Kot mnie terroryzuje. Wstaje rano o 5.40 czyli jak dla mnie, w środku nocy i domaga się saszetki (to nic, że suche leży w misce) oraz wypuszczenia na dwór. Odzwyczaił się przez lato od kuwety i dopiero jak przez pół godziny z łóżka się nie zwlokę, idzie do łazienki. Raz się to zdarzyło. Bo jednak wstaję wkurzona jego wrzaskami. Poza tym grozi mi podrapaniem mojego ukochanego żółtego fotela. Jak już wyczerpie repertuar wrzasków, wystarczająco podepcze mnie po głowie, a ja nadal nic, to staje naprzeciwko fotela z wyciągniętą łapą, artykułuje ostrzegawcze charakterystyczne miauuuuu i efekt osiągnięty, pańcia wyskakuje z łóżka z bluzgami, że gupek nie da spać i szlaja się po nocach (bo ciemno jeszcze o tej porze:) Z góry wyjaśniam, że nie mogę zamknąć drzwi do sypialni, bo je próbuje wyłamać i robi taki hałas, że umrzyk by wstał. Zastanawiam się, czemu nie wpadł na pomysł, żeby od razu atakować fotel, tylko najpierw robi inne podchody, ale myślę, że on mnie po prostu lubi i daje mi szansę. Bo to bardzo mądry kot ten Lucek:) Czasem nawet rozmawiamy i on doskonale rozumie co do niego mówię i mi odpowiada. I ja też go kocham. I nawet mu wybaczam, że z każdym tygodniem robi się coraz szerszy, bo ja jednak wolę szczupłych mężczyzn:) Cóż, saszetki Sheby nabyte w dużej ilości dzięki słusznej promocji robią swoje. I notoryczne wygrzewanie się przy kaloryferze także.
ps. za adres i numer telefonu do Tworek z góry dziękuję, jeszcze całkiem nie zwariowałam:)
Foto: Lula
Jesień nadal rozpieszcza kolorami i na zmianę, a to mgłą, a to słońcem. Nie żałuję sobie spacerów przed pracą. Bo po pracy to od razu prawie noc. Wieczorami za to wybieram zdjęcia moich wnuczek do fotoksiążki, każda z nich dostanie taką w prezencie, albo na mikołajki albo na gwiazdkę, zależy, kiedy uda się wydrukować. Nie do wiary, mikołajki za miesiąc. Dla najstarszej zamówiłam jeszcze jeden prezent. Cały zestaw do decoupage. Ona ma 6,5 roku, poradzi sobie. Namiastkę wykonałyśmy podczas wspólnego tygodnia i fajnie jej poszło, choć nie miałyśmy wszystkich potrzebnych materiałów i korzystałyśmy z domowych zamienników. Praca zdalna ma swoje zalety, także taką, że mogłam zająć się wnuczką, kiedy jej mama wykonywała swoją pracę w niestandardowych godzinach. To był fajnie spędzony czas na spacerach, zabawach na placu zabaw, malowaniu farbami, rysowaniu kredkami, zabawie w farmę, czytaniu książek i wykonywaniu eksperymentów. Topienie jajek w wodzie bez i z solą, odwapnianie jajka w occie, robienie wulkanu z sody itp. zajęcia bardzo jej się podobały.
Zrobiłyśmy także kwiaty w słoikach (po ogórkach:). Pomysł naszedł nas nagle, więc bez inwestycji żadnych wykorzystałyśmy, co w domu było. "Upiekłyśmy" w piekarniku ziemię ogrodniczą, piasek z piaskownicy i kawałki patyków zebrane pod świerkiem, ucięłyśmy z ogrodu ukorzenione sadzonki hedery i wykorzystałyśmy małe kaktusiki oraz kamienie i muszle znad Morza Egejskiego czy innego Adriatyku do dekoracji. Wkład małej ogrodniczki w pracę był bardzo duży, ja tylko "rządziłam" :)
1 listopada spędziłyśmy we trzy w domu. Dopiero po odwiezieniu dziewczyn pojechałam późnym popołudniem w miejsce pamięci narodowej, gdzie byłam umówiona z kolegą wójtem, i już po ciemku zapaliliśmy lampki poległym w II wojnie światowej, a potem w miejscu kaźni SB. Tu groby są symboliczne, a kości pomordowanych, bez ładu i składu, zasypane i rozjeżdżone buldożerami w latach 50-tych. Było wszędzie dużo ludzi, choć cmentarze puste. Zresztą, cała ta akcja z zakazem wstępu na cmentarze była bez sensu. Wystarczyło dziś popatrzeć na cmentarze: gęsto od ludzi, setki osób przechodzi alejkami, palą się tysiące zniczy. Co się odwlecze, to nie uciecze, ale rząd chyba nie zna tego przysłowia. W naszej wsi jest gospodarstwo, gdzie oprócz innych upraw, w dwóch szklarniach przygotowują chryzantemy na 1 listopada. wiadomo, w tym roku w tych szklarniach zostały. Jednak sąsiedzi i inni mieszkańcy wsi stanęli na wysokości zadania i wykupili kwiaty. Przed każdym domem na wsi stoją teraz donice z chryzantemami, po 6, 7 lub czasem nawet więcej. I u mnie też.
Z nowinek powiem jeszcze, że jednak obcięłam włosy. Z dłuższymi nie poznawałam się w lustrze. Po ostrzyżeniu zobaczyłam, że mam 10 lat mniej :) Na razie nie farbuję, zostanę z czarnymi własnymi. Pani fryzjerka mnie zachęciła mówiąc, że wcale nie mam siwych włosów, więc powinnam korzystać i nosić naturalne - skorzystałam z jej rady. Niby nigdzie nie chodzę między ludzi (bo wiadomo, jak jest) i może ktoś by powiedział, że skoro nikt mnie nie ogląda, to co za różnica jak się wygląda, jednak na takie dictum odpowiem, że jednak wygląd jest istotny, dla siebie samej, dla poczucia własnej wartości (bo jednak szata zdobi człowieka) i dobrego samopoczucia. Nawet jak idę na spacer to chcę wyglądać "do ludzi", a nie jak zaniedbana baba:)
Dzisiejszy dzień był bardzo pogodny, słoneczny i ciepły. Bardzo mnie to cieszy, taka jesień mogłaby być do marca:) Całkowicie przypadkowo odkryłam rezerwat o nazwie Wodny Dół. Ode mnie to tylko kilkadziesiąt kilometrów, a zdjęcia obejrzane w internecie bardzo mnie zachęciły. Po późnej porannej kawie zapakowałam do auta siebie i kijki i pojechałam. Droga dojazdowa okazała się bardzo malownicza, jednakże prosto pod słońce:)
W internetach przeczytałam, że są wyznaczone trzy szlaki o różnych długościach (to się potwierdziło na wjeździe do rezerwatu) oraz, że jest to miejsce mało znane. To się nie potwierdziło. Parking pękał w szwach! Naliczyłam (razem z moim) 29 aut. W każdym po 2-3 osoby, to już tłum. I wciąż nadjeżdżali. Jednak ludzie rozproszyli się po trzech różnych trasach. Ja oczywiście wybrałam najdłuższą (wg opisu 4-5 godzin marszu) i tu było cicho i spokojnie, spotkałam tylko kilka osób.
To nie jest porysowane szkło w aparacie, to babie lato:)
W rezerwacie ochroną - oprócz lasu i roślinności - objęte jest także ukształtowanie terenu. Przysięgam - zdjęcia nie oddają urody miejsca, wąwozy są naprawdę bardzo malownicze. Wodny Dół to potężna sieć wąwozów lessowych żłobionych przez całe wieki spływającą nimi wodą. Procesy te nie ustały i zdarza się podczas większych czy długotrwałych opadów, a także w trakcie roztopów, że woda spływa malowniczymi wąwozami w stronę doliny rzeki. Ja dotarłam tylko do wlotu wąwozów, zaraz powiem dlaczego, więc w przyszłości czeka mnie powtórka w celu przejścia całego szlaku, także tej części, która wiedzie dnem największego wąwozu.
Ok. Zabrałam psa do domu przerywając wycieczkę. Dostała pić. Dostała jeść, dwa razy po małej porcji, bo nie wiem ile głodowała i jak zareagowałaby na większą porcję. Ma zdrową błyszczącą sierść, więc wcześniej ktoś o nią dbał. Na początek zamiast obroży dostała bandankę. Nie szczeka na kota. Do domu weszła bardzo ostrożnie, bardzo dokładnie wszystko obwąchała, na Lucka pomerdała z radości ogonem. Lucek raz prychnął, raz odgonił ją od swojej miski i ogólnie jest dobrze. Przebywają w tym samym pomieszczeniu, a jak kot chce przejść, pies mu ustępuje z drogi. Psinka jest ufna, pcha się do głaskania, opiera się łapami o kolana, wciska pysk pod pachę. Chyba zatem była dobrze traktowana. Choć z drugiej strony, kiedy byłam z nią jeszcze na parkingu, jakaś rodzina się nią zainteresowała. Dzieciom dała się tarmosić z uszy, ale jak mężczyzna chciał ją pogłaskać to się cała skuliła, pozwoliła, ale taka wycofana była. Po domu chodzi za mną krok w krok. Ja w sypialni - ona za mną. Ja do salonu - ona za mną. Ja do kuchni - ona staje w przedpokoju, bo tu rządzi Lucek:) Ogólnie wygląda na zdrową, ale zmęczoną. Odsypia. Kiedy robiłam sobie kolację, położyłam jej koc w przedpokoju, żeby mnie widziała. Od razu się ułożyła. Teraz śpi na dywanie w sypialni. Dałam ogłoszenie na facebooku najbliższego rezerwatowi miasteczka i gminy, może znajdzie się właściciel. Trochę w to wątpię, bo jakby mnie w rezerwacie zginał pies, to obwiesiłabym ogłoszeniami tablice (a jest ich tam ze czterdzieści) oraz parking i wiatę. Do wsi z tego miejsca jest wiele kilometrów, ze wsi nie zabłąkałaby się do lasu, trzymałaby się ludzi. Stąd moje przypuszczenie, że ją ktoś porzucił w tym lesie. Jutro idę z nią do weterynarza, żeby ją zbadał i ocenił stan. Ma moim zdaniem obrzmiałe sutki, może rodziła niedawno. Ale ja nie znam się na psach, nawet mnie zaskoczyło, że ona sika nie podnosząc łapy:)) Kupię jej smycz i wszelkie psie akcesoria i pewnie już u mnie zostanie.
Oto Luka (od look - poszukać, popatrzeć - bo przecież szukała i wypatrzyła: mnie:)
Wygląda prawie tak samo, jak nieżyjący już pies mojej starszej córki. Kiedy wysłałam jej zdjęcia Luki, powiedziała, że bardzo mi jej zazdrości. Nawet zaproponowałam, że jej ją zawiozę, ale ona teraz nie za bardzo ma czas na zajmowanie się psem przy dwóch etatach, studiach podyplomowych i małym dziecku.
Chyba zatem dołączyłam do grona psiar:)




















57 komentarzy:
Jestem psiara, Luka jest CUDNA! Szczesliwe psiatko, ze trafilo na Ciebie. Z wilgotnymi oczami czytalam <3 <3 <3
Jaka piękna!
To sunia w typie labradora. Chyba młoda. Stawiam, że ma około roku, choć ze zdjęć trudno zgadnąć.
Jeśli to typ labradorowaty to możesz się spodziewać łagodnego, zrównoważonego psa. Ale będzie uwielbiać wodę i błoto.
Jak będziesz u weta sprawdź czy nie ma czipa. Wet ma przecież takie ustrojstwo od odczytywania numeru, a od tego już tylko krok do znalezienia właścicieli. Choć jeśli rzeczywiście kuli się na widok mężczyzny to może lepiej niech nie wraca tam, skąd przyszła. Jesli czipa nie ma- zaczipuj.
Mieszkasz sama - pies ci się jak najbardziej przyda. :D Będzie robił za system alarmowy, i będzie przeganiał niemile widzianych gości :D
Naucz ją jeżdżenia w aucie i zabieraj na każdą wycieczkę. Ale najpierw naucz ją przybiegania na wołanie. Najprościej: zawołaj a jak przyjdzie pogłaszcz, pobaw się z nią lub daj smakołyk. (Zobacz co ją najbardziej cieszy). Jak nie będzie chciała przyjść to nie goń za nią, bo uzna to za zabawę. Odwróć się i zacznij się oddalać cały czas wołając. 99% na to, że natychmiast przybiegnie do ciebie. Wtedy ją nagrodź - pochwałą lub smakołykiem lub zabawkę. Szybko zrozumie związek między podejściem i wołaniem a przyjemnością.
Będzie ci towarzyszyła w wędrówkach - zobaczysz jak to fajnie mieć takiego mądrego, milczącego towarzysza.
Poza tym gratuluję: właśnie stałaś się osobą kochaną bezgranicznie i bezwarunkowo, ponad życie.
PS. Bardzo cię proszę nie karm swoich zwierząt karmą z marketów. Wybierz się do sklepu zoologicznego, znajdziesz tam karmę niewiele droższą od marketowej, a o wiele, wiele lepszą. Ja ze swej strony polecam Hills, choć nie jest tania, ale to naprawdę dobra karma (i dla psa i dla kota). Granulki nie mają konsystencji keramazytu czyli nie sa twarde i suche. Są wilgotne, tłustawe i dość miękkie.
PS2. Jeśli Luka jest już w odpowiednim wieku (wet oceni) to ją jak najszybciej wykastruj - odpadnie ci kłopot z cieczkami. Na wsi jest wiele psów biegających luzem. Jak wyczują cieczkę u Luki będziesz miała stado pod domem, naprawdę bardzo natrętne stado. Ponadto wbrew przesądom, tak jest dla suni najzdrowiej bo nie grożą jej choroby narządów rodnych. No i jeszcze jedno: od bezpańskich psów pękają schroniska. Lepiej w miarę możliwości unikać powoływania na świat kolejnych lokatorów tych przybytków.
Przepraszam za te rady, może to wszystko już wiesz...ale ja też jestem psiara. POWODZENIA dla was obu!
Też spędziłam wczorajszy dzień w lesie (w zasadzie w górach, takich niskich) i w podobnej kolorystyce; w sieci pełno zdjęć czerwonej jesieni, a w rzeczywistości dominuje żółć i zieleń:)
Pies cudny, na dodatek ma taką sama apaszkę, jak ja 😊 ale rozumiem, ze to już prezent od Ciebie? Rozumiem, że fajnie by było, gdyby żaden włąściciel sie nie odnalazł, więc tego wam obu życzę 😊
Ja o nią zadbam i wypuszczę, ale ona może wolałaby swój poprzedni dom? Tylko gdzie on jest? Luka jest wesoła, ale milczy:)
Piesek nie jest duży, pół labradora:) Twoje rady chętnie przyjmuje, o sterylizacji pomyślałam od razu, w przypadku, gdy nikt się po nią nie zgłosi, ale jak pisałam, bardzo w to wątpię. Raczej nie gubi się w środku kompleksu leśnego psa bez obroży. Jest płochliwa, nie chce wychodzić poza posesję, a szczekanie psów powoduje, że natychmiast kieruje swoje kroki do domu. Spacerujemy na razie tylko po ogrodzie. Apetyt jej dopisuje. Wczoraj, kiedy poscielilam łóżko do spania, od razu umieściła się na kołdrze, widocznie mieszkała w mieszkaniu:) ale zdecydowanie wyproszona z palcem skierowanym a podłogę, zeszła i cała noc przespała na futrzanym dywaniku koło łóżka. Weta mamy w południe, coś mi na bieżąco poradzi, jakieś odrobaczanie i kiedy zaszczepić.
Tak, tej jesieni zieleni jest mnóstwo, lato było deszczowe, więc to dzięki tej wilgoci.
Apaszka moja, Luka dostała ja na razie zamiast obroży, zakupy psich akcesoriów będą po południu:)
Jeśli właściciel miałby się znaleźć, to najlepiej od razu, zanim się przywiąże do niej, potem byłby płacz:) Trudno jednak na to liczyć. Oprócz dwóch stron na Facebooku napisałam jeszcze do schroniska w okolicach rezerwatu, może kto będzie tam jej szukał.
Jeśli nikt jej nie będzie szukał, to masz w domu przyjaciółkę na dobre i na złe. Spacery i widoki cudowne, idealne rejony teraz wygląda, że już dla Was obu :)
Psinka ,jak widzę,jest domatorką. Póki co wychodzi tylko za potrzebą i od razu chce do domu. Wyleguje sie i tarmosi kocie zabawki:) Też myślę, że jeśli u mnie na stałe zostanie, to czasem będę ją brała na jakieś bliższe wypady.
Zacznę od poczatklu, bo tyle tematów poruszyłaś. Kot: Twój widać żyje w czasie letnim i zegara sobie jeszcze nie przestawił, więc zaczyna buszować w nocy. Mój grzecznie czeka, aż Pańcio wstanie dać mu saszetkę. Co do kuwety, też się jakoś odzwyczaił. Temat drugi Jesień.Przy pierwszym zdjęciu za kotem zrobiłam WOW. Cudowne, zresztą inne też. Te pola z amboną myśliwych, droga pod górkę wśród jesieni, babie lato. Rewelka. Zauważyłam już to wielokrotnie , masz oko do fotografowania przyrody. Wnuczka, wiem coś o tym. Jesteśmy z nich dumne. Są naszą radością. No i pies. Ludzi, którzy robią to co zrobili właściciele tego i jemu podobnym, powinno się napiętnować. U Ciebie będzie miał dobrze. A co do jego zachowania i reakcji na niektóre osoby. Przed wielu wielu laty miałam takie zdarzenie. Przyczepił się do mnie i mojej córki na ulicy pies. Nie zwracałam na niego uwagi, ot szedł za nami, ale kiedy dotarłyśmy do parkingu, pierwszy był w aucie.Trochę się bałam, obcy pies i dziecko, więc wyszłyśmy z auta, a pies za nami. Chciałam powtórnie sie załadować, ale pośpiesznie, aby pies nie zdąrzył. Niestety powtórzyło się to co za pierwszym razem.Pojechał więc z nami do domu. Miał podbite sine oko. Wszystko było dobrze, dopóki do domu nie wrócił mój ojciec. Myślałam, ze go zaatakuje. To zachowanie powtarzało sie na widok każdego mężczyzny. Wywnioskowałam, że mężczyzna musiał go skrzywdzić. Potem mu to przeszło i mój tata był jego najlepszym przyjacielem. Mama czasem mówiła, Zdrajca, ja go karmię, a tatę najbardziej kocha. Pozdrawiam
Sunia - prześliczna, jak dobrze, że ją spotkałaś :) A koci terroryzm też znam i znoszę :)
W przypadku Luki podejrzewam, że w poprzednim domu miała dobre warunki, możliwe natomiast, że kiedy się błąkala, jakiś człowiek bardzo ja przestraszył, może uderzył. Musiała się błąkać kilka dni, bo ma żebra widoczne przez skórę, ale sierść jeszcze ładna i błyszcząca. Nie widzę u niej jakiejś większej traumy, ale na dworze czuje się nieswojo i woli być w domu.
Dzisiaj z racji obecności Luki kot byl bardziej dla mnie litościwy:) coś tam trochę pojęczał koło 6, ale krótko i bez straszenia zniszczeniem skórzanego fotela, potem poszedł do kuwety i znów spal do wpol do dziewiątej, czyli aż wstałam:) Luka też spala, tak twardo, że aż sprawdzałam czy oddycha:)
Piranio, no to otworzyłaś nowy rozdział w swoim życiu, pt.Luka. Cudna psinka i jak dobrze, że się nią zaopiekowałaś.
Powodzenia.
Ale cudna! I dobrze jej w czerwonym :). Jestem psiarą od dziecka i ta historia bardzo mnie wzruszyła a Ciebie wyściskałabym z całych sił. Zobacz jak ona się na Ciebie patrzy. Już widzę jak sobie razem przemierzacie świat, Ty i Ona. Miała wielkie szczęście, że Cię spotkała, to prawdziwa lucky Luka :).
Miałam przez jakiś czas kota wziętego z ulicy ale podejrzewam, że wcześniej miał dom bo był rasowy, w miarę zadbany i umiał korzystać z kuwety. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań nie znalazłam właściciela. Co ja się namęczyłam z tym Maurycym. Co wieczór oczekiwał, że go wypuszczę i ujadał tak jak bym mu podpalała wąsy. Przez kilka wieczorów ustępowałam mu i rano budziło mnie ujadanie pod oknami. W ciągu dnia jadł rarytaski, spał i czekał na pieszczoty a wieczorami był gotowy ruszać w plener. Z psem dogadywał się super, na spacery chodziliśmy w trójkę - ja, pies i kot. Był przekochany, taki pieszczoch. Jak kiedyś postanowiłam zostawić go w domu na noc nieczuła na jego piski pod zamkniętymi drzwiami do naszej sypialni ( musiałam się odgrodzić od tej kociej ścieżki dźwiękowej ) to wydłubał dziurę na wylot w jednej płycie drzwi. Kolejnej nocy wypuściłam go i już więcej nie wrócił.
Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę, że masz psa! To ogrom miłości, pieszczot, okazja do zabawy i najlepsza motywacja do spacerów nawet wtedy kiedy nie bardzo się chce :). Wydatki oczywiście też ale z własnego doświadczenia wiem, że o tym najmniej się myśli.
Pozdrowienia dla Ciebie a dla Luki pogłaskania :)
Może się zagubiła i ktoś za nią tęskni równie jak ona.
Zawiszczam Ci jak nie wiem co! I tych wypraw, i tego psa! Gdyby nie te moje problemy kolankowe, to też śmigałabym "ino kurz"! Niestety, dostałam zakaz jeżdżenia po nierównościach, więc zostaje mi tylko nadjeziorna promenada, której w jedną stronę jest niecałe 3 kaemy. A ile razy można jeździć w te, i we wte? Pies , o którym co i rusz wspominam, że przydałby się, bo byłoby z kimś pogadać - wymaga raczej bardziej mobilnej osoby, niż ja. No niby rozwiązaniem jest wzięcie sobie jakiegoś malutkiego pokojowca, ale ja tych ras akurat nie za bardzo lubię, bo jakieś takie krzykliwe, nerwowe! Taki, jak Twój Znaleźny, to proszę bardzo!
Ech! No nic, trzeba mi się uzbroić w cierpliwość, a tu czas ucieka z szybkością światła, i nie wiadomo, co nas czeka za zakrętem! Oby normalność, czego Tobie, Wszystkim, i sobie życzę!
MAsz bardzo dobre serce! ale masz tez warunki na to, by pieska miec obok siebie. Kiedy mieszkalam w domu z ogrodem, w Caracas a potem w Andach zawsze mialam psa i to niejednego, kilka razy to byly psy opuszczcone, ulicznice, ulicznice bo ludzie wyrzucaja zazwyczaj suki. W Wenezueli psy bezdomne to olbrzymi problem, zreszta nikt sie nimi nie przejmuje.
Bedziemy czytac o Luce...a kotek wyraznie sie ustatkowal, moze bedzie bardziej wyrozumialy dla Ciebie i to bedzie dzieki Luce.
Keszcze jesien jest sliczna, jeszcze warto sie powloczyc. Pozdrawiam
Na razie nikt się nie odezwał. Nawet ogłosiłam się na portalach ogłoszeniowych. I przejrzałam internet, nikt jej nie szuka
Psinka urocza. A skoro trzyma się domu i dogaduje z kotem, to wygląda, że nie powinno być większych problemów. Powodzenia!
Strasznie fajna psinka i faktycznie wygląda na zmęczoną , ale ma już przyjazną duszę więc odżyje . Zdolną masz Wnusię! Zresztą już chyba to pisałam .
Ojejku, ściska mnie za gardło ze wzruszenia, Piranio, jesteś dobrym człowiekiem i zyskałaś przyjaciela na lata. Została porzucona, właściciel jej wcale nie szuka, bo gdyby tak było, przebiegłby ten wąwóz dziesięciokrotnie nawołując, przynajmniej ja bym tak zrobiła. W naszej wioseczce też jest ten problem porzuconych zwierząt, pod kapliczką ktoś zostawił kundelka, nie mogę przygarnąć, mam dwa psy, więc go podkarmiam, jeśli nikt się nie zlituje, pewnie zawiadomię schronisko, bo jak przetrwa zimę. Już wyobrażam sobie, jak towarzyszy Ci na wyprawach, jak kiedyś spotkam wędrowniczkę z czarnym psem, będę wiedziała, że to Ty:-) Koniecznie wysterylizuj, nie będzie kłopotu z cieczkami, hordami psów i niechcianymi szczeniakami, a reszta sama się ułoży. Kiedyś zobaczysz, jak Lucek śpi przytulony do boku Luki, przyzwyczają się do siebie, zaprzyjaźnią:-) Pozdrawiam serdecznie, z wiarą w dobroć człowieka, czego dałaś wspaniały przykład:-)
W pewnym momencie przyszła mi taka myśl do głowy, że przecież od dłuższego czasu staram się od siebie odsuwać wszelkie odpowiedzialności i żyć bez niepotrzebnego stresu i poczucia odpowiedzialności, a tu proszę - przygarnęłam.psa:) Przecież to duża odpowiedzialność, czy stanę na wysokości zadania? :)
Tak się mówi, że koty chodzą własnymi drogami, więc Maurycy poszedl:) Mając to na uwadze tłumacze Luckowi, że mimo obecności Luki, to i tak on tu rządzi, żeby mu do głowy głupota jakąś nie przyszla:)) Pod jej krótka obecność stonował swoje poranne wrzaski i dziś ze zdumieniem obudziłam się o 7.00 od psiego lizania po ręce, a nie od kociego wrzasku - kot bez jęków skorzystał z kuwety i dopiero teraz poszedł na dwór. Na czas spaceru z Luka zostawiłam do samego w domu, żeby delektował się spokojem.na włościach:)
Przemiłe chwile z wnuczką, zapamiętam pomysły na przyszłość:-)
Może w towarzystwie nowego pieska to i kot zrobi się mniej upierdliwy?
Odważna decyzja, naprawdę!
Zdjęcia przecudne!
Przykro mi z powodu Twoich dolegliwości i domyślam się, że jako osoba bardzo aktywna mocno odczuwasz tą przymusowa domowa stabilizację. Ale przecież jeszcze nie postawiono kropki nad i. Zabieg na pewno Ci pomoże i jeszcze posmigasz.
Luka jest średnim psem i to jest ok. Za takimi malutkimi pieskami też nie przepadam, ale z dużym to już nie chciałoby mi się męczyć. Pamiętam naszego psa jeszcze z okresu miejskiego . Prawie 40 kg wagi i słuszny wzrost, nie było łatwo utrzymać go w ryzach:)
Podczas jednego z pobytów w Grecji lądowej zauważyłam, że jest mnostwo bezdomnych zwierząt. Miejscowy pan powiedział, że nie ma żadnych organizacji państwowych i fundacji typu Animals, bo państwo ich nie wspiera. Nikt się nie zajmuje gromadami dziczejacych psów i kotów okupujących śmietniki. Bardzo to było smutne, ten widok kotków z grzybica czy psów śpiących na plaży. Na wyspach jest trochę inaczej, a już na Kosie to psów wcale a koty są hołubione. A to przecież nadal Grecja. Jak widać i w Europie różnie podchodzi się do tematu opieki nad zwierzętami.
Psinka musiała być trzymana w domu u poprzednich właścicieli, bo woli przebywać w mieszkaniu niz na dworze i ma wielkie ciągoty, żeby układać się na moim łóżku na drzemki:) ma.jednak bezwzględny zakaz, tego zaszczytu ma prawo dostapic tylko Lucek:) Na noc Luka opuszcza jednak swoje legowisko w przedpokoju i śpi na puchatym dywaniku przy moim łóżku. Nie chcę jej tu przynosić legowiska na stałe, choć byłoby jej wygodniej, może jak jej się znudzi to opuści dywanik na rzecz wygodniejszego legowiska.
Dla mnie bardzo przyjemnym szokiem była ta kocio-psia komitywa od pierwszych godzin, raczej spodziewałam się kilkudniowej walki, jak to było podczas wizyty kota mojej córki.
Luka z godziny na godzinę robi się coraz bardziej żywiołowa:) wczoraj cały wieczór bawiła się kuchennymi ściereczkami:) No i podkradla mi chusteczki higieniczne odłożone na blat rozszarpując je pracowicie na malutkie kawałeczki. Żadnych jednak szkód na razie nie zrobiła i nie widać, żeby miała ciągoty do psot typu żarcie butów albo obgryzanie mebli.
A wnuczka jest bardzo fajną dziewczynką i fajnym wrażliwym człowiekiem, tylko trochę rozpuszczonym przez mamę:) Przy niej na więcej sobie pozwala, ale ze mną jest naprawdę super i nawet mogłam.przy niej zdalnie pracować. Jest ciekawa świata, często jej muszę opowiadać o planetach i wszechświecie, bo ją to bardzo interesuje i zapamiętuje tę wiedzę, potrafi ja potem bardzo zgrabnie i sensownie powtórzyć. Pociągają ją także wszelkie prace plastyczne.
Ojej, aby wciąż dostawać tyle komplementów, niezasłużonych zresztą, muszę teraz co tydzień przygarniać jakiegoś pieska hi hi:) dziękuję, ale niczego heroicznego nie zrobiłam. Zdecydowanie bardziej Ty zasługujesz na uznanie zajmując się pieskiem spod kapliczki. To oczywiste, że nie jesteśmy w stanie zaopiekować się wszystkimi kotami i psami bez właścicieli, ale żal, że gdzieś tam żyją w chłodzie i glodzie. A przecież są jeszcze okrutnie traktowane zwierzęta gospodarskie i konie. I traktowane brutalnie kobiety i dzieci. Czasem słyszy się głosy, że trzeba więcej uwagi poświęcić ludziom niż zwierzętom, bo one nie mają duszy. Tak, człowiek za to ma rozum i sam.moze odejść od oprawcy, a zwierzę nie. Nieraz bardziej współczuję zwierzęciu pokrzywdzonemu przez człowieka, na przykład zakopanemu żywcem, niż kobiecie, która żyje z mężem, co bije i pije, ale ona nie odejdzie, bo on ma pieniądze. A to niech sobie cierpi na życzenie.
Z kim.nie rozmawiam.o Luce, to każdy się skłania ku temu, że ją porzucono, a nie zgubiła się. Była bez obroży. Kto bierze psa do lasu bez obroży i smyczy? Poza tym ona garnie się do ludzi, nie odbieglaby sama bez powodu tak głęboko w las. No i boi się wsiadać do samochodu. Może ma skojarzenia?
Pani weterynarz powiedziała, że Luka ma około półtora roku, nie więcej niż dwa. Jest trochę wychudzona, ale w dobrej kondycji i zdrowiu. Jak się u mnie już całkiem zaaklimatyzuje to przyjdę po coś na odrobaczanie, potem szczepienie i sterylizacja.
Wnuczka jest w takim wieku (6.5 roku), że same bezmyślne zabawy już nie wystarczą. Lalkami to się w ogóle mało bawiła,lubiła od początku klocki, teraz marki LEGO, lubi wszelkie prace plastyczne oraz fascynuje się kosmosem. Zna.nazwy planet, potrafi je narysować z ich charakterystycznymi cechami. A takie różne doświadczenia fizyczno-chemiczne wynalazlam w internecie i to był strzał w dziesiątkę. Tak samo jak ten ogródek w słojach. Gotowy bardzo ładnie wygląda.
Co do psa, to już od dawna o tym myślałam, oglądałam strony schronisk, ale ze względu na pracę i to, że wciąż mnie gdzies nosi, nie odważyłam się. Teraz sytuacje mam nieco inna, no i w tym lesie trzeba było zdecydować natychmiast, tu i teraz: albo biorę do domu albo do schroniska. I jak ją sobie wyobraziłam w klatce, to... zabrałam do domu:)
Też łażę przed pracą na spacery. Jakże ja się cieszę, że wreszcie mam las na wyciągnięcie ręki!
Ja się ostatnio sama z siebie śmiałam. Nałożyłam błyszczyk na usta przed wyjściem a i tak zakładałam potem maseczkę. Jaki to sens? ;D ;D A potem maseczka poklejona. ;D
Nie dalej jak wczoraj rozmawiałam z koleżanką, że teraz przy pracy zdalnej przeterminują nam się wszystkie kosmetyki:) Bo po pierwsze siedzimy w domu, a do lasu ... właśnie... dla dzięciołów się malować ?:)
Po Twojej przeprowadzce myślałam, że braku gór za progiem nic Ci nie zrekompensuje, dobrze zatem, że las Cię cieszy:)
Już to robisz, a kot z psem predzej sie dogaduje niż kot z kotem. Masz wiec fajną parkę, Luka jest mlods , wiec zabawy i spacerki przed wami.
My też mieliśmy takie psy znalezione na ulicy. I chociaż wiele z nich już odeszło do krainy szczęśliwości, to wciąż pozostają w mojej pamięci. Aktualnie mamy dwa pieski. Bardzo je lubię.
Jest w tym wiele racji, mam już w tej kwestii doświadczenie. 25 lat temu wzięliśmy do domu kota. Gdy miał trzy lata, przygarnęliśmy pieska. Konfliktu nie było, zdecydowanie rządził kot:) Niestety, tamten kot od ośmiu lat nie żyje, a tamten piesek od czterech. Żyły ze sobą 14 lat w zgodzie w blokowym mieszkaniu.
Oczywiście miało być "wypieszczę":) Bo okazuje się, że straszna z Luki pieszczoszka:)
Widziałam zdjęcia tych zwierzaków, kotek ma interesujące ubarwienie, a pieski jak widzę całkiem nie małe, na pewno jest przy nich dużo pracy, ale i radości. Teraz mam parkę;) To bardzo zabawne poobserwować ich wzajemne relacje.
To świetnie . Dzieci w tym wieku chyba w ogóle są ciekawe świata . Z moją wnuczką jest podobnie - jest trochę starsza, w piątek skończy 11lat , ale stale ją coś pociąga. Starszy wnuk kiedy miał 7 lat dyskutował ze mną o tym co sprawia, że wybuchają wojny i zadawał bardzo mądre pytania , aż się bałam czy sprostam zadaniu i mu to odpowiednio wyłożę.
O własnie ! Odpowiednie wyłożenie to jest największa trudność. Samą wiedzę można doczytać, ale jak przedstawić problemy świata dziecku, które ma całkiem inną wrażliwość niż dorosły? Żeby przekazać, a nie przestraszyć. Też miewam takie problemy.
Jesteś niesamowita. Zwierzaki urocze.
A na jesienny spacer poszłabym w towarzystwie. Chociaż nie wiem, co kot na to:))
Pozdrawiam jesiennymi nostalgiami
Kota to raczej zostawimy w domu,choć nieraz usiłowal za mną iść nieco dalej:)
Pozdrawiam
A może ja w góry chodziłam dlatego, że lasów mi brakowało tam w tych pustych dolinach?... Hmmm
Cudne zdjęcia. Piękna jesień.
I cudnie, że psina znalazła dom.
Gratulacje dla Psiej Mamy !! ;o)
Jeśli się zgubiła to Wet sprawdzi chipa i prawie wszystko się wyjaśni...;o)
Co roku robię fotoalbumy dla Wnuków ze wspólnymi wyprawami, do zdjęć dołączam rymowanki "na temat", żeby się miło oglądało...;o)
Podziwiam Twoją cierpliwość do kota...;o)
No, nareszcie dotarłam. :)
Ale się u Ciebie dzieje.
Odniosę się do kilku wątków.
Taka babcia, jak Ty, to skarb:) No i takie konstruktywne zajęcia bezcenne.
Piękną jesień pokazałaś. Prawdziwa kolejna u Ciebie uczta dla oczu.
Piszesz, że skróciłaś włosy.:) Bardzo podobają mi się krótkie fryzurki u kobiet, jednak ja jakoś nie mam na taką odwagi...
Zgadzam się z tym, że samopoczucie jest ważne. Nawet jak nie wychodzę z domu, delikatny makijaż i odpowiedni strój to dla mnie mus.:)
A teraz co do zamkniętych cmentarzy, to ma takie samo zdanie, co Ty.
No i teraz o zwierzakach. Uśmiałam się, kiedy czytałam o Twoim kocie.:) Moja Córcia była wielką kociarą. Przygarnęła bezdomnego kociaka, który wyrósł na wspaniałe kocisko. Jak znajdziesz kiedyś czas i będziesz miała ochotę, zerknij sobie na blog mojej Ani. Można wejść przez mój blog: Vintage cat. Często Tycjan pozował z Anią na zdjęciach. Był cudny. Teraz Tycek jest w kocim raju, a może w tym samym co Ania? Kto to wie...
Co do psiaczka - BRAWO TY! Jeśli u Ciebie zostanie, na pewno będzie szczęśliwy.:) Jest śliczny i ma bardzo mądre oczy.
Jestem zarówno kociarą jak i psiarą. Zawsze miałam oba zwierzaki.
Teraz mieszkamy z M. w bloku, często wyjeżdżaliśmy, no i niestety nie mamy zwierzaczków.:( Przy mojej obecnej chorobie to też raczej niemożliwe... :(
Posyłam moc pozdrowień dla Ciebie i mnóstwo głasków dla kota i psa.:)
W nocy był przymrozek, dużo liści zbrązowiało i spadło z drzew. Zimno od dwóch dni, i raczej tak zostanie, niestety:) Z żalem patrzyłam na ostatnie kolory jesieni, jedynie chryzantemy płoną uparcie intensywnymi barwami.
Piesek w domu jak na razie jest niekłopotliwy, ale bardzo wesoły i cieszy mnie to.
Mam stres, czy będę dobrą opiekunką dla psinki, na razie doszkalam się z internetu:) Luka nie ma chipa, byłam z nią u weterynarza. Na ogłoszenia nikt nie odpowiada, oprócz pana, co zapytał ile piesek ma lat, bo mu ponad dwa lata temu zaginęła podobna suczka - niestety, wtedy Luki to jeszcze na świecie nie było.
Dla mnie fotoalbumy to pierwszyzna, ale uważam, że to będzie fajna pamiątka. Dodatkowo pozbyłam się dziś kilku stówek na zakup innych prezentów, do mikołajek blisko, a potem będzie tłok w paczkomatach.
Twoja córka jest piękna. Jest. Była i jest, wciąż taka piękna. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie Twojego bólu. Ale możesz być z niej dumna, na zawsze, to wspaniała kobieta. Wypatrzyłam towarzyszącego jej kota i już wiem, dlaczego nazywał się Tycjan:)
To takie głupie, ale imię kota natychmiast przypomniało mi mój okres pracy w biurze podróży, gdy oprowadzałam turystów po Wenecji. Moim popisowym numerem, bardzo lubianym przez turystów, była opowieść o niezwykle barwnym życiu malarza Tycjana, który związany był z tym miastem:) Eh... już 16 lat minęło od tego czasu...
O psince coraz więcej się dowiaduję z jej zachowania, oczywiście to przypuszczenia, bo nikt po Lukę się nie zgłosił. Jeśli do niedzieli nie będzie odzewu, usunę ogłoszenia i wpisy na FB i zostanie u mnie, potem już jej nikomu nie oddam:)
Pozdrawiam serdecznie, wszystkiego dobrego.
Piękny pies, co za historia. Powodzenia w opiece!
Miło mi, że odwiedziłaś blog mojej Ani.:) Teraz już tylko ja piszę na nim do Córci. Jutro Ania skończyła 38 lat...
A kocurka nazwała właśnie z powodu rudości. Wyobraź sobie, że podczas drugiego rzutu choroby zapragnęła mieć pieska. I Zięć kupił Jej pieska. Przemycaliśmy go co jakiś czas za zgodą pielęgniarek do szpitala. Nazwała go Lucek, tak jak Twój kocurek...
Ania zawsze mówiła, że nie przeżyłaby gdyby Tyckowi lub Luckowi coś się stało. Dwa lata po Jej odejściu, Tycek zachorował. Mimo długiego leczenia, Marcin zdecydował się go uśpić.
Zaś Lucek bardzo się do mnie przywiązał. Prawie przez pół roku opieki nad Anią już w domu, Lucek nie odstępował mnie nawet na chwilę. Ania nie nacieszyła się Luckiem. Podczas choroby straciła wzrok... Opowiadałam Jej, co robi, jak wygląda...
Przepraszam za ten wątek osobisty. Przeżywam już dzisiaj jutrzejszy dzień. Byłam i jestem z Ani dumna.
A ból i tęsknota są ciągle takie same...
Serdeczności także dla Ciebie.
Witam.
Lubię psy i ładne widoki.
Zdjęcia super.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
Piesek jest także sympatyczny i wesoły i w miarę grzeczny:) I co ważne, żyje w zgodzie z kotem.
Psa lubię, ale psów jako takich nieszczególnie:) dziwne, prawda? To przez to, że nie mam zaufania do psów. Swojego lubię, bo ufam.
Będziesz !! Na pewno będziesz wspaniałą Psią Mamą...;o)
U nas prezenty też już pochowane w sypialce, żeby Święta były świąteczne, a nie wkurzające...;o)
Fotoalbumy już ogarnęłam, ale czekają jeszcze na ostateczną weryfikację, bo mi mózgowie musi odpocząć od rymcioklepek...;o)
Zdjęcia piękne, szczególnie to z łabędziem. Fajnie, że zostawiłaś miejsce, które psinka sobie wybrała. Pozdrawiam. :) .
Niech ma radoche, że sama zdecydowała hi hi:)
Witaj mglistym piątkiem
Po takim jesiennym spacerze chętnie rozgrzałabym się zupą dyniową.
A Ty jesteś rzeczywiście niesamowita
Pozdrawiam końcówką listopada
Prześlij komentarz