I pomyśleć, że Katie Melua też jest Gruzinką:) Urodzoną w Kutaisi, w mieście, które będzie na trasie mojego ekspresowego wyjazdu.
Byłam dziś w kinie z koleżanką K. na filmie "Sierpień w hrabstwie Osage". Poszłabym chętnie jeszcze raz. Początek trochę nudnawy i przeciągany jakoś niepotrzebnie, ale nie trzeba się zrażać, po kwadransie atmosfera się zagęszcza, na jaw wychodzą sekrety, temperatura się podnosi nie tylko w tytułowym sierpniowym gorącym krajobrazie, ale przede wszystkim w kontaktach międzyludzkich... Rodzina, która przy okazji tragedii miała się do siebie zbliżyć, nagle przestaje być rodziną, ludziom otwierają się oczy na to, czego nie widzieli dotąd lub widzieć nie chcieli, bliscy okazują się dwulicowi i fałszywi, a najbliższym okazuje się obcy człowiek, który nie musi wybaczać, bo jest obcy. A miało być tak pięknie... Nie jest pięknie, bo bohaterowie są egoistyczni, zakłamani i dwulicowi. Odkrywane tajemnice wprowadzają bohaterów w stan lęku, uciekają od nich, bo stawienie im czoła wymaga ujawnienia własnych grzeszków, a widza wbijają w fotel. I nie wiadomo czy zaśmiać się gorzko czy zapłakać. Warto obejrzeć; to film, o którym się myśli długo po powrocie do domu i myślę, że jeśli obejrzę drugi raz, to dostrzegę jeszcze coś, co teraz może mi umknęło... Dla mnie gra Meryl Streep i Julii Roberts w tym filmie to mistrzowskie aktorstwo, aż iskry lecą!
I jeszcze raz z innej (gruzińskiej) beczki:)
1 komentarz:
Jest pięknie, zwlaszcza przy drugim utworze robi mi się dziwnie. Tak jakbym wróciła do domu????!!!!
Prześlij komentarz