piątek, 9 sierpnia 2019

Bez prądu pod prąd...

Na mojej działce stoi słup. We wsi prąd idzie górą, kable nie są wkopane w ziemię jak w mieście. Od słupa idzie kabel do rozdzielni, a stamtąd dopiero poprowadzony jest prąd do mnie i moich sąsiadów. Obok w ścianie jest skrzynka z centralnym wyłącznikiem odcinającym prąd wszystkim.  Rozdzielnia jest u mnie na ścianie, po drugiej stronie mam łazienkę. Tak podobno było od zawsze. I się skończyło.
Wczoraj z rana wybudził mnie krzyk. Otwieram oczy, a za oknem szaro od dymu i smród. Pali się w rozdzielni.  Przy niej z krzykiem podskakuje sąsiad. Adrenalina uderzyła mi do głowy.  Moje wyremontowane mieszkanko zagrożone! W takich sytuacjach mózg przestawia mi się na myślenie analityczne. Portki, bluza na gołe ciało. Komórka. Bieg do wyłącznika centralnego. Gaśnica. Połączenie 998. Piękni nasi bohaterowie strażacy przyjechali migiem. Ugasili resztki tlącego się plastiku.  Wykonali test na obecność tlenku węgla. Prześwietlili ściany w poszukiwaniu ewentualnego ognia w przewodach.  Zbadali temperaturę ścian. Usunęli co spalone. Bardzo się starali wydłubując kable, nie przebić się do łazienki i nie walić zbyt mocno w ścianę , coby kafelki nie odpadły. Stałam z zaciśniętymi pięściami gotowa ryknąć płaczem od razu przy pierwszej rozbitej płytce. Poczekali, aż temperatura ściany zjedzie do 34 stopni.

Palił się licznik sąsiada. Mój nietknięty. Ja tam nic nie mówię, ale sąsiad odnawiał kuchnie i robił mu to jakiś podpity facet. Wiem, bo przychodził do mnie pytać, czy oddam im swoje stare szafki kuchenne. Oddałam. Pewnie zrobił jakieś zwarcie podczas naprawiania ścian, bo dałam mu także niewykorzystane parę kg gładzi.  To już drugi zamach ogniowy sąsiada na moje mienie.  Pierwszy to było wiosenne podpalenie sąsiadującej działki aż ogień podszedł prawie pod moje ściany, zatrzymując się na zielonym trawniku (pisałam o tym w kwietniu).

I teraz "rozwodzimy"się z prądem. Pójdą od słupa nowe kable. Każdy będzie miał swój do siebie i każdy będzie miał swój licznik pod nosem, na swojej ścianie. Rozdzielnia znika z mojej ściany, będzie przy słupie.  Jest okazja to trzeba skorzystać. Kosztuje to mnóstwo kasy, ale ją wyłożę. Nie chce być w żaden sposób zależna od dalszych przypadków u sąsiada. Nie interesuje mnie czy go stać czy nie. Ja swoje zrobię, a jak jego nie stać, to nie będzie miał prądu. Instalacje ma starą, aluminiową, bo dom jest nieco zaniedbany.

Tym sposobem żegnajcie moje nowe meble do sypialni, muszę się ze starymi przyjaźnić jeszcze z rok.  Damy radę. Najważniejsze, że przeżyłam ja i moje cztery kąty. I koty. I nikt nie zaczadział.

Po wczorajszej akcji, plan działania jest już ustalony. W tej chwili pan elektryk kupuje materiały. Robota zajmie mu ze dwa dni. Potem zakład energetyczny dokona odbioru i przeniesie mój licznik. Tak  więc MOŻE koło wtorku będę miała prąd. A jak się żyje bez prądu? Fajnie:) W zamrażarce prawie nic nie miałam. W lodówce też. W gospodarstwie jednoosobowym nie gromadzę żywności. Latem z wielkim zadowoleniem  jem w większości to, co rośnie na działce. TV i tak nie oglądałam. Internet mam w komórce. Kuchenka na gaz. Wieczorami jestem w pracy, a jak wróciłam nocą to sobie zrobiłam wieczór przy świecach:) W zimie byłoby gorzej.

Ponieważ nie uruchomię teraz komputera, to nie pokażę zdjęć z pięknych miejsc z urlopu. A odwiedziłam Roztocze, Bieszczady i Bałtyk. I jeszcze w tym miesiącu wybieram się w Bieszczady drugi raz, bo są wprost magiczne. Napiszę o tym więcej za kilka dni.


47 komentarzy:

Teresa Czajkowska pisze...

Po takich "gorących" przeżyciach to ten drugi wyjazd w Bieszczady należy się, jak psu micha. Współczuję Ci bardzo. Ja i tak bym ryczała, mimo całych płytek. Jesteś silną kobietą i tak trzyma. Pozdrawiam serdecznie :)

agatek pisze...

Dobrze, że nic złego się nie stało i koty całe ;). - Sorki ale twoje zakończenie z kotami mnie ubawiło... a może zniejszyło nerwy które rosły wraz z czytaniem? Masz rację, bezpieczeńśstwo to podstawa - meble poczekają, może stanieją, albo trafisz na jakieś piękniejsze? A życie bez prądu ma swoje uroki chociaż nie wyobrażam sobie życia bez tych wszystkich urządzeń jakie mam w domu typu pralka, lodówka, zamrażalnik. Ale kiedy szaleje burza a ja wyłączam prąd to śpi się o wiele lepiej w domu bez prądu. Od razu to czuję, a wieczory przy świecach ściągają całą rodzinkę w jedno miejsce :D

Lucia pisze...

Az mi ciśnienie podskoczyło. Zycie bez prądu na wsi też mnie zaciekawiło Najważniejsze ze prąd wraca chociaż bez towarzystwa sypialnianych mebli. Co tam meble. Rozwód z prądem sąsiada to jest to. Na zdjęcia poczekam.

pani z apteki pisze...

Ufff...
Ale życia bez prądu sobie nie wyobrażam.

kotimyszkot pisze...

Czekam i ja na fotki ale bardziej się cieszę żeś Ty cała i łazienka przetrwała :) Miłych Bieszczad, bo jakież mogą być inne! 🙂

Anna K. Olszewska pisze...

No to przygoda Ci się trafiła.. Dobrze że wszystko skończyło się dobrze.
Bieszczadzkie wspomnienia chętnie sobie pooglądam. :)

Zielonapirania pisze...

Przy tak przystojnych strażakach wstyd było płakać:)

Duża pisze...

Dobrze,że tylko takie straty,mogło być naprawdę źle. U mnie cały dom na prąd - na szczęście ostatnio coraz rzadziej zdarzają się dni bez.

Zielonapirania pisze...

Jest lato, pracuje wieczorami, więc brak prądu mi nie doskwiera. Przez parę dni mogę obyć się bez mikrofali, telewizora, radia, pralki. Na dłuższą metę raczej niemożliwe. A zresztą inny sąsiad przyszedł i zaproponował swój prąd, więc podłączyłem się do niego przedłużaczem do kosiarki i źródło energii mam:)

Zielonapirania pisze...

Lucia, od rana prąd wraca, ale podłączenie licznika dopiero w poniedziałek. Dam radę:)

Zielonapirania pisze...

Dłużej niż kilka dni, ja też sobie nie wyobrażam. Nie umiem gotować na ognisku i prac na tarze:)

Zielonapirania pisze...

Dla mnie też najważniejsze, że nie ma strat w ludziach, kotach i na mieszkaniu, a roboty z przenoszeniem przyłącza jakoś zniosę.

Zielonapirania pisze...

Jak tylko da się uruchomić komputer:) choć moje zdjęcia nie są tak dobre jak Twoje...

Zielonapirania pisze...

W dzisiejszych czasach każdy dom zależny od prądu. Nie wyobrażam sobie wyłączenia prądu na kilka dni przy kilkuosobowej rodzinie. Ja jestem sama i większość dnia Piza domem, więc da się przeżyć.

Bożena pisze...

Dobrze, że tak to się skończyło, a i przy okazji skorzystasz na tym. Czasami niestety trzeba coś stracić, żeby zyskać chociażby święty spokój. Gdyby nie ta "przygoda", nie miałabyś wieczoru przy świecach :) Czekam na relację z wakacji, bo jestem ciekawa zdjęć. Pozdrawiam.

duo.na pisze...

O, widze, ze kocie polowanie sie udalo:)
Super, ze wszystko dobrze sie skonczylo. W ubieglym roku zostalam pozbawiona pradu na 3 dni, w upalne lato; u mnie jak nie ma pradu, to nie ma: cieplej wody, internetu, ani nawet kawy, bo wyszystko jest na prad. Brak kawy najbardziej doskwieral....

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Bardzo niemiłe przeżycie. Chyba dobrze, że nie zdarzyło się podczas urlopu.

Michał pisze...

Witaj.
Fajnie, że wszystko dobrze się skończyło.
Z prądem nie ma żartów, ale elektryka prąd nie tyka.
Pozdrawiam i zapraszam.
Michał

Zielonapirania pisze...

Wieczory głównie mam w pracy, a potem w domu kąpiel przy świecach i kolacja przy świecach:)

Zielonapirania pisze...

Inny sąsiad "pożyczył" mi swojego prądu, więc podłączyłem lodówkę na zmianę z ładowarką, a kawę robię na gazie po grecku:)
W domu okna muszę zamykać, bo moje kocie chłopaki znoszą mi upolowana zwierzynę:)

Zielonapirania pisze...

Tak. Zagrożenie było duże. Pierwszy zauważył sąsiad, szczęśliwie był w domu. Jeśli byłabym na urlopie, doznałabym szoku po powrocie. No i beze mnie elektryk pewnie założył by rozdzielnie znów na tej samej mojej ścianie.

Zielonapirania pisze...

Niemal panicznie boję się prądu, tak samo jak ognia i wody. Żywioły to nie moja specjalność:)

Lucy pisze...

To horror, a instalacja pewnie z dawnych czasów i kolega zrobil, wrrr.
Zycze spokoju... takze po przeróbce.
Sypialnia tez doczeka sie... no cóz, samo zycie.
Piszesz, ze internet masz w telefonie- ale troche pradu jednak potrzebujesz, bo telefon trzeba jednak naladowac- jak i gdzie dalas rade bez pradu? Powerbank?

Zielonapirania pisze...

Co ciekawe, okazuje się, że licznik sąsiada rok temu wymieniał uprawniony specjalista z zakładu energetycznego. Podejrzenia moje i innych, że zwarcie było z udziałem sąsiada, niekoniecznie jest sluszne, ponieważ zaczęło się palić po stronie licznika, a więc już ZA przyłączem przewodu energetycznego do licznika. Raczej licznik był źle podpięty przez fachowca, ale zakład się wypiera i sąsiad musiałby iść do sądu.
Drugi sąsiad życzliwie podzielił się prądem po 100 metrowym kablu od kosiarki i mam włączona lodówkę.Jak trzeba, to na chwilę podłączam ładowarkę, a także ląduje w pracy i korzystam z powerbanka. Nie pada, więc póki co tak korzystam. W przypadku deszczu sąsiad odetnie mi prąd, tak ustaliliśmy, żeby nie wywołać innego niebezpieczeństwa. Do południa jutro będę miała swój prąd.

Anna K. Olszewska pisze...

Myślę, że w fotografii przyrodniczej liczy się piękno samej przyrody, a nie jakość techniczna. Obie nie publikujemy przecież dla czasopisma tylko dla bloga. Mając to na uwadze, nie zawsze zmuszam wenę twórczą do przybycia i czasem, przyznaję, wstawiam jakąś fuszerkę z telefonu. ;P Ale dzięki. ;) W blogu, w tym naszym pamiętniku, liczy się przekaz. Treść, którą dajesz ludziom, a przy okazji pokazujesz. Tak mi się wydaje.

Italia Mini pisze...

Jak czytałam początek, to przez myśl mi tylko przebiegał Twój remont i praca już wykonana... Ufff, jak dobrze że nic gorszego się nie wydarzyło i ogień się zatrzymał a strażacy byli uważni. Pewnie dziś już podłączyli Ci prąd?! Nawet jak to wszytko nie z winy sąsiada to taki "rozwód" i tak dobry. Każdy będzie miał swoje i za swoje będzie odpowiadał. Miłego dalszego pobytu w Bieszczadach.

Zielonapirania pisze...

Od wczoraj mam prąd.A dziś wynajęty pan ze wsi zamurowuje wnękę po starej rozdzielni. U siebie mam teraz dwuetapowe wyłączanie prądu, w przedpokoju i na zewnatrz, nowoczesny licznik - będzie bezpieczniej, choć do tej pory też nie narzekałam. Sąsiad zrobił sobie identycznie.

gordyjka pisze...

Jak słyszę o udziale "fachowców", to mi skóra na grzbiecie cierpnie...;o)

Zielonapirania pisze...

Dlan mnie zawsze dziwne jest to, że przy określonej pracy obowiązują określone technologie i procedury, a i tak każdy robi po swojemu. Gdybym w swojej pracy nie dotrzymała warunków wykonania poszczególnych czynności, już dawno bym wyleciała.

wilma pisze...

No to miałaś pourlopowe atrakcje, takie, jakich nikt zapewne nie chciałby przeżyć.
Dobrze, że wszystko skończyło się na strachu, a z tego złego co się zadziało wyniknie dobre, bo przynajmniej będzie tak, jak mam być.
Tych wyjazdów w Bieszczady to Ci tak nie złośliwie zazdroszczę, bo chętnie bym tam pojechała, gdyby nie trzeba jechać i się pakować. Na starość nie nawidzę tego i gdyby istniała teleportacja to by mnie bardzo uszczęśliwiła;).

Zielonapirania pisze...

Sama czasem myślę o teleportacji:) Z pakowaniem nie mam problemu, dwie pary sportowych butów, parę koszulek, dwie-trzy pary spodni , bluza, kurtka i gotowe. Drogę dziele na etapy. Zatrzymuje się w ciekawych miejscach i zwiedzam. Nie ma wtedy znużenia z powodu prowadzenia auta. Pewnie też przyjdzie moment, kiedy przestanie mi się chcieć:)

haniamrok pisze...

Bez prądu jest tak przytulnie. I chodzi się zdecydowanie wcześniej spać. Przez 9 lat nie mieliśmy prądu na daczy. Dom zbudowaliśmy mieszając zaprawę w taczce. A potem wynajdywaliśmy różne dawne sposoby na życie (przez wakacje) bez prądu (w 6 osób). Mieliśmy nawet żelazko na duszę i ruski telewizorek na akumulator, a oświetlenie na butlę gazową (jasne) i na lampy naftowe (bardziej kameralne). Fajnie było, inaczej, wakacyjnie.
Dobrze, że uniezależnisz się od sąsiada. Taki prąd w ścianie domu niebezpieczny, jak widać.
A kot wspaniały!

Zielonapirania pisze...

Mimo pewnych zalet życia bez prądu (nielicznych:), cieszę się, że mam już zreorganizowaną i podłączoną elektryczność. Wreszcie mogłam nastawić pranie:)
Wasz przypadek wzbudza we mnie podziw. Jestem z takiego rocznika, co jeszcze pamięta wsie bez prądu i spędzane tam wakacje, ale to dawne dzieje. Cudnie było, wszyscy ze wszystkim sobie radzili bez elektryczności. W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia, na szczęście:))

Klimaty Agness pisze...

A to przygoda paskudna, jak dobrze, że nic złego Ci się nie stało i kociska całe i zdrowe <3
Dobra decyzja o odłączeniu się od sąsiada, faktycznie koszty duże, ale bezpieczeństwo i spokojna głowa najważniejsze.
Chwila bez prądu to fajna przygoda... ale dobrze, że już go masz ;)
Pozdrawiam serdecznie, Agness<3

Zielonapirania pisze...

Właściwie to ja zmusilam sasiada, żeby się ode mnie odlaczyl, żeby pociągnął osobny kabel do siebie. Cieszę się, że problem został zrozumiany i nie było oporu.

Dominika pisze...

dobrze ze tak to się skonczyło! i ze nic sie nie stało ani Tobie ani kotkom!
udanego dniaaaaa!

Zielonapirania pisze...

Dziękuję:) Przeczytałam Twoje relacje z Norwegii i obejrzałam zdjęcia, piękna wyprawa:)

Alicja pisze...

O mamusiu, co za przezycie! Dobrze, ze choc widok przystojnych strazakow zrekompensowal Ci te ogniowe emocje ;D

Agnes Agnieszka pisze...

Piękny kot

Zielonapirania pisze...

Najwięcej było dymu i to mocno smrodliwego:) przykrywał ogień wielką chmura. Ale już po wszystkim, powoli zapominam.

Zielonapirania pisze...

Roczny kot, przyplątał się w ubiegłym roku pod koniec lata. Jest miły i prawdziwy z niego wiejski chłopak:)

Sikorkowe Pasje pisze...

W życiu nie przeżyłam pożaru w domu ani w sąsiedztwie. Jednak (wybacz że się pochwalę) udało się mi uratować psa i ludzi parę przecznic dalej, bo zapaliło się im auto. Musiałam zaryzykować przejście do nich do domu i zgłosić to co się dzieje, gdyż nie miałam wówczas telefonu przy sobie. Na szczęście straż szybko przyjechała i nikomu nic się nie stało.

Kotek bardzo ładny. Spodobał się nam.

Anonimowy pisze...

Bardzo fajny wpis. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawie napisane. Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawie to zostało opisane.

Karolina Zarębska pisze...

Ładnie to wygląda.

Dagmara Fafińska pisze...

Świetna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.

Prześlij komentarz