piątek, 8 marca 2019

Kobieta samotna

Skończyła się zima, czas zmienić opony w aucie i zrobić pozimowy przegląd. Ponieważ co dwa lata zmieniam auto, co prawda jesienią, to jestem też ciekawa, co fachowiec sądzi o moim aucie i czy jeszcze do jesieni pojeździć czy już szykować do sprzedaży. Zaprowadziłam więc auto do warsztatu. I tu się przyznaję, że zdradziłam mojego pana mechanika Adama, do którego ze swoimi autami "chodziłam" od 2007 roku. Przyczyną "zdrady" jest to, że jakoś tak chyba trzy lata temu od pana majstra odeszła żona. On to bardzo fajny przyzwoity facet. Pracowity, przystojny, energiczny, kasę przynosił do domu, słowny i uczciwy. To ona była taka trochę nie-ten-tego. Nigdy nie pracowała, tylko leżała i pachniała. Pojechała niby to do syna w GB, a tak naprawdę to uciekła z jakimś kochankiem zabierając ze sobą drugiego małego synka pana majstra. Pan Adam załamał się i zaczął partaczyć robotę. Rozumiałam to załamanie i jego skutki, i jak mi co trzeba było, to nadal przyprowadzałam auto, ale jednocześnie przynosiłam kartkę, na której pisałam czego chcę w kwestii auta i po robocie musiał mi to odhaczyć i wyspowiadać się z tego co zrobił i z kasy. Stał się bowiem bardzo roztargniony i niedokładny. Wielu klientów od niego odeszło, stracił kontrolę nad pracownikami. Ja zostałam, bo mi go było szkoda. I moja córka też. Ale jak ostatnio po wykonaniu jakiejś naprawy krzywo złożył w  jej aucie zderzaki i podrapał lakier, to miarka się przebrała. Trzy lata to dość czasu, żeby się ogarnąć i wrócić do równowagi, jak mi się zdaje. Ponadto, ponieważ klientów ma teraz mniej, to podwyższył ceny, żeby trochę się odkuć. Przestało mi się to podobać.

Podjechałam więc do innego mechanika, poleconego przez kogoś, komu ufam. Nie z miasta, ale z najbliższej okolicy. Powiedziałam co chcę, i żeby wszystkie płyny wymienił i posprawdzał klocki i drążki, no wszystko, co ma wpływ na bezpieczeństwo. Wyliczam, wyliczam.... w końcu on przy jakiejś drobnostce mówi: a tego to mąż pani nie może zrobić ? To łatwe, po co pani ma płacić ? A ja na to z godnością: JA NIE MAM MĘŻA. A pan lekko zażenowany: A,TO PANI JEST SAMOTNA. O żesz:! Odruchowo mówię: ALEŻ SKĄD! Pan dziwnie się spojrzał i wrócił do właściwego tematu naszej rozmowy. Auto zaprowadziłam w czwartek po południu po kijkowaniu (18 km na piechotę!:) i musi zostać do poniedziałku, bo pan dziś już nie miał czasu, jutro ja nie mam czasu, w poniedziałek pracuję do wieczora, więc odbiorę we wtorek. Do tego czasu do pracy dwa razy pojadę busem, a o wrażeniach pewnie napiszę:)

Ale ja chciałam o tej SAMOTNEJ KOBIECIE z mojej grupy wiekowej. Wpisałam w wyszukiwarkę hasło i czego się dowiedziałam. Otóż, że samotna kobieta to pojęcie negatywne. Bo kobieta samotna, to kobieta bez męża, a więc coś z nią jest nie tak. Pewnie jest przemądrzała, na pewno ma problemy z alkoholem, nie umie gotować, za dużo zarabia i pogardza mężczyznami z mniejszymi dochodami, jest brzydka i nikt jej nie chce, ma kota w domu, jest pedantką, jest zazdrośnicą, płacze byle czego, jest perfekcjonistką, jest seksoholiczką albo dla odmiany nie lubi seksu, jest sfrustrowana, to pracoholiczka albo kobieta leniwa i brudaska, jest smutna albo za bardzo rozrywkowa, niedostępna, złośliwa, dominująca, wymagająca, złośliwa, bezkompromisowa, stara i zaniedbana, rozchwiana emocjonalnie, nieobliczalna, pedantyczna, gadatliwa, plotkara, za bardzo aktywna.

Aaaa.... zapomniałam dodać, że to z forów dla mężczyzn:))) Nie utożsamiam się z kobietami o powyższych cechach, oprócz jednego . Mam kota. A nawet koty. Ale to chyba nie oznacza, ze jestem samotna ? :)

Pewna kobieta-naukowiec zrobiła badania i wyszło jej, że są dwa typy dojrzałych kobiet bez męża: samotne i nie samotne. Samotne marzą o mężczyźnie w swoim życiu, nie umieją same żyć, nie radzą sobie w czynnościach życiowych, tęsknią, marzą o księciu albo niechby chociaż był jakiś grubas w przydeptanych kapciach i są na skraju depresji. Marzą o miłości, liczą puste dni i z nienawiścią witają każdy dzień w pustym łóżku. Zamykają się w domu, nigdzie nie wychodzą, bo samej kobiecie rzekomo nie wypada. Przyczyny są różne - albo kobieta ma problem z nawiązywaniem więzi i utrzymaniem znajomości, albo faktycznie ma duże wymagania, albo ma traumę po poprzednich związkach i najnormalniej w świecie boi się wchodzić w dalsze układy damsko-męskie i cierpi w czterech ścianach. To nie ja, ja mam problem ze zrozumieniem takich kobiet, choć bardzo się o to staram. I absolutnie je szanuję.

Druga grupa kobiet bez męża/mężczyzny to kobiety same z wyboru, ale nie-samotne. TO JA !:) Miałam już męża i nawet nieślubnych partnerów:) Przeżyłam największą miłość świata (z niemężęm:) i drugą równie wielką (też z niemężem:), jakieś mniej angażujące uczuciowo znajomości też miałam. I wystarczy.  Pora na życie dla siebie. Nie musi to być od razu Życie  z wielkiej litery pisane, potrzebuję także zwykłego codziennego życia bez marudy koło siebie, bez zobowiązań i obowiązków wynikających z obecności drugiej osoby, nie chce mi się tracić energii i sił na troszczenie się o bliską osobę. Troszczyłam się o dzieci i już sobie poszły z domu, dlaczego miałabym je zastępować jakimś facetem ? Wstaję, kiedy chcę. Jem, co chcę. Robię, co chcę. Wychodzę i wracam, kiedy chcę. Nie muszę się nikomu podporządkowywać. Nie muszę się dla nikogo starać, jedynie dla siebie i o siebie. Nie muszę liczyć się  z niczyim zdaniem, iść na ustępstwa ani sprzątać po kimś i prać przysłowiowych skarpetek. Mogę działać spontanicznie, bo nikt mnie nie powstrzymuje. Sama decyduję o swoim życiu. Mój błąd, moja sprawa, ale także: mój sukces, moja śmietanka:) I nikt mi nie dziamie za uchem, ze "mogłaś zrobić tak jak mówiłem, sama to spartaczyłaś". Moja praca - moje pieniądze, i nikomu nie muszę się tłumaczyć, na co wydałam. Samotne noce ? Wreszcie mam całe łóżko dla siebie, nigdy nie lubiłam spać z kimś innym w jednym łóżku. Ranki w pojedynkę ? Nie ma nic lepszego, jak wylegiwanie się w ciszy i spokoju. Często wychodzę z domu. Moim hobby jest łazikowanie, jak nazywam swoje włóczęgi po okolicy. Pieszo, z kijkami, w lecie rowerem, z aparatem lub bez. Wychodzę też od czasu do czasu na jakiś koncert lub przedstawienie, albo jakieś spotkanie. Nie mam problemu ze znalezieniem osoby towarzyszącej. Czasem ja komuś proponuję, czasem ktoś mnie. A jak chcę , to idę sama. Czasem nawet tak wolę, jeśli nie chce mi się słuchać czyichś komentarzy podczas przedstawienia na ten przykład albo podczas wyjazdu, jak na przykład tydzień temu na Roztocze. Na wakacje najbardziej lubię wyjeżdżać sama. Nawet jak w życiu byłam akurat z kimś, to starałam się bez obrazy majestatu, choć raz w roku wyjechać bez towarzystwa. Czasem nie odbyło się bez gadania, że dlaczego sama, ale o co ci chodzi,. a co ja ci zrobiłem itp. Nic mi nie zrobił. Po prostu tak chciałam. Na wyjazdach często spotykam kobiety w pojedynkę, ładne, zadbane, wesołe, mądre kobietki. Panów w pojedynkę bywa dość mało.
Nie ma nic lepszego, niż wędrówka po górach w pojedynkę, tylko ze swoimi wrażeniami i myślami.

Egoizm ? Może i tak, ale całkiem mi pasuje. No, chyba, że trafił by mi się przypadkiem taki na przykład... Dominik Strzelec:) Podkreślam PRZYPADKIEM, gdyż nie szukam partnera do życia, żadnego, tym bardziej jakiegoś pierwszego lepszego z brzegu albo nie daj boosze takiego, co by ze mną chciał mieszkać.  Mimo takiego stanowiska mam wielki szacunek do instytucji małżeństwa i podziwiam bardzo pary, które w zgodzie żyją ze sobą latami, nadal się kochając. Ale to chyba nie dla mnie taka impreza...:) Nie każdy może być prezydentem, nie każdy będzie szczęśliwy w małżeństwie...

Co widzę wokół siebie ? Wiele kobiet bez męża. Mam kilka koleżanek żyjących solo. Żadna nie jest samotna, włączając mnie. Jedna prowadzi firmę i rozkwitła dopiero, jak się rozwiodła. Druga od lat w pojedynkę, z córką nastolatką, bardzo zaangażowana społecznie i zadowolona z życia. Trzecia, sama zbudowała dom i twierdzi, że nie zrobiła tego po to, żeby jej w nim jakiś facet przeszkadzał :)

Myślę, że samotność rodzi się w głowie. Kobieta żyjąca bez mężczyzny to nie jest kobieta samotna, jeśli sensem jej życia nie jest mężczyzna. Co więcej, uważam, że równie wiele jest samotnych kobiet mających męża lub partnera. Życie jest zbyt piękne, by marnować je na sny o księciu na białym koniu :)

Z okazji Dnia Kobiet wszystkim Kobietom z mężami i bez mężów życzę wspaniałego życia i wiele przyjaźni od kobiet oraz mężczyzn:)


36 komentarzy:

iksinska pisze...

jak dorosnę chcę być taka jak ty!
ale to dopiero w następnym wcieleniu chyba ;)

Zielonapirania pisze...

Mam baaardzo dużo wad, wiec wątpię czy naprawdę byś chciala:)

Lucy pisze...

Cudowny wpis na dzien kobiet! :D
Ludzie malowiedzacy zwykle myla bycie samym = single, z byciem samotnym. I do tego dopisuja ideologie do dupy, jak na tym meskim forum, z którego wyliczylas, przy czym "zamezone" kobiety tez takimi stereotypami manewruja. Wiele takich kobiet nie przyjmuje tez do wiadomosci, ze nie kazda kobieta musi sie dowartosciowywac meskimi spodniami ;)

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Wiem, że używa się sformułowania "kobieta samotna", ale mnie to słowo "samotna" nie pasuje do osoby, która mieszka sama. Samotnym można być posiadając męża i liczną rodzinę. Choć ja nie jestem samotna (dosłownie i w przenośni), nie uważam, że mój sposób na życie jest dobry dla każdego. Świat byłby nudny gdybyśmy się nie różnili. Przyznam, że obraz "samotnej" kobiety stworzony przez panów (podczas rozmów) zaskoczył mnie.
Życzę wspaniałego dnia. :)

to-znowu-ja pisze...

A ja kiedyś będę taka, jak Ty! Tak sobie obiecałam! :)))
Wszystkiego dobrego - nie tylko dzisiaj!

kobieta w pewnym wieku pisze...

Masz rację mieszkająca samotnie, wcale nie musi być samotna. Co więcej może być szczęśliwa. Spotkałam się gdzieś z określeniem, że mężczyźni, którzy się żenią są egoistami i coś w tym jest. Zresztą we wszystkim jest ziarno prawdy, więc może lepiej być samotną niesamotną.

Zielonapirania pisze...

Mam znajomemu mężatki, które pytaja: znalazłaś wreszcie jakiegoś faceta? a ja odpowiadam: Nie, a co zazdroscisz mi poczucia wolnosci? Kiedy ide przez Wieś czesto mezczyzni pytaja: nie smutno tak samej spacerowac? Usmiecham się i idę dalej, bo nie chce być niegrzeczna co o tym sadze:) To kwestia upodobań. Lubię być sama.

Zielonapirania pisze...

Przyznaje, ze odczuwalam wielka samotność w małżeństwie. Nie zawsze, ale bywało. To piekne, jesli ma sie przy sobie towarzysza z ktorym zycie jest ciekawe i bezpieczne. I tak powinno być w małżeństwie. I tak jest wśród par, gdzie partnerzy sie przyjaźnią.

Zielonapirania pisze...

Tylko czy Ci to będzie pasowalo:) Czy życie w pojedynkę pasuje do Twojego charakteru i osobowości?

Zielonapirania pisze...

Nie zawsze mężczyzna jest potrzebny, aby nie odczuwać samotności. Spełnione życie, dobre stosunki z dziećmi i przyjaciółki tez potrafią dac radość z zycia:)

Lucia pisze...

Masz rację. Nigdy nie bylam bardziej samotną niż teraz. Chociaż ja taki trochę "słoń samotnik" zawsze bylam i specjalnie mnie to nie meczy. Ale tekst super. Najchetniej bym go podebrała i udostępniła jak pozwolisz. Buziaki i wszystkiego dobrego

Zielonapirania pisze...

Luciu, tekst opublikowany jako publiczny, wiec mozesz cytować, będzie mi bardzo milo.
Bardzo mi przykro, ze tak się obecnie czujesz. Myślę, ze jak się sprawa mieszkania wyjaśni, to i pozostałe sprawy się uloza. Jesteś daleko od rodziny, ale masz w internetowej rzeczywistości wiele osob bardzo Ci zyczliwych. Wiem, ze my, ktore z wielka zyczliwoscia Ci kibicujemy, nie zastapimy Ci szlachetnego mezczyzny u boku.Ty sama w sobie jesteś bardzo wartościowa osoba, a gdy znajdziecie się w Domu, także V to doceni, przecież zna Cię już tyle lat. Obojgu Wam potrzebny jest właśnie Dom, żeby życie wróciło do równowagi, tak mi się zdaje.A to już blisko:)

to-znowu-ja pisze...

Już teraz jest mi dobrze samej ze sobą. Lubię kontakty z ludźmi, ale lubię (bardziej) być niezależna. Teraz nie jestem i to jest często bardzo trudne...

Dusia pisze...

Fakt samotna nie znaczy smutna, odosobniona i zgorzkniała......trzeba tylko zadbać,żeby mieć Kogoś, kto posłucha mnie, gdy będę musiała się wygadać, Kto poda rękę........ powie,że po burzy zawsze wyjdzie słońce pozdrawiam serdecznie Dusia

Zielonapirania pisze...

Dusiu, to prawda. Taką osobą może być przyjaciółka albo ktoś z rodziny. I jeszcze jedno: jeśli także i ja (Ty) jestem dla kogos wazna, niekoniecznie musi to byc slubny mąż, to nie ma mowy o samotności. Ta osoba nawet nie musi być bardzo blisko. Dla mnie jest nią przyjaciółka, która mieszka w odległości 500 km:)

Zielonapirania pisze...

Te niezależność nazywam czasem wolnością, bywa czasem gorzka, ale nie oddalabym jej dla kogos:) Życie w pojedynkę z wyboru może być tak samo wartościowe jak w parze, a dla niektórych nawet lepsze.

Frau Be pisze...

Jestem "samotna", czyli nie mam męża. Nie mam męża, bo spełniłam swoje pierwsze i drugie marzenie (zdrowa, heteroseksualna Polka ma w życiu dwa marzenia: mieć męża i nie mieć męża). Osobiście spakowałam mu bagaże, porzucałam trochę sztućcami do ruchomego celu i zaniosłam do sądu pozew rozwodowy. Nie chciał, ale musiał. Stereotypami niech sobie ulice brukują, aczkolwiek koty i depresję (nie z tego powodu) posiadam, o facecie i miłości nie marzę (upośledziło mnie emocjonalnie), wymagania mam oraz jestem brzydka i nikt mnie nie kocha :)

gordyjka pisze...

I to jest właśnie piękne: wolny wybór !! Lwice Samotnice i Lwice Stadne...;o)
W tym roku walnie nam 35-ta rocznica, więc chyba jestem starym praktykiem...;o) I chociaż często słyszę, że w małżeństwie najważniejsza jest tolerancja, to ja jednak stawiam na przestrzeń...Moja - Twoja - Nasza...A że Mężowatego znam już 45 lat, więc jakoś to kleimy z sensem (chyba ;o))...;o)

Zielonapirania pisze...

Taka osoba jak Ty nie może być brzydka:) A emanujesz taka energia i optymizmem, ze gdzie Ci tam do samotnosci:)

Zielonapirania pisze...

Gordyjko, gratulacje. Piekny malzenski staz, podziwiam. Moim zdaniem najwazniejsza w malzenstwie jest przyjazn. Bo milosc moze wygasnac, ale jesli jest przyjazn to i szacunek się znajdzie i wolność.

Michał pisze...

Witaj.
Samotność, to pojęcie względne, to raczej stan ducha. Można, mieć mężą, żonę, partnera, etc i być strasznie samotnym.
Ludzie są wokół nas i od nas zależy z kim się będziemy spotykać i rozmawiać.
Ja z żoną jestem 42 lata i dobrze nam razem. Co nie oznacza, że ciągle ze sobą rozmawiamy. Jest bowiem jakiś spokój w ciszy we dwoje. Nadrabiamy z dziećmi i wnukami.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

kobieta w pewnym wieku pisze...

Piękny ten Twój bułgarski ogród. Zachwyciły zwłaszcza róże. Chciałabym takie mieć u siebie. Komentyję to tutaj, bo na tamtym blogu nie potrafię nic wpisać. Już kiedyś chciałam to zrobić i niestety. Pozdrawiam

wilma pisze...

W ubiegłym roku świętowaliśmy złote gody.
To nie był łatwy czas, ale podoba mi się moje życie, bo cały czas żyję tak jak chcę.
Mam swoje finanse, od lat, dwa razy do roku jeżdżę sama do sanatorium, mogę pojechać dokąd chcę, mogę zaprosić do siebie kogo chcę.
Ślubny mi nic nie zabrania ani nie nakazuje, bo gdyby tak było to bym dawno od niego uciekła, albo bym go udusiła;).
Więc rozumiem Twoją niechęć do jakichkolwiek pęt i Twoje ukochania wolności.

Zielonapirania pisze...

Jak napisała jedna z blogowiczek, trzeba sobie dawać przestrzeń. I to u Was, jak widać, jest, skoro od ponad 40 lat jesteście razem. To powód do wielkiej dumy w czasach, kiedy tak wiele małżeństw się rozpada. Rozwodzą się młodzi po roku lub dwóch i dojrzali po 20-30 latach małżeństwa. Ja sama rozeszłam się przed laty z mężem po 20 latach, ale wierz mi, nie można było inaczej. Rozstanie było wyzwoleniem.

Zielonapirania pisze...

Na żywo dochodzi jeszcze oszałamiający zapach róż:)
A w kwestii wpisów na Twoim blogu: może coś trzeba zmienić w ustawieniach ?

Zielonapirania pisze...

Nie ma małżeństwa bez problemów, ważne jest to jakiego są kalibru i czy można je pokonać. Skoro jesteście tak długo razem, czego szczerze gratuluję, oznacza to, że szanujecie się wzajemnie i dzięki temu każde z Was zachowało prawo do realizowania siebie i mówienia o sobie JA, a nie tylko MY. Obecność drugiego człowieka, któremu się ufa i go szanuje, daje wielkie życiowe bezpieczeństwo. Ja tego w małżeństwie nie miałam, ani wolności. A poza tym, chyba po prostu taką mam naturę, że lubię życie w pojedynkę:)

haniamrok pisze...

Ja podobnie, jak Wilma ("zaledwie" 43 wspólne lata) lubię swoje życie. I oczywiście żyję, tak jak chcę. A jeszcze lubię to uczucie bycia dla kogoś najważniejszą osobą. Gdy potrzebuję samotności (a lubię ją), to jadę sobie na 2-3 dni do SPA i mam cały ten czas tylko dla własnej przyjemności. Ale szybko wracam, bo tęsknię i przecież nie samymi przyjemnościami się żyje, nawet na emeryturze. A w domu czuję się absolutnie wolna i spełniona. Wspólne życie, to oczywiście sztuka kompromisu, a spotkać swoją "połówkę", to jak wygrana w loterii.

Fuscila pisze...

Jak wiesz, po przeszło 40 latach całkiem zwyczajnego małżeństwa, zostałam sama, ale nie czuję się samotna. Tworzę swój świat na nowo! Nie jest to może najłatwiejsze, ale przecież życie toczy sie dalej i nie mozna się zamknąć tylko w czterech scianach! Wczoraj integrowałam się z nasza społecznością na sołeckim Dniu Kobiet. Była miło i wesoło! I o to chodzi, czyż nie?
Przy okazji: jak przenieść na stronę główną listę czytelniczą? Chyba na oczy mi padło, albo zapomniałam czytenia ze zrozumieniem! ;-)))

Zielonapirania pisze...

Jak dobrze po raz kolejny dowiedziec się, ze życie w malzenstwie daje tyle radości i satysfakcji. I masz rację, ze trzeba przy tym posiąść sztukę kompromisu. Obie strony muszą te umiejętność posiadać. I obie strony muszą chcieć i umiec ze sobą być. I na dokładkę czerpać z tego szczęście. Gratuluję tej umiejętności.

Zielonapirania pisze...

Fusillo, Ty nie wybralas sobie samotnego życia, los Cię w takiej sytuacji postawił. I chwała Tobie, ze nie zamknelas się w sobie i nadal żyjesz dla siebie i dla tych co Cię kochaja. Taka ciepła osoba jak Ty nie powinna być sama. A najważniejsze, ze nie dopuscilas poczucia samotnosci do serca i umysłu.Majac poczucie wlasnej wartosci nawrt w pustych czterech scianach nie bedziesz samotna.

Zielonapirania pisze...

Swoją listę czytelnicza zrobiłam w ten sposob, ze w Ustawieniach wybrałam zakladke Układ, potem dodałam gazdet Lista blogów i tam przez opcję Edytuj dopisuje blogi, które czytam. Nie wiem czy tak się powinno robić czy może są inne sposoby, lepsze, ale już przy tej metodzie zostałam i nie szukam innego sposobu:)

Frau Be pisze...

Jak to nie może? A kto bogatemu zabroni?! :)

Anna K. Olszewska pisze...

Też aktualnie samochodowe rewolucje przerabiam, a mechanik nasz opuścił się w zawodzie po tragedii związanej ze śmiercią dziecka. Drugiego już, pierwsze też zmarło. Niestety kiedy serce złamane, nie da się tak po prostu wrócić nad tym to porządku dziennego. Nie tylko po latach. Czasami już nigdy.

Kilka lat miałam ja sobie traumę po mężczyźnie i byłam sama. Tzn. nie "traumę", bo to źle brzmi. Odzyskiwałam spokój. Ludzkość wmawiała mi wtedy, że jestem samotna i potrzebuję chłopa. A ja na to – proszę państwa, ja mam kota!
(Niestety kot odszedł w grudniu minionego roku. Miał 19 lat.)

Wrażenia z jazdy autobusem – skąd ja to znam. :D

Do mnie, gdy byłam starą panną, (chociaż nadal jeszcze jestem młoda :P), w środowisku przyległy różne etykietki. W pracy uważali, że jestem lesbijką. Część znajomych na siłę mnie swatała, druga część krytykowała. I nikt nie mógł pojąć, że byłam szczęśliwa. Dziwna to rzecz, że nikt nie umiał po prostu zostawić mnie w spokoju. Teraz mam męża, ale można uznać to za kompletny przypadek, bo wcale nie chciałam faceta w swoim życiu. Zaiskrzyło po prostu. Jednak nie jestem stereotypową żoną, teściowa mówi do mnie "chłopcze". Tego nie skomentuję. Planów rozrodczych też nie mam.
Miałam różnych "niemężów" ale ostatecznie i tak wolałam być sama i lubiłam ten stan.
Mój mąż jest tego samego typu człowiekiem co ja, który daje mi dużo swobody i nie próbuje podejmować za mnie decyzji. Ani też nie marudzi. Dlatego za niego wyszłam i może zostać. ;D
Też nie za bardzo lubię dzielić łoże, ale postarałam się o tak wielkie, że nawet na odległość ramienia możemy się nie znaleźć. Serio. Ranki mam spokojne, bo zawsze wcześniej wstaję.

Chodzę czasami sama po górach – tutaj rozumiem Cię doskonale. Kiedyś na wczasy wyjeżdżałam sama i to było fantastyczne!! Teraz jest trochę inaczej, na wczasy jeżdżę z mężem, ale powód jest taki, że urlopujemy w Polsce, a mieszkamy za granicą no i nie opłaca się jeździć oddzielnie. Niemniej, bywa, że jeżdżę potem po Polsce sama i odwiedzam koleżanki.
Jestem nadaktywna, nie potrafię usiedzieć w domu. Muszę z niego wychodzić. Mąż też wędrowiec, ale lubi bardzo swoją kanapę, często więc zostawiam go na niej. Oboje jesteśmy wolni, ale razem.

Napisałaś piękny, motywujący post i choć jestem po tej drugiej stronie barykady, tak zgadzam się z każdym Twoim słowem.

Zielonapirania pisze...

Szczesliwe zakonczenie Twojej historii daje nadzieję innym kobietom, które nie umieją i nie lubią być same ze sobą. Znalazłaś towarzysza życia przypadkiem. Najbardziej satysfakcjonujące moje związki też były z mężczyznami poznanymi przypadkowo. Jednego poznalam na przejściu przez ulice:) Drugiego w biurze podróży. Właściwie w odwrotnej kolejnosci:) Mam natomiast przyjaciółkę, która szuka całe życie. Najwięcej na portalach randkowych. I znajduje samych eh... nie będę się publicznie wyrazac:) Od roku spotyka się z jednym co lepiej rokuje, może coś z tego będzie. Bo ona jest z tych co będąc sama umrze z rozpaczy:)
Ja również nie zaczęłam się, ze nigdy i z nikim. Jednak w śluby i wspólne mieszkanie nie będę już inwestować, bo niestety mężczyźni w moim pokoleniu szukając kobiety w tym samym wieku, a nie młodszej ( bo młodsze już ich nie chce) spodziewają się towarzyszki, ktora zaopiekuję się, poda szklankę wody i w razie co wezwie pogotowie:) To nie ja:)

Anna K. Olszewska pisze...

Na portalach randkowych w większości desperaci. Jeden raz za namową przyjaciółki, założyłam taki profil. Miałam wtedy 16 lat, więc to sobie wybaczyłam. I trafiłam na mężczyznę starszego od siebie niewiele, z którym później byłam 3 lata. Największa miłość itd., a raczej młodzieńczy błąd. Klasyczny przykład despoty i maminsynka w jednym. A po zerwaniu okazało się, że jeszcze w dodatku psychopata. Zamierzam o nim książkę napisać. To będzie dramat psychologiczny.

Moje późniejsze związki wszystkie były przypadkami, bo więcej już nie szukałam towarzysza. Były krótkie. Każdy trzymał jakiegoś śmierdzącego trupa w szafie, a moje doświadczenie detektywistyczne rosło i rosło, stąd związki były coraz krótsze.
Nie znaczy to, że wyszukiwałam u każdego brudów. Raczej one odkrywały się przede mną same, a ja ich nie przegapiłam. Np. ukryty alkoholik zapominał sprzątać piersiówek.

Na całe szczęście nie jestem typem kobiety, która bez mężczyzny usycha, więc było mi łatwo pogodzić się z rozwiązkami.
Można powiedzieć, że miałam pecha w miłości i trauma pozostająca po każdym związku odmieniła mnie, a nawet zepsuła. (Znam ludzi, którzy tak twierdzą). Jednak spojrzałabym wtedy na życie prywatne osoby "samotnej". Byłam spełniona, byłam szczęśliwa, odkryłam różne, fascynujące hobby, zwiedzałam świat.
Znam kobiety, które na moim miejscu załamałyby się i płakały samotnymi wieczorami. Ale to nie ja.

Ja jestem z tych co wezwą pogotowie i ewentualnie wody też podadzą, ale bez przesady. Mój mąż właśnie sam robi sobie obiad.

Zielonapirania pisze...

O sobie nie mogę powiedzieć, że miałam pecha w miłości, bo przeżyłam piękne uczucia. Natomiast teraz czuję, że potrzebuję być sama i nie tęsknie za partnerem. Z obserwacji (i statystyk) widzę, ze to kobieta dużej żyje i to ona pełni rolę opiekunki na starość wobec swojego partnera. To piękny gest i tak być powinno, jeśli ludzie są już ze sobą długo, są sobie wierni i lojalni i gotowi żyć ze sobą na dobre i na złe. A nie z wyrachowania.
Ty jesteś z młodszego pokolenia, gdzie mężczyźni inaczej patrzą na związki i swoją rolę w nich. Widzę po swoich dzieciach, że maż jest partnerem. W moim pokoleniu, gdy byliśmy młodzi, o żadnym partnerstwie nie było mowy.

Prześlij komentarz