środa, 17 czerwca 2020

Włóczęgi małe i mniejsze

Często chodzę na tzw. spacery. Piszę "tzw.", bo najczęściej jest to po prostu marsz, przeważnie          z kijkami, z postojami na podziwianie krajobrazu i kontemplację ciszy i zapachów. Bywa, że jak się rozpędzę to i 15 km przejdę i jestem z tego dumna:) Właściwie to teraz cała moja rozrywka (oprócz czytania). Dalsze wyjazdy wstrzymane, na te bliskie co kilka dni też się udaję, ale nie za daleko, bo pewne sprawy i praca trzymają mnie na miejscu. Na tych pieszych wędrówkach towarzyszy mi aplikacja endomondo i ona  mnie mobilizuje: no jak to, jeszcze jednego km nie przejdziesz ? A co tak wolno? Znaczy się, to ja sobie tak pogaduję, jak mi ona melduje ile przeszłam i z jaką prędkością:) No i tak sobie do przodu pomykam. Jak się nie ma co się bardziej lubi, to się lubi to co jest pod ręką. Parę dni temu pojechałam nad Wisłę, ale samej rzeki za bardzo nie widziałam, bo utknęłam w Solcu nad Wisłą. Pooglądałam sobie zabytki, poszwędałam się po ryneczku, popatrzyłam na dolinę Wisły i zjadłam ogrooomną porcję lodów. W tym gałkę czarnych. Jadłam lody w takim kolorze pierwszy raz. Bo szare wulkaniczne próbowałam na Nissirosie. A te czarne z Solca miały smak kokosowy.
Tu można zobaczyć, co widziałam i uwieczniłam: Solec nad Wisłą



Idąc za ciosem, przekroczywszy Wisłę zajrzałam do małej miejscowości Chodel, bo wyczytałam, że są tam ruiny kościoła na wyspie i nabrałam ochoty je zobaczyć. Po drodze teren prosty jak stół, po obu stronach szosy sady, bardzo ładnie i europejsko to wygląda:) O ile Solec n/Wisłą (nie mylić ze Zdrojem) to dosyć klimatyczne miasteczko, to Chodel  niestety nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, ot zwykła większa wieś. A co się naszukałam tych ruin! Z centrum nawigacja pokazała że to 1300 m i znalazłam tabliczkę potwierdzającą kierunek, jedną. A potem to chyba powinnam przelecieć nad lasem, przepłynąć wpław i.. już bym była na miejscu. Tylko, że latać nie umiem. Pływać zresztą też. I już własnym sumptem, na zasadzie domysłów i kombinacji wreszcie trafiłam. Niestety, tylko z daleka  mogłam obejrzeć ruiny, bo są faktycznie na wyspie na prywatnym stawie i nie prowadzi do nich żaden pomost. Napisałam o nich tutaj: Chodel




Na wyjeździe z Chodla dopadła mnie gwałtowna ulewa. Po kilku minutach jazdy w strugach deszczu zauważyłam, że do wsi zmierzają wozy straży pożarnej, jeden za drugim. Zdziwiłam się, bo tylko padało, nie było wyładowań. Potem w radio usłyszałam, że jechały do wybuchu gazu. Dwie osoby zginęły, pewnie słyszeliście w ogólnopolskich mediach.

Była u mnie córka z wnuczką, poszłyśmy jednego wieczoru na spacer. Najpierw wnuczka na pniu przerzuconym przez kanał wypatrzyła kunę. Chwilę spokojnie siedziała i wpatrywała się w nas.  To  ładne zwierzątko. Niestety, nie miałyśmy aparatu. Podekscytowane postanowiłyśmy podejść do rzeki, do miejsca, gdzie czasem zwierzęta przychodzą napić się wody. Liczyłyśmy, że może nam dopisze  szczęście i zobaczymy sarny. Nie dotarłyśmy:) Po drodze natknęłyśmy się na łące na wielką łoszę:) Ostrożnie podpatrywałyśmy zza krzaka, a potem na wszelki wypadek oddaliłyśmy się.  One teraz mają 1-2 miesięczne cielaki, klępa nie uciekała na nasz widok, może miała małego przy sobie, wolałyśmy zatem nie konfrontować się z 600-700 kilowym cielskiem. Emocje jednak były:)

Właściwie codziennie, wychodząc na przechadzkę natykam się na jakieś zwierzęta - zające, wiewiórki, siwe czaple - to  "urobek" z wczoraj.

Wczoraj też miałam zaskakujące spotkanie z człowiekiem. Oceniam, że jak dla mnie, nie było ono przyjemne, może nawet obraźliwe, choć pewnie są kobiety, co by się z tego ucieszyły:) Otóż przed wieczorem wracam z przechadzki z kijami, w koszulce bokserce i krótkich spodenkach, czerwona od upału i zziajana, z rozwianym włosem i już niedaleko domu spotkałam jednego z sąsiadów, mieszkającego z rodziną kilka domów głębiej we wsi.  Grzebał saperką na poboczu w poszukiwaniu robaków, obok oparte dwie wędki i wiaderko na ryby. Kiedy się zbliżyłam, podniósł się, przywitał i powiedział, że długo się do tego zbierał, bo jest nieśmiały, ale chciał mi powiedzieć, że mu się  bardzo podobam, już od dawna i chciałby mnie odwiedzić, ma pyszną naleweczkę i byłaby okazja wypić. No, ludzie, zatkało mnie do tego stopnia, że prawie  języka w gębie zapomniałam. Kiedy się odetkałam, wydukałam, że nie trzeba sobie tak żartować z poważnych kobiet, że alkoholu nie piję, a jak przyjdzie koleżanka, to nalewkę mam swoją, więc niech się nie fatyguje. Trochę się pośmiałam i po prostu uciekłam:) No, nie biegłam przecież, ale szybko się pożegnałam, bo on ten swój tekst o podobaniu się i propozycję powtórzył znowu i zrobiło mi się nieswojo, choć był grzeczny i kulturalny. Dla mnie to było okropne! Przede wszystkim facet jest żonaty! Znam się dobrze z jego dwoma synami i córką, widzimy się raz czy dwa w tygodniu. Nie odwiedzamy się, ale zamienimy czasem kilka słów przez płot albo na ulicy. Z jego żoną wymieniamy grzecznościowe "dzień dobry". I w tej sytuacji, jak on miał czelność coś takiego mi zaproponować! W życiu nie dałam mu żadnego pretekstu do takiego zachowania! Dla mnie to po prostu stary facet (no, ze dwa lata ode mnie starszy, ale wg moich kryteriów jest po prostu stary i żonaty:) Nawet, jakby nie był żonaty, to bym na nim nawet ćwierć oka nie zawiesiła;) Teraz nieco jestem wystraszona. Nie chodzę od wczoraj  na spacer drogą w tamtą stronę, gdzie on mieszka. Mam teraz nad rzekę i do lasu trochę dalej inną trasą:) Boję się, że on mnie znowu zaczepi albo nawet naprawdę przyjdzie. I tak go za próg nie wpuszczę, ale jakby się pojawił, będzie to dla mnie coś okropnego! Rano wychodząc do ogrodu, żeby wypić kawę, rozglądam się dyskretnie. Facet zaburzył moją prywatną przestrzeń życiową, składając mi taką propozycję. Naruszył mój święty spokój.
Zastanawiam się, czy by nie zaprosić ze 2-3 razy kolegę Wójta i demonstracyjnie przejść się z nim po wsi, może to przemówi:) Kolegi wójta nikt tu nie zna, więc sobie opinii nie zmarnuje lansując się ze mną, ponadto od pewnego czasu jest wolnym człowiekiem (znaczy niezaobrączkowany), to i ja nie stracę opinii:) Świętyjeżu, czuję się jak jakaś nierozgarnięta nastolatka:)








48 komentarzy:

Zapisano przy kawie pisze...

Człowiek się daleko od domu ruszać nie musi, a przygody same na niego zza rogu czyhają! :D
Musimy się koniecznie kiedyś w Solcu zatrzymać. Zawsze tylko przejazdem, a to jak widzę takie piękne miejsce... w dalekich podrózach najbardziej lubie czytac nazwy miejscowości i zastanawiac się, jak nazywa się mieszkaniec. No bo taka Warszawa czy Lublin to bez problemu. Ale taki solec? Kim jest mieszkaniec? Solczanin nadwiślański? :D zawsze to dla mnie zagadka. Zwlaszcza przy dwuczlonowych nazwach. Pozdrawiam gorąco!

Pola pisze...

No to masz wielbiciela! :) ha,ha...
Fantastyczne!
Nie bój się, jak z rodziną mieszka, to raczej nic Ci nie grozi. Gorzej, gdyby był samotny :)

Zielonapirania pisze...

Nie boję się człowieka, ale krępującej sytuacji:)

papillon pisze...

no to ci się trafiło......ja uskuteczniam spacery kijkowe ale czasowo to do 1,5 godziny okolica moja jednak typowo leśna i bezludna

Zielonapirania pisze...

Internety mówią, że mieszkaniec jakiegokolwiek Solca to po prostu solczanin:) Wygląda na to, że drugi człon nie ma znaczenia, tak więc nie ma też solczanina zdrojowego:)

Zielonapirania pisze...

No to chyba dobrze, że pusta i bezludna? Można spokojnie spacerować i nikt nie przeszkodzi. Po napisaniu tego posta poszłam jeszcze na przechadzkę 5 km w 45 minut. Zdrowo się przewietrzyć przed snem:)

haniamrok pisze...

W tym Solcu nie byłam. 20 lat temu byłam, ale w Solcu Kujawskim, kupić bloczki siporeksu. Też leży nad Wisłą, szeroką w tamtym miejscu. Ale nie jest tak uroczy i zabytkowy, jak ta mała miejscowość. Obejrzałam sobie zdjęcia. Tyle ciekawych miejsc nigdy nie zobaczę. To chociaż wirtualnie :)
Tych zwierząt, tej natury tak pod bokiem zazdroszczę. U nas sporo ptaków, żurawi, bocianów, jastrzębi i myszołowów, bażanty i drobiazg, rudziki, dzwońce, zięby, makolągwy. Tylko jak je uwiecznić,kiedy teleobiektywu nie mam?
A ten sąsiad pomyślał, że "kobita samotna, to może chłop jej sie przyda". Ach, te chłopy, z wiekiem nie mądrzeją, ciągle nie myślą głową.;) Z tym kolegą, to dobry pomysł, znak, że "chłop już jest". Spokojnych spacerów!

kotimyszkot pisze...

Włóczęgi widzę pełne wrażeń 😉 Konkurencja powinna pomóc na amanta. A jeśli nie, to przy konfrontacji o żonie wspomnieć, żeby i on o niej nie zapominał. Miłych kolejnych wycieczek życzę i widoków tak cudnych 🙂

kobieta w pewnym wieku pisze...

Piękne zdjęcia z pięknych spacerów. A co do Pana. Niestety starzy faceci głupieją i myślą, że uda im się nas ogłupić.

Anna K. Olszewska pisze...

My tak po górach robimy średnio od 10 do 20 km. Ale czasami odpuszczamy sobie jakiś odcinek. Zależy jak z pogodą (w pełnym słońcu nie zawsze się chce tyle iść) i co tam w głowie mamy. ;)
Musisz kupić ponton. Mnie dosyć często oddziela od czegoś ładnego woda i poważnie zaczynam się nad pontonem zastanawiać. ;D Ja myślę, że to jest fajne, nie ma człek wtedy ograniczeń. Tak, musimy mieć ponton. ;D ;D
Mężczyźni to chyba tym jednym tylko żyją. ;) Ale doskonale Cię rozumiem, też wiele razy ktoś zaburzył mój spokój w prywatnej przestrzeni. Najgorzej kiedy coś takiego ma miejsce w pracy.
A historię o tym wójcie to ja pamiętam. Przygarnąć go nie chcesz czasem? :P Bo przechadzki mogą sprawić jedynie, że sąsiad poczuje zazdrość i zacznie Cię nachodzić. Ale jak najdzie Cię i drzwi mu nad ranem wójt otworzy, to sprawa będzie jasna. XD

Krystyna 7.8 pisze...

Wspaniała wycieczka Solec nad Wisłą, muszę się tam wybrać.

BBM pisze...

Niepokojąca oferta. Chyba już (powtórzona) podlega pod nękanie ...
A wycieczka atrakcyjna i zdjęcia ciekawe.

wosdanphoto pisze...

Byłem tam kiedyś i jest tam super. Z tym,że bez większych przygód 🙂 pozdrawiam

Mo. pisze...

Jak niedawno wyszłam z domu na krótki spacer bo sobie zrobiłam jeden dzień przerwy od roweru to wróciłam do domu dziewiętnaście kilometrów później. Wiem to wszystko dzięki tej samej aplikacji co Ty. Moje lasy, łąki i pola przemierzam regularnie i bez tych spacerów albo przejażdżek nie wyobrażam sobie życia. I podobnie jak Ciebie zachwyca mnie wszystko - i zapach, i dźwięki, i kolory.
A na obronę przed sąsiadem proponuję saperkę :). W ostateczności niech już będzie ten Pan Wójt no! :)

gordyjka pisze...

Wójt będzie ok !! ;o) Dołóż jakąś nocną bibkę...;o)

1styczniaa pisze...

Piękne widoki! Dodam do listy miejsc do odwiedzenia :)

Fuscila pisze...

Jeszcze półtora tygodnia i też będę tak śmigać!🙂No, może nie aż tak ekspresowo, ale się rozkręcę! Lubię być rozpieszczana, i cieszy fakt,że mam z kim pogadać lub pokłócić, ale czas już Brata zwolnić z funkcji pielęgniarza!
Serdeczności i pięknych wędrówek życzę!

jotka pisze...

Czarnych lodów jeszcze nie jadłam, coraz więcej czerni - krem do twarzy, pasta do zębów, maseczki, makaron, a teraz lody!
Wspaniałe są takie wędrówki, a zdjęcia to prawdziwa uczta dla oczu!

onyks pisze...

Na czarne lody się czaiłam w ubiegłym roku na festiwalu Castle Party ale nie zjadłam , bo byłam paskudnie przeziębiona. Wiesz co mi się podoba w tym co napisałaś ? to mianowicie, że poczułaś się jak nastolatka !

Zielonapirania pisze...

Jak widać,Solcow w Polsce dostatek, bo jest też i uzdrowisko Solec;) Ze sfotografowaniem zwierząt jest problem. Ot, na pr,układ dziś. Idę polna droga, aparat mam. Nagle przede mną że za wyskakuje sarna i płynie niemal nad tym zbożem, tak wysoko skacze. Ale zanim.odpalilam aparat i ustawiłam.ostrosc to już jej nie było. Ale co widziałam to moje:)

Zielonapirania pisze...

Rada z żoną jak najbardziej na miejscu, aż się dziwię, że mu o tym od razu nie wspomniałam. To z zaskoczenia;)

Zielonapirania pisze...

No temu panu to się na pewno nie uda:)

Zielonapirania pisze...

No nie,pontonu nie kupię:) wody się boje i nie umiem plywac;)
Z kolega wójtem czasem się widuje, ale stopień zażyłości nie jest aż tak zaawansowany, aby komuś rano moje drzwi otwierał:)

Zielonapirania pisze...

Fajne leniwe miasteczko, jeśli nie masz daleko albo.moze po drodze, to warto wstąpić.

Zielonapirania pisze...

A zapomniałam napisać, że zaproponował przejście na "ty". Nie skorzystałam, oczywiście;)
Mam nadzieję, że do owego nękania nie dojdzie.

Zielonapirania pisze...

Dolina Wisły to atrakcyjne widokowo miejsce.

Zielonapirania pisze...

Do przodu zawsze fajnie się idzie, szkoda, że potem trzeba wracać:) dziś przeszłam 20 km 280 m w 3 godz 42 min spalając 1426 kalorii. Różnica poziomów 302 m. Potem nadrobiłam pierogami z truskawkami ze słodką śmietaną;)

Zielonapirania pisze...

Też tak myślę, że wójtem się w razie czego podratuje, ale na razie raczej bez nocnych bibek;)

Zielonapirania pisze...

Jeśli będzie okazja, warto się zatrzymać w Solcu.

Zielonapirania pisze...

Kochana, a Tobie szybkiego powrotu do pełnej sprawności. Wyobrażam sobie, jak Ci doskwiera okres rekonwalescencji, ale każdy kolejny dzień odpoczynku na pewno da dobre efekty. Lady czekają, a jakie są w nim piękne poziomki! Garściami korzystałam dziś z tego dobrodziejstwa;)

Zielonapirania pisze...

Nie mam pojęcia, z czego zrobili ten czarny barwnik. Z ... Ośmiornicy???:) Kałamarnicy znaczy się??? A fuj! Więcej do ust nie wezmę:)

Zielonapirania pisze...

No bynajmniej nie jestem z tego dumna, że poczułam się jak nastolatka:) W ogóle teraz to myślę, że powinnam obrzucić delikwenta dumnym i groźnym spojrzeniem i obejść z godnością bez słowa (pomijając niegodny look:))

Lucia pisze...

Taa jakby mi Wlochem zalecialo. A naleweczka wymaga przejścia na " ty".. sąsiad wszedł w etap którejś tam młodości. Jak go spotkasz pozdrawiaj serdecznie malzonke.😀 A spacery nawet niewielkie tyle niosą atrakcji. U Ciebie dodatkowo zwierzęta. A zdjęcia piękne. Serdecznosci

Anna K. Olszewska pisze...

Ja też się wody boję dlatego wymyśliłam ten ponton, bo wpław nigdzie nie dopłynę. Pływam jedynie własną interpretacją żabki, ale nigdy nie czuję się pewnie w wodzie, więc łódki i pontony to dla mnie jak najbardziej rarytas.
Zostaje Ci więc groźny pies obronny, albo własna asertywność która być może powinna wkrótce odrzeć się nieco w uprzejmości, która przez mężczyzn jest mylona z flirtem.

Stokrotka pisze...

Ale wspaniałe wędrówki uskuteczniasz. Bo to nie są spacery tylko wędrówki.
Moje uznanie.
A lodów czarnych jeszcze nie jadłam, chociaż straszliwym lodowym łakomczuchem jestem :-))
No i fajnie że masz do Wisły blisko.
Ja całe życie mieszkam nad Wisłą.
:-)

Lucy pisze...

Kurcze no! Pewnie mysli, ze jak sama, tos w jakiejs potrzebie. Pomysl z wójtem calkiem do rzeczy, o ile wójt zagra w komedii ;)
Solec piekny, musialam najpierw sprawdzic, gdzie jest.

Zielonapirania pisze...

Świetna rada, w razie co będę stosować, na razie omijam z daleka rejon zamieszkiwania delikwenta:)
Nie wiem jak zdjęcia, ale przyroda i miejsca są piękne, aż szkoda, ze po lecie nastanie jesień:) dziękuję za miłe słowa.

Zielonapirania pisze...

Milo mi spotkać kolejną amatorkę lodów:) zawsze mam w lodówce pudełeczko:) w naszym gminnym miasteczku jest lodziarnia prowadzona przez jedną rodzinę od 1956 roku. Słyną w okolicy, mają swoją własną recepturę na lody. Są tam.wieczne kolejki, ostatnio podjechalyśmy z moimi dziewczynami na lody tamże,to w kolejce czekało ponad 30 osób. Wielu przejezdzajacych obwodnica specjalnie zbacza do miasteczka na te lody. My poszłyśmy gdzie indziej:)

Zielonapirania pisze...

Ja już od kilku osob ze wsi słyszałam pytanie, a czemu sama. A czemu nie? Nikomu nie muszę się tłumaczyć. Widzę jednak, że kobita bez chłopa wydaje im się podejrzana:)

Zielonapirania pisze...

Aniu, skoro pływasz to wody się nie boisz:) ja idę od razu na dno!
Z sąsiadem sobie poradzę. Na razie go unikam, nie stanowi to dla mnie kłopotu. A co by nie wymyślił to.od moich drzwi i tak się odbije, bo nikogo do domu.nie wpuszczam i też nie mam z tym problemu. Żeby wejść do.mojej chałupy, trzeba być zaproszonym:)

Anna K. Olszewska pisze...

Panikuję jak coś idzie nie po mojej myśli. Np. jak ktoś się zbliża. Nie wolno mnie dotykać w wodzie. ^_^ Mam duży respekt to wody, jako dziecko topiłam się i od tamtej pory coś mi się przestawiło i nie czuję się pewnie.

Michał pisze...

Witam.
Piękna okolica, piękne zdjęcia.
Jestem pod wrażeniem.
Pozdrawiam i zapraszam.
Michał

Zielonapirania pisze...

Zgadzam się, że odwiedzone miejsca mają swój urok. Jak widać, nie trzeba jechać do uznanych ośrodków turystycznych, aby zobaczyć interesujące ślady historii.
Pozdrawiam serdecznie

trollatrolla pisze...

o ,matko, ale cię zaszczyt kopnął z tym sąsiadem :/
Też bym się bała. Nie wiem...opierniczyć gościa? Postraszyć doniesieniem do żony i proboszcza?
Okolice Wisły fajne są. Chciałabym kiedyś tak sobie pomyszkować po tych miasteczkach nadwiślanych

agatek pisze...

15 km - fiu fiu, podziwiam :)
Świetna sprawa takie wycieczki. Fajne zdjęcia udało Ci się zrobić, szczególnie z bażantem, bo on to czmycha od razu :)
Serdeczności przesyłam :)

Zielonapirania pisze...

Ja się nie boję sąsiada, ale nie lubię, jak mi się ktoś wtrynia w moje prywatne życie i zaburza rutynę. Na razie go unikam:)

Zielonapirania pisze...

Mój tego tegoroczny rekord do ponad 20 km w niecałe 4 godziny:) Lubię chodzić, nie męczy mnie to.

Barbarossa pisze...

15 km BRAWO TY...
Kiedyś tak, teraz i jeden km to dla mnie wyczyn. To jednak nie spawa kondycji tylko wynik choroby... Oby to się zmieniło na lepsze...
Ciekawe miejsca pokazałaś. Piękne zdjęcia - ujęcia.:)
Lodów nie lubię...Taki ze mnie dziwoląg.:)
A co do tego pana, to przepraszam za słowo: dupek i tyle. Nawet nie zasługuje na dalsze komentowanie.
Uważaj kochana. Idiotów nie brakuje na tym świecie.
Pozdrawiam w deszczowy nadal poniedziałek.

Prześlij komentarz