Fajnie tak pisać sobie a muzom:) Zaczynam ostrożnie, mając niezbyt dobre doświadczenia z gośćmi (właściwie gościem nieproszonym) na blogu. Widzę też, że wiele osób zaprzestało pisania albo przeniosło się gdzie indziej. I niestety wiem także, że niektóre osoby już nie żyją, z tych, których blogi kiedyś czytałam. Czas wiele potrafi zmienić...
Widziałam dzisiaj, idąc z psem do lasu, kilka zaskrońców. Korzystały z ciepłego dnia i wyległy na asfalt, niestety, część z nich za tę przyjemność zapłaciła życiem. Widziałam też wyjątkowo wielką...kupę:) Ślad po bytności łosia na polu kukurydzy pod lasem, do tego liczne ślady kopyt i połamane łodygi, wyżarte kolby. Psa bardzo zainteresowały zapachy zostawione na polu, kupa mniej:) Przeszłyśmy 7,2 km.
Latem chodziłam na psie wędrówki wkoło lasu, nie wchodziłam w głąb lasu z powodu kleszczy i ogromnej ilości komarów; teraz kleszcze pewnie nadal są, ale komarów już nie ma, więc można spacerować. Jutro też wybieram się do lasu, ale bez psa, jako że ten las będzie na terenie parku narodowego. Wezmę udział w rajdzie patriotycznym, mającym na celu upamiętnienie akcji partyzanckiej z II wojny światowej. Spodziewam się pięknej słonecznej pogody. Do przejścia minimum 10 km, potem impreza, a początek z samego rana, muszę wstać o 6.00, nie wiem jak to zrobię:) Ostatnio wstaję, kiedy się obudzę, a więc około 8.00, budzika praktycznie nie używam. Jutrzejszy dzień będzie długi, bo prosto z rajdu wybieram się na towarzyskie spotkanie z koleżankami z pracy. Zaskoczyły mnie zaproszeniem, kiedy na rajd już byłam umówiona i muszę czasowo jakoś te dwa wydarzenia zgrać.
Takie cudo wyrosło w lesie... to grzyb, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak sosnowa szyszka.
Czas po przechadzce wykorzystałam na obejrzenie ostatnich odcinków nowego serialu "Na wschód od Edenu". Jakże inny to serial niż film z 1955 roku. Niby obejrzałam z zainteresowaniem, ale w mojej ocenie dobór aktorów nie był odpowiedni. Właściwie to tylko odpowiadała mi aktorka do roli Cathy i aktor grający Li, no może jeszcze Abrę, reszta aktorów jakoś nie pasowała do moich wyobrażeń postaci literackich, a już szczególnie grający Arona i Kaleba. Tak więc obejrzałam do końca, ale jakiegoś szczególnego wrażenia ten serial na mnie nie zrobił.
Zostało mi jeszcze jedno ważne zadanie na dziś:) Idziemy z psem na wieczorek zapoznawczy z kotem:) Córka ma nowego kota, a że czasem zostawiam u niej psa, to najpierw zwierzaki muszą się zapoznać i zaakceptować, żeby potem na nocowance jakiejś awantury nie było. Z poprzednim kotem pies był w komitywie, ale biedaczkowi już się niestety odeszło z tego świata, a nowy to 5-miesięczny słodziak.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz