Podejrzany się odnalazł. Prezent od niego dotarł i doprowadził mnie do płaczu. Niby nic specjalnego - poczta kwiatowa, tylko się dzień już kończył (wczorajszy) i pomyślałam, że dooopa blada, zapomniał, a to takie do niego niepodobne... siedzę se w pracy etatowej, a tam przecie jak w obozie, niemal jak za zasiekami, stalowymi drzwiami, dźwieko i kuloodpornymi szybami, z kordonem ochrony i kierowników, a tu jakiś obcy telefon do mnie wydzwania... No, nie mogłam odebrać ze trzy razy... Za kolejnym z kibla oddzwoniłam, a to kurier wnerwiony mówi, że ma przesyłkę. Tylko, że pod adres firmy, a nie etatowej. Myślałam, że to te niemowlęce akcesoria, więc mówię, że jutro, a on, że jutro nie, bo się towar zepsuje ???
Zgodził się przyjechać, ja wnerwiona, bo paczki przecież do pracy nie wezmę i na parking będę ją musiała taszczyć, a tam czarne błoto, jak cholera i ciemno jak u murzyna... u Afroamerykanina znaczy się (u białego chyba tez ?:), a tu stoi se taki jakiś i bukiet kwiatów trzyma. Bardzo ładnie mi je wręczył, z fajną gadką, chyba ich tak szkolą, czy może to własna inwencja ? Widowisko się zrobiło, ochroniarze w rechot, bo może pomyśleli, co to za jakiś młodziak starej babie kwiaty przynosi na walentynki, pewnie mu odbiło:)
Bukiet piękny, podziękowania wysłane, z darczyńcą pogadaliśmy dziś sporo i miło przez gmaila, więc można powiedzieć, że walentynki odbębnione:) Choć wolałabym te kwiaty z rąk własnych, a najlepiej Andrzeja we własnej osobie, nawet bez kwiatów. Siedzę przy kompie, patrzę na bukiet na komodzie i znów mi się płakać chce..:) Andrzej obiecał przyjechać za 2-3 tygodnie, mam nadzieję, że słowa dotrzyma.
Młoda z K. pojechali gdzieś na walentynkowy weekend, więc "bawię" jej psa, na szczęście konfliktu z kociarnią nie ma, tylko Antek się drze i tłucze do drzwi mojej sypialni, bo chce do mnie do łóżka, a ja w sypialni postawiłam psi kosz, żeby kotom udostępnić szlak komunikacyjny: ich wyrka-miska-kuweta, to dziś kotów do łóżka nie wezmę. Antek jak to facet, na psa spozierał spod oka, cały czas prezentował się pokazując, że przecież on tu rządzi. zamknięte drzwi do mojej sypialni na pewno go zaskoczyły i czuje się przegrany. No co mu zrobię ? Kocia skórka, jakby co, mi nie potrzebna, wolę żywego kota bez śladów psich zębów.
No nic, jakieś wieczorne kino z neta uskutecznię i idę lulu, bo mi kręgosłup pęka po dzisiejszym sprzątaniu, a jutro do pracy... bleee... I ta walentynkowa randka z koleżanką też jutro. Będzie fajnie:)
7 komentarzy:
I jaki adekwatny fotosik wstawiłaś! :-)))))
Piranio, ale do płaczu mentalnego, czy takiego ze łzami w sensie??? No nie potrafię sobie Ciebie wyobrazić łkającej na firmowym parkingu nad bukietem kwiatów.
Fotosik letni, a bo nie mam w domu baterii do aparatu, żeby bukiet sfotografować, ale może nie zdechnie jak jutro w nocy baterie przyniosę.
A Andrzej... może on nie z tych, co to z kwiatka na kwiatek...?:))) Jak ten motylek ...:) ? O to go nigdy nie podejrzewałam:)
Płakać mi się chciało w duszy, łzami to ja raczej nigdy nie płaczę:) A bukiecik odbierałam w duszy zła i wścieknięta trochę na siebie i sytuację, a na gębie marmeeelada!:) Już mi przeszło:)
bardzo bym byla zdziwiona, gdyby u Ciebie nie odbylo sie bez jajcow ;)))
Inni też mają "jajca" w życiu, ale często lukrują i się nie przyznają:)
Ano widzisz. Nie nawalił :) Kwiaty przez kuriera, to moje ciche marzenie... Ciekawe, czy mój chłop załapie kiedyś aluzję :)
Prześlij komentarz