środa, 17 kwietnia 2019

Pierwsza miłość

Chyba jest serial w tv pod takim tytułem, nie obejrzałam ani jednego odcinka, więc się nie wypowiadam, ale i tak wiem, że to nie serial dla mnie, wystarczyło przeczytać jeden opis jednego odcinka:) Jeśli mowa o serialach, to nie specjalnie mnie rajcują. Kiedyś obejrzałam "Psychozę" w odcinkach, do pewnego momentu oglądałam "Sprawiedliwych" i ... tyle ? A, i jeszcze "Stulecie winnych", ale ostatniego odcinka nie widziałam i oglądać dalej nie będę, bo przeczytałam książkę. Przy okazji dodam, że pierwsza część jest najlepsza, w kolejnych pojawia się tyle postaci, w tym niektóre o tych samych imionach, że momentami trzeba się mocno skupić i zastanowić o kim tak właściwie jest dany fragment. Przeczytać jednak można.

A chciałam o tej prawdziwej pierwszej miłości. Wspomnienie mnie naszło z okazji takiej, że jutro wybieram się na cmentarz , gdzie leżą moi Rodzice i Dziadkowie. Znajduje się on w miejscowości, z okolic której pochodził mój pierwszy chłopak. Miałam 17 lat, on był o rok starszy, kiedy się poznaliśmy za pośrednictwem kolegi mojej koleżanki. Był rudy jak marchewka i nieco piegowaty:) Kompletnie nie w moim guście, ani wtedy ani teraz:)  Był jednak trochę nieśmiały i taki jakiś ... delikatny i to mnie w nim pociągało. Ta delikatność w którymś momencie się na mnie zemściła, bo jak któregoś razu na spacerze zakochanych zaatakował nas obcy pies, to ja broniłam jego przed zwierzęciem, a nie on mnie:)

Przyjeżdżał do mnie na motorze w soboty i jeździliśmy na wiejskie zabawy:) Chłopak z motorem był obiektem zazdrości moich koleżanek. Wówczas młodzi chłopcy o samochodach mogli jedynie marzyć, już motor był szczytem możliwości. Mój chłopak mieszkał tylko z matką i był rolnikiem, czego jakoś nie przyjmowałam do wiadomości. Ojciec i mama tłumaczyli mi, żebym sobie dała z nim spokój, bo przecież nie pójdę na gospodarstwo do pracy. Mieli rację, wcale się na roli nie widziałam, po maturze wybierałam się na studia. On był ledwo po rolniczej zawodówce. Kompletnie jednak  nie robiło mi różnicy, czym on się zajmuje, bo przecież nie miałam zamiaru za niego wychodzić za mąż, tylko ze sobą chodziliśmy. Jego punkt widzenia był jednak inny, co zauważyłam po kilu miesiącach i dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak wybrnąć z tego związku. Z jednej strony byłam zakochana, z drugiej strony moje plany  życiowe nie miały ani jednego punktu zbieżnego z jego planami. Zaczęłam rzadziej przyjeżdżać ze szkoły do domu (mieszkałam na stancji), wtedy on zaczął do mnie przyjeżdżać na tę stancję lub do szkoły, czasem nawet nie zdążył mnie o tym powiadomić listem (przecież to były czasy, kiedy o telefonach komórkowych nikt jeszcze nie słyszał). Było to dla mnie nieco kłopotliwe, bo bywało, że dla niego stojącego w drzwiach o poranku musiałam rezygnować z różnych spotkań i wycieczek w innym towarzystwie. Po niecałym roku znajomości, wczesną wiosną, zaczął snuć plany uwzględniając w nich także mnie. Ustępstwem na moją rzecz było to, że zamierzał zostawić matkę na gospodarstwie i zatrudnić się w mieście, w którym się uczyłam. Dla mnie wyznaczył rolę pracującej żony. I na leśnej ścieżce padł na kolana i mi się oświadczył. Przeraziłam się. Ani mi była w głowie jakakolwiek małżeńska stabilizacja. Chciałam się uczyć i korzystać z młodości, w taki zwykły sposób, bo nie byłam rozrywkową dziewczyną. Uważana byłam za spokojną i grzeczną osobę, która wysoko nosi głowę:) Oświadczyny potraktowałam jak udany żart, bardzo  śmieszny, aż do łez. Chłopak mocno się zmieszał, ale po powrocie do domu wysmażył mi list z ponownymi oświadczynami. I nawet mu odpisałam. Że nie i że zrywam z nim. Już nie czułam się z nim komfortowo, czułam nacisk i oczekiwanie, że zgodzę się na jego plany. A czego najbardziej w życiu nie znoszę ? Jak mnie ktoś do czegoś przymusza, nawet lekko i delikatnie, kiedy wywiera na mnie nacisk. Mam wtedy wrażenie, że jest to zamach na moją wolność. A wolność osobista dla mnie zawsze była i jest bardzo ważna.

Odchorowałam to zerwanie. Tydzień leżałam w łóżku przez całe dnie. Nie chodziłam do szkoły, nie jadłam, nie rozmawiałam. Po upływie tygodnia przyszła jedna z koleżanek, siłą wyciągnęła mnie z łóżka pod prysznic, zmusiła do zjedzenia czegokolwiek i zaczęłam ponownie żyć. Mój były chłopak następnego dnia po otrzymaniu mojego listu rozwalił traktor na wiejskiej drodze:) Jemu nic się nie stało, ale podobno pędził na złamanie kartu i z rozpędem rymnął do rowu.

Taki był koniec mojej pierwszej miłości. Z byłym chłopakiem od tamtego czasu nigdy więcej nie rozmawiałam, choć co kilka lat 1 listopada widujemy się na cmentarzu. Mówimy sobie tylko "dzień dobry". Nigdy się nie ożenił i został na gospodarstwie po śmierci matki. Prawie wcale się nie zmienił:) Nadal jest taki rudy i ma tę samą fryzurę, i tak jak wtedy chodzi w krótkich czarnych skórzanych kurtkach:)


Nie, nie mam kur i nie będę miała, ze zwierząt gospodarskich mam tylko koty i tak już zostanie:) Zdjęcie zrobione 8 czerwca 2012 roku gdzieś na wsi:)


40 komentarzy:

Iwona_k123 pisze...

Co za historia....

kotimyszkot pisze...

Jak z telenoweli :) Dobrze, że chłopak z tej rozpaczy życia nie stracił.. ale szkoda, że żadna go później nie chciała. Może kiedyś dopiszesz ciąg dalszy swojej historii miłosnej? :) Masz dar ciekawego opowiadania..

Lucy pisze...

Oh Piranio, to trochę hardcorowa historia, zaiscie dziwny młody człowiek. Trochę psychopatyczny? W związek czasami łatwo się wplątać, gorzej z odkręceniem. Dobrze, ze tylko traktor ucierpiał 😓

Zielonapirania pisze...

Myślę, ze wiele kobiet ma jakieś historie w pamięci, w które teraz aż trudno uwierzyc:)

Fuscila pisze...

Oj! Jak podobnie było ze mną. Zakochałam się w chemiku - w starszym o rok chłopaku z radiówki. Ze wzajemnością. Chodziliśmy 3 lata, aż do jego matury, którą prawdopodobnie by nie zdał, gdyby nie wtrącili się nasi rodzice. I jego i moi - nauczyciele! Telefonicznie się wszystko odbyło. Musiałam przyrzec, że nie będę się z nim spotykać, mając na uwadze jego dobro, czyli ukonczenie szkoły i pójście na studia!
Ryczałam cały tydzień! Raz potem tylko spotkaliśmy się ukradkiem, bo rodzicielstwo nas chyba śledziło i.... umarło wszystko śmiercią naturalną! Ale co wspomnień, to moje! Do dziś pamiętam, jak kazałam się nazywać wdową po Adamie!

Zielonapirania pisze...

Trudno powiedzieć czemu się z nikim nie związał. Może go faktycznie żadna nie chciała, może on za wysoko mierzył, a może mu się nie układało, bo był zbyt zaborczy? Już się tego nie dowiem i dalszego ciągu TEJ historii już nie bedzie:)

Zielonapirania pisze...

Psychopatyczny? Raczej nie, wtedy nie odbieralam tego w ten sposob. Przytloczyl mnie swoimi planami, ktore tworzyl nie pytajac mnie o zdanie. Czulam, ze decyduje za mnie o czyms czego nie chcę . Chyba tak pojmowal rolę mężczyzny w związku.

Zielonapirania pisze...

Przykra historia. Wyglada na to, ze tak mu zawrocilas w glowie, ze przestal sie uczyc?:) Kiedyś były inne czasy. Młodzież brała ślub zaraz po szkole średniej, może tego bali sie rodzice.

Italia Mini pisze...

Ale historia... Myślę, że wiele osób ma silne wspomnienia pierwszej miłości. Toż to chyba właśnie ją się najlepiej pamięta. Choć bywają bardzo różna. Wywołałaś wspomnienie mojej pierwszej miłości, ech... te ukradkowe spotkania, pierwsze pocałunki. Tylko , że ja z moim pierwszym chłopakiem po latach miałam okazję pogadać. Było sympatycznie, pośmialiśmy się , powspominaliśmy... i tyle.

Zielonapirania pisze...

Z innymi moimi sympatiami z młodości oraz z dorosłości tez utrzymywalam kontakt, ale akurat z tym chłopakiem jakoś nie miałam ochoty, choć okazje były.

Fuscila pisze...

Ech moja Droga! Najważniejsze, że wspomnienia są jak swieżynki, i to po pół wieku! Wyobrażasz to sobie?

Ismena pisze...

Witaj przedświątecznie
Wspomnienia, wspomnienia... Każdy z nas ma jakieś. A dziś swoja opowieścią sprawiłaś, że powróciłam do swoich. Są inne, ale tylko moje.
Cieszę się, że podoba się Tobie moja opowieść o dębie. Brzoza należy również do moich ulubionych i obiecuję, że będzie bohaterką mojej następnej opowieści z tego cyklu, która pewnie ukaże się za rok. Dotrwasz u mnie do tego czasu?
Życzę ciepłych, pełnych nadziei świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Niech nadchodzące dni będą przeżyte w Radości, Pokoju i Życzliwości.
Serdecznie pozdrawiam

pani z apteki pisze...

Na studiach chodziłam z takim jednym rudzielcem z kręconymi włosami. Też był zaborczy, zakochany do szaleństwa. Ja- mniej... Przypadek? Zerwałam z nim... Trudno było, bo mieszkaliśmy w jednym akademiku. Nie chcę myśleć, że to przeze mnie dał się wyrzucić z czwartego roku medycyny. Jeśli tak się stało, to był skrajny brak odpowiedzialności za własne życie. Podobno potem - niestety- leczył się psychiatrycznie w szpitalu zamkniętym. Taka osobowość? Psychotyczna? A to przeżycie było tylko wyzwalaczem? Nie wiem na szczęście co się z nim dzieje, nie chcę myśleć, że go skrzywdziłam, gdybym z nim została- na pewno nie byłabym szczęśliwa, z mojej strony to nie była miłość... A może podskórnie widziałam, na co się zapowiadało?

Anonimka pisze...

historia na film i dobrze się czyta :-) Każdy ma chyba takie gdzieś tam zachowane, jedni mniej interesujące inni bardziej, nie każdy jednak potrafi ładnie opowiedzieć ;-)

Anna K. Olszewska pisze...

Oglądam "Green Arrow" Wciąż dogrywają następne odcinki. Serial akcji, genialne ujęcia walki wręcz, oraz przy użyciu różnych rodzajów broni białej (miecze, ciepanie z łuku itp.).
Myślałam początkowo, że serial będzie płytki, ale jest po prostu świetny. Wielowątkowość, gdzie dosłownie każdy detal ma jakieś znaczenie, wskazuje na drobiazgowe dopracowanie scenariusza. Inteligentny film z gatunku "the power of people", z ledwie mikro dozą magii w tym wszystkim. Jak na film o łuczniku na tle obecnego wieku i cywilizacji, robi niesamowite wrażenie.
Mroczna fabuła, główny bohater czasami wydaje mi się być zbyt "czarny" jak na pozytywny charakter. Wciągający Thriller i świetna sensacja w jednym. Uważam, że warto dać się temu porwać.

Obejrzałam do końca "Dr. House'a". Wydaje mi się, że ten tytuł nie potrzebuje przedstawienia. Lubię ponadprzeciętne umysły. A jego mizantropia i nihilizm zupełnie mi nie przeszkadzają.
Serial jest wzorowany na Sherlocku Holmes'ie. Jest przyjaciel Watson, (choć pod innym nazwiskiem). I oczywiście są - ZAGADKI, choć w tym przypadku medyczne.
Niektóre odcinki nawiązują do klasycznego kryminału,. np. gdy tytułowy Dr. House wchodzi do sali narad, gdzie zwykle diagnozują w bardzo barwny sposób kolejnego pacjenta. Cytuje wtedy tekst, który Holmes wygłosił, gdy wszedł do pokoju, w którym wszyscy czekali na wynik śledztwa.
Przewrotny humor, ciekawe przypadki i przenikliwy, logiczny umysł bohatera, obiecują długie wieczory. Serial skończył się po ośmiu sezonach. Było mi mało.

"Supergirl" Trochę wymęczona postać na łamach komiksów i seriali animowanych, zaraz po Supermenie i Batmanie.
Urodzona na Kryptonie kuzynka Supermana, Kara Zor-El, przeżywa różne perypetie jako człowiek i jako superbohaterka. Przyznam, że scenarzyści mają bardzo ciekawe pomysły a propos wymyślania kolejnych wrogów bądź globalnych katastrof, którym ona musi zapobiec, ale nie jest sama - i tu się zaczyna mój narkotyk:
Blondynka, która przyznaje się do słuchania Britney Spears (nie mogłam sobie darować napisania o tym) współpracuje z "Departament of Extranormal Operations". Dowodzi tam Extranormal dyrektor, który sprawia, że serial mocno nabrał smaczku.
O.K. fabuła bywa przewidywalna, ale zabawne dialogi i sytuacje nie raz sprawiły, że popłakałam się ze śmiechu. Uważam, że warto dać się pochłonąć tej kosmicznej fantazji. J'onn J'onzz wymiata 😎 (chyba faktycznie, skoro to jego fotka, a nie tytułowej Supergirl, znajduje się na opakowaniach DVD 😜)


Nie wiązałaś z nim poważnych planów, a jednak byłaś z nim rok czasu? Toż to było oczywiste, że skoro on uplanował sobie Ciebie w swoim życiu, wkrótce padnie przed Tobą na kolana. Czy to nie był też zamach z Twojej strony? Koleżka marnował swój czas, zależało mu na stabilizacji, zależało mu na Tobie.
Nie ważne, było minęło, ale tak sobie myślę... Sama zwodziłam jednego mężczyznę, z którym po prostu nie potrafiłam zerwać, ale ja się go bałam.
Powiadasz, że nigdy się nie ożenił, cóż, znam taki przypadek, że kobieta mu złamała serce tak mocno, że dotychczas nie ma żony, ba, unika kobiet. To jest makabra.

Reska pisze...

Bardzo mi żal tego człowieka. Musiał ciężko przeżyć tę historię. Osoba bardziej zaangażowana ma przekichane w takich sytuacjach. Ale sama też mam na konice związek z człowiekiem, którego uczuć nie odwzajemniałam, i to był dużo dłuższy związek, i też pan się oświadczał. Do dziś po 15 latach od rozstania mam kaca moralnego z tego powodu.

Zielonapirania pisze...

Mam nadzieję być Twoja stałą czytelniczka:)

Zielonapirania pisze...

Nie rozumiem dlaczego miałabyś za niego ponosić odpowiedzialnsc. Czy jest moralny obowiązek wiązania sie na całe życie z pierwszym lepszym, który wyzna miłość?

Zielonapirania pisze...

Jestwm pewna, z mja opowiesc nie jest wyjatkiem, inni maja znacznue bardziej szokujące przezycia. Moja to historia jakich wiele, dzialy sie i.dzieją nadal.

Zielonapirania pisze...

Aniu czy nie przesadzasz w ocenie?:) Nie miałam nawet 18 lat, on ledwo 18 skończył. Poznaliśmy się lipcu, zezwalam z nim w kwietniu. Kto w tym wieku planuje małżeństwo? Jeszcze przed matura? A on jak musiał być naiwny sądząc, ze się na to zgodzę i wiedząc, ze wybieram się na pięcioletnie studia, o czym mu wciąż mówiłam? Czy lepiej by było, jakbym to ja sobie z nim życie zmarnowala, aby tylko on nie zostal odrzucony?
Nie wiem dlaczego się nie ożenił. Może jego kolejne dziewczyny uznawaly, ze nie nadaje się na męża?. Z tą makabra to chyba jednak przesada:)

Zielonapirania pisze...

Ja nie mialam i nie mam kaca moralnego. Chodziliśmy ze sobą niecały rok, z czego te ostatnie miesiące to było narzucanie się trochę z jego strony. Ot, młodzieńcze zakochanie. Jedno z wielu. A dlaczego Ci jego żal? Dlatego, ze niespełna 18-latka odrzuciła jego zapędy matrymonialne? Wykazał się wielką niedojrzaloscia oswiadczajac się w danej sytuacji. Byłabym bardzo głupia zgadzając się na jego propozycje, byle go tylko nie urazić.

kotimyszkot pisze...

Tej to wiadomo, miałam na myśli dalszą Twoją historię :)

Anna K. Olszewska pisze...

W sumie masz rację. Przełożyłam to na swoją historię i ten "mój" był zaborczy do tego stopnia, że mi nie pozwolił z nim zerwać. To pokolenie jest bardzo emocjonalne i różne z tego potem kwiatki wychodzą.
W żadnym razie nie sugerowałam, byś Ty sobie życie z nim marnowała. Jestem daleka od takich rad, zresztą w ogóle mam raczej kiepski stosunek do związków. :P Nie żebym uważała je za zło, sama żyję w udanym małżeństwie, ale bycie singlem wspominam z tamtych czasów jednak lepiej, niżeli młodzieńcze związki. No ale serce wtedy się rwie.
Makabra to w tej historii, którą ja przytoczyłam. O tym znajomym moim. Bo on zaszył się z domu i praktycznie z niego nie wychodzi. Żyje głównie wirtualnie.

Zielonapirania pisze...

Zatem dobrze, ze od niego odeszlas, bo wyraźnie coś z nim nie tak. Potrzebował lekarza a nie dziewczyny lub żony. Od toksycznych i zaborczych ludzi trzeba zwiewać.

Zielonapirania pisze...

O, kochana:) Historia mojej największej miłości w życiu, to dopiero jest telenowela:) Dawno już jednak skończona. Może kiedyś...
Ale jedna miłosną historie to na pewno przy okazji opisze:)

Anna K. Olszewska pisze...

Byłam młoda i zbyt wystraszona, by postąpić z nim radykalni. Zabrakło mi odwagi. On był despotą, a na koniec próbował mnie zabić razem ze sobą. To długa historia. Stąd moja emocjonalna reakcja na wspomnienie młodzieńczej miłości.

Michał pisze...

Witam.
Jestem pod wrażeniem. Było, minęło...
Moja pierwsza miłość była w pierwszej klasie podstawówki w sanatorium. Jakoś przeszła łagodnie, bo to chyba była przyjaźń.
A ta pierwsza, no cóż, skończyła się dla mnie boleśnie i długo ją "odchorowywałem". Gwoli ścisłości to ja zerwałem, bo zdrady nie wybaczam.
Pozdrawiam i zapraszam.
Michał

Babsztyl pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Babsztyl pisze...

Mój tata też przyjeżdżał do mamy na motocyklu i już tak został. Ponad 40 lat :)

Ludzie mają różne wyobrażenie o swoich partnerach i niestety bardzo często nie uwzględniają w tych planach ich zdania. Czy czegoś by chcieli, czy podoba im się to samo, czy wyrażają na coś swoją zgodę? Czytając to co napisałaś, miałam wrażenie, że to scenariusz dobrego serialu właśnie. Z gotowym scenariuszem na życie.

Zielonapirania pisze...

Rozstania zawsze sa trudne, dla obu stron. I zazwyczaj przeżywa się je wiele razy w zyciu. Rzadko pierwsza miłość jeat tą ostatnią.

Zielonapirania pisze...

Miłość zazwyczaj jest ślepa. Kochając nie widzi się nawet rzeczy podanych jak na tacy. Trudno uwierzyć, ze to co nam się wydaje najlepsze, może nie być dobre dla partnera. Taki lajf:)

haniamrok pisze...

U mnie było wiele zakochań, ale takich platonicznych. Po latach dowiadywałam się, że i we mnie niektórzy kochali się platonicznie (szkoda, że nie wiedziałam wcześniej). Strasznie się przywiązuję,wszelkie rozstania, to dla mnie zawsze dramat(całe życie przepracowałam w jednej instytucji). Więc wyszło tak, że pierwsza moja miłość jest moją jedyną miłością, do dziś. Nigdy nie żałowałam. :)

Zielonapirania pisze...

Piękna historia:) Życzę wielu dalszych lat w szczęśliwym związku :)

wilma pisze...

Pierwsze miłości - to zawsze ciekawy temat, a chłopak z motorem w czasach mojej młodości to był ktoś.
Pamiętam, jak chłopaki przechwalali się tymi swymi WFM-kami i SHL-kami, więc mój ojciec chyba z przekory, kupił mi Jawę 250.
Na początku trudno było im ten fakt przełknąć, ale z czasem relacje ułożyły się dobrze;).
ps. Pięknych i spokojnych Świąt.

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Pomimo odchorowania chyba dobrze skończyła się ta historia. Dojrzale spojrzałaś na swój związek, chociaż w takim wieku zdarza się pomylić młodzieńcze zakochanie z miłością.
Pozdrawiam świątecznie. :))

Zielonapirania pisze...

No no... dziewczyna na motorze zawsze budzi zainteresowanie:)
I wzajemnie wszystkiego dobrego.

Zielonapirania pisze...

Jak stwierdzili przedmowcy, zawsze jest ktoś mniej a ktoś bardziej pokrzywdzony. Ale co zrobic... Nie każdy związek młodzieńczy musi kończyć się dozgonna miłością.

gordyjka pisze...

To masz traktor na sumieniu !! ;o)
Ja trochę "nudno" pozostałam wierna swojej Pierwszej Miłości...;o)

Zielonapirania pisze...

Pewnie traktor był ubezpieczony:))
Gratuluję, pierwsza miłość już na zawsze to ogromny sukces.

wilma pisze...

Tym bardziej, ze to było przeszło pół wieku temu;).

Prześlij komentarz