Niektórzy mieli chyba aż cztery dni wolnego ? Szczęściarze! Ledwo udało mi się dwa dni wygospodarować i to tylko dlatego, że odebrałam wypracowane godziny. Przedłużyłam sobie to wolne biorąc przed weekendem dyżur nocny, po którym należy się jeszcze jeden dodatkowy wolny dzień. Odespałam dopiero w poniedziałek:)
Jak planowałam, z koleżanką zrobiłyśmy rundkę po koncertach. Brodkę uwielbiam za parę piosenek, szczególnie za płytę "Granda" i za piosenkę Trojanowskiej "Wszystko czego dziś chcę" (mogę słuchać bez końca:), ale ... kobitce brak charyzmy. Śpiewa super, ale koncerty wypadają słabo, bo nie potrafi być swoim własnym konferansjerem, jest sztywna i oficjalna. Mówię to na podstawie doświadczeń, bo to był już mój trzeci koncert Brodki. A ludziska lubią show! Śpiewała całkiem nieznane piosenki, podszyte folkiem, jak dla mnie extra aranżacje, ale... w połowie część słuchaczy wyszła z koncertu i to było przykre. Ja i koleżanka byłyśmy jednak bardzo zadowolone.
Byłam też na koncercie jednej z piosenkarek wywodzących się ze słynnego "Metra" i to był koncert bardzo udany. Posłuchałyśmy też koncertu jazzowego w wersji dla tych, co się na takiej muzyce nie znają:) Czyli taki jazz w wersji popularnej, choć w wykonaniu światowych artystów.
Natomiast w niedzielę zrobiłam sobie wypad po wschodnich terenach naszego pięknego kraju. Przeciągnęło się na dwa dni. Już dawno to planowałam, ale udało się dopiero w niedzielę wziąć udział w dniach otwartych Ośrodka Praktyk Teatralnych w Gardzienicach. Cały obiekt dosłownie otwarty na oścież, wszystkie sale, wystawy, garderoby... Pochodziłam najpierw sama po rozległym terenie, potem była wycieczka z przewodnikiem, który opowiadał o historii, ale także o przedstawieniach wystawianych na całym świecie przez aktorów Ośrodka. Potem było przedstawienie i koncert muzyczny z udziałem niemieckiego skrzypka i gruzińskiego pianisty:) W obiekcie jest internat, w którym za przyzwoitą cenę można zanocować.
W jednym z odrestaurowanych budynków ściany ozdobione są oryginalnymi ceramicznymi płytkami sprowadzonymi do pałacu w XIX w z Holandii, każda płytka jest inna.
W parku stoi sobie taka chata i w niej trenował tenor, a ja usiadłam przed chatą i słuchałam:)
To jest sala, w której odbyło się pierwsze przedstawienie pt. "Żywot protopopa Awwakuma". Na tych półeczkach umocowanych na stojących dechach stali aktorzy i grali w sztuce. Przedstawienie odniosło wielki sukces w USA, gdzie było grane zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce.
W ośrodku jest stała wystawa rzeźbiarza pana Adama Myjaka.
W sali było tylko około 70 osób (policzyłam:), więc dość kameralnie.
Na drugi dzień samochodem podjechałam do miejscowości Żółkiewka i przesiadłam się na rower. Zrobiłam trasę Żółkiewka - Turobin - Chłaniów - Wierzchowina - Żółkiewka. Miałam w planie dotrzeć aż do Radecznicy, ale w Turobinie musiałam zweryfikować swoje zamiary, bo trasa pełna jest wysokich podjazdów, przewyższenia wg mapy sięgają na tej trasie 200 m, a był upał powyżej 30 stopni i silny gorący wiatr, prosto w twarz. Nie chciałam przecież dostać udaru:)
Kościół polskokatolicki, drewniany w stylu łemkowskim, znajduje w Żółkiewce. Miejscowość była rodową siedzibą "tych" Żółkiewskich herbu Lubicz, ślad pozostał w herbie. Nie będę się rozpisywać, kto ciekaw niech wygoogla.
Atrakcją jest także zalew, ale nieco zalatywało na brzegu rybami, to sobie odpuściłam. Ryby chyba biorą, bo było wielu wędkarzy.
Po przejechaniu 14 km pod wiatr znalazłam się w Turobinie. Największy zabytek, chyba jedyny w tej wsi, to także kościół. Zbudowany w XVI wieku, potem adaptowany na zbór kalwiński, a ostatecznie po stu latach przebudowany za pieniądze ordynata Zamojskiego. Już tu kiedyś przed laty byłam dwa razy z jednym z moich życiowych partnerów, który starał się o zgodę na napisanie pracy naukowej o tym kościele i za każdym razem proboszcz odmówił udostępnienia dokumentacji i zrobienia zdjęć. Nawet nas wtedy nie wpuścił do środka. Teraz też kościół był zakluczony na amen, więc tej cennej płyty nagrobnej, jaka jest w środku nie zobaczyłam. I zła jestem z tego powodu. Chyba trzeba kiedyś celować na niedzielę w godzinach mszy.
A za wsią sielsko anielsko... Po prostu pięknie... i spieszę donieść, że zdjęcia wstawiam na chybił trafił, bo mi się zepsuła karta graficzna i monitor pokazuje wszystko na zielono i żółto:) Czyli nic nie widać.
Tak sobie rosną te obrzydliwe papierochy..:) Śmierdzą nawet na krzakach:) Czyli tytoń zwany tu bakunem.
Bocianki zbierają siły do odlotu chlip chlip...
A to, jakby kto nie wiedział, jest len. Rozłożony na rżysku, żeby urosiał od rosy:)
Wielkie zaskoczenie. Białe czaple. Na pobliskich polach naliczyłam około 30. Nigdy w życiu nie widziałam tyłu czapli naraz. I do tego na polu! Jakby nie ten traktor, może udałoby mi się podejść bliżej do tej jednej zagapionej, ale warkot ją przestraszył.
Oprócz czapli i bocianów, na polach mnóstwo krążących ptaków drapieżnych. Widziałam także sarny i kicające w burakach zające. A w niebiesiech coś cały czas kwili, skowronki czy coś...? Jak w raju...
W szczerym polu zamieszkał taki oto święty, ze wzgórza rozgląda się na okoliczne wioski.
Tą drogą dojechałam do wsi Chłaniów. Tradycyjnie, odwiedziłam cmentarz. Bo lubię. Znajduje się na skraju wsi i ma status zabytku. Założony na początku XIX w. Na cmentarzu jest tablica ku czci pomordowanych podczas pacyfikacji w czasie II wojny światowej. W internecie znalazłam wypowiedź rzecznika powiatu o wydarzeniach z tego czasu:
" 22 lipca 1944 roku podczas odwrotu Niemców pod naporem Armii Czerwonej, Chłaniów znalazł się na drodze przejazdu Ukraińskiego Legionu Samoobrony. W tym czasie we wsi znajdowali się partyzanci radzieccy i żołnierze Armii Ludowej. Prawdopodobnie kolumna Legionu poruszała się bez należytego rozpoznania i zabezpieczenia. Na jej czele jechał samochód osobowy z dwoma oficerami niemieckimi, dowódcą ukraińskim o ps. „Kotio” oraz niemieckim kierowcą. Na głównej drodze doszło do spotkania samochodu z furmankami, na których znajdowali się ranni partyzanci. Wywiązała się wymiana ognia, w wyniku, której zginął niemiecki dowódca legionu SS Hauptsturmführer Siegfried Assmuss, a szofer został niegroźnie ranny. Drugi oficer niemiecki oraz „Kotio” zdołali zbiec i dołączyć do pododdziałów Ukraińskiego Legionu Samoobrony, które zatrzymały się przed wsią i pozostawały w pogotowiu. Ranny kierowca ukrył się w zbożu i następnego dnia rano dołączył do legionistów. W nocy siły ukraińskie dokonały rozpoznania terenu i otoczyły Chłaniów. Zanim to nastąpiło, wieś zdołali opuścić partyzanci i większość ludności cywilnej. Nad ranem ukraiński dowódca Legionu wydał rozkaz spacyfikowania Chłaniowa w odwecie za zabicie Assmussa. 23 lipca 1944 r. około 6 rano do wsi i kolonii wkroczyli żołnierze Ukraińskiego Legionu Samoobrony strzelając do napotkanych osób oraz podpalając część zabudowań. Mieszkańcy miejscowości, którzy w nich jeszcze pozostali, ukrywali się w stodołach i rowach. Podczas pacyfikacji, która trwała ponad godzinę, zabito 44 lub 45 cywili, w tym pięcioro dzieci oraz spalono od 35 do 41 gospodarstw. Większość ofiar została z zimną krwią zastrzelona, niektóre miały także rany cięte. Katarzynę Król, matkę miejscowego dowódcy AL Gustawa Króla „Cygana”, przed śmiercią torturowano łamiąc jej ręce. Po zbrodni Legion odjechał w stronę Kraśnika. "
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN rozpoczęła śledztwo w 2013 roku, po doniesieniach z zagranicznej prasy o tym, że dowodzący akcją Ukrainiec, to Michael K., który żyje w USA. Polska wystąpiła o ekstradycję zbrodniarza w 2017 roku. Tyle, że nic z tego nie wyjdzie, bo jeżeli nadal żyje, to ma teraz 100 lat. Dwa lata temu jeszcze żył i miał się bardzo dobrze.
Najstarsze na cmentarzu pomniki nagrobne Przewłockich z 1 połowy XIX wieku.
Grób rodziny Białosukniów. Stanisław Białosuknia, senator i rzeczywisty radca stanu, nabył dobra chłaniowskie w 1877 roku i w rękach tej rodziny pozostawały one aż do rozparcelowania w 1913 roku. Łempicka to osoba z rodziny pochowana w tym samym grobie, tak jak i Anna z Łempickich Białosukniowa.
Kaplica grobowa rodziny Mogilnickich. Rodzina Mogilnickich była właścicielami pobliskiego Bzowca od 1878 roku aż do reformy rolnej 1944. Wewnątrz znajdują się tablice epitafijne pochowanych członków rodziny.
Pomnik na grobie Seweryna Głogowskiego, zmarłego w 1869 roku. Rodzina Głogowskich była właścicielami niedalekiego majątku, stracili go na skutek zadłużenia pod koniec XIX wieku.
Ciiiip... cip cip ciiiip...
Wieś Chłaniów, jakby czas się zatrzymał.
Kościół w Chłaniowie - zespół drewnianej architektury sakralnej składający się z kościoła i dzwonnicy.
Pierwszy kościół drewniany został wzniesiony z fundacji dziedziców Chłaniowa w 1419 r
W tym roku mija 600 lat i z tej okazji 15 września odbędzie się w Chłaniowie wielka impra ! Powiadomiła mnie o tym pewna starsza pani poznana na ulicy, która opowiedziała mi wiele o wsi i kościele i zaprosiła na obchody tej okrągłej rocznicy. I zamierzam pojechać:)
To może przy okazji odwiedzę też Radecznicę i wnętrze kościoła w Turobinie ?
A to już wieś Wierzchowina. Co Wam to przypomina ? Rozwiązanie na ostatnim zdjęciu.
I to już koniec mojej rowerowej wycieczki odbytej w upalny dzień. Trasa wyniosła zaledwie 33 km, ale nie śpieszyłam się, co chwila postój pod krzaczkiem w poszukiwaniu cienia, krótka przerwa na odpoczynek pod wiejskim sklepem z butelką napoju, na pogawędkę z mieszkanką Chłaniowa, na wałęsanie się po trasie przejazdu aut terenowych, na gapienie się na kapliczki, ptaki, pola... To był piękny dzień.
50 komentarzy:
Piranio, wycisnęłaś wolne dni jak cytrynę do ostatniej kropelki soku:)
33km?! Rowerem?!W jeden dzień?!
...wstydzie! O sromoto!
Wokalistka Hej na koncertach jedynie stoi w miejscu. W ogóle się nie porusza. Ale komu to przeszkadza skoro ma fantastyczny głos? Ale zespół ma metkę, a Brodka nie bardzo.
Teraz talent muzyczny to nie wszystko. Bez show, nie da się zaleźć w pamięć, takie czasy chyba.
Wyobraziłam sobie jak wchodzisz do kościoła podczas mszy z aparatem i sobie zwiedzasz. Jeszcze zdjęcia z fleszem robisz. W końcu kościół jest dla wszystkich. ;)
Miałam taką awarię monitora, że wszystko było zielono-żółte. Okazało się, że wtyczka łącząca jednostkę centralną z monitorem się zepsuła.
W dalekiej przyszłości w laptopie dwa razy mignął mi obraz na zielono. Okazało się, że łączenie na zawiasach powolutku umiera, więc przestałam go zamykać i stoi tak na biurku niby stacjonarny.
W Szwajcarii gdzie spluniesz tam czapla. Łażą po polach, siadają na drzewach, wszędzie są. Siwych najwięcej.
Też lubię cmentarze. Tych starych nie omijam. Piękne kiedyś nagrobki budowali.
Zacną odległość pokonałaś. Mnie by temperatura pewnikiem wykończyła.
Owocnie spędziłaś te wolne od pracy chwile, przez co obdarzyłaś nas dodatkową wiedzą na temat naszego Wschodu. Znam okolice białostockie i lubelskie, ale pobieżnie. Dzięki za piękne fotki i serdecznie pozdrawiam :)
Lubię takie opowiesci. Rzeczywiscie nie zmarnowalas ani jednej chwilki. Nawet tej wypoczynkowej. Dzień zapadajacy w pamięć . Czytelnikom bloga tez. ❤
Starałam się, ale jak wróciłam, wykąpałam się i walnelam do łóżka, to spałam 12 godzin:)
No, troche mało :) w zeszłym roku bywało koło 60 dziennie. A najdłuższy odcinek to Terespol-Wlodawa:)
Kasia nic nie musi robić, to już ikona muzyki:)
Nie, nie latalabym w czasie mszy z aparatem, krępuje się fotografować obcych ludzi i omijam ich obiektywem. Ale w czasie mszy mogłabym patrzeć, a po mszy pstrykać.
Dziękuję. Lubię poznawać takie dalekie zakątki, bardziej niż duże miasta.
Co zabaczylam to moje, A gdy za oknem śnieg i zawierucha,miło obejrzeć zdjęcia i powspominać letnie wyprawy w upale:)
Wykorzystałaś cudownie dni wolne. Uwielbiam tak spędzony czas. Dzięki Tobie choc wirtualnie obejrzałam nie znane mi miejsca i aż nabrałam chęci na odwiedzenie ich osobiście. Kolejny przykład na to jaka Polska jest piękna!
Jakoś wcale się nie dziwię:)
Wspaniała wyprawa i niezły materiał fotograficzny 🙂 Kompletnie nie znałam tamtych rejonów.. A co do Brodki mam podobne przemyślenia, jej głos i kilka utworów bardzo lubię, ale na koncercie wypadła średnio..
Bardzo ciekawa wyprawa i jak dla mnie to bardzo malownicze pejzaże. Lubię małe wsie, ich ciekawe zagrody, pola lasy, ale najczęściej widuję te w Wielkopolsce, które są mniej ciekawe, bo na wsiach brak już folkloru a pola, to wielkie połacie z miedzami "pod sznurek". No i bardzo lubię figurki przydrożne, ale one w Wielkopolsce też są takie wycacane, a ja lubię takie starodawne świątki, zafrasowane Jezuski i różnorodne Maryjki.
Podziwiam Twoją kondycję.
No i cierpliwość przy opracowywaniu tego fantastycznego postu.
Ładny ten wschód na Twoich zdjęciach. Taki trochę dziewiętnastowieczny,nieco sentymentalny.
Nigdy nie widziałam Brodki na żywo,ale na płytach brzmi nieźle. Tak myślę, że niektórzy nie muszą robić show,a są i tacy,na których bez tego nikt nie pójdzie.
o wstydzie, o sromoto to było do mnie :D ja bym zdechła po 5 kilometrach na rowerze, pod warunkiem, że nie byłoby więcej niż 20 stopni i bez wiatru. Idąc po płaskim zdycham po 10km :D
Wow... I po co to jeździć w obce kraje, kiedy u siebie mamy takie skarby. Dziękuje za tę wycieczkę.
I ja dziękuję:) W obce kraje też się wybieram, ale lubię tak powałęsac się po Polsce.
Piękne są stare drewniane kościoły. Bardzo ciekawa, romantyczna wycieczka. :))
Piękna wycieczka, ale niełatwa. Upał i tyle kilometrów. Trzeba mieć kondycję i mniej lat niż ja. Ładne zdjęcia, bo taki swojski klimat. A propos tych zamkniętych kościołów . Spotkałam sie dwukrotnie będąc na Polesiu i w lubelskim, że bardzo chętnie otwierano nam cerkwie i jeszcze udzielano obszernych informacji o miejscu. To było coś wyjatkowego i bardzo miłego
I nie trzeba jechać w znane niniejsza, aby zachwycić się atmosferą, to nie musi być coś spektakularnego. Lubię znajdywać takie lokalne skarby, perełki. Czasem mają wielką wartość historyczną, jak np. ten nagrobek w Turobinie, którego nie udało mi się zobaczyć:)
Mój aparacik się kończy, ma swoje lata i zniszczoną matrycę oraz obiektyw, więc zdjęcia nie są takie, jakich bym sobie życzyła. Noszę się z zamiarem kupna nowego, jeszcze nie zdecydowałam jaki wybrać:)
Z przyjemnością czytałam informacje na temat miejscowości na trasie, w poście jest tylko niewielka ilość informacji, jakie znalazłam. Takie szperanie w poszukiwaniu informacji bardzo mnie rajcuje, prawie tak samo jak oglądanie miejsc, i nieraz jest to bardzo trudne - mam coś z policjanta, mogłabym być śledczym hi hi :)
Tam jest taki spokój i cisza, mimo, że sama mieszkam na wsi, to u mnie nie ma tego nastroju, może także dlatego, ze już mi się najbliższa okolica opatrzyła. Zdjęcia nie oddają urody krajobrazu, gdy się widzi przestrzeń i słucha odgłosów przyrody.
W czasach, z których te kościoły pochodzą, oprócz domów mieszkalnych, nie budowano na wsiach innych budowli świeckich. Dobrze, że choć kościoły przetrwały.
Na Podlasiu tak. Sama doświadczyłam, na Polesiu także. Natomiast w Turobinie proboszcz jakiś oporny. W Chłaniowie pani powiedziała, że bardzo chętnie ksiądz otwiera, ale akurat gdzieś poszedł i nie chciałam czekać, bo już czas mnie gonił, i jakaś podejrzana chmura (którą w końcu rozwiał wiatr:)
Często kościół jest zamknięty tylko na kratę i przez cały dzień można zaglądać i to jest dobre rozwiązanie, gdy nikogo nie ma na miejscu.
Piękny dzień i piękna wycieczka! Z przyjemnością obejrzałam jej udokumentowanie na zdjęciach. Aż się oczy cieszą! :)
Mam taki zwyczaj, że wstrzymuję się od zwiedzania jak jest msza. Szanuję cudze religie, mimo wszystko. Ale masz rację, poczekać aż się skończy to dobry sposób na zamykane kościoły. Tylko często jest tak, że nie mam na to czasu jak gdzie jestem turystycznie...
Bardzo mi miło:) Wiem, że w każdym zakątku Polski znajdą się miejsce warte zobaczenia, choć daleko im do zabytków Unesco:)
Witam. Bardzo lubię takie wycieczki, wyprawy i tak spędzony czas. W miejscach klimatycznych z historią w tle. pozdrawiam :)
Popieram. I przyjemnie i dla zdrowia dobrze, i poszerzają wiedzę:)
Witaj.
Zauroczyła mnie Twoja wędrówka. Tym bardziej, że to są moje klimaty.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Ja jestem uparta i bywa, że sama sobie chce udowodnić, że mam siły. I zazwyczaj udowadniam i cieszę sie, że mam na dokładkę przyjemność z tego:)
Ciesze sie:) Aż nabieram ochoty na coś podobnego w najbliższym.czadie.
Od samego czytania się zmęczyłam...;o)
Oj, przepraszam:) następnym razem będzie krócej:)
Dziekuje za ciekawa wycieczke!
Bez wysilku, z filizanka kawy w reku, wygodnie na kanapie:)
Jesteś niezmordowana <3 :D
Cudnie spędziłaś czas, zwiedziłaś piękne okolice, i wzięłaś udział w bardzo ciekawych imprezach kulturalnych.
Żal, że bociany odlatują, tak szybko minęło to lato... prawie minęło, ale już czuć zapach jesieni.
A widok czapli wspaniały, mnie jakoś umykają...
Przesyłam serdeczności, Agness:)
Miło mi;) Dziś i u mnie dzień baardzo leniwy:)
... dziękuję. Dlatego tak bardzo mi się spieszy, żeby skorzystać z ostatnich letnich dni:)
Nigdy nawet nie słyszałam o miejscowościach, o których piszesz (poza Gardzienicami, o tej inicjatywie teatralnej słyszałam). Pełna egzotyka dla mnie. Takie malutkie wioski, gdzie czas sie zatrzymał, nostalgicznie. Piękna wycieczka i zdjęcia. Tyle w nich spokoju. Zaraz sprawdzę, gdzie ten Chłaniów ;) Pozdrawiam z drugiego krańca Polski :)(właśnie jestem w Żarach).
Po kolei sobie guglowalam, gdzie to wszystko wlasciwie jest, bo terem kompletnie mi nieznany. Teraz wiem. Dziekuje :)
Ponad 30 km w 30 stopniach, podziwiam.
Ta impra na 600- lecie zapowiada sie ciekawie.
Jest jeszcze trochę w Polsce takiej "Polski prowincjonalnej,". Lubię ją odkrywać dla siebie.
Pozdrawiam
No, daleko, ale ja lubię takie wschodnie klimaty.
Witaj jak zawsze weekendowo
A ja jeszcze przed urlopem. Chętnie jednak już dzisiaj powędrowałabym nie tylko polnymi ścieżkami.
Dziś jeszcze chciałabym postawić w wazonie na Twoim stole wszystkie kolorowe kwiaty lata. Niech subtelny zapach każdego z nich wypełni wnętrza Twojego mieszkania....
Pozdrawiam wszystkimi kolorami dojrzałego lata
Ismeno, wprowadziłaś taki poetycki nastrój na mój blog:)
Bardzo fajnie spędziłaś te wolne dni, dużo zobzczylaś, byłaś w ruchu no bo na rowerze. Tak trzymać. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia
Dziękuję, życzę mnóstwo dobrego. A mój aktywny sierpień nadal trwa:)
Pięknie i różnorodne spędzony czas.
Nie znam tych rejonów tym bardziej dziękuję za piękną wycieczkę. Piękna nasza Polska cała.:)
Niestety nasze plany znowu runęły. Wolne dni spędziłam w szpitalu. Czasem tak bywa.
Pozdrawiam serdecznie.
Uprzejmie proszę (o ile to możliwe) o podanie lokalizacji tej białej figury na siódmym zdjęciu od końca. Mieszkam w pobliżu opisywanych terenów i chętnie bym ją zobaczyła z bliska. Pozdrawiam serdecznie.
Prześlij komentarz