia nie jest przeciwwskazaniem, bo wstrząsów na 100 tys. było tylko 5.
Jedynie czego nie wiemy, to tego, jak długo będzie skuteczna ta szczepionka. Ale na grypę moi bliscy szczepią się co roku. A mnie właśnie w tej szczepionce uspokaja to, że nie ma w niej wirusa w żadnej postaci! I to, że to co zostanie wszczepione ulega „degradacji” po kilku dniach.
Wiemy (biotechnolodzy i wirusolodzy) dużo, bo badania trwały prawie 20 lat. Jedynie nowością jest zastosowanie metody mRNA w szczepionce, która do tej pory była/jest stosowana w leczeniu raka.
Ta szczepionka powstała pod kątem tego, żeby chronić starszych i słabszych( schorowanych) dlatego
to oni mają być szczepieni w pierwszej kolejności. Nie wywoła zachorowania na covid-19.

Anonimka pisze...

Zostanie po nas złom żelazny i głuchy drwiący śmiech pokoleń.

... tak mi się skojarzył ten cytat 😁

trollatrolla pisze...

A wiesz, że Twój blog czasem nie przyjmuje ode mnie komentarzy? Nie, i już.
Pod tym wpisem próbowałam dwa razy...teraz trzeci...zobaczymy czy się zapisze.

wilma pisze...

Mam nadzieję, że świąteczny czas był dla Ciebie spokojny i zdrowy. A na po świętach życzę dużo dobrego.

Zielonapirania pisze...

Nie przykładam do tego ręki, co za złośliwy blog:) tym razem zapisał się.
Pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

Dziękuję Wilmo, właśnie pożegnałam ostatnich gości i wreszcie w spokoju poswiętuję:)
I Tobie najlepszego.

Prześlij komentarz