piątek, 13 sierpnia 2021

Relacja z tygodnia

Dziś noc spadających gwiazd. Przed godziną 22 obie z najstarszą wnuczką okutane w szlafroki i z kocami zasiadłyśmy w ogrodzie na leżakach i zapatrzyłyśmy się w niebo. I nawet długo nie czekałyśmy. Naprawdę spadały!:) No, wiem przecież, że nie gwiazdy, a meteoryty, ale i tak było to fajne widowisko:) Poza tym, korytarzem powietrznym, który przebiega nad moim domem w pół godziny przeleciały trzy samoloty. Ciekawe, ile ich leci dziennie ?

Naopowiadałam wnuczce, jak to niedawno byłam w Chełmie i zainteresowała ją trasa podziemna. Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać:) Pojechałyśmy, choć trochę jęczała, że daleko:) Niestety, już na samym początku rozczarowanie: bilety są dopiero na ostatnie wejście na niedzielę! W życiu nie przypuszczałam, ale trudno. Humor nieco się poprawił, gdy na pociechę poszłyśmy na lody oraz do sklepu po  nowe  butki, różowe:) A jeszcze bardziej się polepszył, jak weszłyśmy na najwyższe wzgórze chełmskie z ogromną bazyliką i dodatkowo po 167 stopniach wdrapałyśmy się na dzwonnicę. Emocji było co niemiara, bo to tak wysoko i tak stromo, co znaczenie miało szczególnie przy schodzeniu i takie piękne rozległe widoki ze szczytu, i dzwon ważący 3 tony i te dwa mniejsze ...:) Wszystko było takie ekscytujące:)





I jeszcze na grodzisko trzeba było się wdrapać:) Potem na Placu Łuczkowskiego przy zabytkowej studni miałam pokaz tego, jak niewiele trzeba, aby zawrzeć nowe znajomości. Zebrała się gromadka obcych sobie dzieci i po  kilku minutach zabawa trwała na dobre. Aż szkoda było im ją przerywać, jednak zbliżał się wieczór, a pies sam w domu:)

Jutro kolejny dzień i kolejne weekendowe atrakcje, ale o tym kiedy indziej. W ramach tygodniowego przeglądu dodam jeszcze, że byłam w Górach Pieprzowych:)  Mało kto o nich wie, a przecież to najstarsze polskie góry.  Tu napisałam o tym więcej: KLIK!




Byłam też na zwiedzaniu winnicy. Ze względu na krótki okres słonecznego ciepła, winnice produkują wina wytrawne, które mi nie odpowiadają, więc nic nie kupiłam, ale chociaż się napatrzyłam:) Zapraszam TUTAJ KLIK!



W wolnych chwilach uskuteczniałam spacery z Luką po okolicy. Ptaki już się szykują do odlotu, z czego korzystają inne ptaki drapieżne rozganiając i atakując gromady maluchów. Niebo w błękitach, trzeba to zapisać w pamięci zanim zszarzeje.




 To nie koraliki nanizane na druty, to ptaszki, bardzo głośne choć całkiem  nieduże:)

Jutro dzień raczej bez spektakularnych rozrywek, choć w towarzystwie, za to weekend zapowiada się ciekawie pod względem kulturalnym i także towarzyskim.

Czego i Wam wszystkim życzę:)

45 komentarzy:

BBM pisze...

Wiele atrakcji. Wnuczka długo będzie wspominała ten czas spędzony z Tobą.
A odloty ptaków pokazane świetnie. Ostatnie zdjęcie zrobiło na mnie duże wrażenie.

kotimyszkot pisze...

Bo życie jest ekscytujące:) Widoki u Ciebie jak zawsze też. Fajnego weekendu i zajrzę poczytać relację po. Pozdrawiam :)

jotka pisze...

A no tak, trzeba pamiętać przy bardzo młodych ludziach, że sam spacer to nie wystarczy, jakaś atrakcja, niespodzianka być musi.
Kreatywna babcia potrafi wszystko, dla swojej i wnuczki radości!

Lucia pisze...

To wspaniałej weekendowej rozrywki. ❤️

Pola pisze...

Atrakcyjna wyprawa, a z wnusią arcyważna. Ciekawe zdjęcia... :)

dora pisze...

Supwr, zazdroszczę, u nas byly chmury, a ja spalam akurat dobrze i nie obudzilam sie w nocy.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Widziałam którąś z winiarni w "Mai w ogrodzie", prowadzi ją dwójka młodych ludzi. Zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że na początku rzędu winorośli jest sadzona róża, która jest wskaźnikiem, kiedy atakują choroby grzybowe i można szybko zadziałać, żeby winnicę ochronić przed zarazą. Oglądałam perseidy wczoraj i dziś też będę, bo wyczytałam, że trzeba patrzeć w kierunku północno-wschodnim, stamtąd najwięcej efektów, a ten widok wczoraj przysłaniał mi wielki świerk. Ptaki zbierają się powoli do odlotu, szkoda trochę, ale za to będą grzyby, lubię bardzo, najbardziej zbierać.

onyks pisze...

Nie ma to jak weekend z wnuczką , wiem coś o tym . Udanej soboty i niedzieli.

jakajustyna pisze...

W Chełmie studnia jest na placu Łuczkowskiego ;)

Anna K. Olszewska pisze...

Musze sobie zanotować te "Góry pieprzowe". Muszę sobie zanotować wszystkie góry i pagóry w Polsce, bo chcę zwiedzać tak jak zwiedzałam Alpy czyli tak jakbym zaraz miał się skończyć świat.
Potrzebuję tej dawnej, podróżniczej intensywności. Serio.

Zielonapirania pisze...

No jasne! Dzięki za zwrócenie uwagi, jakieś skojarzenie zadziałało:)

Zielonapirania pisze...

No ale zapamiętasz także, że mają 40-60 metrów wysokości:)))?

Zielonapirania pisze...

Zbierają się także bociany, po drodze widziałam naa polu duże gromady, ale nie było warunków się zatrzymać.

Zielonapirania pisze...

Jest ekscytujące dla tych, co te ekscytację umieją przeżywać, bo niestety nie każdy -duzo mamy malkontentów wokół siebie

Zielonapirania pisze...

Staram się, żeby i dla mnie była jakaś atrakcja, bo opieka nad dziećmi nudzi mnie:)

Zielonapirania pisze...

Dziękuję, po południu zaczynamy:)

Zielonapirania pisze...

Chciałabym, żeby miała fajne wspomnienia ze mną:)

Zielonapirania pisze...

Perseidy nadal spadają, tylko jest ich mniej i dłużej trzeba czekać, żeby jakaś upolować.

Zielonapirania pisze...

Te róże jakoś mi się w oczy nie rzuciły specjalnie:) może dlatego, że nie znałam ciekawostki i nie zwracałam uwagi

Zielonapirania pisze...

Dzięki, wzajemnie. Weekend z wnuczka trwa od wtorku do dziś:)

Anna K. Olszewska pisze...

Nie ważne ile, ja już wiele razy powtarzałam, że wysokość nie ma znaczenia, liczy się wędrówka. Po wyżynie zaliczałam wędrówki, po jurze, po takich pagórkach jakich pełno w krajobrazach Polski i są to świetne wspomnienia długodystansowych przebieżek. Po prostu okolica na mapie wydała mi się ciekawa.
Nie zawsze musi to być okazały wierzchołek na końcu trudnego szlaku. ;)

Fuscila pisze...

Wnuki tak szybko rosną, że aż strach! I gdybyśmy nie pamiętały o naszych powinnościach babcinych zawczasu, to za moment, czyli lat parę, już byłoby po "kaczaku", jak mówią u nas, czyli zero, nul! Bo potem będzie długo, długo nic, i dopiero po przekroczeniu magicznej 20-stki, coś powolutku zaczyna się ruszać, chociaż to też nie jest pewne! :-))))
U mnie niebo było w "barankach", i nic nie dało się zobaczyć! Niestety! Za to chciałam Ci nadać, że na naszej promenadzie nadjeziornej są 4 duże drzewa mirabelkowe, całe w żółte kulk! Dojrzałe, a owoców nikt nie zbiera! Szok!!! Ja i owszem, i mam 6 słoiczków tej małmazji! :-)))

Zielonapirania pisze...

Ja wybieram się jutro po mirabelki, rowerem:) rosną daleko w polu przy polnej drodze, niczyje, to się obłowię:)

Zielonapirania pisze...

A, i jeszcze przypomniało mi się, że robię też w słoikach kompot z mirabelek tzn. wkładam do słoika tyle owoców ile się zmieści, zalewam zagotowaną wodą z cukrem i pasteryzuje. I tu zaczyna się najlepsze: w zimie wyciągasz wysokie szklanki moczysz brzegi w wodzie i maczasz w cukrze, żeby powstał taki szron na brzegach. Otwierasz kompot i przez sito wlewasz do garnka i przecierasz owoce, kompot robi się mętny i pięknie wygląda, jest złoty i słoneczny. Jeśli jest za mocny, rozcieńczyć wodą. Wlewasz do ocukrzonych szklanek i robisz konkurs przy stole pod hasłem: z czego jest ten napój:) u mnie nikt nie zgadł:)

Zielonapirania pisze...

Tam w okolicy biegnie czerwony szlak, fragmentem wzdłuż Gór Pieprzowych, kawałek po nim szłam. Może zainteresuje Cię to:
https://www.sandomierskiszlakwiniarski.pl/index.php/festiwal-biegowy.html

gordyjka pisze...

"Gwiazd" nie oglądałam, ale mirabelkami pachnie już u nas wszystko...Szkoda, że nie lubisz wytrawnego wina, bo z mirabelek wychodzi pierwszorzędne (skarbnica witaminowa)...;o) I powidła mirabelkowe do mięsa (ale mięsa też nie jadasz)...Czyli, mirabelkowa lipa...;o)Ja już przerobiłam 30 kilo, a drugie tyle czeka...;o)

Zielonapirania pisze...

Uwielbiam przecierany dżem z mirabelek i kompot jak wyżej:)
Mięso bardzo rzadko, ale czasem zjem, dla towarzystwa to i cygan się powiesi:)
W sobotę z gośćmi zjadłam smażonego kotleta i popilam bezalkoholowym piwem, choruję do dziś, niestety. Nawet nie wspomnę, ile mi spadło na wadze. Innym nic się nie dzieje, to tylko mój organizm mi mówi: nie jedz tego paskudztwa:)

Fuscila pisze...

Gordyjko!
Ja akurat wina lubię, i z chęcią takie mirabelkowe bym skosztowała! Jeśli to dla Ciebie nie kłopot, poproszę o przepis! Tak samo na te powidła do mięsa ( chyba że robi się jak zwykłe węgierkowe, to robię od lat)! :-)))

Fuscila pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Ismena pisze...

Witaj
Ja niestety nie widziałam spadających gwiazd. Ale za rok znowu jest szansa
Ostatnie zdjęcia urzekły mnie, ale przypomniały też, że jesień idzie i nie ma na to rady
Pozdrawiam jeszcze przed urlopem

Agnieszka Zielińska pisze...

"Niebo w błękitach, trzeba to zapisać w pamięci zanim zszarzeje". Muszę zapamiętać to zdanie, bo jest piękne.

Zielonapirania pisze...

Idzie, idzie... Ale też będziemy się nią cieszyć, póki nie dopadną nas chlapy, błoto i przejmujące zimno. Byle do wiosny:)

Zielonapirania pisze...

Cóż... Jesienią może być trudno o błękitne niebo, choć zima potrafi nim zaskoczyć:)

gordyjka pisze...

Fuscilo ! Jeśli chodzi o powidła to jedyna różnica jaką stosuję przy mirabelkach to miksowanie wydrylowanych owoców, żeby nie było skórkowych powłok...Reszta wariacji zależy od wyobraźni i zamiłowań...;o)
Co do wina to oczywiście, że podzielę się przepisem, ale że mamy małżeński podział przetwórczy, więc przepis właśnie pojechał na nocną zmianę...;o)
Polecam też nalewkę, jeśli nie robiłaś...1kg owoców/1 szkl. spirytusu (95%)/ 1 szkl. wódki czystej / 1 szkl.wody / 1 szkl. cukru...;o) Na Boże Narodzenie będzie idealna...;o)

Fuscila pisze...

Dziękuję, nalewka wypróbuję. A co do wina- poczekam na przepis!
Pozdrawiam serdecznie!

Michał pisze...

Witam.
Atrakcyjna wędrówka.
A jesień mimozami się zaczyna,
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

Już dawno zakwitły, znów wymieniłam bukiet w salonie na świeży:)

Ismena pisze...

U nas nareszcie chłodniej.
Pozdrawiam długo oczekiwanymi kropelkami deszczu. Niewiele go, ale zawsze 

Stokrotka pisze...

Gratuluję pobytu w Górach Pieprzowych.
Czyżbyś mieszkała w pensjonacie "Dzika Róża"?
Teraz ja zapraszam na opowieść o Sandomierzu...
Serdecznie pozdrawiam.

Teresa Czajkowska pisze...

Różowe buty dla wnuczki... marzenie... Mam 2 wnuków. za to mój piesek jest dziewczynką i teraz szaleję z różem ( różowa obróżka, różowy płaszczyk nieprzemakalny), ale to przecież nie to samo...
Serdeczności :)

Zielonapirania pisze...

Nie mieszkałam w tym pensjonacie, ale wiem, gdzie jest, bo koło niego przechodziłam, akurat jak pani właścicielka pieliła w ogrodzie:)

Zielonapirania pisze...

A ja nie mam żadnego wnuczka:) przyznam jednak, że mi to jakoś nie przeszkadza:)

agatek pisze...

Te ptaszki to mogą być szpaki. Zaczynają się grupować do wspólnego odlotu. Mój wzrok skupia się na zdjeciach a głównie na słonecznych widoczkach, u mnie cały sierpień deszczowy :/ Fajną wycieczkę mieliście chociażby dlatego, że była ładna pogoda :)) Pozdrawiam

anka pisze...

O, to święta racja. Zbyt dużo narzekania i marudzenia wokół, a świat jest taki piękny w każdej chwili i w każdym przejawie 🙂

anka pisze...

Kradnę przepis na nalewkę :) Dziękuję :)

Prześlij komentarz