niedziela, 18 lipca 2021

Tykać, nie tykać

 To były ciężkie dwa tygodnie:) Opiekowałam się  4-letnią wnuczką. W porywach dwiema, bo i tą starszą. A i dwa razy przyjechał syn z najmłodszą. Uszy puchły:) Jestem tak stęskniona ciszy i spokoju, że dziś nic nie robię. Kompletnie nic. Tylko z psem wychodzę. I tylko nie rozumiem, dlaczego - gdy córka zabrała dziś 4-latkę - rozpłakałam się z żalu, że już odjeżdża:) Weź i zrozum...

Dom do odgruzowania, wszystkie koce, narzuty, poduszki do prania. Ściany do  mycia po kredzie i plastelinie:) Zresztą będę je odświeżać w sierpniu. Odkurzacz chodził dwa razy dziennie. Podłoga w łazience nie nadążała wysychać po chlapaniu się, jak  nie w brodziku, to choć w umywalce. Poza tym muszę odpocząć psychicznie . Zmęczyła mnie ciągła uwaga, dostosowywanie się do poziomu kilkuletniego dziecka, łagodzenie sporów między dziewczynkami i kombinowanie, co ugotować, żeby zjadły. Nie jestem typową  babcią. Kocham te szkraby nad życie i jak będzie trzeba, to znów się zajmę każdą z nich, ale to ciężka praca, choć jest w tym także wiele przyjemności i radości.

Tymczasem urlop właśnie mi się skończył i jutro do pracy. Muszę w tym miesiącu przepracować 9 dni, więc wolnego będzie mało. Nastał też czas kiszenia ogórków i robienia sałatek ogórkowych (dowodem nie tylko liczne zapełnione słoiki w kuchni, ale i mój grubo zabandażowany prawy kciuk!:) Zamroziłam trochę czereśni i wiśni, w kolejce czekają porzeczki. Dżemy truskawkowe już w piwnicy, za chwilę nastanie czas malin.

Wyhodowałam sobie z ziaren własne arbuzy:)


Lato w pełni, bogate w kolory.


W tak zwanym międzyczasie udało mi się zrobić trzy krótkie wycieczki, zapraszam zatem w Lasy Parczewskie KLIK! , do Rogowa KLIK! oraz w Lasy Kozłowieckie KLIK! Prawda, że tam pięknie jest ?








Lista miejsc do odwiedzenia na lato obszerna, prędzej mnie chyba zima zastanie, zanim je zrealizuję:)

A o co mi chodzi w tym tytule o tykaniu ? Otóż, osobiście dość trudno przechodzę z ludźmi na formę "ty".  Uważam, że przejście z pan/pani na "ty" to sprawa osobista i między tymi dwiema formami osobowymi jest duża przepaść. Nie powiem byle komu "ty". Ta forma zarezerwowana jest dla osób, z którymi łączy mnie coś bliskiego. Przy czym fakt, że np. moja córka wyszła za mąż za swojego męża, nie jest dla mnie wystarczający, aby rodziców tego męża "tykać":) Zatem z rodzicami zięcia/synowej jestem per pan/pani. Dziwne ? Nie dla mnie:) Zresztą zięć też do mnie mówi per pani, bo nie jest moim  ulubionym; ulubionym był zięć nr 1(ten łachudra, jak się okazało poniewczasie;) i on mówił do mnie "mamo", sam z siebie, niczego mu nie sugerowałam. Moja córka do swoich teściowych też mówi pani/pan.

Krępuje mnie, gdy po wymianie dwóch zdań ktoś proponuje mi przejście na "ty". Bardzo źle się z tym czuję. Uważam, że powinno to się stać w sposób naturalny po dłuższym czasie, gdy z daną osobą się dobrze poznamy. Z  niektórymi ludźmi  nie życzyłabym sobie nigdy przejść na formę "ty" i "paniamy" się od lat.

Na  blogach zwracamy się do siebie na "ty". To chyba taka zasada zgodna z netykietą. Zatem np. do Pani Marii (Jesienna) i do Ani (Extrakt życia) też zwracam się na "ty", choć jedna starsza ponad 20 lat, a druga ponad 20 lat młodsza ode mnie. Mam nadzieję, że panie się nie obrażają z tego powodu:) Kiedy w komentarzach  u siebie lub u innych czasem widzę zwrot "pani", wydaje mi się on nie na miejscu, choć zapewne wynika z szacunku dla właścicielki bloga.

W mojej pracy od zawsze jest taki durny zwyczaj, żeby sobie tykać, także managerom i dyrektorowi. Nie podoba mi się to. Krępuje mnie. Wolę zachować dystans do przełożonych, nic mnie z nimi prywatnie nie łączy, nie chcę żadnego zbliżania się. Z trudem wyciskam z siebie formę "ty" do managerki. Wolałabym też, aby ona do mnie mówiła "pani", ale siłą rzeczy nie jest to możliwe, nie powiem jej przecież, że nie życzę sobie "tykania". Z dyrektorem mam rzadko do czynienia, więc jest łatwiej, ale... Ale w przyszłym tygodniu spotkam się z nim w pewnej sprawie i postanowiłam, że zwrócę się do niego niezgodnie z etykietą obowiązującą w firmie czyli "Panie Marcinie" :) Czasem w  biurze słyszę, jak ktoś do niego skrępowany dzwoni i stara się tak prowadzić rozmowę, żeby nie powiedzieć ani ty ani pan, widać ma ten sam problem co ja. Brzmi to żałośnie i śmiesznie. Mówienie do siebie po imieniu niepotrzebnie niszczy bariery formalne, które są nam potrzebne. 

Mówienie do siebie w formie "ty" bierze się z kultury anglosaskiej. Nie wynika to z faktu, że są oni bardziej otwarci, tylko z powodu braków językowych. W angielskim nie obowiązuje forma pośrednia pomiędzy "sir", a imieniem i to, że z kimś jesteśmy na ty, wcale nie oznacza, że zostaliśmy kolegami. To po prostu zwrot, który pomaga w komunikacji z osobami, z którymi mamy na co dzień do czynienia. W polskiej tradycji między ludźmi, którzy nie są sobie bliscy regułą była forma pan/pani, ewentualnie z dodatkiem imienia. Potem ktoś wymyślił, że "panów już  nie ma":) 

Ale nie znoszę wprost, kiedy jakiś urzędnik, co go widzę pierwszy raz na oczy albo jakaś osoba z infolinii zwraca się do mnie: Pani Piranio (tu wstaw imię:). Aż chce mi się wrzasnąć: nie jestem dla pana/pani żadna Pirania, jestem klientem jednorazowym i tylko chcę załatwić swoją sprawę a nie spoufalać się. "Pani Piranio" może mi mówić ktoś, kto mnie już zna. No, takiego mam hyzia:)

A Wy jak uważacie ?

43 komentarze:

aga-joz pisze...

Też tak mam. Choć ostatnio jakoś łatwiej przechodzi mi się na formy bezpośrednie. Miewam tylko czasem kłopot z tymi, co to przypadkowo przejadą ze mną na "ty" i od razu uważają, że dzięki temu powinnam coś im załatwić, pomóc itp. Tylko w drugą stronę nijak to nie działa

kotimyszkot pisze...

Tak to już jest, najpierw dziecię umęczy, a potem się za nim tęskni :) Arbuzów gratuluję! Szkoda, że na balkonie mi się nie zmieszczą. Co to "tykania", nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłości żona mojego syna mówiła do mnie na "pani". Dla mnie tworzy to przepaść rodzinną i dystans, tam gdzie jednak wolałabym mieć przyjaźń bądź choć jej namiastkę, co w dużej mierze zależy od charakterku przyszłej synowej ;) Z teściową jestem na Ty i wspaniale nam się rozmawia i dzieli przeżyciami. Moi rodzice też są z nią na Ty. W ogóle "paniowanie" mnie męczy i często utrudnia życie, ale szanuję jeśli ktoś taką formę woli, zwłaszcza ktoś starszy, do kogo mam szacunek. Natomiast wśród znajomych moich znajomych, wśród sąsiadów, czy osób poznanych w sieci z którymi mam możliwość spotkać się na żywo szybko przechodzimy na Ty i to obustronnie, jakoś tak chyba przenosząc ten netowy zwyczaj. Co innego w pracy, tu też jestem za utrzymaniem dystansu do przełożonych. To z kolei często ułatwia załatwianie spraw służbowych i utrzymuje szacunek - w obie strony. Urzędnikom czy osobom z infolinii jakoś nie zdarzyło się mówić do mnie pani Myszko, ale nawet gdyby, chyba nie miałabym nic przeciwko. Pozdrowienia przesyłam :)

dora pisze...

Dystans się w wielu sprawwch przydaje i jest nam Polakom chyba latwiej kiety,,paniujemy i panujemy". Spoufalania przez urzednikow czy jakiś dzwoniacych wyslannikow diabla też nie lubię. Ale z moimi znajomymi sprzedawcami z zieleniakow mowimy cobie po kumotrrsku pani Krysiu, panie Kacprze, pani Dorotko, a co tam, przy okazji zawsze porozmawiamy, pozartujemy i jest milo.

dora pisze...

Co do niezięciów to forma bezosobowa,lub po imieniu, bo jaka ja ich mama, a na pan/ pani też nie bardzo.Mbie bardzo kulo w gardlo mowienie do swoich tesciow mamo,tato, szczegolnie, ze te slowa byly mi obce, bo nie wychowywalam się z rodzicami.

Agniecha pisze...

Też nie lubię zbyt szybkiego przechodzenia na Ty. Oraz mówienia po imieniu, gdy się w ogóle nie znamy. Np. telefoniczni sprzedawcy nie wiadomoczego zazwyczaj zwracają się do człowieka :"Dzień dobry Pani Aniu czy Asiu." Nie cierpię. Dla mnie używanie form Pani/Pan jest wyrazem nie tylko dystansu, ale i pewnego szacunku do drugiej osoby. I czasem znam pewną osobę w różnych kontekstach - kupuję coś w aptece, i wtedy jest formalnie. I chodzę z tą samą osobą na zajęcia jogi, i tam wszyscy są po imieniu. Kontekst się zmienia, zmienia się język.

jotka pisze...

Piękne strony odwiedziłaś, lub odwiedziła Pani:-)
Mój wnuk dopiero w drodze, więc później te wszystkie atrakcje poznam.
W pracy mam zasadę, że w obecności uczniów, rodziców, do wszystkich koleżanek zwracam się Pani, bo to placówka oświatowa, ale z drugiej strony małe dzieci mówią do pań w szkole pani Kasiu, Tereniu itd.
Nie ma na to recepty, bo każdy odbiera i stosuje inaczej...

Lucia pisze...

Napisałaś to, co obserwuję od lat. Ja jestem z czasów kiedy nawet do młodej dziewczyny używało się formy pani a czasami panno o ile była dorosła. I to ja jako kobieta decydowałam o przejściu na ty z mężczyznami. Nikt mnie nie tykał i tego nie lubię w realu. M
Na blogu to co innego szczególnie jeśli znamy się wiele lat. Ułatwia to wirtualny kontakt. W Italii też nie lubię tykania a ono staje się normą w urzędach. Wolę jak mówią do mnie " signora".
A co do zięciów czy synowych? Kocham moją synową jak trzecie dziecko i nie wyobrażam sobie żeby mówiła do mnie 'pani". Sama też do moich teściów używałam formy " mamo, tato' i nie mialam oporów. Natomiast mój ojciec z moją babcią byli z racji animozji na " pan". A właściwie wrócili do tej formy po rozwodzie rodziców. Wszystko zależy od " eli' jak mówimy na Śląsku. Miejsca wycieczkowe piękne a zmęczenie i tęsknota za wnuczki brzmi znajomo. Serdeczności

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Mam te same odczucia związane z "tykaniem" w realnym życiu w Polsce. Na Bałkanach forma pan/pani jest używana bardzo rzadko i jakimś cudem zupełnie mnie to nie razi, podobnie jak w internecie, chociaż musiałam do tego przywyknąć (ale nie drażni mnie zwracanie się per pani).

Gratuluję arbuza, wygląda imponująco i wydaje się duży. :))

Anna K. Olszewska pisze...

W tym roku kompletnie przegapiłam przyrodę. Nie zwróciłam uwagi nawet na sezon truskawkowy, co jest jak na mnie bardzo niepokojące.
Ano życie. W ostatnich miesiącach ono mnie dosłownie przetyrało i tyle. Stres, niepokoje... Nie zauważyłam jak te dni płyną i że już lipiec.

"Nietykieta" blogowa, podoba mi się to sformułowanie. Zawsze zastanawiał mnie zaś jeden problem, czy kiedy spotkam się z taką starszą blogerką, będę umiała tykać? Co więcej, czy wypada nie tykać po np. latach pisywania przez internet na ty. I co z tym byś zrobiła?

wilma pisze...

Też mam takiego hyzia, ale to pewnie związane jest z tym, ze od dziecka byliśmy przyzwyczajeni do Pani/Pan.
Moja córka już z tykaniem raczej problemów nie ma, bo u nich w pracy też wszyscy na "Ty", czego ja sobie nie potrafię wyobrazić.
W ostatniej mojej pracy prywatnie z Dowódcą byłam na "Ty", ale na terenie pracowym zawsze było Pan/Pani.
Na blogu to inna sprawa, tak jest od początku przyjęte, ze tu się "tyka". Nawet gdy dochodziło do osobistych spotkań blogerów Bloxa zorganizowanych np. w Redakcji Gazety na ul. Czerskiej, spotkań wyjazdowych do Juraty czy do Mikołajek wszyscy mówili sobie na "Ty" i było to całkiem naturalne.
Znam sporo dużo młodszych ode mnie dziewczyn z blogosfery i to jest jedyny przypadek, kiedy mnie nie razi ich "tykanie".
Miejsca wycieczkowe przecudnej urody, kojące wzrok zielenią i te urocze wiejskie chatki.
Co do opieki nad wnuczkami - rozumiem wszystkie Twoje odczucia. Jak są u mnie moje wnuczęta to też bywam zmęczona fizycznie i psychicznie, rozdrażniona, czasem wręcz wkurzona. Bywa, ze liczę dni kiedy wreszcie wrócą do swojego domu, a kiedy odjeżdżają jest mi bardzo smutno.
ps. Do Rogowa bardzo chciałabym pojechać (muszę namówić Ślubnego;) ze względu na plantacje chmielu. Kiedyś duże plantacje chmielowe były w okolicach Konina, od kilku lat zlikwidowane, a lubię się pogapić na te wspinające się po drutach rośliny...

Mo. pisze...

A ja lubię "tykanie" jeśli chodzi o mówienie po imieniu do mnie, do innych osób mam problem jedynie jeśli są to osoby dużo starsze. Chociaż zauważyłam, że teraz większość ludzi woli żeby mowić do nich po imieniu, sama też jestem jedną z nich. Sporo czasu spędziłam w Hiszpanii a tam zwraca się po imieniu do każdego, niezależnie od wieku. Pamiętam, że na początku byłam w lekkim szoku widząc jak młode osoby zwracają się na Ty do osób mogących być ich rodzicami. Też miałam z tym problem i kilka razy mi się "oberwało" za zwrot Pani do osób dużo ode mnie starszych. Nawet do sąsiadek mówiłam na Pani aż kiedyś jedna zwróciła mi uwagę, że ma na imię Carmen :). Później poszło już gładko :). Myślę, że zwrot Pan/Pani jest typowy dla naszej kultury i w Polsce te zwroty są powszechnie stosowane, zwracanie się do siebie po imieniu jest u nas trochę bardziej skomplikowane :).
Chociaż jeszcze nie mam oficjalnych teściów to nie wyobrażam sobie mówić do nich ani po imieniu, ani Pan i Pani. Już teraz bardzo często "tatusiuję" i "mamusiuję" ale są przekochani więc mam ułatwione zadanie i żadnego z tym problemu :)

BBM pisze...

Mam podobnie, jeśli chodzi o tykanie, jedynie z zastrzeżeniem rodzinnym. Z teściami moich dzieci jesteśmy po imieniu, tak jest wygodniej, zresztą się lubimy, więc to jakby dość naturalne.
Znajomosci blogowe przeniesione do realu też nie budzą wątpliwości. A w ogóle wszystko zależy od okoliczności i od tego, czy ktoś budzi sympatię czy nie.
Zdjęcia świetne: przyjaźnie, zielono... To Twój drugi blog?...

onyks pisze...

Ja z tym nie mam problemu , nawet wolę formę "ty" , sama też szybko na taką przechodzę. I nie wyobrażam sobie , żeby moje synowe mówiły do mnie "pani" . Zwykle mówią "mama" ale czasem jak jest nastrój rozrywkowy to "teściowa" - śmiechu przy tym nie mało. tak sobie myślę ; że to "paniowanie" to taki relikt przeszłości , charakterystyczny dla naszych terenów.
Arbuzy Ci się udały!

Agnieszka Zielińska pisze...

Jeśli chodzi o "tykanie", jestem tego samego zdania. A jak dziewczę z banku dzwoni i zwraca się do mnie "Pani Agnieszko", mam ochotę odłożyć słuchawkę, choć wiem, że tak ją nauczono.
Ale arbuzy piękne!

Zielonapirania pisze...

Fakt, że coraz częściej uznajemy formę ty za akceptowalną. Niektórym kojarzy się to ze stylem młodzieżowym, w ten sposób nieco się odmładzamy:) Wiele zależy jednak od okoliczności. Przypominam sobie, że będąc na wczasach bardzo często otrzymywałam propozycję przejścia na ty od osób np. od wspólnego stolika w restauracji. Z jednej strony mile, z drugiej... niepotrzebne. Poza tym stolikiem wcale się nie widywaliśmy i żadna z tych znajomości nie była kontynuowana. To też takie przypadkowe przejście na ty, ale tu nikt niczego nie chciał załatwić, raczej dla wygody w komunikacji.

Zielonapirania pisze...

Układy między teściowymi i synowymi i zięciami są różne:) Moja synowa mówi do mnie mamo, choć jeszcze przed ślubem porozmawiałyśmy o tym i powiedziałam, że niby jest tradycja, ale to ona decyduje, bo mamę ma tylko jedną, a ja jestem obca, więc może mi po imieniu albo jak chce. Zdecydowała się za jakiś czas na tę mamę. Z zięciem natomiast nie znałam się wcale, nawet jak już córka z nim mieszkała. Takie życie, pojechała za nim kilkaset kilometrów. Długo nie mieli ślubu, więc ja jemu po imieniu, on mnie per pani. I tak zostało także po ślubie. Widzę go może raz na rok i nie przepadamy za sobą, choć układy są pozornie poprawne. Pozornie, bo była między nami raz awantura, kiedy mu pewne rzeczy wygarnęłam, aż poleciał poskarżyć się swojej mamusi:) Dla mojej córki jest dobrym mężem, jest super tatą, ale to nie jest typ, z którym mogłabym się zaprzyjaźnić. Nie tylko ja, bo znajomi córki też się z nim nie zdołali zaprzyjaźnić ani polubić. Wolę zatem te oficjalna formę z nim, czas pokaże czy to się zmieni.
Niedawno rejestrowałam auto. Po obejrzeniu dokumentów pani w okienku zwróciła się do mnie "pani(i tu zdrobniałe imię), tego bardzo nie lubię:) Jeszcze by mnie tak nie raziło, jakby nie to infantylne zdrobnienie.

Zielonapirania pisze...

I tu się zgodzę, coraz bliższa znajomość sprawia, że płynnie przechodzimy od pan do ty i to mi się podoba, że dzieje się to etapami.

Zielonapirania pisze...

Mnie niemal zmuszano do mówienia "mamo" do teściowej, czułam ogromny nacisk ze strony byłego i teściowa ciągle mi na to zwracała uwagę. Migałam się jak mogłam, bo to nie jest normalne tak się zwracać do obcej baby:) A jak już nie dało się uniknąć, to zwrócenie się tak do teściowej było katorgą:)
Synowa mając wybór zdecydowała się na te "mamę", mnie nie przeszkadza, jak chce to proszę bardzo.

Zielonapirania pisze...

Dokładnie! A jeszcze zdarzyło mi się, że gdzieś na przystanku obcy człowiek zagadał o byle czym, że ładna pogoda albo autobus nie przyjeżdża i pyta znienacka: a pani to jak ma na imię? Oczywiście wcześniej swojego nie podał:) Takie coś zawsze mnie zaskakuje:) Po co mu moje imię ? Czy to zakamuflowana propozycja przejścia na formę ty??:)

Zielonapirania pisze...

Odwiedziłaś:)
Kiedy dzieci zwracają się do nauczycielki pani Kasiu, to skraca się dystans, i to chyba jest dobre? Świadczy też o tym, że dziecko tę osobę akceptuje, uważa relację za pozytywną.
Mam przekonanie, że forma zwracania się do siebie wzajemnie powinna wynikać z natężenia znajomości, z zasad savoir vivru, z kultury, a nie z nakazów.

Zielonapirania pisze...

Była kiedyś taka zasada niepisana, że jak jesteś powyżej 18 lat, to jesteś pani/pan. To się jeszcze obserwuje na uczelniach, gdzie starsi wykładowcy tak się zwracają do studentów. A ci młodsi asystenci lub adiunkci pozwalają sobie mówić na ty. I jak oni mają zbudować sobie szacunek i autorytet u studenckiej gawiedzi:)?

Zielonapirania pisze...

Arbuzów wyrosło około dziesięciu, rosną w ogromnym tempie, dosłownie w oczach. Trzymam kciuki, żeby dojrzały w zdrowiu:) W poprzednim roku miałam melony, były pyszne. I one też w gruncie rosły z ziaren. Nie miałam arbuzów do skrzynki, tylko od razu w ziemi, chyba im tegoroczne upały sprzyjają

Zielonapirania pisze...

Sezon truskawkowy był bardzo krótki, choć truskawki były dorodne. Mogłaś nie zauważyć:)
Masz trudny okres w życiu, tyle zmian, nic dziwnego, że następuje naturalna podświadoma selekcja spraw ważnych i mniej ważnych. Jeszcze wróci równowaga, bądź pewna.
Moim zdaniem, jak już się zaczęło tykać, to trzeba być konsekwentnym:)

Zielonapirania pisze...

W uprawie chmielu przoduje gmina Wilków na Lubelszczyźnie, produkują połowę polskiego chmielu! Zresztą ponad 80% upraw leży właśnie w lubelskim. Rogów od Wilkowa niedaleko, zaledwie 8 km. W dzieciństwie że starszym rodzeństwem jeździłam na zbiory chmielu, nie do gminy Wilków co prawda,ale też upraw było sporo. Teraz nie ma ich tam ani jednej.

Zielonapirania pisze...

A mnie wciąż zaskakuje, gdy na zagranicznych filmach nastolatkowie do obcych staruszków zwracają się w formie "ty":)
Poziom sympatii ma decydujące znaczenie dla zaakceptowania odpowiedniej formy między teściami a synowymi/zięciami. Najgorzej, jak ktoś coś usiłuje przeforsować na siłę.

Zielonapirania pisze...

Tak. Tam piszę tylko o tym, gdzie byłam i co widziałam:) komentarze są wyłączone, bo w ogóle to tamten blog powstał przed laty dla koleżanki, która wyjechała z mojego miasta, a wciąż pytała: a gdzie ty ostatnio byłaś? No to jej na tamtym blogu pokazywałam:)

Zielonapirania pisze...

Moja synowa też zdecydowała się na opcję "mama", choć nie oczekiwałam. Proponowałam na ty, ale sie nie przyjęło, a mój syn to nawet był taką propozycja zdegustowany:) Z zięciem się nie widuje z powodu odległości i braku wzajemnej sympatii, zatem jak się widzimy raz na ruski rok to ja jemu po imieniu, a on mi per pani i mnie to bardzo odpowiada.
Na arbuzy chucham i dmucham, żeby ich co nie zeżarło albo żeby nie podgnily, tfu tfu! Ciekawe, czy będą słodkie jak te z południa Europy.

Zielonapirania pisze...

A bo w różnych korporacjach specjaliści uważają, że jak konsultant powie do klientki "pani Agnieszko" to skróci dystans i łatwiej coś sprzeda. Jednak nie na wszystkich to działa. I co opracowali spece w Ameryce, niekoniecznie sprawdzi się w Polsce.
W swojej pracy mam takiego telefonicznego kontrahenta, co do mnie mówi dziecko, serduszko, kochaniutka:)) Pan ma ponad 90 lat i wyjątkowo mnie to bawi, a nie razi:) a on myśli, że ja to jakaś trzydziestka i nie podejrzewa, że dubeltowa:)
Arbuzy mam pierwszy raz i nie mogę się doczekać degustacji, póki co niech jeszcze podrosną.

gordyjka pisze...

Babciowanie jest super...;o)
Arbuzy imponujące...;o)
Tytkania też nie lubię, Rybeńko moja miła...;o)

Zielonapirania pisze...

Hi hi:)
Miłe to babciowanie ale też i męczące. I pomyśleć, że jednocześnie wychowywałam troje dzieci, sama! Jak ja to zrobiłam?:)

Fuscila pisze...

Oj, ja już prawie nie pamiętam babciowania najmłodszych wnusiów! Ale nie miałam problemów, bo jako nauczycielskie dziecko byłam nauczona opiekowania się "drobiazgami"! Teraz, gdy dorosły, o - to już wyższa szkoła i nie zawsze z sukcesami! 🤔
Wychowywano mnie i braci od najmłodszych lat na koloniach, obozach i chyba to powoduje,że nie mam problemów z "tykaniem"! Jedyne odstępstwo to Synowa

grazyna pisze...

Oj Piranio! ja jak Mo...przebywałam w hiszpańskich klimatach, a raczej iberoamerykańskich, ale to prawie to samo, u mnie to trwało 40 lat i tam wszyscy mówią sobie na ty, może na początku miałam opory ale potem z radością na to przystałam, tylko studentom nie pozwalałam na taka poufałość, chociaż jedna zwracała się do mnie Danusha bo używałam na uniwersytecie drugie moje imię, bo z Grażyny robili "gadzina" więc nie brzmiało to dla mnie ślicznie. A że była świetną studentką to jej na to pozwoliłam.
A moje wnuczki nie wołają na mnie babcia, tylko Gradzi, bo tak zwracała się do mnie gosposia Kolumbijka mojej córki. I już pozostałam Gradzi dla nich, bardzo mi się to podoba.
W Polsce muszę się pilnować bo często przechodzę na ty z przyzwyczajenia i czasem za to przepraszam tłumacząc się gęsto.
Arbuz cudny!

Ismena pisze...

Witaj Piranio
Bardzo nie lubię tego tykania. U mnie w pracy też niestety jest taki zwyczaj, że wszyscy są na ty.
Jednak na co dzień denerwuje mnie takie szybkie przejście na mówienie sobie po imieniu. Raz nie wytrzymałam i powiedziałam, że sobie tego nie życzę. W końcu dawno nie jestem już nastolatką. Niektórzy twierdzili, że przesadzam, ale nie ustąpiłam. I co ciekawe, ta osoba, której zwróciłam uwagę to zrozumiała.
A zdjęcia zachęcają do wyjazdu. Niestety mój urlop za ponad miesiąc
Pozdrawiam słonecznym porankiem

Zielonapirania pisze...

Problem nie tkwi w dzieciach, tylko we mnie:) Dziewczynki są przesłodkie, mądre i grzeczne. Jednak na mnie widok zawalonego kredkami i kartonami stołu działa drażniąco, bo wole go czystym i pustym: Rząd bucików w przedpokoju na mnie sprawia wrażenie bałaganu. Tylko patrzę, czy im modelina na dywan nie spadła:) Nie trzęsę się o przedmioty, nie mają dużej wartości, raczej są tanie, ale lubię jak jest porządek po mojemu. Dziecięcy hałas i chaos zaburzają mi poczucie wolności w moim własnym domu, stąd dodatkowy stres:)

Zielonapirania pisze...

Zdaje sobie sprawę, że wpływ na stosunek do formy ty ma wychowanie i okoliczności życiowe, ale także osobiste cechy człowieka. Jeden łatwiej się zaprzyjaźnia, drugi wolniej. Że zdumieniem patrzę na osoby, które np. na FB mają po kilkaset znajomych. Naprawdę? Aż o tyłu osobach mogą powiedzieć, że to znajomi? Więc jak wyglądają ich kontakty? Czy starcza im roku, aby choć raz ze sobą porozmawiac? I przypuszczam, że że wszystkimi są na ty. A ja mam, jak to się mówi, trzy koleżanki na krzyż i naprawdę to mi wystarcza. Reszta ludzi jaka przewija się moim życiu nie jest na tyle ważna, aby wchodzić w bliższe relacje i forma pan/pani jest barierą. I to mi odpowiada.

Zielonapirania pisze...

Miło Cię widzieć:)
Jak widać, różne osoby mają różne preferencje. Propozycja przejścia na ty powinna być wyważona z uwzględnieniem chęci tej drugiej strony. Inaczej sytuacja będzie niekomfortowa. Pamiętam, jak kiedyś pewna pani dużo starsza i kompletnie ode mnie różna, zaproponowała mi znienacka formę ty. Nie mogłam się przemóc. Nadawalysmy na kompletnie innych falach. Nie było między nami żadnej iskry. Za każdym razem zwracała mi uwage, gdy mi się wymknęło pani, choć wytłumaczyłam się, że ona do mnie moze po imieniu, ale ja do niej wolę pani. Nie przyjęła do wiadomości
W końcu zaczęłam jej unikać i przechodzę na drugą stronę ulicy:) budzi we mnie straszny dyskomfort:)

gordyjka pisze...

Mnie nie pytaj...;o)

agatek pisze...

hejka :)
Muszę sobie podzielić twój post na części, bo spory jest ale to dobrze :) Jest co czytać :D Póki pamiętam - możesz podać mi przepis na cukinie-krem? Wspomniałaś o niej u mnie. Ja lubię sprawdzone przepisy.
Gratuluję arbuza... ho ho ho! Z nasiona... brawo, brawo :)))
Czyli teraz wypoczywasz... wiele przetworów zrobiłaś. Wiesz, że coraz mniej ludzi robi przetwory na zimę? Ja głównie mrożę owoce. Robiłabym dżemy ale mąż ma cukrzycę a w tych przepisach jest masa cukru :/ Może powinnam robić dla samej siebie...? Musze pomyśleć o tym, bo czasami kupuję dżem... ale po co kupować? hahahaha dałaś mi do myślenia :)
czytam dalej...

agatek pisze...

Droga Pani Piranio :)))))))
Czuję podobnie, acz ciut chyba lżej a może teraz tam mi się wydaje. Jak słyszę Pani Agatek to jeszcze ujdzie, zaczynam się tego uczyć i w mojej pracy, jak widzę, zwrócenie się w ten sposób pani i imię, daje niebywałe rezultaty. Kiedy ktoś ,,nadal obcy" z automatu przechodzi ze mną na Ty to od razu kontruję, że ,,zostajemy na pan-pani" . Ogólnie jestem otwarta i rzadko się zdarza aby osoba, proponująca mi przejście na Ty spotkała się z odmową. Natomiast mąż, mający większe doświadczenie w pracy w grupie, powiedział mi, że przejście na Ty przez pracodawcę czy szefa bardzo często łączy się z tym, że będąc po imieniu może ,,wymagać więcej" , bo jak jesteśmy na Ty to mi nie odmówi. I rzeczywiście coś w tym jest.
Piękne masz kwiaty jednoroczne, u mnie się małpy nawet nie pokazały, może przez te liczne opady? Może powinnam wysiewając je przejść z nimi na Ty, to nie miały by wyboru :))))) .
W każdym razie, tak mi się jeszcze przypomniało, odnoście tego co napisałaś o różnicach kulturowych, to pamiętam ze starych filmów, że nawet małżonkowie zwracali się do siebie pani -pan, mimo małżeństwa a zwracanie się do siebie po imieniu było dowodem powstania zażyłości. My mamy inną mentalność i wcale nie oznacza, że złą. A Niemcy? Nie wiem jak teraz ale oni byli bardzo ospali w przechodzeniu na ty. Wszystkiego dobrego życzę :)

haniamrok pisze...

Cudne masz te jednoroczne kwiaty! U mnie nie wyszły (zostaję przy bylinach). A arbuz, jak malowany, wygląda smakowicie :)
Dokładnie wiem, co czujesz, w związku z opieka nad wnuczkami. Moi wnusiowie już znacznie starsi, ale lubią u nas być, więc goszczę ich, kiedy tylko się da. I też czuję się trochę, jak w nieswoim domu. Bo lubię mieć wszystko na swoim miejscu, a tu rozgardiasz (chociaż na pewno znacznie już mniejszy niż kilka lat temu). Zatęsknisz później za słodkimi maluchami, dla których babcia byłą guru. A dzieci tak szybko rosną...
Z tym tykaniem bywa różnie. Jeśli poznaję w realu blogową znajomą, to była to nasza wspólna chęć poznania się, więc użycie formy "pani" byłoby jakieś sztuczne w tym wypadku. Teraz nie mam wielu okazji poznawania nowych osób, ale na przejście na ty dana osoba musi sobie w jakiś sposób "zasłużyć". I z racji wieku, to ja powinnam występować z taką inicjatywą (no chyba, ze trafi sie ktoś starszy ode mnie), ale ogólnie wolę w codziennych kontaktach formę "pani". Od 14 lat mam tu na wsi miłą sąsiadkę, chyba trochę starszą ode mnie. Jesteśmy na "pani', chociaż dla niej jestem "panią Haneczką". I tak jest o.k. A tego spoufalania sie telemarketingowców nie znoszę, tak jak Ty.

Zielonapirania pisze...

Przepis na cukinię podam w dzisiejszym wpisie, zapraszam.
A bo ja za leniwa jestem, żeby robić sadzonki, więc wszystko w ziemię na działce wsadzam, nawet tak posiałam pomidory koktajlowe i pięknie rosną, już od kilku lat tak robię. A arbuzy rosną w oczach. W zeszłym roku miałam tak posiane melony, w tym roku zapomniałam!:)
Z przetworami jest różnie, kiedyś robiłam więcej i bardziewj różnorodnie, korzystała szczególnie średnia córka z zięciem ówczesnym, ale jak wyjechała, to z niektórych przetworów zrezygnowałam lub robię mniej. Zrobiłam dżem z truskawek, kiszę ogórki, zrobiłam dwa rodzaje sałatek z ogórków, bo to schodzi ile jest. Będę robić sałatki z papryki, bo też cieszą się powodzeniem. Żółtą fasolkę też. Będę ją też mrozić. Z owoców co roku robię przecierane mirabelki, uwielbiam i są doskonałe do herbaty, do śniadaniowej bułeczki i do przekładania ciast, nikt nie może rozpoznać z czego jest ten dżemik:) Robię też mirabelki w kompocie, który przed podaniem przecieram, pychota! I oczywiście maliny: sok i przecierany dżemik (bez pestek). Czasem 3-4 słoiki gruszek albo renklody. Obowiązkowo smażone sliwki węgierki, to dla mnie i sok z fioletowych winogron, to dla synowej:) Dużo mrożę, ale nieduże ilości: wiśnie, jagody, borówki, porzeczki, maliny, truskawki, które to najczęściej lądują w blenderze z dodatkiem niewielkim mleka i czasem z kostką lodu (taka namiastka lodów domowej roboty:), w galaretkach i w ciastach.
Niby niedużo, wszystkiego po troszku, ale do następnego sezonu wystarcza.

Zielonapirania pisze...

A widzisz, a ja uważam, że jak przełożony z podwładnym jest na ty, to mu łatwiej odmówić, bo mniejszy dystans:)
Lubię kwiaty jednoroczne, cynie są moimi ulubionymi, mam jeszcze kilka kolorów lewkonii i najróżniste astry, alw nimi będę cieszyć się nieco później. Wynika to też z tego, ze bardzo lubię kwiaty cięte w domu i mam po kilka bukietów naraz ustawionych w każdym pomieszczeniu. Bylin szkoda byłoby mi ciąć, lepiej niech cieszą oczy w ogrodzie:)
Pozdrawiam

Zielonapirania pisze...

W 100% to co napisałaś, jest mi bliskie. Uważam dokładnie tak samo. To, ze sąsiadka do "pani" dodaje imię, wcale mnie nie drażni, robię to samo i jest to naturalne, ale od obcego kto ze mną rozmawia pierwszy raz i w sprawie wcale nie osobistej, wymagałabym formy bardziej oficjalnej.
Pozdrawiam

Prześlij komentarz