niedziela, 2 sierpnia 2020

Obrazkowo

No ja nie wiem, co z tym kotem:) Taki był domowy, przytulaśny, upasiony nawet nieco, a teraz co? Prawie go nie widuję, tak się włóczy. Łaskawie wieczorem koło 22-23 wraca, najada się,  śpi do 1-2 w nocy, najada się, budzi mnie,  żeby go wypuścić, wraca koło 7, najada się, śpi. Tylko patrzeć jak znów wstanie najeść się i znów przepadnie. Szczególnie martwią mnie te jego nocne spacery, bo we wsi nie brak wałęsających się luzem burków. Kiedy próbuję na siłę zatrzymać go w domu, to się odgraża podrapaniem mojego żółtego skórzanego ulubionego fotela lub zanieczyszczeniem drzwi wyjściowych:) I tak przy tym wrzeszczy, że się nie da wytrzymać.  I od tego szlajania się schudł. Na szczęście kropelki skutecznie odstraszają kleszcze, ale rzepów na sierści codziennie naznosi. Oj, te chłopy...:)


A jak już przy chłopach jesteśmy... Na czwartek i piątek wybierałam się na wycieczkę, ale w środę wieczorem kolega wójt zadzwonił zaprosić na kawę. Odmówiłam w związku z wyjazdem i tak słowo do słowa i wprosił się na tę wycieczkę i skróciłam ją do jednego dnia. Z noclegiem trochę niezręcznie by było.  Celem były okolice Birczy. Napiszę o tym miejscu obszerniej, ale nieco później, bo niestety zarówno wczoraj jak i dzisiaj pracuję. Wczoraj byłam tak zmęczona po dyżurze, że zasnęłam w ubraniu koło 19:) Kot mnie potem obudził zza okna, więc się tylko rozebrałam i znów zasnęłam. Już nie pamiętam, kiedy poszłam spać tak wcześnie. Chyba, jak byłam dzieckiem:)
Tak więc dzisiaj tylko trochę obrazków.


W czasie podróży zatrzymaliśmy się na śniadanie na leśnym parkingu i poszliśmy kawałek na spacer. Natknęliśmy się na polany pełne wrzosów. Jeszcze nie kwitną, ale wyobraziłam sobie jak to będzie we wrześniu...


W miejscowości Rudka koło Sieniawy zobaczyliśmy taką oto cerkiewkę. Widać, jaka jest malutka.



Żniwa w pełni. Pamiętam z mojego dzieciństwa te tłumy na polach, rzędy ludzi przy łanach, konne wozy, małe traktory... A teraz jeden kombajn i przyczepy.




Niżej: cerkiew w Piątkowej. W rzece moczyliśmy nogi zmęczone chodzeniem.







A to już widoki ze szlaku Doliną Cisowej.





Niżej wieża widokowa w Pruchniku i widoki z niej.






Rynek w Pruchniku.


Sanktuarium w Jodłówce. Czy ktoś odważyłby się skorzystać z tych kubków przy źródełku uważanym za cudowne?:)



Cerkiew w Jaworniku Ruskim.


Remontowana cerkiew w Lipie. Panowie budowlańcy byli bardzo weseli i mili:)


Cerkiew i kapliczka w miejscowości Malawa. Mieszkańcy, pewnie młodociani, na znaku miejscowości zmienili tę nazwę na MyLowa. Z błędem, ale skojarzenie jednoznaczne:)


To już Bircza i kaplica grobowa Kowalskich, a jeszcze niżej kościół parafialny.







Mam po tej wycieczce pewne przemyślenia.  Kolega wójt okazał się dobrym towarzystwem, nie jęczał i nie stękał. Nie pił piwa. Interesował się. Wyszukiwał ciekawostki w necie. Zachwycał się. Nadążał za mną:)  W drodze: tam ja prowadziłam, on z powrotem i nie wymądrzał się na temat kobiet w roli kierowcy. W naturalny sposób przyjął, że skoro ja miałam auto z pełnym bakiem, to on płaci za obiadokolację w Przemyślu i nic nie trzeba było w tej kwestii ustalać. Prawie cały czas uśmiechał się i miał dobry humor. Zabawnie żartował z panami przy remontowanej cerkwi. Zaproponował moczenie nóg w rzece:) Rozmowa się kleiła i nie rozmawialiśmy o pracy, ani mojej, ani jego. I nie wspominaliśmy  szkolnych czasów.  Po prostu byliśmy na wycieczce.

No i pomyślałam, że od czasu do czasu fajnie tak spędzić czas. Z kimś  nienamolnym, nienachalnym, z kimś kto nie narzeka i ma coś do powiedzenia. Byle nie za często:) Bo ja jednak lubię sama. Przy nim nieco krępowałam się  nagle zmienić plany, bo mi się jakiś pagórek podobał i bym na niego chciała wleźć, choć go nie ma na trasie i na tym pagórku też nic nie ma. Albo pomilczeć. Jakoś mi się wydawało, że moje milczenie odbierze negatywnie, a momentami po prostu nie chciało mi się gadać. To oczywiste, że w towarzystwie trzeba się do siebie wzajemnie dostosować, ale mnie czasami to gniotło:)

Byłabym zadowolona, jakby nasza znajomość pozostała na tym poziomie, jak jest. Raz na jakiś czas zobaczyć się bez zobowiązań i miło spędzić czas.  Tymczasem moja przyjaciółka, gdy jej opowiedziałam o wyjeździe, od razu zapytała, czy umówiłam się na randkę i czy on mi się podoba. Na jaką randkę?? I co za różnica, czy on mi się podoba czy nie? Owszem, jest przystojny czyli szczupły, wysoki, proporcjonalny i bardzo sprawny czyli  w moim guście, ale piękny nie jest, choć ma miły wyraz twarzy. I sympatyczny sposób bycia. Na pewno podoba się kobietom. Panowie w tym wieku najczęściej mają podwójny podbródek i wystający brzuch:)
Mam nadzieję, że nie wszyscy mężczyźni spotykają się z kobietami w celu zawarcia jakiegoś związku:) Ta moja koleżanka akurat powinna wiedzieć, że różne są kolory znajomości. Ona ma partnera, który się z nią cztery lata spotyka, sypią z nią, ale o wspólnym zamieszkaniu i ożenku nie chce nawet słuchać, a ona z tego powodu płacze po nocach. A dla mnie to by była idealna sytuacja,:) Jednak teraz nawet o tym nie myślę i nie podrywam mojego kolegi wójta:) 

Mając drugi dzień wolny, wybrałam się na rowerową przejażdżkę i w swojej okolicy też znalazłam widoki godne podziwu.












55 komentarzy:

jotka pisze...

Te cerkiewki jak z parku miniatur architektonicznych:-)
Dobrze, że towarzysz nie zmęczył Cię na wycieczce, szkoda by było wrażeń.
Te pola żniwne przypomniały mi, ze gdy byliśmy w górach i z daleka widniała jakaś wysoka budowla. Główkowaliśmy co to może być, na hotel nie pasowała lokalizacja.
Okazało się przez lornetkę, że szachownica pól ułożyła taki wzór, który z daleka przypominał hotel...

Fuscila pisze...

Niby pełnia lata, ale po polach już widać powoli szykującą sie jesień! Kapliczki i cerkiewki takie niby swojskie, ale tak daleko!
Wcale Ci się nie dziwię, że tak podchodzisz do tej znajomości. Mnie by taki układ tez odpowiadał, bo również polubiłam być Zosią-samosią, a to nie każdemu panu po drodze!

Zielonapirania pisze...

Ta mała cerkiewka została zbudowana przez Bojków w 1695 roku. Stała tu, gdzie ta duża teraz. W 1921 zbudowali tę murowaną, a drewnianą przesunęli bliżej dębu i tak sobie stoi. Ta murowana to teraz kościół.
Muszę sobie kupić lornetkę:)

Zielonapirania pisze...

Na polach mimo niedzieli warczą kombajny i jeżdżą ciężarówki z ziarnem i słomą w balach. Żniwa w toku, jeszcze chwila i będą wykopki:)

Nie każdemu panu pasuje żyć solo, wolą mieć kobietę do gotowania i prania:) no i do opiekowania się nią. Ale ja podobnie jak Ty nie potrzebuje opieki.

trollatrolla pisze...

Ależ tam pięknie! Ojej! Te pola w kratkę, te cerkiewki. Pięknie, chciałabym się tak powłóczyć. I rozumiem potrzebę podróży z celem który w każdej chwili można dowolnie zmienić. Nie wiem czy mając taką wolność chciałabym cokolwiek zmieniać. Ludzie myślą schematycznie. Jak niezamężna kobieta spotyka się z panem to znaczy, że ma z tego być od razu mariaż. A nie można tak zwyczajnie być przyjaciółmi, może nawet z jakimiś korzyściami, ale po co to od razu ładować się we wspólne mieszkanie? Tym bardziej, że często tak wygląda jak piszesz: pan ma panią od gotowania i prania, ale co pani z tego ma? Chyba tylko tę wątpliwą opiekę.

Mo. pisze...

W piątek zaraz po pracy wskoczyłam na rower i ruszyłam w teren, wracając do domu 34 kilometry później. A co najdziwniejsze to wracając do domu byłam tak zmęczona, że marzyłam tylko o sofie i herbacie. Cudnym zbiegiem okoliczności to zmęczenie zniknęło jak tylko pomyślałam o rowerze i lesie, a jak już rower wyprowadzałam z piwnicy to byłam wręcz wypoczęta :). Trochę mnie w tej części lasu nie było i zmiany jakie zaszły w roślinności i kolorach szalenie mnie zachwyciły. Już nie widzę horyzontu bo prawie wszędzie rośnie kukurydza, dużo dużo dużo wyższa niż ja. I bele siana jak okiem sięgnąć, w krowich stadkach cielaczki...No pięknie, no!
Przygarnęłam sobie kiedyś kotka z ulicy, nazwałam Maurycy ( proszę, jaki rym ). Kochany był, z psem dogadywał się znakomicie, a jak chodziłam na spacery to z jednej strony pies, z drugiej kot, nawet podobni w umaszczeniu. Szkoda tylko, że ja do niego z miłością a on do mnie raczej głównie z głodem i miłością do ciełego legowiska i przytulanek. Nocami ciągnęło go na rewiry, miauczał jak szalony a jak na noc zamknęłam sobie drzwi na noc, żeby tego ujadania nie słyszeć, to poniszczył drzwi. Noce spędzał a terenie, rano przychodził na jedzenie i nocleg, a wieczorem znowu domagał się wolności. I kiedyś tak poszedł i już nie wrócił...
W bezinteresowność Wójta średnio wierzę :) i jestem niezmiernie ciekawa rozwoju znajomości.

Lucia pisze...

Lubię te okolice. Kiedyś jako dziecko jeździłam z babcią do Jarosławia. W Łańcucie mam przyjaciółkę i nawet V. zabrałam w tamte strony, bo on uwielbia cerkwie i w ogóle ikony. W przyjaźń klasyczną damsko męską nie wierze absolutnie. Ale nawet takie kocury włóczęgi maja swój wdzięk. I oto chodzi. Serdeczności

kotimyszkot pisze...

Za picie z tych kubków podziękuję ;) Widoki niesamowite, a wycieczka jak widać udana i skoro tak Ci pasuje wycieczek się trzymajcie :) Serdeczności!

gordyjka pisze...

Wspaniała wyprawa !!;o)
Reszty nie będę komentować, bo Ty nadmiaru słów nie lubisz...;o)

Anna K. Olszewska pisze...

Co kraj to inaczej z tymi kotami. Podobno w Polsce lepiej ich nie wypuszczać. Z kolei w Szwajcarii nie ma żadnego zagrożenia dla kotów i mogą hulać.

Pomyślałam o wrzosach jesienią i się rozmarzyłam. ^_^

Ten wójt to coś nie daje o sobie zapomnieć. ;P

Nie wierzę w cudowność wód, nie ryzykowałabym. :P

W towarzystwie też mnie czasem gniecie takie uczucie. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, rzadko spotykam samotników. Ja sobie zawsze czas na wycieczce zorganizuję, np. na postoju miast gadać, wolałabym poczytać książkę. ;P

Przypomniało mi się jak mordowałam się pewnego poranka z decyzją. Zadurzyłam się w moim obecnym mężu i kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. Wiedziałam, że będą chwile, w których będę żałować związku, bo jednak moja dusza musi być wolna, lecz z całą pewnością powiem, że nie żałuję, że to ten. Czasami głupio gdybam: gdzie bym teraz była jako singielka?

Zielonapirania pisze...

Są kobiety, które bez mężczyzny nie przeżyją. I nie chodzi nawet o to, że nie wbija przyslowiowego kołka w ściane. Nawet wbiją, ale samotność je złamie. Będą wszystko znosić, żeby mieć partnera. Znam takie. I bardzo szanuję udane małżeństwa, żeby nie było. Jednak szanuję też osoby, czy to kobiety, czy mężczyzn, kit koórzy chcą żyć solo. Każdemu wedle jego potrzeb:)

Zielonapirania pisze...

Jesień idzie, mam nadzieję, że mój kot Lucjan się ogarnie. Dziś wrócił wcześniej he he, bo już o 3 nad ranem. Nie powiem, jakimi epitetami go przywitałam, jednak cieszyłam się, że wrócił. Jak pogoda się zmieni, ogon mu zmarznie i zmoknie to pewnie znów stanie się domatorem:)
A z Ciebie to bardzo energiczna kobietka:) wiesz, że o takich jak ja i Ty mówią, że mamy motorek w.. oj, nie będę się wyrażać;)
Kolega wójt to mój były chłopak z podstawówki, a do tej samej rzeki nie wchodzi się dwa razy:)

Zielonapirania pisze...

Do Łańcuta jeszcze się wybiorę pałac zwiedzać:) kiedyś już widziałam, ale z zewnątrz.
Hmmm a ja w kolegowanie damsko-meskie wierzę... Nie każda znajomość podszyta jest chęcią relacji bardziej intymnych.

Zielonapirania pisze...

I ja tych kubków nawet bym nie dotknęła:) już pomijam, że w żadne święte wody nie wierzę:)
Wycieczka była dopiero jedna wspólna, oprócz chodzenia na kawę od czasu do czasu nic się więcej nie dzieje, a czy się powtórzy? Może?:)

Zielonapirania pisze...

Nadmiaru może i nie lubię, ale spokojnie możesz skomentować, lubię poczytać opinie innych:)

BBM pisze...

Stare cerkiewki mają w sobie taki rodzaj duchowości jak ludowe przydrożne kapliczki- a w każdym razie na mnie tak działają.
Wycieczka bardzo udana i skoro obydwoje byliście zadowoleni, to pewnie będą powtórki. I dobrze!

Zielonapirania pisze...

Na kota przyjdzie rada, jak się zrobią jesienne chłody, wtedy znów się zadomowi w mojej sypialni.
Kolega wójt mieszka na wsi, gdzie jest wójtem, więc jest pod stałą obserwacją, poza tym rozwiedziony od niedawna, więc na pewno czuję presje otoczenia i zainteresowanie wyborców. Nie poważy się na wiele, co i mnie odpowiada. Z pewnością też czuję potrzebę pobyc z kimś, z kim nie wiążą go sprawy zawodowe i spoza codziennego otoczenia, i ja to rozumiem. I z tych przyczyn zwykle kolegowanie się ze mną jest możliwe.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Właściwie to szkoda, że wspólna wycieczka "wymusiła" tylko jeden dzień, bo pokonałaś sporo kilometrów, ale rozumiem, że chciałaś uniknąć noclegu:-) byłaś na "naszych" terenach, z punktu widokowego nad Cisową zrobiłaś zdjęcie Kopystańki, a po drugiej stronie góry jesteśmy my; bardzo lubię opisy moich stron, wrażenia, zdjęcia osób odwiedzających Pogórze, a może gdzieś się mijaliśmy po drodze, bo dużo obcych rejestracji przewija się ostatnio po naszych drogach, wąskich i krętych:-) nie próżnujesz, drugi wolny dzień spędziłaś na rowerze, ładna Twoja okolica, taka trochę jak roztoczańska:-)

grazyna pisze...

PIekne widoki, ladne okolice, podobaja mi sie te pasiaki krajobrazowe, juz wygladaja jesiennie. Zdjecie z Birczy kosciola w dole wystajacego ponad drozke...bardzo fajne. Cerkiewka miniaturka sliczna, czyzby Bojkowie nie byli wysocy ?

Sama zdecydujesz jak sie potoczy znajomosc, poki co, jako towarzysz podrozy sie sprawdza.
Pozdrawiam serdecznie

Pola pisze...

Gdy czytałam fragment, w którym piszesz o urodzie Wójta, pierwsza myśl mi się nasunęła: czy on nie wie, że regagujesz bloga? :) :) Hmmm... pewnie nie wie :)
Zakątki urocze! Absolutnie zachwyca mnie natura, więc pola uprawne, łany zbóż, rośliny zielne łąkowe, wprawiaja mnie w zachwyt... nieustannie... To dla mnie niesamowity relaks... wystarczy patrzeć...

onyks pisze...

Urocza wycieczka , a i wsparcie czasem przydatne. Piękne miejsca zwiedziliście.

haniamrok pisze...

Śliczne okolice, nie byłam tam...Tak spokojnie, przytulnie i widoki cudne!
A Ty nie miałaś dwóch kotów? Może jednemu smutno, może ma "zastępczą" pańcię? Do mnie przychodzą dwa koty. Jedna kotka uważa sie za gospodynię i fuka na kocurka, który pół dnia spędza na moim tarasie. Ale i kotka znika nocą. Czyżby to były koty bezdomne? A Twój ma czip?
Pan wójt wydaje się być sympatyczny. Ale ponoć przyjaźń czysta między kobietą i mężczyzną nie istnieje. Zwykle jedno z dwojga chce czegoś więcej...Może tu będzie inaczej?

Zielonapirania pisze...

Chociaż się żadnemu Bogu nie narzucam, czuje prawie to samo:) ale jakby w cudzym imieniu. Bardziej interesują mnie okololudzkie historie związane z takimi miejscami oraz legendy.

Zielonapirania pisze...

Po tej drugiej stronie góry też bylam, ale znacznie dawniej;)
Lato takie krótkie, trzeba wykorzystać każdy pogodny dzień.

Zielonapirania pisze...

Raczej nie chodzi o wzrost Bojków:) Słowo cerkiew oznacza Dom Boga, więc drzwi są niskie, aby wymusić pochuloną postawę, a i we wnętrzu człowiek na kolanach nie potrzebuje wysokich stropów. Tak mi się zdaje. Muszę poszukać literatury na ten temat.

Zielonapirania pisze...

Oczywiście, że wójt nie ma pojęcia o blogu. A przecież niczego złego o nim nie napisałam:)? Myślisz, że byłby niezadowolony z tego, że nie jest piękny na twarzy:)? 3/4 ludzi nie jest:)

Zielonapirania pisze...

Okolica raduje oczy. Niestety niektóre szlaki były nieczynne, więc nieco improwizowalismy, ale i tak było fajnie.

Zielonapirania pisze...

Miałam przez pewien czas dwa koty. Rudolf przyszedł któregoś dnia na wycieraczkę. Pobył parę miesięcy i tak samo nagle odszedł jak przyszedł. To był taki bardzo niezależny 🐈. Rudy. Robił co chciał, choć potrafił być bardzo sympatyczny. Do tej pory jak widzę gdzieś rudego kota, biegnę za nim i wołam:) Jestem pewna że raz go widziałam w gospodarstwie w sąsiedniej wsi, ale nie będę nachodzić ludzi... Może stamtąd do mnie przyszedł, a potem tam wrócił?

Jaga pisze...

Obłędne przestrzenie !!! Cudne widoki. A kot to kot - ciesz się , że pozwala Ci u siebie mieszkać :) :) Moje 4 sztuki teraz jak ciepło zachowują się tak samo.

Zielonapirania pisze...

Uspokoilas mnie, bo już się bałam, ze mi Lucek chce wypowiedzieć prawo do opieki nad nim:)

gordyjka pisze...

Na "kolegowanie" z Panem Wójtem to bym 5 zeta nie postawiła...;o)

A na kotach się nie znam...;o)

Zielonapirania pisze...

Sądzisz, że nie nadaję się na koleżankę?:)

wilma pisze...

Jak przeczytałam o Twoim kocie wędrowniczku, to tak jakbym czytała o Felku. Z tym, ze Ty jednak możesz swojego kota wypuścić na spacer, a ja nie mogłam.
Teraz ma warunki podobne do Twoich i jest bardzo szczęśliwy.
Podziwiam krajobrazy, przyzwyczajona do wielkopolskich, płaskich i monotonnych, zachwycam się tymi"pofalowanymi" i różnorodnymi.
Żniwa - obecnie szybkie, zmechanizowane, prawie bez wysiłkowe, ale pozbawione tego żniwnego klimatu i malowniczości
W żniwach, które pamiętam, główne role grali ludzie, ludzie byli aktorami pierwszego planu. Teraz na pierwszym planie są ogromne maszyny. W nich co prawda jest człowiek, ale jest tak schowany, ze go nie widać, więc to przedstawienie jest nudne i prozaiczne...

gordyjka pisze...

Ładna, zgrabna, inteligentna...Nie nadajesz się !! ;o)
(I jeszcze sentyment sprzed lat)...;o)

Lucy pisze...

Trzecie zdjecie od dolu, co tam jest za tym stopem?
Mesko rozumiem, o co ci chodzi. O sytuacje idealna dla kobiety. Aby czasami zjesc kawalek kielbasy, nie chce trzymac calej swini ;)
Piekne okolice, piekna wycieszka. Az zajrzalam, gdzie lezy Pruchnik. Bo ja urodzilam sie w Prudniku ;) ale ten pewnie znasz, juz przez sam Frotex- ech, byly czasy, a zanim Frotex, byl to Fränkel, i wszystka posciel i reczniki na Titanicu, z tej fabryki pochodzily.
No wzielo mnie na wspominki, nawet przedczasowe.
Intryguja mnie cerkwie i cerkiewki, Twoje na zdjeciach jak malowane. U nas praktycznie niespotykane, a juz wcale takie wlasnie historyczne. Kolo Gifhorn jakas jest, nie wiem, jakim cudem, ale to tez niezla wycieczka ode mnie.
Milego lata, Piranio :)

Zielonapirania pisze...

A ja lubię patrzeć na pracę kombajnu:) podziwiam umiejętność kierującego, niektóre maszyny są naprawdę ogromne. I po zboże rzadko podjeżdżają traktory, częściej są to równie ogromne ciężarówki. I również pamiętam żniwiarki ciągnięte przez konie i całe wsie na polach i te ciężką wielotygodniową pracę...

Zielonapirania pisze...

Na tym zdjęciu zaraz za znakiem jest bardzo ruchliwa droga wojewódzka. Jechałam wzdłuż ścieżka rowerowa ze dwa kilometry, a potem ją przekroczyłam i ruszyłam na nieznane tereny:) do tej pory eksplorowalam tylko teren do tej drogi.

Michał pisze...

Witam.
Na kotach się nie znam, wolę psy.
Uwielbiam stare cerkiewki, kapliczki przydrożne, krzyże, etc...
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

Zielonapirania pisze...

W różnych budowlach podoba mi się to, że mają jakąś historię: historię ludzkich starań i wydarzeń.
Najlepszego!

Zielonapirania pisze...

Inteligencję jakąś każdy ma:) a nogi mam zbyt krótkie, nos zbyt długi... Ratuje mnie to, że nie mam kompleksów;)

Ismena pisze...

Uwielbiam takie przestrzenie.
Dzisiaj wieczór spadających gwiazd
Niech spadająca gwiazdka spełni Twoje marzenie

Zielonapirania pisze...

Dziękuję Ismeno, jedno już się spełniło:) Nie dzisiaj, więc może jest szansa na następne:) Dziś noc gwiaździsta, brak chmur, może powinnam wypatrywać spadających gwiazd zamiast spać, żeby dać szansę losowi? Dotychczas sama dbałam o spełnienie planów wynikających z drobnych marzeń:)
I Tobie wszystkiego dobrego, pozdrawiam.

Italia Mini pisze...

Jak mi tęskno do tych polskich lasów... Jak pięknie. Ale i pola i cerkwie urocze. Wycieczka jak najbardziej udana. A kolega- wójt... no cóż. To Ty jesteś od zdecydowania jak to się potoczy. Ja akurat wierzę w taką przyjaźń bez podtekstów. Choć znam też "parę", która wyznaje przyjaźń z opcją pójścia do łóżka.... Co do kocurka, nic nie poradzę. Ja psiara jestem. Kotka nigdy nie miałam.

Anna pisze...

Co do kota, to powiem tak - jak pan, taki kram :D Cudnie widzieć Piranio, że nic się nie zmieniłaś!
Pzdrawiam serdecznie
Babz

Ariadna pisze...

Eh, Ty to masz dziewicze krajobrazy :)
A spotykać się możesz częściej. Zwłaszcza, jeśli z wójta taki fajny kompan ;)
Dobrze zawarta znajomość polega na tym, że kiedy cisza, to "nie gniecie", ale do tego trzeba po prostu czasu :)

roksanna pisze...

Daleko od Cię do Przemyśla?
Znam te tereny i te cerkwie.

Barbarossa pisze...

Koty jak to koty mają swoje kocie sekrety i drogi :)
Super się z Tobą i panem wójtem wędrowało. Tak sobie myślę, że gdyby się narzucał, to pewnie nie miałby szans u Ciebie na kolejną być może kiedyś wycieczkę.:)
Kadry piękne.
Pozdrawiam Cię sierpniowo i bardzo serdecznie.

Ismena pisze...

A dzisiaj widziałam trzy koty tak leżące przed swoimi domami. Im także dokucza upał
Pozdrawiam nadzieją na deszcz

Zielonapirania pisze...

Włoskie lasy też piękne, ale chyba inne ? Miałam raz okazję przejść się po włoskim lesie, inaczej pachnie, ale również przyjemnie. I podłoże było bardziej suche. Choć to pewnie nie norma.
Kotkowi się chwilowo odmieniło, stał się domatorem, aż się znów martwię, czy mu coś nie jest :)

Zielonapirania pisze...

Aaaaa.... i ja dopiero teraz widzę, że mnie odwiedziłaś:) Kajam się! Jak miło!:) Czy oprócz wizyty w raju dla stóp można Cię gdzieś odwiedzić wirtualnie ? Jak Twoja parka ? Toż to już dorośli ludzie! Z nadzieją, że u Ciebie życie toczy się po różach, czekam na kolejny kontakt.
Pozdrawiam serdecznie

Zielonapirania pisze...

Lubię naturalne krajobrazy bardziej niż widoki miejskie, to prawda. Bywa, że kręcę się wokół jakiegoś miasta, po okoli cy, a do samego miasta nawet nie zaglądam.
Znajomość z wójtem jest fajna, bo nienachalna. Sądzę, że jemu chce się czasem wyrwać ze swojego środowiska, gdzie ludzie śledzą każdy jego krok, bo każdy go zna, to mała społeczność. Dla mnie takie spotkania raz na jakiś czas, to też rozrywka i okazja do pogadania o czym innym niż na co dzień.

Zielonapirania pisze...

Czy daleko ? pojęcie względne. 200 km. W sumie niedaleko :)

Zielonapirania pisze...

Dziękuję za miłe słowa. Na razie życie toczy się bez sensacji i bez wzlotów i upadków w każdej dziedzinie, czyli tak jak lubię. Z ładnymi letnimi krajobrazami. Kolega wójt choć zawodowo jest rzutki i energiczny, w zwykłym codziennym życiu jest chyba raczej wyważony i spokojny, nie spodziewam się z jego strony sensacji:) Choć to jego zeszłoroczne "moja dziewczyna" wciąż brzmi mi w uszach, mimo, że dotyczyło sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat:))

Barbarossa pisze...

No to nic innego nie zostało, jak czekać spokojnie i z dystansem na dalszy bieg wydarzeń :D
A lato fakt piękne. Ucieka mi od początku coraz bardziej....

ikroopka pisze...

Okolica z lata 2009 chyba, wiec juz slabo pamiętam, jednak trzeba wracac, zeby sobie odswiezyc, a tu tyle jeszcze miejsc nieznanych;)
Pan wojt robi dobre weazenie, moze nie bedzie sie narzucal? 😊

Prześlij komentarz