Jak wiadomo, mieszkam sama. Kilkoro znajomych regularnie mnie pyta, czy się nie boję. A ja zawsze odpowiadam: czego mam się bać ? Tylko raz przestraszyłam się psa sąsiada - czarnego jak noc, wielkiego jak cielę - który kilka lat temu po raz pierwszy przyszedł na moje podwórko przywitać się, a że było koło 1 w nocy, gdy zaczął się o mnie ocierać, kiedy szłam od auta do domu, to nie dziwota, że się nieco przeraziłam:) Wszystkie włosy stanęły mi dęba a dusza usiadła na ramieniu gotowa do odlotu:) Od kiedy mieszkam na wsi, nie słyszałam, żeby komu coś się stało albo żeby komuś coś ukradli. Auto zazwyczaj stoi na podwórku otwarte, brama uchylona, w drzwiach tzw. garażu, gdzie trzymam sprzęty takie jak kosiarka, piła spalinowa i inne oraz sprzęt ogrodowy, przeważnie tkwi klucz.
Pewnych emocji dostarczyła mi nocna akcja straży pożarnej, gdy po sąsiedzku palił się dach na jednym z budynków pałacowych, ale to już było dawno. Przestraszyłam się, gdyż obudzona z głębokiego snu zobaczyłam przesuwające się po podłodze światła. Strażak silną lampą penetrował ogród i podwórko sprawdzając, czy się gdzieś ogień nie przeniósł. Zanim to zrozumiałam, nieco byłam wystraszona i zastanawiałam się, czy to nie trzecia wojna światowa albo jakiś terrorysta ukrywa się u mnie w piwnicy:)
Emocji dostarczyły mi także dziwne dźwięki dochodzące z dworu jednej nocy ze dwa lata temu. Z niczym nie mogłam ich skojarzyć, a gdy nie ustawały, uzbrojona w latarkę poszłam na dwór zobaczyć, co to takiego. I okazało się, że to młode sówki uczyły się latać i wykorzystały do tego huśtawkę zawieszoną na skośnych palach, Wchodziły na piechotę po pochyłym drążku, wydając pazurami te właśnie dziwne dźwięki, potem z górnego drążka robiły hyc! znów wydając skrzeczący odgłos i ponownie właziły na górę:)
W tym roku jednego wieczoru przestraszyłam się saren. Poszłam z latarką na działkę po szczypiorek, bo mi się bardzo zachciało do późnej kolacji:) Z działką warzywną sąsiadują moje obie działki budowlane, na jednej z nich jest mały lasek. I kiedy ja pochylona skubałam szczypiorki, z lasku zerwały się dwie sarny. Najpierw odwrócona tyłem nie widziałam ich, tylko usłyszałam, że coś na mnie szarżuje i już w stanie nieomal omdlenia zauważyłam, że to śliczne sarenki. Jedna z nich nawet się zatrzymała i popatrzyła z ciekawością, co ja o tej porze tu robię:) W lasku sarenki mają swoje legowisko już od lat i czasem podjadały mi warzywa, szczególnie buraki i fasolkę szparagową, więc co roku stawiam szeleszczące strachy na wróble, wróć! - na sarny.
Marne te przygody, więc noc na wsi nie budzi we mnie strachu.
Kilka dni temu, kiedy byłam już po pracy i kiedy skończył padać ciepły deszcz, wyszłam na spacer, a było już koło 19.00.
Wyszłam bez telefonu, bez okularów, tylko z aparatem i tylko "na chwilkę". I tak sobie idę, idę... A tu kawałek tęczy, a tu mgiełka na polach ... i znacznie się od mojej wsi oddaliłam, Po kilku kilometrach zawróciłam i zobaczyłam, że idzie mgła do wsi. Będąc bliżej ( a było już ciemno), pomyślałam, że na łąkach w nocy to musi być extra. Żałowałam tylko, że nie mam okularów, bo niestety bez nich nijak nie mogłam odczytać tych maluśkich znaczków i hieroglifów na ekranie aparatu, aby odpowiednio go ustawić do wieczornych zdjęć i wyszło, jak wyszło, na oślep.
Musicie sobie trochę poruszać ekranem, żeby cokolwiek zobaczyć na tym zdjęciu poniżej:) Otóż było już blisko 22.00, kiedy postanowiłam wracać. Doszłam na kanału oddzielającego łąkę od lasu, pod drogą jest betonowy przepływ. I nagle w tej ciemności słyszę głośny plusk i jakieś ogromne cielsko wpadło do kanału! Ani czym poświecić, a nic nie widać prawie... Stanęłam i słucham. A tu nagle coś człap człap i znowu głośne chlup ! Podeszłam bliżej i zobaczyłam takie oto ślady. Każdy ślad wielkości mojej dłoni.
Domyśliłam się, że to bobry. Postałam chwilę w ciszy, jakby mnie tu wcale nie było i one w to uwierzyły:) Zaczęły się bawić w wodzie, pływały na wyścigi oba w tę samą stronę, albo jeden w jedną, drugi z powrotem i jak się spotkały w połowie drogi, to nurkowały i waliły ogonem w wodę robiąc przy tym okropny hałas, który niósł się po łąkach.
Kiedy opowiedziałam o tym mojej fryzjerce (czekałam na termin półtora tygodnia!), stwierdziła, że ona uciekałaby z wrzaskiem, a tak w ogóle to na wsi nigdy nie wyszłaby na dwór po zmroku:)
A przecież na wsi w nocy jest pięknie i tajemniczo, a nie strasznie:)
Dziś mam wolną sobotę. Pojechałam do sąsiedniego miasteczka na cotygodniowy targ po sadzonki, bo mi wszystkie ogórki wymarzły, niestety, w czasie dwóch mroźnych nocy. A tu nie ma sobotniego targu! Muszę czekać do środy, bo w naszej gminie targowisko czynne, ale czy będą ogórki ? Niektórzy sadzą ziarna ogórków prosto w ziemię, mówią, że urosną jeszcze. Macie jakie doświadczenia ?
Pada od rana. I tak co drugi dzień.
Na trawniku zakwitła łączka, aż szkoda kosić:) Zresztą teraz i tak to niemożliwe, bo za mokro.
Jagoda kamczacka czeka do poniedziałku na moją najstarszą wnuczkę, która uwielbia te jagódki:)



49 komentarzy:
Zdjęcia chmur są przepiękne. Pozdrawiam
Akurat dziś oglądałam je u Ciebie, też piękna kolekcja:)
To ciekawe, ale mnie też pytają znajomi, czy się nie boję sama mieszkać! Zwłaszcza jak kończy się sezon turystyczny, bo tak, to wioska aż za pełna tej miejskiej "szarańczy". Nigdy się nie bałam, chociaż bywaja okresy, że na całej uliczce tylko w pieciu domach ktoś mieszka. Mnie czasem bardziej przstraszają odgłosy domu. Stoi na palach w bagnie pojeziornym i często-gęsto coś tam trzaśnie, huknie, stęknie, a jak jedzie śmieciara, to aż cały sie trzęsie. Na poczatku to gdy w nocy taki trzask mnie budził, wołałam:" Michu, ty mnie nie strasz"! i spałam dalej! Teraz nawet nie reaguję.
Dwa krzewy bzu za moim płotem jeszsze nie kwitną, no ale tu północ. Mam nadzieję, że może Bracki mi te kwiaty obskubie gdy przyjdzie czas, bo bez syropu na zimę, to ani-ani!
Serdeczności ślę!
Ten otwarty samochód i klucze w drzwiach w mieście w mig by znalazły chętnych ;) Dobrze, że czujesz się u siebie bezpiecznie.. Ja przy takich odgłosach sówek z domu bym nosa nie wychyliła. Widoki za to masz piękne, po takie muszę wyjeżdżać, ale i to ma swój urok :)
Ależ te zdjęcia są cudne ! I zgadzam się noc na wsi jest piękna i tajemnicza ( kiedyś mieszkałam , to wiem) . Moja synowa tak sieje ogórki wprost do ziemi i ma całkiem spore zbiry. A z tym strachem , to mnie kiedyś pytano czy się nie boję mieszkać tam gdzie mieszkam . Na moje zdziwienie , że niby czego , odpowiadali, że duchów , bo przecież tam był cmentarz . No był , po pruski , ostatnie pochówki w 1902 roku ; pamiętam , bo jako dzieciaki chodziliśmy tam na fiołki. Po latach przyszło nam mieszkac w budynku , który powstał na zlikwidowanym cmentarzu . Odpowiadałam , że duchy pruskie więc zdyscyplinowane ; czwórkami chodzą ze śpiewem na ustach , a czasami to nawet salutują na nasz widok. Zawsze miałam z tego ubaw. Fakt ,że zdarzały się atrakcje w postaci wykopanych na trawniku piszczeli albo czachy , ale przynajmniej coś się działo.
Kiedyś ogórki siało się tylko do gruntu po zimnej Zośce, partiami co 2 tygodnie, żeby były jak najdłużej. Tak, że spokojnie możesz siać. Pozdrawiam!
aSpodobal mi sie Twoj blog wiec bede sobie podczytywala. Duzo podobnych, jak moich, przemyslen, duzo podobnego patrzenia na swiat, zagladnelam we wczesniejsze posty...tez mieszkalam sama w domu na skraju parku narodowego w Andach wenezuelskich, dom dosc oddalony od wioski, byl okres, ze nie mial ogrodzenia i wszyscy sie dziwili, ze sie nie boje, na dodatek drzwi olbrzymie ze szkla, wystarczylo kopnac i wchodzilo sie do wnetrza, na noc zamykalam sie w sypalni za solidniejszymi, bralam mojego goldena retrivera lagodnego jak baranek i zamykalismy sie solidniej. Kilka razy mialam sytuacje mrozace krew ale na ogol byla to wybujala moja wyobraznia. Dzisiaj sie dziwie temu memu "bohaterstwu", chyba juz bym sie na to nie zdobyla. Polska jest duzo bezpieczniejsza, bez watpliwosci! pozdrawiam serdecznie
Pozdr
Masz tam zdjęcie kwitnącego czarnego bzu czy może się mylę? Powiedz mi, czy te kwiaty tego bzu pachną tak bardziej jak padlina niż kwiat? Od kilku dni usiłuję sobie przypomnieć jak kwitnie ten czarny bez i nie mogę.
co do nocnych strachów to myślę, że jest to kwestia przyzwyczajenia po prostu. I doświadczeń. Skoro nie słyszałaś o żadnych nieprzyjemnych incydentach w okolicy ani ich nie doświadczyłaś, a mieszkasz tu już jakiś czas i znasz okolicę dobrze to nauczyłaś się, że jest bezpiecznie.
Te mgły widać, ale najfajniejsze mgły fotografuje się rano, gdy słońce nisko i prześwietla opary. Wychodzą niesamowite zdjęcia, zmieniające zwykłe miejsca w miejsca magiczne. Uwielbiam! Ale u mnie takie efekty są niemal niespotykane. Jak jest mgła to taka, że nie ma słońca.
Zdjęcia przepiękne-klimatyczne, wiejskie, sielskie. Coś co lubię, coś co znam. Co jest mi bliskie, bo sama mieszkam na wsi.
Z tymi strachami, to sprawa niesamowita, nasza wyobraźnia czasem dostarcza nam więcej wrażeń niż rzeczywistość. Ale pomimo wszysto, podziwiam Cię... Ja sama...przenigdy. Nie zasnęłabym. Ale... moze to kwestia przyzwyczajenia sie po jakimś czasie przechodzi się do porządku dziennego...
Ogórki tez mi przemarzły, kupowałam i sadziłam jeszcze raz. Teraz wcale nie jest cieplej, chociaż przymrozków już nie ma.
Dobrej niedzieli :)
P.S. Bobrów zazdraszczam... chciałabym mieć możliwość ich obserwacji... cudowne zwierzaki...
Moją Mamę paraliżował odgłos nocnego lasu...;o)
Bobrów zazdroszczę !! ;o)
Ogórki sadziłam z rozsad, dwie przymrozki przetrwały, więc posiałam...Jak mi mrówki nie zeżrą to coś tam wyrośnie...;o)
(Ale rozsady też robiłam sama, bo targowiska były pozamykane)...;o)
Nie lubię być sama-ani w domu, ani na spacerze. Czuję się wtedy niepewnie. Dlatego trochę Ci zazdroszczę tego opanowania i akceptacji codzienności , jaka by ona nie była.
A zdjęcia śliczne! :)
Wiele osób zachwyca się tym syropem, nigdy nie robiłam, ale postarałam się o przepis , żeby w tym roku spróbować.
W miejskim mieszkaniu, gdy byłam w nim sama, bo domowa młodzież była gdzieś wyjechana, zbudziłam się jednej nocy i słyszę, że w sąsiednim pokoju ktoś chodzi, zapala lampkę (ale świata nie widać), siada z westchnieniem na fotelu... zdębiałam, bo mieszkanie było kupione po zmarłym właścicielu i obudziły się we mnie jakieś durne przesądy:) Odważyłam się pójść do tego pokoju, oczywiście nikogo nie było, a odgłosy pochodziły od sąsiadki z góry, która w nocy wróciła do domu. Tak się dźwięki po murach i rurach niosły:)
Mieszkanie zamykam zawsze, na noc obowiązkowo, ale i w dzień, kiedy w nim przebywam. Ludzie na wsie włażą bez pukania, a nawet jak zapukają to od razu wchodzą, kiedyś mi tak wlazł sąsiad, innym razem para świadków jehowy, więc zamykam się bez wyjątku.
Niezła jazda z tym cmentarzem:) Zaraz mi się skojarzyła książka "Domofon" Miłoszewskiego. Na lubimyczytac.pl nie ma zbyt wysokich ocen (raczej dużo skrajnych), ale niezła jest i jest podobny wątek jak u Ciebie:)
Bardzo mnie pocieszyłaś, w poniedziałek sieję, a jak uda się także kupić sadzonki, to... po prostu będę miała więcej ogórków:)
Dziękuję za wizytę, bardzo mi miło:) Jestem pod wrażeniem Twoich losów. A Polska na pewno ma swoje ogromne zalety, tylko mogłoby być trochę cieplej:) Dla mnie jednak to i tak najlepsze miejsce do życia na stałe i nie chciałabym się nigdzie wyprowadzić.
Tak, to czarny bez, ale raczej nie śmierdzi:) Może masz na myśli czeremchę? Moja synowa mówi, ze ona strasznie śmierdzi i wywaliła mnie dwa lat temu z bukietem z gałązkami czeremchy:)
Następnym razem wezmę okulary, żeby sobie ustawić aparat na fotografowanie w nocy, ślepota nie boli, ale jak widać, szkodzi:) Rano mało co zmusiłoby mnie do wstania tak wcześnie w celu oglądania świtu i mgieł;)
Bobry korzystały z osłony nocy, żeby pobaraszkować, w dzień pewnie siedzą gdzieś i tylko widać powalone przez nie drzewa. Ich obecność, jak również występowanie zimorodka, którego w tym roku widziałam pierwszy raz w życiu, świadczy o czystości środowiska, jak mi się zdaje.
Zimno i u mnie, widzę po pomidorach, jak to szkodzi roślinom, chociaż przetrwały mrozy bez uszczerbku, to stanęły prawie w miejscu ze wzrostem. Niestety, prognozy nie są obiecujące ...
Na robienie rozsad za późno, będę się ratować siewem. Zależy mi na ogórkach w tym roku. Dwa lata temu miałam cudne, narobiłam tyle przetworów, że wystarczyło na dwa zimowe sezony. w zeszłym roku posadziłam tylko ze cztery krzaki na bieżące zużycie. Teraz już zapasów nie ma, w piwnicy tylko parę słoików, chciałabym mieć swoje i nie kupować ogórków w sezonie.
Dziękuję:) Jak to dobrze, ze ludzie są tacy różni:) Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, życie towarzyskie umarłoby :) A tak poważniej: lubię towarzystwo, ale kiedy go nie ma, doskonale czuję się sama ze sobą. I cieszę się, że tak jest. Widzę, jak moje niektóre koleżanki nie umiejąc żyć i być same, wplatały się w takie związki, że aż żal patrzeć. Na siłę, "jaki by nie był, ale jest, bylebym nie była sama" - dla mnie to nie do przyjęcia, za żadne skarby.
Zdjęcia wyszły pięknie :) A kwiecie wiosenne jest takie piękne.:)
Moja babcia mawiała, że duchów nie trzeba się bać, tylko ludzi, którzy mają złe zamiary.
Coś chyba w tym jest.
Pozdrawiam Cię ciepło w deszczową niedzielę.
Kwestia przyzwyczajenia ,oswojenia się z ciemnością, ciszą, odglosami zwierząt i nie tylko.Nie wiem czy ja, miastowa szybko bym się nauczyła i oswoiła. Kiedyś nawet w moim mieszkaniu było mi nieswojo, wiedząc, że jestem sama , bo sąsiad za ścianą wyjechal na urlop:)
Zimno,,wszyscy piszą, mówią o spóźnionej przyrodzie , to i możesz jeszcze poeksperymentować z ogórkami.
Bardzo mi odpowiada Twoje podejście! Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jakieś męskie towarzystwo do siebie przygarnąć. I nie chodzi o to, że mi źle ze Ślubnym było, zanim podreptał do Piotra! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że kązdej Kobiecie życzyłabym takiego Mena! Ale.... moja teraźniejsza samotność nie jest sama, i jest mi z tym dobrze, i nie zamieniłabym tego na jakikolwiek "cud mniód", a nawet orzeszli!
Serdeczności podsyłam Piranio Miła! Jak to dobrze, że kilka lat temu skrzyzowały sie nasze ścieżli! Że wirtualne? A cóż to szkodzi? !!!!!
Zazdroszczę tych nocnych spotkań:) Za to bobra spotkałam w biały dzień w Warszawie:)
Urodziłam się i wychowałam w leśniczówce, więc ciemności i odgłosów nocy się nie boję.
Samotność (na moich zasadach) tez lubię,więc śmiało mogłabym na wsi.
I nawet próbowaliśmy kiedyś z mężem przenieść się na wieś, ale moja lekarka postawiła mnie szybko do pionu - muszę mieszkać blisko szpitala, który wykonuje pewien zabieg ratujący mi życie.I od tego czasu już dwa razy musiałam mieć ten zabieg wykonywany.
Jestem więc skazana na mieszkanie w mieście, ale i tutaj można sobie znaleźć niezłą samotnię;)))
Tak więc powrót do korzeni jest moim nie spełnionym marzeniem....
Trochę posadziłam z doniczek, trochę wysiałam w piątek, bo poprzednie nie wzeszły i czekam, urosną na pewno, tylko żeby ich zaraza za szybko nie zżarła; śmiało siej, na pewno będą; bardzo często spotykam się z pytaniem: A nie boisz się tak sama, pod lasem, daleko od ludzi? a czego mam się bać, chyba tylko człowieka; sowy to na ogół straszące ptaki, czasami usadowią się na drzewie pod oknem i dosłownie wyją jak dusze potępione; teraz już wiem, że to one wydają takie dźwięki, kiedyś troszkę był strach; zresztą różna zwierzyna w nocy naszczekuje, a to lisy, a to jelonki, a i wilcy czasami wyją; stwierdzenie fryzjerki jest co najmniej dziwne, że nie wyszłaby na wsi po zmroku ... w mieście to dopiero jest niebezpiecznie:-) zaczęłam kosić moją kwietną łąkę, naszarpałam się z kosą, zanim zapaliła, no! czuję bark:-) bardzo ładne zdjęcie, to nad bobrzymi śladami, jak chiński obrazek w tuszu, z delikatnymi trawami; pozdrawiam serdecznie.
Najzwyklejszy spacer może dostarczyć pięknych zdjęć, zwłaszcza za miastem.
To chyba kwestia przyzwyczajenia, bo ilekroć byłam sama w domu, nie wyspałam się...jakby podświadomie bojąc się...nie wiem w zasadzie czego.
Odnośnie ogórków już się wypowiedziano ;) też zamierzam dosiać, bo wzeszły mi tylko dwa. W sumie nie ma na co czekać.
Nocne przygody niesamowite masz :)
Prawda... a ile się przez te lata działo!. Kiedy pierwszy raz Cię spotkałam, MBD był tylko w marzeniach:)
Dziękuję. Jest tych złych ludzi ze złymi zamiarami bez liku, oby nas szerokim łukiem omijali:)
Teraz codziennie chodzę koło jaśminu i podglądam pączki, bo skoro bez przekwitł, to czas na jaśmin:)
W dzieciństwie mieszkałam w domu wolno stojącym, to pewnie też ma znaczenie.Przyznaję się jednak, ze w nocy okien na oścież otwartych nie zostawiam, tylko uchylone:)
Witaj Resko:)) W Zoo ???:) A tak szczerze to się nie dziwię, są łosie, są dziki, to czemu nie bobry ?
Miło Cię widzieć Wilmo. I ja nie upieram się, że na wsi zostanę do końca życia. Jeśli ze względów zdrowotnych musiałabym wrócić do miasta, to zrobię to. Nie wiem co mnie czeka na starość, może zniedołężnieję, może przyplącze się jakieś paskudztwo i nie będzie wyboru ? Fajnie mi na wsi, ale wszystkich bliskich mam w mieście. I szybszy dostęp do służby zdrowia. Niemniej żadnych planów powrotu do miasta póki co nie czynię i uważam, ze moje miejsce jest na wsi w pobliżu miasta:).
Mario, u Ciebie to co innego:) Te wilki w szczególności to mogą wystraszyć:) No i zły człowiek też, jeśli się ma daleko do sąsiada, tfu tfu na psa urok..:) A właśnie, zauważyłam, że ludziom z miasta się zdaje, ze cała wieś na noc puszcza luzem psy i tego się też boją.
Te wrzeszczące sowy, a właściwie puszczyki, to teraz dla mnie atrakcja. Po nocach nasłuchuję, czy się nie odzywają i jest to muzyka dla ucha.
A koszenie to niestety dodatek do wsi, którego się nie uniknie.Ja też dziś latałam z kosiarką elektryczną, bez napędu. Chciałam wykorzystać pogodę, bo podobno jutro znów deszcz a trawa rośnie jak zwariowana.
Jednak najbardziej umęczyłam się dziś ucząc najstarszą wnuczkę jazdy rowerem na dwóch kolach, o matko...:) Krzyż mi od tego pęka:)
No właśnie, to taki strach podświadomy, bo kogoś brakuje. To chyba jest bardzo charakterystyczne dla osób przebywających na stałe w obecności innych ludzi.
Ogórki posiane. ale czy wyrosną ? Jest szansa, bo ma być coraz cieplej i jest wilgotno.
Też mnie ludzie często pytają czy nie boję się sama być w pustym miejscu. Bo np. zdarzało mi się jeździć w takie zadupia gdzie łosie pływały na kąpieliskach, a człowieka żadnego. Zawsze jeździłam gdzieś w las gdzie żywej duszy, tylko przyroda. Cóż w tym strasznego? Cóż gorszego może mi się przytrafić niż zły człowiek? Tam takich nie spotykałam.
A przestraszyć w nocy to się i zająca można (raz tak miałam). Ludzki wzrok zawodzi. Szkoda, że nie mamy jak koty, one widzą świetnie i w dzień i w noc. :)
A z tymi sówkami świetna akcja, chciałabym coś takiego obserwować. ^_^
Te mgły to ja po prostu kocham. Kiedyś taką wielką mgłę śledziłam, przeciągnęła mnie aż przez całe pole. Ale zdjęcia wtedy świetne mi powychodziły. To było tuż przed świtem. Zawsze w tych mgłach szukam wampirów, bo baby we wsi gadają o różnych strachach, no i ciągle nic.
"na wsi nigdy nie wyszłaby na dwór po zmroku" – ja bym dobrowolnie nigdy nie wyszła w mieście po zmroku... A prawie 30 lat mieszkałam w Łodzi i wiem co mówię...
Ogórki gruntowe sieję do korytka i dopiero jak podrosną, pikuję do... donic, ale Ty możesz do ziemi. :)
Takiej łączki bym nie kosiła jeszcze długo. W ogóle szaleja można dostać z tymi kosiarami jak wszyscy sąsiedzi, jeden po drugim wyjeżdżają. W Szwajcarii mają lepsze rozwiązanie. Na łączkę przed osiedlem wypuścili na tydzień stadko owiec i już jest skoszone, wczoraj poszłam zobaczyć. A po rabatach gdzie się chodzi, są puszczone te samobieżne elektryczne małe kosiarki.
Wampira jednak wolałabym nie zobaczyć:)
Trawa niestety została ścięta kosiarka elektryczna, bo innej nie mam:) Gdybym nie zrobiła tego, za kilka dni byłby tam busz z chwastów i kwitnącej trawy i sama bym sobie z tym nie poradziła małą kosiareczką. Już tak zrobiłam kilka lat temu i nigdy więcej, musiałam najmować człowieka ze sprzętem, który ściął krzywo, z gleby sterczały grube badyle. Mój ugorek jak było widać, to nie boiskowa trawa, łodygi roślin szybko drewnieją i robi się katastrofa:) A ani kóz ani owiec nie mam:)
Tez mieszkalam w takim domu z ogrodem, wieczorem balam sie spojrzeć w okno a wyjsc do wc, bo to byl murowany wychodek, to byl koszmar.
U mnie tez taka prowincja, ze szkoda sie bac. Auto niezamkniete tez trzymam w niezakluczonym garazu.
Sarny na szczescie nie podchodza do mnie- chodzi mi o ogródek- rten problem maja sasiedzi kilkadziesiat metrów dalej, ich dzialki granicza z wyrwa i mini- laskiem.
A mi padla smiercia slimakowa kolejna kupiona sadzonka cukini, wrrr!
Kiedy słyszę o tym ślimakowym horrorze, dziękuję naturze, że mi ich szczęśliwie poskąpiła.
Wiesz co, ja też się nie boję chodzić po zmroku ale nie do końca jestem przekonana czy to bardziej odwaga czy głupota...
Świat u schyłku dnia jest wyjątkowo magiczny, tak samo jak wtedy kiedy o świcie przeciąga się i budzi do życia.
Zależy, gdzie idziesz. W nocy do slamsow-glupota, 5 km nocą przez wieś pełna psów, bo ci uciekł ostatni bus - odwaga; na spacer na odludziu - normalka:)
Ależ miałaś piękne przezycia....
Ja mieszkam w największym polski mieście więc żeby mieć kontakt z naturą wyjeżdżam na działkę. I tam też dzieją się cuda, bo las i pola dookoła...I mnóstwo ptaków...
:-)
Buszował na wysepce w kanale, niedaleko Wisły. Łosia w Warszawie nigdy nie spotkałam, za to widziałam zające i kuropatwy, tez nad Wisłą, blisko centrum miasta. Na dziki trafiłam tylko raz, gdy miasto urządzało na nie polowanie pod jednym z mostów.
Wiem o tym Stokrotko, jak cenisz sobie bliskość natury. O swoich pobytach na działce wspominasz czasem na blogu i czuję się, że są to dla Ciebie przyjemne chwile.
Witaj czerwcowo
Ja również mieszkam w dużym mieście. Ale chętnie wyszłabym na taką chwilkę na spacer i powędrowała Twoimi ścieżkami. Niekoniecznie nocą, ale obowiązkowo w okularach :)))
Pozdrawiam oczekiwanymi kroplami deszczu
Czas bardzo pędzi jakby z kimś się ścigał. Martwi mnie, że to już czerwiec, bo przybliża nas do jesieni:)
Siej bo idą !! ;o)
Prześlij komentarz