Drugi dzień od powrotu, a ja nie wychodzę prawie w domu. Jest tak gorąco, że zajęłam się pracami domowymi. Oczywiście pranie ciuchów po podróży. Sprzątanie. Bo niby nikogo w domu nie było, a wszędzie kurz. Może to krasnoludki u mnie zamieszkały?:) Wychodzę tylko na działkę wyzbierać truskawki i robię przetwory. Z rana nieco popracowałam, bo chwast wyrósł, mimo, że przed podróżą wszystkie grządki czysto wypieliłam. Kot taki stęskniony (opiekowała się nim córka), że na krok się nie oddala, najchętniej wisiałby mi na plecach:) Zazdrosny o Lukę, już kilka razy sprał ją po pysku i nie wpuszcza jej na legowisko, uważając, że jest jego:) Chyba się trzeba wyszkolić z psychologii zwierząt, żeby to ogarnąć:)
Nie będę się za wiele rozpisywać, kto ma ochotę niech popatrzy na obrazki. Wyjazd się udał. Obecność psa nie była przeszkodą. Tylko w Krakowie na Wawel, nawet na dziedziniec, nas nie wpuszczono, no i na Babią Górę psa nie mogłam wziąć. Ale na wszystkich innych szlakach psy mile widziane, można je wprowadzać do schroniska górskiego. Nawet w restauracjach nie było problemu wejść z psem na salę, ale jednak wolałam zostać w ogródku, bo może komuś obecność psa odbiera apetyt:) Często przy drzwiach lodziarni, sklepów czy restauracji stoją psie miski z wodą. Ja miałam swoją składaną miskę dla Luki, z której czasem korzystała, bo oczywiście woda ze strumyka była znacznie smaczniejsza:)
Większość czasu spędziłam w Beskidach:
-w Korbielowie i Jeleśni, gdzie jak widać pogoda była różna, jeden dzień słoneczny, drugiego dnia deszcz choć przez kilka godzin.
Chodziłam nie tylko po małych górkach i przełęczach, ale także po wysokich Beskidach, Pilsko i Babia Góra zdobyte, dostarczyły mi pięknych widoków. Luka mogła pójść tylko na Pilsko. Wspinała się jak rasowa turystka:) Wcale po niej nie było widać zmęczenia i nie straszne jej były stromizny. Byłam tym zaskoczona, nawet spodziewałam się, że w połowie trasy będę musiała zawrócić. A psina złapała bakcyla i parła do przodu jak burza!:)
- byłam też w Sopotni zobaczyć największy beskidzki wodospad. Zdjęcie nie oddaje jego uroku. Widok spadającej wody, lodowaty powiew, głośny szum... trzeba go zobaczyć na żywo.
- byłam też na Górze Żar, to ta co z niej butelki lecą pod górę:) Nie sprawdzałam. Niestety, im wyżej na górę, tym gęstsza mgła, niewiele było widać, ale nie szkodzi, a mgła dobrze robi na cerę:)
- z powodu mgły zaporę Tresna i jezioro Żywieckie obejrzałam z dołu.
36 komentarzy:
Wspaniała wyprawa i Luka tak dzielnie Ci towarzyszyła! Aż zatęskniłam za górami i tymi przestrzeniami.. Za zwiedzeniem też. A Twoja towarzyszka wiedziała, kogo wybrać na "swojego człowieka" 🙂 Życzę Wam kolejnych tak fajnych wyjazdów!
Piękne zdjęcia i piękna wycieczka!A w Twojej Luce jestem zakochana po uszy- przewspaniała psinka!:)
nie powiem, że nie, ale zazdroszczę....piękne widoki
Przyjemnie i w dobrym towarzystwie!
Że zawiszczam tak wspaniałej wycieczki, to chyba nie muszę mówić! No i ta Twoja Piesa - sama bym taką chciała mieć! Ale jeszcze trochę musze poczekać! Pozdrawianki serdeczne!
Tereny a właściwie okolice plus Kraków dobrze mi znane. Nawet niektóre szlaki choc ja nie tak jak Twój pies Górołaz.
Najważniejsze, ze wypad udany i jesteś zadowolona a chwile zatrzymałaś jak to się mówi w kadrze.
Serdeczności.
Pies pełen niespodzianek!
Pojechałabym do Krakowa... Parę zdjęć pokazałaś, i od razu człowiek sobie przypomina, jakie to piękne miasto.
Piękna wycieczka . Fajnie,że urlop się udał.
Beskidy to moje ulubione góry, chociaż za wysoko się po nich nie wspinam. Ale kocham je za widoki i to, że tak pięknie pozują mi podczas malowania plenerów.
Super wyprawa, szkoda że nie wszędzie można z psami!
twoje zdjęcia i relacje potraktuje jako wstep do naszej wyprawy, postanowiliśmy ponownie zawitać do Kotliny Kłodzkiej, nie wiem jak to będzie z Czechami, ale sprawdzimy na bieżąco.
Nie wszystkie miejsca z twojej relacji znam, nad Jeziorem Żywieckim byliśmy przez chwilę, ale może jeszcze kiedyś damy rade.
Powroty do rzeczywistości bywają trudne...
Mamy piękny kraj, tylko trzeba umieć to zobaczyć i się z tego cieszyć. Piękna wycieczka i fotki jak zwykle oddają piękno.Pozdrawiam.
Oooo, przypomniałaś mi moje młodzieńcze wędrówki po Sudetach - podobne krajobrazy i miasteczka. nawet korzenie drzew wystające z ziemi :) Twój dzielny psiapsiół mnie wzruszył, bo wędrował z tobą jak prawdziwy szwajcarski pies górski. Zazdroszczę ci tego, że możesz i chcesz wędrować :)
Pewnie że w domu też jest fajnie...:-)
A jak jeszcze można sobie powspominać piękne miejsca które się zwiedzało i po nich wędrowało to MIODZIO :-))
Cieszę się, że wróciłyście zadowolone. Jeśli chodzi o Lukę to byłam pewna, że na wczasach będzie się umiała zachować i wstydu Ci nie przyniesie :). Zobacz jak bardzo odmieniłaś życie psa, pewnie z wzajemnością, chociaż Ty jej życie pewnie dużo bardziej. Porzucona i zostawiona sama sobie weszła w nową rzeczywistość z całym impetem swoich czterech łap i teraz nie dość, że cudnie żyje to jeszcze podróżuje.
Wiadomo, że woda ze strumienia nie ma sobie równych, w dodatku jest samodzielnie "zdobyta" co w psim mniemaniu jeszcze podnosi jej wartość :).
Mnie powroty do domu też cieszą ale ta radość trwa góra dwa dni bo po tym czasie znów mam ochotę wybyć w świat :)
Na szczęście upały na chwilę minęły i po letniej burzy zrobiło się chłodniej.
Urlopu zazdroszczę. Muszę jeszcze trochę poczekać.
A w domu może być również ciekawie, zwłaszcza gdy taki pies jest w pobliżu.
Pozdrawiam orzeźwiającym powiewem wiatru za oknem
Przed przygarnięciem jakiegoś pieska powstrzymują mnie właśnie podróże...
Wiesz, że ja nie lubię za bardzo psów:) Ale z Luką tak się dopasowałyśmy, jak powinno niejedno małżeństwo:) Idealnie!:)
Dziękuję. Z Luką idealnie się zgrywamy, chyba ten pies dla mnie błąkał się w listopadzie po lesie:)
Pięknie, ale stanowczo za krótko:)
To prawda:) Odpowiednie towarzystwo to pół sukcesu, a może nawet cały:)
Jak może pamiętasz - nie planowałam psa, trafił się. Ale jak to możliwe, że mamy podobne upodobania i nie działamy sobie z Luką na nerwy ?:) No wie wiem, po prostu odnalazłyśmy się jak dwie połówki jabłka:)
Lubię oglądać zdjęcia z wycieczek, gdy deszcz lub śnieg za oknem, dlatego pstrykam ich dużo.
Pozdrawiam
Kraków ma wiele urody i wdzięku, wiele atrakcji, ale bardziej od miast lubię naturę.
Udał się, ale to dopiero początek:)
To właśnie dla tych widoków przede wszystkim pokonuję te setki kilometrów...:)
W Kotlinie Kłodzkiej nigdy nie byłam, znam z internetu i wiem, że to atrakcyjna okolica. Na pewno będzie ciekawie i wypoczniecie.
Dziękuję. Uważam tak samo. Wystarczy mieć otwarte oczy i umysł.
Bardzo lubię takie włóczęgi.
Jednak najpierw trzeba się udać w te miejsca, aby potem je wspominać:)
...że woda ze strumienia jest smaczna, to przekonałam się osobiście:) Parę lat temu wchodziłam na Trzydniowiański Wierch w Tatrach z zapasem 3 litrów wody. Skończyła mi się w połowie trasy (szczyt ma prawie 1800 m npm), było potwornie gorąco i nawet zamierzałam już wracać. Gdyby nie strumień, w którym uzupełniłam dwie 1,5 l butelki, miałabym kłopot. W tym czasie minęło apogeum upału i szczyt zdobyłam i wróciłam przed nocą.
Ismeno, u nas nadal upalnie. W okolicy trafiały się burze, u nas na szczęście spadł rzęsisty choć obfity deszcz, bez nawałnic i gradu, ale tylko raz. Wody w gruncie póki co nie brakuje, a ostre burze niech nas nadal omijają. Jutro znowu 32 stopnie, ale był dzień, w którym od północnej strony domu w cieniu na termometrze widziałam 35. Tego dnia nie wychodziliśmy z domu przed 18, kiedy temperatura spadła do 30
Dokładnie tak samo myślałam, dlatego tylko oglądałam zdjęcia piesków na stronach schronisk. Jednak kiedy znalazłam Lukę porzuconą w lesie, nie mogłam jej tam zostawić. Zaakceptowałam konsekwencje. Czasem jednak myślę, jak zorganizuję się, kiedy będzie można swobodnie i bez ograniczeń przemieszczać się samolotem. Chyba córka będzie musiała na ten czas przeprowadzać się do mnie do domu, abym choć na tydzień gdzieś poleciała. Ale to nie w tym roku.
To się Wam pięknie wyjazd udał...;o)
I nie tylko ten:)
Uwielbiam takie górki, wędrówki. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam
Prześlij komentarz