Zwykły dzień. A jednak szkoda, że się kończy. Jutro znów praca, pojutrze praca, do końca tygodnia i nawet w weekend praca...
Wczoraj z rana od razu po nocnym dyżurze, razem z Młodszą oraz bratem i jego żoną pojechaliśmy na Roztocze, odwiedzić Ojca. Po drodze zajechaliśmy do kuzyna, a wracając do siostry, bardzo się ucieszyłam ze spotkanie z nią, gdyż dawno się nie widziałyśmy.
Bratowa jest po operacji nogi, więc nie śmiałam proponować, abyśmy coś zwiedzili, pospacerowali czy choćby zatrzymali się w miejscach widokowych. Udało mi się na kwadrans, w przerwie podczas wizyty u Taty, przejść się po lesie. Całkiem przemoczyłam buty, jak dziecko w kałuży:). Śnieg był wyjątkowo nasiąknięty wodą.
Bratowa jest po operacji nogi, więc nie śmiałam proponować, abyśmy coś zwiedzili, pospacerowali czy choćby zatrzymali się w miejscach widokowych. Udało mi się na kwadrans, w przerwie podczas wizyty u Taty, przejść się po lesie. Całkiem przemoczyłam buty, jak dziecko w kałuży:). Śnieg był wyjątkowo nasiąknięty wodą.
Cudny żywiczny zapach, dzika przyroda i ładne widoki sprawiły, że postanowiłam przyjeżdżać tu w miarę możliwości częściej, nie tylko wtedy, kiedy na mnie "padnie " kolejka na odwiedziny u Taty.
Ojciec w dobrej kondycji, bardzo sobie chwali warunki pobytu i opiekę lekarską. Jest rehabilitowany, ale niestety, drżenie rąk nadal występuje. Jest jednak bardzo dzielny, zjada posiłki bez pomocy, nawet mnie nie pozwolił sobie pomóc. Zastanawiam się, co stoi na przeszkodzie, żeby NFZ otwierał więcej takich ośrodków rehabilitacyjnych. Dla Ojca, który nie potrzebuje być w szpitalu, jest to miejsce idealne: jest wśród ludzi, ma fachową rehabilitację i opiekę, wikt i opierunek, czuje się bezpiecznie, a i my wiemy, że nic mu się nagle nie stanie, tak jak dziadkowi mojego przyszłego zięcia. Wczoraj w południe przyszedł do niego syn i zastał go nieprzytomnego. Wezwał pogotowie, odwieźli go do szpitala, przebadali i orzekli, że zemdlał, bo ma niski poziom cukru, a jest cukrzykiem. Dali kroplówkę i leki i kazali zabierać do domu. Faktycznie poczuł się znacznie lepiej. Rodzina w osobach jego syna i córki odwiozła go do domu, a ponieważ było późno, postanowi u ojca przenocować. Gdy dziś rano wstali, ich ojciec już nie żył, pogrzeb w środę.
Był młodszy od mojego Taty. Przeraża mnie taka sytuacja, a przecież i mnie kiedyś dotknie. Mój Ojciec ma prawie 90-tkę...
Wiosna idzie... Już za niecałe trzy miesiące powiększy nam się rodzina. Do południa z Młodszą robiłyśmy w internecie zakupy dla Larwy czyli Dzidziusiówny Luizy Heleny... Jakież ważne decyzje musiałyśmy podejmować... o kolorze pościeli... kształcie termometru kąpielowego... itp:) Łóżeczko już jest, białe, więc z kolorami pościeli mogłyśmy szaleć, bo każdy będzie pasował, to bardzo przyjemne zajęcie zastanawiać się czy kołderka ma być w różowe owieczki czy w czerwone dinozaury czy w niebieskie pieski:) W kotki, niestety, nie było, bardzo żałowałyśmy:)
Mamy za to swoje kotki, które podczas nieobecności w domu Młodszej zajmują jej pokój:)
Młodsza wyjechała zaraz po południu, a ja udałam się przed wieczorem na długi pieszy spacer. Po powrocie w mapach google sprawdziłam, że przeszłam 7600 m. W sumie niewiele, ale lepsze to niż nic:) Gdy wracałam, na niebie był już księżyc.
Szkoda, że dzień - choć taki zwykły, to już się skończył... Jutro znów mógłby być weekend...:)
4 komentarze:
Ale mimo smutków i niepokojów, radość wkrotce zapuka do Twojego okna :) za jakieś trzy miesiące, może?
Pozdrawiam:)
Jak to w życiu, radość miesza się z problemami, po prostu trzeba to przeżyć:)
Pięknie tam u Ciebie! :-)))
Lubię wieś, tak ogólnie:) Z moją nie jestem jakoś specjalnie związana emocjonalnie, ale widok zachodzącego słońca odbijającego się w kałużach, miliardy gwiazd czy śpiew ptaków o poranku robią na mnie wrażenie, lubię to:)
Prześlij komentarz