sobota, 4 maja 2019

O przyjaźni

Stefan Darda to autor pochodzący z Lubelszczyzny, często tam umieszcza akcję swoich książek. Przez to lubie go czytać, bo znam nieco te tereny, a ponieważ autor jest bardzo dokładny, to mogę śledzić krok po kroku miejsca, w których obracają się bohaterowie:) Nieco inaczej jest z kryminalem "Zabij mnie, tato", bo rzecz dzieje się w centralnej Polsce. Tytuł mnie zniechęcał do przeczytania, czułam jakiś opór domyślając się, że bohaterem może być dziecko. Kryminał i dziecko nie pasują mi, bałam się, że książka mnie przygnębi. Stała więc sobie długo na półce... W końcu odważnie zdecydowałam się przeczytać.
Jest to kryminał dobrej klasy. Napisany ładnym językiem polskim, wciągający, akcja toczy się dość wartko. Ilość bohaterów na tyle ograniczona, że czytelnik nie gubi się i nie zastanawia co chwilę, a o kim jest to zdanie, co teraz czytam. Postaci nakreślone czytelnie, wiemy czego po kim się spodziewać, a mimo to jest kilka zwrotów akcji. Jest w tej książce ład i porządek, ciekawa historia, sensacja,  jest zagadka, jest miłość i jest przyjaźń.
No wlasnie. To co z tej książki najbardziej zapamiętam, to przyjaźń. Pięknie przedstawiona jako wartość wyższa od miłości. Pełna zaangażowania i poświęcenia. Chciałabym chyba przeżyć  w życiu  taką przyjaźń, która nie zna przeszkód.  Paradoksalnie autor nie pisze otwarcie o przyjaźni. Ona jest widoczna w postępowaniu bohatera, w jego decyzjach.
Dziwne, prawda? Czytałam kryminał a wyniosłam z niego przekonanie o ogromnej wartości przyjazni w życiu:)
Sądzę, że trudno w życiu o prawdziwa przyjaźń. Często nazywamy przyjaźnią to co jest zwykłym koleżeństwem. Dla każdego granica między kolegowaniem się, a przyjaźnią leży gdzieś indziej.  Jeden zadowoli się zaproszeniem na kawę i zwykłe plotki o niczym i powie, że ma przyjaciela. Drugi dostałby rękę i majątek i powie, że mu za malm, że przyjaciel może więcej.  Inny oczekuje, że przyjaciel rozwiąze jego problemy, a ktoś inny zadowoli się tylko opowiedzeniem o nich zaufanej osobie i poczuje wdzięczność. Bo problem opowiedziany staje się dwa razy mniejszy:)
Czy mogłabym powiedzieć, że mam przyjaciół? To trudne pytanie. Pierwsza odpowiedź, jaka mi się nasuwa, to tak. Ale to wynika z tego, że ja bardzo niewiele oczekuję od przyjaciół i wystarczają mi kontakty polegające na częstych rozmowach, od czasu do czasu wspólne wyjście, aby nacieszyć się swoją obecnością. Obie moje przyjaciółki mieszkają na drugim końcu Polski, widzimy się raz czy dwa  w roku, a kontakty odbywają się przez telefon. Ktoś powie, że co to za przyjaźń?  Dla mnie to przyjaźń, ale - powtarzam - ja mam małe oczekiwania. Z drugiej strony jestem z siebie gotowa dać wiele. Jeśli któraś z dziewczyn powiedziałaby, że mnie potrzebuje, spakuję się w pół godziny, wezmę wolne i pojadę. Dla nich otwarty jest mój dom i raz zdarzyło się, że jedna z przyjaciółek trochę u mnie pomieszkiwała. Gdy jeszcze mieszkały w naszym mieście, służyłam pomocą w każdej chwili, gdy potrzebowały towarzystwa, podwiezienia autem, pociechy, pieniędzy. Sama wychodzilam z inicjatywą, jednakże ze swojej strony nie oczekiwałam i nie oczekuje rewanżu. Tak się złożyło, że obie wyjechały, niezależnie od siebie. Pocieszające jest to, że jak jadę odwiedzić córkę, to mam blisko do jednej z nich i tylko trochę dalej do drugiej.  Potem nie nawiązałam juz  żadnych przyjaźni. Owszem, wydawało mi się, że mogłabym zawrzeć jakieś głębsze niż koleżeńskie relacje z dwoma osobami, ale to była moja jednostronna opinia, a jak wiadomo do tanga trzeba dwojga:)
Nie czuję, żeby mi jakoś specjalnie brakowało przyjaciół. Mam znajomych, z którymi się widuje, których odwiedzam, a oni mnie. Czasem z jakąś koleżanką gdzieś wychodzę lub wyjeżdżam. Mam kuzynkę, u której zawsze jestem miło widziana. Dobrze się czuję sama ze sobą, mam zainteresowania, które nie wymagają towarzystwa, nie potrzebuje tłumu wkoło siebie.
I na koniec wspomnę jeszcze o MMZ. To taki skrót opisujący jednego z moich partnerów. Był największą miłością mojego życia:) Nie mogło się udać, był za młody, ale spędziliśmy ze sobą prawie osiem lat. O nim mogę powiedzieć, że był moim przyjacielem, takim na sto procent. W moim przekonaniu miłość nie idzie w parze z przyjaźnią.  W tym przypadku oba uczucia idealnie się ze soba zgrały.  Nie jesteśmy już ze sobą 10 lat. W tym czasie on zdążył się ożenić i rozwieść.  Co jakiś czas kontaktuje się ze mną telefonicznie, ale na spotkanie nigdy się nie zgodziłam. Wierzę, że on jest nadal moim przyjacielem. Jestem pewna, że gdybym go potrzebowała, zjawił by się w trzy godziny potrzebne na przejazd autem:)  Te przyjaźń odwzajemniam w głębi duszy. Czy jednak oczekiwałabym od niego jakiegoś dowodu przyjaźni? Raczej nie. W obawie, że albo się rozczaruje on lub ja, bo to może już inny człowiek albo z powodu ryzyka, że wrócą inne uczucia:) A ja już chcę tylko spokoju w życiu, żadnych uczuciowych burz:)


43 komentarze:

Anna K. Olszewska pisze...

Wydaje mi się, że przyjaźń to też miłość tylko na wyższym szczeblu. Jest czysta.
Ja w tym miesiącu wzięłam się za książkę, która leżała na półce od kilku lat i już zapomniałam skąd się tam wzięła. Powodem jej niedotykania przeze mnie był autor. Nie lubię tych rozwleczonych opisów dotyczących niczego, w jakich lubuje się S. King. I ją, tę jego książkę, właśnie czytam i jestem mile zaskoczona i już 3/4 za mną poszło w kilka dni, a to gruba książka maczkiem drukowana.
Dla mnie przyjaźń to intymność dwóch dusz. Ciężko to jaśniej ująć... Mnie jest ciężko, bo o tej intymności musiałabym napisać epopeję, żebym poczuła, że wyczerpałam temat.

Michał pisze...

Witam.
Miłość jest często ulotna...
Prawdziwa przyjaźń jest wieczna.
Moi prawdziwi przyjaciele już odeszli na drugi brzeg.
Pozostali mi dobrzy koledzy. Dobre i to.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

Ciekawa jestem, jaki tytuł ma ta książka:) Kinga czytam wybiórczo, czyli Misery, Smętarz zwierząt, może jeszcze ze dwie pozycje. Lśnienie mnie rozczarowało bardzo:)
Nie wątpię, że na temat przyjaźni można napisać wiele. I na dokładkę,każdy co innego:) Wyobrażam sobie, że dla różnych osób znaczy ona nie zawsze to samo. I nie każdy jest w stanie odczuwać i oferować przyjaźń.

Zielonapirania pisze...

Często postrzega się przyjaźń jako uczucie trwalsze od miłości. Zgadzam się z tym. Przyjaźń rodzi się bez tych wszystkich hormonów milosci, których działanie staje i ustaje tym samym miłość. A przyjaźń nadal trwa.

Stokrotka pisze...

Myślę sobie, że prawdziwa przyjażń istnieje bardzo rzadko.
A prawdziwa miłość??? - Chyba jeszcze rzadziej...
Więc wnioski same sie nasuwają.
:-)

Duża pisze...

U mnie przyjaźnie bywały w czasach szkolnych,teraz mówię raczej o znajomościach 🙂
Właśnie skończyłam Becoming Michelle Obamy i w niej też jest dużo o przyjaźni. I to prawda co piszesz - dla każdego ona znaczy co innego

kotimyszkot pisze...

Można sobie chcieć spokoju, a uczucia i tak same nas dopadają ;) Kto wie, co jeszcze życie przyniesie..

Ela Kos pisze...

Nigdy nie mów nigdy:)
Pozdrawiam.

Lucia pisze...

Z tą przyjaźnią a zwłaszcza z jej definicją nie jest prosto. A wydawałoby się że przyjaźń i miłość to uczucia znane. Z biegiem lat w miłość damsko meska przestałam wierzyć a do przyjaźni dodałam ciut sceptycyzmu. Ale to moje subiektywne uczucia. :)

agatek pisze...

Jestem szczęściarą, że mam przyjaciół w pełni tego słowa znaczenia. W obecnych czasach naprawdę coraz trudniej. Śliczne zdjęcie :D

Kariatyda2017 pisze...

Miłość, przyjaźń - to piękne uczucia. Z biegiem lat jednak wszystko się zmienia. Teraz jestem szczęśliwa, gdy nic mi nie dokucza, a głowa pracuje, jak za dawnych lat. Stawy i mięśnie pobolewają, głowę trzeba chronić i nie można już oczekiwać, że będzie lepiej, bo przeżyte lata swoje robią. Pozdrawiam. Marysia.

Danka pisze...

Miłość i przyjaźń ,o nie trzeba dbać ,bywa ,że się zawiedziemy na tym.Ale jak dopasujemy sobie przyjaciół,to będziemy mieli zawsze przy boku ,nawet jak dzielą nas tysiące kilometrów.Np. ja tak mam.

Zielonapirania pisze...

I pomyśleć ile było wojen przez miłość:) Jak wiele osób pragnie miłości nawet po trupach:) O przyjaźń chyba mało kto tak walczy.

Zielonapirania pisze...

Celebryci bardzo chętnie mówią o wielkich przyjaźniach, bo ta ładnie wygląda w tabloidach i książkach. A jak jest naprawdę? Przypuszczam, że to raczej płytkie przyjaźnie.

Zielonapirania pisze...

Nie zarzekam się, ale nie szukam.i nie staram się, a nawet unikam okazji:)

Zielonapirania pisze...

Nie mówię, ale nie jestem zainteresowana związkiem z mezczyzna:)

Zielonapirania pisze...

Prawo do subiektywnych sądów ma każdy:) Nasze opinie wynikają z doświadczeń. I zależą od charakteru. Ja jednak wierzę i w miłość i przyjaźń, choć takiej do grobowej deski nie spotkałam:)

Zielonapirania pisze...

Gratuluję, to naprawdę cenne mieć prawdziwych przyjaciół, na których można zawsze liczyć.

Zielonapirania pisze...

Przyznasz jednak Mario, że nawet wtedy, kiedy już tylko oczekiwać będziemy od życia świętego spokoju, wspomnienia o przyjaźniach i miłościach podnoszą jakość naszego życia.

Zielonapirania pisze...

Mnie też się wydaje, że do przyjaźni nie potrzeba mieć kogoś tuż pod ręką. Prawdziwa przyjaźń przetrwa mimo.uplywu czasu i odległości.

haniamrok pisze...

Dla mnie przyjaciel, to osoba, na której mogę polegać, lojalny, akceptujący mnie z moimi wadami i dostrzegający moje zalety. Mam nadzieję, że ja jako przyjaciel dzielę się tym samym. W języku polski słowo "przyjaciółka" ma jakby znacznie mniejszą wagę niż słowo "przyjaciel", tak, jakby przyjaciółka brzmiała dość lekceważąco. Jakby tam były tylko błahe ploteczki, czy wręcz nieszczerość. Jakby to słowo się zdewaluowało. I dopiero kobieta - przyjaciel, to jest ta prawdziwa Przyjaźń, przez duże P. Mam też przyjaciela, najwierniejszego ( i wzajemnie), hormony z wiekiem słabną, a przyjaźń zostaje. Gdy jej w małżeństwie nie ma, to taki związek nie ma szans na trwałość.

Zielonapirania pisze...

Miłość to chemia, więc nic dziwnego, że nie jest trwała. Z obserwacji wiem, że w większości małżeństw jednak nie ma przyjazni. A mimo to są ze soba. Ja nie mogę patrzeć i słuchać jak się niektóre malzenstwa wzajemnie do siebie odnoszą i traktuja. Na pewno nie zz przyjaźnią. Gratuluję, że Tobie udało się stworzyć związek, w którym partner jest jednocześnie przyjacielem.

Ismena pisze...

Witaj zielono-żółto
Przyjaźń... O nią nie jest łatwo. Teraz to słowo spowszedniało. Ale prawdziwą przyjaźń nie jest łatwo znaleźć. Tak naprawdę mamy wielu znajomych, kolegów... Jednak prawdziwych przyjaciół jest niewielu. Ale o tym niektórzy dowiadują się dopiero w trudnych sytuacjach.
Powoli kończy się pierwsza majówka.
A jak Tobie minęły te dni?
Pozdrawiam nadzieją na wiosenne, majowe słońce

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Przyjaźń to temat rzeka. Pewnie dlatego, że jest dokładnie tak jak napisałaś: "Dla każdego granica między kolegowaniem się, a przyjaźnią leży gdzieś indziej."
Moim Przyjacielem jest mój mąż i myślę, że bez tej pary (miłość + przyjaźń) małżeństwo nie może być udane. Trwałość niektórych związków nie oznacza, niestety, że ludzie którzy w nich pozostają są szczęśliwi.

Zielonapirania pisze...

Dziękuję Ismeno, i ja tęsknię za ciepłym słońcem:)
Jestem pewna, że są też takie sytuacje, że naprawdę przyjaciela poznajemy w biedzie, że to nie puste przysłowie.

Zielonapirania pisze...

Podzielam Twoja opinie. Nawet jeśli płomienne wybuchy miłości wygasną, przyjaźń nadal będzie cementowala związek.

Lucy pisze...

Ty czatalas i jestes zachwycona ksiazka o przyjazni, a ja nawet po latach, jestem zachwycona ksiazka o milosci. Milosci ojca do syna, dziecka do rodziców, milosci do swojej ojczyzny, i do wybranki swojego zycia, milosc do rodziny, niezwykla przyjazn i milosc do brata... Mowa oczywiscie o "Chlopcu z latawcem" autorstwa Khaleda Hosseiniego. Czytajac te ksiazke, pozbywalam sie reszty "uprzedzen" (humorystycznie, bo w sumie jestem bardzo tolerancyjna do innych ludzi, ich pochodzenia, wyznawanej religii itp.), dziwiac sie, ze COS TAKIEGO napisal akuraz mezczyzna i muzulmanin. Czyli- da sie, ale czasami trzeba TO COS dostrzec.

Zielonapirania pisze...

Że zachwycona, to przesada. To nie była książka o przyjaźni, to kryminał, ale narrator podejmował takie działania, że bez uczucia wielkiej prawdziwej przyjaźni, przeciętny człowiek by ich nie podjął. Możliwe zresztą, że inni czytelnicy tej książki skupia się na czym.innym i do głowy im nie przyjdzie zwrócenie uwagi na to, na co ja zwrociłam uwagę. To moje subiektywne spostrzeżenie.
O "Chłopcu z latawcem " słyszałam. Nawet myślałam, żeby przeczytać, ale tyle tych książek czeka w kolejce:) Zorientuje się, czy jest dostępna w formie ebooka.

Zielonapirania pisze...

No i już mam:) Jak łatwo się teraz kupuje książki:) Ale przeczytam, jak skończę inne dwie zaczęte, jedna w postaci ebooka, druga audiobooka.

Anna K. Olszewska pisze...

"Bezsenność".
Przejechałam się za to na "To". Pomysł innowacyjny, ale opisów rzeczy nie potrzebnych w fabule, ogrom. Miło jeszcze wspominam "Christine", to moje klimaty, może dlatego. ;)

Zielonapirania pisze...

Nie czytałam obu, z wymienionych znam Christie, zapomniałam o niej:) I film oglądałam z Sissy Spacek.
Jak widać, nie zawdze czyta się autora, częściej czyta się tytuly:)

wilma pisze...

Zadajesz trudne pytanie, zmuszające do myślenia, a właściwie do przemyśleń.
Odpuściłam sobie definiowanie pojęcia "przyjaźń" a skupiłam się na tym, by sobie odpowiedzieć czy mam przyjaciół.
Bo znajomych mam wiele, ale przyjaciół ...
Jedna przyjaciółka, taka "od dziecka" przed kilku laty zmarła, druga mieszka za granicą, rzadko się widujemy, czasem dzwonimy do siebie, wystarczy sama myśl, ze jest ktoś, na którego można liczyć, choć w tym przypadku raczej tylko mentalnie, ale to mi wystarcza.
Była jeszcze trzecia, ale okazało się, ze na znajomą się od biedy nadaje, na przyjaciółkę, przez brak lojalności, nie.
I jest jeszcze przyjaciel, ale taki przez duże P.
To gej, bardzo kiedyś znana postać w życiu politycznym i dyplomatycznym, któremu znam prawie pół wieku, i któremu pomagałam "robiąc" często za jego osobę towarzyszącą. A ponieważ robiłam to dość często, byłam więc wiarygodną kochanką tego pana;).
Kiedyś czasy były równie pokręcone jak dzisiaj, i lepiej był widziany facet z kochanką, niż facet gej.
Ani mnie, ani mojemu mężowi to, ze kilku snobów tak o mnie myślało, nie przeszkadzało, przyjacielowi to ułatwiało funkcjonowanie w polityce - więc tak się to toczyło.
Teraz mój przyjaciel jest już w dyplomacji i polityce w "stanie spoczynku", nie potrzebuje już moje "pomocy", ale wiem, ze w każdej chwili i w każdej sytuacji możemy ze Ślubnym na niego liczyć, o czym niejednokrotnie już się przekonaliśmy.

Lucy pisze...

Ja Chłopca najbardziej lubie wlasnie jako audiobook 💞 ciekawa bede Twoich wrażeń, bo byc moze, cos kompletnie dla mnie innego Ciebie akurat w niej zaintryguje. A po Chlopcu zakupilam cala kolekcje autorstwa Hosseiniego. To są moje perełki na półce.

Zielonapirania pisze...

Ciekawa historia z tym przyjacielem rodziny, któremu służyłaś za niby-kochankę:)
Wymieniłaś małe używane obecnie słówko "lojalność". W moim przekonaniu lojalność jest jedną z głównych cech przyjaźni. Nie dziwię się, że gdy jej zabrakło, minęło także uczucie przyjaźni.

Italia Mini pisze...

Zacznę od tego, że bardzo lubię czytać książki Stefana Dardy. Aczkolwiek "Zabij mnie tato" jeszcze nie czytałam. Z chęcią, po Twoim opisie, sięgnę po tą pozycję
Co do przyjaźni. Spotkałam w moim życiu tylko kilka osób które z dumą moge tak nazwać. A właściwie AŻ kilka osób. Jak przyjechałam do Włoch, to totalnie nie mogłam pogodzić się z tym, że włosi tak bardzo szastają słowem "amico". Później okazało się, że jednak takich prawdziwych przyjaciół to i oni mają nie aż tak wielu. Ja zawsze powtarzałam że na Przyjaciela to sobie trzeba zasłużyć. Chodzi mi o to, że potrzeba czasu, różnych sytuacji,aby zobaczyć i samemu stać się czyimś przyjacielem.

Klimaty Agness pisze...

Pochodzę z Lubelszczyzny, czytam baaardzo dużo, a tego autora nie znałam... wstyd ;) Natychmiast się rozejrzę za jego książkami.
Co do przyjaźni, tak jak piszesz każdy interpretuje ją inaczej, dla jednego przyjacielem jest każdy kto wpadnie na kawę, porozmawia, dla innego przyjaciel to ktoś znacznie więcej, ktoś na kogo można liczyć w każdej sytuacji, kto wesprze słowem i czynem, nie ocenia, jest zawsze gdy go potrzebujemy. Ja jestem z tej drugiej grupy, dla której to słowo ma dużo głębszy sens. Znajomych i kolegów mam mnóstwo, a przyjaciół... można policzyć na palcach jednej ręki. I myślę, że tak właśnie jest dobrze :D
Pozdrawiam serdecznie, Agness:)

Fuscila pisze...

Miałam tylko jedną przyjaciółkę! Niestety opuściła już ten padół i w zasadzie nikt jej nie zastapił tak do konca. Mam wiele dobrych znajomych , koleżanek, ale jakoś nie mam potrzeby rozwijania bardziej znajomości. Myślę, że z wiekiem coraz trudniej znależć pokrewną duszę, taką na milion procent.
Najważniejsze jednak, że są wokół ludzie, których lubie, chociaż niekoniecznie mam z nimi bardziej żywy kontakt!

Zielonapirania pisze...

Dokładnie tak! Trzeba ponieść duży wysiłek, aby stać się dla kogoś przyjacielem.

Zielonapirania pisze...

Widać czytasz innego rodzaju literaturę, to nie wstyd:)
Przyjaźń wymaga dużego zaangażowania, nie można się rozdrabniać na wiele przyjaźni, nie będą tak silne. Jeden dobry przyjaciel może całkowicie dać poczucie bezpieczeństwa.

Zielonapirania pisze...

I trudniej znaleźć i trudniej się angażować. Odnoszę wrażenie, że w "pewnym wieku" człowiek chciałby mniej emocji, a więcej wyciszenia.

Ismena pisze...

Witaj nadal majowo
Pytasz mnie, co słychać? Dziękuję, u mnie maj, ciągle zimny maj.
Pozdrawiam ciepło przesyłając uśmiech

gordyjka pisze...

Z przyjaźnią jest jak z miłością...To musi być "chemia"...;o)

Zielonapirania pisze...

Nie do końca myślę tak samo, bo w miłości na początku często jest sama chemia, a w przyjaźni ludzie docierają się powoli, powiedziałabym raczej, że przyjaźnią się z wyboru... coś tam jednak faktycznie musi zaiskrzyć...

Prześlij komentarz