Od rana coś buczało od południowej strony, słychać było nie tylko nad rzeką, gdzie udałam się na poranny spacer z psem, ale nawet delikatnie w domu, gdy nie grała muzyka. Po południu poszłam z psem zobaczyć co to. Wydawało mi się, że to motocrossy na torze w lesie, ale tak godzinami, bez żadnej przerwy ? A okazało, że to kombajny. I zdałam sobie sprawę, że żniwa, że niedługo koniec lata. I zrobiło mi się nieswojo... Jeszcze się nim nie nacieszyłam, a za progiem sierpień ? Czas zwolnić. Dłużej posiedzieć na ogrodowej huśtawce wpatrując się w zieleń i posłuchać śpiewu ptaków. Częściej wpatrywać się w zachód słońca niż w książkę na tablecie. Zrealizować plany wycieczkowe, już za parę dni. Nie przegapić urody lata, choć ona całkiem inna niż wiosenne piękno.
I tak sobie popatrując i podziwiając przeszłyśmy z piesą 12 km przez pola i skrajem lasu. Powoli i leniwie...
Aż boję się myśleć, że te powyższe obrazki zwiastują już jesień...
Resztę niedzieli spędziłam w domu. Ostatnie dni były dla mnie nieco stresujące z powodu pracy i postanowiłam spędzić dzień na "nicnierobieniu". Nawet odrzuciłam propozycję kolegi wójta, żeby pojechać w pewne interesujące miejsce, ustaliliśmy inny termin. Z przyjemnością snułam się po domu. I nawet ugotowałam sobie obiad:) Na prośbę z komentarzy podaję przepis na moja zupę z cukinii. Od razu oznajmiam, że gotowanie zupy z cukinii na mięsie to dla mnie pro-fa-na-cja! A są takie przepisy w necie. Po mojemu robię tak: obieram i wydrążam cukinię z ziaren. Kroję w kostkę i do gara, do tego pokrojone ziemniaki (jeden-trzy, zależy ile tej cukinii, na wyczucie, zupa ma nie "jechać" smakiem kartofla) oraz marchewkę, ziele angielskie, liśc laurowy. Wlewam wody tyle, żeby zakryła cukinię i gotuję do miękkości. Blenduję (liść laurowy i ziele wcześniej wyłowić). Dodaję zmiażdżony czosnek (wedle uznania, lubię czosnek i uważam, że nie ma co na nim oszczędzać, w zupie ma go być czuć), solę do smaku, zagotowuję kilkanaście sekund, wlewam 2-3 łyżki oliwy i gotowe. Po wlaniu do talerza kładę na środek kwaśną śmietanę ( na litość boską, nie mieszać!), posypuję zielonym koprem (najlepiej) lub zieloną pietruszką albo nawet szczypiorkiem i koniecznie świeżym zmielonym grubo pieprzem. Jemy nabierając na łyżkę zupę zahaczając o ten śmietanowy kleks. Wówczas w ustach czujemy łagodny smak gorącej zupy przełamany zapachem czosnku i zimną kwaskowatość śmietany, pyszna:) Mnie najlepiej smakuje z grzanką lub kromką z tostera.
Wg identycznego przepisu robię zupę z dyni.





43 komentarze:
Wystawić fakturkę za pięcioletnią obsługę i z rozpędu kopnąć pana w doopsko...;o)
Jak dobrze przeliczy ceny rynkowe to jeszcze dopłatę dostanie...;o)
Żyją na dochodzącego 5 lat. Mieszkają rok:) Ale zgadzam się z Tobą:))
No nieladnie ze strony pana..tez bym wyrzucila i ustalila wygodne spłaty. Może trzeba by mu wystawić rachunek za pobyt roczny w domu...
Robie taka zupę krem bardzo podobnie, bez mięsa i z plamka jogurtu i nie mieszam ją z zupą tylko o nią zahaczam. A ja dzisiaj ugotowałam chupe peruwianskie , tez swietna zupa, moja brat wizytujacy mnie padł z zachwytu...
O to to. Minus pobyt pana tj. czynsz, pranie i obiady które pewnie robiła pani 😜
Zdjęcia na poprawę apetytu, a pan niestety nie zrobił dobrego wrażenia ...
Oby nie było, że pan tylko w tym celu z Panią się spotykał. Też bym podliczyła robociznę i pożegnała w mig. Choć uczuć i nadziei szkoda. Ale większa szkoda mogłaby być później. Smakowicie u Ciebie. Najbardziej mnie te placki ujęły i maliny.. Pojadłbym :)
Zapłaciłabym za remont pomniejszając o koszty pobytu pana w domu i wykopała z hukiem za drzwi. Smakowicie ta zupka wygląda.
Problem jest w tym, że ona go KOCHA. Ja bym się po takim dictum odkochała od razu,ona zastanawia się, czy by mu jednak nie darować kawałka udziału i nie przekonasz. Ja na to, że jak już MUSi to po ślubie i tylko tyci kawałeczek. Brzydko podejrzewam, że nie bez powodu szukała do życia budowlańca, a tu masz! Tylko kłopot:)
Robiła obiady i prała ukochanemu mężczyźnie. Chyba myślała, że on remontuje ukochanej kobiecie, a tu takie rozczarowanie.
Ja wychodzę z założenia, że jak jej pomagał bo chciał i mógł i nie było żadnych umów, to przepadło, jego strata. Na dokładkę ten remont robi i sobie, bo mieszka tu rok i plan był taki, że zostanie na zawsze.
Nie, raczej przez pierwsze lata nie okazywał żadnej interesowności. Problem w tych uczuciach i braku funduszy u pani na zapłatę za robotę.
Ale ona go kocha!:) I boi się zostać sama na tzw. starość. Nie wiem co bardziej. Szczególnie, że córka się wyprowadziła. A dom na wsi zabitej dechami i żadnych znajomych.
Zupę zaraz zrobię, a co do pana, to wyrzuciłabym na zbity pysk. Tego kwiatu jest pół światu, o czym świadczy przypadek mojej sąsiadki po 70tce!
Latem raczej mało planuje wycieczek. Od września u mnie dopiero się zacznie. 🙃Bajeczka typu "trudne sprawy". Człek zaufa, a tu klops.
Propozycja pana mocno szokująca! A pani wyraźnie prosi się o kłopoty, pielęgnując w sobie jakieś nadzieje. Nieciekawy facet!
No niestety, temu panu podziękowałabym...
Oh miłość jest ślepa. Nie zdziwiłabym się, gdyby ta Pani zgodziła się na warunki tego Pana, ustawiła się w roli służącej do końca życia, czym straciłaby szacunek w jego oczach i tak dalej, i tym podobne. I żeby tylko na przepisaniu części majątku się skończyło. Bo jak on stwierdzi z zimną krwią, że "sorry kochana, gust mi się zmienił, od jutra wprowadza się DO MNIE moja młoda przyjaciółka"..... Życie zna takie przypadki. Trzymam kciuki za dobrą decyzję tej Pani i niech Ona szybciutko poszuka sobie kogoś sensownego.
Jak zwykl eu Ciebie piekne zdjęcia. Z wszystkiego potrafisz wyciągnąć to "coś" Super. No i smacznie, aż ślinka zaczyna lecieć. A co do pana, skoro już ma taki tupet, to co bedzie dalej. Dobrze że są tylko na dochodząco, bo aż strach się bać.
Domyśliłam się , ale w tym wieku raczej chyba powinien decydować zdrowy rozsądek a nie sentyment, ale łatwo mówić jak sprawa nie dotyczy bezpośrednio. Jest to jakiś argument, przyznaję ; samotność na stare lata - kiepska perspektywa, ale pan wygląda mi na takiego co zwietrzył okazję.
Hmmm, mam taką sytuację pod bokiem, są malzenstwem z doroslymi dziecmi z poprzednich zwiazków. Ona chciala za odlozone pieniadze kupic mieszkanie na ich wspolna stsrosc , bo dom w ktorym mieszkają , pracują chciala zapisac w testamencie corce, ktora jest na razie za granicą, wxwolnym zwiazku, kto wie czy kiedys niexwroci na tarczy, kolezanka woli ja zabezpieczyć. Po za tym do dom
jej ojca i zawszs ale to zawsze byla mowa, ze to bedzie kiedys dom dla corki. Jego dziecko ma wlasne mieszkanie , ustsbilizowane zycie. On wiedzial o tym od poczatku zwiazku, ze tak bedzie, ale kiedy doszlo co do czego obrazil się i zazadal 200 tys za jego wklad w rozbudowe i remontu domu.
Ona zrobila jak chciala mimo wielkiej obrazy,jego histerycznego i samotnego wyjazdu na urlop i roznych takich. Przycichlo, przyklepalo sie i sa nadal razem.
Boi sie być sama, choroby juz ja dopadają, nie pociagnie sama biznesu,no i chyba jednak go kocha, wiec nie kopnie go w tylek, co wiecej omijaja drazliwy temat, jezdza na wspolne wycieczki , niby jest ok. Życie pisze rozne scenariusze.
Zupełnie nie rozumiem kobiet, które boją się zostać "same" na stare lata. Ale - może ja mam dziwny charakter...
Pani powinna podliczyć robociznę pana, od tego odjąć koszty pobytu pana w domu (łącznie z usługami "innymi"). Pewnie pan musiałby jeszcze dopłacić do tego interesu...
Mnie uczucie przeszłoby natychmiast i wykreśliłabym gnoja z życiorysu, ale są kobiety, które się nie poddają... 😏
Nie wiem, co bym zrobiła, będąc na miejscu tej pani. Chyba "odchorowałabym tę miłość" przez jakis czas, a później rozliczyła się z nim definitywnie. Może fakturami, rzeczywiście, jak proponują poprzedniczki w komentarzach, za wszystkie usługi... przy świadku, "adwokacie".
Ona go kocha, ale czy on ją kocha, czy tylko zwietrzył biznes?
U mnie pan byłby na straconej pozycji!
Maliny spowodowały u mnie niezły ślinotok! ;-))))
Onyks, pan ma swój dom, w którym mieszka córka, niedługo z mężem. Pozostałe dzieci urządzone i zamożne w innych miastach. Pani się przyznała, że w odpowiedzi na pana propozycję zauważyła, że przecież w takim przypadku jego córki odziedziczyły by po nim część jej domu. I on na to: a co w tym dziwnego i nienormalnego ? Moim zdaniem wszystko! Pogoniłabym i ja:)
Mario, może nie aż tak, że zwietrzył biznes, ale pokazał, jak bardzo jest interesowny i to go niestety skreśla. Ona też nie jest bez winy. Mogła się spodziewać takiego rozwoju sytuacji i jak on nic nie mówił, to ona chętnie korzystała z jego pomocy i kupowanych także i przez niego materiałów.
A niektóre (jak ja) to tylko do domu wpuszczają kwiatki z ogródka:) Obecność jakiegokolwiek faceta w domu bardzo pogorszyłaby jakość mojego życia:) Z powodu takiego podejścia, dla pani z opowiastki mam dwie rady: jedna - podziękować panu i to nawet bez rozliczania się: co dołożył to odmieszkał. A jak tak bardzo kocha, to ślub i dla niego notarialne prawo do mieszkania w tym domu, chyba, że sam go opuści lub się rozwiodą.
No właśnie. Ale czy nadal ufać ?
Co ma pani zrobić? Wywalić na zbity pysk. Przepraszam, przecież mieszka. Przecież powinien się dokładać, choćby pracą. Przecież nie umawiali się tak wcześniej. Bezczelny typ. To jakiś cwaniaczek jest, trzeba na niego uważać. I pozbyć się jak najszybciej, bo może zacząć być złośliwy i wredny. Brrrr. Pani znajdzie fajniejszego. Przytulaski
To zupełnie tak jak ja :)
Absolutnie racja!
Jaką zapłatę!!! Mógł ostrzec na początku, że będzie pomagał za kasę. A on nie powiedział i teraz wymaga? Jeszcze raz brrrr.
I bardzo rozczarowujący, bo zapowiadał się dobrze.
Ja już jej tłukę do głowy, na co ona się naraziła i na szczęście mam sprzymierzeńca w osobie, której zdanie ona także szanuje, tak, że jest nas dwie na jednego:) Ona się boi, że jak on ją zostawi to będzie musiała sprzedać dom. To nie będzie łatwe, poprzedni właściciel sprzedawał kilka lat, to dość niechodliwa okolica.
Ja bym żadnego faceta na stałe do domu nie wpuściła, od żadnego nie przyjęłabym kasy i pomocy w tak obszernym zakresie, dlatego chyba nie jestem w stanie do końca pojąć sytuacji.
Dziękuję,
W sprawie pana podzielam zdanie. I strach w razie czego brać z nim ślub.
Lepiej lub gorzej, ale jakoś każde zaakceptowało taki stan, widać każe miało argument za tym, aby zostać. U mojej koleżanki jest gorzej, bo ten facet nie chce rozmawiać, każdą próbę kwituje: a co tu gadać ? i wychodzi.
Ja bym też panu podziękowała, bo jego żądanie świadczy o braku uczucia do pani, działa z wyrachowaniem i każdego dnia można spodziewać się, że mu się nagle związek odwidzi.
Czytam w internetach o różnych rozwiązaniach, ale nic nie pasuje. Chyba pani będzie musiała iść do prawnika.
Old Lady, jakby pani walnęła mu kasę i zatrzasnęła drzwi, to może by się poczuła bardziej honorowo. A teraz mówi, że jak tylko trzaśnie drzwiami, to będzie miała uczucie, że go wykorzystała i on pomyśli, że z premedytacją. Muszę ją bronić przed tym, żeby on jej nie wykorzystał, a to niełatwe:)
W pewnym wieku każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy zakorzenieni w swoich światach, mamy swoje miejsca i majątki, mniejsze lub większe. I jeśli ktoś szuka nowego uczucia, to na tym powinien się skupić i zakończyć. Uważam, że pani też przeholowała z tym braniem pomocy i z tego teraz wychodzi ten problem.
On nawet mówi, że chodzi mu o to, żeby córki jego potem, w razie czego, po nim mogły odziedziczyć to, co włożył w remont! jego córki miałyby dziedziczyć jej dom! To już jest skrajna bezczelność myśleć w ten sposób. Ale wie co robi: gdyby się związali ślubem, a ona zeszła pierwsza, to on mając już kawałek domu zgarnąłby w spadku resztę i jej córka i wnuczka nawet nie miały by tu kąta!
Pozdrawiam
Oczywiście! A pani przecież ma pewnie "swoich" do dziedziczenia, a wojna o spadek jest wykańczająca! A pani przecież za własne pieniądze, uciułane zapewne z trudem dom kupiła. A co będzie, jak się córeczki przez złośliwość wprowadzą się do domku zatrują pani resztę życia? Będą miały do tego prawo i nikt im tego nie zabroni. Pani musi pamiętać o tym, że spokój to najważniejsza rzecz na świecie! Trzymam kciuki za panią :)
U mojej bylo wymowne wsciekle milczenie przez jskis czas, chsmskie zachowanie i w ogole obraza, a pozniej walizeczka i na wycieczke pojechal, ale wrocil😄 Ona dazyla do porozumienia, ugody, dogadania się.
Prześlij komentarz