Już nie ma co liczyć na upały, choć wrzesień mami dobrą pogodą. Jeszcze korzystam z ostatnich okazji, aby włożyć białe lub żółte spodnie, jeszcze są dni odpowiednie do bluzek z krótkim rękawem i do letnich butów, ale to już ostatnie ich godziny. Noce zimne, jakby nie te parę stopni na termometrze, to powiedziałabym nawet, że mroźne, tak je odbieram. Z czeluści szafy wyciągnęłam grube bluzy. Jeszcze trafiła się okazja na rowerowe wycieczki, na grilla z kolegą wójtem, w czasie którego wypiliśmy flaszkę macedońskiego wina (nie wiem,jak to się stało, bo ani za grillem ani za alkoholem w takich ilościach wcale nie przepadam:), jeszcze trwa sezon na maliny, ale... Ale już warzywa z działki zebrane, oprócz warzyw korzeniowych, a sama działka w 3/4 przekopana. Jeszcze ostatnimi bukietami obstawiam mieszkanie.
Poniedziałek także będzie ogrodniczy. Będzie sadzenie tulipanów i żonkili oraz koszenie trawnika. Dni mam zajęte od rana do wieczora pracą zawodową i przy domu, czytaniem, i filmami, odbyłam też kilka spotkań towarzyskich. Codziennie oglądam jeden około godzinny film, najczęściej popularnonaukowy. Przydaje się do tego Netflix, telewizora nie oglądałam ze dwa miesiące chyba? Nawet nie czuję potrzeby wyjęcia pilota zza komody, za którą wpadł mi podczas sprzątania:) Piwnica pełna przetworów i jak co roku zadaje sobie pytanie, kto to będzie jadł:) W tym roku jednakże nie robię niczego, co nie jest sprawdzone, żadnych nowinek. Z wyjątkiem aronii, która obrodziła i zrobiłam z niej sok, konfiturę i dżem. Ogórki w tym roku nie obrodziły zbyt obficie, ale są takie pyszne... ! Wczoraj za jednym posiedzeniem zjadłyśmy z wnuczką cały słoik kiszonych, wyszły doskonale.
Odbyłam w międzyczasie krótkie wyjazdy, na przykład na międzynarodowe targi żywności. Kupiłam taką ilość herbaty z Azerbejdżanu o najróżniejszych smakach, że do końca roku, a może nawet do końca zimy starczy.
Przede mną jeszcze wycieczka w Góry Świętokrzyskie i w Bieszczady. I na jesienne Roztocze i na Polesie do żurawi. Mam tyle różnych planów, że praca zawodowa to właściwie najbardziej mi w tym przeszkadza;) Najczęściej pracuję zdalnie i już nie wyobrażam sobie powrotu do normalnej pracy w biurze. Zyskuję dwie godziny dziennie, paliwo oszczędzone na dojazdach mogę wypalić na jakiejś wycieczce. No nie ukrywam, że ja sobie pracuję, a pranie się pierze, zupa gotuje itp. Jest jednak jedna wielka wada tej sytuacji. Pracując w domu znacznie więcej jem, co widać po wadze. Koleżanka mnie pociesza, że to nie jedyny powód, że to reakcja ciała na starzenie się, że to dlatego uda nabrały większego obwodu, a talia powoli zacznie zanikać:) Super pocieszenie!:) Koniec z codzienną ogromną porcją lodów i pieczeniem ciasta co kilka dni. Wróciłam znowu do codziennej domowej jogi, a także każdego dnia pracuje fizycznie, aby spalić kalorie. Obawiam się jednak, że starzenia się nie oszukam. Wiosną wejdę w wiek emerytalny, o matko i córko... Jakiś pomysł na eliksir młodości?:)
Korzystając z ciepłej pogody, wybrałam się dzisiaj na ścieżkę przyrodniczą, jak pozostała połowa ludzkości. Parkingi pełne, na sąsiadującym polu dziesiątki zaparkowanych aut. Rolnik się zdziwi ilością śladów kół, jak przyjedzie orać pole:) Był taki tłum, że musiałam nieco zmodyfikować trasę i zboczyć ze szlaku, żeby zrelaksować się w leśnej ciszy. Jeszcze tylu ludzi nie widziałam w tym miejscu. W wiacie odpalili grill, obok w wyznaczonym miejscu ognisko, biwakowali dorośli i dzieciaki. Musiałam się mocno wysilać, aby nikt mi nie wszedł w kadr.
Okazuje się, że jest jeszcze całkiem zielono i kolorowo.
Kładka położona jest na bagnie, pod nią bardzo mokro. Kiedy byłam tu wiosną, panowała susza. Przeszłam zaledwie około 10 km przez las i potem kawałek kładką, co chwilę gapiąc się na kwiatki, krzaczki i nieliczną faunę. I dnia nie ma.
Jutro zaczyna się kolejny tydzień. Czekam na koleżankę z Dolnego Śląska, to ja miałam do niej jechać, ale okoliczności sprawiły, że to ona przyjeżdża spotkać się przy okazji z matką-staruszką i rodziną. I ze znajomym prawnikiem. Decyzje naszego rządu z ostatnich miesięcy doprowadziły prowadzoną przez nią rodzinną firmę do upadku, chcą ratować co się da. Wszyscy pracownicy zwolnieni, mąż koleżanki zatrudnił się jako kierowca, koleżanka usiłuje jakoś wyjść z impasu, bo niestety mają firmowe kredyty. Jeśli się nie uda, stracą dom stanowiący zabezpieczenie kredytów. Kto nie zna sytuacji, powie, że nie trzeba było ryzykować i brać kredytu. Owszem, można było nie brać i iść na bezrobocie na garnuszek Państwa, jednak dzięki kredytom zbudowali sporą firmę i przez ponad 10 lat płacili duże podatki temu Państwu i dali zarobić bankowi. Teraz są przed 60-tką, cud, że on dostał pracę, ona też szuka, ale bezskutecznie. Odraczają i konsolidują spłaty, a to generuje nowe koszty. I nie śpią po nocach od czasu zamrożenia gospodarki. Twierdzą, że już się nie podniosą, cała ich branża padła. I nie łapią się na żadne programy pomocowe, o których tak dumnie mówił Pinokio. Córka koleżanki od kilku miesięcy bez pracy, wpada w depresję. Druga miała pracę na etacie, jest teraz na wypowiedzeniu, a do spłaty kredyt hipoteczny. W tej sytuacji nawet nie wspominam, że korporacja, w której pracuję, ma się całkiem dobrze, a mimo to od marca nie płaci premii - do odwołania. Policzyłam, że moje wynagrodzenie w tym roku spadło o około 1000 pln brutto miesięcznie w stosunku do ubiegłego roku. Czuję to wyraźnie, ale mam pracę. Koleżanka nie ma. Muszę się jakoś psychicznie naszykować na rozmowę z nią, to nie będę miłe koleżeńskie pogaduszki.
Ot, życie...






42 komentarze:
O mój Boże ! Pozdrów serdecznie Koleżankę i powiedz, że doskonale Ją rozumiem . Jak wiesz sami walczymy od lat żeby się utrzymać na powierzchni i wiem co może przeżywać, bo też kiedyś zaliczyliśmy poważne zawirowanie . Naszej branży aż tak ten obecny kryzys nie dotknął, ale wiem jak z tą pomocą jest - dokładnie tak jak opisałaś . Piękne zdjęcia , jak zawsze
Współczuję koleżance i wszystkim, którzy przez ostatnie decyzje pracę potracili. Jeden wirus i jak namieszał na całym świecie.. Powodzenia u Ciebie w pracy i póki jesień piękna korzystaj z jej uroków. Pozdrawiam.. 🌺
Trudno znaleźć słowa wsparcia, gdy dominującym uczuciem jest bezsilność. To co mogę jej radzić, to niepoddawanie się, to dalsza walka. Nie dlatego, że wierzę w jakiś cud, ale dlatego, że poddanie się niczego nie naprawi, a szczególnie nie naprawi jakości życia psychicznego.
Ja się swoją pracą nie martwię, mam ją i nie stracę, po pierwsze - firma jest stabilna, a po drugie chronią mnie przepisy prawne. Były lata, kiedy nie dostawałam premii, bo nie spełniałam jakichś zadań i one mnie nauczyły, że premia jest fartem, że nie mogę planować wydatków w oparciu o premię, że nie mogę się jej spodziewać. Że jak dostanę, to jest miłą niespodzianką. Tylko, że w tamtym roku dostawałam co kwartał fajne pieniądze, a w tym roku lipa! I żal :)
Ta jaszczurka przypomina srebrną broszke wykonana splotem łańcuszkowym. Cudo :)
Widzę znajome(już) krajobrazy :) Też chodziłam po kładkach w Poleskim Parku Narodowym. Zachwycałam się sielska wsią nieopodal Włodawy i przejechałam wzdłuż i wszerz Lubelszczyznę. To zupełnie inny kraj, niż mój ;) Ale równie miły oku :)
A z brakiem pracy zetknął się mój syn, 4 miesiące szukał, na szczęście znalazł.
Ze ściśniętym sercem przeczytałam o problemach Twojej koleżanki. Życzę, żeby udało jej się odbudować swoje życie. Przerażajace sytuacje, gdy wszystko się wali... :((
Do zmian w pracy szybko człowiek się przyzwyczaja, ale przecież okienko na świat czyli komputer wszystko załatwi. A Twoje plany podróżnicze bardzo ciekawe. Serdeczne pozdrowienia
Zapowiadają upały na dzisiaj i jutro. Jeszcze się da w sandałkach pobiegać. ;)
Góry jesienią... toż to piękny będziesz miała czas pośród przyrody. Ja za tydzień wyjeżdżam na Mazury popenetrować tamtejsze tereny z siodła. :)
Nie, moja droga, tusza nie przybywa wraz z wiekiem, to zawsze jest kwestia odpowiedniego żywienia no i ruchu jeśli ktoś chce. (Mówię tu o zdrowym ciele). Znam parę babeczek na emeryturze, są szczuplutkie, więc nie poddawaj się i Ty. ;)
Ale super zdjęcie jaszczurki, a jaka tłusta! XD
Wrzośce... teraz góry stają się rdzawo-fioletowe.
Współczuję. Jak dobrze kiedy człowiek ma już to wszystko za sobą i martwi się tylko upłuwającym czasem. No może jeszcze jakimiś dodatkowymi kilogramami. Robisz piękne zdjęcia z wypraw. Widać, że z przyrodą za pan brat.
Też już krzyży nie czuję, a właściwie czuję "dobitnie"...;o)
Pilota nie wyciągaj, nic nie tracisz...;o)
Rozmowy nie zazdroszczę, odbyłam kilka takich i rozkosznie nie było...
Już kiedyś komuś pisałam ze jaszczurka w Italii przynosi szczescie. Spotykasz jaszczurkę cos milego zaliczysz. Są jubilerskim drobiazgiem motywem tatuazu i tak spotkanie z nią potraktuj. Szczescia nigdy dość jak widać na przykladzie Twojej koleżanki. Świat zwariował. Co bardziej cwani żerują na sytuacji a swiat innych się wali. Zdjecia piękne. A co do eliksiru mlodosci... To wlasnie ten w jakim żyjesz. Bedziesz dlugo młodą. Ja Ci to wróżę Uściski
A upały jednak jeszcze dzisiaj towarzyszą nam. Bardzo ładne zdjęcia
Przede wszystkim to podziwiam to jak intensywnie żyjesz :). Jak będę w Twoim wieku to chciałabym tak samo. Teraz też na nudę nie narzekam ale ciekawe jak to będzie z entuzjazmem za dekadę lub dwie.
Ja jeszcze wierzę w to, że jesień będzie ciepła i słoneczna. Schowanie letnich ciuchów i wyciągnięcie swetrów zostawiam sobie na sam koniec bo to już będzie definitywne pożegnanie się z latem. Poza tym mam nadzieję, że uda mi się jeszcze wyskoczyć do ciepłego kraju zatem jeszcze nie chowam garderoby :).
Bardzo mnie zasmuciła historia Twojej koleżanki. Za miesiąc kończy mi się umowa o pracę, a pracuję w hotelu, zatem też może być niewesoło. Turystyka odczuła wirusa, w sezonie na nawał pracy narzekać nie mogłam a co tu mówić teraz...Jednej koleżance umowa skończyła się w piątek i podziękowali jej za współpracę. Zdaję sobie sprawę, że mogę być następna ale jakoś się tym nie martwię póki co.
Pozdrowienia.
Jak najbardziej mozesz w białych i żołtych spodniach chodzic i jesienią i zimą,i ożywiać szarugę za oknami, do kolorowych puchatych swetrow, czy bluzek w sam raz.
Ciężkie czasy,moją rodzinę niestety dotyka kryzys, a oszczędnosci topnieją .
Było ich wiele, wychodziły na rozgrzane drewniane belki, grzały się w słońcu i nie uciekały.
Przeczytałam o tym na Twoim blogu, ciekawa jestem, gdzie jeszcze byłaś:)
Właściwie wokół siebie widzę ludzi, którzy jakoś sobie radzą, ale na przykład fajny zakład garmażeryjny, gdzie ludzie się stołowali i kupowali do domu, zniknął od kwietnia. Zamknął się sklepik z ceramiką, nawet z art gospodarstwa domowego. Ktoś został bez pracy. Dobrze, jeśli ktoś w rodzinie zarabia. Natomiast u tej mojej koleżanki to katastrofa.
Niestety, komputer niczego nie załatwi. Co najwyżej umożliwi pracę zdalna, jeśli się ja ma. Jeśli się ja utraciło, trudno nawet powiedzieć, na kogo można liczyć, bo wszyscy bezradni. Nawet komputer:)
straszna historia z tą koleżanką, zwłaszcza, że wiek taki a nie inny... 60lat to człowiek już powinien powoli zwalniać, myśleć o emeryturze... Bardzo jej współczuję. No miłe pogaduszki to to nie będą...
A co do eliksiru młodości to ty chyba go znasz: ruch, zdrowe jedzenie i spokój w życiu.
Muszę Cię Aniu zmartwić. Bo ciało kobiety wraz z wiekiem się zmienia. To sprawa hormonów. Oczywiście tryb życia i żywienia ma ogromne znaczenie. Jednak gdzieś znikają mięśnie, a znikąd pojawia się tłuszczyk, nawet jeśli ćwiczysz jak opętana. To po prostu biologia. Póki jednak na liczniku i na wadze na początku jest piątka, to tak bardzo nie narzekam,jedynie trochę:)
Bardzo dobrze czuje się wśród przyrody,wolę podziwiać naturę niż wytwory ludzkich rąk w postaci miast:)
Ciiii.. wzmocniłam kręgosłup późną wiosną serią masaży i bioprądow oraz innych cudów i żeby mi się przypadkiem nie znarowił...;) Głośno nie chwalę i nie narzekam, póki co trzyma się ;)
O, a widziałam ich kilkanaście:) może w totka zagrać?:)
Lucia, widzę postępujący czas, ale nie czuje się staro i jeśli nawet młodsi ode mnie mówią, że są zmęczeni życiem, to jestem zdumiona, bo ja bym jeszcze pobrykała;)
Dziękuję. Jutro ma być do 30 na plusie, więc nie będę narzekać;)
Coraz częściej do mnie dociera, że mam przed sobą mniej niż za sobą. To dla mnie największą motywacja. I kanapowi ludzie. Za nic nie chce być taka, więc z tej kanapy ruszam sie, gdzie się da. Za nic nie chce utknąć na kanapie.
Branża turystyczna od wielu lata pod górkę, ten rok to jak obuchem w głowę.
W czasie jesiennej pluchy i zimą w białym upackalabym się,mam talent, żeby oprzeć się o brudne auto, ochlapać się błotem czy brudnym śniegiem:) na ciemniejszych fioletach,burgundach czy granatach tak tego nie widać;)
Niestety, w wielu rodzinach pokomplikowało się finansowo, choć to żadna pociecha. Jednak na zaczynanie na nowo nigdy nie jest za późno, trzeba wierzyć w poprawę i powrót do normalności.
Przede wszystkim spokój:) jak się człowiek nie miota w życiu to od razu jest zdrowszy i młodszy duchem. Trudno osiągnąć ten stan, a nawet jeśli są sprzyjające warunki, to jeszcze trzeba sobie poprzestawiać w głowie. Śmiem twierdzić, że to zrobiłam.
Przedsmak jesieni, konczy sie lato...ale mam nadzieje,ze bedzie zlota jesien, przynajmniej tak sie zapowiada, na razie pogoda dopisuje. Ladna ta kapliczka a muchomerek pieknie kontrastuje na tle troche juz przygaslej zieleni.
Moze trzeba byc dobrej mysli, moze Twoja kolezanka jakos sobie da rade...tego jej zycze. Pozdrawiam serdecznie
Pogoda dopisuje, zieleń się nie poddaje, może jesień pozłoci w tym roku nieco później ?
Liczę, że ten prawnik z rodziny koleżanki wymyśli jakieś rozwiązanie dla problemu tak, żeby odsunąć zagrożenie od domu. Jego strata byłaby tragedią.
To skąd się biorą te kobiety, którym mięśnie nie znikają? ;) Genetyka i biologia?
Mam wrażenie, że tego roku mniej tłoczno było tylko na poczatku lipca, potem ludzie sie rozruszali, troche oswoili z sytuacją, no i w Polskę!
Nie martwi mnie koniec lata, nie mogę sie doczekac, kiedy skończa się wysokie temperatury, lubię jesień, tylko żeby nam jeszcze nie odbierali tej jednej godziny dnia od listopada; ja zaczynam normalnie funkcjonowac najwczesniej od dziesiatej, więc sama rozumiesz;) A tu Beskid czeka przeciez ...
A u nas własnie upał, że hej, ale dłuższych wycieczek nie będzie, bo nikt mi nie da urlopu jesienią.
Piękne fotki, rozmarzyłam się...
jotka
Dokładnie ; nie wolno się poddawać , ale łatwo się mówi z perspektywy kogoś , kogo to bezpośrednio nie dotyczy . Myślę jednak ,że każde słowo wsparcia ma jakąś moc .
Wszystkim kobietom mięśnie znikają. Wiadomo, że nie wszystkie:) Podczas menopauzy jajniki przestają produkować estragon, dlatego organizm buduje tkankę tłuszczową i to ona jest źródłem hormonów. Wzmaga się insulinooporność, a z cukrów mięśnie nie powstaną. Pogarsza się metabolizm. To naturalne procesy, którym żadne ćwiczenia nie zapobiegną i jest to stan nieodwracalny, oczywiście w różnym stopniu u różnych kobiet, ale każda tego procesu doświadcza. Aktywność fizyczna i sposób odżywiania ma wpływ grubość tkanki tłuszczowej, to oczywiste, ale sam przebieg starzenia się każda z nas musi przeżyć.
Acha, te szczupłe też mają tłuszczyk zamiast mięśni, jak w młodszym wieku, wiem po sobie:) No, może niektóre nie, ale jak koszmarnie wtedy wyglądają: https://www.papilot.pl/uroda/twarz-i-cialo/37849/umiesnione-cialo-dojrzalej-kobiety
Oswoili się, bo uważają i widzą, że mimo medialnej i rządowej nagonki na wirusa, nic tak naprawdę się nie dzieje.
Byłam wczoraj na wycieczce z wnuczką w Świętokrzyskim, nikt nie nosił maseczek, nawet w restauracjach, sklepach i punktach turystycznych. Ze statystyk widać, że mają bardzo mało zakażeń, może dlatego czują się bezpiecznie.
Rannym ptaszkiem nie jestem, doskonale Cię rozumiem:) I jestem na czele protestujących przeciwko zmianie czasu.
I u mnie upał, ale ja dla odmiany bardzo się z tego cieszę.
Wycieczki mogą być także pół dniowe i też dające wiele wrażeń i satysfakcji:)
Rozmawiałam o tym kiedyś ze znajomą dietetyczką. Powiedziała mi, że przemiana materii oczywiście zależy od wzrostu i masy ciała oraz od wieku.
Metabolizm zwalnia z wiekiem to akurat prawda, jednak nie są to tak drastyczne wartości, jak mogłoby się wydawać. Na pewno nie takie, które sprawiają, że jesteśmy skazani na nadwagę czy otyłość do końca życia.
Na każde 10 lat życia PPM maleje o 3%.
Najwięcej w tej kwestii zależy od stanu zdrowia.
Co więcej, tkanką mięśniową bym się nie przejmowała, bo czy to aż takie ważne, by było widać to wysportowanie?
Witaj słonecznie
Na dworze już jednak chłodno. Tak jesień idzie do nas powoli. Ale to najlepszy teraz czas na takie wędrówki
Pozdrawiam końcówką lata
Ostatnie dni jeszcze pozwalają cieszyć się słońcem, ale poranki to już brrrr....:) Byle do wiosny:)
Upolowałaś obiektywem ładne okazy, jesienne goryczki, czarcikęsik, jaszczurka wręcz biżuteryjna:-)
Namieszał wirus niewąsko w gospodarce, słowa współczucia dla koleżanki nie wystarczą, mam nadzieję, że prawnik choć trochę pomógł; obawa o przyszłość, o byt rodziny, o dom to nie są łatwe sprawy.
Prześlij komentarz