Kiedy w sobotę wyjeżdżałam z domu, jasno świeciło słońce. Niestety, w czasie drogi pogoda się zmieniła i na Polesiu było pochmurno, choć w miarę ciepło, jeśli się zapięło kurtkę. Tak samo było w niedzielę, temperatura jednak spadła do 6 stopni w dzień, bez rękawiczek się nie pochodziło. Lasy jeszcze zielone, choć tu i tam pojawiają się pojedyncze kolorowe drzewa. Posiedziałam trochę nad jeziorem kontemplując w ciszy piękną przyrodę, ale większość czasu spędziłam w lasach chodząc po szlakach pieszych i rowerowych. Turyści są, nie mniej niż latem, a nawet powiedziałabym, że jest ich znacznie więcej. Odwiedziłam też tereny bagienne. Po suchym lecie, także bagna są przesuszone, porosłe wysoką rudą trawą.
Liczyłam, że zobaczę żurawie. Przed wyjazdem przeczytałam w internetach, że poleskie żurawie odleciały już miesiąc temu, miałam jednak nadzieję na przelotne. I nie zawiodłam się. Już w Wereszczynie, kiedy zatrzymałam się obejrzeć kościół i cmentarz, słychać było charakterystyczny żurawi klangor. Muzyka dla uszu:) A potem w Zastawiu wypatrywałam ich długo i kiedy zawiedziona straciłam już nadzieję, nadleciały! Prosto z Ukrainy:) Po kilkanaście lub kilkadziesiąt sztuk w kilku kluczach, w sumie na pewno więcej niż sto. Zawisły nad bagnami, tańczyły, śpiewały... piękny widok. Głowa zadarta do góry aż do bólu szyi. Leciały na tyle nisko, że widać było zgrabne sylwetki, ale jednak dla mojego aparatu z uszkodzonym obiektywem za wysoko. To nic. W pamięci zostało znacznie większe wrażenie niż na fotografiach. Piękne ptaki. Dorosłe osobniki mierzą nawet 130 cm, a skrzydła rozkładają na szerokość 220 cm, przy wadze 5-6 kg.
Legenda mówi, że żurawi klangor to głosy skargi wydawane przez cierpiące dusze. W mitologii Słowian żuraw był wysłannikiem bogów i jesienią odlatywał do Wyraju, zamorskiej krainy na końcu świata. Dusze ludzkie czepiały się żurawiach piór i nóg, i odlatywały tam wraz z ptakami. Podobny motyw występuje w wierzeniach chińskich, gdzie żuraw jest przewodnikiem w drodze do raju.
Sylwetka żurawia i jego dostojne ruchy były wzorcem dla tańca geranikos czyli raz w jedną stronę (do życia), raz w drugą (do śmierci), a tancerze są objęci ramionami. Jak w sirtaki zwanym zorbą:). Ten taniec wykonywał Tezeusz po powrocie na Ortygię. Mówi się też, że jak żurawie przeleciały w kluczach nad Troją, to mędrzec grecki wzorując się na ich kształcie wymyślił kilka liter w alfabecie:) Ciekawe, które to:)
Żuraw jako ptak od dawna był ceniony i występował w herbach jako symbol wierności, trwałości, mądrości i czujności. Często przedstawiano go z jedną nogą podniesioną trzymająca kamień. Jak zaśnie, to spadający kamień go obudzi. Nazywany Tancerzem Słońca stał się w Chinach symbolem sukcesu. Jeśli żuraw pojawił się nad gospodarstwem, wróżyło to dobry rok dla jego mieszkańców. Niechby się spełniła ta wróżba, bo w piątek nad moim domem przeleciał klucz żurawi, co mnie natchnęło na wyjazd na Polesie:)
Oprócz żurawi widziałam jeszcze jelenia. Szłam sobie spokojnie leśnym duktem, gdy nagle naprzeciwko mnie stanął byk. Zaskoczona nie zdążyłam się jeszcze przestraszyć ani nawet otworzyć aparatu, kiedy rzucił się do ucieczki i zostały po nim tylko ślady. Podobną sytuację miałam kiedyś na Mazurach. Wtedy nie miałam aparatu, a jeleń wcale się nie spłoszył i napędził mi wielkiego stracha, zanim powoli i dostojnie odszedł.
Mało brakowało, żebym z wycieczki przywiozła psa. Kręcił się przy jednej z wież widokowych. Mały, rudy, niezbyt piękny i z krzywo zrośniętą złamaną łapką, ale z pyszczka uroczy i sympatyczny. Nienachalny, ale jak go turyści czymś częstowali to brał i powoli odchodził z godnością na bok i albo tam gdzieś zjadał albo chował, bo na głodnego nie wyglądał. Niestety miał wiele kleszczy. Serce mi się krajało, jak pomyślałam, że może biedak bezdomny. W desperacji otworzyłam mu drzwi do auta i zapytałam: wsiadasz? Nie wsiadł. Przejeżdżający strażnik z parku narodowego śmiał się i mówił, że jest raczej tutejszy i że chyba ze wsi przychodzi. No to nie namawiałam, może faktycznie jest czyjś, ale co najwyżej w randze psa podwórzowego. A u mnie na piernatach by sypiał...:)
Zaraz, zaraz, stop! Żadnych zwierząt więcej, koty wystarczą. Muszę odegnać pokusę pojechania tam kolejny raz w celu sprawdzenia, czy psina się tam nie błąka. Nie, nie i nie. To cudzy pies.
Ale nie zaprzeczę, że mnie ujął swoim wdziękiem i niezdarnością z powodu wykrzywionej łapki. Biedaczek. Może by się z kotami zaprzyjaźnił?:)
No i powiem Wam, że na tym Polesiu tak sielsko i prawdziwie wiejsko. Ludzie konie hodują, nie żadne tam do komercyjnej jazdy konnej, tylko dla przyjemności. I sady są takie stare, z bielonymi i powykręcanymi pniami...
A w kościele w Wereszczynie, całkiem pustym, posłuchałam jak ćwiczy organista. Widział, że siedzę i nic sobie z tego nie robił, grał i śpiewał. Zaraz za kościołem jest fajny cmentarz, że tak powiem:) Są na nim interesujące kaplice grobowe dawnych właścicieli okolicznych majątków.
Miejscowość jest bardzo stara, występuje w dokumentach z 1204 roku. Burzliwa historia terenów powodowała, że wieś znajdowała się kolejno w rękach litewskich, polskich, węgierskich, ruskich, tatarskich. W XVI wieku jednym ze współwłaścicieli był Mikołaj Rej, który często tu bywał.
W 1831 roku wieś nawiedziła epidemia cholery. W tym czasie we wsi mieszkało około 500 osób różnych wyznań. Była tu bożnica, cerkiew i kościół. Kobiety we wsi parały się rzemiosłem, produkowały ręcznie szydełkowe serwety. W całej gminie było przy tym zatrudnionych około sześćset kobiet.
W 1942 roku, 26 maja wieś spacyfikowali Niemcy w odwecie za pomoc okazaną partyzantom. Niektóre źródła mówią o kilkudziesięciu zabitych, inne, że samych Żydów zginęło 300. Nie wydaje się to wiarygodne, bo wg innych publikacji wszystkich Żydów w Wereszczynie było ponad pięćdziesięciu.
Kościół pochodzi z 1783 roku, zachował się od tamtego czasu, był tylko remontowany. Pod kościołem jest krypta, a w sąsiedztwie cmentarz z ciekawymi kaplicami grobowymi. W czerwcu 2016 roku podczas mszy wybuchł pożar ma skutek zwarcia instalacji elektrycznej. Gasiło go pięć jednostek straży, na tyle sprawnie, że w dachu jedynie powstała dziura, która naprawiono kosztem 2 tys PLN.
Warto się po takim Wereszczynie przespacerować, aby poczuć klimat prawdziwej wsi, położonej daleko od miasta, bez domów prosto z żurnala i z płotami z gałęzi.
W pobliżu jest jezioro Bąbelek:)
W pobliżu jest jezioro Bąbelek:)
Zależnie od pogody, może jeszcze przed zimą wybiorę się gdzieś w swoje najbliższe okolice na jednodniowy wypad turystyczny. Póki co, ponieważ dni coraz krótsze, a wieczory dłuższe, kupiłam sobie i koleżance bilety na dwa wyjścia teatralne w tym miesiącu i na dwa koncerty w filharmonii. Jesień powoduje u mnie spadek energii, nie mogę się temu poddać. Mam jeszcze niezrealizowane spotkanie towarzyskie i w barku czeka przywiezione z Kos greckie wino, dobra okazja, aby kogoś zaprosić na miły wieczór w ciepłym salonie:)
47 komentarzy:
Psiak bardzo sympatyczny i szkoda go na tokie poniewierki, ot pieski wiejski żywot.Skoro kleszcze to i robale, ech, moze taki sposob na utrzymanie psa mają miejscowi, polata, obcy podkarmią i tak to się plecie.Biedny.
No a ogólnie udaną wycieczkę miałaś, ładne okolice i żurawie i jeleń.
Koni sporo, bo pewnie dopłaty wyższe, parę lat temu tak było z krowami, nagle sporo długowłosych się pojawiło.
Takie wycieczki to prawdziwy smak wolności dla każdego włóczykija:-)
Październik jest chyba najlepszym miesiącem na takie wypady. Zwierzęta na zdjęciach to jak nagroda za cierpliwość fotografa:-)
Pięknie tam, aż dusza wzdycha by się tam znaleźć i tez poczuć ten klimat...
Dziękuję za piękny spacer! Nie szkodzi, że wirtualny, i tak się cieszę jak nie wiem co. Moja noga nadal nie w sosie, kolejna wizyta u lekarza na dniach, tyle dobrego, co się Twoimi sladami poszwędałam! ;-))))
Też z przyjemnością obejrzałam te okolice.. Moja Mama w repertuarze chóru, w którym śpiewa ma pieśń pt. Polesia czar i faktycznie czar jest :) Ciekawa też opowieść o duszach i żurawiach, a jeleń wygląda jak namalowany. Zdjęcie wyszło Ci jak obraz :)
Dziękuję za wspaniały spacer na przecudnych terenach <3 Dziś planowałam wypad do lasu, ale jakoś tak zimno mi było, że zrezygnowałam.
Kościół i cmentarz w Wereszczynie znam, odwiedzamy tam grób brata mojego taty, który zginął w partyzantce i jest tam pochowany. Zawsze jesteśmy tam na Wszystkich Świętych :) Niezwykle klimatyczny kościół, uwielbiam takie drewniane, niewielkie kościółki :)
Pozdrawiam serdecznie, Agness:)
Tych okolic nie znam i z chęcią je obejrzałam. A w tej wiosce to za dawnych czasów mogłabym zamieszkać... uwielbiam robótki ręczne, haftowanie. Żurawie są cudowne, też uwielbiam się im przyglądać jak tylko mam okazję.
Żurawie skrzypią 🙂 nad moim domem latają co roku,nie wiedziałam, że to dobra wróżba. Polesie jest piękne,w zeszłym roku szłam ścieżką ,Czahary, przez bagna,może kiedyś jeszcze tam wrócę
Nie znam się, czy koń ma wpływ na dopłaty, ale widziałam ich sporo. Nie pracują jednak na polu, a wyglądają na zadbane i wykarmione.
Mnie się dobrze włóczy w każdym miesiącu, poza zimowymi:)
Zdjęcie jelenia jest raczej przypadkowe, a zurawie dla mojego aparatu były nieco za daleko, ale dla mnie to.i tak fajne wspomnienie.
Współczuję tych boleści i uziemienie mało przyjemne, ale trzeba wierzyć w umiejętności lekarza, jeszcze pośmigasz:)
Jeleń z łapanki:) Jest w tych okolicach swoisty klimat, nie ma autostrad i hoteli, ale są lasy, wody, cisza i spokój, mnie tyle wystarcza.
Szczególnie po południu było zimno,to już chyba będzie norma do wiosny, eh... Na wereszczynski cmentarzu najbardziej podobały mi się rodzinne grobowce, za fasadą mają kształt piwnicy. A kościół cenny tym bardziej, że choc moze nie wybitny z wyglądu, to ma oryginalną konstrukcje sprzed wieków.
Chyba niedaleko stąd do Twoich okolic:)
Stamtąd wszędzie jest daleko. Jedynie blisko na Ukrainę i do Białorusi:)) Ale widziałam auta z rejestracją że Śląska i Krakowa, a także z zagranicy, choć raczej nie z Włoch:)
Podobno najlepiej tam trafić pod koniec sierpnia, w tym roku się spóźniłam.
Przepiękna wycieczka i po mistrzowsku opisana.
Moje uznanie.
Też lubię tak wędrować i zachwycać się krainami mało znanymi ...
Pozdrawiam najserdeczniej
Gdy mieszkałam w Polsce, miałam takie swoje ciche miejsce. Nieopodal zgiełku turystycznego, więc znajdowałam trochę odosobnienia i ciszy, bo centrum ludzkości było skomasowane nad wielkim stawem w lesie.
Ja miałam w zwyczaju przycupnąć sobie nad brzegiem bagniska w leśnej gęstwinie. Co głębsze oczka wodne były porośnięte szczelnie rzęsą wodną, a tam mieszkały żabki w tym samym kolorze, zielone jak limonka, a nawet intensywniejsze. Ładowałam tam akumulatory po pracy. Jakże brakuje mi tego miejsca...
Z żurawiami miałam zawsze ten kłopot, że nigdy ich nie zastawałam, nawet tam gdzie wszyscy je widzieli. Pewnego dnia w Polsce właśnie, udało mi się zobaczyć i usłyszeć parę. W tej ekscytacji nawet sprawny obiektyw mi nie pomógł, bo wszystkie zdjęcia są roztrzęsione. ;P
Spojrzałam na greckie litery i nie wiem, która to. Widocznie mędrzec miał większą wyobraźnię. ;D
Sfotografować jelenia z pełnym porożem – również nigdy w życiu nie miałam okazji. Chyba, że na safari, ale to się nie liczy.
Pamiętam, że jak zobaczyłam gdzieś końskie pastwisko, to musiałam, po prostu musiałam się zatrzymać. Teraz jeśli to nie jest stajnia czy agroturystyka, to takie pastwisko dla przyjemności jest rzadkością w Polsce. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Lubię trafić na ćwiczącego akurat organistę. Pewien raz, już nie pamiętam gdzie to było, organista dał taki popis, że ciary miałam. I to nie były religijne pieśni, nie pamiętam teraz co dokładnie, ale wrażenie robiło i kilka ulubionych nut w w wersji organowej zawędrowało głęboko we mnie.
Cmentarz piękny. Nigdy nie potrafię przejść obojętne obok starych grobów i nie zrobić kilku zdjęć.
Uroczy Bąbelek. Ależ mi brakuje polskich jezior. Są zupełnie inne niż te szwajcarskie.
We mnie wręcz przeciwnie – mam coroczny, jesienny wzrost energii.
Witam.
Fajna wycieczka. Aż chciałoby się powędrować.
Lubię takie klimaty.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Tydzien temu jeszcze tutejszy zuraw polowal nad rzeka (a moze to czapla byla?). Teraz nie wiem, bo wieje silny wiatr i mnie na rower nie ciagnie.
Mitologiczne wstawki zachecily mnie do poszperania i uzupelnienia wiedzy:)
"Mały, rudy, niezbyt piękny i z krzywo zrośniętą złamaną łapką, ale z pyszczka uroczy i sympatyczny."
Wypisz wymaluj jakbys o mojej Mirce pisala. Wlacznie z lapka ;)
Jednakze pies w domu to juz wiecej obowiazków, tego nie nalezy niedoceniac, a takze przy Twoim "wlóczegowskim" trybie zycia, musialabys zabierac go stale ze soba, autem, bo rowerem to juz byloby ciezko (dla psiaka).
Wycieczka cudna, Polesia czar, znam.
Uwielbiam wycieczki, poznawanie nowych miejsc... Przyroda, zabytki, ludzie, pieski... ileż to wszystko wrażeń dostarcza! Dziękuję za relację, ja nie mam cierpliwości takich pisać. Wystarczy, że o tym pomyślę, a mój umysł natychmiast się przed tym broni, wymyślając jakiś niekonwencjonalny sposób relacji... :) Pozdrawiam ciepło! Pola :)
Te litery to znaki spółgłosek (poza beta i tau).
:)
Stokrotko, staram się zostawić na piśmie choćby ślad swoich wędrówek. Przy okazji takich wycieczek przetrząsam wiele źródeł, ale nie umieszczam we wpisie opisów tych wszystkich historycznych wydarzeń związanych z miejscem pobytu i informacji geograficznych, bo każdy moze je znaleźć w necie. Wspominam śladowo, ale głowę mam pełną ciekawostek i wrażeń i to jest mój zysk:)
Pamiętam, że Ty jesteś zimowa dziewczyna:)
Chciałoby się częściej wędrować, ale ten czas to taki szybki sprinter jest, że za nim nie nadążam:)
A koreańskie żurawie to na miejscu siedzą czy też gdzieś odlatują? Muszę doczytać:))
No i to mnie właśnie powstrzymuje przed przygarnieciem psa. A w ogóle to ja za psami nie przepadam, ale taka mała sierota jakos mnie poruszyła.
Na świeżo zapisuje pełna emocji, ale jakby minęło kilka dni... Już bym nic nie napisała, bo nowsze sprawy przysłoniły by wrażenia z weekendowej wycieczki.
Tobie wierzę w ciemno na słowo,nawet nie będę sprawdzać:))
Piękna miejscowość, gdzieś zagubiona w polu i lesie, że wspaniała historią. Wycieczka do pozazdroszczenia. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia
jak to się układa...
Mieszkając w Polsce zachwycałam się żurawiami i strasznie żałowałam, że nie można ich tak często spotkać.
Aż się wyprowadziłam do Szwecji. A tu żurawi mnóstwo! 50km ode mnie jest takie jezioro Hörnborgasjön, gdzie każdej wiosny, przełom marca -kwietnia zlatują się tysiące żurawi i innego ptactwa wodnego. Jaki tam wtedy jest hałas!
A potem całe lato jest tych żurawi jest wszędzie pełno.
A ja tęsknię za bocianami, które do Szwecji nie przylatują.
Polesie piękne...chciałabym móc wybrać się na taką letnią włóczęgę po wschodniej Polsce.
Bardziej lubię poznawać miejsca zagubione gdzieś w terenie, na pozór nieciekawe niż spektakularne miasta. Miasta nie mają tego spokoju, ciszy klimatu, co stare wsie.
Pozdrawiam
Ogromne zloty żurawi są też w Niemczech tuż za Polską granicą, ale nigdy nie widziałam. Cieszę się tym, co dla mnie dostępne:)
Bociani sejmik liczący kilkaset ptaków widziałam dwa lata temu koło Arlamowa w drodze w Bieszczady, coś pięknego:)
Jak można mi wierzyć w ciemno? Nawet ja sama sobie nie ufam! :)
Pięknie na tym Polesiu...;o)
Dla przybysza pięknie i klimatycznie, bardzo swojsko i czysta przyroda. Nie wiem, co o tym sądzą miejscowi:)
Piękne są żurawie. Przez lata słyszałam je jesienią nad głową, gdy przelatywały wysoko nad ogrodem rodziców. Gdy na wiosnę parę lat temu zobaczyłam je tuż przy szosie, z 5 metrów ode mnie, zachwyciły mnie, nie spodziewałam się,że są takie duże i zupełnie różne od znajomych bocianów.
A Polesie piękne. Zamierzam się i zamierzam, może za rok zrealizuję w końcu plan zobaczenia "tamtej" Polski :)
Na Polesiu można zobaczyć prawdziwą wieś, jeziora bez hałaśliwych motorówek, bagna, ciche lasy i prawdziwą noc, taką bez świateł, jedynie roziskrzoną gwiazdami. Mało jest miejsc, gdzie takie zjawisko występuje. Jeśli doceniasz takie walory, spodoba Ci się na Polesiu.
Jezioro Bąbelek mnie załatwiło do końca, a wcześniej psinka i konie. Taka mnie nostalgia ogarnęła, że aż mi się płakać chce. Cudne zdjęcia. Dziękuję i pozdrawiam. Ewa z Mycastle.video.blog
Nooo... ja też mam takie nostalgie na myśl o miejscach, gdzie aktualnie mnie nie ma:) Aż serce mnie ugniata, że gdzieś coś jest, a ja tego nie widziałam, a dusza wyrywa się z domu:)
Pozdrawiam serdecznie
Witaj jesiennie
Piękna ta Twoja Pani Jesień, Niestety z dnia na dzień zbliżamy się do listopada. Natura powoli przygotowuje się do zimowego snu.
Dlatego:
Ciesz się, że słońce zwycięża słotę
i świat jak jabłko w dłoniach trzyma.
Bowiem po dniach jesieni złotej
nadejdzie skuta srebrem zima.
Pozdrawiam szumem szeleszczących liści
Witaj Ismwno, Twoja poetycka wizja jesieni może osłodzic słotne chwile:) Dziś jeszcze słonecznie, więc korzystam a pogody podziwiając jesień z rowerowego siodełka:)
Wszystkiego dobrego.
Bardzo owocny we wrażenia spacer. Pięknie wszystko opisałaś i pięknie tam.:)
Taki spacer - to prawdziwy relaks.:)
Póki co już tydzień jestem uziemiona, a za oknem tyle się dzieje...
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
Jeszcze pooglądasz te październikowe obrazki na żywo, trzymaj się dzielnie i nie dopuszczaj do siebie smutków. Pozdrawiam i wiele zdrowa życzę.
Faktycznie, niedaleko :) Niecałe 40 km :))
Dziękuję ślicznie!!!
Piękne zdjęcia pięknej jesieni. Miałaś szczęście aby uchwycić tak jelenia, a żurawie mam co roku za płotem. Już dawno odleciały, a lubię jak się meldują rano i wieczorem. Jeszcze długo pięknej jesieni Tobie i sobie życzę. Miłego dnia.
Żurawi za płotem trochę zazdroszczę:) jesień mamy naprawdę piękną, co mnie baaardzo cieszy
Prześlij komentarz