środa, 15 kwietnia 2020

Dzieci na polowania.
Całkowity zakaz aborcji.
Czy to się Wam nie kłóci? Co jeszcze wymyśli ten durny rząd? Dodatkowo media komentują, że decyzje rządu zależą od stanowiska szeregowego kaczyńskiego. (Eee, słownik nie poprawiaj mi na dużą literę, bo na to trzeba sobie zasłużyć). A co taki kaczyński ma do gadania? Gówno się zna na dzieciach. 800 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskim o całkowitym zakazie aborcji. Pewnie podpisali księża, faceci na emeryturze i panie z kółka różańcowego. Nie, nie jestem za zabijaniem płodów. Jestem jednak za daniem szansy wyboru tym rodzicom, którym ma się urodzić dziecko tak obciążone, że śmierć będzie dla niego wybawieniem. Czy poseł k. wie, jak to jest przeżywać lata widząc jak gaśnie dziecko, w mękach i bez szansy na wyleczenie, bo dało się 10 miliardów na reżimową telewizję? Trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę.

A z drugiej strony niech tzw. myśliwy (czytaj: zabójca) niech bierze swoje dziecko na polowanie, naraża je na utratę zdrowia lub życia w wypadku, niech uczy zabijania bezbronnych zwierząt, a dziecko niech patrzy na ojca mordercę. W najlepszym wypadku znienawidzi ojca, w najgorszym weźmie jego strzelbę i strzeli do kolegów pod szkołą. Bo tata też zabijał i przecież nie poniósł kary.
A od pilnowania pogłowia zwierzyny leśnej są służby leśne. Myślistwo to przyzwolenie na mordowanie, to krwawe hobby.

A ja uczę swoje wnuczki, żeby nie zadeptywały mrówki albo pajączka, no one mają swoje dzieci i nie wolno ich osierocić. Pokazuje, że liszka na liściu ma piękne włoski na ciele, a widok baraszkujących na polu zajęcy czyni człowieka szczęśliwszym...

Stop, stop, stop....

Obiecałam sobie, że nie będę uprawiać polityki na blogu, tych parę zdań wystarczy, choć w głowie aż huczy z oburzenia i niezgody na to, co się dzieje. 

Wszystkie moje tegoroczne wakacyjne wyjazdy szlag trafił, więc sobie wspominam oglądając zdjęcia. To moje główne i najważniejsze pamiątki. Chociaż... co prawda durnostojków nie gromadzę, magnesików nie kupuję, a pocztówki tylko dla córki, która je zbiera, ale parę pamiątek z podróży jednak mam.


Oto kamień w kształcie serca z greckiej plaży w Kokino Nero. Z jednej strony góry Ossa, z drugiej Morze Egejskie. Akurat była pełnia, całymi wieczorami siadywałam na plaży gapiąc się w jego odbicie w gładkiej tafli wody. W dzień szłam w góry, mało uczęszczane, przedzierając się przez zarośnięte szlaki...


Szyszki piniowe z okolicznych lasów, gdzie chodziłam na długie piesze wycieczki.


I drobne kamienie z plaży nad Adriatykiem w Makarskiej w Chorwacji. A z tyłu plaży leżą góry Biokovo ze szczytem Vošac, który oczywiście zdobyłam.


A to pamiątka z Albanii. Muszelki wyzbierane w Orikum nad Morzem Jońskim i na plażach położonych na północ od Vlory nad Adriatykiem.


Kawałek drewna wyrzucony przez Morze Czarne w okolicach Sviaty Stefan.


Kamień z Gór Opawskich, tzw. łupek łyszczykowy, służy mi jako podstawka pod świece:)


Dekoracja zrobiona na bazie muszelek z Kerkiry w Grecji.


Garnuszek do parzenia kawy przywieziony z Albanii, kupiony na targu we Vlorze za równowartość czterech złotych:) Mimo, że mam jakiś prosty ekspres i kawiarkę, to i tak lubię zaparzyć sobie rano kawę w tym garnuszku.


Piasek i muszelki z plaży Koukounaries na Skopelos w Grecji. Może po tym piasku chodziła lady Diana ?:) Przy plaży jest hotel, do którego przyjeżdżała na wczasy.

Co jeszcze kupuję na wakacjach? Lokalne słodycze, sery, wina, oliwę... ale to do bieżącej konsumpcji. Świece - już dawno wypalone. Lokalne kosmetyki, na przykład bułgarskie z olejkiem różanym - już dawno zużyte. Mydełka, jak na przykład mydło z oślim mlekiem na Kosie - już wykorzystane albo oddane jako suvenir z podróży dla bliskich. Sadzonki dzikiej pnącej rośliny do posadzenia w doniczce - to z Włoch:)

Najwięcej jednak przywożę wspomnień i te się nie zużyją, i nie zniszczą, na zawsze ze mną zostaną. Wspomnienie silnego wiatru na szczycie Dikeos na Kosie, dzikie kozice na Vosacu, spacer morzem ze Sviatego Stefana do Nesebyru, czaszka Św. Barbary i świecąca szopka w Montecatini Alto, spacer we wnętrzu wulkanu, widziane na żywo flamingi na Kosie, przygoda w gruzińskim skalnym miecie Upliscyche, czarne łabędzie na Skopelos, prawie porwanie w Albanii:)... Oj, było tego sporo. I mam nadzieję, że to nie było moje ostatnie słowo w temacie i wiele okazji do gromadzenia wspomnień jeszcze przede mną.
Czego i Wam serdecznie życzę.

A co Wy przywozicie z podróży dalszych i bliższych ?

53 komentarze:

Lucia pisze...

Z podtozu bliższych i dalszych przywoze tysiące zdjęć i potem opowiesci blogowe piszę dla pamieci. Czasami jakiś przysmak lub labadka do kolekcji.*

Jenovia Dżemson pisze...

Kocham takie naturalne ozdoby. Kiedyś też przywoziłam sobie różne takie rzeczy, z różnych miejsc. Pozdrawiam!^^

Duża pisze...

Im jestem starsza tym bardziej liberalnie podchodzę do aborcji. Zniosłabym wszelkie zakazy, za to wprowadziła rzetelną edukację seksualną i powszechny i łatwy dostęp do antykoncepcji. Ale to nie w tym życiu i kraju.

kobieta w pewnym wieku pisze...

Podpisuję się pod tym postem obiema rękami. Dla siebie masę fotografi zrobionych własnoręcznie, bo ten widok na widokówce chociaż taki sam, nie jest mój. Właśnie tak jak Ty, kamyczki, muszelki zasuszone owoce tamtejszych roślin. To co do zjedzenia, wypicia, wysmarowania itd jako suweniry dla bliskich. A co, niech też spróbują tego co ja próbowałam.

kobieta w pewnym wieku pisze...

A, jeszcze apropos aborcji. Według mnie zakazy i tak nic nie dają, to znaczy dają, ale nie tym co się jej poddają. Kto chce to i tak to zrobi, ale to wiecej kosztuje.

Italia Mini pisze...

Z podróży najwięcej przywożę wspomnień. W drugiej kolejności giga bajty zdjęć. W trzeciej jakąś rzecz która dla danego miejsca jest charakterystyczna, ale najczęściej do zjedzenia...Także na długo w szafce nie zostaje. :)))
Ja się baaardzo staram nie wypowiadać na tematy polityczne. Boję się że jakbym raz zaczęła to długo bym nie skończyła. Bo jak można? Bo po co? Bo głupota to zbyt lekko powiedziane. Ech...

Pola pisze...

Na ten czas i tę okoliczność polityczną najlepsze są... właśnie wspomnienia. Też dziś zagłębiłam się w nie, bo podjęłam próbę porządkowania zdjęć z naszych podróży.
Co kupuję?
Wina (zawsze) oraz biżuterię ( bardzo często, chyba nawet zawsze), fartuszki kuchenne i ściereczki z danego miejsca (zawsze), często oliwę. Nic więcej.

onyks pisze...

Mnie też krew zalewa na te polityczne jazdy , zwłaszcza, że się tym interesowałam od dziecka właściwie. I mam podobne zdanie jak Ty w kwestii dzisiejszych tematów. Z podróży przywozimy kamienie i minerały , a jak się jakaś okazja trafi to obrazki - ale nie masówkę , tylko ze stoisk , na których siedzi ktoś , kto maluje i czasem, a z Kaszub przywożę porcelanę z motywami kaszubskimi.

gordyjka pisze...

Ze zbieraniem pamiątek różnie bywa, zależy od natchnienia...;o)
A że własne zdrowie szanuję, więc "polityczyć" nie będę, mam nadzieję, że diabli już kocioł szykują...;o)

jotka pisze...

Oj, mieszają w tym diablim kociołku, do którego różne rzeczy włożyli, oby się nie poparzyli!
Nam koło nosa przejdzie Kreta, prezent od syna i synowej, ze o górach nie wspomnę, zacznę chyba przewodniki czytać...

Mrs.Gorzka pisze...

Takie pamiątki najlepsze, ale przypomniała mi się historia koleżanki ze szkoły średniej, która z Grecji przywiozła kamyk i wbiła sobie do głowy, że od tego czasu nawiedza ją jakiś duch i ma złe sny i musi znów wrócić do Grecji, żeby go odłożyć na miejsce, bo inaczej nie zazna spokoju. Ona w to naprawdę wierzyła bardzo długo i nie mogła sobie z tym poradzić. Wiem, głupia historia, ale prawdziwa.

trollatrolla pisze...

zdjęcia! setki zdjęć, ale to wiadomo. Plus tak jak ty: kamienie, muszle, piasek, zasuszone rośliny. Mapy! Mapy tych miejsc, foldery turystyczne dostepne w informacjach turystycznych. Lokalne specjały o ile takie są. Kubeczki, o ile są ładne, ale z tymi już skończę bo szybciej ich przybywa niż się tłuką i bark miejsca na półce.

kotimyszkot pisze...

W temacie pierwszym szlag człowieka trafia. A co do wspomnień i pamiątek, to i u mnie tysiące zdjęć - z tego setki wywołane, bo w komputerze znikają ;) Przywożę kosmetyki, słodycze i różne drobiazgi w prezentach. Czasem jakąś muszelkę czy kamyk, ale malutkie, coby nie uszczuplać tych pięknych zakątków świata :) Wytrwałości w oczekiwaniu na kolejne podróże!

Zielonapirania pisze...

O tak, pamiętam o Twoich łabądkach, piękna kolekcja, ale dawno o niej nie pisałaś:)

Zielonapirania pisze...

Nie mam ich za wiele, ale nie dość, że pamiątka, to kielichy z kamieniami i muszelkami tworzą fajną dekorację okna w sypialni:)

Zielonapirania pisze...

Chyba zawsze miałam takie samo zdanie w temacie aborcji. Sama nigdy bym się jej nie poddała. Jestem przeciwna usuwaniu ciąży na żądanie. Jednak życie nie jest zero-jedynkowe, więc uważam, że powinna być dopuszczona ze wskazań medycznych oraz dla kobiet po gwałcie. Tak, żeby matka/rodzice mieli wybór. Zestawmy też inny skrajny przypadek, o którym wspominałam w poprzednim poście. Islandia, gdzie każda ciąża jest badana i każdy płód z zespołem Downa jest usuwany. Matka nie ma nic do powiedzenia, a może chciałaby mieć to dziecko, zespół Downa to nie jest śmiertelna choroba.
Jak zwykle, najlepszy byłby złoty środek.

Zielonapirania pisze...

Tak jest, niech spróbują i zazdroszczą:)

Zielonapirania pisze...

No właśnie, ale w ten sposób może ciążę usunąć kobieta, która ma pieniądze, a nie ta co urodziłaby zdeformowane dziecko lub np. dziecko z gwałtu. I jaki będzie los tych ostatnich ? Na pewno Państwo nie pochyli się nad nimi z troską.

Zielonapirania pisze...

Wspomnienia, to jest coś, czego nikt nie odbierze. Nie mam zdjęcia, ale wyraźnie widzę dworzec kolejowy w Tbilisii, panią sprzedającą kawę z termosu za drobny datek oraz żebrzące emerytki rozdające cukierki i granaty. To nie jest wspomnienie o charakterze pięknym i miłym, ale mam ten obraz przed oczami i dumna jestem z tych starszych kobiet, które mając jedynie parę euro w formie emerytury, muszą dorabiać na ulicy i robią to z godnością. Wrzucisz monetę czy banknot do koszyczka, ale nie za darmo, dostaniesz za to cukierka albo owoc, to pozwala tym kobietom zachować godność.
Na drugim biegunie piękne jachty w porcie Nissiros i piękne krajobrazy w Zagori, każde zostanie w pamięci na lata.

Zielonapirania pisze...

Kiedyś też kupowałam ściereczki, a potem zobaczyłam takie same w polskim markecie (made in china) i przestałam:) Widać miałam pecha:) Oliwę też kupuję, w Albanii nabyłam ją od rolnika w sadzie oliwnym, świeżo wytłoczoną, wlaną do dużej butelki po wodzie mineralnej:)

Zielonapirania pisze...

Aż sobie wyguglowałam tę ceramikę kaszubską i okazuje się, że w zeszłym roku będąc z wnuczką koło Pucka, kupiłyśmy córce na pamiątkę parę białych drobiazgów w tym stylu. Piękne są te błękitne motywy.

Zielonapirania pisze...

Z tą polityką to jest tak, że niby żyjemy w demokratycznym państwie, a na nic nie mamy wpływu...

Zielonapirania pisze...

To wiesz o czym mówię, kiedy żalę się,że mi urlop przepadł. Na razie koło nosa przeszła mi Turcja, a pod koniec lata pewnie to samo stanie się z Macedonią i Rumunią, eh... O Bieszczadach nawet nie wspomnę...

Zielonapirania pisze...

Więc powinna spakować walizkę i jak najszybciej tam pojechać:) Zrobiła to ?

Zielonapirania pisze...

Miałam gałązki bawełny, niestety, po kilku latach nie wyglądały już atrakcyjnie i spłonęły w ognisku, ale liczę na to, ze jeszcze będzie okazja przywieść. Przywiozłam też kiedyś gałąź laurową, stała w suchym bukiecie i miałam zapas liści do zupy na trzy lata:)
Zbieranie map to fajne hobby, stanowczo przyjemniej wspominać odwiedzone miejsca śledząc je na mapie papierowej iż internetowej.

Zielonapirania pisze...

Myszko, pewnie co najmniej rok lub dwa trzeba nam będzie poczekać. Jednak jestem pełna nadziei i pierwsze co planuję w lepszych czasach to Portugalia. Bo wyjazd tam sama sobie obiecałam już przed laty i nie chcę, aby to marzenie mi uciekło. A tegoroczne wydarzenia pokazują, że nie warto odkładać na potem, bo potem to nie wiadomo, co będzie.

Fuscila pisze...

Polityka odrzuca mnie w najdalszy kąt, co nie znaczy, że jej nie widać i słychać! Wrrrr!
Z podróży to ostatnio tylko zdjęcia , czasem magnesy, a częściej albumy z miejsc, które zwiedzałam. Zbieram tez bilety lotnicze, bilet wstępów i krótkie infopocztówki. Z Grecji przywiozłąm sobie ikonę z Meteorów i muszelki z plaży w Chalkidiki, dla Ślubnego Ouzo. Z Dubrownika - haftowany, ludowy komplet serweta i 6 serwetek. Z Sarajewa, miedziany młynek do pieprzu i chustę . Z Czarnogóry dla Ślubnego Rakiję pędzoną w starej szopie na pieknej łące, porośniętej krokusami. Z Kruji w Albanii - ręcznie tkany kilimek i torbę w ichnie wzory.Z Hiszpanii sangrię i oliwę, Z Egiptu malachitową Nefretetę i piramidę z Chalcedonu.
Więcej grzechów nie pamietam! ;-))))
Pozdrawiam serdecznie!

Zielonapirania pisze...

Piękne pamiątki:)Czy te nie wypite i nie zjedzone pamiątki używasz na codzień czy chomikujesz ?

haniamrok pisze...

W kwestii politycznej mam takie zdanie, jak Ty i tez mnie szlag trafia... Z podróży przywożę ostatnio tylko jedną małą pamiątkę, z Mediolanu tylko magnez z katedrą. Wcześniej kupowałam wazoniki albo miseczki tam, gdzie je wytwarzano (z Sardynii, Sycylii, z Madery, z Gruzji, z Toskanii, z Katalonii, z Portugalii, z Krety, kolorową, miejscową, nie pseudohistoryczną, z Chorwacji, z Litwy, Łotwy, Słowacji, nawet z południa Francji, z małej manufaktury) ale miały być użytkowe, a więcej mi już ich nie potrzeba. Przywożę też (ostatnio po 2-3) kamyki i muszle z mórz, nad którymi odpoczywałam. Te dalmatyńskie otoczaki i muszle były pierwszymi moimi zbiorami, byłam tam mając 11 lat. Mam je do dziś.
To świetny pomysł włożyć je do szklanych wazonów z suchym bukietem, niech stale przypominają o pięknych wakacjach :)

Fuscila pisze...

Wypije i zjedzone dawno zostały! Zaraz po powrocie w domowe pierwsze!
😉

Fuscila pisze...

Ło matko pojedyńcze!!! Wypite i pierwsze! Tak miało być, a ja niepoprawna jak zwykle!
Przepraszam!

Klimaty Agness pisze...

O pierwszym temacie nie wspomnę, bo krew mnie zalewa i jak zacznę, to trudno będzie skończyć :/
Z dalekich podróży nic nie przywożę... bo i nie jeżdżę. Ale jeśli dostaję prezenty z takich wypraw, to najbardziej cenię produkty typowo regionalne, takie, jakich u nas nie ma szans (albo jest bardzo trudno) dostać :))
Twoje pamiątki bardzo fajne i przywołują miłe wspomnienia :)
Ściskam serdecznie, Agness<3

Teresa Czajkowska pisze...

Starałam się wybierać biżuterię oryginalną, typową dla danego miejsca oraz różne bilety lotnicze i wstępu z miejsc kultury czy rozrywki. Chciałam na przyszłość udowodnić wnukom, gdzie babcia była i co widziała. I teraz chwalę się, że byłam w Disney na Florydzie, w miejscu skąd wylatują w kosmos statki kosmiczne, czy że dotykałam ręką kawałeczek Księżyca. I wierzy mi teraz Kuba, a nie wiem, czy dożyję, aby opowiedzieć o tym temu najmłodszemu . Pozdrawiam serdecznie i życzę, abyś doczekała się jak najszybciej spełnienia marzeń turystycznych. Będzie jeszcze dobrze :)))

onyks pisze...

Nie wiem czy wiesz, ale te kaszubskie kolory mają swoją symbolikę : granatowy symbolizuje morze , ciemnoniebieski jeziora, błękitny niebo , zielony kaszubskie lasy , żółty słońce i łany zbóż , czarny ziemię i czerwony krew mieszkańców , którzy o tę ziemię się bili. Mnie się to bardzo podoba.

zamyślona pisze...

A ja siedzę, jak stary grzyb, w domu. I tu próbuję znaleźć sobie ciekawe zajęcia.

Zielonapirania pisze...

Fuscillo, słownik wie lepiej, co chciałaś napisać hi hi:) Domyśliłam się jednak i zrozumiałam:) Mam nadzieję jednak, że chusta i serwety nie zostały skonsumowane:))

Zielonapirania pisze...

Och, jakie piękne wycieczki.. To mi przypomniało perfumy Kenzo kupione w Grasse w wyjątkowo pięknym flakoniku. Perfumy dawno się skończyły, ale urodziwy flakonik stanowił pamiątkę..., do czasu, gdy w nieznanych okolicznościach po prostu zniknął, trochę mi go żal, był piękny:)

Zielonapirania pisze...

Na małe podróże z pewnością sobie pozwalasz, choćby nad Bug czy do lasu. Osobiście z takich krótkich wycieczek przynoszę coś do wazonu:)

Zielonapirania pisze...

Nie masz innego wyjścia, masz misję, więc na pewno doczekasz czasu, aby wszystkie woje wnuki usłyszały o Twoich przygodach:) Dużo zdrowia życzę:)

Zielonapirania pisze...

Jesteś bardzo ciekawą kobietą, pełną życia, bardziej zajętą niż wiele młodszych. Masz na pewno wiele innych dobrych wspomnień. Nie każdy ma potrzebę włóczyć się po świecie, domowe wspomnienia mogą być znacznie ciekawsze i dobre.

roksanna pisze...

Oprócz wspomnień zamkniętych również w kadrze aparatu przywożę produkty regionalne, gdziekolwiek jestem.
Mój pogląd na to, co się dzieje w polityce znasz. Wyraziłam go dosadnie 😉

Ismena pisze...

Witaj
Dziękuję, że uśmiechasz się do mnie za każdym razem jak odwiedzasz moje zielone strony. Zwłaszcza teraz, gdy nawet zniknęły z nich zdjęcia. Ale widzę, że u Ciebie podobnie. Nie mogę podziwiać Twoich zdjęć. Mam nadzieję, że to chwilowy wirus.
Pozdrawiam wraz z budzącym się dniem

zamyślona pisze...

Pięknie podsumowałaś mój komentarz.

Fuscila pisze...

A nie wiesz przypadkiem, co za amba zżarła nam zdjęcia?

Zielonapirania pisze...

To chyba jakieś błąd w blogspocie, bo raz są a raz nie ma, także u innych blogerów. W razie co sprawdziłam, że nowe można wstawić, ale nie można usunąć tych niby pustych miejsc po zdjęciach, przynajmniej w telefonie. Zajrzę jeszcze jutro do komputera,żeby zobaczyć co z tym zrobić.

Zielonapirania pisze...

Faktycznie coś jest na rzeczy z tymi zdjęciami.

Zielonapirania pisze...

Uwielbiam próbować lokalne smaki na wyjazdach. Dlatego nigdy nie biorę pobytu z hotelowym wyżywieniem. Jem i przywożę miejscowe produkty.

Lucy pisze...

Sviaty Stefan tez bardzo mnie zachwycil, ogólnie Morze Czarne, bo takie cieple, nawet jesienia.
Co przyxwoze z podrózy i wojazy? W sumie malo i nawet nic. Tylko wiele zdjec.
Ostatnio z Wegier przywiozlam sadzonki wionogron. Jedna sie przyjela, druga zmarniala.
Acha, zwykle dla Mirki przywoze cos, gumowa swinie na przyklad :D

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jesienią z Rumunii wieźliśmy wędzone sery z wiejskiego targu, torbę owoców rokitnika i muszle znad Morza Czarnego; muszle były opakowane w pięć worków, a i tak śmierdziały straszliwie, bo jakieś resztki zawsze tam pozostają, których nie wydłubią mewy, do tego rokitnik ze specyficznym zapachem brudnych skarpet /jak nasza kalina/, no i te sery, mieszanka zapachowa uderzająca i zabójcza:-) Przywozimy przeważnie sery i wino, no i upominki dla rodziny, zazwyczaj jakieś lokalności. Pozdrawiam serdecznie.

Zielonapirania pisze...

Taka sadzonka winogron to piękna pamiątka, na lata:) a jak jeszcze zaowocuje...!:)

Zielonapirania pisze...

Witaj Mario. Zaciekawiły mnie te worki muszli. Bo chyba nie jako element ozdobny?
Sery to także moja słabość. Pewnego razu miałam tyle sera w walizce, że celnik w Burgas nie mógł wyjść ze zdziwienia, dziwnie popatrzył i już juz myślałam, że mnie zawróci, ale... Jak spojrzał na kolejkę turystów to machnął ręką i mnie puścił:) cała rodzina i znajomi zajadali się potem tymi smakołykami:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

O, nie, to nie było 5 worków muszli, tylko spora garść opakowana w kolejne reklamówki, bo cuchnęły w nagrzanym aucie:-)

Mo. pisze...

Jakiekolwiek jest moje zdanie na temat aborcji to uważam, że każda kobieta ma prawo sama decydować o sobie. A to, że chcą za nią decydować księża albo politycy nie jest dla mnie zrozumiałe w najmniejszym nawet stopniu.
Bardzo mi się podobają Twoje pamiątki z podróży i pomysły na zrobienie z nich rzeczy codziennego użytku. Ten świecznik z kawałka drewna jest prosty ale przepiękny.
Ja zawsze przywożę magnesy ( ale w tym temacie jestem wybredna i nie zadowolę się byle czym ) i zakładki do książek. Oprócz tego jakąś oryginalną herbatę ( najlepiej w ciekawej puszce ), często kamienie a znad morza lub oceanu zawsze muszle. Raczej nie kupuję czegoś służącego tylko do postawienia na półce, wyjątek zrobiłam jedynie dla małego żółtego tramwaju z Lizbony, piaskowej figurki z Kambodży i uroczej figurki muzykantów z Bremy. A i jeszcze dla świecznika - kamienicy z Rygi. Mam portugalskie, kafelkowe podstawki pod kubki a na balkonie hamak z Kambodży. Poza tym mnóstwo map, planów miast, biletów wstępu albo biletów komunikacji miejskiej, czyli ogólnie mówiąc śmieci :). Mhm, wydawało mi się, że nie przywożę dużo ale jak teraz przeczytałam to co napisałam to muszę zmienić o sobie zdanie :).
Jakiś czas temu widziałam gdzieś w internecie kolekcję piasku z różnych stron świata, wszystko w takich małych słoiczkach i od teraz też tak będę. Trochę żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej no ale może nadrobię :).
A Grecja i Skopelos to był mój pierwszy zagraniczny wyjazd, połączony z pracą i zawsze będę miała sentyment i do kraju, i do wyspy.

Prześlij komentarz