Wiadomo niektórym od dawna, że mnie ciągnie na polskie tereny południowo-wschodnie. Marcowe zwichnięcie nogi trochę ograniczyło moje zapędy, ale powoli zaczynam wracać na właściwe trasy:) W ubiegłym tygodniu skromnie pobuszowałam po Poleskim parku Narodowym, co skutkowało następującymi wpisami w częściach czterech. Szczególnie polecam część pierwszą:) Na niedzielę też były plany, ale zapowiedzieli się goście i trza było wracać do domu. Jest jednak nadzieja na kolejne wędrówki w najbliższym czasie, ale nie wiadomo kiedy, bo jutro znów mam gości, a potem może przyjedzie średnia córka z wnuczką, z naciskiem na "może", bo się rozpadało, ochłodziło i całą atrakcję wiosny szlag trafił. No, dla mnie to ona jest nadal atrakcyjna i nawet w deszcz mogę się wybrać w plener, ale dwuletnie dziecko nie bardzo. No to nie wiem, czy się zdecydują, bo to kawał drogi, prawie 500 km.
Najważniejsze, że w ostatnich godzinach przed deszczem zdążyłam wykonać koszenie trawy. W tym celu musiałam nabyć nową kosiarkę, gdyż poprzednia używana wiele lat ostatecznie i bez prawa do odwołania odmówiła współpracy. I tu muszę powiedzieć, że pan personel w postaci miłego młodzieńca na dziale sprzętu ogrodniczego był bardzo pomocny i rzeczowy. Podobnie jak dzisiejszy pan na dziale podłóg w sklepie budowlanym. Bowiem podłogę kupiłam. Kto zgadnie w jakim kolorze ? No przecież białą:) Innych podłóg nie uznaję, no chyba, że to podłoga w kuchni (szara) albo w łazience (kremowa). Ale one się nie liczą, bo są z terakoty. Biała podłoga to moja słabość.
Deszcz natomiast bardzo był potrzebny ziemi, już po kilkunastu godzinach opadów rośliny wybuchły zielenią, szczególnie chwasty na działce:) Zakwitły też truskawki, a przy domu powojniki i inne wiosenne krzewy. Po krzaczorach buszują tygrysy:)
Obraziłam się ostatnio na sąsiada. W duszy się obraziłam, bo bardzo zabolał mnie jego żart. Ciałem natomiast okazałam obojętność i przyjęłam postawę, że mi to zwisa, że był chamski. Nawet nie będę powtarzać tego niby-żartu, bo był bardzo, ale to bardzo obraźliwy (dla mnie), choć nie jakoś specjalnie spersonalizowany - powiedziałabym, że taki jakiś ogólny, ale wredny i głupi. Sąsiad to prosty chłop. Niewykształcony, co drugie słowo to k.. i h... Pewnie edukację skończył na podstawówce i w życiu nie przeczytał ani jednej książki, a dalej niż w mieście wojewódzkim pewnie też nie był. Na pewno był z siebie zadowolony, że tak ładnie sobie zażartował i przypuszczam, że nie chciał mnie wcale obrazić, ale "ten typ tak ma", gada głupoty i myśli, że to śmieszne. Nie było śmieszne. Ma u mnie "zasługi", bo jak żyła jego żona, to ją tłukł, a także nie dbał o psa, co też dla mnie jest przemocą. Sąsiad kiedyś miał do mnie pretensje o każdy przyjazd policji, choć Bóg mi świadkiem, że ja wezwałam ich tylko raz:) A pozostałe wezwania musiały pochodzić od kogoś innego, bo ja po prostu nie widziałam i nie słyszałam tych awantur. Ona już nie żyje, bo zmarło się kobiecie na raka, opiekę nad psem w większej części ja przejęłam (tzn.dokarmianie, pojenie, pilnowanie, żeby nie był uwiązany w kojcu i dużo dobrego słowa do psa - w końcu każdy pies ma prawo pomerdać ogonem z radości), a także dorosły syn sąsiada, który zauważywszy, że regularnie psa karmię, wziął to sobie do serca i codziennie pomyka z wiadereczkiem karmy. Kojec psa przylega do ogrodzenia mojej działki, więc sobie nieraz z pieskiem pogadam. Wracając do sąsiada... ten chyba zastanowił się, że głupotę palnął, ale przecież nie przyzna się, bo honorowy i jak dziś wracałam do domu, to przyfilował mnie na podjeździe, niby to przypadkiem, i z tekstem, że dostał od kogoś tam słodycze, ale on nie lubi i mi przyniósł, a następnie wręczył mi pudełko "Ptasiego mleczka". Jak ta durna i zaskoczona odruchowo najpierw wzięłam, po sekundzie już mu pośpiesznie oddawałam, ale się wziął i uciekł, a ja zostałam jak ten słup soli z czekoladkami. Leżą w kuchni i pewnie spleśnieją, bo ja ich nie zjem. Dla zasady. Jak czuł, że mnie obraził, to powinien przeprosić. A jak jego zdaniem nie obraził, to niech sam sobie te czekoladki zje! Choć z drugiej strony ja tych przeprosin wcale nie oczekuję, natomiast bardzo bym oczekiwała, aby ten sąsiad wcale się do mnie nie odzywał i nie zbliżał. Przypuszczam, że chciał być taki towarzyski i rozrywkowy, że aż przeholował. Po tym wydarzeniu doszłam do wniosku, że brak mi stanowczości w kontaktach z ludźmi. Zamiast od razu się rozedrzeć, jak go wzięło na te głupkowate żarty, to ja jak hrabina spokojnie i bez słowa odeszłam z uniesioną głową, a potem w ciszy domowych ścian klęłam, że jak on śmiał. Znowu z drugiej strony nie będę się zniżać do poziomu jakiegoś chama... i tak źle i tak niedobrze. Pewnie w podobnych sytuacjach nie znajdę już złotego środka, życie mnie w jakiś sposób ukształtowało i nie nauczę się reagować chamstwem na chamstwo.
26 komentarzy:
Lepiej być "hrabinią". Ten sąsiad i tak wie, że "zadzierasz nosa" i ogólnie jesteś "gorszy sort" nie to co on. Inteligenciki tak już mają, że chamstwo ich dotyka. A zniżać się do poziomu chama nie warto. Przecież nie chcemy być chamskie, z chamstwem w ogóle nie chcemy mieć do czynienia. Nie wiem,,czy gdyby do mnie jaki sąsiad po chamsku "zażartował", to czy miałabym odwagę powiedzieć mu, spokojnie, że jego "żart" mnie nie śmieszy. Gdybyś miała "chłopa", to sąsiad nie odważyłby się na żadne nawet "ogólne" niestosowne wypowiedzi. Bo Twój chłop mógłby mu co przygadać do słuchu. A "baba"? Taki wioskowy macho i damski bokser po prostu z żadną kobieta się nie liczy, każda jest gorsza od niego. Żałosne, ale to bardzo częsty model, nie tylko na wsi, niestety.
P.s Przeczytałam o Poleskim Parku Narodowym i obejrzałam. Bajecznie. Nigdy tam nie byłam, ale kto wie, może jeszcze trafię. wiat zatrzymany w czasie. U nas takich miejsc, takich wsi już dawno nie ma. I bagien nie ma, powysychały...
Ja bym chciała tak potrafić "spokojnie i bez słowa odejść z uniesioną głową" od głupio-mądrego wesołka.
Ale ja, spokojny człowiek, uczulona jestem wprost, na ludzi, którzy najpierw mówią a potem myślą i chrzanią głupoty i wydaje im się, ze się dowcipni.
Mam takiego w dalszej rodzinie, ale niestety, zawsze we wszystkich świętych się spotykamy i ja zawsze się wtedy na niego się wydzieram. Taki typ człowieka działa na mnie jak płachta na byka;(.
U nas w dalszym ciągu susza, a takiego właśnie buszowania w krzaczorach Felkowi brakuje;).
Chyba nie Ty jedna masz za towarzysza chama.
Ja też takiego mam na swojej działce, to znaczy tuż obok. Zawsze coś po chamsku musi skomentować albo niby to pochwalić ale w rzeczywistości obśmiać. A najgorsze to jest to, że to cham wykształcony i byly bardzo wazny kierownik. Ręce mi opadają po prostu...
Dobrze że dookoła coraz piękniej i kolorowiej.
:-)
Oj życie, sąsiadem lepiej nie zawracać sobie głowy. Lepiej cieszyć się pięknem kwitnacej wiosny i tygrysami. Uwielbiam kwiaty, ale też tygrysy. Nawet bardzo. Nie mam osobistych, ale odwiedza mas jeden, tak po sąsiedzku. Twoje są urocze.
Jak pięknie w ogrodzie i tygrysy przecudne i zadowolone.
Sasiada nie zmienisz, a czekoladki podaj dalej,szkoda wyrzucic, moze sie ktos inny ucieszy.
Współczuję sąsiada. :(
Poleskie klimaty z legendą w tle bardzo mi się podobają, aż się chce natychmiast przenieść do tych miejsc. Uwielbiam stare chaty, a szafa natychmiast wpada w oko. Super :)
Ograniczysz kontakty do grzecznosciowych i tyle. Zarzekac sie mozna, ale on i tak za miedza, najblizszy jakby co. Wiem, niekomfortowa sytuacja, ale jak u nas mówimy, zycie to nie zagroda z kucykami ;)
Bardzo podoba mi się ta drewniana ścieżka prowadząca przez Park Narodowy. To zapobiega rozłażeniu się turystów i niszczeniu naturalnych torfowisk i bagnisk. Mądrzejsze to rozwiązanie, niżeli usypywanie zwykłej ścieżki.
O, patrz, moja podłoga by Ci się podobała. ;P Mam białe panele w salonie i sypialni, oraz białe kafelki w łazience i kuchni.
Moim zdaniem słusznie zareagowałaś na chamstwo. Olać. Niech mu się nie wydaje, że ma jakikolwiek wpływ na Twoje emocje, bo to będzie wykorzystywał.
O popatrz, nigdy nie myślałam o białej podłodze.. a jak się ona sprawuje w utrzymaniu czystości? Zawsze mnie otaczała brązowa z sękami czy innymi liniami które zmniejszały widoczność rysy, plamki czy innego tymczasowego kurza ;) Sąsiada starałabym się unikać, jeśli tylko się da.. Miłej majówki w tych kwiatowych okolicznościach przyrody :)
Lepiej być "hrabiną" niż odpowiadać w tym samym tonie. Od takich sąsiadów to lepiej jak najdalej, no ale czasem się nie da. Jeśli już trzeba mieć kontakty z takimi ludźmi to najlepiej "po hrabiowsku". Później miałabyś pretensje sama do siebie, że się zrównałaś do zachowań takich z "k...". A Świat u Ciebie piękny w tych wiosennych barwach! Aż się oczy cieszą jak człowiek ogląda.
Wschód Polski był "zawsze do tyłu", dla przyrody okazało się to korzystne:)
No niestety, ja zawsze stroniłam od takich siłowych rozwiązań:)
Na szczęście ja ze swoim sąsiadem widuje się bardzo rzadko i tylko przypadkowo.
Sąsiad mnie bardzo mało interesuje,ale nadepnął mnie na "odcisk":)
Dodatkowo pod wiśnia zaspy śniegu z kwiatowych płatków:)
Czekoladki faktycznie pójdą do ludzi:)
Tam czas się zatrzymał w niektorych miejscach. Mnie również podobają się takie klimaty, cisza i spokój, luz i oderwanie od codzienności.
Ja go widuje przypadkowo i bardzo rzadko, ignoruje go od lat, a poza tym z żadnymi sąsiadami praktycznie nie utrzymuje kontaktów. Ludzi mam wystarczająco dużo w pracy, aby jeszcze chcieć ich widywać w prywatnym czasie:)
W PPN większość ścieżek jest zbudowana z drewnianych desek. Praktycznie i bezpiecznie dla ludzi i przyrody.
W sypialni mam bardzo jasne deski, białe z beżowymi słojami. W łazience zastałam kremowe po poprzednim właścicielu i nie remontowalam. Te deski co położę w salonie są białe postarzane i przecierane, dość...awangardowe:)
Ta biała podłoga nie jest gładka biała. W salonie deski mają słoje w odcieniu beżowym, a te kupione wyglądają jak stare deski niedokładnie pomalowane na biało:) jedne i drugie matowe. Mam wrażenie, że kurz na nich widać mniej niż na ciemnej podłodze.:)
A majówkę spędzam na powietrzu, bo nam się poprawiła pogoda i jutro wracam na Polesie.
No mnie też się tak wydaje, że jakby mi puściły nerwy to okazalabym słabość. Siła tkwi w spokoju:)
Przepiękne zdjęcia :)
Też tak mam z tym przemilczaniem ale dopracowałam sobie jeszcze ,,spływanie jak po kaczce" Ale jak mi ktoś zalezie za skórę to hrabiostwo się wyłącza albo wchodzi w jakiś wyższy tryb :D - bredzę... :D
Ciężko to ująć w słowa :). Zaproś jakąś sąsiadkę na kawę i poczęstuj czekoladkami ;)
Biała podłoga... To może być ciekawe.
W kontaktach z osobami nie z rodziny też często nie reaguję natychmiast i stoję jak ten słup soli. A potem żałuję, że mogłam przecież zareagować. Ale z drugiej strony dochodzę do wniosku, że dobrze się stało
A do ogrodu chętnie bym wpadła
Pozdrawiam wszystkimi kolorami i zapachami maja
Prawda jest taka, że wiejskie mieszkanie to mój azyl i nie zapraszam tu nikogo ze wsi. Mimo kilku lat pomieszkiwania nie czuje żadnej potrzeby integracji, po prostu od lat pracuje z ludźmi i po wyjściu z pracy najchętniej nie chce nikogo widzieć:)Nie ma to nic wspólnego z wywyższaniem się, bo znam trochę ludzi ze wsi, ale są to takie znajomości, które nie zobowiązują mnie do wizyt domowych.
Brzydkie słowa wkultiralnej głowie trudno znaleźć tak ad hoc w odpowiedzi na chamskie odżywki:) a grzeczna riposta nie odniesie oczekiwanego rezultatu.
Mój ogród to nic specjalnego. Nie znam się za bardzo na uprawach i pielęgnacji. Ponadto lubię takie trochę dzikie prawdziwie wiejskie ogródki i taki mam. Z budkami dla ptaków, kwitnącymi krzewami i wysokimi świerkami.
Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
Prześlij komentarz