Pewnego dnia obudził mnie sygnał straży pożarnej i pogotowia, gdzieś od strony trasy szybkiego ruchu. Narastał i cichł, ale nagle, nie oddalając się. Oho. Coś się dzieje. Jako mało ciekawska nie pobiegłam oglądać, ale zajrzałam do netu na lokalne wiadomości:) Wypadek z udziałem czterech samochodów. Kiedy po trzech godzinach wyszłam z psem pospacerować po ścieżce rowerowej (lało, jak zwykle), trasa nadal była zamknięta, zarządzono kilkunastokilometrowy objazd. Karetki już pojechały, została policja i straż. W rowie leżał bus, za nim ciężarówka, a na jezdni dwa zmiażdżone auta osobowe. Jak się okazuje kierowca bardzo wypasionego drogiego auta osobowego przekroczył dozwoloną prędkość i na mokrej jezdni wpadł w poślizg, a następnie pod nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę. Przypłacił to życiem. Nasza wiejska straż wycinała zwłoki z auta. U nas kierowców w autach tej marki nazywają "burakami" z powodu ich zachowania na jezdni. Jeżdżą tak, jakby auto z najwyższej półki czyniło ich lepszymi. Nie czyni, wręcz przeciwnie, za pychę się płaci. Za ciężarówką jechały bus i auto osobowe, i gdy ciężarówka hamowała, oba auta wbiły się w nią. Kierowcy przeżyli. Kolejny popularny grzech. Ostatnio wnuczka mnie pyta: babciu, dlaczego jedziesz tak daleko za ostatnim samochodem, gdy inne auta jadą jeden za drugim ? Właśnie dlatego. A jak ktoś mi wisi na kufrze, to go przepuszczam, nienawidzę jazdy na bagażniku. I przestrzegam ograniczeń prędkości. Często inni kierowcy mnie wyprzedzają na zakazie albo jadąc z niedozwoloną prędkością, a potem spotykamy się na najbliższym skrzyżowaniu. Co im to dało oprócz większego zużycia paliwa i narażenia siebie i innych na niebezpieczeństwo ? Nic. Nie mówię, że jestem idealnym kierowcą, ale nie chcę się zabić dla nadziei zaoszczędzenia dwóch minut na kilkudziesięciokilometrowej trasie.
Kierowca z wypasionej fury już nic nie czuje, zostawił po sobie rodzinę w żałobie oraz poszkodowanych fizycznie i psychicznie innych ludzi. Szkoda, że podczas jazdy wyłączył rozum.
Pogoda iście jesienna, od trzech tygodni pada prawie cały czas. Woda stoi na polach. Kto nie skosił zboża w pierwszej połowie sierpnia, ten je zaorze. Widuję łany przygięte do ziemi, porośnięte, z pustymi kłosami. Mało kto pracuje na polu, bo traktory i maszyny ugrzęzną. Ja też na swojej działce mało pracuję, bo ziemia jak błoto. Malin szkoda, bo z powodu deszczu trudno je zebrać, rozlatują się, a jak się trafi jakieś okienko pogodowe i zbiorę, to są bardzo nietrwałe, trzeba natychmiast przerobić. Dziś też pada, a miałam jechać na wrzosowisko. Zastanawiam się, czy wyruszać w deszczu, czy czekać na lepszą pogodę. Z cukru niby nie jestem...
Nie mam pojęcia, skąd ja miałam kiedyś czas na pracę:) Dzień za dniem pędzi, a ja nie zdążyłam zrobić tylu rzeczy:) Ominęło mnie kilka imprez corocznych, bo nie dałam rady pogodzić pobytu na nich z innymi wydarzeniami, spotkaniami rodzinnymi i towarzyskimi. No, i zrobiłam nieco przetworów oraz dwie rowerowe dłuższe wycieczki.
Choć za lataniem po restauracjach i kawiarniach nie przepadam, to jednak na wszelki wypadek poszłam z koleżanką na kawę, bo może niedługo znów nas zamkną:) Zaliczyłam dwie wizyty u stomatologa, umówiłam się na ten tydzień do fryzjerki (bo z powodu zobowiązań rodzinnych wypoczynkowo i tak ten tydzień jest stracony, zresztą leje, a może znów nas zamkną:)), zaprosiłam do siebie siostrę i spędziłyśmy cały dzień, odwiedziła mnie dawno nie widziana siostrzenica z dziećmi, gdzieś tam pojechałam, coś tam zobaczyłam... i dwa tygodnie minęły nie wiem kiedy.














32 komentarze:
Ileż kolorów i arbuz z ogródka? Niesamowite!
A wiesz, że wielu z nas albo nadrabia zaległości, albo spotyka się na zapas.
Prezydent w mediach zapewnia, że szkoła tylko stacjonarna, wiec może epidemii już nie ma?
Wybieram się do skansenu na festyn, ale ostatni był bez jarmarku, nie wiem dlaczego...
Jeśli chodzi o jazdę , to się z Tobą zgadzam ; minuta czy dwie niczego nie zmienią poza tym ,że bezpieczniej. Z tymi wypasionymi furami to akurat u nas odwrotnie ; jeżdżą ostrożniej, bo wiedzą ile kosztują naprawy a najbardziej szaleją pięćsetplusiaki w furach za 2 tysiące, a im mniejsza furka tym szybciej jadą . Plony z ogródka ,że hej ! Chciałabym mieć taką rękę do ogrodu jak Ty masz.
Nie znoszę tych strusiów pędziwiatrów, którzy oprócz siebie i innych na drodze narażają. Jakby nie można było jechać spokojnie i bezpiecznie. A w życiu tyle cudów do obejrzenia, wystarczy popatrzeć na Twoje zdjęcia, poczytać o przeżyciach. Zawsze powtarzam, lepiej wolniej ale dojechać.
Bakłażana nie mam, ale cukinię dziś kupiłam. Kusisz tym zapiekanym sposobem z serem i warzywami, że aż spróbuję. Smacznego korzystania z dóbr ogrodu :)
W zupełności się z tobą zgadzam, jeśli chodzi o jazdę samochodem i podobnie myślę o "niewyżytych" kierowcach. Ogrodowe zbiory masz cudne (brzydko zazdrościć, ale zazdrość mnie zżera, jeśli chodzi o owoce) :)I dokładnie rozumiem tę radość z plonów przyniesionych z ogrodu. Ja się cieszę w porze obiadu ;) A na zapas chyba nie da się nacieszyć spotkaniami i imprezami. I niech nas jeszcze nie zamykają! I Europy też nie, wyjeżdżam za tydzień i chciałabym po 10 dniach wrócić do domu. A wirusy mutują. jedni je złapią nawet siedząc w domu, a inni nawet w tłumie chorych będą zdrowi, nie ma na to mądrych. Tylko nie możemy być pewni, do której z tych grup akurat teraz będziemy należeć. W Szwecji jakoś dali radę bez zamykania ludzi w domach. Ale tam wszyscy zdyscyplinowani, nie to co nasi. Korzystajmy ze swobody, póki jest!
Też się zastanawiam jak ja kiedyś się organizowałam by pracować , wychowywać dzieci..teraz ciągle czasu mi brakuje..coś z tą emeryturą jest nie tak.
Uwielbiam Zamość, uwielbiam jarmarki, ten pewnie był w Pawłowie gdzie robi się siwaki?
MAsz piękne zbiory, dania ślicznie ozdabiasz..lubię takie posty!.
Należę do tego typu kierowców, co TY! Być może dlatego, że musiałam w pewnym momencie uznać, że albo jadę, albo sprzedam autko, bo przecież wcześniej woził mnie Ślubny! Jak to mówią mądrzy Indianie, dałam radę, i ..... pojechało! Fakt, boję się autostrad, jak jechałam do Bezmoherowej, to dwa razy zawracałam, aż sama siebie zganiłam, że co, że nie dam rady na "siódemce"? Dałam i jestem dumna jak nie wiem co! Teraz mnie czeka nie lada wyczyn, bo do Augustowa to około 500km. Ale co tam! Dojadę!!!
Zamość to moje marzenie, ale nie wiem, czy się ziści, bo czas w pewnym wieku zaczyna tak przyspieszać, że ło matko pojedyncza! Tom poszła Twoimi śladami, a co!
Skanseny też uwielbiam! I dobre jedzonko, zwłaszcza wtedy, gdy ja nic nie muszę, a mi się samo pcha do gębuli!
Serdeczności slę!
Jeszcze się kierowcy nie przyzwyczaili do pory suchej i pory deszczowej, zresztą zbyt zdyscyplinowani nigdy nie byli, stąd wypadki i rozpacz...
Prawdziwe bogactwo masz na swojej działce!:)
Pewne marki samochodów przekładają się jednak na mentalność ich kierowców.
A wiesz, jeszcze do nie dawna jak nas na drodze wyprzedzał ktoś na zakazie/ograniczeniu/podwójnej ciągłej/ to mówiliśmy "pewnie Polak"...i tablice pokazywały, że mieliśmy rację. Teraz jest tego jakby mniej. Może ludzie pozmieniali auta na te szwedzkimi rejestracjami, może jednak coś się zmienia, ale...
Husaria ze skrzydłami tkwi w polskiej duszy głęboko.
W sumie to dobrze, że nie masz czasu. Nie gnuśniejesz.
trollatraolla
Uwielbiam takie jarmarki, garncarskie cuda mogę oglądać bez końca. Zawsze coś ładnego znajdziesz, żeby pokazać:)
Z czasem mam tak samo, uwziął się czy jak - bo znika, przelatuje nie wiadomo kiedy. Wciąż go brakuje, a myślałam, że "na wolności" będę go miała więcej.
Bezmózgowców za kierownicą boję się bardzo, wciąż widzę takich jak przelatują obok i piskiem opon, wyprzedzają na trzeciego tam, gdzie nie ma miejsca, nieraz o chodnik zahaczają. Szerokiej drogi Ci życzę zawsze i wszędzie!
Też trzymam rozsądny odstęp na drodze i jak mi ktoś wisi na zderzaku, to zwalniam, żeby się jeszcze bardziej wkurzył i mnie wyprzedził. ;] No co, jak inaczej "rozmawiać" z kierowcami gorącej krwi?
Masz rację, prędkość nie ma sensu, i tak widzimy się na najbliższym skrzyżowaniu.
Byłam na grzybach, ale guzik rosło. Mówią, że taki wysyp, ale ja ani jednego nie znalazłam. I nikt ze znajomych grzybiarzy nie pochwalił się plonem lasu. Coś dziwnego.
Uwielbiam być kierowcą i czerpię z prowadzenia samochodu niebywałą wręcz frajdę. Jeżdżę po babcinemu ale nikt nie protestuje, ba!, tylko by spróbował :). Dla mnie ograniczenia prędkości są jasnym przekazem ku temu, żeby się do nich dostosować. Najgorsze do jazdy są niemieckie autostrady bo ludzie są przyzwyczajeni do tego, że na większości nie ma ograniczeń i nawet przy ograniczeniach jeżdżą jak chcą. Czasem jak mi jakieś mignie po lewej to tylko gwiżdże a mną zarzuca a auto mamy niemałe. Już kilka razy mi się zdarzyło, że ktoś za mną dawał mi znaki światłami podczas kiedy wyprzedzałam na maksymalnej dozwolonej prędkości. Nie rusza mnie to bo i tak szybciej jechać nie można, nie powiem tutaj publicznie czym mi nawet mogłby machać, nie przestraszy mnie :). Wierzę w to, że ograniczenia prędkości mają sens a ja sama czerpię największą przyjemność ze spokojnej i rozsądnej jazdy.
Mam nadzieję, że końcówka lata będzie piękna i ciepła. Ostatnie dni napełniły mnie nadzieją, że jeśli chodzi o słońce to jeszcze nie wszystko stracone :)
Mój piesek (malta-hawńczyk) chętnie jeździłby ze mną na spacery rowerem... w koszyku, ale jest jeden podstawowy problem... nie jeżdżę rowerem. Rower taki z koszykiem jest, owszem, po babci, stoi w garażu i czeka, kiedy od czasu do czasu użyje go mój mąż, bo jednak woli jeździć swoim... męskim:)
Ha! potrafi taki wyprzedzić i zaraz skręcić w prawo:-) niebezpiecznie jeżdżą też akwizytorzy, mają rozpiskę godzinową, wszędzie muszą być na czas, zdążyć, zdążyć, wyrobić targety. Zazwyczaj prowadzi mąż, a kiedy ja siadam za kierownicą, to napomina mnie: nie jedź szybko, musze się napatrzeć, więc turlamy się po bocznych drogach, wyścigi nas zupełnie nie bawią. Mamy paszporty covidowe, bo inaczej nigdzie nie wyjechalibyśmy, na Ukrainie potrzebne jest jeszcze specjalne ubezpieczenie zdrowotne na wypadek zachorowania na covid. U nas jarmarki garncarskie odbywają się w Medyni Głogowskiej k.Łańcuta, nie byliśmy w tym roku. Plony z ogrodu zawsze cieszą; pozdrawiam serdecznie.
Zapomniałam jeszcze dodać, że jeśli chodzi o obostrzenia postpandemiczne to Niemcy są na szarym końcu jeśli chodzi o ich luzowanie. Maseczki wszędzie tylko nie na ulicach, bez szczepienia ani pozytywnego testu nie można wejść do restauracji, zostają tylko stoliki na zewnątrz. Teraz dużo restauracji jeszcze tego nie przestrzega, ale większość tak. Od października do żadnej kawiarni, restauracji, muzeum itp. nie wejdzie się bez szczepionki ani wyniku testu nie starszego niż 24h. Podobnie planują wprowadzić w sklepach nie będących spożywczymi ani drogeriami. I nie buntuje się nikt bo Niemcy to naród potulny i grzeczny, we krwi mający robienie tego, czego chcą rządzący. Protesty były tutaj w zeszłym roku ale pod względem liczebności były śmieszne, i oczywiście nic nie dały. Myślę, że w żadnym europejskim kraju nie ma pod tym względem tak jak tu.
A ja nie jestem i nie będę zaszczepiona zatem mam nadzieję, że te cyrki nie potrwają długo :)
Nie zazdroszczę ludziom niczego (no czasem zdrowia, jak mnie dopadnie jakiś ból;), ale Tobie to zdarza mi się trochę tego ogrodu (szczególnie jego płodów), otoczenia i miejsca zamieszkania zazdrościć. Przeważnie tak się dzieje, jak długo nie mogę wydostać się poza miasto i nie widzę horyzontu;).
Kiedy u nas zacznie się gotować?
Chyba jak zabiorą 500+, może wtedy ludzie się wkurzą, bo dotychczas plują narodowi w twarz, a naród wyciera się rękawem i powiada, ze to tylko deszcz pada;(.
Pozdrawiam serdecznie.
Witaj słonecznym wrześniem
Ja jeszcze pracuję, w dobie się jeszcze jakoś mieszczę. Ale co będzie na emeryturze? Po tym co wszyscy piszecie, to wolnego czasu mi nie przybędzie:))
A noszenie maseczek u nas? Wczoraj musiałam podjechać do miasta autobusem. I co? Połowa pasażerów bez maseczek. I tylko zwróć tu takiej lub takiemu uwagę....
Zdjęcia apetyczne... A na polach może niedługo będę?
Pozdrawiam odliczając już dni do wyjazdu
U mojej córki w pracy 100% pracowników otrzymało nakaz powrotu do pracy w biurze, tak jakby coś wiedzieli, że nie ma sensu się izolować ? Osobiście od zeszłej jesieni nie słyszałam w swoim środowisku o ani jednej chorej na wirusa osobie, mimo, że u nas mało ludzi się szczepi. W ostatnich dniach, w innym województwie widziałam, że połowa ludzi w pomieszczeniach zamkniętych chodzi bez masek. U nas 100% w maskach.
U wnuczki w szkole powiedzieli, że jednak na wszelki wypadek szykują się na pracę zdalną.
Kto wie, jak się sytuacja rozwinie...
Nie posiadam talentu i umiejętności do pracy w ogrodzie, improwizuję:) Mam różne warzywa i właściwie przez cały sezon nie kupuję zieleniny. I o to głównie mi chodzi.
Zapiec można i cukinię, bardzo smaczna. Są przepisy w necie.
I przede wszystkim ludzie powinni pozbyć się strachu, bo pod jego wpływem marnują swoje życie.
Niedługo wrócę do pracy, już myślę, jak ja się przeorganizuję:)
Dziękuję za miłe słowa:)
Dojedziesz wszędzie gdzie trzeba i gdzie chcesz. I ja mam wiele takich miejsc na liście "do zobaczenia", ale wiadomo, że ze wszystkim się nie zdąży, bo życia zbraknie, niestety. Dlatego korzystajmy z tego, co można.
Na działce i zbiory, i robota:) Właśnie się wypogodziło, więc tydzień będzie pracowity.
Mam nadzieję, że nie zgnuśnieję nigdy, za dużo mam planów i zainteresowań :)
Właśnie przemierzyłam szmat drogi autem, bezpiecznie, ale nie obyło się bez obserwacji wymuszeń, jazdy na trzeciego, pod prąd itp. Lubię jeździć i chciałabym prowadzić auto jak najdłużej, bo to frajda:)
Ja znalazłam bardzo dużo grzybów, licznych , czerwonych, większość w kropki:) Białe:)
Kierowca , który mnie pogania (czymkolwiek:) jest u mnie na straconej pozycji, nic nie zwojuje ponad to co wolno:)
Jestem decydowanym przeciwnikiem segregacji sanitarnej (nie mylić z przeciwnikiem jakichkolwiek szczepień) i wypięłam się na to, dlatego w tym roku nie pojechałam z wyboru na zagraniczne wczasy, trzymam się od tego cyrku z daleka.
Zawsze można taki rower poprowadzić, żeby ulżyć pieskowi w trudzie wędrowania hi hi:)
O to to ,z tym skręcaniem! Obserwuję to bardzo często u nas na obwodnicy.
Plony własne nie tylko cieszą, ale i dają zdrową żywność. Koszty prowadzenia ogrodu są jednak niemałe, nie wiem, czy nie taniej byłoby te warzywa kupować:)
500+ nikt nie zabierze, bo dojdzie do zamieszek:)
Często powtarzam, że widok natury bardziej mnie zachwyca niż dzieła rąk ludzkich, dlatego garnę się w te plenery, choć może wcale tak spektakularne nie są. Ani u nas gór, ani morza, nie ma czym zaimponować:)
Tu, u nas, gdzie ja chodzę, we wnętrzach dyscyplina jest - ludzie chodzą w maseczkach. Jednak byłam ostatnio w woj. śląskim, tam połowa bez masek w pomieszczeniach. W niektórych miejscach będąc w maseczce aż się czułam skrępowana, bo wszyscy bez i nawet pomyślałam, że jakieś przepisy się m może zmieniły, a ja nic nie wiem:)
Udanego urlopu życzę
Prześlij komentarz