Dziś noc spadających gwiazd. Przed godziną 22 obie z najstarszą wnuczką okutane w szlafroki i z kocami zasiadłyśmy w ogrodzie na leżakach i zapatrzyłyśmy się w niebo. I nawet długo nie czekałyśmy. Naprawdę spadały!:) No, wiem przecież, że nie gwiazdy, a meteoryty, ale i tak było to fajne widowisko:) Poza tym, korytarzem powietrznym, który przebiega nad moim domem w pół godziny przeleciały trzy samoloty. Ciekawe, ile ich leci dziennie ?
Naopowiadałam wnuczce, jak to niedawno byłam w Chełmie i zainteresowała ją trasa podziemna. Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać:) Pojechałyśmy, choć trochę jęczała, że daleko:) Niestety, już na samym początku rozczarowanie: bilety są dopiero na ostatnie wejście na niedzielę! W życiu nie przypuszczałam, ale trudno. Humor nieco się poprawił, gdy na pociechę poszłyśmy na lody oraz do sklepu po nowe butki, różowe:) A jeszcze bardziej się polepszył, jak weszłyśmy na najwyższe wzgórze chełmskie z ogromną bazyliką i dodatkowo po 167 stopniach wdrapałyśmy się na dzwonnicę. Emocji było co niemiara, bo to tak wysoko i tak stromo, co znaczenie miało szczególnie przy schodzeniu i takie piękne rozległe widoki ze szczytu, i dzwon ważący 3 tony i te dwa mniejsze ...:) Wszystko było takie ekscytujące:)
I jeszcze na grodzisko trzeba było się wdrapać:) Potem na Placu Łuczkowskiego przy zabytkowej studni miałam pokaz tego, jak niewiele trzeba, aby zawrzeć nowe znajomości. Zebrała się gromadka obcych sobie dzieci i po kilku minutach zabawa trwała na dobre. Aż szkoda było im ją przerywać, jednak zbliżał się wieczór, a pies sam w domu:)
Jutro kolejny dzień i kolejne weekendowe atrakcje, ale o tym kiedy indziej. W ramach tygodniowego przeglądu dodam jeszcze, że byłam w Górach Pieprzowych:) Mało kto o nich wie, a przecież to najstarsze polskie góry. Tu napisałam o tym więcej: KLIK!
Byłam też na zwiedzaniu winnicy. Ze względu na krótki okres słonecznego ciepła, winnice produkują wina wytrawne, które mi nie odpowiadają, więc nic nie kupiłam, ale chociaż się napatrzyłam:) Zapraszam TUTAJ KLIK!
W wolnych chwilach uskuteczniałam spacery z Luką po okolicy. Ptaki już się szykują do odlotu, z czego korzystają inne ptaki drapieżne rozganiając i atakując gromady maluchów. Niebo w błękitach, trzeba to zapisać w pamięci zanim zszarzeje.


45 komentarzy:
Wiele atrakcji. Wnuczka długo będzie wspominała ten czas spędzony z Tobą.
A odloty ptaków pokazane świetnie. Ostatnie zdjęcie zrobiło na mnie duże wrażenie.
Bo życie jest ekscytujące:) Widoki u Ciebie jak zawsze też. Fajnego weekendu i zajrzę poczytać relację po. Pozdrawiam :)
A no tak, trzeba pamiętać przy bardzo młodych ludziach, że sam spacer to nie wystarczy, jakaś atrakcja, niespodzianka być musi.
Kreatywna babcia potrafi wszystko, dla swojej i wnuczki radości!
To wspaniałej weekendowej rozrywki. ❤️
Atrakcyjna wyprawa, a z wnusią arcyważna. Ciekawe zdjęcia... :)
Supwr, zazdroszczę, u nas byly chmury, a ja spalam akurat dobrze i nie obudzilam sie w nocy.
Widziałam którąś z winiarni w "Mai w ogrodzie", prowadzi ją dwójka młodych ludzi. Zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że na początku rzędu winorośli jest sadzona róża, która jest wskaźnikiem, kiedy atakują choroby grzybowe i można szybko zadziałać, żeby winnicę ochronić przed zarazą. Oglądałam perseidy wczoraj i dziś też będę, bo wyczytałam, że trzeba patrzeć w kierunku północno-wschodnim, stamtąd najwięcej efektów, a ten widok wczoraj przysłaniał mi wielki świerk. Ptaki zbierają się powoli do odlotu, szkoda trochę, ale za to będą grzyby, lubię bardzo, najbardziej zbierać.
Nie ma to jak weekend z wnuczką , wiem coś o tym . Udanej soboty i niedzieli.
W Chełmie studnia jest na placu Łuczkowskiego ;)
Musze sobie zanotować te "Góry pieprzowe". Muszę sobie zanotować wszystkie góry i pagóry w Polsce, bo chcę zwiedzać tak jak zwiedzałam Alpy czyli tak jakbym zaraz miał się skończyć świat.
Potrzebuję tej dawnej, podróżniczej intensywności. Serio.
No jasne! Dzięki za zwrócenie uwagi, jakieś skojarzenie zadziałało:)
No ale zapamiętasz także, że mają 40-60 metrów wysokości:)))?
Zbierają się także bociany, po drodze widziałam naa polu duże gromady, ale nie było warunków się zatrzymać.
Jest ekscytujące dla tych, co te ekscytację umieją przeżywać, bo niestety nie każdy -duzo mamy malkontentów wokół siebie
Staram się, żeby i dla mnie była jakaś atrakcja, bo opieka nad dziećmi nudzi mnie:)
Dziękuję, po południu zaczynamy:)
Chciałabym, żeby miała fajne wspomnienia ze mną:)
Perseidy nadal spadają, tylko jest ich mniej i dłużej trzeba czekać, żeby jakaś upolować.
Te róże jakoś mi się w oczy nie rzuciły specjalnie:) może dlatego, że nie znałam ciekawostki i nie zwracałam uwagi
Dzięki, wzajemnie. Weekend z wnuczka trwa od wtorku do dziś:)
Nie ważne ile, ja już wiele razy powtarzałam, że wysokość nie ma znaczenia, liczy się wędrówka. Po wyżynie zaliczałam wędrówki, po jurze, po takich pagórkach jakich pełno w krajobrazach Polski i są to świetne wspomnienia długodystansowych przebieżek. Po prostu okolica na mapie wydała mi się ciekawa.
Nie zawsze musi to być okazały wierzchołek na końcu trudnego szlaku. ;)
Wnuki tak szybko rosną, że aż strach! I gdybyśmy nie pamiętały o naszych powinnościach babcinych zawczasu, to za moment, czyli lat parę, już byłoby po "kaczaku", jak mówią u nas, czyli zero, nul! Bo potem będzie długo, długo nic, i dopiero po przekroczeniu magicznej 20-stki, coś powolutku zaczyna się ruszać, chociaż to też nie jest pewne! :-))))
U mnie niebo było w "barankach", i nic nie dało się zobaczyć! Niestety! Za to chciałam Ci nadać, że na naszej promenadzie nadjeziornej są 4 duże drzewa mirabelkowe, całe w żółte kulk! Dojrzałe, a owoców nikt nie zbiera! Szok!!! Ja i owszem, i mam 6 słoiczków tej małmazji! :-)))
Ja wybieram się jutro po mirabelki, rowerem:) rosną daleko w polu przy polnej drodze, niczyje, to się obłowię:)
A, i jeszcze przypomniało mi się, że robię też w słoikach kompot z mirabelek tzn. wkładam do słoika tyle owoców ile się zmieści, zalewam zagotowaną wodą z cukrem i pasteryzuje. I tu zaczyna się najlepsze: w zimie wyciągasz wysokie szklanki moczysz brzegi w wodzie i maczasz w cukrze, żeby powstał taki szron na brzegach. Otwierasz kompot i przez sito wlewasz do garnka i przecierasz owoce, kompot robi się mętny i pięknie wygląda, jest złoty i słoneczny. Jeśli jest za mocny, rozcieńczyć wodą. Wlewasz do ocukrzonych szklanek i robisz konkurs przy stole pod hasłem: z czego jest ten napój:) u mnie nikt nie zgadł:)
Tam w okolicy biegnie czerwony szlak, fragmentem wzdłuż Gór Pieprzowych, kawałek po nim szłam. Może zainteresuje Cię to:
https://www.sandomierskiszlakwiniarski.pl/index.php/festiwal-biegowy.html
"Gwiazd" nie oglądałam, ale mirabelkami pachnie już u nas wszystko...Szkoda, że nie lubisz wytrawnego wina, bo z mirabelek wychodzi pierwszorzędne (skarbnica witaminowa)...;o) I powidła mirabelkowe do mięsa (ale mięsa też nie jadasz)...Czyli, mirabelkowa lipa...;o)Ja już przerobiłam 30 kilo, a drugie tyle czeka...;o)
Uwielbiam przecierany dżem z mirabelek i kompot jak wyżej:)
Mięso bardzo rzadko, ale czasem zjem, dla towarzystwa to i cygan się powiesi:)
W sobotę z gośćmi zjadłam smażonego kotleta i popilam bezalkoholowym piwem, choruję do dziś, niestety. Nawet nie wspomnę, ile mi spadło na wadze. Innym nic się nie dzieje, to tylko mój organizm mi mówi: nie jedz tego paskudztwa:)
Gordyjko!
Ja akurat wina lubię, i z chęcią takie mirabelkowe bym skosztowała! Jeśli to dla Ciebie nie kłopot, poproszę o przepis! Tak samo na te powidła do mięsa ( chyba że robi się jak zwykłe węgierkowe, to robię od lat)! :-)))
Witaj
Ja niestety nie widziałam spadających gwiazd. Ale za rok znowu jest szansa
Ostatnie zdjęcia urzekły mnie, ale przypomniały też, że jesień idzie i nie ma na to rady
Pozdrawiam jeszcze przed urlopem
"Niebo w błękitach, trzeba to zapisać w pamięci zanim zszarzeje". Muszę zapamiętać to zdanie, bo jest piękne.
Idzie, idzie... Ale też będziemy się nią cieszyć, póki nie dopadną nas chlapy, błoto i przejmujące zimno. Byle do wiosny:)
Cóż... Jesienią może być trudno o błękitne niebo, choć zima potrafi nim zaskoczyć:)
Fuscilo ! Jeśli chodzi o powidła to jedyna różnica jaką stosuję przy mirabelkach to miksowanie wydrylowanych owoców, żeby nie było skórkowych powłok...Reszta wariacji zależy od wyobraźni i zamiłowań...;o)
Co do wina to oczywiście, że podzielę się przepisem, ale że mamy małżeński podział przetwórczy, więc przepis właśnie pojechał na nocną zmianę...;o)
Polecam też nalewkę, jeśli nie robiłaś...1kg owoców/1 szkl. spirytusu (95%)/ 1 szkl. wódki czystej / 1 szkl.wody / 1 szkl. cukru...;o) Na Boże Narodzenie będzie idealna...;o)
Dziękuję, nalewka wypróbuję. A co do wina- poczekam na przepis!
Pozdrawiam serdecznie!
Witam.
Atrakcyjna wędrówka.
A jesień mimozami się zaczyna,
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Już dawno zakwitły, znów wymieniłam bukiet w salonie na świeży:)
U nas nareszcie chłodniej.
Pozdrawiam długo oczekiwanymi kropelkami deszczu. Niewiele go, ale zawsze
Gratuluję pobytu w Górach Pieprzowych.
Czyżbyś mieszkała w pensjonacie "Dzika Róża"?
Teraz ja zapraszam na opowieść o Sandomierzu...
Serdecznie pozdrawiam.
Różowe buty dla wnuczki... marzenie... Mam 2 wnuków. za to mój piesek jest dziewczynką i teraz szaleję z różem ( różowa obróżka, różowy płaszczyk nieprzemakalny), ale to przecież nie to samo...
Serdeczności :)
Nie mieszkałam w tym pensjonacie, ale wiem, gdzie jest, bo koło niego przechodziłam, akurat jak pani właścicielka pieliła w ogrodzie:)
A ja nie mam żadnego wnuczka:) przyznam jednak, że mi to jakoś nie przeszkadza:)
Te ptaszki to mogą być szpaki. Zaczynają się grupować do wspólnego odlotu. Mój wzrok skupia się na zdjeciach a głównie na słonecznych widoczkach, u mnie cały sierpień deszczowy :/ Fajną wycieczkę mieliście chociażby dlatego, że była ładna pogoda :)) Pozdrawiam
O, to święta racja. Zbyt dużo narzekania i marudzenia wokół, a świat jest taki piękny w każdej chwili i w każdym przejawie 🙂
Kradnę przepis na nalewkę :) Dziękuję :)
Prześlij komentarz